środa, 27 kwietnia 2022

5 - Zostanę tu

 

Rozdział 5

Zostanę tu

Sophie

 

 

 

Godzinę później

Dojechałam do mojego domu tak, jak wcześniej dojechałam do sklepu, prowadząc Raptora prawą ręką i palcami lewej.

Bez problemów, chociaż…

Byłam nieco rozkojarzona, bo Alex cały czas jechał za mną.

W sklepie, po wybraniu ekspresu do kawy (niezbyt taniego, więc raczej z górnej półki), na czym Alex znał się chyba bardzo dobrze, bo umiał mi dużo o tym powiedzieć, doradzić i zapakowaniu go do wózka, kupiłam tę cholerną zapalarkę do gazu, poszliśmy jeszcze kupić kilogram kawy ziarnistej, co mnie nie przyszło w ogóle do głowy, kiedy postanowiłam kupić ekspres ciśnieniowy z młynkiem.

Na tym też nie znałam się kompletnie, więc dobrze, że był ze mną Alex, który mógł mi doradzić.

Przyznałam to.

Po przejściu przez kasę (gdzie zapłacił, zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć) i zabraniu wszystkich moich i swoich toreb (i pudła z ekspresem) do wózka, Alex odprowadził mnie do mojego pickupa, a kiedy go zobaczył, zacisnął zęby z dziwną miną i pomógł mi się do niego spakować.

To znaczy on wszystko spakował.

Zapytał, gdzie ma to wsadzić, a ja otworzyłam tylne drzwi.

Włożył, zgodnie z moim poleceniem, wszystkie torby między tylne siedzenia a przednie i część rzeczy na tylne siedzenie, bo cała skrzynia była zajęta materiałami budowlanymi (nie powiedziałam tego Alexowi, ale też nie zapytał).

Pomógł mi wsiąść, chociaż po jego zaciśniętych zębach i napiętych mięśniach szczęk (i nie tylko szczęk) widziałam, że miał ochotę zabrać mi kluczyki i poprowadzić mój samochód ze mną na miejscu pasażera.

Rozumiałam to.

Każdy ze znanych mi facetów tak by zareagował.

Normalka.

Nawet jakbym nie miała ręki w gipsie.

Potem, zanim się wygrzebałam samochodem z parkingu, on już zdążył odprowadzić wózek, wymanewrował swoim niebieskim Mustangiem Shelby, ustawił się tuż za moim Raptorem i, patrząc na niego w lusterku wstecznym, miałam wrażenie, że mocno zgrzytał zębami, kiedy patrzył, jak jechałam.

To również mnie nie dziwiło.

Styl mojej jazdy przy użyciu jednej ręki (a do tego prawej) pozostawiał, bez wątpienia, wiele do życzenia.

O użyciu migacza nie było mowy.

Dojechaliśmy do kompleksu, gdzie Alex zaparkował na miejscu dla mieszkańców i, zanim wysiadłam, był obok moich drzwi, żeby mi pomóc wysiąść i zabrać moje torby.

Nie protestowałam.

I tak byłoby to bez sensu.

Faceci!

A na dodatek byłam coraz bardziej zmęczona i głodna.

Wnieśliśmy wszystko na górę (Alex wniósł), otworzyłam drzwi i miałam ochotę mu podziękować i pożegnać się, ale wszedł bez pytania do środka i wniósł wszystko do kuchni.

Po prostu.

Dopiero wtedy spojrzałam uważniej na moje mieszkanie.

Cóż, powiedzmy, że moja niezdarność od wczoraj sprawiła, że mieszkanie było bardziej niż trochę brudne.

Gówno.

Nie domyłam podłogi w kuchni po rozrzuceniu lasagne, nie pozbierałam ubrań rano po wieczornym rozbieraniu się do spania, ani dzisiejszym do mycia, ani też nie pościeliłam łóżka i nie pozmywałam naczyń po jedzeniu (ani razu).

Kosz był pełen śmieci i widoczny pod zlewem w otwartej szafce.

Stałam super zmęczona i cholernie oszołomiona w moim popieprzonym salonie i bez słowa patrzyłam, jak Alex stawia przyniesione przez siebie torby na blacie w kuchni.

Aż się ocknęłam.

- Dziękuję, Alex - powiedziałam - Chyba musisz już iść.

- Chyba sobie, kurwa, żartujesz - powiedział surowo i podszedł do mnie.

Bardzo blisko.

Ponownie poczułam jego zapach i ciepło.

Zachwiałam się.

- Mowy nie ma, żebym cię tak zostawił - dodał, marszcząc brwi i patrząc mi prosto w oczy, więc musiałam podnieść głowę, bo miałam na nogach płaskie, wsuwane, płócienne buty.

Poczułam się mała, bezbronna i zmęczona.

Nienawidziłam być bezbronna.

Ale nie mogłam zebrać swojej zwykłej siły.

Wyczerpała się.

- Ja… - zająknęłam się, bo nie czułam się pewnie - poradzę sobie - dokończyłam cicho.

- Sophie - mruknął - Nie!

Popatrzyłam na niego, zamrugałam szybko, rozchyliłam wargi i poczułam, że gwałtownie słabnę.

- Alex - szepnęłam.

Nie miałam siły.

Po prostu nie miałam więcej siły.

Walczyłam z tymi wszystkimi problemami od poprzedniego dnia i dzień wcześniej i byłam tym naprawdę bardzo, bardzo zmęczona.

Nawet, jak mówiłam sobie (i innym), że nie mam żadnych problemów i że ze wszystkim sobie doskonale radzę.

Byłam głodna.

Byłam również zmęczona tym, że właśnie byłam przez godzinę na cholernie dużych zakupach w pieprzonym sklepie, pojechałam tam sama samochodem, a mój organizm nadal jeszcze potrzebował snu co kilka pieprzonych godzin.

I jeszcze dotarło do mnie, że pierdolony Paul i jebana Stephanie widzieli mnie w tym stanie, a oni w ogóle cholernie widzieli mnie po raz pierwszy od pieprzonych trzech lat.

I to byli właśnie oni!

A to naprawdę kosztowało mnie dużo.

Bardzo dużo.

Adrenalina właśnie ze mnie opadła do zera.

Więc, skoro Alex był tak bardzo blisko mnie, a ja nie miałam ani odrobiny siły, żeby stać samodzielnie, oparłam się o niego.

Całym przodem.

Lecąc głową w jego stronę.

A kiedy objął mnie ramionami po tym, jak, absolutnie zaskoczony, zamrugał, ale nie cofnął się ani na krok, tylko rozłożył ręce, żeby mnie złapać, zakopałam się w jego koszulce zdrową stroną twarzy i wreszcie, po wielu, wielu samotnych dniach mogłam uwolnić z siebie to, co w sobie nagromadziłam.

I zapłakałam.

Nad tym wszystkim.

Możliwe, że również nad tym, że moja mama mnie zostawiła, a potem zostawił mnie mój tata.

Rany, jak ja nie lubiłam być taka słaba.

Beczałam jak porąbana smarkula przez długą, długą chwilę, stojąc w jego ramionach (i musiałam przyznać sama przed sobą, że było mi dobrze).

A on na to pozwalał.

W końcu zaczęłam dochodzić do siebie.

Więc odsunęłam się od niego odrobinę i wyprostowałam się.

Nie patrząc w jego oczy, żeby nie zobaczyć, że się nade mną lituje, chciałam bez słowa odwrócić się i odejść do kuchni.

Ale nie mogłam.

- Przepraszam - wymamrotałam.

Alex nie puścił mnie.

- Sophie - powiedział cicho dziwnym tonem.

Odwróciłam się do niego, ale nadal patrzyłam na podłogę, żeby nie patrzeć mu w oczy, bo było mi strasznie wstyd.

- Daj mi swój klucz - zażądał zdecydowanie.

- Co? - szarpnęłam głową ze zdziwienia i spojrzałam wreszcie na niego.

- Zostanę tu, z tobą - stwierdził.

W jego oczach była jakaś determinacja, ale nie było litości (dzięki Bogu).

- Daj mi swój zapasowy klucz - powtórzył - Muszę pojechać do siebie do domu, przywieźć sobie trochę rzeczy. Nie będziesz musiała wstawać, kiedy wrócę. Połóż się i odpocznij.

- Alex - szepnęłam i czułam, że ze zdziwienia mam otwarte usta.

Przecież my się właściwie w ogóle nie znaliśmy.

- Mieszkam sam. Nie spotykam się z nikim. Nie muszę się przed nikim opowiadać, co robię i gdzie jestem, więc mogę z tobą pomieszkać, dopóki tego potrzebujesz… - zaczął Alex, a ja zrozumiałam.

Bawił się w dobrego Samarytanina.

Robił dobry uczynek dla samotnej, biednej, małej, poranionej kobietki, która nie miała nikogo.

Żałował mnie i postanowił się nade mną ulitować.

O, nie! Nie! Nie! Nie!

Nie potrzebowałam tego.

Wyprostowałam się, zacisnęłam zęby i napięłam wszystkie mięśnie.

- Nie potrzebuję… - zaczęłam hardym głosem.

- Może nie potrzebujesz, ale ja to i tak zrobię - przerwał mi absurdalnie - Jak nie dasz mi klucza, to się włamię, albo wezmę zapasowy od Dominika.

Złapałam zaskoczony wdech.

- C-co? - zająknęłam się - N-nie… T-ty nie… - sama nie wiedziałam, co powiedzieć na taką bezczelność.

To był szantaż!

- Więc? - zapytał, patrząc wprost na mnie.

Zamierzał to zrobić!

Przez jakieś pół sekundy zbierałam swoje opanowanie.

Znowu zacisnęłam usta, ale w końcu się poddałam, zakręciłam się na pięcie i poszłam do korytarza, gdzie miałam w skrzynce przy drzwiach zapasowe klucze do domu, mieszkania i samochodu.

- Masz, ty szantażysto - warknęłam, dając mu właściwy.

Uśmiechnął się!

No wiecie co!

- Dobrze, mała - powiedział łagodnie, złapał mnie za szyję, przyciągnął do siebie i pocałował w zdrowy policzek.

A potem odsunął się, ale nadal czułam jego ciepłą dłoń na połączeniu ramienia z szyją.

- Wypakuj te lody, bo się roztopią - przypomniał mi - …i połóż się. Może się prześpisz, zanim wrócę.

I cała złość opadła ze mnie w mgnieniu oka.

Omójbosze!

To było takie słodkie.

Nie mogłam się nawet na niego gniewać.

Odszedł i otworzył moje drzwi.

- Dobrze - wymamrotałam, ale on już był prawie za drzwiami, a potem usłyszałam, jak zamykał je na klucz.

Lubiłam to.

Uch!

*****

Alex

Godzinę później

Alex był krótko w swoim zimnym, pustym mieszkaniu, gdzie spakował do torby podróżnej trochę niezbędnych ubrań na kilka dni, kosmetyki, a do drugiej torby prawie wszystko z lodówki.

Po drodze myślał o tym, że pieprzony David dobrze wiedział, że ten cholerny, potworny pickup należał do Sophie, więc śmiał się z Alexa, który sądził, że to samochód faceta.

Nie dawało się ukryć, że Alex myślał wtedy stereotypowo.

Najprostszy sposób, żeby się pomylić.

Taaa.

Inną sprawą było to, że Sophie mieszkała w tym kompleksie od pewnego czasu, a Alex tam bywał u Maggie, a mimo to nigdy się nie spotkali.

Dziwny zbieg okoliczności.

Alex wrócił do kompleksu i zaparkował na parkingu dla mieszkańców, niedaleko Raptora Sophii, bo nie zamierzał chodzić z parkingu dla gości, skoro miał mieszkać u Sophie przez kilka tygodni.

Zabrał swoje torby i ruszył na górę, do jej mieszkania, wyciągając po drodze jej klucz z kieszeni.

Kiedy otworzył drzwi i wszedł, usłyszał głosy rozmowy, świadczące o tym, że Sophie miała towarzystwo.

Kurwa.

Nie znał jej.

Zastanowił się, czy na pewno dobrze zrobił decydując się na wprowadzenie się do niej na te kilka tygodni, nie dając jej szansy na wypowiedzenie się, bo może jednak miała kogoś, a on o to nie zapytał, ale po wejściu z korytarzyka do salonu zobaczył Eddiego z jeszcze jednym facetem, którzy odwrócili się, kiedy wchodził do salonu, ale nie podnieśli się.

- Hej, Alex - przywitał Eddie, a w jego głosie zabrzmiała odrobina zdziwienia.

Cóż, wszyscy będą w niezłym szoku, kiedy to się rozniesie.

A nie było wątpliwości, że się rozniesie.

- Eddie - rzucił Alex i skinął głową obu facetom, odstawiając swoją torbę na podłogę przy wejściu do sypialni.

 Zabrał torbę z jedzeniem i poszedł z nią do kuchni.

Wszyscy milczeli.

Pytanie brzmiało, jak szybko Eva dowie się o tym, że Alex mieszka z Sophie i jak dużo gówna mu da z tej okazji.

Eddie musiał zauważyć, że Alex otworzył drzwi swoim kluczem.

Ale, skoro i tak miał się od niej sporo nasłuchać, to może Alex powinien ją uprzedzić i zadzwonić do niej pierwszy.

Myśląc o tym, odstawił torbę na blat i od razu wrócił do salonu, gdzie skierował się na kanapę, by usiąść obok Sophie.

- Alex - powiedziała cicho Sophie - to detektyw White, a Eddiego znasz. Przyjechali zebrać ode mnie zeznania dotyczące ataku na mnie.

- Okej, mała - powiedział delikatnie Alex, chociaż nie wiedział kompletnie nic o tym ataku.

Nie rozmawiali o tym.

Nadal chciał ją wspierać.

- Więc weszła pani do domu, zostawiła torebkę przy drzwiach… - przypomniał detektyw White.

- Tak, mówiłam, że zaniepokoił mnie zapach… - stwierdziła Sophie - a właściwie smród - skrzywiła nos, co Alex uznał za urocze.

Ujął jej rękę, żeby wiedziała, że ma wsparcie.

- Hmmm - Sophie jakby trochę rozproszona, spojrzała na jego dłoń - starałam się być cicho, ale i tak, kiedy doszłam do rogu korytarza, jeden z nich zamachnął się zza niego na mnie kawałkiem jakiegoś drewna, a drugi ruszył na mnie atakiem frontalnym. Jakby usłyszeli mnie wcześniej, jak podjeżdżałam i czekali, a nie uciekali. Trzeciego widziałam dalej, w głębi pokoju, ale też poruszał się w naszą stronę, więc szykowałam się, że będę musiała walczyć przeciwko wszystkim trzem.

- Właśnie - przerwał White - Dlaczego pani walczyła zamiast uciekać?

- Cóż… - Sophie się zająknęła - ja… to był mój dom. Otworzyłam drzwi z klucza, więc nie powinno ich tam być. Sammy, moja prawa ręka, miał zaraz przyjechać, więc nie byłabym sama. A oprócz tego trenuję judo, karate i kickboxing już od lat, więc nie czułam się całkiem bezradna.

Trenuje?

O, cholera.

To dopiero była nowina.

- To chyba nie jest istotne - powiedział cichym głosem Eddie i Alex się skupił - Sophie, co było potem?

- Cóż, walczyłam z nimi trzema - podjęła Sophie - Ale, kiedy jeden leżał nieprzytomny, a drugi uciekał, zrobiłam głupi błąd i tamten trzeci pchnął mnie na róg ściany nośnej i tym jednym uderzeniem od razu złamałam sobie rękę, uderzyłam się w głowę i nabrałam takich ładnych kolorków - Sophie zabrała dłoń z dłoni Alexa i zatoczyła koło przy swojej twarzy.

Alex miał ochotę się zaśmiać.

Sophie w tym wszystkim żartowała sobie ze swojego stanu.

Nie zaśmiał się, bo był przestraszony i wkurzony tym, że walczyła z trzema bandytami naraz.

Nie wiedział czemu, ale martwił się o nią.

Przejmował się.

Niezależnie od tego jaka była silna i sprawna, nadal nie powinna była się angażować w walkę z nimi wszystkimi.

Wyglądało na to, że obaj faceci, siedzący naprzeciwko nich, uważali tak samo jak on.

Alex zobaczył, jak obydwóm zaciskają się mięśnie na szczękach, co świadczyło o tym, że próbowali nie zgrzytać zębami.

Jednocześnie obaj spojrzeli twardym wzrokiem na niego.

Właśnie.

- A potem straciłam przytomność - ciągnęła dalej Sophie, jakby nie była do końca świadoma męskiego wkurzenia dookoła niej, albo kompletnie nic sobie z niego nie robiła - Więc nie wiem co się działo. Ocknęłam się dopiero w szpitalu.

Faceci spojrzeli po sobie i skinęli głowami.

- Dobrze - mruknął Eddie - Nie będziemy cię dłużej męczyli. Sammy złożył swoje zeznania, więc mamy chyba komplet. To nam wystarczy. Spiszemy to i podjedziemy, żebyś podpisała, okej?

- Okej - mruknęła Sophie.

- Będziesz tu? - Eddie zwrócił się do Alexa.

- Tak - potwierdził Alex, a głowa Sophie podskoczyła lekko - Zostanę tutaj.

- Okej - powiedział Eddie i uśmiechnął się do Sophie.

- W takim razie do widzenia - detektyw White wstał z fotela, chowając do kieszeni notatnik i długopis, a Eddie natychmiast podążył za nim.

- Cześć - pożegnał się Eddie.

- Do widzenia - mruknęła Sophie.

- Odprowadzę - stwierdził krótko Alex i poszedł z detektywami w stronę drzwi wejściowych.

Pożegnali się jeszcze raz w progu, Alex zamknął za nimi drzwi na klucz i wrócił do salonu.

Zobaczył, że Sophie przeszła do kuchni.

Podążył za nią.

- Przespałaś się zanim przyszli? - zapytał ją, wyjmując jednocześnie z przyniesionej torby jedzenie z jego lodówki.

- Nie zdążyłam - wymamrotała Sophie i Alex uznał, że jest zmęczona.

Sięgnęła do otwartej buteleczki z lekarstwem, która stała na blacie, wyjęła jedną tabletkę, włożyła ją do ust i wyjęła szklankę z szafki nad zlewem.

Nalała do niej trochę wody, podniosła do ust i przełknęła wszystko.

Alex patrzył na to wszystko bez słowa.

- Boli - stwierdził cicho.

- Trochę - przyznała Sophie.

- Chcesz się najpierw przespać, czy jesteś głodna? - spytał ją.

- Trochę jestem głodna - potwierdziła jakby niechętnie.

- Zrobię omlet na lunch - powiedział Alex.

Tak!

Sophie odwróciła się do niego z błyskiem w oku, chociaż bez uśmiechu, więc uznał, że miał dobry pomysł, ale nic nie powiedziała.

Wciąż była wobec niego skryta.

Odkąd poznał jej byłego i usłyszał historię ich rozstania (nadal bez szczegółów), nie dziwił jej się.

Miała prawo być skryta i ostrożna.

Nie chciała dać mu się poznać.

Alex nie chciał wchodzić w to na siłę.

Nie był przekonany, czy sam byłby skłonny dać się poznać.

Zobaczy, jak będzie.

*****

Sophie

Siedem godzin później

Alex zrobił na lunch pyszne omlety z pieczarkami, serem, papryką i pomidorami.

Dokładnie takie, jakie uwielbiałam, chociaż nie zapytał mnie, czy takie lubię i nie opowiadałam mu sama z siebie, co zwykle jadałam.

O Boże!

Zaczynałam myśleć, że może pasujemy do siebie trochę bardziej, niż trochę i w innych sprawach niż tylko w seksie.

Później zauważył chyba, że byłam mało przytomna, bo kazał mi się położyć do łóżka, co zrobiłam z chęcią i trochę półprzytomnie, bo naprawdę padałam na nos ze zmęczenia.

Po godzinie, kiedy się obudziłam, stwierdziłam, że posprzątał kuchnię i salon z tego bałaganu, który zrobiłam będąc niezdarą poprzedniego dnia i dzień wcześniej.

Kiedy mu za to dziękowałam miał dziwną minę i wyglądał prawie tak, jakby chciał się na mnie obrazić.

Prawie.

Potem, głównie żeby nie rozmawiać z nim o niczym ważnym, zaproponowałam, żebyśmy zagrali w Cribbage, co przyjął z dziwnym szarpnięciem głowy i jakimś zadowoleniem, którego wolałam nie analizować.

Mogłabym pomyśleć, że sprawiłam mu tym przyjemność.

Graliśmy przez godzinę, a ja się rozbawiłam i zaczęłam się angażować w grę, jak mi się to czasem zdarzało, więc pokrzykiwałam wesoło, co przyjął z jeszcze większym zadowoleniem.

Dobra, niech tam.

Musiałam przyznać, że miło było dla odmiany mieć towarzystwo.

Na kolację zjedliśmy pyszne spaghetti carbonara, które Alex przyrządził sam od podstaw.

Siedziałam przy nim w kuchni w milczeniu i patrzyłam z podziwem, jak szykował wszystko z wprawą i sprzątał kuchnię od razu, więc nie zostawił nawet bałaganu.

A na dodatek uznałam, że jest mistrzem spaghetti.

Nie powiedziałam mu, że nie umiem gotować.

Podobało mi się to, że nie wymagał ode mnie rozmowy.

Czasem rzucaliśmy jakiś komentarz, czasem pytał mnie, gdzie mam przyprawy lub przybory kuchenne (i nie skomentował tego, że nie miałam większości z tego, o co pytał).

Ale najczęściej siedziałam tam w milczeniu i przyglądałam się temu, jak się krzątał.

Nie byłam sama.

Ale nie byłam osaczona.

Odpoczywałam.

Miło.

Po kolacji wzięłam kolejną tabletkę, a potem Alex sprzątał, a mnie kazał szykować się do snu.

Początkowo poszłam do sypialni i zaczęłam się rozbierać, ale potem przemknęłam do łazienki.

Widywaliśmy się wzajemnie już kilka razy nago podczas seksu, ale nie chciałam takiej intymności, jaką byłoby chodzenie nago po mieszkaniu przy nim podczas przygotowywania się do snu.

Dlatego rozebrałam się w łazience, weszłam pod prysznic tak, jak poprzedniego dnia, obmyłam się częściowo i wyszłam prosto w ręcznik, żeby ubrać się w piżamę w łazience i pokazać się Alexowi już w stroju do spania.

Kiedy pokazałam mu się, żeby mu powiedzieć dobranoc, był w krótkich do kolan, ciemno zielonych spodniach od piżamy i z nagim torsem.

O Boże!

Na ten widok miałam ochotę biec do niego i położyć się tam, na kanapie, żeby mnie tulił do swojego wspaniałego, gładkiego ciała.

Byłam beznadziejną wariatką.

Wymamrotałam swoje pożegnanie i życzenia dla niego dobrego snu, po czym poszłam do sypialni.

Położyłam się na tym wielkim łóżku sama i pomyślałam, że to nie jest w porządku.

On był większy ode mnie, a ja zajmowałam większe miejsce do spania.

Chciałam mu zaproponować zamianę miejscami do spania.

Ponieważ wiedziałam, że poszedł do łazienki, więc leżałam przez chwilę i czekałam, aż go usłyszę w korytarzu.

W trakcie tego zasnęłam.

Odleciałam.

*****

Alex

Alex wyszedł z łazienki i poszedł po cichu do drzwi sypialni Sophie, żeby sprawdzić, czy nie potrzebowała czegoś od niego przed snem.

Spała.

Leżała w dziwnej, nie wyglądającej na komfortową, pozycji: na wznak, podparta dwiema poduszkami, wysoko, więc najwidoczniej ta ręka w gipsie przeszkadzała jej w spaniu.

Miała lekko przykrzywioną głowę i rozchylone usta, przez które posapywała naprawdę słodko.

Miał ochotę ją pocałować.

Alex przypomniał sobie jej długie nogi, które zobaczył przez krótką chwilę, kiedy przyszła powiedzieć mu dobranoc.

To, że postanowił z nią zostać, mogło być dla niego trudniejsze, niż początkowo przewidywał.

Pamiętał ich seks.

Każdy.

I każdy był fantastyczny.

Pamiętał jej ciasną cipkę na swoim kutasie, jej gładką skórę pod palcami, a widok jej gołych nóg i sutków spod koszulki od piżamy nie poprawiał jego opanowania nad twardnieniem.

Poszedł do salonu, położył się na kanapie i przykrył, przygotowanym wcześniej przez Sophie, kocem.

Sen nie nadchodził.

Kurwa!

Leżał przez chwilę na wznak, ale potem westchnął, odkrył się, zdjął spodenki, zgiął nogi i zaczął się głaskać.

Nie zasnąłby z bolącym kutasem.

Musiał odpuścić.

Zapach Sophie, wszechobecny w tym mieszkaniu, przebywanie z nią przez kilka godzin, wszystko to spowodowało, że doszedł bardzo szybko i właściwie bez wysiłku.

Wstał, poszedł do łazienki umyć się, a potem położył się z powrotem, by tym razem zasnąć na kanapie Sophie, w jej salonie, kiedy ona spała w swoim łóżku w sypialni, kilka metrów dalej.

*****

Pięć godzin później

Alex obudził się w środku nocy, po ciemku, kiedy Sophie wracała przez salon z kuchni do sypialni.

Widział, że próbowała być bardzo cicho, ale i tak został zaalarmowany.

Nie drgnął.

Brała kolejną tabletkę przeciwbólową, a już zauważył, że wolałaby cierpieć, niż go absorbować, więc musiało ją bardzo boleć.

Albo nie mogła spać z innego powodu.

Weszła w drzwi sypialni, nie zamknęła za sobą drzwi, usłyszał, jak układała się na łóżku, a potem leżał bez ruchu i nasłuchiwał.

Chciał się upewnić, że wszystko z nią w porządku.

Nie było.

Parę minut później usłyszał ciche westchnienia i siąkanie nosem.

Płakała.

Odrzucił koc, wstał i poszedł do niej.

Nie usłyszała go, a wiedział o tym, bo przyciskała zdrowy policzek do poduszki w nieudanej próbie powstrzymania płaczu.

Nie zawołał jej.

Wszedł do niej do łóżka i dopiero wtedy poderwała głowę.

- Co robisz? - spytała przez zatkany nos.

- Cicho - mruknął.

Ułożył się obok niej, przesuwając poduszki tak, że opierał głowę na jednej, a Sophie miał przy lewym boku.

Jej zdrowe, prawe ramię spoczywało wzdłuż niego, a gips na lewym leżał na jego klatce piersiowej.

Położył jej głowę na połączeniu swojego ramienia i piersi i mruknął cicho - Śpij, mała.

- Alex - szepnęła.

- Już dobrze - zapewnił ją - Śpij.

- Ale, ty… - zaczęła.

- Zostanę tu, dopóki będziesz potrzebowała, okej? - zapytał, ale i tak nigdzie się nie wybierał.

Zamierzał zostać tam tak długo, jak on uznałby za konieczne.

Ona miała zaburzoną ocenę tej sytuacji, a może była przyzwyczajona do tego, by być samodzielna.

Nadmiernie starała się być niezależna od wszystkich.

Alex zamierzał dać jej to później, wyjaśnić, że nie musiała.

Na razie potrzebowała wsparcia, nawet jeśli temu zaprzeczała.

- Okej - szepnęła w końcu pokonana.

Przerzuciła lewe kolano przez jego udo.

Ułożyła się na jego piersi i zaczęła odprężać.

Dobrze.

Zasnęła.

Wkrótce Alex podążył za nią.

*****

Sophie

Trzy godziny później

Obudziłam się otępiała od potłuczenia i długiego snu.

Było mi bardzo dobrze: ciepło, przytulnie, wygodnie i miło.

Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam dlaczego.

Spałam na Alexie.

O Boże.

Przypomniałam sobie swój koszmar i chwilę słabości, jaką miałam w środku nocy i kopałam się za nią w myślach, kiedy poczułam, że Alex się obudził.

Przesunął delikatnie policzek tak, że oparł go o moje włosy.

To było takie miłe.

- Dzień dobry, mała - szepnął, udowadniając, że poczuł, że nie śpię.

- Dobry, Alex - wychrypiałam.

Gardło miałam wysuszone, a nos zatkany, więc pomyślałam, że to przez płacz w nocy.

Zwykle nie płakałam, albo, powiedzmy, robiłam to, ale bardzo rzadko.

Nie wiedziałam, jak to jest.

Dziwne było to, że spałam dłużej niż ostatnio i było mi bardzo wygodnie, kiedy spałam ułożona na Alexie.

Nigdy tak nie spałam.

Lubiłam się przytulać.

Zawsze lubiłam.

Bardzo.

Paul tego nie lubił i zawsze, kiedy przysuwałam się do niego w nocy przez sen, mówił, że go spycham z łóżka.

Chodziło o to, że uciekał przede mną.

Nieświadomie przez sen odsuwał się ode mnie.

Alex nie poruszył się przez całą noc.

Zasnęliśmy przytuleni i obudziłam się tak samo do niego przytulona.

Nie wydawał się być zły z tego powodu, nie wykazywał chęci odsunięcia się, ucieczki, powiedzmy, do łazienki, czy czegoś takiego.

Leżał pode mną, przyciskał policzek do mojej głowy, a potem uniósł rękę i pogładził mnie po ramieniu i odgarnął moje włosy z policzka.

Omójbosze!

To było takie miłe.

Ale nie powinnam się do tego przyzwyczajać.

Alex powiedział, że zostanie u mnie tak długo, jak będę potrzebowała, więc był tam tylko ze względu na mój stan.

Kiedy wyzdrowieję, wyprowadzi się.

Dlatego nie chłonęłam tego uczucia, nie odpoczywałam dłużej na Alexie, chociaż bardzo chciałam.

Zaczęłam się podnosić do wstania, żeby zacząć nasz dzień.

- Hej - Alex zatrzymał mnie, zaciskając ramię na moim biodrze.

- Muszę iść - mruknęłam do niego i spojrzałam na jego twarz.

Boże, jaki on był przystojny.

Nie chciałam o tym myśleć.

- Sophie - powiedział - Masz coś dzisiaj, co musisz zrobić?

- Właściwie nie - odparłam.

- Może chcesz gdzieś jechać? - dopytywał się, patrząc na mnie uważnie i jednocześnie podniósł lewą rękę, żeby objąć bardzo delikatnie mój poraniony policzek.

- Nie muszę - częściowo powtórzyłam i odwróciłam wzrok od jego oczu.

Przy tym ruchu mój poraniony policzek wcisnął się w jego otwartą dłoń.

Miałam ochotę przyłożyć tam usta.

Rozchyliłam wargi i oddychałam chłonąc to zakazane uczucie.

Nie powinnam.

- Nie pytam, czy musisz, tylko, czy chcesz - wymamrotał dziwnym tonem, a wtedy spojrzałam na niego i zobaczyłam, że patrzy na moje usta.

Miałam ochotę przygryźć bok wargi tak, jak to miałam w zwyczaju, ale była rozcięta i zabolała mnie nawet przy drobnym ruchu.

Zauważył spowodowany tym skurcz moich policzków, a wiedziałam o tym, kiedy wciągnął powietrze i opuścił rękę.

Natychmiast poczułam się porzucona.

Zamknęłam oczy i znowu zaczęłam wstawać.

- Idę do łazienki - wymamrotałam niepotrzebnie.

Alex mnie puścił.

Wstałam, poszłam, zrobiłam to, co potrzebowałam, a kiedy wróciłam do sypialni, zobaczyłam, że Alex wciąż leży na łóżku, z nagą klatką piersiową, z jedną ręką pod głową, patrzył w moją stronę.

Był taki przystojny.

Więc nie oparłam się pokusie (chociaż powinnam) i wspięłam się na łóżko obok niego.

Natychmiast naciągnął na mnie prześcieradło (chociaż było bardzo ciepło), objął prawym ramieniem moje biodra i wciągnął mnie z powrotem na siebie, jakby był zadowolony, że to zrobiłam.

- Co jadasz na śniadanie? - spytałam bardziej z ciekawości, niż z chęci jedzenia, bo nie zamierzałam się zrywać, żeby coś robić.

- Tosty - mruknął - albo jajecznicę.

Uśmiechnęłam się.

- Nie lubię owsianki - poinformowałam go.

- To super, bo ja też - poinformował mnie.

Tak, to było super.

Zastanawiałam się, jak to rozwiązać, bo mieliśmy się nie poznawać, ale to wydawało się niemożliwe do wykonania, skoro mieliśmy mieszkać razem.

Wtedy przyszło mi coś do głowy.

- Kiedy musisz iść do pracy - zapytałam bardziej z ciekawości, niż z potrzeby zabezpieczenia się.

- Jutro rano - mruknął niechętnie.

Hmmm, nie był zadowolony, że idzie do pracy?

- Nie lubisz tam pracować? - zapytałam - A właściwie gdzie ty pracujesz?

To ostatnie wyrwało mi się.

Nie miałam zamiaru aż tak go poznawać.

Ale już było za późno.

- Jestem strażakiem - poinformował mnie, jakby był zdziwiony - Tak jak Jimmy i David. Myślałem, że wiesz.

- Och - mruknęłam - Nie. Nie wiedziałam. To znaczy wiedziałam, że Jimmy jest strażakiem, bo słyszałam, że został ranny przy gaszeniu pożaru…

Urwałam gwałtownie, bo właśnie uświadomiłam sobie, że skoro Alex był strażakiem, to znaczyło, że on również mógł zostać w każdej chwili ranny, albo może nawet gorzej.

Nie, nie, nie!

Nie powinnam się do niego przyzwyczajać.

- Sophie - powiedział Alex dziwnym tonem - Przeszkadza ci to?

- Co? - szarpnęłam głową - Nie. Dlaczego miałoby mi to przeszkadzać? Ratujesz ludzi. Wszyscy ratujecie. To jest wspaniałe.

Tak mówiłam, ale mój ton nie był właściwy.

Wiedziałam to.

Nawet ja sama słyszałam w nim nutę strachu, może bólu.

Bezsensownego.

Przecież Alex nie był mój i nigdy, przenigdy nie zamierzał być, więc nie mogłam go stracić.

Nie możesz stracić tego, czego nie masz.

Prawda?

Alex nie powiedział nic więcej.

Niby nadal leżeliśmy obok siebie, ale czułam to tak, jakby się odsunął, jakby między nami wyrosła ściana.

Mur.

Czułam się z tym bardzo źle.

Więc zapytałam o to, o co nie powinnam pytać.

- Alex… - zawahałam się - Jak zostałeś strażakiem?

- Cóż - Alex nie miał oporów z dzieleniem się - Tak naprawdę zrobiłem to trochę na złość tacie.

- Co? - podniosłam się, oparłam na prawym przedramieniu i spojrzałam na jego twarz, bo mnie zaskoczył.

Lewa ręka z gipsem nadal leżała na klatce piersiowej Alexa, a on trzymał jedną rękę zgiętą z dłonią pod głową, a drugą wzdłuż moich pleców.

- Nie podobało mi się to - wyjaśniał Alex jakimś takim pustym tonem - …co mój tata wymyślił dla mnie jako drogę kariery, jak widział moją przyszłość, więc zrobiłem kurs i zostałem strażakiem.

- A… - zawahałam się, bo nie powinnam pytać, ale byłam ciekawa - jak twój tata widział twoją przyszłość?

Alex lekko wzruszył ramionami.

- Chciał, żebym pracował z nim w banku - odparł Alex.

- Co? - zdziwiłam się i prawie się zakrztusiłam, bo zachciało mi się śmiać - Nie wyobrażam sobie ciebie w banku.

Nagle obie ręce Alexa powędrowały do moich ramion, a jedna przesunęła się we włosy na moim karku.

Wyraz twarzy Alexa natychmiast się zmienił.

Stał się tak ciepły i łagodny, że prawie pożałowałam, że to oglądałam, bo bardzo mi się to podobało.

Za bardzo.

- Taaa - mruknął cicho, ale nie dodał niczego więcej.

Patrzyłam jeszcze kilka sekund na jego przystojną twarz, a potem położyłam policzek z powrotem na jego klatce piersiowej i odpoczywałam tam przez długą chwilę, kiedy on trzymał dłoń lewej ręki na moim biodrze, a lewej na palcach mojej ręki wystających z gipsu.

I to było dobre.

Bardzo dobre.

Zapomniałam, że miałam się nie przyzwyczajać.

*****

Alex

Godzinę później

Alex był w kuchni i sprzątał po śniadaniu, na które zrobił zapiekane tosty z serem i wędliną i zastanawiał się, czy mógłby zostać z Sophie nawet po tym, jak nie będzie go potrzebowała, a właściwie jak mógłby.

Jak miałby to zrobić.

Nie wyobrażam sobie ciebie w banku.

To były najwspanialsze słowa, jakie mógł od niej usłyszeć.

Bez porównania.

Może nawet mógłby jej pokazać, co naprawdę go zajmuje.

Jeszcze nie był na to gotowy, ale myślał o tym, że Sophie jest inna niż większość znanych mu kobiet.

Na razie musiał zastanowić się, jak ją zabezpieczyć na te dwanaście godzin, kiedy będzie w pracy.

Żeby nie była sama.

Myślał o tym, kto pomógłby Sophie poradzić sobie z niby drobnymi problemami codziennych czynności, których nie mogła wykonać będąc w gipsie, bo, jak zauważył, była leworęczna, jak on, więc wielu rzeczy nie umiała zrobić prawą ręką.

Przyszły mi do głowy dwie osoby.

Jego mama.

I Eva.

Więc musiał podzwonić i umówić się na spotkania.

A potem porozmawiać z Sophie.

Chociaż ona na pewno powiedziałaby, że nie potrzebuje pomocy.

Bo poradzi sobie ze wszystkim.

Bez problemów.

Racja.

 

1 komentarz: