Rozdział 10
Sophie
Tydzień później
-
Alex - jęknęłam w końcu i napięłam wszystkie mięśnie, zaciskając go w sobie,
kiedy dochodziłam w kolejnym spektakularnym, wszechogarniającym orgazmie
podczas tej wspaniałej nocy.
Ten
cholerny tydzień wydawał się ciągnąć jak guma, w nieskończoność, chociaż miałam
mnóstwo pracy.
Mając
(wreszcie) sprawną lewą rękę, mogłam zabrać się za rysowanie projektu dla Eryka
i Diany.
Coś,
co zrobiłam z pasją i pełnym zaangażowaniem, bo ich dom żył w mojej głowie dużo
wcześniej.
Widziałam
go.
Teraz
musiałam go tylko narysować.
Powołać
do życia.
Spotkałam
się z nimi w ubiegły piątek i pokazałam im szkic Alexa, który bardzo im się
spodobał.
Koniecznie
chcieli go ode mnie odkupić, ale nie miałam zamiaru go sprzedawać i wtedy
przyszedł mi do głowy wspaniały pomysł.
To
byłaby niespodzianka.
Potem
godzinami rysowałam projekt domu dla nich, cały czas będąc sama, zamknięta w
swoim mieszkaniu, co było dobre, bo miałam się nie pokazywać.
Prawdę
mówiąc ten projekt mnie całkowicie pochłonął.
Sammy
przewoził z chłopakami cały nasz sprzęt i kupione materiały na nową budowę, pożyczyli
ten, którego nie mieliśmy, a był potrzebny, ustalali przyłącza, umawiali się z
geodetą, a ja rysowałam.
Plany
przyziemia miałam gotowe już w poniedziałek, wtedy również zawiozłam pierwszą odpowiednią
dokumentację do urzędów, by zacząć zdobywać pozwolenia.
We
wtorek spotkałam się z Erykiem, żeby ustalić zgodność planów murów zewnętrznych
z ich oczekiwaniami.
W
środę miałam pełną dokumentację i wstępne pozwolenia oraz złożyłam prośby o
pozostałe.
W
czwartek rano naniosłam drobne poprawki, spotkaliśmy się z umówionym geodetą na
miejscu i mogliśmy ruszać.
Resztę
pozwoleń miałam odebrać już w trakcie trwania przygotowań do budowy.
Chłopaki
zaczęli kopać przyłącza, przyjechała firma energetyczna i wodociągowa, więc w
następnych dniach mogliśmy mieć wodę i prąd z sieci, a nie z naszego agregatu i
zbiorników.
Nie
musiałam być przez cały czas na budowie, więc jeździłam, załatwiałam, kupowałam
i planowałam.
Sandra
zrobiła dla mnie stronę internetową.
Piękną,
żywą, dokładnie taką, jaką chciałam mieć.
Lepszej
sama bym nie wymyśliła.
I
działała bezbłędnie.
Zapłaciłam
za nią nawet więcej, niż Sandra chciała, kłócąc się z nią (no, cóż, ona nie
kłóciła się, bo była na to za cicha), bo zorientowałam się ile kosztują takie
strony, a ona chciała za to śmiesznie mało.
A
wiedziałam od Evy, że potrzebowali z Joshem pieniędzy.
Zamówiłam
u producentów specjalne szyby, wsporniki metalowe i bloki skalne z
kamieniołomów, żeby były na miejscu budowy, kiedy tylko mielibyśmy fundamenty.
Wyszukaliśmy
z Erykiem i Dianą przez Internet odpowiednie drzwi i łupki na dach, a potem
zamówiliśmy je.
Przedyskutowaliśmy
wspólnie szczegóły ogrzewania, klimatyzację, taras i zamówiłam potrzebne
materiały.
Podpowiedziałam
im rozwiązania dotyczące alarmu (do czego przydały mi się rozwiązania z mojego
domu).
Wspaniale
pracowało mi się z Erykiem i Dianą, kiedy byli razem.
Pomyślałam
o tym, że to będzie wspaniałe małżeństwo, bo już jako para dogadywali się w pół
słowa.
Jakby
byli sobie przeznaczeni.
W
międzyczasie trzy razy pojechałam sama moim Raptorem do szpitala na
rehabilitację ręki.
Ćwiczyłam,
rozgrzewałam, miałam masaże.
Fizjoterapeuta
był ze mnie zadowolony.
Ja
z niego też.
Dał
mi zalecenia ćwiczeń, które mogłam robić sama w domu, więc w kolejnych
tygodniach nie były potrzebne zbyt częste wizyty w szpitalu.
Bardzo
szybko odzyskiwałam pełną sprawność ręki i już mnie nie bolała.
Również
sama pojechałam Raptorem do sklepu spożywczego, a to już mi się w ogóle nie
podobało.
Musiałam
sama pchać ten cholerny wózek, jednocześnie pilnować, żeby na nikogo nie
najechał i patrzeć na pieprzoną listę zakupów.
Klęłam
pod nosem.
A
potem przypomniałam sobie, że mam przyjaciółki.
Co
prawda najpierw musiałam się z nimi spotkać po to, żeby je przeprosić, a
zaczęłam od telefonu do Evy.
Bo
nie poszłam (Alex też nie) na przyjęcie rocznicowe ślubu Evy i Jimmy’ego, które
było w ostatnią niedzielę.
Wiedziałam,
jak ważne było dla wszystkich, żeby było nas dużo na tym przyjęciu, ale akurat
wtedy mieliśmy z Alex’em tę sprawę z jego ojcem.
Nie
mogłam nic dziewczynom o tym
powiedzieć.
Więc
po prostu powiedziałam im, że pokłóciliśmy się z Alex’em, że musimy się dogadać
i żeby dały nam trochę czasu.
Miałam
wrażenie, że Eva chciałaby się wtrącić, może nagadać Alexowi, ale na to nic nie
mogłam poradzić.
Mogłam
mieć tylko nadzieję, że Alex jakoś to przeżyje.
Ten
tydzień uświadomił mi, że nie tylko bardzo się do niego przyzwyczaiłam, ale też,
że to było coś więcej.
Tęskniłam
za nim.
Uwielbiałam,
jak mi gotował.
Kochałam,
jak mył mi włosy.
Lubiłam
czekać na jego powrót z pracy.
Lubiłam
spędzać z nim czas.
Kiedy
zaczęłam się nad tym zastanawiać, doszłam do wniosku, że nie było takiej
rzeczy, której bym w nim nie lubiła.
Może
nawet się w nim zakochałam.
Rozmawialiśmy
ze sobą codziennie przez telefon.
To
było coś, czym mnie zaskoczyli.
Alex
i David.
Bo
to od niego, od Davida, dostałam ten aparat.
Telefon
był starego typu, tylko do rozmów, ale podobno nie można go było namierzyć ani
podsłuchać.
Chodziło
o to, że ojciec Alexa miał mnóstwo pieniędzy i duże możliwości, więc musieliśmy
się przed nim kryć.
Alex
dzwonił do mnie na ten telefon z różnych numerów, więc nie ze swojego telefonu,
a ja nie mogłam w ogóle dzwonić do niego.
Ale
rozmawialiśmy.
Godzinami.
O
wszystkim.
Więc
teraz był czwartek, równo tydzień po moim spotkaniu z ojcem Alexa, Alex
przyszedł (zakradł się) do mnie późnym wieczorem i nie spaliśmy, chociaż była
już druga nad ranem.
Wydawało
się, że Alex chce nadrobić wszystkie dni, kiedy byliśmy osobno.
Bosko.
*****
Alex
Chryste.
Jaka
ona była piękna.
Ten
tydzień był torturą.
Zaczęło
się od tego, że nie poszli na imprezę do Jimmy’ego i Evy, za co najpierw Jimmy,
a potem Eva dali Alexowi cholernie dużo gówna.
Potem
musiał znosić codzienne przytyki facetów o tym, jakim był kutasem, że Sophie
sama musiała jeździć na rehabilitacje, zajmować się budową i jeździć do sklepu,
kiedy jej ręka nie była jeszcze w pełni sprawna.
Bo
to była bez wątpienia jego wina, że nie mieszkali razem.
Że
się pokłócili.
Cholera!
Alex
rozumiał, dlaczego Sophie musiała powiedzieć kobietom, że się pokłócili, ale
dlaczego pieprzeni faceci się tak tym cholernie przejęli, tego nie wiedział.
Gówno
ich to obchodziło.
Dlaczego
wyłączną winą obarczyli jego też nie wiedział.
Zresztą,
umówili się, że Sophie powie kobietom tylko ogólnie i poprosi o trochę czasu na
rozwiązanie ich problemów, więc wiedział, że tak zrobiła.
Wierzył
w nią.
I
wierzył jej.
David,
który wiedział wszystko, nie odzywał się, tylko cholernie głupkowato uśmiechał
pod pieprzonym nosem na tej swojej zarośniętej mordzie.
Racja.
Alex
na wszelki wypadek nie spotykał się również z mamą, żeby do jego ojca nie
dotarły plotki o tym, że dobrze się bawili.
A
jego mama byłaby tak zadowolona z tego, że pogodził się z Sophie, że nie
umiałaby tego ukryć, więc tylko zadzwonił i poprosił ją o dyskrecję.
Gówno.
A
na dodatek Alex tęsknił.
Tęsknił
jak cholera za zapachem Sophie, jej ciepłym, miękkim, chociaż tak cholernie
fantastycznie wygimnastykowanym ciałem, za uśmiechem na powitanie, kiedy wracał
z pracy.
Więc
chodził wściekły i warczał na wszystkich.
Rozmowy
przez telefon mu nie wystarczały.
A
rozmawiali bardzo dużo.
W
środę Alex spotkał się z agentem FBI, który zajmował się pedofilią na tym
terenie, przekazał mu główne informacje i ustalili, że Sophie będzie miała
ochronę.
Mieli
przyznać kogoś jednego do ich sprawy.
Jak
tylko ojciec Alexa skontaktuje się z nią, żeby przekazać jej umówione
materiały, Sophie da znać, żeby ją zabezpieczali.
Może
wreszcie pieprzony dupek dostanie prawdziwe zarzuty i przestanie niszczyć życie
ludziom.
Alex
nie mógł się doczekać.
Więc
w czwartek wieczorem (nie za późno, żeby nie wzbudzić alarmu) Alex wszedł do
kompleksu, a potem na galerię ubrany w zwykłe, granatowe dżinsy i czarną bluzę
z kapturem nasuniętym na czoło.
Tym
razem pożyczył niebieskiego Jeepa Compass’a od Maggie, co było początkowo
upierdliwe, bo kobieta była maleńka i długo musiał ustawiać pieprzony fotel
kierowcy i lusterka, zanim mógł się w niego wpasować.
Zaparkował
zwyczajnie, na parkingu dla mieszkańców, co nie powinno nikogo zdziwić, skoro
Maggie tu niedawno mieszkała, chociaż wtedy nie parkowała tym samochodem, a potem
poszedł niespiesznym, ale pewnym krokiem
na schody.
Wszystko
wykonał według szczegółowych instrukcji Davida, który miał doświadczenie.
Alex
wolał go nie pytać skąd to doświadczenie.
Na
galerii w kompleksie nie rozglądając się, zwykłym ruchem wyjął klucz z kieszeni
spodni, otworzył drzwi i wszedł.
Zamknął
za sobą drzwi na klucz i oparł się o nie.
Nasłuchiwał
przez dwie sekundy.
U
Sophie w mieszkaniu panowała ciemność i było cicho.
Nie
uprzedził jej.
Jedynym
źródłem światła była sypialnia i właśnie tam pojawiła się w tej chwili sylwetka
zaniepokojonej Sophie, ubranej w luźne spodnie dresowe i koszulkę.
Była
boso.
Zrzucił
kaptur z głowy, spojrzał na nią i, pieprzyć go, w jej oczach błysnęła taka
radość, że aż oniemiał.
Gorąco
w jego klatce piersiowej przesunęło się i osiedliło.
Miał
dosłownie sekundę, żeby się przygotować, bo bez słowa, bez jednego dźwięku
ostrzeżenia, rzuciła się na niego.
Podbiegła,
wybiła się i wskoczyła na jego biodra, jednocześnie obejmując rękoma jego
szyję.
Zdążył
rozłożyć ramiona, więc wpadła w nie, a on zacisnął je na jej tyłku, kiedy
objęła go nogami.
Natychmiast
przesunął jedną rękę w jej włosy, złapał je garścią i odgiął jej głowę, żeby
wziąć jej usta.
Ona
również mocno otoczyła ramionami jego ramiona i trzymała kark i wpiła się
ustami między jego wargi.
Tak!
Kurwa, tak!
Rozchyliła
usta, więc mógł od razu całować ją mokro i głęboko, smakując jej wsuwający się język,
atakując ją swoim.
Robiąc
to, nie przerywał poruszania się w stronę jej sypialni.
Chciał
być jak najdalej od drzwi, kiedy zaczęliby rozmawiać.
Nie
zaczęli rozmawiać.
Sophie
przesunęła swoje ręce na jego tułów i pod bluzę, a potem wyszarpnęła ją i jego
koszulkę spomiędzy jej nóg a jego żeber.
Położyła
dłonie na jego nagiej skórze, co poczuł jak oparzenie.
Jego
kutas obudził się nawet wcześniej, a teraz drgnął i zaczął pulsować.
Podszedł
z nią szybszym krokiem w stronę jej łóżka, rzucił ją tam, odchylił się i
ściągnął z siebie bluzę razem z koszulką przez głowę.
Sophie
przez sekundę patrzyła na to, zagryzła wargę, a potem sięgnęła do jego spodni.
Kiedy
był już bez bluzy i koszulki, ona rozpinała jego pasek, więc pomógł jej i,
zahaczając palcami o pięty, zdjął buty.
Rozpinał
spodnie, zdejmował je, zrzucał skarpetki i patrzył, jak ona błyskawicznie pozbywa
się swojego ubrania.
Tak!
Oboje
byli stęsknieni i głodni.
Kiedy
byli nadzy, a Sophie leżała na wznak na łóżku z rozrzuconymi nogami,
podpierając się na łokciach, patrząc na niego gorącym wzrokiem i zagryzając bok
wargi, stanął przy łóżku i spojrzał na nią.
Chryste!
Czyste
piękno, rozłożone tam, czekające na niego.
Oddawała
mu się cała, chętnie, tylko jemu.
Wszedł
kolanem na materac, złapał jej prawą nogę, podniósł i zaczął całować,
przesuwając usta od kostki po kolano, a potem wyżej w miarę swojego postępu, a
Sophie opadła łopatkami na pościel, odgięła głowę i zajęczała.
Kiedy
Alex był już obydwoma kolanami na łóżku, między nogami Sophie, oparł jej prawą
nogę o swoje biodro i podniósł jej drugą nogę, żeby ją również całować na całej
długości.
Kiedy
dotarł ustami do pachwiny, Sophie wsunęła obie ręce w jego włosy i przyciągnęła
jego głowę do siebie.
Powąchał,
polizał, odsunął głowę i przyłożył tam palce.
Ogoliła
się na nowo, więc miał jej całkiem gładką, nagą i odkrytą skórę tak, jak na
początku.
Bardzo
stęsknioną, gotową i mokrą.
-
Alex - stęknęła - Proszę.
Przeciągnął
ustami po jej brzuchu, między piersiami i wyżej.
Robiąc
to, sięgnął między nich.
Była
już tam dłoń Sophie.
Badająca,
pieszcząca, żądająca go.
Przesunął
swoją rękę na miękkie biodro Sophie, bo ona sama kierowała jego czubek do
środka.
Wysunął
język, żeby posmakować skórę jej szyi, kiedy poczuł jej gorąco na kutasie, więc
jęknął i skurczył biodra, zagłębiając się w nią jednym, niemożliwym do
opanowania, płynnym ruchem.
Kurwa,
niebo!
Wbił
się do końca i osadził na kilka sekund, żeby rozkoszować się tym uczuciem.
Sophie
przesunęła jedną rękę na jego tyłek, a drugą na jego kark.
On
obejmował prawą ręką jej lewe biodro, a drugą opierał się na przedramieniu obok
jej ramienia.
Podniósł
głowę, spojrzał w jej oczy i zaczął jechać.
Chryste.
Jakie
ona miała piękne, gorące, brązowe oczy.
Jej
spojrzenie, zatopione w nim, kiedy ją posuwał, było półprzytomne, usta miała rozchylone,
a nozdrza drgające.
Nie
chciała wolno i delikatnie.
Wbiła
mu pięty w pośladki i zaczęła ruszać biodrami, wychodząc naprzeciw jego
pchnięciom.
-
Mocniej - wystękała.
Więc
walił mocniej.
A
potem podciągnął dłonią jej lewy pośladek wyżej, żeby walić jeszcze mocniej,
szybciej, bardziej twardo, wręcz brutalnie.
Wiedział,
że w ten sposób nie przetrwa długo.
Nie
po takiej przerwie.
Tęsknocie.
Ale
ona nie chciała przedłużać.
-
Szybciej - zażądała.
Więc
jechał szybciej.
Gwałtowniej.
Pieprzył
ją tak, jak za pierwszym razem.
Ostro
i szybko dążąc do spełnienia.
A
ona pomagała mu, budując to w niej i w nim tak szybko i gwałtownie, że wybuchli
razem.
Mocno
i głośno.
Jęczała
jego imię, kiedy wziął znowu jej usta, więc usłyszał to i poczuł na języku.
Sam
również, po kilku kolejnych ruchach, stęknął jej imię w jej włosy, kiedy
dochodził.
Przez
cały czas czuł, jak ściskała go całą sobą, jakby nigdy, przenigdy nie chciała go
puścić.
Kiedy
już wszystko uwolnił, oboje leżeli tak blisko siebie i uspokajali swoje
oddechy, Sophie zaczęła badać powoli dłońmi całą jego skórę, jakby chciała
sobie przypomnieć każdy zakamarek jego ciała.
On
też miał na to ochotę, więc również ją gładził, a potem również całował i czuł
jej usta na sobie.
Nie
zmiękł, więc te pieszczoty spowodowały, że stwardniał, zanim z niej wypadł i
tak pozostał, kiedy przyszła pora na rundę drugą.
Tym
razem Sophie opuściła piętę na prześcieradło, by dać mu znać, że chce być na
górze, więc przekręcił się z nią, przytrzymując dłonią jej biodro tak, że był w
niej cały czas, kiedy się obracali.
Usiadła
na nim okrakiem i jechała, patrząc w jego twarz rozpalonym wzrokiem.
-
Jesteś taka piękna - szepnął i zobaczył, jak leniwy, powolny, seksowny uśmiech
rozpromienił jej twarz.
I
była jeszcze piękniejsza.
-
Kocham twoje oczy - mruknęła nisko, a on się lekko spiął, ale potem uśmiechnął
się i napiął mocniej biodra.
Tym
razem jechali wolniej i czulej, ale nie mniej namiętnie.
Trwało
to dłużej, pozwoliło na więcej pieszczot i pocałunków, a orgazm był równie
silny, o ile nie silniejszy niż poprzedni.
Kurewsko
fantastyczny.
Potem
odpoczywali, przytuleni do siebie tak, że Sophie ułożyła się na ramieniu Alexa,
jakby nadal miała rękę w gipsie.
Ale
wykorzystała to, że nie miała.
Gładziła
jego pierś, brzuch, a potem niżej, podniecając go swoim dotykiem.
Później
jednak odwróciła się do niego plecami i wcisnęła wypięty, rozkoszny tyłek w
jego biodro, a policzek przytuliła do jego ramienia i ułożyła się tak.
-
Śpiąca? - spytał łagodnie w jej włosy.
-
Trochę - mruknęła.
Odwrócił
się do niej całkiem przodem i zahaczył ją ramieniem za brzuch, by przycisnąć
jej ciepłe ciało bliżej swojego, mając cholerną nadzieję, że nawet, jak zasną,
obudzi się wystarczająco wcześnie, żeby wyjść od niej, zanim inni wstaną.
Zanurzył
twarz w jej włosach.
Kiedy
tak leżeli, Sophie zaczęła jednak dość sugestywnie ruszać biodrami, wciskając tyłek
mocniej w jego trochę twardą męskość.
Stwardniał
bardziej.
I
wtedy sobie przypomniał, jak wziął ją w ten sposób, kiedy pieprzyli się za
pierwszym razem.
Kiedy
zaczął gładzić piersi i brzuch, a potem cipkę Sophie, uświadomił sobie, że ona
też to pamiętała, bo złapała jego biodro w ten sam sposób.
Chyba,
że był to po prostu jej sposób.
Odwrócił
się, podniósł się na łokciu i objął ją ramieniem.
Szarpnął
ją na kolana, namierzył ciepłą wilgoć i wbił się.
Zaczął
ją ostro pieprzyć, pieścił palcem jej łechtaczkę i czuł jak szybko się
podniecała, a kiedy ponownie szybko doszła i podniosła się, żeby przycisnąć
plecy do jego brzucha, szarpnął ją na siebie.
Tak
samo, znowu.
Siedziała
tyłem do niego okrakiem na jego kolanach.
Dokładnie tak, jak za pierwszym
razem.
A
wtedy, wyginając się pod jego dotykiem i jadąc na nim płynnymi ruchami, odwróciła
głowę do jego ucha i szepnęła:
-
Szkoda, że nie mam lustra. Chciałabym nas znowu zobaczyć.
Tak!
Kurwa,
tak!
Pamiętała.
Walił
ją gwałtownie, napinając biodra tak, że aż podskakiwała, a ona napierała na
jego twardość, nabijając się mocniej i jęcząc, kiedy kręcił palcem po
łechtaczce, a palcem wskazującym i kciukiem drugiej ręki po sutku, a potem
doszli razem.
Ponownie
mrucząc, szepcząc i krzycząc swoje imiona.
Ułożył
ich na boku, nie wychodząc z niej, a ona przegięła się do jego twarzy i
pocałowała bok jego szczęki.
Wtedy
wiedział na pewno.
Nie
miał wątpliwości.
Kochał
ją.
*****
Sophie
Kochałam
go.
Wiedziałam
to i nie miałam już żadnych wątpliwości.
Najmniejszych.
Ale
nie wiedziałam, co miałam z tym zrobić.
Kiedy
ostatni raz powiedziałam mężczyźnie, że go kochałam, nawet jeśli wtedy nie
byłam pewna, ten zdradził mnie z moją jedyną przyjaciółką.
Cóż,
może nie do końca była moją przyjaciółką, skoro udawała ją tylko po to, żeby
się zbliżyć do mojego narzeczonego.
To,
co Alex powiedział o Angeli dotknęło mnie podwójnie.
Głównie
przez to, co ja powiedziałam o nim.
Ale
było jeszcze coś o mnie, o czym powinniśmy porozmawiać.
Tylko
nie mieliśmy na to czasu.
Przynajmniej
wtedy nie był na to dobry czas.
Musieliśmy
rozwiązać to gówno z jego ojcem.
A
potem moglibyśmy długo rozmawiać.
*****
Dwa dni później
Było
południe.
Mój
telefon zadzwonił w tylnej kieszeni moich spodni i, kiedy go wyjęłam,
wiedziałam, że to było to, na co czekaliśmy ponad tydzień.
Lokalny.
Nieznany.
To
musiał być ojciec Alexa.
Mimo
to odebrałam ostrożnie.
-
Halo? - spytałam.
-
Pani Sophia Cammarata? - zapytał ten właśnie głos, który rozpoznałam, a którego
nienawidziłam.
Ojciec
Alexa.
Wyprostowałam
się, spojrzałam na Sammy’ego, odwróciłam się od niego i odeszłam dwa kroki.
Byłam
na budowie domu Eryka i Diany.
Mieliśmy
już wykopane (właściwie wyryte częściowo w skale) fundamenty i wkrótce miała
przyjechać grucha z betonem, by zrobić wylewkę.
Tak
ustaliliśmy z Erykiem i Dianą, bo dom miał być ciężki.
Szkło,
stal i kamienie.
Z
Alex’em się nie spotykałam, bo to mogło być niebezpieczne, więc tęskniłam i
wiedziałam (od Evy), że on też tęsknił, bo wściekał się na wszystkich i nie
dało się z nim rozmawiać.
Eva
mówiła to z satysfakcją, ale ja go bardzo żałowałam.
Czułam
to samo.
Moim
lekarstwem była nieustanna praca.
Odeszłam
kolejne dwa kroki od pracujących facetów.
-
Tak - potwierdziłam do telefonu.
-
Tu Arthur Whitman - powiedział mi coś, co wiedziałam.
-
Dzień dobry - powiedziałam oficjalnie.
-
Widzę, że wypełniła pani naszą umowę, więc możemy się spotkać - usłyszałam - podam
pani dalsze warunki.
-
Jakie warunki? - spięłam się.
-
Chyba pani nie sądziła, że ot tak oddam pani wszystkie materiały, żeby mogła
pani wrócić do mojego syna, kiedy się pani zachce - ojciec Alexa najwidoczniej
nie owijał w bawełnę tego, że mną pogardzał.
Ale,
sądząc ze słów Alexa, ten dupek wszystkimi
pogardzał.
-
Dobrze - mruknęłam - Co mam zrobić?
-
Spotkamy się w moim biurze - mówił pewnym siebie głosem - dam coś pani, żeby
wykazać moją dobrą wolę.
-
Zrobię wszystko, żeby mój brat był bezpieczny - cicho powiedziałam mu to, co
chciał usłyszeć.
-
I dobrze - mruknął - więc powiem pani, co jeszcze musi pani zrobić.
-
Co? - szepnęłam.
-
Alex musi zobaczyć, że poszła pani dalej, odeszła od niego na dobre, więc
zaręczy się pani.
Zabrakło
mi tchu i musiałam podjąć wysiłek skoncentrowania się na nim.
-
Co? - wypchnęłam z trudem.
-
Mam idealnego kandydata - mówił bez emocji - Zobaczy pani. Proszę przyjechać
jutro do mojego biura. Prześlę pani szczegóły. Proszę się ubrać w jakąś ładną sukienkę,
bo pozna pani swojego nowego narzeczonego - dodał z sarkazmem, którego nie
zrozumiałam.
O
Boże!
Co
ja miałam zrobić?
-
Dobrze - zgodziłam się zrezygnowana.
-
Dobrze - mruknął, zadowolony z mojego posłuszeństwa.
I
rozłączył się.
Byłam
pewna, że to nie było wszystko.
Nie
mogłam zadzwonić ze swojego telefonu, skoro dupek miał mój numer i miał
możliwości, a nie mogłam dzwonić z tamtego „bezpiecznego”.
Nie
zastanawiałam się długo.
Podeszłam
szybko do Sammy’ego i wyciągnęłam rękę.
-
Daj mi swój telefon - rozkazałam.
Na
szczęście posłuchał bez wahania i dał mi go, nie pytając o nic.
Musiałam
walczyć.
*****
Alex
Dwie godziny
później
Tego
dnia Alex pracował do szóstej rano, więc o dwunastej był już po drzemce i
śniadaniu.
Kiedy
Sophie zadzwoniła do niego z informacją, zmobilizował wszystkich w ciągu pół
godziny.
Jej
pomysł, żeby wciągnąć w to Alice i Eddiego, był błyskotliwy.
Alice
prowadził dla niej księgowość, więc było naturalne, że Sophie jeździła do niej
i zawoziła faktury, że się kontaktowały.
Nikt
nie mógł nabrać podejrzeń.
A
Eddie był połączeniem, którego potrzebowali dla FBI.
Tylko
Alex musiał być super ostrożny.
Więc
znowu musiał poprosić Davida o pomoc.
David
tym razem pożyczył mu czarnego SUV’a, którego Alex nie znał, ale wyglądało na
to, że korzystali z niego faceci, więc Alex po prostu wsiadł i pojechał do
Alice i Eddiego prosto z parkingu przy Wallmarcie, gdzie zostawił swojego
Mustanga (chociaż David zaparkował na drugim końcu parkingu, co zagwarantowało
Alexowi niezły spacerek).
Eddie
miał zadzwonić do Davida po zakończonym spotkaniu, żeby wiedział, kiedy miał
odebrać samochód.
Alex
ponownie zostawił swój telefon w skrytce samochodowej i ponownie był ubrany w
bluzę z kapturem.
Te
wszystkie cholerne zasady bezpieczeństwa denerwowały go, nawet jeśli wiedział,
że są niezbędne.
Największą
nagrodą było to, jak przywitała go Sophie, kiedy wreszcie wszedł za drzwi domu,
kiedy Eddie mu otworzył i wpuścił go.
Poszedł
do ich salonu, gdzie kobiety stały i rozmawiały (co usłyszał wchodząc), ale
zamilkły nasłuchując, kto wszedł.
Kiedy
pojawił się w progu pokoju, zobaczył, że stała tam spięta, zdenerwowana tak
bardzo, że rysy jej twarzy stężały w dziwnym grymasie.
Więc
szybko zdjął kaptur i powiedział Hej,
a wtedy przez twarz Sophie przepłynęła ulga, szalona radość, a potem nagle podbiegła,
podskoczyła i rzuciła mu się na szyję, okręcając nogi wokół jego bioder, dokładnie
tak, jak dwie noce wcześniej w jej mieszkaniu.
Nie
zwracając uwagi na ich widownię, pocałowała go, przyciągając jego głową dłonią
owiniętą za jego karkiem, a on wziął to mokro i głęboko.
Kiedy
się lekko odsunęła, spojrzał w jej oczy i, pieprzyć go, zobaczył tylko radość z
tego, że go widziała.
-
Hej, Alex - usłyszał głos Eddiego, więc postawił Sophie na nogi obok siebie i
odwrócił ich w temat stronę - to jest agent specjalny Teodor Vice.
Alex
rozejrzał się i zobaczył szczupłego, ciemnoskórego faceta, który stał na
uboczu, wytrzymał jego chłodny, oceniający wzrok i skinął mu głową.
Alice
stała niedaleko kanapy i uśmiechała się delikatnie do niego i Sophie.
Wspierała
ich i Alex wiedział, że może na nią liczyć.
Eva
nie mogła o niczym wiedzieć, bo faceci niejednokrotnie mówili o tym, jaka była
wrażliwa i delikatna.
A
była w ciąży.
I
nie umiała kłamać.
-
Alex - powiedziała do niego Sophie i położyła mu dłoń na przedramieniu - muszę
ci coś powiedzieć.
Alex
zwrócił samą głowę w jej stronę, by na nią spojrzeć, ale nadal był zaalarmowany
obecnością obcego.
-
Twój ojciec… - Sophie zawahała się i Alex spojrzał na nią uważniej.
Kurwa.
Czegoś
mu nie powiedziała przez telefon.
I
to nie było dobre.
-
On zapowiedział mi… - Sophie wzięła głęboki wdech - że na tym spotkaniu mam się
zaręczyć a kimś, kogo sam mi wybierze. Żeby miał pewność, że nie wrócimy do
siebie.
Alex
poczuł, że zęby zacisnęły mu się tak mocno, że mógłby je połamać.
Popieprzony
kutas.
Jego
rodzony ojciec.
-
Kochanie - szepnęła Sophie i podeszła bliżej, by położyć mu dłoń na piersi - …mówię
o tym, żebyś się nie zdenerwował, kiedy to usłyszysz. Bo zamierzam iść do niego
z podsłuchem na sobie.
-
Co? - wypchnął Alex, tym razem ze
strachem.
Bał
się o Sophie.
Jego
ojciec mógł być niebezpieczny, jeśli poczułby się zagrożony.
-
Rozmawialiśmy z agentem Vice’m - mówiła mu - i ustaliliśmy, że, jeśli to ma być
zrobione porządnie i na długo, to potrzebujemy mocnych dowodów.
-
Tak? - wypchnął Alex, ledwie widząc ze zdenerwowania, ze strachu o nią, chociaż
wiedział, że to, co chciała zrobić, było konieczne.
Musiał
się opanować.
-
Twoja mama dostarczyła im dowodów, ale nie mogą być użyte, bo zostały zdobyte w
nielegalny sposób - mówiła dalej Sophie.
Alex
szarpnął głową.
Nie
wiedział, że jego mama zdecydowała się przekazać dowody, które miała na
praktyki seksualne jego ojca.
To
był z jej strony akt odwagi, jakiego się nie spodziewał.
-
Mama to dała? - mruknął do agenta Vice’a ze zdziwieniem.
-
Tak - odparł tamten - Poszedłem do niej tylko porozmawiać. Nie nalegałem, bo to
ostatecznie był jej mąż, ale sama zaproponowała.
O,
kurwa.
To
była nowina.
Alex
przejechał lewą ręką przez swoje włosy, a prawą nadal trzymał na biodrze Sophie.
-
Powiedziała nam - kontynuował agent - że pana ojciec zrobił już dość złego w swoim
życiu.
-
Alex - Alex usłyszał szept Sophie obok siebie i poczuł jej dłoń na swoim
ramieniu, więc odwrócił się do niej, pochylając brodę - Ona też chce coś
zrobić.
-
Ale, ty nie musisz… - zaczął, obejmując ją i kładąc jej również drugą rękę na
biodrze.
-
Muszę - mruknęła Sophie.
Patrzyła
na niego z determinacją.
Tak.
Sophie
była wojowniczką.
Chciała
bronić jego i innych, tak jak kiedyś broniła swojego brata.
Nawet
kosztem siebie.
Alex
zacisnął usta.
-
Pani Cammarata będzie miała zabezpieczenie - powiedział agent, doskonale
wiedząc, o co boi się Alex - pójdzie na rozmowę, będzie miała podsłuch, ale my
będziemy w pobliżu.
-
Alex - powiedziała Sophie - ty też będziesz blisko. Nic mi nie grozi. Może
sobie mówić, co tylko zechce, a przecież tylko to zrobi. Powie. Żadne słowa nie
mogą mnie zranić, jeśli będę wiedziała, że we mnie wierzysz.
-
Sophie - powiedział natychmiast i z pewnością w głosie - Zawsze będę w ciebie wierzył.
Patrzyła
mu w oczy i wiedział, że wierzyła w każde jego słowo.
Skinął
głową i odwrócił się do agenta, opuszczając jedną rękę z biodra Sophie.
-
Więc jaki jest plan? - zapytał go.
-
Pani Cammarata… - zaczął.
-
Sophie - przerwała mu Sophie zdecydowanym, chociaż łagodnym tonem.
Skinął
głową.
-
Sophie dostanie szczegółowe informacje na telefon. Da nam znać, a wtedy ja dam
znać panu. Spotkamy się tuż przed tym i okablujemy ją.
-
Alex - powiedziała Sophie, kładąc dłoń na klatce piersiowej Alexa - On kazał mi
założyć sukienkę. Pamiętaj, nie denerwuj się.
Pieprzyć
go.
Jakim
cudem miał się nie denerwować?
-
Co? - wydusił z siebie ponownie.
-
Powiedział, że mam poznać mojego narzeczonego - wyjaśniła mu, a on poczuł,
jakby w jego piersi rozszalał się płomień.
Postarał
się… dla niej.
Dla
Sophie.
Postarał
się uspokoić, bo tego potrzebowała.
Zauważyła
to, twarz jej złagodniała i odwróciła się do agenta.
-
Gdzie się spotkamy? - zapytała go.
A
potem ustalali szczegóły, Eddie dopytywał agenta o sprawy techniczne, na
których Alex się nie znał, Sophie podała coś Alice, jakieś dokumenty i niedługo
później musieli się rozstać.
Kiedy
agent wyszedł, Eddie wymamrotał przeprosiny i poszedł do drzwi, a za nim
podążyła Alice, Alex miał chwilkę, żeby przyciągnąć Sophie do siebie.
Otoczyła ramionami jego żebra pod pachami i
rozłożyła dłonie płasko na jego plecach koło łopatek, kiedy policzek oparła na
jego klatce piersiowej.
Trzymał
ją blisko z ramionami owiniętymi wokół jej ramion, a policzek przycisnął do jej
włosów.
Chryste,
jak on ją bardzo kochał.
-
Wszystko będzie dobrze - wyszeptała.
-
Wiem, Księżniczko - odszepnął - wierzę ci.
A
potem musieli się rozłączyć i pojechać każde w swoją stronę.
Jeszcze
kilka dni.
Przetrwają
to.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuń"zaręczyć a kimś" zamiast a chyba ma być z
Dzięki, jesteś najlepszym korektorem ever 😘
Usuń