piątek, 22 kwietnia 2022

Prolog - Tylko seks

 

Prolog

Tylko seks

 

 

 

 

W pewnym klubie nocnym w Edgemont

Było tuż przed północą.

- Soph, słuchaj, może tak byś sobie coś znalazła… - mówił do mnie stłumionym pomrukiem Sammy, pochylając się w moją stronę i zerkając na cycatą blondynę, która uśmiechała się do niego kokieteryjnie z drugiego końca baru - albo spadaj do domu, bo my wszyscy mamy trochę tego dla siebie.

Byłam pewna, że blondyna mnie nie zauważała.

Widziała tylko ogromne ciało Sammy’ego.

Sammy był bowiem duży we wszystkie strony.

Ogromny.

Był również przystojny, jeśli ktoś lubił ten typ urody.

Miał nieco kanciastą szczękę, ocienioną zbyt rzadko golonym, ciemnym zarostem i inteligentne, chociaż leniwie patrzące, brązowe oczy, które osadzone były głęboko w ciemnej oprawie.

Sammy był moim brygadzistą, w małej firmie budowlanej, którą założyłam parę lat temu, ale dopiero teraz powoli się rozkręcała.

Pracował dla mnie od roku, a od kilku miesięcy zrobiłam go brygadzistą, bo był naprawdę dobry w tym, co robiliśmy.

Był kompetentny, odpowiedzialny i nie mówił zbyt dużo.

Niestety bardzo lubił kobiety, a zwłaszcza cycate blondynki.

Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby się ustatkował.

Pozostali faceci, z którymi pracowaliśmy byli nowi i jak do tej pory zmieniali się, przychodzili i odchodzili, ale miałam wrażenie, że z obecnych jednego czy dwóch bym zatrudniła na dłużej.

Sammy pomagał mi zarówno w ocenie ich przydatności do pracy (umiejętności, solidności itp.), jak i w przekonywaniu do pozostania w firmie tych, którzy rokowali nadzieję na dobrą współpracę.

- Jest okej, Sammy - powiedziałam do niego, odwrócona przodem do baru, jednocześnie płacąc barmanowi za swojego kolejnego drinka - Poradzę sobie, idź i baw się dobrze.

- Dobra, szefowo - mruknął mój facet od brudnej roboty - jakby coś to dzwoń. Może odbiorę.

- Idź już - mruknęłam.

Machnęłam przy tym na niego brodą, żeby pokazać mu, w którą stronę ma spadać (do cycatki).

- Unikaj kłopotów - rzucił Sammy, co było trochę słodkie z jego strony, ale zaraz obejrzał się znowu na blondi i wyszczerzył do niej zęby.

- Nara - mruknęłam i również się uśmiechnęłam, czego już nie zauważył.

I odleciał.

Racja.

Może nawet trochę się mną opiekował.

Może trochę się o mnie martwił.

 Ale raczej, jak podejrzewałam, by nie odebrałby telefonu ode mnie (lub kogokolwiek innego), bo było doskonale widać, że napalił się na te cycki i nie chciałby, żeby cokolwiek mu przerywało.

Cholernie napalony.

Jak oni wszyscy.

Oblewaliśmy właśnie w tym klubie zakończenie budowy i wypłatę z mojego pierwszego całkiem samodzielnego projektu.

Poprzednio budowałam domy, które zaprojektowali inni architekci we współpracy z innymi firmami budowlanymi i starałam się wybić.

Wyrobić sobie markę i zdobyć klientów.

Pokazywałam ludziom swoje projekty, rozmawiałam z innymi podczas fazy przygotowawczej, obserwowałam i… uczyłam się.

Ten dom był inny.

Sama go zaprojektowałam (wymyśliłam i narysowałam), sama wystarałam się o wszelkie pozwolenia i zgody, sama dopilnowałam, żeby wszystko było zgodnie z projektem i regułami.

Zamawiałam materiały, robiłam kosztorys i potem pilnowałam budżetu.

Najważniejszą częścią było to, że sama uzgodniłam wszystko z klientem, rozmawiając z nim wielokrotnie i sama później przyjęłam wszystkich inspektorów (cholernie upierdliwych) i zdobyłam zezwolenia.

Dom był do zamieszkania.

Nadal świętowanie odbywało w gronie facetów, którzy dla mnie pracowali, a nie w gronie moich przyjaciół.

Nie miałam przyjaciół.

Z rodzicami miałam wypić lampkę wina kiedyś później.

Wiedziałam, że to docenią.

Nie byłam odstawiona, bo przyjechałam tutaj tylko po to, żeby napić się z nimi, a nie na zarwać jakiegoś żałosnego dupka, jak wszyscy ci kolesie zarywający laski w barach.

Nie potrzebowałam tego.

Miałam na sobie zwykłe (chociaż obcisłe) dżinsy, buty kowbojskie na niskim obcasie i koszulkę w kolorze czerwonego wina z czarnymi literami na biuście to tylko ja.

Wypiłam już kilka drinków, głównie wódki z tonikiem, ale nie byłam bardzo pijana, a co najwyżej na rauszu.

Miałam lekki szmerek.

Mogłabym wypić więcej, dużo więcej.

Wiedziałam to.

Zdarzało mi się.

Nie przyjechałam tu jednak własnym samochodem (bo chciałam wypić), więc byłam skazana na facetów lub taksówkę.

Chciałam jednak, żeby moi podwładni dobrze się bawili, żeby odreagowali i odczuli to, że ich doceniałam.

Zasłużyli na to.

Więc zdecydowałam się na taksówkę.

Pierwszy odfrunął Will, mój hydraulik, którego może chciałabym zatrzymać w firmie na dłużej, ale który bardzo lubił się zabawić i niezwykle często pakował się z różnymi kobietami w kłopoty (z których nawet ja go już dwa razy wyciągałam), których one nie były nawet warte.

Był bardzo przystojny i wiedział o tym, ale nie potrafił utrzymać jednej cipki, albo może nie chciał, a nie wszystkie szczerze przyznawały się do tego, czy są w związku, kiedy zaczynały z nim coś.

Pozostali byli z nami tak krótko, że nie znałam ich i nie wiedziałam, na co mogą sobie pozwolić, a poza tym nie czuli się wobec mnie zobowiązani, więc jeden po drugim odpływali w miarę zauważanych damskich dekoltów.

Sammy był ostatnim z grupy, który przy mnie wytrwał i, jak podejrzewałam, zrobił to tylko z poczucia przyzwoitości, a trochę dlatego, że naprawdę długo razem pracowaliśmy.

Więc, kiedy wystartował po upolowane przez siebie cycki, nawet nie westchnęłam, bo wiedziałam, jak będzie, zanim tu dotarliśmy.

Ostatecznie wszyscy odłączyli ode mnie mrugając sugestywnie, żebym się nie obraziła, a tylko Sammy zagadał na ten temat.

Nie obraziłabym się.

Od zawsze pracowałam z facetami, studiowałam z facetami (bo taki wybrałam kierunek) i wychowywałam się z facetami.

A przynajmniej od dwunastego roku życia, kiedy boleśnie przekonałam się, że nie warto rozmawiać, a nawet kłócić się z dziewczynami.

Znałam sposób myślenia chłopaków i facetów.

I ich potrzeby.

Nie rozumiałam natomiast sposobu myślenia babek i nigdy w swoim życiu nie miałam grona przyjaciółek.

Dlatego właśnie zwykle chodziłam do wszelakich barów lub klubów w towarzystwie znanych mi facetów i tam piłam jak oni, chociaż może nie to, co oni i nie tyle, co oni.

Byliśmy kumplami.

Gadaliśmy o dupach Maryni, bo traktowali mnie jak kumpla i nie krępowali się tym, o sporcie, który mnie nie interesował, chociaż, przez osłuchanie się, znałam go, ale najczęściej gadaliśmy o trwających w okolicy budowach, bo to była nasza konkurencja.

Faceci pomagali mi w realizacji mojego marzenia o budowaniu domów jednorodzinnych, bo mieli to marzenie również w sobie, chociaż ich wyglądało nieco inaczej niż moje.

Takich (z zapałem) pracowników do mojej firmy wyszukiwałam stopniowo i z namysłem i takich, którzy mi odpowiadali, zatrzymywałam w niej.

Więc rozumieliśmy się wzajemnie.

W tej konkretnej chwili jednak to nie było dla mnie jakimś nadmiernie szczęśliwym splotem wydarzeń, bo oni odlecieli, a ja nie.

Żałowałam trochę (ale naprawdę tylko trochę), że mój młodszy brat niedawno się hajtnął i był szczęśliwym młodym tatuśkiem, nawet jak naprawdę kochałam mojego małego bratanka.

I może również tego, że mój, kochany i zwykle wyrozumiały tata był (jak zwykle) w kolejnej trasie z budową jakiegoś systemu nawadniającego, nawet jeśli to oznaczało, że realizował swoją pasje i zarabiał dla siebie i mojej mamy na spełnianie jej wszystkich marzeń.

Albo coś.

Może znaleźliby w sobie odrobinę współczucia i trochę więcej czasu, żeby mnie dostarczyć samochodem do mojego domu rodzinnego.

Właśnie.

Ukończyłam college już jakiś czas temu, mieszkając w kampusie, kiedy to byłam w pełni samowystarczalna i odpowiedzialna za siebie, a do tego od paru lat miałam własną firmę, a której zarządzałam kilkoma mężczyznami, ale…

Mieszkałam z rodzicami w ich domu (znowu) i naprawdę, naprawdę nie miałam najmniejszej ochoty tłumaczyć się mojej mamie skąd wracam w środku nocy taksówką.

Była moją najlepszą i jedyną przyjaciółką, zawsze dużo jej mówiłam (chociaż nie wszystko), bo zawsze dużo rozmawiałyśmy, ale martwiłaby się bardzo, że ciągle jestem sama.

Najlepiej byłoby, żeby nigdy, przenigdy nie wiedziała, że wracam do domu samotnie w środku nocy.

Czymkolwiek i skądkolwiek.

Westchnęłam.

Pomyślałam o tym, o czym myślałam już od pewnego czasu.

Musiałam się od nich wyprowadzić.

Potrzebowałam jakiegoś mieszkania.

Jakiegokolwiek, byle własnego.

Samodzielności.

Wzięłam do ręki oszronioną szklankę z wódką z tonikiem, którą barman postawił przede mną jakiś czas temu i odwróciłam się na stołku barowym przodem do sali.

Klub miał obniżoną część do tańca, zabawy, gdzie kłębił się tłum ludzi i podwyższoną część barową, oddzieloną od tamtej barierką z chromowanych rurek, gdzie ludziska siedzieli na krzesłach przy stolikach lub, jak ja, stołkach przy barze.

Z boku baru były schodki, którymi można było dostać się na parkiet.

Z drugiego boku drzwi, które prowadziły do toalet i „tylko dla personelu”.

Oparłam się jednym łokciem o bar za moimi plecami, a drugą miałam zwieszoną ze szklanką nad kolanem i popatrzyłam z niechęcią na podskakujący tłum ledwo widoczny w drgających, przytłumionych światłach dyskotekowych i w ogóle nie słyszalny przez ogłuszającą, dudniącą muzykę.

Wszystko pulsowało.

Nawet moje ciało.

Nie miałam ochoty na zabawę.

Lubiłam czasem poskakać w dzikim rytmie, dać się porwać tej swobodnej energii, ale nie tym razem.

Na takie wyprawy w męskim gronie, kiedy mieliśmy po prostu wypić kilka głębszych, wybieraliśmy raczej puby, zajazdy, bary lub takie jakieś miejsca, gdzie można było wypić, coś zjeść, ale nie zależało nam na tańcach.

Ale ten lokal był nowy, otwarty nie tak dawno i jeszcze nieznany, był po drodze tam, dokąd akurat jechaliśmy, więc weszliśmy, chociażby po to, żeby zobaczyć, jak wyglądał.

Wypić kolejkę za powodzenie firmy można było wszędzie, więc, kiedy jeden z chłopaków zaproponował wejście tu, zgodziłam się.

Tutaj jednak ludzie byli nowi, przypadkowi, jak my i byli taką dziwną mieszaniną typów, że nie miałam nadziei na znalezienie kogoś sensownego.

Ani do zabawy, ani do rozmowy.

Byłam zrezygnowana.

Doszłam do wniosku, że dopiję tego ostatniego drinka, a potem wyjdę poszukać taksówki.

I wypieprzę do domu.

Wtedy go zobaczyłam.

Klub właściwie mógłby przestać istnieć.

Był sam.

Stał w kącie części barowej klubu, za stolikami i patrzył wprost na mnie.

Był wysoki i szczupły.

Strzelisty.

Zgrabny.

Z szerokimi ramionami okrytymi zieloną koszulką, wąskimi biodrami, które fantastycznie opinały ciemne dżinsy.

Proporcjonalny.

Nawet z daleka wyglądało na to, że był wyższy ode mnie o dobre dziesięć centymetrów, co było niezłym osiągnięciem, bo nie byłam mała.

Miał jasne, lekko kręcące się włosy i urodę adonisa, a jego ciało przywodziło na myśl utytułowanego lekkoatletę.

Lub pływaka.

Był super przystojny.

W moim typie.

Był zadbany, jak na mężczyznę: miał gładko ogoloną szczękę, był starannie ostrzyżony, chociaż nie wyczesany, ale najbardziej rzuciło się mi w oczy to, że miał bardzo ciemną, wyrazistą oprawę oczu.

Widziałam głównie te oczy.

Skierowane wprost na mnie.

O Boże!

Poczułam, że sutki mi stwardniały i zaczęły podniecająco ocierać się o materiał koszulki, pod którą nie miałam stanika.

Nie miałam również nic na niej, więc bez wątpienia zaczęły być dobrze widoczne nawet z tak daleka, jak on był.

Między nogami miałam istną powódź.

Chciałam go.

Bardzo.

Oblizałam wargi.

Ruszył w moją stronę.

Kiedy wymijał ludzi, krzesła i stoliki, jego ruchy były płynne, zdecydowane, a jego wzrok mnie nie opuszczał.

Jak polujący kot.

Drapieżnie.

Zwykle nie reagowałam na facetów.

Nie ulegałam ich gównianym zaczepkom, taniemu podrywowi, również zwykle nie pozwalałam sobie wciskać kitu.

Byłam odporna.

Uodporniona przez lata ich towarzystwa i słuchania ich tekstów, bardzo często zwróconych do innych kobiet.

Ten facet nie musiałby się wysilać.

W ogóle.

Chciałam go, jeszcze zanim się odezwał.

Zdecydowałam.

Nie miałam tego od roku.

Postanowiłam dać sobie trochę tego w tę jedną noc.

Tylko seks.

Jedna noc.

Dlatego patrzyłam cały czas na niego, idącego między stolikami w moją stronę i zaczęłam się lekko uśmiechać, kiedy bardziej się do mnie zbliżył.

- Hej, mała - zaczął od razu po tym, jak był w zasięgu głosu.

- Hej, przystojniaku - odparłam nieco zalotnie.

Przeszedł na bok i stanął przy wolnym stołku przy mnie.

- Taka piękna kobieta, jak ty nie powinna siedzieć sama przy barze - dorzucił natychmiast tekst, który innym razem potraktowałabym, jako nic nie znaczący, tani podryw.

Miał bardzo miły głos.

Niski, nieco chropowaty, seksowny.

- Chyba, że chce siedzieć sama - rzuciłam równie oryginalnie i pociągnęłam resztkę drinka ze swojej szklanki.

- Mam odejść? - spytał podnosząc wysoko brwi.

- Jak odejdziesz, to możesz stracić - zasugerowałam.

- A jak zostanę, co mogę zyskać? - spytał z kokieteryjnym błyskiem w oku.

Tak.

Podrywacz.

- Sophie - przedstawiłam się i wyciągnęłam do niego rękę.

Działałam bez owijania w bawełnę.

- Alex - odparł i ujął moją dłoń w zdecydowanym, ale nie bardzo silnym uścisku.

Tak, mogłam go sobie wziąć na jedną noc.

Usiadł na stołku obok mnie.

- Co pijesz? - zapytał.

- Wódka z tonikiem - podniosłam moją szklankę.

- Jeszcze jedną? - rzucił i podniósł rękę na barmana.

- Myślę, że mi wystarczy - mruknęłam.

Zamówił sobie piwo.

Rozmawialiśmy potem jeszcze luźno przez jakiś czas, kiedy ja ostatecznie jednak wypiłam jeszcze jednego drinka, za którego uparł się zapłacić.

Czemu nie.

Zgodziłam się.

On pił tylko to piwo prosto z butelki i miałam wrażenie, że było to jego jedyne piwo przez cały wieczór.

Jasne.

Nie zapytałam, czy często tam przychodził, a i on nie pytał o to, więc było oczywiste, że oboje nie zamierzamy się ponownie spotkać.

Jedynymi naszymi tekstami były te, które dotyczyły drinków, muzyki, towarzystwa (żeby się upewnić, że żadne z nas nie miało żadnego) i… pogody.

Potem dosyć szybko, bez lawirowania, czajenia się, zeszliśmy na tematy dojazdu do domu, zaproszenia i skierowaliśmy się w stronę wyjścia.

Sammy z blondyną gdzieś zniknęli.

Innych dawno już nigdzie nie widziałam, ale też nie szukałam.

Więc po prostu…

Zabrałam swoją brązową skórzaną kurtkę i dałam się wyprowadzić z klubu.

A potem wsiedliśmy oboje do jego niebieskiego Mustanga Shelby z wyścigowymi granatowymi paskami na masce i piętnaście minut później byliśmy w jego mieszkaniu.

Mustang mi się podobał, bo był naprawdę słodki i powiedziałam mu to.

Jego uśmiech wskazał mi, że po to był ten Mustang.

Miał się podobał kobietom.

Nie patrzyłam na drogę.

Nie sprawdzałam, w której części miasta byliśmy, ani którędy jechaliśmy.

W jego mieszkaniu nawet przez sekundę nie rozglądałam się, nie analizowałam, nie chciałam go poznać ani zapamiętać.

Interesowała mnie tylko jego sypialnia, a właściwie łóżko.

Po drodze od drzwi jasnej, rozległej sypialni do dużego łóżka, które stało tam na samym środku, co zauważyłam nieco półprzytomnie, straciłam całe swoje ubranie.

Zrzuciłam je sama.

On też.

Sam zrzucił swoje.

Pieściliśmy się pospiesznie i łapczywie.

Jakbyśmy byli wygłodniali.

Oboje.

Uderzyłam tyłem łydek o metalową ramę łóżka.

A potem całkiem naga nagle upadłam tyłkiem na sprężysty materac i równie nagle miałam jego cudownie szczupłe biodra na wysokości twarzy, a właściwie oczu.

Nad tym widziałam genialnie umięśniony brzuch ze wspaniale zarysowanym, wyraźnym kaloryferem, który opinała gładka, opalona skóra.

A te biodra były doprawdy fantastyczne.

Nagie biodra z wyprężonym, pięknym kutasem.

Pięknym.

Bez widocznego nawet jednego włoska.

Ślinka napłynęła mi do ust.

Kształtem przypominał różową świecę z wąskim czubkiem, a od główki w dół był tak szeroki, że zastanawiałam się, czy zdołałabym go objąć palcami.

Musiałam spróbować.

Wyciągnęłam do niego rękę i zagryzłam bok wargi, patrząc pytająco w górę, by widzieć jego oczy.

Pozwolił mi niewerbalnie, a nawet zachęcił do tego, przyciągając lekko moją głowę do siebie dłonią w moich włosach.

Tylko trochę, żebym mogła widzieć.

Przysunął lekko swoje biodra do mojej twarzy i przyglądał się z góry.

Objęłam go dłonią i… och! miałam rację.

Nie dałam rady zacisnąć na nim palców.

Był bardzo gruby.

Tak!

Przeciągnęłam po nim (prawie) zaciśniętą pięścią w górę i w dół, i znowu w górę, wyciskając pierwszą kropelkę.

Postanowiłam go polizać.

Otoczyłam czubek językiem, delikatnie go smakując, ujęłam lekko wargami jego główkę, a potem przeciągnęłam językiem wzdłuż całego aż do jąder, które uniosłam palcami drugiej dłoni.

Na koniec przechyliłam na bok głowę i zębami przygryzłam delikatnie szewek między jądrami.

Pyszne.

Jęknął i wypiął mocniej biodra w moją stronę, ale zaraz potem pochylił się, więc straciłam kutasa z dłoni.

Popchnął mnie, więc opadłam na plecy na materacu, złapał mnie pod pachy i rzucił głębiej na łóżko.

Podskoczyłam, zanim wszedł na nie kolanem.

A potem on zajął się poznawaniem mojego ciała.

Niespiesznie.

Centymetr po centymetrze wodził po mnie dłońmi z długimi, ruchliwymi palcami oraz wargami i językiem.

Po ramionach, szyi, dekolcie, piersiach i żebrach.

Facet znał się na rzeczy.

Aż wiłam się pod nim.

Cudownie.

Oburącz głaskałam jego cudownie umięśnione, podniecające ramiona, na których bicepsy rysowały się wyraźnie, ale bez tych wkurzających żył, nadmiernie podkreślających ich moc.

Targałam jego jasne, miękkie włosy, badałam kark i piersi, a potem prowadziłam jego silne palce po mojej skórze.

Miał fantastyczne dłonie.

Kiedy zjechał z genialnymi pieszczotami swoich warg na mój płaski, wrażliwy brzuch, a długimi palcami na mokrą cipkę, nie wytrzymałam.

Potrzebowałam go.

Bardzo.

Jęknęłam cicho, wygięłam się w łuk i złapałam oburącz jego głowę, podnosząc ją tak, żeby widzieć jego piękne oczy.

- Daj mi go - powiedziałam niskim głosem, dudniącym z podniecenia, patrząc w nie stanowczo i z determinacją.

Nie miałam ochoty na przedłużanie i tak długiej gry.

Chciałam się pieprzyć.

Natychmiast.

Mój przekaz dotarł.

Uśmiechnął się drapieżnie pokazując zęby, odchylił się w bok, sięgnął ręką do szuflady w jego szafce nocnej i wyciągnął zapakowaną prezerwatywę.

Ukląkł między moimi rozłożonymi nogami.

Otworzył ją.

Potem dysząc z podniecenia patrzyłam, jak rozwijał ją na kutasie powolnym, starannym, wyćwiczonym ruchem, podtrzymując nasadę jedną ręką, a drugą rozwijając gumkę aż do końca.

Seksownie.

A potem nic nie widziałam, bo położył się na mnie, lekko z boku i oparł na prawym przedramieniu obok mojej głowy, więc widziałam tylko jego oczy.

Miał zielone oczy z miodowymi plamkami, które właśnie wtedy, w czasie kiedy był bardzo podniecony, zanikły.

Została tylko zielona obwódka, otaczająca całkiem czarną źrenicę.

A jego rzęsy były długie, czarne i bardzo kręcone.

Kurwa.

Jak on mi się cholernie podobał.

Kiedy tak myślałam, wygiął biodra i poczułam jego czubek między wilgotnymi wargami mojego najwrażliwszego miejsca.

Zaczął się wsuwać tak cholernie wolno, że otworzyłam szeroko usta i oczy i odgięłam głowę w poduszki za mną.

Napełniał mnie całą, aż do końca.

- Taaaak - jęknęłam z zachwytem.

Wypełnił mnie całkowicie, do ostatniego milimetra, rozprostował wszystkie fałdki.

Czułam go na całej długości.

Kurwa, jak ja lubiłam być taka wypełniona.

Tkwił tam i pulsował.

Rozłożyłam szerzej uda, a potem, żeby go zachęcić do ruchu, zarzuciłam pięty na jego tyłek.

Położyłam tam również dłonie.

Miał fantastycznie twardy, gładki tyłek z cudownymi dołkami w mięśniach, które właśnie wtedy zaczęły się poruszać, kiedy pompował we mnie.

Polizałam połączenie jego ramienia i szyi.

Smakował również fantastycznie.

Pieprzył mnie wolno, wsuwając się i wysuwając, jakby chciał mnie przyzwyczaić do siebie.

Nie potrzebowałam tego.

Był idealnie dopasowany i dokładnie tego potrzebowałam.

Zaczęłam wysuwać biodra, żeby wychodzić naprzeciwko jego ruchom, żeby czuć go głębiej, mocniej.

Przyspieszył.

Przygryzłam jego ucho.

Stęknął w moje włosy.

Rytm narastał.

Walił we mnie mocniej i szybciej.

I jeszcze trochę.

Pieprzyliśmy się przez chwilę gwałtownie i namiętnie, kiedy ja trzymałam jego plecy rękoma i nogami.

Czułam na piersiach i w dłoniach gorąco jego gładkiej skóry.

Idealnie gładkiej.

Nie tarł mnie, ale ślizgał się, do środka i na zewnątrz, jakby był stworzony do tego, żeby tam właśnie być.

To dotyczyło też innych części ciała.

Tam właśnie miały być.

Genialnie.

Już nie kontrolowałam swoich ruchów, ani podniecenia.

Odchyliłam głowę do tyłu, by wbić ją w poduszkę i wygięłam kręgosłup, by przycisnąć się bliżej niego.

Rozkosz wzbijała mnie na takie wyżyny, że nieokiełznany, gwałtowny orgazm ogarnął mnie w sposób, w jaki dotąd nie zdarzyło mi się go przeżywać.

Spektakularny.

Nieziemski.

Perfekcyjny.

Zaczęłam się miotać i krzyczeć.

Tak! Tak! Tak!

Wbiłam paznokcie w jego tyłek i drapałam go po żebrach, a on wydawał się to lubić, bo wbijał się jeszcze mocniej i gwałtowniej, aż stracił rytm i zamarł, wbił się jeszcze raz, drugi i przestał się ruszać.

Opierał się czołem o poduszkę obok mojej głowy, obejmowałam go nadal wszystkimi kończynami, ale czułam coraz mocniej jego ciężar.

Leżeliśmy tak razem i dyszeliśmy sobie w szyje, jak po szybkim biegu, sprincie, uspokajając się powoli.

Zastanawiałam się, czy chcę jeszcze.

Tak.

Chciałam.

Więc, kiedy Alex poszedł zrobić porządek z prezerwatywą, ja tylko położyłam się wygodniej na boku i odpoczywałam.

Zamknęłam oczy.

Nie patrzyłam na niego, kiedy szedł z łazienki.

Nie chciałam go zapamiętać.

Wrócił, położył się za moimi placami, przycisnął mnie ramieniem owijającym moją talię do swojego brzucha i tak leżeliśmy.

Ja z rękoma pod policzkiem, a on z ramieniem wokół mojej talii.

Zasnęłam.

Mniej więcej godzinę później, po pierwszym śnie, obudziło mnie jego przekręcanie się i odsuwanie.

Kiedy wyczuł, że nie śpię, wrócił brzuchem do moich pleców i zaczął mnie od tyłu pieścić obiema dłońmi po moim brzuchu i wygolonej, mokrej cipce.

Swoimi dłońmi prowadziłam jego ręce, żeby przekonał się, że ja również chcę kolejnego razu.

Czułam jego twardość na pośladku, ale nie odwróciłam się.

Pogłaskałam zachęcająco jego biodro.

Czekałam.

Bardziej poczułam niż usłyszałam, jak sięgał do szafki nocnej po gumkę.

Trwało to zaledwie parę sekund.

A potem…

Ustawił mnie na kolana, a właściwie rzucił mnie na nie i, kiedy byłam oparta na kolanach i rękach, gwałtownie wziął mnie od tyłu, bezpardonowo wbijając się, bez jakiejkolwiek zabawy, czy gry wstępnej (jakkolwiek chcecie to nazywać) wprost do środka.

Tak!

Byłam gotowa i to było dokładnie to, czego chciałam.

Rżnięcia.

Położyłam policzek i rozpostarte ramiona na poduszkach, więc czułam, jak sutki ocierały mi się o prześcieradło.

Pieprzył mnie szybko i mocno, pieszcząc przy tym palcami moją łechtaczkę tak wprawnie, że miałam drugi gigantyczny orgazm z nim w środku, zanim on osiągnął swoje spełnienie.

Błyskawicznie.

Również zanim jeszcze nawet się zorientowałam, że ja byłam tak mocno podniecona.

Oznajmiłam moje dojście krzykiem i wygięciem kręgosłupa w jego stronę, więc przycisnął ramieniem moje plecy do swojego brzucha.

Wykorzystał to do zmiany pozycji na bardziej wyeksponowaną.

Uklęknął ze mną (wciąż nabitą na niego) tak, żebym siedziała okrakiem na jego udach, kiedy on siedział na swoich łydkach na materacu.

Pieprzył mnie od tyłu, a ja mogłam się przekonać, że z jego łóżka było nas widać w olbrzymim lustrze, które stanowiło zasuwane drzwi szafy, zajmującej całą ścianę sypialni.

To było piękne.

Zarówno oglądanie, jak wchodził we mnie, jak i jego jasną głowę w tle moich ciemnych włosów, jego opalone dłonie z długimi palcami na moich jasnych piersiach.

Wszystko.

Oglądałam to.

Chociaż nie powinnam.

Bo cholernie mi się to podobało.

Wyginałam biodra w jego stronę, pchałam i wierciłam się, żeby chłonąć go mocniej i głębiej w siebie.

Trzymałam rękę nad głową, żeby pieścić jego włosy.

Przekręciłam się, żeby objąć jego głowę, czułam jego gorący oddech przy uchu, jego zęby na szyi i przez chwilę udawało mi się to, ale nie dałam rady długo tak się utrzymać.

To było zbyt dobre.

Tak dobre, że znowu zaczęłam dochodzić.

Nabijał mnie na siebie, trzymając jedną ręką moje biodro i drugą ręką dół moich żeber, a ja krzyczałam za każdym uderzeniem z niewyobrażalnej rozkoszy.

Kurewsko fantastycznej.

Nawet nie wiedziałam, że istnieje taka rozkosz.

Opuściłam ręce, wygięłam je do tyłu i wbiłam paznokcie w jego biodra, żeby się trzymać, żeby go przyciągać.

Jakbym nie chciała go stracić.

A potem znowu rozpadłam się na setki, miliony odłamków w kolejnym orgazmie, który był jeszcze większy i jeszcze bardziej wszechogarniający niż wcześniejsze.

Najwspanialszy.

Tak, ten facet bez wątpienia znał się na rzeczy.

A wtedy on drążył mnie jeszcze tylko przez krótką chwilę, ale nie utrzymał rytmu i sam również osiągnął spełnienie.

Ruszał się we mnie delikatnie, nie poruszając mną, a jedynie napinając swoje biodra, co odczuwałam jak najmilszą pieszczotę.

Trwaliśmy w tej pozycji przez kilka sekund, aż nasze oddechy spowolniły.

Potem położył mnie łagodnie i opiekuńczo na boku, pocałował w skroń, kiedy się wyciągał ze mnie, naciągnął na mnie kołdrę, wychodząc jednocześnie z łóżka i poszedł wyrzucić gumkę.

W trakcie tego zasnęłam.

Nie.

Straciłam świadomość.

*****

Zawsze budziłam się wcześnie.

Nawet bardzo wcześnie.

Tak samo było tego dnia.

Obudziłam się, kiedy noc, widoczna za niezasłoniętym oknem, była jeszcze dość ciemna, ale pierwszy blask świtu zaczął się już przebijać się przez zachmurzone niebo nad górami Wasatch.

Pierwszym, co zobaczyłam była naga, nieowłosiona, pięknie wysklepiona, umięśniona, szczupła, męska klatka piersiowa.

Alex.

Kurwa.

Przypomniałam sobie.

Musiałam spadać.

Nie spojrzałam w jego twarz.

Nie potrzebowałam przypominania sobie, jak bardzo był przystojny.

Mogłabym chcieć więcej.

A to byłoby niebezpieczne.

Ostrożnie podniosłam się, odwróciłam, wyszłam z łóżka, pozbierałam swoje rzeczy z podłogi i naga poszłam do korytarzyka, a stamtąd do salonu.

Znalazłam swoją torebkę i ubierałam się cicho w pospiechu.

Uciekałam.

Nie rozglądając się nadmierne włożyłam majtki, spodnie, skarpetki, koszulkę i rozejrzałam się za krzesłem.

Usiadłam na brzegu jakiegoś fotela.

Założyłam moje różowe snickersy i wstawałam z fotela, kiedy coś, co stało na stoliku obok, przykuło mój wzrok.

Gówno.

Ramka ze zdjęciem.

Był na nim Alex z piękną, blondwłosą, pięknie opaloną dziewczyną, którą w jednoznaczny sposób tulił do swojego przodu.

Zakochani.

Jej skroń była wtulona w jego policzek.

Oboje byli wpatrzeni w obiektyw.

Oboje byli szczęśliwie uśmiechnięci.

Kurwa.

Poczułam palenie w przełyku.

Jakby trochę mnie umarło.

Jeszcze jeden dupek do kolekcji.

Właściwie nie powinno mnie to ani trochę obchodzić, bo przecież miałam go tylko na jedną noc.

To był tylko seks.

I nie chciałam więcej.

Ale poczułam to.

I poczułam się mocno rozczarowana.

Co za palant.

Nie oglądając się już na nic przeczesałam włosy palcami i wyszłam, jak najciszej mogłam, delikatnie zatrzaskując za sobą drzwi.

Usłyszałam, jak kliknął zamek.

Na schodach, które prowadziły na zewnątrz rozejrzałam się za wskazówkami adresu.

Znalazłam nazwę ulicy i numer na czyjejś skrzynce pocztowej, a potem wyjęłam telefon.

Potrzebowałam taksówki.

Chciałam, jak najszybciej zostawić go za sobą.

Pójść dalej.

*****

Alex

Alex obudził się, kiedy słońce, przebijające się właśnie przez chmury, zaczęło zaglądać w jego okno i oślepiło go.

Kurwa.

Nie zaciągnął rolet poprzedniego dnia.

Zapomniał.

Zawsze to robił, bo okna jego sypialni wychodziły na wschód i świt go budził, jeśli dzień był słoneczny.

Wtedy sobie przypomniał i otworzył oczy.

Sophie.

Waśnie teraz rano przypomniał sobie skąd znał zapach jej perfum, a był to zapach drzewa sandałowego.

Kojarzył mu się z czymś dobrym.

Bardzo dobrym.

Miss Rosie.

Wciąż czuł ten zapach na poduszce obok.

Balsamiczny, zmysłowy, kobiecy zapach podkreślający jednoczesną słodycz, seksualność i zdecydowanie Sophie.

To, co intuicyjnie wyczuwał w niej od pierwszego spojrzenia przez rozedrgany półmrok klubu nocnego.

Była piękna.

Kiedy zobaczył przez półmrok klubu te czarne, lśniące włosy, spływające grubymi falami na plecy, chciał ją poznać.

Ale gadała z jakimś dużym kolesiem, który zaraz potem odpłynął do blondynki z dużymi cyckami.

Alex obserwował brunetkę.

Wyglądało na to, że była sama, a tamten był jej kumplem albo coś.

Kiedy się odwróciła, Alex mimo odległości zobaczył wyraźnie jej ciemne, duże oczy, prosty nos i oliwkową, chociaż jasną cerę.

Złapał jej spojrzenie i wiedział, że może ją mieć.

Kiedy sutki jej dużych, sterczących piersi zaczęły być widoczne przez koszulkę, a na dodatek oblizała sugestywnie usta, nie wahał się dłużej.

Jakby przyciągnął go magnes.

Brunetki nie były normalnie w jego guście.

Ona była.

Podszedł i zagadał.

Patrzyła mu prosto w oczy, więc zobaczył, że jej oczy były brązowe, inteligentne i piękne, a kiedy wstała przekonał się, że była zaledwie z dziesięć centymetrów niższa od niego, a jej biodra były cudownie krągłe.

Kiedy wreszcie miał ją nagą, przekonał się jeszcze, że jej piersi były jędrne, skóra jedwabista, a tyłek zabójczy.

Myśląc o tym, leżał i słuchał.

Było cicho.

Co do cholery?

Spiął się.

Przekręcił się na wznak.

Był sam.

Dziwne.

Wstał i nago poszedł jej szukać po swoim mieszkaniu.

W kuchni było pusto.

Kuchenka była zimna.

Jak również ekspres do kawy.

W jego łazience nie było ani śladu po tym, żeby tej nocy w ogóle była tam jakaś kobieta, albo ktokolwiek inny.

Zmarszczył brwi.

Przypomniał sobie poprzedni wieczór, więc wiedział, po prostu wiedział, że nie powinien był niczego oczekiwać, bo ona niczego mu nie obiecywała.

Tylko to.

Chciała seksu.

I wzięła to sobie.

Gówno.

Alex się z czymś takim jeszcze nie spotkał.

Zwykle nie zabierał zarywanych w barach cipek do siebie do domu, bo potem miał z nimi same pieprzone problemy.

Pieprzył je i zwykle chciał się ich pozbyć, a jeśli były w jego domu, wyproszenie ich bywało kłopotliwe i wiązało się z płaczem albo ciskaniem się.

Te, które zostawały na dłużej po tygodniu przestawały mieć złudzenia.

Wtedy też ich się pozbywał.

Chciał tylko seksu, więc to brał.

Jeden raz lub kilka.

Sophie była zupełnie inna i wiedział to od samego początku.

Wiedziała, czego chce i umiała mu to powiedzieć.

Krótko i treściwie.

Patrzyła mu prosto w oczy, nie ściemniała, obietnica jej oblizywanych ust nie była czcza, sterczące przez koszulkę sutki również mówiły prawdę.

Była słodka, gorąca i namiętna.

Chciała tylko seksu.

Więc to był tylko seks.

Alex nie wiedział, czemu czuł się rozczarowany.

Może dlatego, że to był naprawdę cholernie fantastyczny seks, a on nie znał nawet jej nazwiska.

Więc będzie musiał zadowolić się tą jedną nocą.

Nawet jak bardzo, bardzo chciałby więcej.

Usiadł w fotelu, przegarnął włosy i jego wzrok padł na ramkę z zapomnianym zdjęciem jego i Angeli.

Kurwa.

Nie potrzebował teraz tego przypomnienia.

Złapał je i cisnął przez pokój.

Usłyszał brzęk rozbijanego szkła.

Zwiesił głowę i sekundę później westchnął.

Mieszkał sam, więc również sam będzie musiał to posprzątać.


 

3 komentarze: