piątek, 13 maja 2022

Epilog - A życie toczy się dalej

 

 

Epilog

A życie toczy się dalej

Sophie

 

 

Pół roku później

Maggie była w drugiej ciąży.

Alice miała kolejne dziecko.

Moja bratowa też.

Chciałam się cieszyć ich szczęściem.

Ale…

Ja nic.

Tego dnia w pracy dostałam miesiączkę, więc byłam nie tylko obolała i humorzasta, ale jeszcze zrozpaczona.

Jeszcze przed ślubem przestałam brać pigułki i nie stosowaliśmy żadnych zabezpieczeń, ale nic to nie dało.

Nie zaszłam w ciążę.

Może nie było mi dane, żebym miała własne dziecko?

Nie miałam dać dziecka Alexowi.

Wiedziałam, że będzie rozczarowany, ale będzie się starał mnie pocieszyć.

Jechałam Raptorem do domu na lunch i pogrążałam się w coraz ciemniejszych myślach, na które nie pomagały żadne metody, które przez tyle lat pozwalały mi na skupianie energii na najważniejszych rzeczach.

O, Boże!

Kiedy zaparkowałam na naszym podjeździe, spojrzałam na nasz dom i wreszcie dotarło do mnie, że umknął mi priorytet.

Najważniejszy był Alex.

A on chciał, żebym była szczęśliwa.

Więc…

Skup się, Sophie.

Wykrzesałam z siebie całą energię, wyprostowałam się, postarałam się o pogodny wyraz twarzy, chwyciłam z fotela pasażera torby ze styropianowymi pojemnikami i wysiadłam.

Zamknęłam drzwi i automatycznie natychmiast zapikałam w zamki, poszłam do drzwi i otworzyłam je z klucza, żeby zaraz za progiem wstukać kod do alarmu.

- Wróciłam - zawołałam do domu, chociaż podejrzewałam, że Alex był w studio, które dla niego rozbudowałam tak, jak to zaplanowałam dawno temu i miał zamknięte drzwi, więc by mnie nie usłyszał.

Ale nie był.

Zaskoczył mnie i, kiedy wyszłam z korytarza wejściowego, nadszedł od strony salonu, obejmując mnie od razu w talii i przyciągając do siebie, by wziąć moje usta w swój głęboki, mokry, namiętny pocałunek.

Mój ulubiony.

Całe zdenerwowanie, frustracja odpłynęły w sekundę, kiedy rozchyliłam wargi, żeby wpuścić jego język do środka, chociaż, niestety, wywołany podnieceniem skurcz macicy przypomniał mi o pewnej niedogodności.

Nie mieliśmy szans na kontynuację.

- Cześć, kochanie - wymruczałam do jego ust, trzymając dłonią jego kark, kiedy się odrobinę odsunął.

Między nogami miałam powódź i nie było to pozytywne uczucie.

Ale zawsze lubiłam jego pocałunki.

Alex przesunął swoje ręce tak, żeby zabrać mi z ręki torbę z naszym lunchem, a potem zdjął mi z ramienia torebkę.

Wszystko wylądowało na podłodze.

Ale, kiedy poczułam jego palce na rozporku, odsunęłam się.

- Przykro mi, kochanie - powiedziałam, a właściwie wymamrotałam, nie patrząc mu w oczy - Nic z tego, dostałam miesiączkę.

Wtedy usłyszałam, jak to zabrzmiało, a, co ważniejsze, poczułam, że mój ukochany mąż zesztywniał.

No, tak.

- Nic nie szkodzi, Księżniczko - powiedział łagodnie i ujął moją brodę, żeby pocałować moje usta krótko i delikatnie - Będziemy mieli jeszcze mnóstwo innych okazji.

Wiedziałam, że to miało podwójne znaczenie.

Alex wiedział, czemu tak zabrzmiałam i chciał mnie pocieszyć.

Robił to już szósty raz od naszego ślubu.

Schyliłam się, podniosłam z podłogi torbę i torebkę, postarałam się o uśmiech i powiedziałam podnosząc wyżej torbę z cateringiem - Kupiłam pancakesy na lunch.

Poszliśmy w stronę kuchni.

*****

Alex

Tego samego dnia po południu

Alex zadzwonił, kiedy wiedział, że Sophie nie będzie w domu przynajmniej przez dwie godziny.

Nie chciał jej okłamywać.

Ale musiał to zrobić w tajemnicy przed nią, bo się martwił.

Widział, jak wysilała się by okazywać spokój, a nawet przywoływała pogodny wyraz twarzy.

Pragnęli dziecka, ale u Sophie mogło to się zmienić w obsesję, jeśli Alex nie zadziałałby szybko.

Tim w tej sytuacji nie mógł pomóc.

Nie chodziło o wsparcie psychologiczne.

Więc Alex musiał szukać porady u kogoś innego.

Znał przynajmniej dwie takie kobiety, do których mógł się zwrócić.

- Hej, Eva - przywitał się po tym, jak zdecydował, z kim chciał rozmawiać, wybrał numer i uzyskał połączenie.

- Jesteś teraz w domu? - spytał po usłyszeniu powitania - Muszę pilnie porozmawiać.

- Och - powiedziała mu do ucha kobieta, której kiedyś Alex nie nazwałby swoją przyjaciółką - Tak, ale Jimmy…

- Nie - przerwał jej - Chcę porozmawiać z tobą, nie z Jimmy’m.

- Dobrze - odparła natychmiast Eva i, nie pytając go o przyczynę tego nagłego telefonu, dorzuciła - Możesz przyjechać.

To było to.

Na te kobiety zawsze można było liczyć, więc gdyby Sophie porozmawiała z nimi zamiast to dusić w sobie, na pewno by coś doradziły.

Ale nie poprosiła ich o pomoc.

Więc Alex musiał zrobić to za nią.

Pojechał do domu Evy i Jimmy’ego Mustangiem, a po drodze zastanowił się, co chciałby powiedzieć.

Doszedł do wniosku, że najlepsza dla niego będzie szczerość.

Pełna szczerość.

Kiedy wszedł, przywitał się i usiedli w kuchni, bo Eva robiła coś na kolację dla swojej rodziny, Alex zebrał się na odwagę i nie zwlekając powiedział szczerze wszystko, co leżało mu na sercu.

Wszystko.

- Och, Alex - powiedziała cicho Eva, kiedy skończył.

Nie przerwała swojej pracy.

Zrozumiała chyba nawet więcej, niż Alex chciał jej powiedzieć, bo w jej głosie brzmiało prawdziwe uczucie.

I nie była to po prostu litość.

- Mówisz, że byliście u lekarza - podsumowała Eva.

- Sophie była - powtórzył Alex coś, co już powiedział.

- A… - Eva się zawahała - ty?

- Sophie nie chciała - odpowiedział Alex.

Eva myślała przez chwilę intensywnie, cały czas mieszając coś w misce, a później podeszła do zlewu, umyła ręce i odwróciła się przodem do Alexa.

- Wiesz, Alex - zaczęła opierając biodra o blat za nią i patrząc na niego poważnie - …jeśli lekarze mówią, że Sophie może mieć dzieci, to może. Ale psychika ludzka to potęga. Może być tak, że Sophie chce dziecka za bardzo, albo coś innego jej przeszkadza w zajściu w ciążę.

Alex przestał słuchać uważnie, bo, co prawda wiedział z doświadczenia, że Eva może mu powiedzieć, co mógłby zrobić dla jego kobiety.

Po to tam pojechał.

Ale, po wcześniejszym pytaniu Evy, zaczął się zastanawiać nad tym, czy to nie była jego wina.

Może to on nie mógł mieć dzieci.

Postanowił pójść do lekarza.

Szybko.

Nawet, jeśli miałby to zrobić w tajemnicy przed Sophie.

Po prostu musiał wiedzieć.

- Alex - Eva pochyliła się do niego i skupiła na sobie jego uwagę - Myślę, że powinniście sobie zrobić wakacje.

- Co? - Alex zmarszczył brwi.

Wakacje od robienia dziecka?

- Powinniście wyjechać gdzieś, by przestać słuchać o cudzych dzieciach - szybko wyjaśniła mu Eva - Wyluzować. Przestać myśleć o swoim dziecku. Niech Sophie na tydzień lub dwa zajmie się czymś innym.

- Och - mruknął Alex.

- Gdzie Sophie chciałaby pojechać i co zajęłoby ją tak, że przestałaby myśleć o zajściu w ciążę? - spytała Eva, ale odpowiedź była oczywista dla nich obojga.

Europa.

Rzym, Włochy, Anglia, Hiszpania, a może Turcja.

- Zastanów się - podpowiadała Eva - Przemyśl to dobrze. Może coś ci podpowie twoja mama, bo wiem, że mają z Sophie wspólne zainteresowania.

Tak!

To był dobry pomysł!

Genialny!

Alex wyprostował się i uśmiechnął.

- No, widzę, że przyjąłeś - mruknęła Eva, wracając do zaczętej kolacji.

- Tak - odpowiedział Alex rześkim, bardziej radosnym głosem.

To było to.

- Dzięki Eva - dodał ciszej i wstał ze stołka.

Podszedł do niej, pochylił się z boku jej szyi i pocałował ją w policzek.

- Sophie docenia to, że jesteś jej przyjaciółką - powiedział do niej.

Uśmiechnęła się łagodnie.

- Ja też - dodał jeszcze ciszej.

A potem przeprosił ją za sprawiony kłopot (i usłyszał, że nie było za co, chociaż było, bo była zajęta), podziękował za dobrą radę, pożegnał się i zabrał się stamtąd, żeby wrócić do swojego domu, który zbudowała jego Sophie, przed kolacją, którą on miał ugotować dla nich obojga i przed jego wyjściem do pracy na nocną zmianę.

Jego żona powinna tam być wkrótce i mogliby razem zjeść, zanim musiałby ją opuścić na całą noc.

Ale może mógłby coś dla niej zrobić.

Musiał pomyśleć.

I porozmawiać ze swoją mamą.

*****

Sophie

Dwa miesiące później

- Europa była cudowna - opowiadałam głośno i z żarem wszystkim moim przyjaciółkom przyjaciołom podczas lunchu, na który spotkaliśmy się w barze niedaleko butiku Aleka i Sama po naszym powrocie z podróży niespodzianki, którą mój szalony, bardzo kochany mąż zorganizował jako prezent dla mnie na naszą pierwszą rocznicę ślubu.

Wspaniały prezent!

Nieco wcześniejszy niż faktyczna rocznica, ze względu na to, że trwało lato, a później pogoda mogłaby być brzydka i nie zobaczylibyśmy tyle cudownych rzeczy, ile chcieliśmy zobaczyć.

Prezent obejmował podróż samolotem do Europy i dwutygodniową wycieczkę po wybranych przez niego (chociaż tu, jak podejrzewałam, pomogła mu Mama Juliet) perłach architektury.

- Widzieliśmy Alhambrę i Casa Mila w Hiszpanii, byliśmy w pensjonacie, który miał stare rodzinne tradycje i był niesamowity! - mówiłam i pokazywałam na laptopie niektóre zdjęcia, chociaż podejrzewałam, że nie doceniliby uroków architektury, dla których Alex zabrał mnie właśnie w te miejsca - Zobaczyliśmy The Gherkin i most w Bristolu, kiedy byliśmy w Anglii. A później jeszcze pojechaliśmy na kilka dni do Rzymu.

Popatrzyłam na roześmiane twarze moich przyjaciółek (i Aleka i Sama).

Cieszyli się moim szczęściem i podnieceniem.

Kochałam ich wszystkich.

Wróciliśmy z Alex’em z Europy zaledwie dzień wcześniej i od razu umówiłam się na lunch z dziewczynami, Alekiem i Samem.

Uwielbiałam dzielić się z nimi naszym szczęściem.

Tego samego dnia mieliśmy być na kolacji u Mamy Juliet, bo Alex następnego dnia miał być w pracy na dziennej zmianie.

Zapytałam go, czy pozwoli mi pojechać wtedy do Marii bez niego, żebym mogła jej poopowiadać o naszej podróży i zgodził się.

Niezależnie od tego, musiałam wygospodarować czas na odwiedzenie dwóch budów domów, które zaczęły się przed naszym wyjazdem.

To z ich powodu nasz drugi miesiąc miodowy (znowu) musiał zostać ograniczony do dwóch tygodni.

Niespodzianka, którą zrobił mi Alex była podwójna.

Mój mąż bowiem postanowił zacząć korzystać z pieniędzy, jakie odziedziczył po ojcu.

Uznałam, że trochę „odpuścił”.

Cieszyłam się z tego (że odpuścił, nie zależało mi na pieniądzach).

Nie chciał ich ruszać, bo nie lubił myśleć o nich jako o brudnych, ale podobno Mama Juliet powiedziała mu, że połowa z nich to były pieniądze po dziadkach Alexa.

Więc miał lżejszy bagaż z przeszłości.

A w wyniku tego nasza podróż po Europie była „wypasiona”.

Mieszkaliśmy w pięknych hotelach, jeździliśmy wynajętymi SUV’ami, a część podróży odbyliśmy słynnym Orient Expressem.

Kochaliśmy się (i pieprzyliśmy) na różne sposoby we wspaniałych, oryginalnych sypialniach (i nie tylko).

Nie mieliśmy wiele czasu na zachwycanie się, ale zrobiłam mnóstwo zdjęć i wspomnienia miały nam zostać na całe życie.

Cudowne.

Teraz wróciliśmy do codzienności, ale mój zapał powrócił, miałam zapas energii i zamierzałam pracować do upadłego.

Miałam cały szkicownik pomysłów na nowe domy, Alex miał swój szkicownik z pomysłami na obrazy i zamierzaliśmy rozwijać nasze zamiłowania.

Alex zgodził się, żeby jego mama zorganizowała przy pomocy znajomej wystawę jego obrazów, co było dodatkowo genialne!

Na samym wstępie wystawy, przy wejściu, miała wisieć „Królowa Lodu”, czyli Angela.

Żeby ludzie zobaczyli, jak zmieniało się życie Alexa.

Potem miały być moje portrety.

Ten, na którym moja twarz była w obramowaniu dłoni Alexa i ten z dzieckiem na ręku.

Alex od czasu naszego ślubu namalował jeszcze kilka.

Jeden z nich przedstawiał mnie śpiącą, wtuloną w białe poduszki, z rozrzuconymi czarnymi włosami i emanującą takim spokojem i szczęściem, że sama nie uwierzyłabym dwa lata temu, że taka mogłam być we śnie.

Ale był też obraz „Balans”, który mnie początkowo nieco zdziwił.

Przedstawiał bowiem całkowite przeciwieństwo.

Była to prawie abstrakcja, ale dało się zauważyć w tym zarys postaci, białą i filigranową przeplecioną z czarną i masywną, ale uzupełniało się tak absolutnie, że od razu zrozumiałam, co Alex chciał mi powiedzieć.

Balans to harmonia, ale nie koniecznie dwie części tego samego.

Yin i yang.

Wystawa miała być za dwa miesiące i Alex obiecał jeszcze dwa obrazy z naszej podroży, ale nie chciał mi powiedzieć, co na nich będzie.

To miała być kolejna niespodzianka.

A ja kochałam niespodzianki, jakie robił mi mój mąż.

*****

Cztery miesiące później

Czekaliśmy z Alex’em w poczekalni na badanie USG, a ja aż podskakiwałam na krzesełku ze zdenerwowania.

Dwa miesiące temu, kiedy nie nadeszła kolejna miesiączka, zrobiłam nieśmiało test ciążowy i popłakałam się ze szczęścia na widok dwóch przecinających się, różowych kreseczek stanowiących mój plus.

No kto by pomyślał, że taka głupotka może dać tyle radości.

Alex był wtedy w pracy na nocnej zmianie i nie powinnam była mu przeszkadzać (dlatego zrobiłam test pod jego nieobecność), ale nie mogłam się powstrzymać, zrobiłam zdjęcie plusika i mu je wysłałam.

Zrobiłam to w oszołomieniu bez wyjaśnienia, więc, oczywiście, pierwszym pytaniem minutę później było Co to?

Skoro płakałam ze szczęścia w łazience i nie usłyszałam sygnału SMS’a, więc zadzwonił następną minutę później, zaniepokojony tym, co mi się mogło stać i mogłam mu to wyjaśnić osobiście.

Siąkając nosem do telefonu i jąkając się.

A potem oniemiał, jak sądziłam, ze szczęścia.

Na dobre dwie minuty.

Zanim wyszeptał - Nie płacz, kochanie. Wszystko będzie dobrze.

A ja się roześmiałam.

- Wiem, głuptasie - wychrypiałam do słuchawki - To ze szczęścia.

No i zaczął się ze mnie śmiać.

Oczywiście.

Ale przecież wiedział, że jego żona to wariatka (chociaż nigdy w życiu nie pozwoliłby mi tak tego nazwać).

A potem…

Byliśmy razem u mojego lekarza ginekologa, który potwierdził ciążę i polecił nam szkołę rodzenia.

Poinformowałam wszystkie swoje przyjaciółki, powiedzieliśmy o tym Mamie Juliet, Marii, Vito (i przez niego Lanie) o wiele za wcześnie, niezgodnie ze zwyczajem, bo jak byłam jeszcze w drugim miesiącu ciąży.

Zaraz po wyjściu od lekarza.

Nie mogłam się opanować, a Alex dał mi to.

Za to teraz mieliśmy wreszcie po raz pierwszy zobaczyć nasze maleństwo na obrazie USG, bo nie byłam na żadnym badaniu po tamtym pierwszym.

Poprosiłam o USG 3D i zdjęcie maluszka, żebym mogła pokazywać je wszystkim bliskim i przyjaciołom.

Przyszedł mój lekarz, wskazał mi pokój, w którym miałam się przygotować do badania, pielęgniarka mi pomogła, a kiedy po badaniu ubrałam się i położyłam się na leżance, przyszedł Alex i wreszcie miałam mieć USG.

Zamarłam.

Głowica trzymana przez lekarza ślizgała się po żelu na moim brzuchu, a lekarz wpatrywał się w obraz 3D na monitorze z takim skupieniem, że się przestraszyłam.

Alex trzymał mnie za rękę i poczułam, jak zacisnął palce na moich, więc wiedziałam, że i on się przestraszył.

- Hmmm - wymamrotał lekarz, odwrócił się do mnie i uśmiechnął się - Nie wiem, czy to państwa ucieszy…

- Co? - prawie krzyknęłam ze zdenerwowania.

- Spokojnie - lekarz dopiero wtedy dostrzegł, że byliśmy oboje z Alex’em spięci do granic niemożliwości - Wygląda na to, że to ciąża mnoga.

- Co? - wydusił Alex, a ja spojrzałam na niego z otwartymi z oszołomienia ustami.

Bliźniaki?

- Proszę spojrzeć tu - lekarz zaczął pokazywać nam na ekranie jakieś cienie i wypukłości - …to jest jedna główka i rączka… - przesunął palcem - tu jest druga… - i nie skończył, tylko przesuwał dalej - …a tu trzecia.

Trzecia?

Trojaczki?

O, kurwa!

Skarciłam się w myślach, bo, chociaż nie na głos, ale właśnie przeklęłam przy moich dzieciach.

Dzieciach!

W liczbie mnogiej.

Spojrzałam na mojego kompletnie oszołomionego męża i zaczęłam się chichotać na widok jego miny.

- Wygląda na to - powiedziałam przez swój śmiech - że moje ciało chce nadrobić stracony czas.

Alex wreszcie się ocknął i spojrzał na mnie z uśmiechem.

- Tak - wymamrotał - …wygląda na to - i pochylił się nade mną, żeby mnie pocałować.

Z otwartymi ustami, językiem się wsuwającym między moje wargi, powoli, ale wcale nie delikatnie.

Lekarz chrząknął znacząco.

Oderwaliśmy się od siebie.

- Przyjmuję to za znak, że się cieszycie - powiedział jakby do siebie.

- Tak - powiedziałam szczęśliwa, kiedy spojrzałam na niego.

- Tak - mruknął Alex, brzmiąc na tak samo szczęśliwego.

*****

Cztery miesiące później

Byłam jak balon i właśnie pękałam.

Wiedzieliśmy, że poród będzie wcześniej, byliśmy na to przygotowani i w szkole rodzenia poznałam różne możliwe scenariusze tego wydarzenia.

Nadal ten rodzaj bólu czułam po raz pierwszy i przekleństwa od godziny nie chciały przestać płynąć mi z ust.

Nie mogłam ich powstrzymać.

Alex był ze mną i nasłuchał się za wszystkie czasy.

Szczęśliwie nie przyjmował tego do siebie, a jeśli nawet miałby to zrobić, był zbyt przejęty oczekiwaniem na nasze dzieci.

Lekarz zalecał cesarskie cięcie nieco przed terminem pojedynczej ciąży i Eva nam powiedziała, czego moglibyśmy się spodziewać, bo ona tak właśnie urodziła Davie’go.

Ale nasze dzieci nie poczekały na wyznaczony termin.

Chciały pokazać się nam dwa dni wcześniej.

Niecierpliwe.

Niewiele, ale Alex się zdenerwował, a ja wstrzymywałam parcie, zagryzałam zęby i przeklinałam z bólu.

Alex przywiózł mnie do szpitala moim Raptorem, co było dla niego wielkim poświęceniem, ale chwilowo nie byłam w stanie tego docenić.

Czekaliśmy niezbyt długo.

Wreszcie sama (bez Alexa) trafiłam na salę operacyjną, anestezjolog dał mi znieczulenie i dolną część mojego ciała schowano za parawanem.

Następnym, co zobaczyłam, były trzy - jeden po drugim czarne łebki, czerwone twarzyczki i, hmmm, cóż, olbrzymie, jak na takie małe ciałko, jądra, a potem usłyszałam krzyk.

Dwie córeczki i synek.

Wszyscy trafili do inkubatorów i zabrano ich do sali noworodków, gdzie przez szybę mogli je zobaczyć Alex, Mama Juliet, Maria i nasi przyjaciele.

Cały tłum.

Ja zostałam zawieziona na salę pooperacyjną, gdzie, zmęczona i oszołomiona lekami, zasnęłam.

Kiedy obudziłam się dwie godziny później, przewieźli mnie do pokoju, gdzie czekał już na mnie mój mąż i ogromne bukiety kwiatów.

Ale pierwszym pytaniem, jakie zadałam, było:

- Dobudujemy do naszego domu kolejne pokoje dla naszych dzieci?

Alex zachichotał, pochylił się i pocałował mnie.

- Może najpierw niech wyjdą z tego szpitala? - zapytał mnie, a ja po krótkim namyśle przytaknęłam.

Mogłam z tym poczekać te kilka dni.

Nawet, jeśli nie mogłam się doczekać, żeby wziąć nasze dzieci w ramiona.

Całą trójkę.

*****

Ponad rok później

- Hej, Eva - powiedziałam do telefonu, kiedy moja przyjaciółka zadzwoniła, żeby zaprosić nas na kolejne urodziny jej najmłodszego synka.

Imprezy u Evy i Jimmy’ego były najlepsze.

A ja byłam właśnie świeżo po urodzeniu bliźniaków, więc zostałam zwolniona od wszelkiej pomocy przy organizacji tego konkretnego święta.

 Obchodziłyśmy wszystkie urodziny naszych dzieci razem, wymieniałyśmy się opieką, odwiedzałyśmy się przy innych okazjach.

Chociaż, oczywiście, starałam się nie obarczać ich naszym licznym i żywiołowym potomstwem.

Miałam pomoc Mamy Juliet i Marii, więc nie byłam pozostawiona sama nawet w te dni, kiedy Alex szedł do pracy, a lubiłam ruchliwość naszych dzieci, więc nie narzekałam na nich.

Nigdy.

Ellena Sophia, na którą mówiliśmy Lella, była z nich najsilniejsza, ale to Julia Eva, czyli Jules, była najtrudniejsza do utrzymania.

Jej małe ciałko wydawało się nie mieć kości, tak była giętka i elastyczna.

Xander, czyli Alexander Romulus, był z nich najspokojniejszy, chociaż najbardziej uparty.

Dążył do celu jak czołg.

Nasi dwaj najmłodsi synowie jeszcze nie dawali się we znaki, bo spali, szczęśliwi po najedzeniu się.

Oczywiście, że dobudowałam do naszego domu trzy kolejne pokoje z osobnym korytarzem i z łazienkami.

Znalazłam sposób na dobudowę następnych, jeśli będzie trzeba.

Oczywiście, że sprzedałam Raptora, który i tak nie był mi już potrzebny, a kupiłam (kupiliśmy) siedmio miejscowego Forda Equator’a.

I to jeszcze zanim dowiedziałam się, że znowu jestem w ciąży, a na pewno, zanim okazało się, że znowu jest to ciąża mnoga.

Wydawało się, że jest to moje błogosławieństwo i przekleństwo.

Że będziemy mieli z Alex’em dużo dzieci, ale wszystkie urodzą się prawie równocześnie.

Rozmawiałam z przyjaciółką przez głośnik, siedząc-leżąc w fotelu i przytulając na ramionach obu moich miesięcznych synków, żeby im się odbiło, po nakarmieniu ich, bo, dzięki Bogu, nie potrzebowali pobytu w inkubatorach aż tak długo, jak trojaczki rok wcześniej.

Dwa dni temu wróciliśmy wszyscy do domu.

W ostatnich miesiącach ciąży dokończyłam również nowy dom dla Maggie i Davida, bo ich poprzedni zrobił się zbyt mały, skoro Maggie miała niedługo urodzić ich trzecie dziecko.

Kupili działkę budowlaną na Upper Avenues i tam zbudowałam im taki dom, który był rozległy, ale nadal był Domem Babci.

Taki klimat chcieli oboje w nim zachować, więc taki dla nich zrobiłam.

Z tapetami, serwetkami, licznymi ramkami ze zdjęciami itp.

Podobał mi się.

W życiu każdej z nas było coś nowego.

Alex chciał zrezygnować z pracy w straży.

Nie lubiłam tego, ale nie naciskałam.

Bardziej lubiłam, jak pracował w domu, malował kolejne obrazy, spełniając się w uwalnianiu natchnienia.

Może przyszedł czas na kolejny krok naprzód w życiu również naszej rodziny.

Życie toczyło się dalej i nie było w nim niczego bardzo złego.

Najwyżej drobne chmurki.

Ale takie właśnie jest życie.

I tak najważniejsze było to, że ja i mój mąż ciągle i ciągle rozmawialiśmy ze sobą zawsze i o wszystkim.


 

 

#####

 

Wszystkie nazwiska, postacie i zdarzenia są fikcją, wytworem wyobraźni autorki.

Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych wydarzeń lub osób, żywych lub zmarłych, jest przypadkowe.

 

#####

 

Przewiduję kontynuację dla Was tej serii.


 https://monique-romans-24.blogspot.com/ 

#####

dziękuję

Monique.1.b

 

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL

 

 

 

czwartek, 12 maja 2022

20 - I że cię nie opuszczę

 

 

Rozdział 20

I że cię nie opuszczę

Sophie

 

 

 

 

Dwa tygodnie później, Boże Narodzenie

Nie patrzyłam na niewielką gromadkę moich Najbardziej Na Całym Świecie Ulubionych Ludzi (oprócz rodziny mojego brata, Juliet i Marii), którzy zebrali się, by zobaczyć, Maggie i Davida zabierających się za pokrojenie swojego tortu weselnego.

Większość z nich stanowili moi przyjaciele.

Również ich przyjaciele.

Niektórych mogłoby to zdziwić, ale my wszyscy wiedzieliśmy, więc nie dziwiliśmy się.

Nie było tam rodziny Davida ani Maggie.

Był przyjaciel Maggie z partnerem, przyjaciel Davida bez partnerki i my.

Grono przyjaciół.

Więc nic dziwnego, że David (a tym bardziej Maggie) nie przejmował się tym, że wszyscy to usłyszeliśmy.

Należę do ciebie.

Powtarzali to sobie słowami i piosenkami.

Raz za razem.

A my wszyscy cieszyliśmy się, że to mają.

Ale ja teraz patrzyłam tylko na Alexa i martwiłam się.

Mój mężczyzna był zmęczony i widziałam to, ale nie chciał się poddać (jak to określił) i wyjść przed nowożeńcami, którzy zaraz mieli jechać w krótką, kilkudniową podróż poślubną.

Alex ćwiczył codziennie w domu i dwa razy w tygodniu miał rehabilitacje w szpitalu, ale ciągle jeszcze rana po postrzale nie zagoiła się w pełni, więc nie mógł brać głębokich wdechów.

Przez to szybciej się męczył.

Również bolało go podczas niektórych ruchów tułowia i barków, chociaż nie przyznałby się do tego pod karą… o, nie, co ja mówię.

Myślałam o tym, a także wspominałam ostatnie rewelacje, które usłyszeliśmy od agenta Vice’a.

Tego samego dnia, kiedy my zostaliśmy zaatakowani, ojciec Alexa został zamordowany w swojej celi, w areszcie.

Nie było wiadomo przez kogo, a właściwie było wiadomo przez kogo, ale nie było wiadomo dla kogo.

Zadźgali go.

A zabójca milczał.

Rozpoczęła się właśnie sprawa spadkowa po nim, która nie była trudna, bo Arthur Whitman nie miał innej rodziny, niż Alex i jego mama, nie czerpał zysków z działalności przestępczej, a większość majątku została przez niego odziedziczona po rodzicach.

Po prostu wykorzystywał te pieniądze w bardzo zły sposób.

A na dodatek napisał testament.

Wyglądało na to, że połowę majątku dostanie Mama Juliet, a połowę Alex.

Alex nie był z tego powodu szczęśliwy.

Ale przecież nie musieliśmy z tego korzystać.

Mieliśmy wystarczająco dużo, jak dla nas dwojga.

Mieliśmy wszystko to, czego potrzebowaliśmy do szczęścia.

Bo mieliśmy siebie.

Ian Jak-Mu-Tam został wreszcie skazany za przestępstwa federalne, więc jego kara była nieubłagana.

Najważniejsze dla nas było to, że nie musiałam zeznawać.

Wystarczyły dowody, których sam dostarczył, wypowiadając się do kamery (niechcący).

Proces był błyskawiczny, mimo że miał podobno świetnych obrońców.

Najprawdopodobniej ktoś mu uświadomił, że lepiej dla niego było znaleźć się za kratkami na tak długo, żeby niektórzy o nim zapomnieli.

My nie chcieliśmy wiedzieć o tym niczego więcej niż to, że wreszcie mieliśmy mieć spokój.

Spokój mieliśmy mieć również dlatego, że siatka, której częścią był Ian Jak-Mu-Tam, została rozbita.

Może nie do końca, tego nie wiedzieliśmy, ale na tyle, żeby nie ścigali nas i nie sądzili, że wybronią jednego ze swoich (lub byłych swoich).

I tyle w tym temacie.

Bardzo fantastyczne dla mnie było to, że Mama Juliet znalazła kogoś, przez swoich znajomych z Towarzystwa Miłośników Salt Lake City, kto zachwycił się obrazami Alexa i przyjechał na rozmowę o ewentualnej wystawie jego prac.

Alex się wahał.

Mówił, że nie warto się tym zajmować.

Obie namawiałyśmy go na to.

Może nie na wystawę.

Nie od razu.

Ale najpierw, żeby ujawnił chociażby swoim przyjaciołom swój niezwykły talent do tworzenia piękna.

Był taki wspaniały.

Moje myśli przerwało to, że Maggie wreszcie doczekała się dołączenia jej męża do niej przy torcie, więc wszyscy tam spojrzeliśmy.

Suknia, którą Maggie miała na sobie tego dnia była bardzo jasno błękitna, podkreślająca kolor jej oczu, lekko połyskująca, opinająca jej biodra i miękko otulająca jej talię.

Zimna, ale na niej gorąca.

Poniżej kolan rozszerzała się szeroką falbaną, która z przodu była nieco krótsza, więc odsłaniała jej białe czółenka na wysokich szpilkach.

Górę sukienki stanowił wycięty gorset, podnoszący piersi Maggie, bez ramiączek lub rękawków.

Z przodu dekolt miała osłonięty jedynie przezroczystym białym tiulem, a z tyłu miała dekolt całkiem odsłonięty, sięgający poniżej pasa, gdzie biały woal, którym obszyty był brzeg sukni, schodził się i opadał miękko do samego dołu w postaci trenu.

David miał na sobie ciemno szary garnitur, białą koszulę, srebrny krawat w niebieskie prążki, a w butonierce niebieski jaskier.

Stanowili idealną parę.

Kiedy poczęstowali się wzajemnie tortem (bez brudzenia się), pocałowali się wcale nie delikatnie i konwencjonalnie.

To było namiętne, gorące i wyglądało, jak zaawansowana gra wstępna.

Klaskaliśmy wszyscy jak szaleni i pokrzykiwaliśmy, ale miałam wrażenie, że żadne z nich tego nie słyszało.

Powiedzieli coś do siebie, spojrzeli sobie w oczy, a potem popatrzyli na nas nieprzytomnie i wreszcie zjedliśmy tort.

Później oni pojechali w podróż, a ja mogłam zabrać mojego Alexa do naszego domu, żeby odpoczął.

Nawet taki zmęczony i obolały, marudził, że musiał jechać na miejscu pasażera moim Raptorem ze mną na miejscu kierowcy.

Oczywiście po tym, jak zmieniłam szpilki na buty na płaskim obcasie, bo inaczej nasłuchałabym się trzy razy więcej marudzenia.

Faceci!

Cieszyłam się z tego, bo to oznaczało, że był ze mną.

Co było dobre.

*****

Tydzień później

Alex był dużo bardziej silny i sprawny.

Zdrowiał.

Pracował przez cały tydzień, codziennie po parę godzin, w swoim prowizorycznym studio w naszym domu i nie pozwalał mi tam wchodzić.

Nie nalegałam.

Byłam szczęśliwa, że miał zapał.

Natchnienie.

Wiedziałam, że pokaże mi efekt swojej pracy, kiedy będzie gotów to zrobić.

Drugi dzień Bożego Narodzenia spędziliśmy u mojego brata i jego rodziny, w Richmond.

Opowiedziałam im przez telefon o wszystkim, co nam się przytrafiło, w jakim stanie jest Alex i ułożyliśmy plan naszej wizyty.

Pojechaliśmy z Alex’em do nich na kolację dużo wolniej niż zwykle, spokojniej i bez wstrząsów Raptorem, ze mną za kierownicą.

Myśleliśmy o tym, żeby tego samego dnia wrócić do naszego domu.

Zaplanowaliśmy odpoczynek.

Jednak po spędzeniu kilku godzin w miłym, roześmianym, ale męczącym towarzystwie trójki energicznych dzieci, daliśmy się namówić Lanie na zanocowanie w ich pokoju gościnnym.

Moja bratowa słusznie zauważyła, co się działo.

Była to jedna z tych chwil, kiedy martwiłam się o zdrowie mojego Alexa bardziej niż zwykle i ona to widziała.

Alex był zmęczony i nie zdołał tego ukryć.

Nie przede mną.

Dzieci były doprawdy bardzo kochane, ale potrafiły dać się mocno we znaki, a on przecież miał problemy ze złapaniem oddechu pełną piersią i ze sprawnością ręki i barku.

Od postrzału minęły zaledwie nieco ponad dwa tygodnie.

Musieliśmy my, wszyscy dorośli, powstrzymywać dzieci, żeby nie skakały na niego, a ja musiałam czasem powstrzymywać jego, żeby nie podnosił dzieci piszczących z chęci bardziej energicznej zabawy.

Najskuteczniej powstrzymywał go strach widoczny w moich oczach.

Byliśmy uprzedzeni przez lekarza i rehabilitanta o możliwym pojawieniu się jakiejś niewydolności oddechowej, a nawet zapalenia płuc, więc obserwowałam go pilnie, a moje zwykłe spanie na jego piersi stało się nawykiem wsłuchiwania się w jego oddech.

Wyglądało jednak, że po prostu był zmęczony.

Co noc (i w ciągu dnia wielokrotnie też) uchem przyciśniętym do jego klatki piersiowej słyszałam, jak nabierał powietrze do płuc bez szmerów, świstów czy innych niepokojących dźwięków.

Kochałam ten dźwięk.

Po powrocie z wyjazdu zaczęliśmy chodzić na codzienne spacery dookoła naszego domu, potem, w ciągu kolejnych dni, coraz dalej po podjeździe, aż w końcu, tuż przed Nowym Rokiem, wybraliśmy się na pierwszy, pierwotnie niedaleki, spacer na stok góry, na której stał nasz dom.

Byłam tam kiedyś, dawno temu, kiedy planowałam budowę dla siebie Domu Pod Zielonym Dachem.

Wiedziałam, jaki widok rozciągał się z góry na miasto.

Byłam szczęśliwa, że w końcu mogłam pokazać to Alexowi.

Kiedy wróciliśmy stamtąd do domu, Alex też mi coś pokazał.

Zaprosił mnie do swojego studio.

Omójbosze!

Obraz, który namalował zachwycił mnie tak, że stałam przed nim dobre dwie minuty kompletnie oniemiała, zanim mogłam wykrztusić swój zachwyt.

I nie mogłam go wyrazić słowami, więc jąkałam się bezradnie.

Czyste piękno!

Alex to zrozumiał (na szczęście) i widziałam radość w jego oczach.

Obraz przedstawiał Maggie i Davida, chociaż nie było widać ich twarzy.

To był tamten ich gorący pocałunek po tym, jak podzielili się tortem na ich przyjęciu po ślubie.

To, co przedstawiał ten obraz, nie było jednak najważniejsze.

Chodziło o to, jak Alex ich przedstawił.

Namiętność, miłość i zatracenie się ich w tym pocałunku wręcz z niego biły, uderzały po pierwszym spojrzeniu tak, że zamierałaś z zachwytu i chciałaś natychmiast doświadczyć tego samego, co ta para na obrazie.

O, Boże!

Mój Alex miał niesamowity talent!

Kochałam go całą sobą.

*****

Następnego ranka po naszym spacerze na stok góry i po pokazaniu mi przez Alexa portretu Maggie i Davida, Alex obudził mnie językiem między moimi nogami.

O, Boże!

Jak ja za tym tęskniłam!

W ciągu kilku sekund wzbiłam się z głębokiego snu na wyżyny podniecenia, a następne dwie (no, może troszkę przesadziłam: pięć) minuty wystarczyły, żebym odleciała w oszałamiającym orgazmie.

Bojąc się o nadmierne zmęczenie Alexa, chciałam dać mu odpocząć, ale on miał inny pomysł.

Położył się na wznak, z głową na poduszce i kazał mi się zrewanżować tym samym, czyli doprowadzeniem jego do orgazmu ustami.

Nie musiał mnie długo namawiać.

A ja nie musiałam długo pracować.

Stwierdziłam przy okazji, że lubiłam to, jak Alex mi rozkazywał podczas tego jednego, podczas seksu.

Bardzo to lubiłam.

Tak bardzo, że podnieciłam się na nowo.

Ale najważniejsze uświadomiłam sobie kiedy indziej.

Po tych dniach zwykłego przebywania razem, odpoczynku, spacerów i spokojnego snu na Alexie przestałam mieć koszmary.

Po prostu pewnego dnia zauważyłam, że nie wróciły.

Paradoksalnie pomogło mi to, że martwiłam się o zdrowie Alexa.

Słuchałam jego oddechu i spałam spokojnie.

To znaczy: spokojnie oprócz chwil, kiedy Alex budził się szarpnięciem i sprawdzał, czy jestem z nim, przyciskając mnie ramieniem do siebie.

I wtedy ja też się budziłam i przytulałam go.

Chyba nie tylko ja bałam się, że go stracę.

*****

Od czasu wyjścia Alexa ze szpitala byliśmy na rozmowie z Timem aż cztery razy, chociaż był okres Świąt i Sylwestra.

Tim upewniał się, że oboje przeżyliśmy to bez śladów na psychice.

Oczywiście, nie powiedział tego.

A ja wiedziałam.

Mieliśmy oboje ślady na psychice, ale, według mnie, głównie pozytywne.

Alex, po tym, jak uratował mi życie, przystał czuć się w naszym związku stroną, która mniej dawała.

Chociaż ciągle miał lęki związane z tym, że mógł mnie stracić.

Miałam nadzieję, że to minie.

Ja skupiłam się na tym, żeby Alex wrócił do pełnej sprawności.

Oboje więc mieliśmy nowe priorytety, które dały nową jakość naszemu związkowi i pełniejszą stabilizację.

A ja również lepiej zrozumiałam, co miała na myśli Eva, kiedy powiedziała o chwytaniu każdej sekundy, jaką daje nam życie.

Dużo lepiej.

I zamierzałam to chwytać pełnymi garściami.

Chociaż przestałam to robić desperacko, bo uwierzyłam w to, że mamy dużo czasu, by spędzić go razem.

Mogłam nawet zacząć planować nasz ślub.

Chyba.

*****

Dwa tygodnie później

Miesiąc po postrzale Alex wrócił do pracy w straży.

Ich kapitan, Olgierd, co prawda, dawał mu luz.

Wyznaczał mu łatwiejsze zadania (według słów Alexa, który trochę się tym denerwował, chociaż to rozumiał), na akcjach kazał pozostawać na uboczu, asekurować innych.

Bardzo się starałam przejść nad tym do porządku, być na luzie.

Musiałam dać mu normalnie żyć.

Bo życie toczyło się dalej.

W ich, chłopaków, kolejny wolny od pracy dzień, wybraliśmy się do Maggie i Davida w odwiedziny w ich domu.

Maggie wróciła z biura, gdzie złożyła wymówienie, ale jeszcze czasami pracowała w oczekiwaniu na zastępstwo i wiedziałam, że akurat skończyli jeść kolację, kiedy dojechaliśmy do nich na drinka przed snem.

Zawieźliśmy im spóźniony prezent z okazji ślubu.

Obraz Alexa.

 *****

Alex

Alex wchodził do domu Davida i Maggie zdenerwowany jak cholera.

Czemu dał się na to namówić?

Chociaż wiedział czemu.

Dałby się namówić Sophie do wszystkiego.

Z drugiej strony, czego on właściwie się obawiał, tego nie wiedział.

To nie mogło chyba być gorsze, niż ten powracający (coraz rzadziej) strach przed możliwością utraty Sophii.

Albo niż ten ból, który czuł przy każdym oddechu przez te kilka tygodni.

Prawie o nim zapomniał, ale nadal wiedział, że było warto.

Chociażby po to, żeby móc oglądać ten pełen dumy z niego uśmiech Sophie, kiedy pokazał jej obraz oprawiony na prezent dla Davida i Maggie.

Wspierała go.

Może miała rację i o to chodziło.

Żeby jego kumple dowiedzieli się, jaki był naprawdę.

Alex już od pewnego czasu przewidywał, że nie odrzuciliby go dlatego, że zajmował się tym, czym się zajmował.

Nie uznaliby go za słabego i nic nie wartego.

Więc wziął obraz z tylnego siedzenia pickupa Sophie, którym pojechali do Davida i Maggie w odwiedziny i poszedł za swoją kobietą ośnieżonym chodnikiem w stronę drzwi wejściowych do domu kumpla.

- Yo - przywitał ich David, otwierając drzwi.

Zaraz za nim zobaczyli Maggie, która przybiegła się z nimi przywitać w samych skarpetach, przez co wydawała się taka maleńka, że Alex kolejny raz zdziwił się, jak kontrastowa jest w stosunku do jej męża.

Jasna, mała, krucha.

A David był duży, solidny i ciemny.

Pasowali dzięki temu do siebie niebywale i to było piękne.

Alex przypomniał sobie to, co Sophie kiedyś, dawno temu powiedziała mu o balansie w związku, że nie jest idealnym dopasowaniem.

Myliła się.

Balans w zawiązku jest dopasowaniem, ale nie podobieństw.

Harmonia częściej polega na symetrii.

Kiedy o tym myślał, Maggie skończyła się witać pocałunkami z Sophie i zwróciła się do niego.

- Hej, Alex - powiedziała cicho.

- Maggie - cicho przywitał się z nią z niepewnym uśmiechem i wysunął przed siebie pakunek.

Nie wiedział, co powiedzieć.

- Maggie, David - powiedziała Sophie, żeby go wyręczyć i wesprzeć, a przy tym złapała go za ramię, więc poczuł się nieco pewniej - To prezent od Alexa dla was z okazji waszego ślubu.

- Od nas razem - mruknął wreszcie Alex - Spóźniony prezent.

Podał pakunek Davidowi, który wziął go od niego z ciekawością widoczną na twarzy (co było dziwne, bo w pracy David nigdy nie ujawniał swoich myśli, czy emocji) i przeniósł do salonu.

Przeszli tam wszyscy, a Maggie wskazała im kanapę, ale oboje z Sophie stali, a Alex poczuł, ze Sophie zbliżyła do niego swoje ciało i lekko się o niego oparła plecami.

 Objął ją ramieniem za brzuch, głównie po to, żeby siebie uspokoić, bo poczuł rozchodzące się po całym ciele dreszcze zdenerwowania.

David zdjął wreszcie ostatnią warstwę papieru, zobaczył obraz, spojrzał szybko na Alexa, oparł obraz o fotel i odszedł dwa kroki do tyłu, żeby spojrzeć na niego jeszcze raz.

Na jego twarzy malował się wyraz zdziwienia, ale było to oszołomione, zachwycone zdumienie, a nie wesołość, której spodziewał się podskórnie Alex.

- Kurwa, Alex - mruknął wreszcie David w szoku - no, kurwa, stary.

Maggie zachichotała, a Sophie dołączyła do niej.

Alex to zrozumiał.

Obie wiedziały, co oznaczała ta reakcja Davida.

Sophie znała facetów, więc wiedziała, że tak mógł wyrażać uznanie, a Maggie znała Davida na tyle, żeby wiedzieć, że tylko jego pełne oszołomienie mogło spowodować u niego uwolnienie przekleństwa w jej obecności.

Ale chichot Maggie brzmiał dziwnie, jak zakrztuszony, więc oboje: Alex i Sophie natychmiast spojrzeli na nią z niepokojem.

A potem Sophie odwróciła się lekko w jego ramionach i oparła się o Alexa mocniej całym bokiem, a potem przechyliła głowę, by spojrzeć w jego oczy.

Maggie ledwo hamowała łzy.

Oboje widzieli tylko raz, jak Maggie płakała, więc było oczywiste, że mocno przeżywała to, co właśnie zobaczyła.

- Ty sobie, kurwa, nawet nie wyobrażaj, że ja powieszę to w naszym salonie - nagle wymamrotał David i spojrzeli na niego ze zdziwieniem.

Alex się spiął.

- David! - warknęła Maggie.

- No, co - tłumaczył głośno David swojej żonie - chyba nie chcesz, żeby każdy, kto tu wejdzie napalał się na ciebie. A po czymś takim - machnął ręką w stronę obrazu - będzie!

Alex nie był pewien, ale w końcu uznał to za komplement.

Następne słowa Sophie to mu potwierdziły.

- Taaa - mruknęła przez swój kolejny chichot - Ja też uznałam to za bardzo podniecające.

Więc tak.

Przedstawił po prostu parę nowożeńców w ich pełnych strojach ślubnych, ale, najwidoczniej, ich namiętność była widoczna na tym obrazie.

- To naprawdę piękne - powiedziała cicho do niego Maggie, kładąc dłoń na jego przedramieniu - Dziękujemy ci.

- Taaa - mruknął David - Dzięki, stary.

Usiedli później w salonie Maggie i Davida, wypili kawę, a Sophie, jak zwykle, rozglądała się, zachwycała wystrojem i robiła zdjęcia.

Nie rozmawiali długo.

Półtorej godziny później byli w swoim domu.

A tam Sophie najpierw pokazała, a potem mu powiedziała, jak bardzo lubiła to, kiedy rozkazywał jej podczas seksu.

Zaczęło się zaraz od wejścia do domu.

Zdjęli z siebie zimowe kurtki i zaśnieżone buty, zostawili wszystko do wysuszenia w korytarzu wejściowym i Sophie pierwsza wyszła z niego, by skierować się do salonu.

- Stań - rozkazał krótko Alex.

Stanęła, odwróciła się do niego powoli i, pieprzyć go, zobaczył w jej oczach podniecenie i pełne nadziei oczekiwanie, chociaż jeszcze nic nie powiedział, nie zrobił, nawet jej nie dotykał.

- Zostaw to - wskazał na jej torebkę, którą natychmiast porzuciła na najbliższym stoliku.

- Rozbierz się - Alex wydał następny rozkaz niskim głosem, podchodząc do niej bliżej, ale nadal poza zasięgiem jej dotyku.

Rozbierała się powoli, patrząc mu prosto w oczy, ale dysząc, jak tylko jego Sophie potrafiła, pokazując, że jest bardzo podniecona.

Alex stanął, oglądał pokaz i delektował się widokiem jej wkrótce-nagiego smukłego, wysportowanego ciała z tak pełnymi, podniecającymi krągłościami.

- Połóż się na kanapie i rozłóż się - wydał kolejny rozkaz.

Następne rozkazy przyszły jeden po drugim, z odstępami odpowiednimi akurat na tyle, żeby Alex mógł dokładnie popatrzeć sobie, jak Sophie robiła sobie dobrze, jak rozbierała jego, wyjmowała go z bokserek już naprężonego i gotowego na nią, a potem, jak sama nakierowała go sobie do wejścia.

Potem nie patrzył.

Czuł i brał.

Pieprzył ją gwałtownie, szybko i ostro.

Wręcz brutalnie.

Doszli oboje mocno i długo, a następnie leżeli na kanapie uspokajając swoje oddechy, kiedy Alex ułożył ich wydłuż oparcia, z Sophie od strony kanapy, a nim od strony podłogi.

- Lubię, jak mi rozkazujesz - przyznała cicho Sophie.

Alex trochę się zdziwił, ale potem dotarło do niego, że mogła tego nie rozumieć do końca, ale potrzebowała lub lubiła to tylko podczas seksu.

- Zawsze? - spytał prowokacyjnie.

Sophie wyciągnęła się przy nim jak kocica i mruknęła cicho.

- Chyba nie zawsze - przyznała w końcu - Chyba tylko podczas seksu.

Zastanowiła się przez chwilę.

- I to nie wiem, czy zawsze - przyznała uczciwie.

- Zobaczymy - wymamrotał Alex i pocałował ją mokro i namiętnie, ale powoli i delikatnie, alby zakończyć tę część wieczoru i przejść dalej.

*****

Sophie

Dwa miesiące później

- Córeczkę? - wykrzyknęłam z radością do telefonu - Tak się cieszę. Gratulacje i wszystkiego najlepszego!

Rozłączyłam się, odłożyłam telefon na blat w kuchni, gdzie szykowałam dla nas lunch i natychmiast pobiegłam do Alexa, pracującego w swoim studio, żeby podzielić się z nim radosną nowiną.

Zapukałam, poczekałam, aż wyszedł (ponownie nie chciał, żebym widziała co malował, ale czekałam cierpliwie).

- Alice i Eddie mają córeczkę! - krzyknęłam, kiedy tylko otworzył drzwi - Ma na imię Elena Eva. Alice właśnie dzwoniła, że już jest po porodzie i obie dobrze się czują.

Byłam szczęśliwa i podekscytowana, więc rzuciłam mu się na szyję, chociaż miał na sobie swoją koszulę, w której zwykle malował i był poplamiony farbą.

Przyjął to, objął mnie z uśmiechem i pocałował tak, jak lubiliśmy.

Mokro, mocno i głęboko.

Ale potem odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy.

- Możesz mi zrobić kawę? - poprosił i dodał - Zaraz zrobię przerwę, to porozmawiamy.

- Oczywiście - powiedziałam natychmiast i pocałowałam go lekko z zamkniętymi ustami, żeby potem go puścić do tego, co musiał zrobić.

Poszłam do kuchni, bo tak wyglądały nasze dni.

Kiedy wypilibyśmy kawę, zjedlibyśmy coś, może kochalibyśmy się, musiałabym zwykle jechać do pracy, a i Alex miał co robić.

Więc musiałam mu czasem dać przestrzeń na zrobienie tego, co musiał zrobić.

Z nadejściem marca pogoda pozwoliła mi na rozpoczęcie prac w terenie na budowie Domu Nad Potokiem i Domu Wschodniego.

Ten pierwszy był bardziej zaawansowany, więc tam przekierowałam chłopaków do postawienia ścian zewnętrznych, podczas gdy ja załatwiałam jeszcze pozwolenia i ustalałam szczegóły realizacji tego drugiego.

Zatrudniłam trzech nowych facetów, ale na razie na miesiąc.

Sammy ich obserwował i szkolił.

Naszym następnym projektem miał być Dom Rosyjski, z którego zamówieniem zgłosił się do mnie klient jeszcze w grudniu.

Na przełomie stycznia i lutego jeździłam do niego, żeby ustalić jego upodobania i wyobrażenia.

Narysowałam już wstępne wizje domu i zostały przez niego przyjęte.

Tego dnia miałam pojechać Raptorem i zobaczyć przyszły teren budowy, żeby ewentualnie wprowadzić poprawki do wizji elewacji i zacząć planować rozmieszczenie całości.

Moją największą obawą było to, że taki dom nie wkomponuje się w otoczenie, ale właściciel zapewniał mnie, że nie będzie kolidował z innymi budynkami na tym terenie.

Miałam dwie koncepcje.

Dom w stylu dworku rosyjskiego, czyli drewniany, z rzeźbieniami wokół okien i drzwi, albo dom z bali.

Ten drugi mógł być pod dachem z trzciny, co pasowałoby do stylu domków góralskich z okolicy.

Postanowiłam nie decydować od razu.

Myślałam o tym, a nie o córce, którą dopiero co urodziła Alice, kiedy Alex dołączył do mnie w kuchni.

Zjedliśmy zapiekane kanapki, które przygotowałam na nasz lunch, wypiliśmy kawę, a potem przenieśliśmy się do salonu na kanapę, by odpocząć.

- Chodź tutaj - powiedział cicho Alex, kiedy siedzieliśmy obok siebie i wskazał na swoje kolana.

Usiadłam na nim okrakiem i położyłam obie ręce na jego ramionach.

Gładził mnie delikatnie, w zamyśleniu, więc wiedziałam, że nie był w nastroju na seks.

Jednak coś mu chodziło po głowie.

- Chciałbym mieć z tobą dziecko - wypalił, a ja zamarłam.

Chciałby?

Do tej pory nie ustaliliśmy terminu naszego ślubu i ani razu nie rozmawialiśmy o przyszłości.

Wiedzieliśmy tylko tyle, że oboje chcieliśmy być ze sobą.

Być razem.

Alex złapał za moje lewe przedramię, pociągnął i moja dłoń znalazła się w jego dłoni pomiędzy nami.

Bawił się przez chwilę pierścionkiem, ale nagle zaczęłam zauważać.

Pierwsze, co zauważyłam było to, że stał się bardzo spięty.

I dopiero wtedy dotarło od mnie to, że się nie odzywałam.

- Tak - wyszeptałam - Ja też bym chciała.

Uśmiech pełen ulgi, seksowny i radosny, rozjaśnił jego twarz i znowu zostałam oszołomiona tym, jaki wtedy był przystojny.

Uwielbiałam dawać mu powody do takiego uśmiechu.

Ujęłam jego szczękę prawą dłonią i pocałowałam go w zamknięte, uśmiechnięte usta.

- A może najpierw się pobierzemy - powiedział wtedy i zesztywniałam.

Chciałam być jego żoną.

Bardzo chciałam.

Ale kiedy ostatni raz planowałam ślub, wszystko się rozpadło.

Potem uświadomiłam sobie, że to, co myślałam było głupie.

Alex nie był Paulem.

Kochał mnie i prawie dla mnie umarł.

Wiedzieliśmy o sobie wszystko.

Nie musiałam się bać.

Więc powoli uśmiechnęłam się, a potem, na widok jego radości, uśmiechnęłam się szerzej i szerzej, aż w końcu zachichotałam.

- Może powinniśmy - mruknęłam przez to.

- Myślę, że moja mama oszaleje ze szczęścia - wymamrotał Alex.

A ja zachichotałam głośniej, bo coś sobie uświadomiłam.

- Myślę, że Alek i Sam mogą jej nie dopuścić do planowania naszego ślubu - powiedziałam Alexowi przez swój chichot.

- O, kurwa - mruknął Alex - Możesz mieć rację.

Popatrzył na moją wesołość, objął mój kark dłonią i przyciągnął moje usta do siebie.

Nagle odechciało mi się śmiać, bo miałam ochotę na coś zupełnie innego.

Alex też.

Więc to wziął, poczynając od głębokiego i nie-delikatnego pocałunku, a później ponownie rozkazując mi, co miałam po kolei zrobić, żeby doprowadzić nas do najwyższej rozkoszy.

Uwielbiałam to.

*****

Pół roku później

Jechałam do Maggie, bo właśnie wróciła ze szpitala po urodzeniu ich pierwszego dziecka, synka, któremu nadali imiona James Daniel po Jimmy’m i dziadku Davida.

Rozmawiałam jednocześnie z Sammy’m, który nadzorował ekipę wykańczającą Dom Nad Potokiem.

Zmieniłam sposób pracy nad zleceniami, zaufałam bardziej Sammy’emu i zatrudniłam jeszcze jednego brygadzistę, bo musiałam.

Z dwóch względów.

Po pierwsze miałam więcej zleceń.

Po drugie, jeśli chciałam mieć kiedyś dzieci, to musiałam mieć zaufaną ekipę, której nie musiałabym tak bardzo nadzorować.

Nie mogłabym spędzać pół dnia na budowie, jeśli w domu czekałoby na mnie dziecko lub dzieci (i Alex).

Wystarczyłoby mi pracy przy rysowaniu projektów, z rozmowami z klientami, stroną internetową, którą uaktualniałyśmy z Sandrą i z księgowością, którą prowadziła Alice, ale nadal ja musiałam pilnować faktur.

Prowadzenie rozwijającej się firmy było to nie przelewki.

Planowanie naszego ślubu okazało się niezłą łamigłówką logistyczną, bo zaraz, jak ogłosiliśmy, że się pobieramy, dziewczyny zaczęły zgłaszać swoje roszczenia co do terminów.

Jakby się zmówiły.

Właśnie upływał nasz drugi proponowany termin na ślub, a upływał, bo Maggie przyznała nam się do tego, że jest w ciąży dopiero, kiedy powiedzieliśmy, że chcemy się pobrać za pół roku, czyli teraz.

Pierwszy termin zajęła nam Eva, a dokładniej Jimmy, bo pierwotnie chcieliśmy się pobrać latem, ale wtedy Jimmy zorganizował huczne obchody pięćdziesiątych urodzin Evy.

Naprawdę huczne, z wynajęciem w górach całego hotelu na cały weekend włącznie.

Nie żartuję.

Oni wszystkie imprezy robili z rozmachem.

Wyjątkowe.

Nazywaliśmy je Impreza u Sparków, co mówiło wszystko.

A potem okazało się, że Alice jest w kolejnej ciąży, więc nie czekaliśmy na jej poród, bo Alek przestraszył się, że zaraz Maggie będzie w drugiej ciąży (i była), więc mieliśmy wziąć ślub za półtora miesiąca.

Dokładnie.

Nie za miesiąc, bo w październiku mały Davie, synek Evy i Jimmy’ego, kończył roczek i miała być kolejna Impreza u Sparków.

Ufff!

Alek dostawał prawie histerii, kiedy któraś z kobiet wchodziła na nasze spotkania ze słowami: Mam dla was nowinę

Juliet odetchnęła z ulgą, że to nie ona martwiła się o termin naszego ślubu.

Rozmawiałam z nią i tak naprawdę nie była jakoś specjalnie zdruzgotana tym, że Alek przejął organizację naszego ślubu.

Stwierdziła, że woli się bawić na weselu, niż kłopotać stroną organizacyjną.

Dzięki Bogu!

Ja nie przejmowałam się tym wszystkim i Alex też podchodził do tego na luzie, więc zwykle na spotkaniach, które organizował Alek, by omówić coś super ważnego, jak na przykład kolor serwetek, siadaliśmy w tej samej pozycji, to znaczy Alex na jednym krześle, a ja na drugim, oparta o niego plecami i owinięta jego ramionami pod żebrami.

I udawaliśmy, że słuchaliśmy i że to było super ważne.

Zaparkowałam na podjeździe za Mustangiem Alexa, który dotarł tu prosto z pracy, więc się nie widzieliśmy od rana.

Drzwi otworzył mi David, a za nim dostrzegłam Alexa wstającego ze stołka przy barze kuchennym, gdzie leżało otwarte pudełko pizzy.

Najwidoczniej chłopaki zadbali sami o swoją kolację.

Przywitaliśmy się - Yo - z Davidem, pocałunkiem z Alex’em, a potem poszłam wprost do Maggie i Jima na górę, gdzie była ich sypialnia.

Przywitać małego James’a Daniela Lichtwitz’a.

*****

Półtora miesiąca później

Szłam wolnym krokiem oparta na ramieniu mojego brata, który zastępował naszego tatę, przejściem w stronę łuku z kwiatów i urzędnika, przed którym stał szereg facetów i właśnie ustawiły się moje przyjaciółki, druhny.

Ale widziałam tylko jednego.

Jedynego mężczyznę na całym świecie.

Tego, do którego chciałam podbiec i musiałam się hamować ze wszystkich sił, żeby tego nie zrobić.

Alex był ubrany w biały garnitur, białą koszulę, do których miał ciemno zielone dodatki (muchę, poszetkę, brzeg garnituru itp.) i wyglądał tak przystojnie, był taki pociągający, że przekroczył wszelkie normy.

To powinno być zakazane.

No powiedzcie sami, ile tego dobra mogła znieść dziewczyna, z perspektywą spędzenia długich godzin w towarzystwie (nawet, jeśli to było towarzystwo przyjaciół) i nie rzucić się na kolana, błagając o dziki seks.

Byłam ubrana w spodnie, co spowodowało dziwną minę Alexa, kiedy patrzył na mnie, idącą w jego stronę.

Wiedziałam, że miałby ochotę na mnie w sukni ślubnej.

Nie znał mojego drobnego sekretu.

Spodnie, które miałam na sobie, były w zasadzie jednoczęściowym kombinezonem, z nogawkami rozszerzanymi lekko do dołu, szerokim paskiem z tego samego materiału, a u góry składającym się z dwóch kawałków materiału spiętych na moim karku.

Całe plecy miałam odkryte i całość zapinana była tylko na suwak, który zaczynał się w pasie, a kończył nisko między pośladkami (i na haftki na karku).

I nie miałam na sobie bielizny.

Żadnej.

Kombinezon zrobiony był z miękkiego, lejącego się, więc oblepiającego moje ciało, białego materiału obszytego czerwoną lamówką.

We włosach miałam czerwone kwiaty.

Dotarłam wreszcie do Alexa i czas się zatrzymał.

Byliśmy tylko my.

Mogłam mu powiedzieć, jak bardzo go kochałam.

I usłyszałam - I że cię nie opuszczę

Cudem się nie popłakałam.

Dobrze było mieć w tej chwili wokół siebie rodzinę i przyjaciół, którzy głośny cieszyli się z naszego szczęścia, gratulowali nam, życzyli dużo dobrych rzeczy, a potem bawili się razem z nami, żeby uczcić nasze przysięgi.

W czasie imprezy mieliśmy z Alex’em chwilę dla siebie.

Wykorzystaliśmy ją na wspomnienia.

Widzicie, nasze wesele odbywało się dokładnie w tej samej sali, co kiedyś wesele Alice i Eddiego i ja z druhnami miałyśmy jako przebieralnię dokładnie ten pokój, w którym, no wiecie, my z Alex’em, hmmm.

Więc po kolejnym naszym tańcu, kiedy Alex wodził dłonią po nagiej skórze moich pleców, stało się „to”.

Najpierw mój mąż wyszeptał mi do ucha - Za włożenie dzisiaj tych spodni, złoję ci później tyłek.

- Och - odszepnęłam - Więc może pójdę się przebrać.

Ale nie ukrywałam, że przez całe moje ciało przeszedł rozkoszny dreszcz, a między nogami zrobiło mi się mokro.

Słychać to było w moim głosie i czuć w pochyleniu w czasie tańca całego mojego ciała w stronę mojego nowo poślubionego męża.

Wyczuł to.

- Okej - szepnął znowu Alex, ale jego głos też był schrypnięty i zdradzał podniecenie - Odprowadzę cię.

Rozłączyliśmy się i, trzymając się za ręce, spoglądając na innych z przepraszającym uśmiechem, poszliśmy w stronę wyjścia z sali.

Mieliśmy jeden cel.

Tuż za drzwiami Alex przyspieszył, nie bacząc na to, czy ktoś nas obserwuje i pociągnął mnie prawie biegiem na cienkich obcasach moich białych czółenek w stronę przebieralni.

Oczywiście, Alex miał klucz!

Otworzył, wepchnął mnie i zamknął za nami.

Kiedy weszliśmy tam, natychmiast zostałam przyszpilona do drzwi i schwytana oburącz za tyłek, a usta Alexa dopadły moich i wzięły je w mokrym, gwałtownym i gorącym pocałunku.

Naszym ulubionym.

Takim, jaki doprowadzał zawsze do czegoś bardzo dobrego.

Tym razem ręce Alexa powędrowały na moje pośladki i powiedział coś bardzo brzydkiego na temat mojego kombinezonu.

- Jak zdjąć to cholerstwo? - warknął później, odsuwając się ode mnie na krok i patrząc uważnie na moje ciało.

Zrobiłam krok w stronę pokoju, żeby mieć możliwość ruchu.

Odwróciłam się do niego tyłem i wskazałam na suwak ukryty w pasku.

Zręczne palce Alexa poradziły sobie z tym w sekundę, a potem znalazł to i poczułam, jak sunął niżej i niżej, aż po moim tyłku.

Z wysuniętym palcem wskazującym.

I wyczuł moją niespodziankę.

Omójbosze!

Myślałam, że dojdę od tego.

Kiedy palec wskazujący Alexa wsunął się między moje pośladki, które nie były okryte majtkami, usłyszałam jego syk.

Wciągnął powietrze, co musiało oznaczać zachwyt.

Chciałam się odwrócić i pocałować go, ale mi nie pozwolił.

Staliśmy na środku pokoju, przodem do lustra, a dłonie Alexa powędrowały pod materiałem na boki do moich nagich bioder, przyciągnął je do siebie tak, że pochyliłam się i wypięłam tyłek w jego stronę.

W wyniku tego materiał kombinezonu rozchylił się i zsunął na boki.

Mój mąż miał przed sobą moje całkiem nagie pośladki.

Złapałam się oburącz ramy lustra i miałam nadzieję, że mnie utrzyma.

Nogi mi dosłownie dygotały.

Pogłaskał mnie i usłyszałam rozpinanie rozporka jego spodni.

A potem, bez dodatkowego uprzedzenia czy ostrzeżenia, Alex wbił się w moją gorącą, oczekującą wilgoć.

Cicho krzyknęłam z zaskoczenia, ale potem wypięłam się mocniej w jego stronę i zajęczałam z rozkoszy.

Alex złapał mnie za biodra, naciągnął na siebie, a potem jego dłonie się rozjechały i jedną poczułam po materiałem kombinezonu wsuwającą się na moją prawą pierś, a drugą zjeżdżającą na cipkę.

Czułam go w sobie, ale w lustrze widziałam siebie w ubraniu.

I to było bardzo seksowne.

Wygięłam się, żeby być przysunięta tyłkiem do jego lędźwi, a plecami do jego brzucha i klatki piersiowej i mogłam puścić niepewne lustro.

I zaczęła się szalona jazda.

Alex pieprzył mnie ostro rolując przy tym zarówno sutek, jak i łechtaczkę, więc nie byłam w stanie myśleć.

Tylko czułam.

Mocno.

Nie jestem w stanie powiedzieć wam, czy było lepiej niż przy innych okazjach, ale było fantastycznie!

Orgazm, który nami zawładnął był gigantyczny i zagryzałam wargi, żeby nie krzyczeć na całą salę bankietową.

A na dodatek był jednoczesny z orgazmem Alexa, więc jeszcze lepszy.

O, Boże!

Jak ja go kochałam.

Potem, po krótkim odpoczynku i uregulowaniu oddechów, umyliśmy się, przebraliśmy (ja w obcisłą sukienkę z dżerseju) i wróciliśmy do gości.

Żeby po naszym wspaniałym torcie pojechać we dwójkę w bardzo krótką, bo tylko tygodniową, ale bardzo udaną podróż poślubną.

A potem wrócić do naszego życia już jako para.

Jaką zawsze byliśmy, bo tak chciało przeznaczenie.

*****

Alba

Stałam z boku i nieco z tyłu w niedużej, bogato udekorowanej czerwonymi kwiatami sali i patrzyłam, jak mój kumpel z pracy, Alex, który według opinii Sama i Billy’ego, innych kumpli, z którymi pracowaliśmy w Fire Station 13, był do niedawna niepoprawnym podrywaczem, przysięgał swojej od-teraz-żonie wierność i miłość małżeńską.

Wyglądał jak ktoś, kto nie musiał przysięgać, żeby tego dotrzymać.

Jakby Sophie, która stała naprzeciwko niego, była jedyną kobietą na całym świecie wartą spojrzenia.

Nikt więcej się nie liczył.

A on zamierzał na dodatek bronić ją przed całym złem świata.

Boże Wszechmogący, jak ja jej zazdrościłam.

Nie ze względu na Alexa, chociaż był przystojny, ale dlatego, że marzyłam o kimś, dla kogo byłabym najważniejsza.

Jedyna.

A potem pomyślałam o tym, o czym jeszcze plotkowali Sam i Billy.

Nie lubiłam plotek i starałam się ich unikać, ale trudno było nie słuchać.

Mówili o wszystkich i wszystkim, bo lubili plotkować, a możliwe, że również dlatego, bo chcieli mi zaimponować.

Nieważne.

Cokolwiek.

Ważne było to, co mówili o Davidzie, kolejnym z naszych kumpli.

Że David pomagał policji czy komuś takiemu w akcjach specjalnych, bo miał specjalne umiejętności i znajomości.

Więc myślałam o tym, że to z nim powinnam porozmawiać o swoich problemach i obawach.

Ale David był tam z Maggie.

Musiałam poczekać.

Więc wyszłam stamtąd i pojechałam sama do swojego mieszkania, bo nie miałam zamiaru zostawać na imprezie.

Nie byłam jedną z nich.

Po prostu pracowaliśmy razem.

Teraz potrzebowałam tylko pomocy Davida.

Może udałoby mi się go złapać kiedyś bez towarzystwa w pracy, przy sprzątaniu wozu czy coś.

Ale miałam coraz mniej czasu.

Zanim musiałabym znowu uciekać.