Rozdział 3
Alex
Półtora miesiąca
później
Musiał
się napić.
Alex
nie lubił takich pieprzonych szopek.
Nienawidził.
Ale
to był ślub Alice, przyjaciółki Evy, a Eva była jedną z nich.
Kobietą
jego kumpla.
Więc
skoro wszyscy tam poszli, Alex również musiał iść.
Nie
zabrałby tam żadnej z tych pustych cipek, z którymi czasem pokazywał się na
spotkaniach w kompleksie lub na imprezach z remizy, ale i tak nie spotykał się z
żadną już od paru miesięcy, bo się do nich zniechęcił.
Odstręczały
go.
Więc
poszedł sam.
Oczywiście,
odstawił się.
Tak,
jak nauczyła go mama.
Założył
drogi garnitur, który miał już od kilku lat i Alex wyciągał go zawsze, kiedy
jego rodzice organizowali te swoje żałosne, pieprzone przedstawienia pod
tytułem Jesteśmy kochającą się rodziną.
Od
ponad roku nie musiał tego robić.
Jego
rodzice nie celebrowali rozwodu.
Ale
teraz to zrobił.
Więc
teraz, zaciskając szczęki, by nie krzyczeć, Alex stał w szarym garniturze, w białej
koszuli, zapiętej pod szyją i z ciemno zielonym krawatem, w jednej z tylnych
ławek w kościele i patrzył na innych facetów.
Jego
kumple mieli to.
Było
to widać, jak na dłoni.
Jimmy
trzymał na ramieniu Marię, swoją przybraną córkę, przy jego kolanach stał Matt,
ale Jimmy patrzył tylko na Evę, kiedy ta podchodziła głównym przejściem do
ołtarza jako pierwsza druhna (i Alex mógłby się założyć, że jego kumpel nie
widział drugiej druhny).
Bez
wątpienia robił to również teraz, kiedy Alex widział tylko jego plecy, bo Eva
stała już przy ołtarzu.
Ale
Alex nie musiał tego widzieć, żeby pamiętać jego minę.
Pełną
zachwytu.
Jimmy
uważał bez wątpienia, że to był szczęśliwy los, że spotkał Evę i mógł mieć
rację, kiedy widziało się, jak zmieniła jego życie.
Byli
sobie przeznaczeni.
David
stał w ławce za Maggie i Alex widział wyraz jego twarzy, jego ramiona owinięte wokół
jego kobiety, kiedy stali przodem do niego, podczas gdy Alice szła przejściem
wsparta na ramieniu swojego ojca.
Rozanielony.
Alex
nie nazwałby tego inaczej, nie umiałby, nawet, jak David miałby dać mu za to w
mordę.
Raczej
nie dałby.
Też
miał swoją drugą połówkę, którą los postawił na jego drodze.
Kurwa,
gdyby rok temu ktoś zapytał Alexa o to, ten powiedziałaby na sto procent, że coś takiego nie istnieje.
Przeznaczenie.
Ale
najbardziej uderzyła Alexa mina Eddiego.
Pan
młody stał przy ołtarzu obok swoich drużbów, czekając na swoją kobietę, żeby
uczynić ją swoją żoną z miną pełną zachwytu, miłości i czułości, absolutnie nie
wstydząc się tego.
Wiedząc,
że napotkał swoje przeznaczenie.
Właśnie.
Oni
wszyscy to mieli.
A
Alex im zazdrościł.
Jak
cholera.
Ale
po ślubie podszedł razem z innymi i złożył młodej parze swoje całkowicie nieszczere życzenia.
I
pojechał na przyjęcie.
Potem,
na przyjęciu, po pierwszych toastach i po posiłku, kiedy zaczęły się tańce,
Alex miał ochotę uciec.
Wy-pier-da-lać.
Znowu.
Bo
to były czyste tortury.
Cudem
przetrwał.
Wtedy
DJ zapowiedział piosenkę od Jimmy’ego dla Evy.
I
Alex ze zdumieniem zobaczył, jak jego kumpel, ten sam, który nigdy w życiu nie
zbliżył się do nikogo na tyle, by go można było obejmować, tańczył ze swoją kobietą,
publicznie wyznając jej w ten sposób, że zawsze będzie ją kochał.
Gówno.
Alex
oglądał to ze wszystkimi i patrzył potem, jak para siada, Eva wpada w grono
kobiet, które jej czegoś gratulowały.
Ale
później odwrócił się i skierował do baru.
Musiał
się napić.
Najlepiej
zalać w trupa.
Kiedy
był już na tyle blisko, żeby widzieć, kto siedział na stołku naprzeciwko
barmana, poczuł, jak jego ciało zamienia się w kamień.
O,
cholera!
Ale
potem ruszył w jej stronę.
*****
Sophie
O
mój Boże.
O
Boże!
Po
co ja się dałam namówić na to gówno?
Przez
te kilka tygodni Eva wyciągnęła mnie jeszcze kilka razy na spotkania z
kobietami, w czasie których, szczęśliwie nie zawsze, musiałam wysłuchiwać tego cholernego
pieprzenia o planach weselnych.
Czasem
wykręcałam się innymi rzeczami, którymi miałam zajęte moje dni, chociaż to nie
były wyłącznie wymówki.
Byłam zajęta.
Chodziłam
regularnie na moje stałe treningi, które zajmowały mi (z dojazdami) po dwie
godziny dziennie od poniedziałku do soboty.
Pracowałam
nad domem Upierdliwej Klientki, co zajmowało cholernie dużo czasu i było coraz bardziej frustrujące, bo
zmieniała zdanie, ingerowała w detale i wynajdowała pomysły, które się ze sobą
kłóciły.
Jednak
nauczyłam się rozmawiać z nią tak, jak zdarzało mi się z małymi dziećmi mojego
brata i perswadować jej absolutną niemożliwość wykonania niektórych rzeczy.
Bywałam
czasami w barach i klubach, bo brakowało mi seksu (o czym nie rozmawiałam z kobietami), chociaż byłam wybredna, a nawet bardzo wybredna.
Zdarzały
mi się podrywy miłe, łechczące moją próżność, czasem też zwykłe, do jakich
byłam wcześniej przyzwyczajona, ale też i chamskie lub wyjątkowo niemiłe.
Miały
jeden wspólny mianownik.
Żaden
z facetów mi się nie spodobał na tyle, żebym zabrała go do swojego łóżka,
poszła do jego łóżka, a nawet, żebym zdecydowała się na szybki numerek.
Nie
zbliżał się nawet do ideału.
Jakbym
wiedziała, jak wyglądał ideał.
Gówno.
Nadal
miałam czasem godzinkę lub dwie, żeby spotkać się z kobietami na kawę, wino i
ciasto (ja chyba jedyna z nich pijałam piwo) i żeby pogadać o różnych sprawach.
Radziły
się siebie wzajemnie.
Wspierały
się.
A
teraz najważniejsza była Alice i jej wielki dzień i wszystkie chciały, żeby był
idealny, z licznymi przyjaciółmi.
Eva
nalegała (cholernie uparcie), żebym również poszła, więc uległam i wystroiłam
się w jedną z tych kiecek, na których kupienie namówiła mnie moja mama trzy lata
temu, kiedy uznała, że potrzebuję czegoś takiego.
Takiej
odmiany dla poprawy nastroju.
Nie
pomogło.
Sukienki
zostały (i buty, i torebki).
Ta
była bordowa z jasno szarymi wstawkami (podkreślającymi moje krągłości w
sposób, który nawet mi się podobał), wykonana w całości z elastycznego,
rozciągliwego materiału, który opinał mnie, jak druga skóra.
Seksowna.
Miałam
do tego idealnie dobrane kolorystycznie do szarych wstawek sandałki na wysokim
obcasie i, oczywiście, torebkę.
Nie
poszłam do fryzjera, bo nie zależało mi aż tak, a i makijaż zrobiłam sama, więc
był mój zwykły, minimalistyczny, bo uznałam takie ekstra zabiegi za przesadę.
Wysiliłam
się jednak na manikiur i pedikiur.
A
niech tam.
Bordowe
paznokcie mnie nie zabiją.
Ale
teraz się męczyłam niezależnie od tego wszystkiego.
Kurwa.
Torturą
było stanie w bocznej nawie kościoła i patrzenie, jak Alice, która była
śliczną, bardzo zgrabną, jasną blondynką, wystrojona w klasyczną w kroju suknię
ślubną ecru z żółtymi różyczkami, szła do ołtarza środkowym przejściem, wsparta
na ramieniu swojego taty, żeby połączyć się węzłem małżeńskim z Eddiem, którego
kochała.
I
widziałam jej wzrok, skierowany na jej przyszłego męża.
Eddie
był gorącym Latynosem, o typowych latynoskich cechach, czyli szczupłym,
czarnowłosym i czarnookim.
Tyle
tylko, że był wysoki i wysportowany, co (jak dla mnie: niestety) czyniło go
jeszcze bardziej gorącym.
Więc
nic dziwnego, że wzrok Alice wyrażał tylko miłość i zachwyt.
Większą
torturą było patrzenie potem, jak szczęśliwi stali obok siebie po ślubie i
przyjmowali życzenia na nową drogę życia od przyjaciół i rodziny.
Nie
dałam rady tego znieść i wyszłam.
Uciekłam.
Potem
przyjechałam na to cholerne przyjęcie, bo, niestety, musiałam się pokazać, żeby
potem Eva nie pytała, czemu nie poszłam.
Nie
mogłabym jej tego powiedzieć.
Nigdy
w życiu.
Ale
po pierwszych toastach i zjedzeniu (pysznych) mini tortilli i grillowanych
kanapeczek, zaczęły się tańce.
Cholera.
Pierwszy
taniec młodej pary, taniec młodej z ojcem (dziwnie sztywny) i młodego z mamą
(zabójczo gorący), a potem obtańcowywanie ciotek i wujków (czego nie oglądałam).
Nienawidziłam
tego.
Poszłam
do baru, usiadłam naprzeciwko barmana i zamówiłam nieustające dolewki wódki z
tonikiem.
Chciałam
się urżnąć.
Byłam
po drugim drinku, dostałam do ręki trzecią szklaneczkę, kiedy usłyszałam
zapowiedź DJ’a:
-
A teraz piosenka, którą Jimmy chce coś powiedzieć Evie, swojemu Aniołowi.
O
mój Boże!
Niech
ktoś mnie zabije.
Co
za sentymentalne bzdury.
Gówno.
Zwiesiłam
niżej głowę i zastanawiałam się, czy mogę już wyjść niezauważona.
Uznałam,
że tak.
Postanowiłam
dopić drinka i spadać.
Piosenka
się zmieniła, kiedy za moimi plecami ktoś stanął, a potem usłyszałam głos,
którego nie zapomnę do końca życia.
-
Wszędzie rozpoznałbym te włosy i ten tyłek.
Alex.
Kurwa.
Co
to za złe fatum sprowadziło mnie dzisiaj tutaj, żeby postawić go na mojej
drodze, albo mnie na jego.
Przeznaczenie
potrafiło być złośliwe.
Zwłaszcza
moje.
Odwróciłam
się przodem do niego, wyprostowałam plecy i starałam się wyglądać przytomnie.
Nie
wypiłam aż tak dużo, żeby być pijana, ale nie chciałam żeby on sobie coś takiego pomyślał.
-
Alex - przywitałam się mruknięciem.
-
Sophie - odparł zimno.
-
Miło cię widzieć - odpowiedziałam fałszywie radośnie.
Patrzył
na mnie lodowatym wzrokiem (och, gdyby mógł zabijać!).
-
Uciekłaś - stwierdził krótko - a teraz znowu
pijesz.
-
To było prawie dwa lata temu - zauważyłam.
-
Więc? - przy tym pytaniu jego brwi podjechały do góry, co uczyniło go jeszcze
bardziej przystojnym.
Pieprzone
gówno.
Nie
miałam na to odpowiedzi.
-
Czemy tu pijesz sama? - zapytał i rozejrzał się.
-
A co to cię obchodzi? - spytałam, bo nie
powinno go to obchodzić.
Był
ze swoją blondynką, a ja nie byłam z
nim.
-
Nic - odparł.
Popatrzył
na mnie z góry (bo stał nade mną, a ja nadal siedziałam, ale też, cóż, był wyższy ode mnie).
-
Chcesz tu być? - spytał nieco dziwnie, bo chyba nie wyglądałam na taką, która
była szczęśliwa z powodu, że tam była.
-
Nie bardzo - powiedziałam zgodnie z prawdą.
Milczeliśmy
kilka sekund, ale potem coś się zmieniło w wyrazie jego twarzy i nie
wiedziałam, czy to było dobre.
-
Chodź - mruknął do mnie i złapał nie za rękę.
Wyciągnął
mnie ze stołka, a ja dałam się ciągnąć.
Prawdę
mówiąc, chciałam tego.
Chciałam
jego.
Znowu.
W
tej sekundzie dotarło do mnie, że to był właśnie ten ideał, którego szukałabym
w barze, gdybym chciała seksu.
Kiedy
byliśmy za drzwiami sali, w której odbywało się przyjęcie, Alex zatrzymał się,
odwrócił się przodem do mnie i przeciągnął mnie blisko siebie za rękę, którą
nadal trzymał.
-
Mam klucz do pokoju, w którym tamte się przebierały - powiedział do mnie cicho
- Chcesz tego?
Tego?
O,
tak, chciałam tego.
Z
nim.
-
Tak - powiedziałam, patrząc do góry prosto w jego oczy.
Odwrócił
się w stronę kolejnych drzwi, nadal trzymając mnie za rękę i ciągnąc mnie w tamtą stronę.
O
Boże!
Kiedy
dotarliśmy do pokoju, otworzył drzwi z klucza, weszliśmy i zaraz za progiem
rzuciliśmy się na siebie.
Dosłownie.
Alex
złapał brzeg mojej sukienki i podciągnął ją do góry, jednocześnie pochylając
się twarzą w stronę moich ust.
Odchyliłam
głowę w bok, żeby pocałować bok jego szyi, więc jego rozchylone wargi
przejechały po mojej skroni w stronę ucha.
Jednocześnie
delikatnie popchnął mnie w stronę niewielkiej sofy, stojącej przy bocznej
ścianie.
Zanim
tam dotarliśmy, moja sukienka była nad moimi piersiami, a jego marynarka leżała
na podłodze.
Gdzieś
po drodze zgubiłam również torebkę i zaczęłam rozpinać guziki u jego koszuli.
Śpieszyliśmy
się oboje tak, że na sofie wylądowałam już bez sukienki i stanika, a on bez
koszuli i z rozpiętymi spodniami.
Usiadłam,
złapałam jego bokserki razem ze spodniami i pociągnęłam w dół.
Jego
wspaniały, gruby, sztywny kutas
wyskoczył gotowy do akcji.
Był
równie piękny, jak to pamiętałam, a może nawet jeszcze piękniejszy.
Tak!
Chciałam
go mieć w sobie.
Natychmiast.
Alex
też tego chciał natychmiast, więc w
pół sekundy pozbyliśmy się oboje: on butów, a ja majtek.
Zostałam
tylko w sandałkach i siedziałam gołym tyłkiem na sofie patrząc na jego
działania i dysząc ciężko z podniecenia.
Alex
sięgnął do swoich spodni i wyjął z tylnej kieszeni zapakowaną prezerwatywę.
Oczywiście.
Zawsze
przygotowany do akcji.
Nie
myślałam wtedy o tym.
W
ogóle nie myślałam.
Patrzyłam,
jak powoli rozwijał gumkę na tym swoim twardym cudzie i wyciągnęłam do niego
rękę.
O,
Boże, jaki piękny!
Gładziłam
jego biodra, jądra, drapałam jego brzuch.
Oblizywałam
usta raz za razem.
Chciałam
skomlić błagalnie, żeby się pospieszył.
Jednocześnie
czułam, jak narasta wilgotność między moimi nogami.
Wreszcie
oparł się jednym kolanem o sofę, ja opadłam głową na siedzisko, owinęłam nogami
jego biodra i patrzyłam w jego zielone oczy (Boże, jakie piękne), kiedy sięgał
ręką między nas, żeby wbić się we mnie.
Wreszcie
wszystko było właściwe.
Na
miejscu.
Wjeżdżał
we mnie, a ja poczułam się znowu kompletna.
Poddałam
się temu uczuciu, podnosiłam biodra, by wychodzić naprzeciwko jego pchnięciom,
brałam go w siebie coraz mocniej.
Pieprzyliśmy
się bez słowa.
Szybko.
Gwałtownie.
Namiętnie.
Jakbyśmy
oboje byli wygłodniali, spragnieni, stęsknieni.
Jeździłam
ustami i dłońmi po jego gładkiej, nie owłosionej skórze, ściskałam udami jego
biodra.
Chciałam
zapamiętać to uczucie, chociaż nie musiałam, bo wiedziałam, że nigdy go nie
zapomnę tak, jak pamiętałam każdą sekundę poprzedniego razu.
A
on brał mnie tak, jakby chciał tego samego.
Jeżdżąc
dłońmi po moim całym ciele.
Albo
mi się tak wydawało.
Nie
myślałam.
Nie
analizowałam.
Po
prostu czułam.
Do
końca.
Do
spełnienia.
Do
najwyższej ekstazy.
Omójbosze!
Tak,
tak, tak!
A
kiedy ją osiągnęłam, wyjęczałam jego imię w jego szyję, co uświadomiłam sobie
dopiero znacznie później.
Ale
w danej chwili to było coś najwspanialszego.
Genialnego!
A
potem on pchnął jeszcze kilka razy i również doszedł.
Byłam
już wtedy na tyle przytomna, że usłyszałam, jak stękał moje imię w moje włosy.
O
Boże!
Potem
zamarł, przez chwilę odpoczywaliśmy.
A
potem wracała mi świadomość i zaczęłam się zastanawiać, jak ja, do cholery,
miałam wybrnąć z tej sytuacji.
Kurwa!
Co
za idiotka.
Pieprzona
kretynka!
Uch!
Pieprzyłam
się właśnie z facetem, który prawdopodobnie przyszedł na ten ślub i wesele z
jakąś inną laską, która gdzieś tam chodziła i może go szukała.
To,
że on ją cholernie zdradzał ze mną było
jednym, ale solidarność jajników wymagała ode mnie, żebym miała przynajmniej minimalne
wyrzuty sumienia.
Miałam.
Wcale
nie minimalne.
A
poza tym byłam na niego wkurzona, że znowu okazał się palantem.
Dupkiem.
Jednak
w danej chwili, będąc pod nim całkiem naga, nadal z nim półtwardym w środku, zebrałam
się i wzięłam na wstrzymanie, a potem postarałam się to rozegrać spokojnie.
Pogładziłam
go czubkami palców po boku głowy.
-
Hej, przystojniaku - szepnęłam mu do ucha - …rusz się, muszę się ogarnąć, zanim
tu wtargnie jakaś druhna, żeby się przebrać lub, co gorsza, panna młoda, żeby
się odświeżyć.
Podniósł
głowę, spojrzał na mnie z lekkim uśmieszkiem (Boże, jaki przystojny), a potem wysunął ze mnie i zszedł z sofy.
Przysiadł
na boku i spojrzał na mnie.
-
Okej - mruknął - posprzątam.
Wstał
i poszedł.
Zaczęłam
pospiesznie zbierać swoje rzeczy z podłogi, kiedy on nagi szedł w stronę drzwi,
które okazały się być łazienką.
Nie
patrzyłam na to.
Kiedy
go nie było, naciągnęłam na siebie samą sukienkę, szybko schowałam majtki i
stanik do torebki, a następnie wyślizgnęłam się za drzwi, akurat w tym
momencie, kiedy wychodził z łazienki.
Wciąż
nagi.
Na
szczęście.
Zdążyłam
usłyszeć jego zaskoczone - Hej - a
potem poszłam korytarzem wprost do drzwi wyjściowych, żeby uniknąć Evy lub
którejś z dziewczyn i złapać jakąś taksówkę, zanim kochaś by się ogarnął.
Udało
się.
Uciekłam.
*****
Alex
Tydzień później
Alex
był wściekły.
Chodził
cholernie wściekły przez cały pieprzony tydzień po tym, jak dał się znowu ograć
tej dziwce.
Jak
mógł być taki głupi.
Kilka
minut fantastycznego seksu, chwila cholernej nieuwagi i zostawiła go w tamtym
pokoju nagiego bez słowa wyjaśnienia.
A
na dodatek sam był sobie winien.
Przecież
wiedział, co było grane, kiedy zaproponował jej szybki seks na weselu i
właściwie powinien się cieszyć, że się do niego nie przykleiła.
Nie
rozumiał siebie.
To
go dobijało.
Pojechał
do tego kompleksu mieszkalnego, w którym to wszystko się zaczęło i przerzucał
się gównem z facetami, chociaż nie lubił tam być.
Nienawidził.
Ale
jak Eva się na coś uparła, nie było mocnych.
Więc
zabrał kilka zgrzewek piwa, bo imprezka była składkowa.
Spławił
kolejną cipkę, która chciała się do niego przykleić na dłużej, po tym jak ją wypieprzył.
Założył
zwykłe dżinsy i t-shirt, żeby podkreślić, że mu nie zależy.
A
potem poszedł na tego cholernego grilla.
Dla
Evy, Jimmy’ego, a nawet Maggie i Alice ta głupia impreza miała specjalne
znaczenie, więc zaprosili wszystkich.
Grill
był w rocznicę oddania terenu zielonego przy tym kompleksie / kondominium miał
być okazją do spotkania się, poznania nowych lokatorów i świetnej zabawy.
Alex
tak tego nie widział.
Nie
był w nastroju do zabawy.
Kiedy
myślał o tym wszystkim, zobaczył ją.
Sophie.
Co do cholery?
Była
daleko od niego, bo stała aż przy stole ze stekami i innym gównem, które tamci szykowali
na grilla, ale i tak wiedział, że to ona.
Wszędzie
rozpoznałby te włosy, tyłek, a teraz jeszcze fantastyczne nogi, które były
odsłonięte w bardzo krótkich dżinsowych szortach.
Alex
nigdy nie wierzył w takie zbiegi okoliczności.
W
przeznaczenie.
Ani
w inne tego rodzaju gówno.
Zastanawiał
się raczej, z kim ze znajomych ona się spotykała, skoro była zarówno na
imprezie u Alice, jak i tutaj.
Cholera,
musiała być dziewczyną któregoś z chłopaków.
Zdradzała
go z nim.
Pieprzona
dziwka.
Poszedł
prosto do niej, kipiąc z wściekłości.
Stała
cały czas tyłem do niego, smarując czymś kawałki mięsa, które rozkładała
widelcem na aluminiowych tackach.
Wydawała
się robić to ze złością.
Energicznie.
Kurwa,
gówno go to obchodziło.
Kiedy
był już wystarczająco blisko niej, na wszelki wypadek ostrożnie rozejrzał się,
żeby sprawdzić, jak daleko od nich siedzi Eva ze swoją ekipą i jak daleko stoją
chłopaki.
Nikt
nie powinien ich słyszeć.
Przekonał
się, że wszyscy są daleko, więc podszedł jeszcze bliżej do niej.
-
Sophie - mruknął, żeby zwrócić jej uwagę na siebie.
Podskoczyła,
obejrzała się i zobaczył na jej twarzy grymas takiej złości, że wkurzył się
jeszcze bardziej.
Ona
była zła na niego!
Wściekła!
Chyba
sobie, kurwa, jaja robiła.
-
Alex - mruknęła w odpowiedzi, opanowując się i odwracając z powrotem do tego,
co robiła z mięsem.
Gówno.
-
Jaja sobie robisz! - warknął - Z którym chodzisz?
-
Co? - zapytała i dziwnie szarpnęła głową, a potem wreszcie dała sobie spokój z
tymi pierdolonymi stekami.
Wytarła
ręce w papierowy ręcznik, który miała obok na stole i odwróciła się całkiem
przodem do Alexa.
-
Z którym z chłopaków chodzisz? - warknął wściekle, skinąwszy głową w stronę
facetów.
-
Co? - zapytała ponownie i zmarszczyła brwi.
-
Chyba mnie nie śledzisz? - wyjaśniał, ale nadal dopytywał się - Więc musisz
chodzić z którymś z facetów. Z którym?
-
Po pierwsze gówno cię to obchodzi -
warknęła na niego autentycznie wkurzona, jakby miała o co - A po drugie nie
chodzę z nikim.
-
Przyznaj którego zdradzasz - syknął Alex przysuwając się do niej.
-
To nie ja zdradzam kogokolwiek -
zasyczała na niego w ten sam sposób i nie ustąpiła mu ani na krok, wręcz
przeciwnie, pochyliła się w jego stronę, jednocześnie podpierając biodra rękoma
zaciśniętymi w pięści - Gdzie zostawiłeś swoją blondynkę?
Kurwa.
Alex
mógł się tego spodziewać.
Jeśli
Sophie bywała w okolicy, musiała usłyszeć od Evy lub innej z kobiet, że
spotykał się z blondynkami.
Nie
tym razem.
-
Nie mam żadnej blondynki - warknął - Więc nie zdradzam nikogo. I to nie ja
uciekam za każdym razem.
-
Nie uciekam - warknęła - po prostu, kończymy, więc odchodzę.
-
Och, tak… - słowa Alexa ociekały sarkazmem - Tak po prostu.
-
Tak po prostu - przytaknęła - To był tylko seks - przypomniała mu.
Tak?
Alex
wyprostował się.
Pomyślał
sekundę lub dwie.
Właściwie
mógł to przyjąć.
Podobał
mu się jej temperament.
Uwielbiał
jej ciało.
Jeśli
nie chodziła z nikim, nie zdradzała jego kumpla, to mogliby mieć właśnie to, tylko
seks.
Tym
bardziej, że był to fantastyczny
seks.
Za
każdym razem.
-
Okej - mruknął już spokojniej - A teraz?
-
Co teraz? - zapytała i zamrugała gwałtownie, jakby była zdezorientowana zmianą jego
tonu.
Wyprostowała
się powoli.
-
Masz teraz ochotę na seks? - zapytał
wprost i, pieprzyć go, zobaczył, że jej oczy błysnęły.
Chciała
tego.
Zagryzła
bok wargi i zastanowiła się przez chwilę nad czymś, odwracając głowę, by
spojrzeć w stronę kompleksu.
-
Okej - powiedziała w końcu - Przyjdź za minutę na galerię.
To
zaskoczyło Alexa jak cholera, więc się wyprostował i otworzył usta, żeby coś
powiedzieć.
Czyżby
miała klucz do czyjegoś mieszkania?
Nie
miał zamiaru pieprzyć się w mieszkaniu Aleka i Sama lub Soniji i Benji’ego, a
tym bardziej w pustym mieszkaniu Maggie.
Nie
miał okazji zapytać o to, ani zaprotestować, bo Sophie ruszyła prosto w stronę klatki
schodowej i nie oglądała się na niego.
Prawdę
mówiąc nie patrzyła na nikogo.
Cholera.
Postał
przez chwilę przy tym stole, wyglądając przy tym jak niezdecydowany głupek, a
potem ruszył za nią wolnym krokiem.
Wyglądało
na to, że nikt nie zwracał na nich cholernej uwagi, więc bez oporów wszedł na pieprzone
schody na galerię i tam przystanął, by się rozejrzeć.
Nigdzie
nie było Sophie.
Zobaczył
lekko uchylone drzwi do mieszkania, w którym, jak pamiętał, kiedyś mieszkał
Eddie.
Podszedł,
pchnął je delikatnie i zobaczył za progiem Sophie, która patrzyła na niego,
jakby czekała.
Wciągnęła
go za koszulkę do środka.
-
Tylko seks - upewniała się, zamykając za nim drzwi.
-
Tak - mruknął swoją zgodę.
Wtedy
po prostu rzuciła się równie namiętnie, jak to pamiętał z poprzednich razów, by
go rozebrać.
I,
tak jak poprzednio, nie pozwoliła się pocałować w usta.
Zauważył
to.
Brakowało
mu tego, bo po tym, jak zagryzała dolną wargę, chciał dotknąć ustami to
miejsce, w które zagłębiały się jej zęby.
Rozbierała
go, dotykała go wszędzie i pozwalała mu robić to samo.
Całowała
go przy tym wszędzie, ale przechylała głowę tak, żeby on całował bok jej głowy
albo jej szyję.
Wkrótce
oboje byli bez ubrania, a Alex tylko słabo zarejestrował, że mieszkanie jest
pomalowane na zajebiste kolory, miało fantastycznie dobrane detale, ale było strasznie
zagracone.
Nie
oglądał go.
Wykorzystał
to zagracenie, kiedy miał Sophie całkiem nagą i posadził jej tyłek na jakiejś
niskiej komodzie.
Był
już wtedy równie nagi jak ona, więc wsunął się biodrami między jej rozchylone
nogi, trzymając ją pod kolanami.
To oglądał.
Cholernie
podobało mu się to, że była starannie pozbawiona większości owłosienia.
Mógłby
ją lizać.
Kiedyś.
-
Gumka - szepnęła, więc odsunął się od niej, by znaleźć swoje spodnie i wyjąć
jedną z kieszeni.
Sprawdził,
czy jest stabilna, a ona trzymała się z nogami w powietrzu, jakby to nie
sprawiało jej żadnego wysiłku.
Musiała
być silna, nieźle wysportowana.
Wydostał
prezerwatywę.
Kiedy
miał ją w palcach, wrócił do Sophie, zaczął ją pieścić, ssał jej piersi,
dotykał ją u celu, roztarł jej wilgoć na jej brzuchu, a potem podał jej
pakiecik.
-
Ty załóż - powiedział.
Wzięła
to od niego w jedną rękę, ale puściła się komody, więc trzymał jej tyłek w
górze, żeby mogła użyć palców obu rąk.
Potem
rozdarła folię z wprawą (oczywiście) i ujęła kutasa jedną ręką, żeby drugą
rozwijać prezerwatywę.
Kurwa,
jak dobrze.
Pieściła
go przy tym tak, że jęknął z rozkoszy.
Znała
się na rzeczy.
Ujął
ponownie jej obie nogi pod kolanami i zbliżył się do jej wejścia.
Trzymała
go ręką i kierowała, patrząc jednocześnie, jak wchodził.
Alex
również patrzył i uznał, że był to jeden z najbardziej seksownych widoków
świata.
Bez
porównania.
To,
jak jego kutas zagłębiał się w mokrej, różowej cipce Sophii.
A
potem już nic nie widział, ale dużo czuł.
Dokładnie
tak, jak to pamiętał, to, za czym tęsknił.
Aksamit.
Gorąca
ciasnota owijała go, wchłaniała go gościnnie i dopasowywała się do niego przy
każdym ruchu.
Więc
ruszał się.
Pieprzył
ją.
Ona
pieprzyła jego.
Rytm,
jak narzucili, był namiętnym vivo, potem przeszedł w presto, by osiągnąć prestissimo.
Jak
na jego zajęciach z fortepianu z miss Rosie.
Na
końcu Alex walił w nią tak mocno, jakby chciał przybić Sophie do ściany za
komodą.
A
ona lubiła to i, żeby go ponaglić i wzmocnić jego uderzenia, przyciągała go
piętami i ramionami i jęczała w rytm jego pchnięć coraz głośniej.
Po
krótkim czasie zaczęła dochodzić i, tym razem, Alex był jeszcze na tyle
przytomny, że usłyszał, jak podczas szczytowania wyjęczała jego imię.
Niebo.
Podniósł
ją za pośladki i przeszedł z nią kilka kroków, żeby położyć ją na kanapie.
Tam
wyrwał się, nie słuchając jej protestu i przerzucił ją na brzuch.
Podciągnął
jej biodra, aby uklękła, a potem zaczął ją pieprzyć od tyłu, trzymając w
dłoniach jej wspaniałe, rozłożyste biodra.
Kurwa.
Genialne.
Uwielbiał
to.
Wyginała
tyłek w jego stronę, wiła się pod jego ruchami, a potem odgięła plecy tak, że
uniosła tułów i złapała go za szyję, więc miał dostęp do jej cycków i cipki.
Więc
to wziął.
Zakręcił
palcem po łechtaczce, zrolował sutek między palcami drugiej dłoni i poczuł, jak
Sophie zaczęła dochodzić po raz drugi.
Tym
razem szczytował razem z nią.
Kiedy
to robił, usłyszał i zapamiętał, że on również, razem z nią, wystękał jej imię
w czasie swojej ekstazy.
Potem
podsunął swoje kolana tak, żeby Sophie usiadła na nich, częściowo opierając się
bokiem o oparcie kanapy, więc mogli w ten sposób siedzieć, kiedy wyrównywali
swoje oddechy.
A
potem poczuł, że mięknie i wysuwa się z niej.
Musiał
wstać i posprzątać.
*****
Sophie
Nosz,
kurwa.
Pieprzona wariatka!
Co
ja narobiłam.
Jak
mogłam być taka głupia.
Alex
był w moim mieszkaniu.
Nie
pozbędę się go.
Chroniłam
się przed facetami przez trzy lata.
Nie
było ważne to, że ten był super przystojny, a seks z nim był zajebisty i
naprawdę wart ryzyka.
Nawet
jak tęskniłam za nim i nie znalazłam dla niego żadnego zastępstwa, to nie
powinnam tego robić.
Nie
mogłam nagle zrezygnować z tego, co miałam i walczyć o niezależność z jakimś
palantem, który być może teraz nie zdradzał żadnej, ale przecież, jak byliśmy
ze sobą po raz pierwszy, kogoś miał.
Więc
był palantem.
Jak
wszyscy.
Kiedy
wyszedł z łazienki, ja miałam już na sobie majtki, stanik, koszulkę i spodnie,
bo ubrałam się błyskawicznie.
Pozbierałam
też z podłogi jego ubranie i położyłam na kanapie.
Chciałam,
żeby wiedział, że ma się zbierać.
Podszedł
do kanapy, złapał bokserki i wciągnął je jednym ruchem.
-
Okej, mała - powiedział, naciągając na siebie dżinsy - …seks z tobą jest
niesamowity.
-
Racja - mruknęłam, ale nie wiedziałam, do czego dąży.
-
To ja spadam - dodał, a ja poczułam się dziwnie rozczarowana.
Nie
wiedziałam dlaczego, skoro sama tego chciałam, narzuciłam to od początku, od
wejścia.
-
Jak będziesz chciała więcej… - zaczął, już ubrany w spodnie i koszulkę, złapał
skarpetki i buty i usiadł obok mnie na kanapie.
-
Może zostawmy to tak, jak jest - mruknęłam - Jak będzie nam przeznaczone się
spotkać, to się spotkamy.
-
Okej - mruknął dziwnym tonem.
Jakby
nie wierzył w przeznaczenie.
Dokończył
zakładanie butów, podniósł się i odwrócił do drzwi.
Przeszedł
te kilka kroków w tamtą stronę, a potem odwrócił głowę i rzucił - To nara - a
potem otworzył drzwi, słyszałam, jak je zatrzasnął i… nie było go.
Cóż.
Zasłużyłam
na to.
Zostawiłam
go w gorszy sposób dwa razy.
Nawet
nie powiedziałam Nara.
Ale
może właśnie wtedy liczyłam na to, że Alex okaże się być tym kimś dla mnie i
zadziała siła wyższa.
Przeznaczenie.
Przecież
postawiło go na mojej drodze już trzy razy.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń