Rozdział 5
Zostanę tu
Sophie
Godzinę później
Dojechałam
do mojego domu tak, jak wcześniej dojechałam do sklepu, prowadząc Raptora prawą
ręką i palcami lewej.
Bez
problemów, chociaż…
Byłam
nieco rozkojarzona, bo Alex cały czas jechał za mną.
W
sklepie, po wybraniu ekspresu do kawy (niezbyt taniego, więc raczej z górnej
półki), na czym Alex znał się chyba bardzo dobrze, bo umiał mi dużo o tym
powiedzieć, doradzić i zapakowaniu go do wózka, kupiłam tę cholerną zapalarkę
do gazu, poszliśmy jeszcze kupić kilogram kawy ziarnistej, co mnie nie przyszło w ogóle do głowy,
kiedy postanowiłam kupić ekspres ciśnieniowy z młynkiem.
Na
tym też nie znałam się kompletnie, więc dobrze, że był ze mną Alex, który mógł
mi doradzić.
Przyznałam
to.
Po
przejściu przez kasę (gdzie zapłacił, zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć) i
zabraniu wszystkich moich i swoich toreb
(i pudła z ekspresem) do wózka, Alex odprowadził mnie do mojego pickupa, a kiedy
go zobaczył, zacisnął zęby z dziwną miną i pomógł mi się do niego spakować.
To
znaczy on wszystko spakował.
Zapytał,
gdzie ma to wsadzić, a ja otworzyłam tylne drzwi.
Włożył,
zgodnie z moim poleceniem, wszystkie torby między tylne siedzenia a przednie i
część rzeczy na tylne siedzenie, bo cała skrzynia była zajęta materiałami
budowlanymi (nie powiedziałam tego Alexowi, ale też nie zapytał).
Pomógł
mi wsiąść, chociaż po jego zaciśniętych zębach i napiętych mięśniach szczęk (i
nie tylko szczęk) widziałam, że miał ochotę zabrać mi kluczyki i poprowadzić
mój samochód ze mną na miejscu pasażera.
Rozumiałam
to.
Każdy ze znanych mi
facetów tak by zareagował.
Normalka.
Nawet
jakbym nie miała ręki w gipsie.
Potem,
zanim się wygrzebałam samochodem z parkingu, on już zdążył odprowadzić wózek, wymanewrował
swoim niebieskim Mustangiem Shelby, ustawił się tuż za moim Raptorem i, patrząc
na niego w lusterku wstecznym, miałam wrażenie, że mocno zgrzytał zębami, kiedy patrzył, jak jechałam.
To
również mnie nie dziwiło.
Styl
mojej jazdy przy użyciu jednej ręki (a do tego prawej) pozostawiał, bez
wątpienia, wiele do życzenia.
O
użyciu migacza nie było mowy.
Dojechaliśmy
do kompleksu, gdzie Alex zaparkował na miejscu dla mieszkańców i, zanim
wysiadłam, był obok moich drzwi, żeby mi pomóc wysiąść i zabrać moje torby.
Nie
protestowałam.
I
tak byłoby to bez sensu.
Faceci!
A
na dodatek byłam coraz bardziej zmęczona i głodna.
Wnieśliśmy
wszystko na górę (Alex wniósł), otworzyłam drzwi i miałam ochotę mu podziękować
i pożegnać się, ale wszedł bez pytania do środka i wniósł wszystko do kuchni.
Po
prostu.
Dopiero
wtedy spojrzałam uważniej na moje mieszkanie.
Cóż,
powiedzmy, że moja niezdarność od wczoraj sprawiła, że mieszkanie było bardziej
niż trochę brudne.
Gówno.
Nie
domyłam podłogi w kuchni po rozrzuceniu lasagne, nie pozbierałam ubrań rano po
wieczornym rozbieraniu się do spania, ani dzisiejszym do mycia, ani też nie
pościeliłam łóżka i nie pozmywałam naczyń po jedzeniu (ani razu).
Kosz
był pełen śmieci i widoczny pod zlewem w otwartej szafce.
Stałam
super zmęczona i cholernie oszołomiona w moim popieprzonym salonie i bez słowa
patrzyłam, jak Alex stawia przyniesione przez siebie torby na blacie w kuchni.
Aż
się ocknęłam.
-
Dziękuję, Alex - powiedziałam - Chyba musisz już iść.
-
Chyba sobie, kurwa, żartujesz - powiedział surowo i podszedł do mnie.
Bardzo
blisko.
Ponownie
poczułam jego zapach i ciepło.
Zachwiałam
się.
-
Mowy nie ma, żebym cię tak zostawił - dodał, marszcząc brwi i patrząc mi prosto
w oczy, więc musiałam podnieść głowę, bo miałam na nogach płaskie, wsuwane,
płócienne buty.
Poczułam
się mała, bezbronna i zmęczona.
Nienawidziłam
być bezbronna.
Ale
nie mogłam zebrać swojej zwykłej siły.
Wyczerpała
się.
-
Ja… - zająknęłam się, bo nie czułam się pewnie - poradzę sobie - dokończyłam
cicho.
-
Sophie - mruknął - Nie!
Popatrzyłam
na niego, zamrugałam szybko, rozchyliłam wargi i poczułam, że gwałtownie słabnę.
-
Alex - szepnęłam.
Nie
miałam siły.
Po
prostu nie miałam więcej siły.
Walczyłam
z tymi wszystkimi problemami od poprzedniego dnia i dzień wcześniej i byłam tym
naprawdę bardzo, bardzo zmęczona.
Nawet,
jak mówiłam sobie (i innym), że nie mam żadnych
problemów i że ze wszystkim sobie doskonale radzę.
Byłam
głodna.
Byłam
również zmęczona tym, że właśnie byłam przez godzinę na cholernie dużych
zakupach w pieprzonym sklepie, pojechałam tam sama samochodem, a mój organizm
nadal jeszcze potrzebował snu co kilka pieprzonych godzin.
I
jeszcze dotarło do mnie, że pierdolony
Paul i jebana Stephanie widzieli mnie
w tym stanie, a oni w ogóle cholernie widzieli mnie po raz pierwszy od pieprzonych
trzech lat.
I
to byli właśnie oni!
A
to naprawdę kosztowało mnie dużo.
Bardzo dużo.
Adrenalina
właśnie ze mnie opadła do zera.
Więc,
skoro Alex był tak bardzo blisko mnie, a ja nie miałam ani odrobiny siły, żeby
stać samodzielnie, oparłam się o niego.
Całym
przodem.
Lecąc
głową w jego stronę.
A
kiedy objął mnie ramionami po tym, jak, absolutnie zaskoczony, zamrugał, ale
nie cofnął się ani na krok, tylko rozłożył ręce, żeby mnie złapać, zakopałam
się w jego koszulce zdrową stroną twarzy i wreszcie, po wielu, wielu samotnych dniach mogłam uwolnić z
siebie to, co w sobie nagromadziłam.
I
zapłakałam.
Nad
tym wszystkim.
Możliwe,
że również nad tym, że moja mama mnie zostawiła, a potem zostawił mnie mój
tata.
Rany,
jak ja nie lubiłam być taka słaba.
Beczałam
jak porąbana smarkula przez długą, długą
chwilę, stojąc w jego ramionach (i musiałam przyznać sama przed sobą, że było
mi dobrze).
A
on na to pozwalał.
W
końcu zaczęłam dochodzić do siebie.
Więc
odsunęłam się od niego odrobinę i wyprostowałam się.
Nie
patrząc w jego oczy, żeby nie zobaczyć, że się nade mną lituje, chciałam bez
słowa odwrócić się i odejść do kuchni.
Ale
nie mogłam.
-
Przepraszam - wymamrotałam.
Alex
nie puścił mnie.
-
Sophie - powiedział cicho dziwnym tonem.
Odwróciłam
się do niego, ale nadal patrzyłam na podłogę, żeby nie patrzeć mu w oczy, bo
było mi strasznie wstyd.
-
Daj mi swój klucz - zażądał zdecydowanie.
-
Co? - szarpnęłam głową ze zdziwienia i spojrzałam wreszcie na niego.
-
Zostanę tu, z tobą - stwierdził.
W
jego oczach była jakaś determinacja, ale nie było litości (dzięki Bogu).
-
Daj mi swój zapasowy klucz - powtórzył - Muszę pojechać do siebie do domu,
przywieźć sobie trochę rzeczy. Nie będziesz musiała wstawać, kiedy wrócę. Połóż
się i odpocznij.
-
Alex - szepnęłam i czułam, że ze zdziwienia mam otwarte usta.
Przecież
my się właściwie w ogóle nie znaliśmy.
-
Mieszkam sam. Nie spotykam się z nikim. Nie muszę się przed nikim opowiadać, co
robię i gdzie jestem, więc mogę z tobą pomieszkać, dopóki tego potrzebujesz… -
zaczął Alex, a ja zrozumiałam.
Bawił
się w dobrego Samarytanina.
Robił
dobry uczynek dla samotnej, biednej, małej, poranionej kobietki, która nie
miała nikogo.
Żałował
mnie i postanowił się nade mną ulitować.
O,
nie! Nie! Nie! Nie!
Nie
potrzebowałam tego.
Wyprostowałam
się, zacisnęłam zęby i napięłam wszystkie mięśnie.
-
Nie potrzebuję… - zaczęłam hardym głosem.
-
Może nie potrzebujesz, ale ja to i tak zrobię - przerwał mi absurdalnie - Jak
nie dasz mi klucza, to się włamię, albo wezmę zapasowy od Dominika.
Złapałam
zaskoczony wdech.
-
C-co? - zająknęłam się - N-nie… T-ty nie… - sama nie wiedziałam, co powiedzieć
na taką bezczelność.
To
był szantaż!
-
Więc? - zapytał, patrząc wprost na mnie.
Zamierzał to zrobić!
Przez
jakieś pół sekundy zbierałam swoje opanowanie.
Znowu
zacisnęłam usta, ale w końcu się poddałam, zakręciłam się na pięcie i poszłam
do korytarza, gdzie miałam w skrzynce przy drzwiach zapasowe klucze do domu,
mieszkania i samochodu.
-
Masz, ty szantażysto - warknęłam, dając mu właściwy.
Uśmiechnął
się!
No
wiecie co!
-
Dobrze, mała - powiedział łagodnie, złapał mnie za szyję, przyciągnął do siebie
i pocałował w zdrowy policzek.
A
potem odsunął się, ale nadal czułam jego ciepłą dłoń na połączeniu ramienia z
szyją.
-
Wypakuj te lody, bo się roztopią - przypomniał mi - …i połóż się. Może się
prześpisz, zanim wrócę.
I
cała złość opadła ze mnie w mgnieniu oka.
Omójbosze!
To
było takie słodkie.
Nie
mogłam się nawet na niego gniewać.
Odszedł
i otworzył moje drzwi.
-
Dobrze - wymamrotałam, ale on już był prawie za drzwiami, a potem usłyszałam,
jak zamykał je na klucz.
Lubiłam
to.
Uch!
*****
Alex
Godzinę później
Alex
był krótko w swoim zimnym, pustym mieszkaniu, gdzie spakował do torby podróżnej
trochę niezbędnych ubrań na kilka dni, kosmetyki, a do drugiej torby prawie
wszystko z lodówki.
Po
drodze myślał o tym, że pieprzony David dobrze wiedział, że ten cholerny, potworny
pickup należał do Sophie, więc śmiał się
z Alexa, który sądził, że to samochód faceta.
Nie
dawało się ukryć, że Alex myślał wtedy stereotypowo.
Najprostszy
sposób, żeby się pomylić.
Taaa.
Inną
sprawą było to, że Sophie mieszkała w tym kompleksie od pewnego czasu, a Alex
tam bywał u Maggie, a mimo to nigdy się nie spotkali.
Dziwny
zbieg okoliczności.
Alex
wrócił do kompleksu i zaparkował na parkingu dla mieszkańców, niedaleko Raptora
Sophii, bo nie zamierzał chodzić z parkingu dla gości, skoro miał mieszkać u
Sophie przez kilka tygodni.
Zabrał
swoje torby i ruszył na górę, do jej mieszkania, wyciągając po drodze jej klucz
z kieszeni.
Kiedy
otworzył drzwi i wszedł, usłyszał głosy rozmowy, świadczące o tym, że Sophie
miała towarzystwo.
Kurwa.
Nie
znał jej.
Zastanowił
się, czy na pewno dobrze zrobił decydując się na wprowadzenie się do niej na te
kilka tygodni, nie dając jej szansy na wypowiedzenie się, bo może jednak miała kogoś, a on o to nie zapytał, ale
po wejściu z korytarzyka do salonu zobaczył Eddiego z jeszcze jednym facetem,
którzy odwrócili się, kiedy wchodził do salonu, ale nie podnieśli się.
-
Hej, Alex - przywitał Eddie, a w jego głosie zabrzmiała odrobina zdziwienia.
Cóż,
wszyscy będą w niezłym szoku, kiedy
to się rozniesie.
A
nie było wątpliwości, że się rozniesie.
-
Eddie - rzucił Alex i skinął głową obu facetom, odstawiając swoją torbę na
podłogę przy wejściu do sypialni.
Zabrał torbę z jedzeniem i poszedł z nią do
kuchni.
Wszyscy
milczeli.
Pytanie
brzmiało, jak szybko Eva dowie się o tym, że Alex mieszka z Sophie i jak dużo
gówna mu da z tej okazji.
Eddie
musiał zauważyć, że Alex otworzył drzwi swoim kluczem.
Ale,
skoro i tak miał się od niej sporo nasłuchać, to może Alex powinien ją
uprzedzić i zadzwonić do niej pierwszy.
Myśląc
o tym, odstawił torbę na blat i od razu wrócił do salonu, gdzie skierował się
na kanapę, by usiąść obok Sophie.
-
Alex - powiedziała cicho Sophie - to detektyw White, a Eddiego znasz.
Przyjechali zebrać ode mnie zeznania dotyczące ataku na mnie.
-
Okej, mała - powiedział delikatnie Alex, chociaż nie wiedział kompletnie nic o tym ataku.
Nie
rozmawiali o tym.
Nadal
chciał ją wspierać.
-
Więc weszła pani do domu, zostawiła torebkę przy drzwiach… - przypomniał detektyw
White.
-
Tak, mówiłam, że zaniepokoił mnie zapach… - stwierdziła Sophie - a właściwie
smród - skrzywiła nos, co Alex uznał za urocze.
Ujął
jej rękę, żeby wiedziała, że ma wsparcie.
-
Hmmm - Sophie jakby trochę rozproszona, spojrzała na jego dłoń - starałam się
być cicho, ale i tak, kiedy doszłam do rogu korytarza, jeden z nich zamachnął
się zza niego na mnie kawałkiem jakiegoś drewna, a drugi ruszył na mnie atakiem
frontalnym. Jakby usłyszeli mnie wcześniej, jak podjeżdżałam i czekali, a nie
uciekali. Trzeciego widziałam dalej, w głębi pokoju, ale też poruszał się w
naszą stronę, więc szykowałam się, że będę musiała walczyć przeciwko wszystkim
trzem.
-
Właśnie - przerwał White - Dlaczego pani walczyła zamiast uciekać?
-
Cóż… - Sophie się zająknęła - ja… to był mój
dom. Otworzyłam drzwi z klucza, więc nie powinno ich tam być. Sammy, moja prawa
ręka, miał zaraz przyjechać, więc nie byłabym sama. A oprócz tego trenuję judo,
karate i kickboxing już od lat, więc nie czułam się całkiem bezradna.
Trenuje?
O,
cholera.
To
dopiero była nowina.
-
To chyba nie jest istotne - powiedział cichym głosem Eddie i Alex się skupił -
Sophie, co było potem?
-
Cóż, walczyłam z nimi trzema - podjęła Sophie - Ale, kiedy jeden leżał
nieprzytomny, a drugi uciekał, zrobiłam głupi błąd i tamten trzeci pchnął mnie
na róg ściany nośnej i tym jednym uderzeniem od razu złamałam sobie rękę,
uderzyłam się w głowę i nabrałam takich ładnych kolorków - Sophie zabrała dłoń
z dłoni Alexa i zatoczyła koło przy swojej twarzy.
Alex
miał ochotę się zaśmiać.
Sophie
w tym wszystkim żartowała sobie ze swojego stanu.
Nie
zaśmiał się, bo był przestraszony i wkurzony tym, że walczyła z trzema bandytami naraz.
Nie
wiedział czemu, ale martwił się o nią.
Przejmował
się.
Niezależnie
od tego jaka była silna i sprawna, nadal nie powinna była się angażować w walkę
z nimi wszystkimi.
Wyglądało
na to, że obaj faceci, siedzący naprzeciwko nich, uważali tak samo jak on.
Alex
zobaczył, jak obydwóm zaciskają się mięśnie na szczękach, co świadczyło o tym,
że próbowali nie zgrzytać zębami.
Jednocześnie
obaj spojrzeli twardym wzrokiem na niego.
Właśnie.
-
A potem straciłam przytomność - ciągnęła dalej Sophie, jakby nie była do końca świadoma
męskiego wkurzenia dookoła niej, albo kompletnie nic sobie z niego nie robiła -
Więc nie wiem co się działo. Ocknęłam się dopiero w szpitalu.
Faceci
spojrzeli po sobie i skinęli głowami.
-
Dobrze - mruknął Eddie - Nie będziemy cię dłużej męczyli. Sammy złożył swoje
zeznania, więc mamy chyba komplet. To nam wystarczy. Spiszemy to i podjedziemy,
żebyś podpisała, okej?
-
Okej - mruknęła Sophie.
-
Będziesz tu? - Eddie zwrócił się do Alexa.
-
Tak - potwierdził Alex, a głowa Sophie podskoczyła lekko - Zostanę tutaj.
-
Okej - powiedział Eddie i uśmiechnął się do Sophie.
-
W takim razie do widzenia - detektyw White wstał z fotela, chowając do kieszeni
notatnik i długopis, a Eddie natychmiast podążył za nim.
-
Cześć - pożegnał się Eddie.
-
Do widzenia - mruknęła Sophie.
-
Odprowadzę - stwierdził krótko Alex i poszedł z detektywami w stronę drzwi
wejściowych.
Pożegnali
się jeszcze raz w progu, Alex zamknął za nimi drzwi na klucz i wrócił do
salonu.
Zobaczył,
że Sophie przeszła do kuchni.
Podążył
za nią.
-
Przespałaś się zanim przyszli? - zapytał ją, wyjmując jednocześnie z przyniesionej
torby jedzenie z jego lodówki.
-
Nie zdążyłam - wymamrotała Sophie i Alex uznał, że jest zmęczona.
Sięgnęła
do otwartej buteleczki z lekarstwem, która stała na blacie, wyjęła jedną
tabletkę, włożyła ją do ust i wyjęła szklankę z szafki nad zlewem.
Nalała
do niej trochę wody, podniosła do ust i przełknęła wszystko.
Alex
patrzył na to wszystko bez słowa.
-
Boli - stwierdził cicho.
-
Trochę - przyznała Sophie.
-
Chcesz się najpierw przespać, czy jesteś głodna? - spytał ją.
-
Trochę jestem głodna - potwierdziła
jakby niechętnie.
-
Zrobię omlet na lunch - powiedział Alex.
Tak!
Sophie
odwróciła się do niego z błyskiem w oku, chociaż bez uśmiechu, więc uznał, że
miał dobry pomysł, ale nic nie powiedziała.
Wciąż
była wobec niego skryta.
Odkąd
poznał jej byłego i usłyszał historię ich rozstania (nadal bez szczegółów), nie
dziwił jej się.
Miała
prawo być skryta i ostrożna.
Nie
chciała dać mu się poznać.
Alex
nie chciał wchodzić w to na siłę.
Nie
był przekonany, czy sam byłby skłonny dać się poznać.
Zobaczy,
jak będzie.
*****
Sophie
Siedem godzin
później
Alex
zrobił na lunch pyszne omlety z pieczarkami, serem, papryką i pomidorami.
Dokładnie
takie, jakie uwielbiałam, chociaż nie zapytał mnie, czy takie lubię i nie
opowiadałam mu sama z siebie, co zwykle jadałam.
O
Boże!
Zaczynałam
myśleć, że może pasujemy do siebie trochę bardziej, niż trochę i w innych
sprawach niż tylko w seksie.
Później
zauważył chyba, że byłam mało przytomna, bo kazał mi się położyć do łóżka, co
zrobiłam z chęcią i trochę półprzytomnie, bo naprawdę padałam na nos ze
zmęczenia.
Po
godzinie, kiedy się obudziłam, stwierdziłam, że posprzątał kuchnię i salon z
tego bałaganu, który zrobiłam będąc niezdarą poprzedniego dnia i dzień
wcześniej.
Kiedy
mu za to dziękowałam miał dziwną minę i wyglądał prawie tak, jakby chciał się
na mnie obrazić.
Prawie.
Potem,
głównie żeby nie rozmawiać z nim o niczym ważnym, zaproponowałam, żebyśmy zagrali
w Cribbage, co przyjął z dziwnym szarpnięciem głowy i jakimś zadowoleniem,
którego wolałam nie analizować.
Mogłabym
pomyśleć, że sprawiłam mu tym przyjemność.
Graliśmy
przez godzinę, a ja się rozbawiłam i zaczęłam się angażować w grę, jak mi się
to czasem zdarzało, więc pokrzykiwałam wesoło, co przyjął z jeszcze większym
zadowoleniem.
Dobra,
niech tam.
Musiałam
przyznać, że miło było dla odmiany mieć towarzystwo.
Na
kolację zjedliśmy pyszne spaghetti carbonara, które Alex przyrządził sam od
podstaw.
Siedziałam
przy nim w kuchni w milczeniu i patrzyłam z podziwem, jak szykował wszystko z
wprawą i sprzątał kuchnię od razu, więc nie zostawił nawet bałaganu.
A
na dodatek uznałam, że jest mistrzem spaghetti.
Nie
powiedziałam mu, że nie umiem gotować.
Podobało
mi się to, że nie wymagał ode mnie rozmowy.
Czasem
rzucaliśmy jakiś komentarz, czasem pytał mnie, gdzie mam przyprawy lub przybory
kuchenne (i nie skomentował tego, że nie miałam większości z tego, o co pytał).
Ale
najczęściej siedziałam tam w milczeniu i przyglądałam się temu, jak się
krzątał.
Nie
byłam sama.
Ale
nie byłam osaczona.
Odpoczywałam.
Miło.
Po
kolacji wzięłam kolejną tabletkę, a potem Alex sprzątał, a mnie kazał szykować
się do snu.
Początkowo
poszłam do sypialni i zaczęłam się rozbierać, ale potem przemknęłam do
łazienki.
Widywaliśmy
się wzajemnie już kilka razy nago podczas seksu, ale nie chciałam takiej intymności,
jaką byłoby chodzenie nago po mieszkaniu przy nim podczas przygotowywania się
do snu.
Dlatego
rozebrałam się w łazience, weszłam pod prysznic tak, jak poprzedniego dnia,
obmyłam się częściowo i wyszłam prosto w ręcznik, żeby ubrać się w piżamę w łazience
i pokazać się Alexowi już w stroju do spania.
Kiedy
pokazałam mu się, żeby mu powiedzieć dobranoc, był w krótkich do kolan, ciemno
zielonych spodniach od piżamy i z nagim torsem.
O
Boże!
Na
ten widok miałam ochotę biec do niego i położyć się tam, na kanapie, żeby mnie
tulił do swojego wspaniałego, gładkiego ciała.
Byłam
beznadziejną wariatką.
Wymamrotałam
swoje pożegnanie i życzenia dla niego dobrego snu, po czym poszłam do sypialni.
Położyłam
się na tym wielkim łóżku sama i pomyślałam, że to nie jest w porządku.
On
był większy ode mnie, a ja zajmowałam większe miejsce do spania.
Chciałam
mu zaproponować zamianę miejscami do spania.
Ponieważ
wiedziałam, że poszedł do łazienki, więc leżałam przez chwilę i czekałam, aż go
usłyszę w korytarzu.
W
trakcie tego zasnęłam.
Odleciałam.
*****
Alex
Alex
wyszedł z łazienki i poszedł po cichu do drzwi sypialni Sophie, żeby sprawdzić,
czy nie potrzebowała czegoś od niego przed snem.
Spała.
Leżała
w dziwnej, nie wyglądającej na komfortową, pozycji: na wznak, podparta dwiema
poduszkami, wysoko, więc najwidoczniej ta ręka w gipsie przeszkadzała jej w
spaniu.
Miała
lekko przykrzywioną głowę i rozchylone usta, przez które posapywała naprawdę
słodko.
Miał
ochotę ją pocałować.
Alex
przypomniał sobie jej długie nogi, które zobaczył przez krótką chwilę, kiedy
przyszła powiedzieć mu dobranoc.
To,
że postanowił z nią zostać, mogło być dla niego trudniejsze, niż początkowo
przewidywał.
Pamiętał
ich seks.
Każdy.
I
każdy był fantastyczny.
Pamiętał
jej ciasną cipkę na swoim kutasie, jej gładką skórę pod palcami, a widok jej
gołych nóg i sutków spod koszulki od piżamy nie poprawiał jego opanowania nad
twardnieniem.
Poszedł
do salonu, położył się na kanapie i przykrył, przygotowanym wcześniej przez
Sophie, kocem.
Sen
nie nadchodził.
Kurwa!
Leżał
przez chwilę na wznak, ale potem westchnął, odkrył się, zdjął spodenki, zgiął
nogi i zaczął się głaskać.
Nie
zasnąłby z bolącym kutasem.
Musiał
odpuścić.
Zapach
Sophie, wszechobecny w tym mieszkaniu, przebywanie z nią przez kilka godzin,
wszystko to spowodowało, że doszedł bardzo szybko i właściwie bez wysiłku.
Wstał,
poszedł do łazienki umyć się, a potem położył się z powrotem, by tym razem
zasnąć na kanapie Sophie, w jej salonie, kiedy ona spała w swoim łóżku w
sypialni, kilka metrów dalej.
*****
Pięć godzin
później
Alex
obudził się w środku nocy, po ciemku, kiedy Sophie wracała przez salon z kuchni
do sypialni.
Widział,
że próbowała być bardzo cicho, ale i tak został zaalarmowany.
Nie
drgnął.
Brała
kolejną tabletkę przeciwbólową, a już zauważył, że wolałaby cierpieć, niż go
absorbować, więc musiało ją bardzo boleć.
Albo
nie mogła spać z innego powodu.
Weszła
w drzwi sypialni, nie zamknęła za sobą drzwi, usłyszał, jak układała się na
łóżku, a potem leżał bez ruchu i nasłuchiwał.
Chciał
się upewnić, że wszystko z nią w porządku.
Nie
było.
Parę
minut później usłyszał ciche westchnienia i siąkanie nosem.
Płakała.
Odrzucił
koc, wstał i poszedł do niej.
Nie
usłyszała go, a wiedział o tym, bo przyciskała zdrowy policzek do poduszki w
nieudanej próbie powstrzymania płaczu.
Nie
zawołał jej.
Wszedł
do niej do łóżka i dopiero wtedy poderwała głowę.
-
Co robisz? - spytała przez zatkany nos.
-
Cicho - mruknął.
Ułożył
się obok niej, przesuwając poduszki tak, że opierał głowę na jednej, a Sophie
miał przy lewym boku.
Jej
zdrowe, prawe ramię spoczywało wzdłuż niego, a gips na lewym leżał na jego
klatce piersiowej.
Położył
jej głowę na połączeniu swojego ramienia i piersi i mruknął cicho - Śpij, mała.
-
Alex - szepnęła.
-
Już dobrze - zapewnił ją - Śpij.
-
Ale, ty… - zaczęła.
-
Zostanę tu, dopóki będziesz potrzebowała, okej? - zapytał, ale i tak nigdzie
się nie wybierał.
Zamierzał
zostać tam tak długo, jak on uznałby
za konieczne.
Ona
miała zaburzoną ocenę tej sytuacji, a może była przyzwyczajona do tego, by być
samodzielna.
Nadmiernie
starała się być niezależna od wszystkich.
Alex
zamierzał dać jej to później, wyjaśnić, że nie musiała.
Na
razie potrzebowała wsparcia, nawet jeśli temu zaprzeczała.
-
Okej - szepnęła w końcu pokonana.
Przerzuciła
lewe kolano przez jego udo.
Ułożyła
się na jego piersi i zaczęła odprężać.
Dobrze.
Zasnęła.
Wkrótce
Alex podążył za nią.
*****
Sophie
Trzy godziny
później
Obudziłam
się otępiała od potłuczenia i długiego snu.
Było
mi bardzo dobrze: ciepło, przytulnie, wygodnie i miło.
Kiedy
otworzyłam oczy, zobaczyłam dlaczego.
Spałam
na Alexie.
O
Boże.
Przypomniałam
sobie swój koszmar i chwilę słabości, jaką miałam w środku nocy i kopałam się za
nią w myślach, kiedy poczułam, że Alex się obudził.
Przesunął
delikatnie policzek tak, że oparł go o moje włosy.
To
było takie miłe.
-
Dzień dobry, mała - szepnął, udowadniając, że poczuł, że nie śpię.
-
Dobry, Alex - wychrypiałam.
Gardło
miałam wysuszone, a nos zatkany, więc pomyślałam, że to przez płacz w nocy.
Zwykle
nie płakałam, albo, powiedzmy, robiłam to, ale bardzo rzadko.
Nie
wiedziałam, jak to jest.
Dziwne
było to, że spałam dłużej niż ostatnio i było mi bardzo wygodnie, kiedy spałam ułożona
na Alexie.
Nigdy
tak nie spałam.
Lubiłam
się przytulać.
Zawsze
lubiłam.
Bardzo.
Paul
tego nie lubił i zawsze, kiedy przysuwałam się do niego w nocy przez sen,
mówił, że go spycham z łóżka.
Chodziło
o to, że uciekał przede mną.
Nieświadomie
przez sen odsuwał się ode mnie.
Alex
nie poruszył się przez całą noc.
Zasnęliśmy
przytuleni i obudziłam się tak samo do niego przytulona.
Nie
wydawał się być zły z tego powodu, nie wykazywał chęci odsunięcia się, ucieczki,
powiedzmy, do łazienki, czy czegoś takiego.
Leżał
pode mną, przyciskał policzek do mojej głowy, a potem uniósł rękę i pogładził
mnie po ramieniu i odgarnął moje włosy z policzka.
Omójbosze!
To
było takie miłe.
Ale
nie powinnam się do tego przyzwyczajać.
Alex
powiedział, że zostanie u mnie tak długo, jak będę potrzebowała, więc był tam
tylko ze względu na mój stan.
Kiedy
wyzdrowieję, wyprowadzi się.
Dlatego
nie chłonęłam tego uczucia, nie odpoczywałam dłużej na Alexie, chociaż bardzo
chciałam.
Zaczęłam
się podnosić do wstania, żeby zacząć nasz dzień.
-
Hej - Alex zatrzymał mnie, zaciskając ramię na moim biodrze.
-
Muszę iść - mruknęłam do niego i spojrzałam na jego twarz.
Boże,
jaki on był przystojny.
Nie
chciałam o tym myśleć.
-
Sophie - powiedział - Masz coś dzisiaj, co musisz zrobić?
-
Właściwie nie - odparłam.
-
Może chcesz gdzieś jechać? - dopytywał się, patrząc na mnie uważnie i
jednocześnie podniósł lewą rękę, żeby objąć bardzo delikatnie mój poraniony
policzek.
-
Nie muszę - częściowo powtórzyłam i odwróciłam wzrok od jego oczu.
Przy
tym ruchu mój poraniony policzek wcisnął się w jego otwartą dłoń.
Miałam
ochotę przyłożyć tam usta.
Rozchyliłam
wargi i oddychałam chłonąc to zakazane uczucie.
Nie
powinnam.
-
Nie pytam, czy musisz, tylko, czy chcesz - wymamrotał dziwnym tonem, a wtedy
spojrzałam na niego i zobaczyłam, że patrzy na moje usta.
Miałam
ochotę przygryźć bok wargi tak, jak to miałam w zwyczaju, ale była rozcięta i zabolała
mnie nawet przy drobnym ruchu.
Zauważył
spowodowany tym skurcz moich policzków, a wiedziałam o tym, kiedy wciągnął
powietrze i opuścił rękę.
Natychmiast
poczułam się porzucona.
Zamknęłam
oczy i znowu zaczęłam wstawać.
-
Idę do łazienki - wymamrotałam niepotrzebnie.
Alex
mnie puścił.
Wstałam,
poszłam, zrobiłam to, co potrzebowałam, a kiedy wróciłam do sypialni,
zobaczyłam, że Alex wciąż leży na łóżku, z nagą klatką piersiową, z jedną ręką pod
głową, patrzył w moją stronę.
Był
taki przystojny.
Więc
nie oparłam się pokusie (chociaż powinnam) i wspięłam się na łóżko obok niego.
Natychmiast
naciągnął na mnie prześcieradło (chociaż było bardzo ciepło), objął prawym
ramieniem moje biodra i wciągnął mnie z powrotem na siebie, jakby był
zadowolony, że to zrobiłam.
-
Co jadasz na śniadanie? - spytałam bardziej z ciekawości, niż z chęci jedzenia,
bo nie zamierzałam się zrywać, żeby coś robić.
-
Tosty - mruknął - albo jajecznicę.
Uśmiechnęłam
się.
-
Nie lubię owsianki - poinformowałam go.
-
To super, bo ja też - poinformował mnie.
Tak,
to było super.
Zastanawiałam
się, jak to rozwiązać, bo mieliśmy się nie
poznawać, ale to wydawało się niemożliwe do wykonania, skoro mieliśmy mieszkać
razem.
Wtedy
przyszło mi coś do głowy.
-
Kiedy musisz iść do pracy - zapytałam bardziej z ciekawości, niż z potrzeby
zabezpieczenia się.
-
Jutro rano - mruknął niechętnie.
Hmmm,
nie był zadowolony, że idzie do pracy?
-
Nie lubisz tam pracować? - zapytałam - A właściwie gdzie ty pracujesz?
To
ostatnie wyrwało mi się.
Nie
miałam zamiaru aż tak go poznawać.
Ale
już było za późno.
-
Jestem strażakiem - poinformował mnie, jakby był zdziwiony - Tak jak Jimmy i
David. Myślałem, że wiesz.
-
Och - mruknęłam - Nie. Nie wiedziałam. To znaczy wiedziałam, że Jimmy jest
strażakiem, bo słyszałam, że został ranny przy gaszeniu pożaru…
Urwałam
gwałtownie, bo właśnie uświadomiłam sobie, że skoro Alex był strażakiem, to
znaczyło, że on również mógł zostać w każdej chwili ranny, albo może nawet
gorzej.
Nie,
nie, nie!
Nie
powinnam się do niego przyzwyczajać.
-
Sophie - powiedział Alex dziwnym tonem - Przeszkadza ci to?
-
Co? - szarpnęłam głową - Nie. Dlaczego miałoby mi to przeszkadzać? Ratujesz
ludzi. Wszyscy ratujecie. To jest wspaniałe.
Tak
mówiłam, ale mój ton nie był właściwy.
Wiedziałam
to.
Nawet
ja sama słyszałam w nim nutę strachu, może bólu.
Bezsensownego.
Przecież
Alex nie był mój i nigdy, przenigdy
nie zamierzał być, więc nie mogłam go stracić.
Nie
możesz stracić tego, czego nie masz.
Prawda?
Alex
nie powiedział nic więcej.
Niby
nadal leżeliśmy obok siebie, ale czułam to tak, jakby się odsunął, jakby między
nami wyrosła ściana.
Mur.
Czułam
się z tym bardzo źle.
Więc
zapytałam o to, o co nie powinnam pytać.
-
Alex… - zawahałam się - Jak zostałeś strażakiem?
-
Cóż - Alex nie miał oporów z dzieleniem się - Tak naprawdę zrobiłem to trochę
na złość tacie.
-
Co? - podniosłam się, oparłam na prawym przedramieniu i spojrzałam na jego
twarz, bo mnie zaskoczył.
Lewa
ręka z gipsem nadal leżała na klatce piersiowej Alexa, a on trzymał jedną rękę
zgiętą z dłonią pod głową, a drugą wzdłuż moich pleców.
-
Nie podobało mi się to - wyjaśniał Alex jakimś takim pustym tonem - …co mój
tata wymyślił dla mnie jako drogę kariery, jak widział moją przyszłość, więc
zrobiłem kurs i zostałem strażakiem.
-
A… - zawahałam się, bo nie powinnam pytać, ale byłam ciekawa - jak twój tata widział
twoją przyszłość?
Alex
lekko wzruszył ramionami.
-
Chciał, żebym pracował z nim w banku - odparł Alex.
-
Co? - zdziwiłam się i prawie się zakrztusiłam, bo zachciało mi się śmiać - Nie
wyobrażam sobie ciebie w banku.
Nagle
obie ręce Alexa powędrowały do moich ramion, a jedna przesunęła się we włosy na
moim karku.
Wyraz
twarzy Alexa natychmiast się zmienił.
Stał
się tak ciepły i łagodny, że prawie pożałowałam, że to oglądałam, bo bardzo mi
się to podobało.
Za
bardzo.
-
Taaa - mruknął cicho, ale nie dodał niczego więcej.
Patrzyłam
jeszcze kilka sekund na jego przystojną twarz, a potem położyłam policzek z
powrotem na jego klatce piersiowej i odpoczywałam tam przez długą chwilę, kiedy
on trzymał dłoń lewej ręki na moim biodrze, a lewej na palcach mojej ręki
wystających z gipsu.
I
to było dobre.
Bardzo
dobre.
Zapomniałam,
że miałam się nie przyzwyczajać.
*****
Alex
Godzinę później
Alex
był w kuchni i sprzątał po śniadaniu, na które zrobił zapiekane tosty z serem i
wędliną i zastanawiał się, czy mógłby zostać z Sophie nawet po tym, jak nie
będzie go potrzebowała, a właściwie jak
mógłby.
Jak
miałby to zrobić.
Nie wyobrażam
sobie ciebie w banku.
To
były najwspanialsze słowa, jakie mógł od niej usłyszeć.
Bez
porównania.
Może
nawet mógłby jej pokazać, co naprawdę go zajmuje.
Jeszcze
nie był na to gotowy, ale myślał o tym, że Sophie jest inna niż większość
znanych mu kobiet.
Na
razie musiał zastanowić się, jak ją zabezpieczyć na te dwanaście godzin, kiedy
będzie w pracy.
Żeby
nie była sama.
Myślał
o tym, kto pomógłby Sophie poradzić sobie z niby drobnymi problemami
codziennych czynności, których nie mogła wykonać będąc w gipsie, bo, jak
zauważył, była leworęczna, jak on, więc wielu rzeczy nie umiała zrobić prawą
ręką.
Przyszły
mi do głowy dwie osoby.
Jego
mama.
I
Eva.
Więc
musiał podzwonić i umówić się na spotkania.
A
potem porozmawiać z Sophie.
Chociaż
ona na pewno powiedziałaby, że nie potrzebuje pomocy.
Bo
poradzi sobie ze wszystkim.
Bez
problemów.
Racja.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń