poniedziałek, 25 kwietnia 2022

3 - Przeznaczenie

 

Rozdział 3

Przeznaczenie

Alex

 

 

 

Półtora miesiąca później

Musiał się napić.

Alex nie lubił takich pieprzonych szopek.

Nienawidził.

Ale to był ślub Alice, przyjaciółki Evy, a Eva była jedną z nich.

Kobietą jego kumpla.

Więc skoro wszyscy tam poszli, Alex również musiał iść.

Nie zabrałby tam żadnej z tych pustych cipek, z którymi czasem pokazywał się na spotkaniach w kompleksie lub na imprezach z remizy, ale i tak nie spotykał się z żadną już od paru miesięcy, bo się do nich zniechęcił.

Odstręczały go.

Więc poszedł sam.

Oczywiście, odstawił się.

Tak, jak nauczyła go mama.

Założył drogi garnitur, który miał już od kilku lat i Alex wyciągał go zawsze, kiedy jego rodzice organizowali te swoje żałosne, pieprzone przedstawienia pod tytułem Jesteśmy kochającą się rodziną.

Od ponad roku nie musiał tego robić.

Jego rodzice nie celebrowali rozwodu.

Ale teraz to zrobił.

Więc teraz, zaciskając szczęki, by nie krzyczeć, Alex stał w szarym garniturze, w białej koszuli, zapiętej pod szyją i z ciemno zielonym krawatem, w jednej z tylnych ławek w kościele i patrzył na innych facetów.

Jego kumple mieli to.

Było to widać, jak na dłoni.

Jimmy trzymał na ramieniu Marię, swoją przybraną córkę, przy jego kolanach stał Matt, ale Jimmy patrzył tylko na Evę, kiedy ta podchodziła głównym przejściem do ołtarza jako pierwsza druhna (i Alex mógłby się założyć, że jego kumpel nie widział drugiej druhny).

Bez wątpienia robił to również teraz, kiedy Alex widział tylko jego plecy, bo Eva stała już przy ołtarzu.

Ale Alex nie musiał tego widzieć, żeby pamiętać jego minę.

Pełną zachwytu.

Jimmy uważał bez wątpienia, że to był szczęśliwy los, że spotkał Evę i mógł mieć rację, kiedy widziało się, jak zmieniła jego życie.

Byli sobie przeznaczeni.

David stał w ławce za Maggie i Alex widział wyraz jego twarzy, jego ramiona owinięte wokół jego kobiety, kiedy stali przodem do niego, podczas gdy Alice szła przejściem wsparta na ramieniu swojego ojca.

Rozanielony.

Alex nie nazwałby tego inaczej, nie umiałby, nawet, jak David miałby dać mu za to w mordę.

Raczej nie dałby.

Też miał swoją drugą połówkę, którą los postawił na jego drodze.

Kurwa, gdyby rok temu ktoś zapytał Alexa o to, ten powiedziałaby na sto procent, że coś takiego nie istnieje.

Przeznaczenie.

Ale najbardziej uderzyła Alexa mina Eddiego.

Pan młody stał przy ołtarzu obok swoich drużbów, czekając na swoją kobietę, żeby uczynić ją swoją żoną z miną pełną zachwytu, miłości i czułości, absolutnie nie wstydząc się tego.

Wiedząc, że napotkał swoje przeznaczenie.

Właśnie.

Oni wszyscy to mieli.

A Alex im zazdrościł.

Jak cholera.

Ale po ślubie podszedł razem z innymi i złożył młodej parze swoje całkowicie nieszczere życzenia.

I pojechał na przyjęcie.

Potem, na przyjęciu, po pierwszych toastach i po posiłku, kiedy zaczęły się tańce, Alex miał ochotę uciec.

Wy-pier-da-lać.

Znowu.

Bo to były czyste tortury.

Cudem przetrwał.

Wtedy DJ zapowiedział piosenkę od Jimmy’ego dla Evy.

I Alex ze zdumieniem zobaczył, jak jego kumpel, ten sam, który nigdy w życiu nie zbliżył się do nikogo na tyle, by go można było obejmować, tańczył ze swoją kobietą, publicznie wyznając jej w ten sposób, że zawsze będzie ją kochał.

Gówno.

Alex oglądał to ze wszystkimi i patrzył potem, jak para siada, Eva wpada w grono kobiet, które jej czegoś gratulowały.

Ale później odwrócił się i skierował do baru.

Musiał się napić.

Najlepiej zalać w trupa.

Kiedy był już na tyle blisko, żeby widzieć, kto siedział na stołku naprzeciwko barmana, poczuł, jak jego ciało zamienia się w kamień.

O, cholera!

Ale potem ruszył w jej stronę.

*****

Sophie

O mój Boże.

O Boże!

Po co ja się dałam namówić na to gówno?

Przez te kilka tygodni Eva wyciągnęła mnie jeszcze kilka razy na spotkania z kobietami, w czasie których, szczęśliwie nie zawsze, musiałam wysłuchiwać tego cholernego pieprzenia o planach weselnych.

Czasem wykręcałam się innymi rzeczami, którymi miałam zajęte moje dni, chociaż to nie były wyłącznie wymówki.

Byłam zajęta.

Chodziłam regularnie na moje stałe treningi, które zajmowały mi (z dojazdami) po dwie godziny dziennie od poniedziałku do soboty.

Pracowałam nad domem Upierdliwej Klientki, co zajmowało cholernie dużo czasu i było coraz bardziej frustrujące, bo zmieniała zdanie, ingerowała w detale i wynajdowała pomysły, które się ze sobą kłóciły.

Jednak nauczyłam się rozmawiać z nią tak, jak zdarzało mi się z małymi dziećmi mojego brata i perswadować jej absolutną niemożliwość wykonania niektórych rzeczy.

Bywałam czasami w barach i klubach, bo brakowało mi seksu (o czym nie rozmawiałam z kobietami), chociaż byłam wybredna, a nawet bardzo wybredna.

Zdarzały mi się podrywy miłe, łechczące moją próżność, czasem też zwykłe, do jakich byłam wcześniej przyzwyczajona, ale też i chamskie lub wyjątkowo niemiłe.

Miały jeden wspólny mianownik.

Żaden z facetów mi się nie spodobał na tyle, żebym zabrała go do swojego łóżka, poszła do jego łóżka, a nawet, żebym zdecydowała się na szybki numerek.

Nie zbliżał się nawet do ideału.

Jakbym wiedziała, jak wyglądał ideał.

Gówno.

Nadal miałam czasem godzinkę lub dwie, żeby spotkać się z kobietami na kawę, wino i ciasto (ja chyba jedyna z nich pijałam piwo) i żeby pogadać o różnych sprawach.

Radziły się siebie wzajemnie.

Wspierały się.

A teraz najważniejsza była Alice i jej wielki dzień i wszystkie chciały, żeby był idealny, z licznymi przyjaciółmi.

Eva nalegała (cholernie uparcie), żebym również poszła, więc uległam i wystroiłam się w jedną z tych kiecek, na których kupienie namówiła mnie moja mama trzy lata temu, kiedy uznała, że potrzebuję czegoś takiego.

Takiej odmiany dla poprawy nastroju.

Nie pomogło.

Sukienki zostały (i buty, i torebki).

Ta była bordowa z jasno szarymi wstawkami (podkreślającymi moje krągłości w sposób, który nawet mi się podobał), wykonana w całości z elastycznego, rozciągliwego materiału, który opinał mnie, jak druga skóra.

Seksowna.

Miałam do tego idealnie dobrane kolorystycznie do szarych wstawek sandałki na wysokim obcasie i, oczywiście, torebkę.

Nie poszłam do fryzjera, bo nie zależało mi aż tak, a i makijaż zrobiłam sama, więc był mój zwykły, minimalistyczny, bo uznałam takie ekstra zabiegi za przesadę.

Wysiliłam się jednak na manikiur i pedikiur.

A niech tam.

Bordowe paznokcie mnie nie zabiją.

Ale teraz się męczyłam niezależnie od tego wszystkiego.

Kurwa.

Torturą było stanie w bocznej nawie kościoła i patrzenie, jak Alice, która była śliczną, bardzo zgrabną, jasną blondynką, wystrojona w klasyczną w kroju suknię ślubną ecru z żółtymi różyczkami, szła do ołtarza środkowym przejściem, wsparta na ramieniu swojego taty, żeby połączyć się węzłem małżeńskim z Eddiem, którego kochała.

I widziałam jej wzrok, skierowany na jej przyszłego męża.

Eddie był gorącym Latynosem, o typowych latynoskich cechach, czyli szczupłym, czarnowłosym i czarnookim.

Tyle tylko, że był wysoki i wysportowany, co (jak dla mnie: niestety) czyniło go jeszcze bardziej gorącym.

Więc nic dziwnego, że wzrok Alice wyrażał tylko miłość i zachwyt.

Większą torturą było patrzenie potem, jak szczęśliwi stali obok siebie po ślubie i przyjmowali życzenia na nową drogę życia od przyjaciół i rodziny.

Nie dałam rady tego znieść i wyszłam.

Uciekłam.

Potem przyjechałam na to cholerne przyjęcie, bo, niestety, musiałam się pokazać, żeby potem Eva nie pytała, czemu nie poszłam.

Nie mogłabym jej tego powiedzieć.

Nigdy w życiu.

Ale po pierwszych toastach i zjedzeniu (pysznych) mini tortilli i grillowanych kanapeczek, zaczęły się tańce.

Cholera.

Pierwszy taniec młodej pary, taniec młodej z ojcem (dziwnie sztywny) i młodego z mamą (zabójczo gorący), a potem obtańcowywanie ciotek i wujków (czego nie oglądałam).

Nienawidziłam tego.

Poszłam do baru, usiadłam naprzeciwko barmana i zamówiłam nieustające dolewki wódki z tonikiem.

Chciałam się urżnąć.

Byłam po drugim drinku, dostałam do ręki trzecią szklaneczkę, kiedy usłyszałam zapowiedź DJ’a:

- A teraz piosenka, którą Jimmy chce coś powiedzieć Evie, swojemu Aniołowi.

O mój Boże!

Niech ktoś mnie zabije.

Co za sentymentalne bzdury.

Gówno.

Zwiesiłam niżej głowę i zastanawiałam się, czy mogę już wyjść niezauważona.

Uznałam, że tak.

Postanowiłam dopić drinka i spadać.

Piosenka się zmieniła, kiedy za moimi plecami ktoś stanął, a potem usłyszałam głos, którego nie zapomnę do końca życia.

- Wszędzie rozpoznałbym te włosy i ten tyłek.

Alex.

Kurwa.

Co to za złe fatum sprowadziło mnie dzisiaj tutaj, żeby postawić go na mojej drodze, albo mnie na jego.

Przeznaczenie potrafiło być złośliwe.

Zwłaszcza moje.

Odwróciłam się przodem do niego, wyprostowałam plecy i starałam się wyglądać przytomnie.

Nie wypiłam aż tak dużo, żeby być pijana, ale nie chciałam żeby on sobie coś takiego pomyślał.

- Alex - przywitałam się mruknięciem.

- Sophie - odparł zimno.

- Miło cię widzieć - odpowiedziałam fałszywie radośnie.

Patrzył na mnie lodowatym wzrokiem (och, gdyby mógł zabijać!).

- Uciekłaś - stwierdził krótko - a teraz znowu pijesz.

- To było prawie dwa lata temu - zauważyłam.

- Więc? - przy tym pytaniu jego brwi podjechały do góry, co uczyniło go jeszcze bardziej przystojnym.

Pieprzone gówno.

Nie miałam na to odpowiedzi.

- Czemy tu pijesz sama? - zapytał i rozejrzał się.

- A co to cię obchodzi? - spytałam, bo nie powinno go to obchodzić.

Był ze swoją blondynką, a ja nie byłam z nim.

- Nic - odparł.

Popatrzył na mnie z góry (bo stał nade mną, a ja nadal siedziałam, ale też, cóż, był wyższy ode mnie).

- Chcesz tu być? - spytał nieco dziwnie, bo chyba nie wyglądałam na taką, która była szczęśliwa z powodu, że tam była.

- Nie bardzo - powiedziałam zgodnie z prawdą.

Milczeliśmy kilka sekund, ale potem coś się zmieniło w wyrazie jego twarzy i nie wiedziałam, czy to było dobre.

- Chodź - mruknął do mnie i złapał nie za rękę.

Wyciągnął mnie ze stołka, a ja dałam się ciągnąć.

Prawdę mówiąc, chciałam tego.

Chciałam jego.

Znowu.

W tej sekundzie dotarło do mnie, że to był właśnie ten ideał, którego szukałabym w barze, gdybym chciała seksu.

Kiedy byliśmy za drzwiami sali, w której odbywało się przyjęcie, Alex zatrzymał się, odwrócił się przodem do mnie i przeciągnął mnie blisko siebie za rękę, którą nadal trzymał.

- Mam klucz do pokoju, w którym tamte się przebierały - powiedział do mnie cicho - Chcesz tego?

Tego?

O, tak, chciałam tego.

Z nim.

- Tak - powiedziałam, patrząc do góry prosto w jego oczy.

Odwrócił się w stronę kolejnych drzwi, nadal trzymając mnie za rękę i ciągnąc mnie w tamtą stronę.

O Boże!

Kiedy dotarliśmy do pokoju, otworzył drzwi z klucza, weszliśmy i zaraz za progiem rzuciliśmy się na siebie.

Dosłownie.

Alex złapał brzeg mojej sukienki i podciągnął ją do góry, jednocześnie pochylając się twarzą w stronę moich ust.

Odchyliłam głowę w bok, żeby pocałować bok jego szyi, więc jego rozchylone wargi przejechały po mojej skroni w stronę ucha.

Jednocześnie delikatnie popchnął mnie w stronę niewielkiej sofy, stojącej przy bocznej ścianie.

Zanim tam dotarliśmy, moja sukienka była nad moimi piersiami, a jego marynarka leżała na podłodze.

Gdzieś po drodze zgubiłam również torebkę i zaczęłam rozpinać guziki u jego koszuli.

Śpieszyliśmy się oboje tak, że na sofie wylądowałam już bez sukienki i stanika, a on bez koszuli i z rozpiętymi spodniami.

Usiadłam, złapałam jego bokserki razem ze spodniami i pociągnęłam w dół.

Jego wspaniały, gruby, sztywny kutas wyskoczył gotowy do akcji.

Był równie piękny, jak to pamiętałam, a może nawet jeszcze piękniejszy.

Tak!

Chciałam go mieć w sobie.

Natychmiast.

Alex też tego chciał natychmiast, więc w pół sekundy pozbyliśmy się oboje: on butów, a ja majtek.

Zostałam tylko w sandałkach i siedziałam gołym tyłkiem na sofie patrząc na jego działania i dysząc ciężko z podniecenia.

Alex sięgnął do swoich spodni i wyjął z tylnej kieszeni zapakowaną prezerwatywę.

Oczywiście.

Zawsze przygotowany do akcji.

Nie myślałam wtedy o tym.

W ogóle nie myślałam.

Patrzyłam, jak powoli rozwijał gumkę na tym swoim twardym cudzie i wyciągnęłam do niego rękę.

O, Boże, jaki piękny!

Gładziłam jego biodra, jądra, drapałam jego brzuch.

Oblizywałam usta raz za razem.

Chciałam skomlić błagalnie, żeby się pospieszył.

Jednocześnie czułam, jak narasta wilgotność między moimi nogami.

Wreszcie oparł się jednym kolanem o sofę, ja opadłam głową na siedzisko, owinęłam nogami jego biodra i patrzyłam w jego zielone oczy (Boże, jakie piękne), kiedy sięgał ręką między nas, żeby wbić się we mnie.

Wreszcie wszystko było właściwe.

Na miejscu.

Wjeżdżał we mnie, a ja poczułam się znowu kompletna.

Poddałam się temu uczuciu, podnosiłam biodra, by wychodzić naprzeciwko jego pchnięciom, brałam go w siebie coraz mocniej.

Pieprzyliśmy się bez słowa.

Szybko.

Gwałtownie.

Namiętnie.

Jakbyśmy oboje byli wygłodniali, spragnieni, stęsknieni.

Jeździłam ustami i dłońmi po jego gładkiej, nie owłosionej skórze, ściskałam udami jego biodra.

Chciałam zapamiętać to uczucie, chociaż nie musiałam, bo wiedziałam, że nigdy go nie zapomnę tak, jak pamiętałam każdą sekundę poprzedniego razu.

A on brał mnie tak, jakby chciał tego samego.

Jeżdżąc dłońmi po moim całym ciele.

Albo mi się tak wydawało.

Nie myślałam.

Nie analizowałam.

Po prostu czułam.

Do końca.

Do spełnienia.

Do najwyższej ekstazy.

Omójbosze!

Tak, tak, tak!

A kiedy ją osiągnęłam, wyjęczałam jego imię w jego szyję, co uświadomiłam sobie dopiero znacznie później.

Ale w danej chwili to było coś najwspanialszego.

Genialnego!

A potem on pchnął jeszcze kilka razy i również doszedł.

Byłam już wtedy na tyle przytomna, że usłyszałam, jak stękał moje imię w moje włosy.

O Boże!

Potem zamarł, przez chwilę odpoczywaliśmy.

A potem wracała mi świadomość i zaczęłam się zastanawiać, jak ja, do cholery, miałam wybrnąć z tej sytuacji.

Kurwa!

Co za idiotka.

Pieprzona kretynka!

Uch!

Pieprzyłam się właśnie z facetem, który prawdopodobnie przyszedł na ten ślub i wesele z jakąś inną laską, która gdzieś tam chodziła i może go szukała.

To, że on ją cholernie zdradzał ze mną było jednym, ale solidarność jajników wymagała ode mnie, żebym miała przynajmniej minimalne wyrzuty sumienia.

Miałam.

Wcale nie minimalne.

A poza tym byłam na niego wkurzona, że znowu okazał się palantem.

Dupkiem.

Jednak w danej chwili, będąc pod nim całkiem naga, nadal z nim półtwardym w środku, zebrałam się i wzięłam na wstrzymanie, a potem postarałam się to rozegrać spokojnie.

Pogładziłam go czubkami palców po boku głowy.

- Hej, przystojniaku - szepnęłam mu do ucha - …rusz się, muszę się ogarnąć, zanim tu wtargnie jakaś druhna, żeby się przebrać lub, co gorsza, panna młoda, żeby się odświeżyć.

Podniósł głowę, spojrzał na mnie z lekkim uśmieszkiem (Boże, jaki przystojny), a potem wysunął ze mnie i zszedł z sofy.

Przysiadł na boku i spojrzał na mnie.

- Okej - mruknął - posprzątam.

Wstał i poszedł.

Zaczęłam pospiesznie zbierać swoje rzeczy z podłogi, kiedy on nagi szedł w stronę drzwi, które okazały się być łazienką.

Nie patrzyłam na to.

Kiedy go nie było, naciągnęłam na siebie samą sukienkę, szybko schowałam majtki i stanik do torebki, a następnie wyślizgnęłam się za drzwi, akurat w tym momencie, kiedy wychodził z łazienki.

Wciąż nagi.

Na szczęście.

Zdążyłam usłyszeć jego zaskoczone - Hej - a potem poszłam korytarzem wprost do drzwi wyjściowych, żeby uniknąć Evy lub którejś z dziewczyn i złapać jakąś taksówkę, zanim kochaś by się ogarnął.

Udało się.

Uciekłam.

*****

Alex

Tydzień później

Alex był wściekły.

Chodził cholernie wściekły przez cały pieprzony tydzień po tym, jak dał się znowu ograć tej dziwce.

Jak mógł być taki głupi.

Kilka minut fantastycznego seksu, chwila cholernej nieuwagi i zostawiła go w tamtym pokoju nagiego bez słowa wyjaśnienia.

A na dodatek sam był sobie winien.

Przecież wiedział, co było grane, kiedy zaproponował jej szybki seks na weselu i właściwie powinien się cieszyć, że się do niego nie przykleiła.

Nie rozumiał siebie.

To go dobijało.

Pojechał do tego kompleksu mieszkalnego, w którym to wszystko się zaczęło i przerzucał się gównem z facetami, chociaż nie lubił tam być.

Nienawidził.

Ale jak Eva się na coś uparła, nie było mocnych.

Więc zabrał kilka zgrzewek piwa, bo imprezka była składkowa.

Spławił kolejną cipkę, która chciała się do niego przykleić na dłużej, po tym jak ją wypieprzył.

Założył zwykłe dżinsy i t-shirt, żeby podkreślić, że mu nie zależy.

A potem poszedł na tego cholernego grilla.

Dla Evy, Jimmy’ego, a nawet Maggie i Alice ta głupia impreza miała specjalne znaczenie, więc zaprosili wszystkich.

Grill był w rocznicę oddania terenu zielonego przy tym kompleksie / kondominium miał być okazją do spotkania się, poznania nowych lokatorów i świetnej zabawy.

Alex tak tego nie widział.

Nie był w nastroju do zabawy.

Kiedy myślał o tym wszystkim, zobaczył ją.

Sophie.

Co do cholery?

Była daleko od niego, bo stała aż przy stole ze stekami i innym gównem, które tamci szykowali na grilla, ale i tak wiedział, że to ona.

Wszędzie rozpoznałby te włosy, tyłek, a teraz jeszcze fantastyczne nogi, które były odsłonięte w bardzo krótkich dżinsowych szortach.

Alex nigdy nie wierzył w takie zbiegi okoliczności.

W przeznaczenie.

Ani w inne tego rodzaju gówno.

Zastanawiał się raczej, z kim ze znajomych ona się spotykała, skoro była zarówno na imprezie u Alice, jak i tutaj.

Cholera, musiała być dziewczyną któregoś z chłopaków.

Zdradzała go z nim.

Pieprzona dziwka.

Poszedł prosto do niej, kipiąc z wściekłości.

Stała cały czas tyłem do niego, smarując czymś kawałki mięsa, które rozkładała widelcem na aluminiowych tackach.

Wydawała się robić to ze złością.

Energicznie.

Kurwa, gówno go to obchodziło.

Kiedy był już wystarczająco blisko niej, na wszelki wypadek ostrożnie rozejrzał się, żeby sprawdzić, jak daleko od nich siedzi Eva ze swoją ekipą i jak daleko stoją chłopaki.

Nikt nie powinien ich słyszeć.

Przekonał się, że wszyscy są daleko, więc podszedł jeszcze bliżej do niej.

- Sophie - mruknął, żeby zwrócić jej uwagę na siebie.

Podskoczyła, obejrzała się i zobaczył na jej twarzy grymas takiej złości, że wkurzył się jeszcze bardziej.

Ona była zła na niego!

Wściekła!

Chyba sobie, kurwa, jaja robiła.

- Alex - mruknęła w odpowiedzi, opanowując się i odwracając z powrotem do tego, co robiła z mięsem.

Gówno.

- Jaja sobie robisz! - warknął - Z którym chodzisz?

- Co? - zapytała i dziwnie szarpnęła głową, a potem wreszcie dała sobie spokój z tymi pierdolonymi stekami.

Wytarła ręce w papierowy ręcznik, który miała obok na stole i odwróciła się całkiem przodem do Alexa.

- Z którym z chłopaków chodzisz? - warknął wściekle, skinąwszy głową w stronę facetów.

- Co? - zapytała ponownie i zmarszczyła brwi.

- Chyba mnie nie śledzisz? - wyjaśniał, ale nadal dopytywał się - Więc musisz chodzić z którymś z facetów. Z którym?

- Po pierwsze gówno cię to obchodzi - warknęła na niego autentycznie wkurzona, jakby miała o co - A po drugie nie chodzę z nikim.

- Przyznaj którego zdradzasz - syknął Alex przysuwając się do niej.

- To nie ja zdradzam kogokolwiek - zasyczała na niego w ten sam sposób i nie ustąpiła mu ani na krok, wręcz przeciwnie, pochyliła się w jego stronę, jednocześnie podpierając biodra rękoma zaciśniętymi w pięści - Gdzie zostawiłeś swoją blondynkę?

Kurwa.

Alex mógł się tego spodziewać.

Jeśli Sophie bywała w okolicy, musiała usłyszeć od Evy lub innej z kobiet, że spotykał się z blondynkami.

Nie tym razem.

- Nie mam żadnej blondynki - warknął - Więc nie zdradzam nikogo. I to nie ja uciekam za każdym razem.

- Nie uciekam - warknęła - po prostu, kończymy, więc odchodzę.

- Och, tak… - słowa Alexa ociekały sarkazmem - Tak po prostu.

- Tak po prostu - przytaknęła - To był tylko seks - przypomniała mu.

Tak?

Alex wyprostował się.

Pomyślał sekundę lub dwie.

Właściwie mógł to przyjąć.

Podobał mu się jej temperament.

Uwielbiał jej ciało.

Jeśli nie chodziła z nikim, nie zdradzała jego kumpla, to mogliby mieć właśnie to, tylko seks.

Tym bardziej, że był to fantastyczny seks.

Za każdym razem.

- Okej - mruknął już spokojniej - A teraz?

- Co teraz? - zapytała i zamrugała gwałtownie, jakby była zdezorientowana zmianą jego tonu.

Wyprostowała się powoli.

- Masz teraz ochotę na seks? - zapytał wprost i, pieprzyć go, zobaczył, że jej oczy błysnęły.

Chciała tego.

Zagryzła bok wargi i zastanowiła się przez chwilę nad czymś, odwracając głowę, by spojrzeć w stronę kompleksu.

- Okej - powiedziała w końcu - Przyjdź za minutę na galerię.

To zaskoczyło Alexa jak cholera, więc się wyprostował i otworzył usta, żeby coś powiedzieć.

Czyżby miała klucz do czyjegoś mieszkania?

Nie miał zamiaru pieprzyć się w mieszkaniu Aleka i Sama lub Soniji i Benji’ego, a tym bardziej w pustym mieszkaniu Maggie.

Nie miał okazji zapytać o to, ani zaprotestować, bo Sophie ruszyła prosto w stronę klatki schodowej i nie oglądała się na niego.

Prawdę mówiąc nie patrzyła na nikogo.

Cholera.

Postał przez chwilę przy tym stole, wyglądając przy tym jak niezdecydowany głupek, a potem ruszył za nią wolnym krokiem.

Wyglądało na to, że nikt nie zwracał na nich cholernej uwagi, więc bez oporów wszedł na pieprzone schody na galerię i tam przystanął, by się rozejrzeć.

Nigdzie nie było Sophie.

Zobaczył lekko uchylone drzwi do mieszkania, w którym, jak pamiętał, kiedyś mieszkał Eddie.

Podszedł, pchnął je delikatnie i zobaczył za progiem Sophie, która patrzyła na niego, jakby czekała.

Wciągnęła go za koszulkę do środka.

- Tylko seks - upewniała się, zamykając za nim drzwi.

- Tak - mruknął swoją zgodę.

Wtedy po prostu rzuciła się równie namiętnie, jak to pamiętał z poprzednich razów, by go rozebrać.

I, tak jak poprzednio, nie pozwoliła się pocałować w usta.

Zauważył to.

Brakowało mu tego, bo po tym, jak zagryzała dolną wargę, chciał dotknąć ustami to miejsce, w które zagłębiały się jej zęby.

Rozbierała go, dotykała go wszędzie i pozwalała mu robić to samo.

Całowała go przy tym wszędzie, ale przechylała głowę tak, żeby on całował bok jej głowy albo jej szyję.

Wkrótce oboje byli bez ubrania, a Alex tylko słabo zarejestrował, że mieszkanie jest pomalowane na zajebiste kolory, miało fantastycznie dobrane detale, ale było strasznie zagracone.

Nie oglądał go.

Wykorzystał to zagracenie, kiedy miał Sophie całkiem nagą i posadził jej tyłek na jakiejś niskiej komodzie.

Był już wtedy równie nagi jak ona, więc wsunął się biodrami między jej rozchylone nogi, trzymając ją pod kolanami.

To oglądał.

Cholernie podobało mu się to, że była starannie pozbawiona większości owłosienia.

Mógłby ją lizać.

Kiedyś.

- Gumka - szepnęła, więc odsunął się od niej, by znaleźć swoje spodnie i wyjąć jedną z kieszeni.

Sprawdził, czy jest stabilna, a ona trzymała się z nogami w powietrzu, jakby to nie sprawiało jej żadnego wysiłku.

Musiała być silna, nieźle wysportowana.

Wydostał prezerwatywę.

Kiedy miał ją w palcach, wrócił do Sophie, zaczął ją pieścić, ssał jej piersi, dotykał ją u celu, roztarł jej wilgoć na jej brzuchu, a potem podał jej pakiecik.

- Ty załóż - powiedział.

Wzięła to od niego w jedną rękę, ale puściła się komody, więc trzymał jej tyłek w górze, żeby mogła użyć palców obu rąk.

Potem rozdarła folię z wprawą (oczywiście) i ujęła kutasa jedną ręką, żeby drugą rozwijać prezerwatywę.

Kurwa, jak dobrze.

Pieściła go przy tym tak, że jęknął z rozkoszy.

Znała się na rzeczy.

Ujął ponownie jej obie nogi pod kolanami i zbliżył się do jej wejścia.

Trzymała go ręką i kierowała, patrząc jednocześnie, jak wchodził.

Alex również patrzył i uznał, że był to jeden z najbardziej seksownych widoków świata.

Bez porównania.

To, jak jego kutas zagłębiał się w mokrej, różowej cipce Sophii.

A potem już nic nie widział, ale dużo czuł.

Dokładnie tak, jak to pamiętał, to, za czym tęsknił.

Aksamit.

Gorąca ciasnota owijała go, wchłaniała go gościnnie i dopasowywała się do niego przy każdym ruchu.

Więc ruszał się.

Pieprzył ją.

Ona pieprzyła jego.

Rytm, jak narzucili, był namiętnym vivo, potem przeszedł w presto, by osiągnąć prestissimo.

Jak na jego zajęciach z fortepianu z miss Rosie.

Na końcu Alex walił w nią tak mocno, jakby chciał przybić Sophie do ściany za komodą.

A ona lubiła to i, żeby go ponaglić i wzmocnić jego uderzenia, przyciągała go piętami i ramionami i jęczała w rytm jego pchnięć coraz głośniej.

Po krótkim czasie zaczęła dochodzić i, tym razem, Alex był jeszcze na tyle przytomny, że usłyszał, jak podczas szczytowania wyjęczała jego imię.

Niebo.

Podniósł ją za pośladki i przeszedł z nią kilka kroków, żeby położyć ją na kanapie.

Tam wyrwał się, nie słuchając jej protestu i przerzucił ją na brzuch.

Podciągnął jej biodra, aby uklękła, a potem zaczął ją pieprzyć od tyłu, trzymając w dłoniach jej wspaniałe, rozłożyste biodra.

Kurwa.

Genialne.

Uwielbiał to.

Wyginała tyłek w jego stronę, wiła się pod jego ruchami, a potem odgięła plecy tak, że uniosła tułów i złapała go za szyję, więc miał dostęp do jej cycków i cipki.

Więc to wziął.

Zakręcił palcem po łechtaczce, zrolował sutek między palcami drugiej dłoni i poczuł, jak Sophie zaczęła dochodzić po raz drugi.

Tym razem szczytował razem z nią.

Kiedy to robił, usłyszał i zapamiętał, że on również, razem z nią, wystękał jej imię w czasie swojej ekstazy.

Potem podsunął swoje kolana tak, żeby Sophie usiadła na nich, częściowo opierając się bokiem o oparcie kanapy, więc mogli w ten sposób siedzieć, kiedy wyrównywali swoje oddechy.

A potem poczuł, że mięknie i wysuwa się z niej.

Musiał wstać i posprzątać.

*****

Sophie

Nosz, kurwa.

Pieprzona wariatka!

Co ja narobiłam.

Jak mogłam być taka głupia.

Alex był w moim mieszkaniu.

Nie pozbędę się go.

Chroniłam się przed facetami przez trzy lata.

Nie było ważne to, że ten był super przystojny, a seks z nim był zajebisty i naprawdę wart ryzyka.

Nawet jak tęskniłam za nim i nie znalazłam dla niego żadnego zastępstwa, to nie powinnam tego robić.

Nie mogłam nagle zrezygnować z tego, co miałam i walczyć o niezależność z jakimś palantem, który być może teraz nie zdradzał żadnej, ale przecież, jak byliśmy ze sobą po raz pierwszy, kogoś miał.

Więc był palantem.

Jak wszyscy.

Kiedy wyszedł z łazienki, ja miałam już na sobie majtki, stanik, koszulkę i spodnie, bo ubrałam się błyskawicznie.

Pozbierałam też z podłogi jego ubranie i położyłam na kanapie.

Chciałam, żeby wiedział, że ma się zbierać.

Podszedł do kanapy, złapał bokserki i wciągnął je jednym ruchem.

- Okej, mała - powiedział, naciągając na siebie dżinsy - …seks z tobą jest niesamowity.

- Racja - mruknęłam, ale nie wiedziałam, do czego dąży.

- To ja spadam - dodał, a ja poczułam się dziwnie rozczarowana.

Nie wiedziałam dlaczego, skoro sama tego chciałam, narzuciłam to od początku, od wejścia.

- Jak będziesz chciała więcej… - zaczął, już ubrany w spodnie i koszulkę, złapał skarpetki i buty i usiadł obok mnie na kanapie.

- Może zostawmy to tak, jak jest - mruknęłam - Jak będzie nam przeznaczone się spotkać, to się spotkamy.

- Okej - mruknął dziwnym tonem.

Jakby nie wierzył w przeznaczenie.

Dokończył zakładanie butów, podniósł się i odwrócił do drzwi.

Przeszedł te kilka kroków w tamtą stronę, a potem odwrócił głowę i rzucił - To nara - a potem otworzył drzwi, słyszałam, jak je zatrzasnął i… nie było go.

Cóż.

Zasłużyłam na to.

Zostawiłam go w gorszy sposób dwa razy.

Nawet nie powiedziałam Nara.

Ale może właśnie wtedy liczyłam na to, że Alex okaże się być tym kimś dla mnie i zadziała siła wyższa.

Przeznaczenie.

Przecież postawiło go na mojej drodze już trzy razy.

 


 

1 komentarz: