Epilog
Sophie
Pół roku później
Maggie
była w drugiej ciąży.
Alice
miała kolejne dziecko.
Moja
bratowa też.
Chciałam
się cieszyć ich szczęściem.
Ale…
Ja
nic.
Tego
dnia w pracy dostałam miesiączkę, więc byłam nie tylko obolała i humorzasta,
ale jeszcze zrozpaczona.
Jeszcze
przed ślubem przestałam brać pigułki i nie stosowaliśmy żadnych zabezpieczeń,
ale nic to nie dało.
Nie
zaszłam w ciążę.
Może
nie było mi dane, żebym miała własne dziecko?
Nie
miałam dać dziecka Alexowi.
Wiedziałam,
że będzie rozczarowany, ale będzie się starał mnie pocieszyć.
Jechałam
Raptorem do domu na lunch i pogrążałam się w coraz ciemniejszych myślach, na
które nie pomagały żadne metody, które przez tyle lat pozwalały mi na skupianie
energii na najważniejszych rzeczach.
O,
Boże!
Kiedy
zaparkowałam na naszym podjeździe, spojrzałam na nasz dom i wreszcie dotarło do
mnie, że umknął mi priorytet.
Najważniejszy
był Alex.
A
on chciał, żebym była szczęśliwa.
Więc…
Skup się, Sophie.
Wykrzesałam
z siebie całą energię, wyprostowałam się, postarałam się o pogodny wyraz
twarzy, chwyciłam z fotela pasażera torby ze styropianowymi pojemnikami i
wysiadłam.
Zamknęłam
drzwi i automatycznie natychmiast zapikałam w zamki, poszłam do drzwi i
otworzyłam je z klucza, żeby zaraz za progiem wstukać kod do alarmu.
-
Wróciłam - zawołałam do domu, chociaż podejrzewałam, że Alex był w studio,
które dla niego rozbudowałam tak, jak to zaplanowałam dawno temu i miał
zamknięte drzwi, więc by mnie nie usłyszał.
Ale
nie był.
Zaskoczył
mnie i, kiedy wyszłam z korytarza wejściowego, nadszedł od strony salonu,
obejmując mnie od razu w talii i przyciągając do siebie, by wziąć moje usta w swój
głęboki, mokry, namiętny pocałunek.
Mój
ulubiony.
Całe
zdenerwowanie, frustracja odpłynęły w sekundę, kiedy rozchyliłam wargi, żeby
wpuścić jego język do środka, chociaż, niestety, wywołany podnieceniem skurcz
macicy przypomniał mi o pewnej niedogodności.
Nie
mieliśmy szans na kontynuację.
-
Cześć, kochanie - wymruczałam do jego ust, trzymając dłonią jego kark, kiedy
się odrobinę odsunął.
Między
nogami miałam powódź i nie było to
pozytywne uczucie.
Ale
zawsze lubiłam jego pocałunki.
Alex
przesunął swoje ręce tak, żeby zabrać mi z ręki torbę z naszym lunchem, a potem
zdjął mi z ramienia torebkę.
Wszystko
wylądowało na podłodze.
Ale,
kiedy poczułam jego palce na rozporku, odsunęłam się.
-
Przykro mi, kochanie - powiedziałam, a właściwie wymamrotałam, nie patrząc mu w
oczy - Nic z tego, dostałam miesiączkę.
Wtedy
usłyszałam, jak to zabrzmiało, a, co ważniejsze, poczułam, że mój ukochany mąż
zesztywniał.
No,
tak.
-
Nic nie szkodzi, Księżniczko - powiedział łagodnie i ujął moją brodę, żeby
pocałować moje usta krótko i delikatnie - Będziemy mieli jeszcze mnóstwo innych
okazji.
Wiedziałam,
że to miało podwójne znaczenie.
Alex
wiedział, czemu tak zabrzmiałam i chciał mnie pocieszyć.
Robił
to już szósty raz od naszego ślubu.
Schyliłam
się, podniosłam z podłogi torbę i torebkę, postarałam się o uśmiech i
powiedziałam podnosząc wyżej torbę z cateringiem - Kupiłam pancakesy na lunch.
Poszliśmy
w stronę kuchni.
*****
Alex
Tego samego dnia
po południu
Alex
zadzwonił, kiedy wiedział, że Sophie nie będzie w domu przynajmniej przez dwie
godziny.
Nie
chciał jej okłamywać.
Ale
musiał to zrobić w tajemnicy przed nią, bo się martwił.
Widział,
jak wysilała się by okazywać spokój, a nawet przywoływała pogodny wyraz twarzy.
Pragnęli
dziecka, ale u Sophie mogło to się zmienić w obsesję, jeśli Alex nie
zadziałałby szybko.
Tim
w tej sytuacji nie mógł pomóc.
Nie
chodziło o wsparcie psychologiczne.
Więc
Alex musiał szukać porady u kogoś innego.
Znał
przynajmniej dwie takie kobiety, do których mógł się zwrócić.
-
Hej, Eva - przywitał się po tym, jak zdecydował, z kim chciał rozmawiać, wybrał
numer i uzyskał połączenie.
-
Jesteś teraz w domu? - spytał po usłyszeniu powitania - Muszę pilnie
porozmawiać.
-
Och - powiedziała mu do ucha kobieta, której kiedyś Alex nie nazwałby swoją
przyjaciółką - Tak, ale Jimmy…
-
Nie - przerwał jej - Chcę porozmawiać z
tobą, nie z Jimmy’m.
-
Dobrze - odparła natychmiast Eva i, nie pytając go o przyczynę tego nagłego
telefonu, dorzuciła - Możesz przyjechać.
To
było to.
Na
te kobiety zawsze można było liczyć, więc gdyby Sophie porozmawiała z nimi
zamiast to dusić w sobie, na pewno by coś doradziły.
Ale
nie poprosiła ich o pomoc.
Więc
Alex musiał zrobić to za nią.
Pojechał
do domu Evy i Jimmy’ego Mustangiem, a po drodze zastanowił się, co chciałby
powiedzieć.
Doszedł
do wniosku, że najlepsza dla niego będzie szczerość.
Pełna szczerość.
Kiedy
wszedł, przywitał się i usiedli w kuchni, bo Eva robiła coś na kolację dla
swojej rodziny, Alex zebrał się na odwagę i nie zwlekając powiedział szczerze
wszystko, co leżało mu na sercu.
Wszystko.
-
Och, Alex - powiedziała cicho Eva, kiedy skończył.
Nie
przerwała swojej pracy.
Zrozumiała
chyba nawet więcej, niż Alex chciał jej powiedzieć, bo w jej głosie brzmiało
prawdziwe uczucie.
I
nie była to po prostu litość.
-
Mówisz, że byliście u lekarza - podsumowała Eva.
-
Sophie była - powtórzył Alex coś, co już powiedział.
-
A… - Eva się zawahała - ty?
-
Sophie nie chciała - odpowiedział Alex.
Eva
myślała przez chwilę intensywnie, cały czas mieszając coś w misce, a później
podeszła do zlewu, umyła ręce i odwróciła się przodem do Alexa.
-
Wiesz, Alex - zaczęła opierając biodra o blat za nią i patrząc na niego
poważnie - …jeśli lekarze mówią, że Sophie może mieć dzieci, to może. Ale psychika ludzka to potęga.
Może być tak, że Sophie chce dziecka za
bardzo, albo coś innego jej przeszkadza w zajściu w ciążę.
Alex
przestał słuchać uważnie, bo, co prawda wiedział z doświadczenia, że Eva może
mu powiedzieć, co mógłby zrobić dla jego kobiety.
Po
to tam pojechał.
Ale,
po wcześniejszym pytaniu Evy, zaczął się zastanawiać nad tym, czy to nie była
jego wina.
Może
to on nie mógł mieć dzieci.
Postanowił
pójść do lekarza.
Szybko.
Nawet,
jeśli miałby to zrobić w tajemnicy przed Sophie.
Po
prostu musiał wiedzieć.
-
Alex - Eva pochyliła się do niego i skupiła na sobie jego uwagę - Myślę, że
powinniście sobie zrobić wakacje.
-
Co? - Alex zmarszczył brwi.
Wakacje od
robienia dziecka?
-
Powinniście wyjechać gdzieś, by przestać słuchać o cudzych dzieciach - szybko wyjaśniła
mu Eva - Wyluzować. Przestać myśleć o swoim dziecku. Niech Sophie na tydzień
lub dwa zajmie się czymś innym.
-
Och - mruknął Alex.
-
Gdzie Sophie chciałaby pojechać i co
zajęłoby ją tak, że przestałaby myśleć o zajściu w ciążę? - spytała Eva, ale
odpowiedź była oczywista dla nich obojga.
Europa.
Rzym,
Włochy, Anglia, Hiszpania, a może Turcja.
-
Zastanów się - podpowiadała Eva - Przemyśl to dobrze. Może coś ci podpowie
twoja mama, bo wiem, że mają z Sophie wspólne zainteresowania.
Tak!
To
był dobry pomysł!
Genialny!
Alex
wyprostował się i uśmiechnął.
-
No, widzę, że przyjąłeś - mruknęła Eva, wracając do zaczętej kolacji.
-
Tak - odpowiedział Alex rześkim, bardziej radosnym głosem.
To
było to.
-
Dzięki Eva - dodał ciszej i wstał ze stołka.
Podszedł
do niej, pochylił się z boku jej szyi i pocałował ją w policzek.
-
Sophie docenia to, że jesteś jej przyjaciółką - powiedział do niej.
Uśmiechnęła
się łagodnie.
-
Ja też - dodał jeszcze ciszej.
A
potem przeprosił ją za sprawiony kłopot (i usłyszał, że nie było za co, chociaż
było, bo była zajęta), podziękował za dobrą radę, pożegnał się i zabrał się
stamtąd, żeby wrócić do swojego domu, który zbudowała jego Sophie, przed
kolacją, którą on miał ugotować dla nich obojga i przed jego wyjściem do pracy
na nocną zmianę.
Jego
żona powinna tam być wkrótce i mogliby razem zjeść, zanim musiałby ją opuścić
na całą noc.
Ale
może mógłby coś dla niej zrobić.
Musiał
pomyśleć.
I
porozmawiać ze swoją mamą.
*****
Sophie
Dwa miesiące
później
-
Europa była cudowna - opowiadałam głośno
i z żarem wszystkim moim przyjaciółkom przyjaciołom podczas lunchu, na który
spotkaliśmy się w barze niedaleko butiku Aleka i Sama po naszym powrocie z podróży
niespodzianki, którą mój szalony, bardzo kochany mąż zorganizował jako prezent
dla mnie na naszą pierwszą rocznicę ślubu.
Wspaniały prezent!
Nieco
wcześniejszy niż faktyczna rocznica, ze względu na to, że trwało lato, a później
pogoda mogłaby być brzydka i nie zobaczylibyśmy tyle cudownych rzeczy, ile
chcieliśmy zobaczyć.
Prezent
obejmował podróż samolotem do Europy i dwutygodniową wycieczkę po wybranych
przez niego (chociaż tu, jak podejrzewałam, pomogła mu Mama Juliet) perłach
architektury.
-
Widzieliśmy Alhambrę i Casa Mila w Hiszpanii, byliśmy w pensjonacie, który miał
stare rodzinne tradycje i był niesamowity!
- mówiłam i pokazywałam na laptopie niektóre zdjęcia, chociaż podejrzewałam, że
nie doceniliby uroków architektury, dla których Alex zabrał mnie właśnie w te
miejsca - Zobaczyliśmy The Gherkin i most w Bristolu, kiedy byliśmy w Anglii. A
później jeszcze pojechaliśmy na kilka dni do Rzymu.
Popatrzyłam
na roześmiane twarze moich przyjaciółek (i Aleka i Sama).
Cieszyli
się moim szczęściem i podnieceniem.
Kochałam
ich wszystkich.
Wróciliśmy
z Alex’em z Europy zaledwie dzień wcześniej i od razu umówiłam się na lunch z
dziewczynami, Alekiem i Samem.
Uwielbiałam
dzielić się z nimi naszym szczęściem.
Tego
samego dnia mieliśmy być na kolacji u Mamy Juliet, bo Alex następnego dnia miał
być w pracy na dziennej zmianie.
Zapytałam
go, czy pozwoli mi pojechać wtedy do Marii bez niego, żebym mogła jej
poopowiadać o naszej podróży i zgodził się.
Niezależnie
od tego, musiałam wygospodarować czas na odwiedzenie dwóch budów domów, które
zaczęły się przed naszym wyjazdem.
To
z ich powodu nasz drugi miesiąc miodowy (znowu) musiał zostać ograniczony do
dwóch tygodni.
Niespodzianka,
którą zrobił mi Alex była podwójna.
Mój
mąż bowiem postanowił zacząć korzystać z pieniędzy, jakie odziedziczył po ojcu.
Uznałam,
że trochę „odpuścił”.
Cieszyłam
się z tego (że odpuścił, nie zależało mi na pieniądzach).
Nie
chciał ich ruszać, bo nie lubił myśleć o nich jako o brudnych, ale podobno Mama
Juliet powiedziała mu, że połowa z nich to były pieniądze po dziadkach Alexa.
Więc
miał lżejszy bagaż z przeszłości.
A
w wyniku tego nasza podróż po Europie była „wypasiona”.
Mieszkaliśmy
w pięknych hotelach, jeździliśmy wynajętymi SUV’ami, a część podróży odbyliśmy
słynnym Orient Expressem.
Kochaliśmy
się (i pieprzyliśmy) na różne sposoby we wspaniałych, oryginalnych sypialniach
(i nie tylko).
Nie
mieliśmy wiele czasu na zachwycanie się, ale zrobiłam mnóstwo zdjęć i
wspomnienia miały nam zostać na całe życie.
Cudowne.
Teraz
wróciliśmy do codzienności, ale mój zapał powrócił, miałam zapas energii i
zamierzałam pracować do upadłego.
Miałam
cały szkicownik pomysłów na nowe domy, Alex miał swój szkicownik z pomysłami na
obrazy i zamierzaliśmy rozwijać nasze zamiłowania.
Alex
zgodził się, żeby jego mama zorganizowała przy pomocy znajomej wystawę jego
obrazów, co było dodatkowo genialne!
Na
samym wstępie wystawy, przy wejściu, miała wisieć „Królowa Lodu”, czyli Angela.
Żeby
ludzie zobaczyli, jak zmieniało się życie Alexa.
Potem
miały być moje portrety.
Ten,
na którym moja twarz była w obramowaniu dłoni Alexa i ten z dzieckiem na ręku.
Alex
od czasu naszego ślubu namalował jeszcze kilka.
Jeden
z nich przedstawiał mnie śpiącą, wtuloną w białe poduszki, z rozrzuconymi czarnymi
włosami i emanującą takim spokojem i szczęściem, że sama nie uwierzyłabym dwa
lata temu, że taka mogłam być we śnie.
Ale
był też obraz „Balans”, który mnie początkowo nieco zdziwił.
Przedstawiał
bowiem całkowite przeciwieństwo.
Była
to prawie abstrakcja, ale dało się zauważyć w tym zarys postaci, białą i
filigranową przeplecioną z czarną i masywną, ale uzupełniało się tak
absolutnie, że od razu zrozumiałam, co Alex chciał mi powiedzieć.
Balans
to harmonia, ale nie koniecznie dwie części tego samego.
Yin
i yang.
Wystawa
miała być za dwa miesiące i Alex obiecał jeszcze dwa obrazy z naszej podroży,
ale nie chciał mi powiedzieć, co na nich będzie.
To
miała być kolejna niespodzianka.
A
ja kochałam niespodzianki, jakie robił mi mój mąż.
*****
Cztery miesiące
później
Czekaliśmy
z Alex’em w poczekalni na badanie USG, a ja aż podskakiwałam na krzesełku ze
zdenerwowania.
Dwa
miesiące temu, kiedy nie nadeszła kolejna miesiączka, zrobiłam nieśmiało test
ciążowy i popłakałam się ze szczęścia na widok dwóch przecinających się, różowych
kreseczek stanowiących mój plus.
No
kto by pomyślał, że taka głupotka może dać tyle radości.
Alex
był wtedy w pracy na nocnej zmianie i nie powinnam była mu przeszkadzać
(dlatego zrobiłam test pod jego nieobecność), ale nie mogłam się powstrzymać,
zrobiłam zdjęcie plusika i mu je wysłałam.
Zrobiłam
to w oszołomieniu bez wyjaśnienia, więc, oczywiście, pierwszym pytaniem minutę
później było Co to?
Skoro
płakałam ze szczęścia w łazience i nie usłyszałam sygnału SMS’a, więc zadzwonił
następną minutę później, zaniepokojony tym, co mi się mogło stać i mogłam mu to
wyjaśnić osobiście.
Siąkając
nosem do telefonu i jąkając się.
A
potem oniemiał, jak sądziłam, ze szczęścia.
Na
dobre dwie minuty.
Zanim
wyszeptał - Nie płacz, kochanie. Wszystko będzie dobrze.
A
ja się roześmiałam.
-
Wiem, głuptasie - wychrypiałam do słuchawki - To ze szczęścia.
No
i zaczął się ze mnie śmiać.
Oczywiście.
Ale
przecież wiedział, że jego żona to wariatka (chociaż nigdy w życiu nie
pozwoliłby mi tak tego nazwać).
A
potem…
Byliśmy
razem u mojego lekarza ginekologa, który potwierdził ciążę i polecił nam szkołę
rodzenia.
Poinformowałam
wszystkie swoje przyjaciółki, powiedzieliśmy o tym Mamie Juliet, Marii, Vito (i
przez niego Lanie) o wiele za wcześnie, niezgodnie ze zwyczajem, bo jak byłam
jeszcze w drugim miesiącu ciąży.
Zaraz
po wyjściu od lekarza.
Nie
mogłam się opanować, a Alex dał mi to.
Za
to teraz mieliśmy wreszcie po raz
pierwszy zobaczyć nasze maleństwo na obrazie USG, bo nie byłam na żadnym
badaniu po tamtym pierwszym.
Poprosiłam
o USG 3D i zdjęcie maluszka, żebym mogła pokazywać je wszystkim bliskim i
przyjaciołom.
Przyszedł
mój lekarz, wskazał mi pokój, w którym miałam się przygotować do badania,
pielęgniarka mi pomogła, a kiedy po badaniu ubrałam się i położyłam się na
leżance, przyszedł Alex i wreszcie miałam mieć USG.
Zamarłam.
Głowica
trzymana przez lekarza ślizgała się po żelu na moim brzuchu, a lekarz wpatrywał
się w obraz 3D na monitorze z takim skupieniem, że się przestraszyłam.
Alex
trzymał mnie za rękę i poczułam, jak zacisnął palce na moich, więc wiedziałam,
że i on się przestraszył.
-
Hmmm - wymamrotał lekarz, odwrócił się do mnie i uśmiechnął się - Nie wiem, czy
to państwa ucieszy…
-
Co? - prawie krzyknęłam ze
zdenerwowania.
-
Spokojnie - lekarz dopiero wtedy dostrzegł, że byliśmy oboje z Alex’em spięci
do granic niemożliwości - Wygląda na to, że to ciąża mnoga.
-
Co? - wydusił Alex, a ja spojrzałam na niego z otwartymi z oszołomienia ustami.
Bliźniaki?
-
Proszę spojrzeć tu - lekarz zaczął pokazywać nam na ekranie jakieś cienie i
wypukłości - …to jest jedna główka i rączka… - przesunął palcem - tu jest druga…
- i nie skończył, tylko przesuwał dalej - …a tu trzecia.
Trzecia?
Trojaczki?
O, kurwa!
Skarciłam
się w myślach, bo, chociaż nie na głos, ale właśnie przeklęłam przy moich dzieciach.
Dzieciach!
W
liczbie mnogiej.
Spojrzałam
na mojego kompletnie oszołomionego męża i zaczęłam się chichotać na widok jego
miny.
-
Wygląda na to - powiedziałam przez swój śmiech - że moje ciało chce nadrobić
stracony czas.
Alex
wreszcie się ocknął i spojrzał na mnie z uśmiechem.
-
Tak - wymamrotał - …wygląda na to - i pochylił się nade mną, żeby mnie
pocałować.
Z
otwartymi ustami, językiem się wsuwającym między moje wargi, powoli, ale wcale
nie delikatnie.
Lekarz
chrząknął znacząco.
Oderwaliśmy
się od siebie.
-
Przyjmuję to za znak, że się cieszycie - powiedział jakby do siebie.
-
Tak - powiedziałam szczęśliwa, kiedy spojrzałam na niego.
-
Tak - mruknął Alex, brzmiąc na tak samo szczęśliwego.
*****
Cztery miesiące
później
Byłam
jak balon i właśnie pękałam.
Wiedzieliśmy,
że poród będzie wcześniej, byliśmy na to przygotowani i w szkole rodzenia poznałam
różne możliwe scenariusze tego wydarzenia.
Nadal
ten rodzaj bólu czułam po raz pierwszy i przekleństwa od godziny nie chciały
przestać płynąć mi z ust.
Nie
mogłam ich powstrzymać.
Alex
był ze mną i nasłuchał się za wszystkie czasy.
Szczęśliwie
nie przyjmował tego do siebie, a jeśli nawet miałby to zrobić, był zbyt
przejęty oczekiwaniem na nasze dzieci.
Lekarz
zalecał cesarskie cięcie nieco przed terminem pojedynczej ciąży i Eva nam
powiedziała, czego moglibyśmy się spodziewać, bo ona tak właśnie urodziła
Davie’go.
Ale
nasze dzieci nie poczekały na wyznaczony termin.
Chciały
pokazać się nam dwa dni wcześniej.
Niecierpliwe.
Niewiele,
ale Alex się zdenerwował, a ja wstrzymywałam parcie, zagryzałam zęby i
przeklinałam z bólu.
Alex
przywiózł mnie do szpitala moim Raptorem, co było dla niego wielkim
poświęceniem, ale chwilowo nie byłam w stanie tego docenić.
Czekaliśmy
niezbyt długo.
Wreszcie
sama (bez Alexa) trafiłam na salę operacyjną, anestezjolog dał mi znieczulenie
i dolną część mojego ciała schowano za parawanem.
Następnym,
co zobaczyłam, były trzy - jeden po drugim czarne łebki, czerwone twarzyczki i,
hmmm, cóż, olbrzymie, jak na takie
małe ciałko, jądra, a potem usłyszałam krzyk.
Dwie
córeczki i synek.
Wszyscy
trafili do inkubatorów i zabrano ich do sali noworodków, gdzie przez szybę
mogli je zobaczyć Alex, Mama Juliet, Maria i nasi przyjaciele.
Cały
tłum.
Ja
zostałam zawieziona na salę pooperacyjną, gdzie, zmęczona i oszołomiona lekami,
zasnęłam.
Kiedy
obudziłam się dwie godziny później, przewieźli mnie do pokoju, gdzie czekał już
na mnie mój mąż i ogromne bukiety kwiatów.
Ale
pierwszym pytaniem, jakie zadałam, było:
-
Dobudujemy do naszego domu kolejne pokoje dla naszych dzieci?
Alex
zachichotał, pochylił się i pocałował mnie.
-
Może najpierw niech wyjdą z tego szpitala? - zapytał mnie, a ja po krótkim
namyśle przytaknęłam.
Mogłam
z tym poczekać te kilka dni.
Nawet,
jeśli nie mogłam się doczekać, żeby wziąć nasze dzieci w ramiona.
Całą
trójkę.
*****
Ponad rok później
-
Hej, Eva - powiedziałam do telefonu, kiedy moja przyjaciółka zadzwoniła, żeby
zaprosić nas na kolejne urodziny jej najmłodszego synka.
Imprezy
u Evy i Jimmy’ego były najlepsze.
A
ja byłam właśnie świeżo po urodzeniu bliźniaków, więc zostałam zwolniona od
wszelkiej pomocy przy organizacji tego konkretnego święta.
Obchodziłyśmy wszystkie urodziny naszych
dzieci razem, wymieniałyśmy się opieką, odwiedzałyśmy się przy innych okazjach.
Chociaż,
oczywiście, starałam się nie obarczać ich naszym licznym i żywiołowym potomstwem.
Miałam
pomoc Mamy Juliet i Marii, więc nie byłam pozostawiona sama nawet w te dni,
kiedy Alex szedł do pracy, a lubiłam ruchliwość naszych dzieci, więc nie
narzekałam na nich.
Nigdy.
Ellena
Sophia, na którą mówiliśmy Lella, była z nich najsilniejsza, ale to Julia Eva,
czyli Jules, była najtrudniejsza do utrzymania.
Jej
małe ciałko wydawało się nie mieć kości, tak była giętka i elastyczna.
Xander,
czyli Alexander Romulus, był z nich najspokojniejszy, chociaż najbardziej
uparty.
Dążył
do celu jak czołg.
Nasi
dwaj najmłodsi synowie jeszcze nie dawali się we znaki, bo spali, szczęśliwi po
najedzeniu się.
Oczywiście,
że dobudowałam do naszego domu trzy kolejne pokoje z osobnym korytarzem i z
łazienkami.
Znalazłam
sposób na dobudowę następnych, jeśli będzie trzeba.
Oczywiście,
że sprzedałam Raptora, który i tak nie był mi już potrzebny, a kupiłam
(kupiliśmy) siedmio miejscowego Forda Equator’a.
I
to jeszcze zanim dowiedziałam się, że znowu jestem w ciąży, a na pewno, zanim okazało
się, że znowu jest to ciąża mnoga.
Wydawało
się, że jest to moje błogosławieństwo i przekleństwo.
Że
będziemy mieli z Alex’em dużo dzieci,
ale wszystkie urodzą się prawie równocześnie.
Rozmawiałam
z przyjaciółką przez głośnik, siedząc-leżąc w fotelu i przytulając na ramionach
obu moich miesięcznych synków, żeby im się odbiło, po nakarmieniu ich, bo,
dzięki Bogu, nie potrzebowali pobytu w inkubatorach aż tak długo, jak trojaczki
rok wcześniej.
Dwa
dni temu wróciliśmy wszyscy do domu.
W
ostatnich miesiącach ciąży dokończyłam również nowy dom dla Maggie i Davida, bo
ich poprzedni zrobił się zbyt mały, skoro Maggie miała niedługo urodzić ich
trzecie dziecko.
Kupili
działkę budowlaną na Upper Avenues i tam zbudowałam im taki dom, który był
rozległy, ale nadal był Domem Babci.
Taki
klimat chcieli oboje w nim zachować, więc taki dla nich zrobiłam.
Z
tapetami, serwetkami, licznymi ramkami ze zdjęciami itp.
Podobał
mi się.
W
życiu każdej z nas było coś nowego.
Alex
chciał zrezygnować z pracy w straży.
Nie
lubiłam tego, ale nie naciskałam.
Bardziej
lubiłam, jak pracował w domu, malował kolejne obrazy, spełniając się w
uwalnianiu natchnienia.
Może
przyszedł czas na kolejny krok naprzód w życiu również naszej rodziny.
Życie
toczyło się dalej i nie było w nim niczego bardzo złego.
Najwyżej
drobne chmurki.
Ale
takie właśnie jest życie.
I
tak najważniejsze było to, że ja i mój mąż ciągle i ciągle rozmawialiśmy ze sobą zawsze i o wszystkim.
#####
Wszystkie
nazwiska, postacie i zdarzenia są fikcją, wytworem wyobraźni autorki.
Wszelkie
podobieństwo do rzeczywistych wydarzeń lub osób, żywych lub zmarłych, jest
przypadkowe.
#####
Przewiduję
kontynuację dla Was tej serii.
#####
dziękuję
Monique.1.b
https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL