poniedziałek, 2 maja 2022

10 - Wierzę w ciebie

 

Rozdział 10

Wierzę w ciebie  

Sophie

 

 

 

 

Tydzień później

- Alex - jęknęłam w końcu i napięłam wszystkie mięśnie, zaciskając go w sobie, kiedy dochodziłam w kolejnym spektakularnym, wszechogarniającym orgazmie podczas tej wspaniałej nocy.

Ten cholerny tydzień wydawał się ciągnąć jak guma, w nieskończoność, chociaż miałam mnóstwo pracy.

Mając (wreszcie) sprawną lewą rękę, mogłam zabrać się za rysowanie projektu dla Eryka i Diany.

Coś, co zrobiłam z pasją i pełnym zaangażowaniem, bo ich dom żył w mojej głowie dużo wcześniej.

Widziałam go.

Teraz musiałam go tylko narysować.

Powołać do życia.

Spotkałam się z nimi w ubiegły piątek i pokazałam im szkic Alexa, który bardzo im się spodobał.

Koniecznie chcieli go ode mnie odkupić, ale nie miałam zamiaru go sprzedawać i wtedy przyszedł mi do głowy wspaniały pomysł.

To byłaby niespodzianka.

Potem godzinami rysowałam projekt domu dla nich, cały czas będąc sama, zamknięta w swoim mieszkaniu, co było dobre, bo miałam się nie pokazywać.

Prawdę mówiąc ten projekt mnie całkowicie pochłonął.

Sammy przewoził z chłopakami cały nasz sprzęt i kupione materiały na nową budowę, pożyczyli ten, którego nie mieliśmy, a był potrzebny, ustalali przyłącza, umawiali się z geodetą, a ja rysowałam.

Plany przyziemia miałam gotowe już w poniedziałek, wtedy również zawiozłam pierwszą odpowiednią dokumentację do urzędów, by zacząć zdobywać pozwolenia.

We wtorek spotkałam się z Erykiem, żeby ustalić zgodność planów murów zewnętrznych z ich oczekiwaniami.

W środę miałam pełną dokumentację i wstępne pozwolenia oraz złożyłam prośby o pozostałe.

W czwartek rano naniosłam drobne poprawki, spotkaliśmy się z umówionym geodetą na miejscu i mogliśmy ruszać.

Resztę pozwoleń miałam odebrać już w trakcie trwania przygotowań do budowy.

Chłopaki zaczęli kopać przyłącza, przyjechała firma energetyczna i wodociągowa, więc w następnych dniach mogliśmy mieć wodę i prąd z sieci, a nie z naszego agregatu i zbiorników.

Nie musiałam być przez cały czas na budowie, więc jeździłam, załatwiałam, kupowałam i planowałam.

Sandra zrobiła dla mnie stronę internetową.

Piękną, żywą, dokładnie taką, jaką chciałam mieć.

Lepszej sama bym nie wymyśliła.

I działała bezbłędnie.

Zapłaciłam za nią nawet więcej, niż Sandra chciała, kłócąc się z nią (no, cóż, ona nie kłóciła się, bo była na to za cicha), bo zorientowałam się ile kosztują takie strony, a ona chciała za to śmiesznie mało.

A wiedziałam od Evy, że potrzebowali z Joshem pieniędzy.

Zamówiłam u producentów specjalne szyby, wsporniki metalowe i bloki skalne z kamieniołomów, żeby były na miejscu budowy, kiedy tylko mielibyśmy fundamenty.

Wyszukaliśmy z Erykiem i Dianą przez Internet odpowiednie drzwi i łupki na dach, a potem zamówiliśmy je.

Przedyskutowaliśmy wspólnie szczegóły ogrzewania, klimatyzację, taras i zamówiłam potrzebne materiały.

Podpowiedziałam im rozwiązania dotyczące alarmu (do czego przydały mi się rozwiązania z mojego domu).

Wspaniale pracowało mi się z Erykiem i Dianą, kiedy byli razem.

Pomyślałam o tym, że to będzie wspaniałe małżeństwo, bo już jako para dogadywali się w pół słowa.

Jakby byli sobie przeznaczeni.

W międzyczasie trzy razy pojechałam sama moim Raptorem do szpitala na rehabilitację ręki.

Ćwiczyłam, rozgrzewałam, miałam masaże.

Fizjoterapeuta był ze mnie zadowolony.

Ja z niego też.

Dał mi zalecenia ćwiczeń, które mogłam robić sama w domu, więc w kolejnych tygodniach nie były potrzebne zbyt częste wizyty w szpitalu.

Bardzo szybko odzyskiwałam pełną sprawność ręki i już mnie nie bolała.

Również sama pojechałam Raptorem do sklepu spożywczego, a to już mi się w ogóle nie podobało.

Musiałam sama pchać ten cholerny wózek, jednocześnie pilnować, żeby na nikogo nie najechał i patrzeć na pieprzoną listę zakupów.

Klęłam pod nosem.

A potem przypomniałam sobie, że mam przyjaciółki.

Co prawda najpierw musiałam się z nimi spotkać po to, żeby je przeprosić, a zaczęłam od telefonu do Evy.

Bo nie poszłam (Alex też nie) na przyjęcie rocznicowe ślubu Evy i Jimmy’ego, które było w ostatnią niedzielę.

Wiedziałam, jak ważne było dla wszystkich, żeby było nas dużo na tym przyjęciu, ale akurat wtedy mieliśmy z Alex’em tę sprawę z jego ojcem.

Nie mogłam nic dziewczynom o tym powiedzieć.

Więc po prostu powiedziałam im, że pokłóciliśmy się z Alex’em, że musimy się dogadać i żeby dały nam trochę czasu.

Miałam wrażenie, że Eva chciałaby się wtrącić, może nagadać Alexowi, ale na to nic nie mogłam poradzić.

Mogłam mieć tylko nadzieję, że Alex jakoś to przeżyje.

Ten tydzień uświadomił mi, że nie tylko bardzo się do niego przyzwyczaiłam, ale też, że to było coś więcej.

Tęskniłam za nim.

Uwielbiałam, jak mi gotował.

Kochałam, jak mył mi włosy.

Lubiłam czekać na jego powrót z pracy.

Lubiłam spędzać z nim czas.

Kiedy zaczęłam się nad tym zastanawiać, doszłam do wniosku, że nie było takiej rzeczy, której bym w nim nie lubiła.

Może nawet się w nim zakochałam.

Rozmawialiśmy ze sobą codziennie przez telefon.

To było coś, czym mnie zaskoczyli.

Alex i David.

Bo to od niego, od Davida, dostałam ten aparat.

Telefon był starego typu, tylko do rozmów, ale podobno nie można go było namierzyć ani podsłuchać.

Chodziło o to, że ojciec Alexa miał mnóstwo pieniędzy i duże możliwości, więc musieliśmy się przed nim kryć.

Alex dzwonił do mnie na ten telefon z różnych numerów, więc nie ze swojego telefonu, a ja nie mogłam w ogóle dzwonić do niego.

Ale rozmawialiśmy.

Godzinami.

O wszystkim.

Więc teraz był czwartek, równo tydzień po moim spotkaniu z ojcem Alexa, Alex przyszedł (zakradł się) do mnie późnym wieczorem i nie spaliśmy, chociaż była już druga nad ranem.

Wydawało się, że Alex chce nadrobić wszystkie dni, kiedy byliśmy osobno.

Bosko.

*****

Alex

Chryste.

Jaka ona była piękna.

Ten tydzień był torturą.

Zaczęło się od tego, że nie poszli na imprezę do Jimmy’ego i Evy, za co najpierw Jimmy, a potem Eva dali Alexowi cholernie dużo gówna.

Potem musiał znosić codzienne przytyki facetów o tym, jakim był kutasem, że Sophie sama musiała jeździć na rehabilitacje, zajmować się budową i jeździć do sklepu, kiedy jej ręka nie była jeszcze w pełni sprawna.

Bo to była bez wątpienia jego wina, że nie mieszkali razem.

Że się pokłócili.

Cholera!

Alex rozumiał, dlaczego Sophie musiała powiedzieć kobietom, że się pokłócili, ale dlaczego pieprzeni faceci się tak tym cholernie przejęli, tego nie wiedział.

Gówno ich to obchodziło.

Dlaczego wyłączną winą obarczyli jego też nie wiedział.

Zresztą, umówili się, że Sophie powie kobietom tylko ogólnie i poprosi o trochę czasu na rozwiązanie ich problemów, więc wiedział, że tak zrobiła.

Wierzył w nią.

I wierzył jej.

David, który wiedział wszystko, nie odzywał się, tylko cholernie głupkowato uśmiechał pod pieprzonym nosem na tej swojej zarośniętej mordzie.

Racja.

Alex na wszelki wypadek nie spotykał się również z mamą, żeby do jego ojca nie dotarły plotki o tym, że dobrze się bawili.

A jego mama byłaby tak zadowolona z tego, że pogodził się z Sophie, że nie umiałaby tego ukryć, więc tylko zadzwonił i poprosił ją o dyskrecję.

Gówno.

A na dodatek Alex tęsknił.

Tęsknił jak cholera za zapachem Sophie, jej ciepłym, miękkim, chociaż tak cholernie fantastycznie wygimnastykowanym ciałem, za uśmiechem na powitanie, kiedy wracał z pracy.

Więc chodził wściekły i warczał na wszystkich.

Rozmowy przez telefon mu nie wystarczały.

A rozmawiali bardzo dużo.

W środę Alex spotkał się z agentem FBI, który zajmował się pedofilią na tym terenie, przekazał mu główne informacje i ustalili, że Sophie będzie miała ochronę.

Mieli przyznać kogoś jednego do ich sprawy.

Jak tylko ojciec Alexa skontaktuje się z nią, żeby przekazać jej umówione materiały, Sophie da znać, żeby ją zabezpieczali.

Może wreszcie pieprzony dupek dostanie prawdziwe zarzuty i przestanie niszczyć życie ludziom.

Alex nie mógł się doczekać.

Więc w czwartek wieczorem (nie za późno, żeby nie wzbudzić alarmu) Alex wszedł do kompleksu, a potem na galerię ubrany w zwykłe, granatowe dżinsy i czarną bluzę z kapturem nasuniętym na czoło.

Tym razem pożyczył niebieskiego Jeepa Compass’a od Maggie, co było początkowo upierdliwe, bo kobieta była maleńka i długo musiał ustawiać pieprzony fotel kierowcy i lusterka, zanim mógł się w niego wpasować.

Zaparkował zwyczajnie, na parkingu dla mieszkańców, co nie powinno nikogo zdziwić, skoro Maggie tu niedawno mieszkała, chociaż wtedy nie parkowała tym samochodem, a potem  poszedł niespiesznym, ale pewnym krokiem na schody.

Wszystko wykonał według szczegółowych instrukcji Davida, który miał doświadczenie.

Alex wolał go nie pytać skąd to doświadczenie.

Na galerii w kompleksie nie rozglądając się, zwykłym ruchem wyjął klucz z kieszeni spodni, otworzył drzwi i wszedł.

Zamknął za sobą drzwi na klucz i oparł się o nie.

Nasłuchiwał przez dwie sekundy.

U Sophie w mieszkaniu panowała ciemność i było cicho.

Nie uprzedził jej.

Jedynym źródłem światła była sypialnia i właśnie tam pojawiła się w tej chwili sylwetka zaniepokojonej Sophie, ubranej w luźne spodnie dresowe i koszulkę.

Była boso.

Zrzucił kaptur z głowy, spojrzał na nią i, pieprzyć go, w jej oczach błysnęła taka radość, że aż oniemiał.

Gorąco w jego klatce piersiowej przesunęło się i osiedliło.

Miał dosłownie sekundę, żeby się przygotować, bo bez słowa, bez jednego dźwięku ostrzeżenia, rzuciła się na niego.

Podbiegła, wybiła się i wskoczyła na jego biodra, jednocześnie obejmując rękoma jego szyję.

Zdążył rozłożyć ramiona, więc wpadła w nie, a on zacisnął je na jej tyłku, kiedy objęła go nogami.

Natychmiast przesunął jedną rękę w jej włosy, złapał je garścią i odgiął jej głowę, żeby wziąć jej usta.

Ona również mocno otoczyła ramionami jego ramiona i trzymała kark i wpiła się ustami między jego wargi.

Tak!

Kurwa, tak!

Rozchyliła usta, więc mógł od razu całować ją mokro i głęboko, smakując jej wsuwający się język, atakując ją swoim.

Robiąc to, nie przerywał poruszania się w stronę jej sypialni.

Chciał być jak najdalej od drzwi, kiedy zaczęliby rozmawiać.

Nie zaczęli rozmawiać.

Sophie przesunęła swoje ręce na jego tułów i pod bluzę, a potem wyszarpnęła ją i jego koszulkę spomiędzy jej nóg a jego żeber.

Położyła dłonie na jego nagiej skórze, co poczuł jak oparzenie.

Jego kutas obudził się nawet wcześniej, a teraz drgnął i zaczął pulsować.

Podszedł z nią szybszym krokiem w stronę jej łóżka, rzucił ją tam, odchylił się i ściągnął z siebie bluzę razem z koszulką przez głowę.

Sophie przez sekundę patrzyła na to, zagryzła wargę, a potem sięgnęła do jego spodni.

Kiedy był już bez bluzy i koszulki, ona rozpinała jego pasek, więc pomógł jej i, zahaczając palcami o pięty, zdjął buty.

Rozpinał spodnie, zdejmował je, zrzucał skarpetki i patrzył, jak ona błyskawicznie pozbywa się swojego ubrania.

Tak!

Oboje byli stęsknieni i głodni.

Kiedy byli nadzy, a Sophie leżała na wznak na łóżku z rozrzuconymi nogami, podpierając się na łokciach, patrząc na niego gorącym wzrokiem i zagryzając bok wargi, stanął przy łóżku i spojrzał na nią.

Chryste!

Czyste piękno, rozłożone tam, czekające na niego.

Oddawała mu się cała, chętnie, tylko jemu.

Wszedł kolanem na materac, złapał jej prawą nogę, podniósł i zaczął całować, przesuwając usta od kostki po kolano, a potem wyżej w miarę swojego postępu, a Sophie opadła łopatkami na pościel, odgięła głowę i zajęczała.

Kiedy Alex był już obydwoma kolanami na łóżku, między nogami Sophie, oparł jej prawą nogę o swoje biodro i podniósł jej drugą nogę, żeby ją również całować na całej długości.

Kiedy dotarł ustami do pachwiny, Sophie wsunęła obie ręce w jego włosy i przyciągnęła jego głowę do siebie.

Powąchał, polizał, odsunął głowę i przyłożył tam palce.

Ogoliła się na nowo, więc miał jej całkiem gładką, nagą i odkrytą skórę tak, jak na początku.

Bardzo stęsknioną, gotową i mokrą.

- Alex - stęknęła - Proszę.

Przeciągnął ustami po jej brzuchu, między piersiami i wyżej.

Robiąc to, sięgnął między nich.

Była już tam dłoń Sophie.

Badająca, pieszcząca, żądająca go.

Przesunął swoją rękę na miękkie biodro Sophie, bo ona sama kierowała jego czubek do środka.

Wysunął język, żeby posmakować skórę jej szyi, kiedy poczuł jej gorąco na kutasie, więc jęknął i skurczył biodra, zagłębiając się w nią jednym, niemożliwym do opanowania, płynnym ruchem.

Kurwa, niebo!

Wbił się do końca i osadził na kilka sekund, żeby rozkoszować się tym uczuciem.

Sophie przesunęła jedną rękę na jego tyłek, a drugą na jego kark.

On obejmował prawą ręką jej lewe biodro, a drugą opierał się na przedramieniu obok jej ramienia.

Podniósł głowę, spojrzał w jej oczy i zaczął jechać.

Chryste.

Jakie ona miała piękne, gorące, brązowe oczy.

Jej spojrzenie, zatopione w nim, kiedy ją posuwał, było półprzytomne, usta miała rozchylone, a nozdrza drgające.

Nie chciała wolno i delikatnie.

Wbiła mu pięty w pośladki i zaczęła ruszać biodrami, wychodząc naprzeciw jego pchnięciom.

- Mocniej - wystękała.

Więc walił mocniej.

A potem podciągnął dłonią jej lewy pośladek wyżej, żeby walić jeszcze mocniej, szybciej, bardziej twardo, wręcz brutalnie.

Wiedział, że w ten sposób nie przetrwa długo.

Nie po takiej przerwie.

Tęsknocie.

Ale ona nie chciała przedłużać.

- Szybciej - zażądała.

Więc jechał szybciej.

Gwałtowniej.

Pieprzył ją tak, jak za pierwszym razem.

Ostro i szybko dążąc do spełnienia.

A ona pomagała mu, budując to w niej i w nim tak szybko i gwałtownie, że wybuchli razem.

Mocno i głośno.

Jęczała jego imię, kiedy wziął znowu jej usta, więc usłyszał to i poczuł na języku.

Sam również, po kilku kolejnych ruchach, stęknął jej imię w jej włosy, kiedy dochodził.

Przez cały czas czuł, jak ściskała go całą sobą, jakby nigdy, przenigdy  nie chciała go puścić.

Kiedy już wszystko uwolnił, oboje leżeli tak blisko siebie i uspokajali swoje oddechy, Sophie zaczęła badać powoli dłońmi całą jego skórę, jakby chciała sobie przypomnieć każdy zakamarek jego ciała.

On też miał na to ochotę, więc również ją gładził, a potem również całował i czuł jej usta na sobie.

Nie zmiękł, więc te pieszczoty spowodowały, że stwardniał, zanim z niej wypadł i tak pozostał, kiedy przyszła pora na rundę drugą.

Tym razem Sophie opuściła piętę na prześcieradło, by dać mu znać, że chce być na górze, więc przekręcił się z nią, przytrzymując dłonią jej biodro tak, że był w niej cały czas, kiedy się obracali.

Usiadła na nim okrakiem i jechała, patrząc w jego twarz rozpalonym wzrokiem.

- Jesteś taka piękna - szepnął i zobaczył, jak leniwy, powolny, seksowny uśmiech rozpromienił jej twarz.

I była jeszcze piękniejsza.

- Kocham twoje oczy - mruknęła nisko, a on się lekko spiął, ale potem uśmiechnął się i napiął mocniej biodra.

Tym razem jechali wolniej i czulej, ale nie mniej namiętnie.

Trwało to dłużej, pozwoliło na więcej pieszczot i pocałunków, a orgazm był równie silny, o ile nie silniejszy niż poprzedni.

Kurewsko fantastyczny.

Potem odpoczywali, przytuleni do siebie tak, że Sophie ułożyła się na ramieniu Alexa, jakby nadal miała rękę w gipsie.

Ale wykorzystała to, że nie miała.

Gładziła jego pierś, brzuch, a potem niżej, podniecając go swoim dotykiem.

Później jednak odwróciła się do niego plecami i wcisnęła wypięty, rozkoszny tyłek w jego biodro, a policzek przytuliła do jego ramienia i ułożyła się tak.

- Śpiąca? - spytał łagodnie w jej włosy.

- Trochę - mruknęła.

Odwrócił się do niej całkiem przodem i zahaczył ją ramieniem za brzuch, by przycisnąć jej ciepłe ciało bliżej swojego, mając cholerną nadzieję, że nawet, jak zasną, obudzi się wystarczająco wcześnie, żeby wyjść od niej, zanim inni wstaną.

Zanurzył twarz w jej włosach.

Kiedy tak leżeli, Sophie zaczęła jednak dość sugestywnie ruszać biodrami, wciskając tyłek mocniej w jego trochę twardą męskość.

Stwardniał bardziej.

I wtedy sobie przypomniał, jak wziął ją w ten sposób, kiedy pieprzyli się za pierwszym razem.

Kiedy zaczął gładzić piersi i brzuch, a potem cipkę Sophie, uświadomił sobie, że ona też to pamiętała, bo złapała jego biodro w ten sam sposób.

Chyba, że był to po prostu jej sposób.

Odwrócił się, podniósł się na łokciu i objął ją ramieniem.

Szarpnął ją na kolana, namierzył ciepłą wilgoć i wbił się.

Zaczął ją ostro pieprzyć, pieścił palcem jej łechtaczkę i czuł jak szybko się podniecała, a kiedy ponownie szybko doszła i podniosła się, żeby przycisnąć plecy do jego brzucha, szarpnął ją na siebie.

Tak samo, znowu.

Siedziała tyłem do niego okrakiem na jego kolanach.

Dokładnie tak, jak za pierwszym razem.

A wtedy, wyginając się pod jego dotykiem i jadąc na nim płynnymi ruchami, odwróciła głowę do jego ucha i szepnęła:

- Szkoda, że nie mam lustra. Chciałabym nas znowu zobaczyć.

Tak!

Kurwa, tak!

Pamiętała.

Walił ją gwałtownie, napinając biodra tak, że aż podskakiwała, a ona napierała na jego twardość, nabijając się mocniej i jęcząc, kiedy kręcił palcem po łechtaczce, a palcem wskazującym i kciukiem drugiej ręki po sutku, a potem doszli razem.

Ponownie mrucząc, szepcząc i krzycząc swoje imiona.

Ułożył ich na boku, nie wychodząc z niej, a ona przegięła się do jego twarzy i pocałowała bok jego szczęki.

Wtedy wiedział na pewno.

Nie miał wątpliwości.

Kochał ją.

*****

Sophie

Kochałam go.

Wiedziałam to i nie miałam już żadnych wątpliwości.

Najmniejszych.

Ale nie wiedziałam, co miałam z tym zrobić.

Kiedy ostatni raz powiedziałam mężczyźnie, że go kochałam, nawet jeśli wtedy nie byłam pewna, ten zdradził mnie z moją jedyną przyjaciółką.

Cóż, może nie do końca była moją przyjaciółką, skoro udawała ją tylko po to, żeby się zbliżyć do mojego narzeczonego.

To, co Alex powiedział o Angeli dotknęło mnie podwójnie.

Głównie przez to, co ja powiedziałam o nim.

Ale było jeszcze coś o mnie, o czym powinniśmy porozmawiać.

Tylko nie mieliśmy na to czasu.

Przynajmniej wtedy nie był na to dobry czas.

Musieliśmy rozwiązać to gówno z jego ojcem.

A potem moglibyśmy długo rozmawiać.

*****

Dwa dni później

Było południe.

Mój telefon zadzwonił w tylnej kieszeni moich spodni i, kiedy go wyjęłam, wiedziałam, że to było to, na co czekaliśmy ponad tydzień.

Lokalny.

Nieznany.

To musiał być ojciec Alexa.

Mimo to odebrałam ostrożnie.

- Halo? - spytałam.

- Pani Sophia Cammarata? - zapytał ten właśnie głos, który rozpoznałam, a którego nienawidziłam.

Ojciec Alexa.

Wyprostowałam się, spojrzałam na Sammy’ego, odwróciłam się od niego i odeszłam dwa kroki.

Byłam na budowie domu Eryka i Diany.

Mieliśmy już wykopane (właściwie wyryte częściowo w skale) fundamenty i wkrótce miała przyjechać grucha z betonem, by zrobić wylewkę.

Tak ustaliliśmy z Erykiem i Dianą, bo dom miał być ciężki.

Szkło, stal i kamienie.

Z Alex’em się nie spotykałam, bo to mogło być niebezpieczne, więc tęskniłam i wiedziałam (od Evy), że on też tęsknił, bo wściekał się na wszystkich i nie dało się z nim rozmawiać.

Eva mówiła to z satysfakcją, ale ja go bardzo żałowałam.

Czułam to samo.

Moim lekarstwem była nieustanna praca.

Odeszłam kolejne dwa kroki od pracujących facetów.

- Tak - potwierdziłam do telefonu.

- Tu Arthur Whitman - powiedział mi coś, co wiedziałam.

- Dzień dobry - powiedziałam oficjalnie.

- Widzę, że wypełniła pani naszą umowę, więc możemy się spotkać - usłyszałam - podam pani dalsze warunki.

- Jakie warunki? - spięłam się.

- Chyba pani nie sądziła, że ot tak oddam pani wszystkie materiały, żeby mogła pani wrócić do mojego syna, kiedy się pani zachce - ojciec Alexa najwidoczniej nie owijał w bawełnę tego, że mną pogardzał.

Ale, sądząc ze słów Alexa, ten dupek wszystkimi pogardzał.

- Dobrze - mruknęłam - Co mam zrobić?

- Spotkamy się w moim biurze - mówił pewnym siebie głosem - dam coś pani, żeby wykazać moją dobrą wolę.

- Zrobię wszystko, żeby mój brat był bezpieczny - cicho powiedziałam mu to, co chciał usłyszeć.

- I dobrze - mruknął - więc powiem pani, co jeszcze musi pani zrobić.

- Co? - szepnęłam.

- Alex musi zobaczyć, że poszła pani dalej, odeszła od niego na dobre, więc zaręczy się pani.

Zabrakło mi tchu i musiałam podjąć wysiłek skoncentrowania się na nim.

- Co? - wypchnęłam z trudem.

- Mam idealnego kandydata - mówił bez emocji - Zobaczy pani. Proszę przyjechać jutro do mojego biura. Prześlę pani szczegóły. Proszę się ubrać w jakąś ładną sukienkę, bo pozna pani swojego nowego narzeczonego - dodał z sarkazmem, którego nie zrozumiałam.

O Boże!

Co ja miałam zrobić?

- Dobrze - zgodziłam się zrezygnowana.

- Dobrze - mruknął, zadowolony z mojego posłuszeństwa.

I rozłączył się.

Byłam pewna, że to nie było wszystko.

Nie mogłam zadzwonić ze swojego telefonu, skoro dupek miał mój numer i miał możliwości, a nie mogłam dzwonić z tamtego „bezpiecznego”.

Nie zastanawiałam się długo.

Podeszłam szybko do Sammy’ego i wyciągnęłam rękę.

- Daj mi swój telefon - rozkazałam.

Na szczęście posłuchał bez wahania i dał mi go, nie pytając o nic.

Musiałam walczyć.

*****

Alex

Dwie godziny później

Tego dnia Alex pracował do szóstej rano, więc o dwunastej był już po drzemce i śniadaniu.

Kiedy Sophie zadzwoniła do niego z informacją, zmobilizował wszystkich w ciągu pół godziny.

Jej pomysł, żeby wciągnąć w to Alice i Eddiego, był błyskotliwy.

Alice prowadził dla niej księgowość, więc było naturalne, że Sophie jeździła do niej i zawoziła faktury, że się kontaktowały.

Nikt nie mógł nabrać podejrzeń.

A Eddie był połączeniem, którego potrzebowali dla FBI.

Tylko Alex musiał być super ostrożny.

Więc znowu musiał poprosić Davida o pomoc.

David tym razem pożyczył mu czarnego SUV’a, którego Alex nie znał, ale wyglądało na to, że korzystali z niego faceci, więc Alex po prostu wsiadł i pojechał do Alice i Eddiego prosto z parkingu przy Wallmarcie, gdzie zostawił swojego Mustanga (chociaż David zaparkował na drugim końcu parkingu, co zagwarantowało Alexowi niezły spacerek).

Eddie miał zadzwonić do Davida po zakończonym spotkaniu, żeby wiedział, kiedy miał odebrać samochód.

Alex ponownie zostawił swój telefon w skrytce samochodowej i ponownie był ubrany w bluzę z kapturem.

Te wszystkie cholerne zasady bezpieczeństwa denerwowały go, nawet jeśli wiedział, że są niezbędne.

Największą nagrodą było to, jak przywitała go Sophie, kiedy wreszcie wszedł za drzwi domu, kiedy Eddie mu otworzył i wpuścił go.

Poszedł do ich salonu, gdzie kobiety stały i rozmawiały (co usłyszał wchodząc), ale zamilkły nasłuchując, kto wszedł.

Kiedy pojawił się w progu pokoju, zobaczył, że stała tam spięta, zdenerwowana tak bardzo, że rysy jej twarzy stężały w dziwnym grymasie.

Więc szybko zdjął kaptur i powiedział Hej, a wtedy przez twarz Sophie przepłynęła ulga, szalona radość, a potem nagle podbiegła, podskoczyła i rzuciła mu się na szyję, okręcając nogi wokół jego bioder, dokładnie tak, jak dwie noce wcześniej w jej mieszkaniu.

Nie zwracając uwagi na ich widownię, pocałowała go, przyciągając jego głową dłonią owiniętą za jego karkiem, a on wziął to mokro i głęboko.

Kiedy się lekko odsunęła, spojrzał w jej oczy i, pieprzyć go, zobaczył tylko radość z tego, że go widziała.

- Hej, Alex - usłyszał głos Eddiego, więc postawił Sophie na nogi obok siebie i odwrócił ich w temat stronę - to jest agent specjalny Teodor Vice.

Alex rozejrzał się i zobaczył szczupłego, ciemnoskórego faceta, który stał na uboczu, wytrzymał jego chłodny, oceniający wzrok i skinął mu głową.

Alice stała niedaleko kanapy i uśmiechała się delikatnie do niego i Sophie.

Wspierała ich i Alex wiedział, że może na nią liczyć.

Eva nie mogła o niczym wiedzieć, bo faceci niejednokrotnie mówili o tym, jaka była wrażliwa i delikatna.

A była w ciąży.

I nie umiała kłamać.

- Alex - powiedziała do niego Sophie i położyła mu dłoń na przedramieniu - muszę ci coś powiedzieć.

Alex zwrócił samą głowę w jej stronę, by na nią spojrzeć, ale nadal był zaalarmowany obecnością obcego.

- Twój ojciec… - Sophie zawahała się i Alex spojrzał na nią uważniej.

Kurwa.

Czegoś mu nie powiedziała przez telefon.

I to nie było dobre.

- On zapowiedział mi… - Sophie wzięła głęboki wdech - że na tym spotkaniu mam się zaręczyć a kimś, kogo sam mi wybierze. Żeby miał pewność, że nie wrócimy do siebie.

Alex poczuł, że zęby zacisnęły mu się tak mocno, że mógłby je połamać.

Popieprzony kutas.

Jego rodzony ojciec.

- Kochanie - szepnęła Sophie i podeszła bliżej, by położyć mu dłoń na piersi - …mówię o tym, żebyś się nie zdenerwował, kiedy to usłyszysz. Bo zamierzam iść do niego z podsłuchem na sobie.

- Co? - wypchnął Alex, tym razem ze strachem.

Bał się o Sophie.

Jego ojciec mógł być niebezpieczny, jeśli poczułby się zagrożony.

- Rozmawialiśmy z agentem Vice’m - mówiła mu - i ustaliliśmy, że, jeśli to ma być zrobione porządnie i na długo, to potrzebujemy mocnych dowodów.

- Tak? - wypchnął Alex, ledwie widząc ze zdenerwowania, ze strachu o nią, chociaż wiedział, że to, co chciała zrobić, było konieczne.

Musiał się opanować.

- Twoja mama dostarczyła im dowodów, ale nie mogą być użyte, bo zostały zdobyte w nielegalny sposób - mówiła dalej Sophie.

Alex szarpnął głową.

Nie wiedział, że jego mama zdecydowała się przekazać dowody, które miała na praktyki seksualne jego ojca.

To był z jej strony akt odwagi, jakiego się nie spodziewał.

- Mama to dała? - mruknął do agenta Vice’a ze zdziwieniem.

- Tak - odparł tamten - Poszedłem do niej tylko porozmawiać. Nie nalegałem, bo to ostatecznie był jej mąż, ale sama zaproponowała.

O, kurwa.

To była nowina.

Alex przejechał lewą ręką przez swoje włosy, a prawą nadal trzymał na biodrze Sophie.

- Powiedziała nam - kontynuował agent - że pana ojciec zrobił już dość złego w swoim życiu.

- Alex - Alex usłyszał szept Sophie obok siebie i poczuł jej dłoń na swoim ramieniu, więc odwrócił się do niej, pochylając brodę - Ona też chce coś zrobić.

- Ale, ty nie musisz… - zaczął, obejmując ją i kładąc jej również drugą rękę na biodrze.

- Muszę - mruknęła Sophie.

Patrzyła na niego z determinacją.

Tak.

Sophie była wojowniczką.

Chciała bronić jego i innych, tak jak kiedyś broniła swojego brata.

Nawet kosztem siebie.

Alex zacisnął usta.

- Pani Cammarata będzie miała zabezpieczenie - powiedział agent, doskonale wiedząc, o co boi się Alex - pójdzie na rozmowę, będzie miała podsłuch, ale my będziemy w pobliżu.

- Alex - powiedziała Sophie - ty też będziesz blisko. Nic mi nie grozi. Może sobie mówić, co tylko zechce, a przecież tylko to zrobi. Powie. Żadne słowa nie mogą mnie zranić, jeśli będę wiedziała, że we mnie wierzysz.

- Sophie - powiedział natychmiast i z pewnością w głosie - Zawsze będę w ciebie wierzył.

Patrzyła mu w oczy i wiedział, że wierzyła w każde jego słowo.

Skinął głową i odwrócił się do agenta, opuszczając jedną rękę z biodra Sophie.

- Więc jaki jest plan? - zapytał go.

- Pani Cammarata… - zaczął.

- Sophie - przerwała mu Sophie zdecydowanym, chociaż łagodnym tonem.

Skinął głową.

- Sophie dostanie szczegółowe informacje na telefon. Da nam znać, a wtedy ja dam znać panu. Spotkamy się tuż przed tym i okablujemy ją.

- Alex - powiedziała Sophie, kładąc dłoń na klatce piersiowej Alexa - On kazał mi założyć sukienkę. Pamiętaj, nie denerwuj się.

Pieprzyć go.

Jakim cudem miał się nie denerwować?

- Co? - wydusił z siebie ponownie.

- Powiedział, że mam poznać mojego narzeczonego - wyjaśniła mu, a on poczuł, jakby w jego piersi rozszalał się płomień.

Postarał się… dla niej.

Dla Sophie.

Postarał się uspokoić, bo tego potrzebowała.

Zauważyła to, twarz jej złagodniała i odwróciła się do agenta.

- Gdzie się spotkamy? - zapytała go.

A potem ustalali szczegóły, Eddie dopytywał agenta o sprawy techniczne, na których Alex się nie znał, Sophie podała coś Alice, jakieś dokumenty i niedługo później musieli się rozstać.

Kiedy agent wyszedł, Eddie wymamrotał przeprosiny i poszedł do drzwi, a za nim podążyła Alice, Alex miał chwilkę, żeby przyciągnąć Sophie do siebie.

 Otoczyła ramionami jego żebra pod pachami i rozłożyła dłonie płasko na jego plecach koło łopatek, kiedy policzek oparła na jego klatce piersiowej.

Trzymał ją blisko z ramionami owiniętymi wokół jej ramion, a policzek przycisnął do jej włosów.

Chryste, jak on ją bardzo kochał.

- Wszystko będzie dobrze - wyszeptała.

- Wiem, Księżniczko - odszepnął - wierzę ci.

A potem musieli się rozłączyć i pojechać każde w swoją stronę.

Jeszcze kilka dni.

Przetrwają to.

 

4 komentarze: