Prolog
W pewnym klubie
nocnym w Edgemont
Było
tuż przed północą.
-
Soph, słuchaj, może tak byś sobie coś znalazła… - mówił do mnie stłumionym
pomrukiem Sammy, pochylając się w moją stronę i zerkając na cycatą blondynę,
która uśmiechała się do niego kokieteryjnie z drugiego końca baru - albo spadaj
do domu, bo my wszyscy mamy trochę tego dla siebie.
Byłam
pewna, że blondyna mnie nie zauważała.
Widziała
tylko ogromne ciało Sammy’ego.
Sammy
był bowiem duży we wszystkie strony.
Ogromny.
Był
również przystojny, jeśli ktoś lubił ten typ urody.
Miał
nieco kanciastą szczękę, ocienioną zbyt rzadko golonym, ciemnym zarostem i
inteligentne, chociaż leniwie patrzące, brązowe oczy, które osadzone były
głęboko w ciemnej oprawie.
Sammy
był moim brygadzistą, w małej firmie budowlanej, którą założyłam parę lat temu,
ale dopiero teraz powoli się rozkręcała.
Pracował
dla mnie od roku, a od kilku miesięcy zrobiłam go brygadzistą, bo był naprawdę
dobry w tym, co robiliśmy.
Był
kompetentny, odpowiedzialny i nie mówił zbyt dużo.
Niestety
bardzo lubił kobiety, a zwłaszcza
cycate blondynki.
Nie
miałabym nic przeciwko temu, żeby się ustatkował.
Pozostali
faceci, z którymi pracowaliśmy byli nowi i jak do tej pory zmieniali się, przychodzili
i odchodzili, ale miałam wrażenie, że z obecnych jednego czy dwóch bym
zatrudniła na dłużej.
Sammy
pomagał mi zarówno w ocenie ich przydatności do pracy (umiejętności, solidności
itp.), jak i w przekonywaniu do pozostania w firmie tych, którzy rokowali
nadzieję na dobrą współpracę.
-
Jest okej, Sammy - powiedziałam do niego, odwrócona przodem do baru, jednocześnie
płacąc barmanowi za swojego kolejnego drinka - Poradzę sobie, idź i baw się
dobrze.
-
Dobra, szefowo - mruknął mój facet od brudnej roboty - jakby coś to dzwoń. Może
odbiorę.
-
Idź już - mruknęłam.
Machnęłam
przy tym na niego brodą, żeby pokazać mu, w którą stronę ma spadać (do
cycatki).
-
Unikaj kłopotów - rzucił Sammy, co było trochę słodkie z jego strony, ale zaraz
obejrzał się znowu na blondi i wyszczerzył do niej zęby.
-
Nara - mruknęłam i również się uśmiechnęłam, czego już nie zauważył.
I
odleciał.
Racja.
Może
nawet trochę się mną opiekował.
Może
trochę się o mnie martwił.
Ale raczej, jak podejrzewałam, by nie odebrałby
telefonu ode mnie (lub kogokolwiek innego), bo było doskonale widać, że napalił
się na te cycki i nie chciałby, żeby cokolwiek mu przerywało.
Cholernie
napalony.
Jak
oni wszyscy.
Oblewaliśmy
właśnie w tym klubie zakończenie budowy i wypłatę z mojego pierwszego całkiem
samodzielnego projektu.
Poprzednio
budowałam domy, które zaprojektowali inni architekci we współpracy z innymi
firmami budowlanymi i starałam się wybić.
Wyrobić
sobie markę i zdobyć klientów.
Pokazywałam
ludziom swoje projekty, rozmawiałam z innymi podczas fazy przygotowawczej,
obserwowałam i… uczyłam się.
Ten
dom był inny.
Sama
go zaprojektowałam (wymyśliłam i narysowałam), sama wystarałam się o wszelkie
pozwolenia i zgody, sama dopilnowałam, żeby wszystko było zgodnie z projektem i
regułami.
Zamawiałam
materiały, robiłam kosztorys i potem pilnowałam budżetu.
Najważniejszą
częścią było to, że sama uzgodniłam wszystko z klientem, rozmawiając z nim
wielokrotnie i sama później przyjęłam wszystkich inspektorów (cholernie
upierdliwych) i zdobyłam zezwolenia.
Dom
był do zamieszkania.
Nadal
świętowanie odbywało w gronie facetów, którzy dla mnie pracowali, a nie w
gronie moich przyjaciół.
Nie
miałam przyjaciół.
Z
rodzicami miałam wypić lampkę wina kiedyś później.
Wiedziałam,
że to docenią.
Nie
byłam odstawiona, bo przyjechałam tutaj tylko po to, żeby napić się z nimi, a
nie na zarwać jakiegoś żałosnego dupka, jak wszyscy ci kolesie zarywający laski
w barach.
Nie
potrzebowałam tego.
Miałam
na sobie zwykłe (chociaż obcisłe) dżinsy, buty kowbojskie na niskim obcasie i
koszulkę w kolorze czerwonego wina z czarnymi literami na biuście to tylko ja.
Wypiłam
już kilka drinków, głównie wódki z tonikiem, ale nie byłam bardzo pijana, a co
najwyżej na rauszu.
Miałam
lekki szmerek.
Mogłabym
wypić więcej, dużo więcej.
Wiedziałam
to.
Zdarzało
mi się.
Nie
przyjechałam tu jednak własnym samochodem (bo chciałam wypić), więc byłam skazana na facetów lub taksówkę.
Chciałam
jednak, żeby moi podwładni dobrze się bawili, żeby odreagowali i odczuli to, że
ich doceniałam.
Zasłużyli
na to.
Więc
zdecydowałam się na taksówkę.
Pierwszy
odfrunął Will, mój hydraulik, którego może chciałabym zatrzymać w firmie na
dłużej, ale który bardzo lubił się zabawić i niezwykle często pakował się z różnymi
kobietami w kłopoty (z których nawet ja go już dwa razy wyciągałam), których
one nie były nawet warte.
Był
bardzo przystojny i wiedział o tym, ale nie potrafił utrzymać jednej cipki,
albo może nie chciał, a nie wszystkie szczerze przyznawały się do tego, czy są
w związku, kiedy zaczynały z nim coś.
Pozostali
byli z nami tak krótko, że nie znałam ich i nie wiedziałam, na co mogą sobie
pozwolić, a poza tym nie czuli się wobec mnie zobowiązani, więc jeden po drugim
odpływali w miarę zauważanych damskich dekoltów.
Sammy
był ostatnim z grupy, który przy mnie wytrwał i, jak podejrzewałam, zrobił to tylko
z poczucia przyzwoitości, a trochę dlatego, że naprawdę długo razem
pracowaliśmy.
Więc,
kiedy wystartował po upolowane przez siebie cycki, nawet nie westchnęłam, bo
wiedziałam, jak będzie, zanim tu dotarliśmy.
Ostatecznie
wszyscy odłączyli ode mnie mrugając sugestywnie, żebym się nie obraziła, a
tylko Sammy zagadał na ten temat.
Nie
obraziłabym się.
Od
zawsze pracowałam z facetami,
studiowałam z facetami (bo taki wybrałam kierunek) i wychowywałam się z
facetami.
A
przynajmniej od dwunastego roku życia, kiedy boleśnie przekonałam się, że nie
warto rozmawiać, a nawet kłócić się z dziewczynami.
Znałam
sposób myślenia chłopaków i facetów.
I
ich potrzeby.
Nie
rozumiałam natomiast sposobu myślenia babek i nigdy w swoim życiu nie miałam
grona przyjaciółek.
Dlatego
właśnie zwykle chodziłam do wszelakich barów lub klubów w towarzystwie znanych
mi facetów i tam piłam jak oni, chociaż może nie to, co oni i nie tyle, co oni.
Byliśmy
kumplami.
Gadaliśmy
o dupach Maryni, bo traktowali mnie jak kumpla i nie krępowali się tym, o
sporcie, który mnie nie interesował, chociaż, przez osłuchanie się, znałam go,
ale najczęściej gadaliśmy o trwających w okolicy budowach, bo to była nasza
konkurencja.
Faceci
pomagali mi w realizacji mojego marzenia o budowaniu domów jednorodzinnych, bo mieli
to marzenie również w sobie, chociaż ich wyglądało nieco inaczej niż moje.
Takich
(z zapałem) pracowników do mojej firmy wyszukiwałam stopniowo i z namysłem i
takich, którzy mi odpowiadali, zatrzymywałam w niej.
Więc
rozumieliśmy się wzajemnie.
W
tej konkretnej chwili jednak to nie było dla mnie jakimś nadmiernie szczęśliwym
splotem wydarzeń, bo oni odlecieli, a ja nie.
Żałowałam
trochę (ale naprawdę tylko trochę), że mój młodszy brat niedawno się hajtnął i był
szczęśliwym młodym tatuśkiem, nawet jak naprawdę kochałam mojego małego
bratanka.
I
może również tego, że mój, kochany i zwykle wyrozumiały tata był (jak zwykle) w
kolejnej trasie z budową jakiegoś systemu nawadniającego, nawet jeśli to
oznaczało, że realizował swoją pasje i zarabiał dla siebie i mojej mamy na
spełnianie jej wszystkich marzeń.
Albo
coś.
Może
znaleźliby w sobie odrobinę współczucia i trochę więcej czasu, żeby mnie
dostarczyć samochodem do mojego domu rodzinnego.
Właśnie.
Ukończyłam
college już jakiś czas temu, mieszkając w kampusie, kiedy to byłam w pełni
samowystarczalna i odpowiedzialna za siebie, a do tego od paru lat miałam
własną firmę, a której zarządzałam kilkoma mężczyznami, ale…
Mieszkałam
z rodzicami w ich domu (znowu) i naprawdę, naprawdę
nie miałam najmniejszej ochoty tłumaczyć się mojej mamie skąd wracam w środku
nocy taksówką.
Była
moją najlepszą i jedyną przyjaciółką, zawsze dużo jej mówiłam (chociaż nie wszystko),
bo zawsze dużo rozmawiałyśmy, ale martwiłaby się bardzo, że ciągle jestem sama.
Najlepiej
byłoby, żeby nigdy, przenigdy nie
wiedziała, że wracam do domu samotnie w środku nocy.
Czymkolwiek
i skądkolwiek.
Westchnęłam.
Pomyślałam
o tym, o czym myślałam już od pewnego czasu.
Musiałam
się od nich wyprowadzić.
Potrzebowałam
jakiegoś mieszkania.
Jakiegokolwiek,
byle własnego.
Samodzielności.
Wzięłam
do ręki oszronioną szklankę z wódką z tonikiem, którą barman postawił przede
mną jakiś czas temu i odwróciłam się na stołku barowym przodem do sali.
Klub
miał obniżoną część do tańca, zabawy, gdzie kłębił się tłum ludzi i podwyższoną
część barową, oddzieloną od tamtej barierką z chromowanych rurek, gdzie
ludziska siedzieli na krzesłach przy stolikach lub, jak ja, stołkach przy barze.
Z
boku baru były schodki, którymi można było dostać się na parkiet.
Z
drugiego boku drzwi, które prowadziły do toalet i „tylko dla personelu”.
Oparłam
się jednym łokciem o bar za moimi plecami, a drugą miałam zwieszoną ze szklanką
nad kolanem i popatrzyłam z niechęcią na podskakujący tłum ledwo widoczny w
drgających, przytłumionych światłach dyskotekowych i w ogóle nie słyszalny
przez ogłuszającą, dudniącą muzykę.
Wszystko
pulsowało.
Nawet
moje ciało.
Nie
miałam ochoty na zabawę.
Lubiłam
czasem poskakać w dzikim rytmie, dać się porwać tej swobodnej energii, ale nie
tym razem.
Na
takie wyprawy w męskim gronie, kiedy mieliśmy po prostu wypić kilka głębszych, wybieraliśmy
raczej puby, zajazdy, bary lub takie jakieś miejsca, gdzie można było wypić,
coś zjeść, ale nie zależało nam na tańcach.
Ale
ten lokal był nowy, otwarty nie tak dawno i jeszcze nieznany, był po drodze
tam, dokąd akurat jechaliśmy, więc weszliśmy, chociażby po to, żeby zobaczyć,
jak wyglądał.
Wypić
kolejkę za powodzenie firmy można było wszędzie, więc, kiedy jeden z chłopaków
zaproponował wejście tu, zgodziłam się.
Tutaj
jednak ludzie byli nowi, przypadkowi, jak my i byli taką dziwną mieszaniną
typów, że nie miałam nadziei na znalezienie kogoś sensownego.
Ani
do zabawy, ani do rozmowy.
Byłam
zrezygnowana.
Doszłam
do wniosku, że dopiję tego ostatniego drinka, a potem wyjdę poszukać taksówki.
I
wypieprzę do domu.
Wtedy
go zobaczyłam.
Klub
właściwie mógłby przestać istnieć.
Był
sam.
Stał
w kącie części barowej klubu, za stolikami i patrzył wprost na mnie.
Był
wysoki i szczupły.
Strzelisty.
Zgrabny.
Z
szerokimi ramionami okrytymi zieloną koszulką, wąskimi biodrami, które
fantastycznie opinały ciemne dżinsy.
Proporcjonalny.
Nawet
z daleka wyglądało na to, że był wyższy ode mnie o dobre dziesięć centymetrów,
co było niezłym osiągnięciem, bo nie byłam mała.
Miał
jasne, lekko kręcące się włosy i urodę adonisa, a jego ciało przywodziło na
myśl utytułowanego lekkoatletę.
Lub
pływaka.
Był
super przystojny.
W
moim typie.
Był
zadbany, jak na mężczyznę: miał gładko ogoloną szczękę, był starannie ostrzyżony,
chociaż nie wyczesany, ale najbardziej rzuciło się mi w oczy to, że miał bardzo
ciemną, wyrazistą oprawę oczu.
Widziałam
głównie te oczy.
Skierowane
wprost na mnie.
O
Boże!
Poczułam,
że sutki mi stwardniały i zaczęły podniecająco ocierać się o materiał koszulki,
pod którą nie miałam stanika.
Nie
miałam również nic na niej, więc bez wątpienia zaczęły być dobrze widoczne
nawet z tak daleka, jak on był.
Między
nogami miałam istną powódź.
Chciałam
go.
Bardzo.
Oblizałam
wargi.
Ruszył
w moją stronę.
Kiedy
wymijał ludzi, krzesła i stoliki, jego ruchy były płynne, zdecydowane, a jego
wzrok mnie nie opuszczał.
Jak
polujący kot.
Drapieżnie.
Zwykle
nie reagowałam na facetów.
Nie
ulegałam ich gównianym zaczepkom, taniemu podrywowi, również zwykle nie
pozwalałam sobie wciskać kitu.
Byłam
odporna.
Uodporniona
przez lata ich towarzystwa i słuchania ich tekstów, bardzo często zwróconych do
innych kobiet.
Ten facet nie
musiałby się wysilać.
W
ogóle.
Chciałam
go, jeszcze zanim się odezwał.
Zdecydowałam.
Nie
miałam tego od roku.
Postanowiłam
dać sobie trochę tego w tę jedną noc.
Tylko
seks.
Jedna
noc.
Dlatego
patrzyłam cały czas na niego, idącego między stolikami w moją stronę i zaczęłam
się lekko uśmiechać, kiedy bardziej się do mnie zbliżył.
-
Hej, mała - zaczął od razu po tym, jak był w zasięgu głosu.
-
Hej, przystojniaku - odparłam nieco zalotnie.
Przeszedł
na bok i stanął przy wolnym stołku przy mnie.
-
Taka piękna kobieta, jak ty nie powinna siedzieć sama przy barze - dorzucił
natychmiast tekst, który innym razem potraktowałabym, jako nic nie znaczący,
tani podryw.
Miał
bardzo miły głos.
Niski,
nieco chropowaty, seksowny.
-
Chyba, że chce siedzieć sama - rzuciłam równie oryginalnie i pociągnęłam
resztkę drinka ze swojej szklanki.
-
Mam odejść? - spytał podnosząc wysoko brwi.
-
Jak odejdziesz, to możesz stracić - zasugerowałam.
-
A jak zostanę, co mogę zyskać? - spytał z kokieteryjnym błyskiem w oku.
Tak.
Podrywacz.
-
Sophie - przedstawiłam się i wyciągnęłam do niego rękę.
Działałam
bez owijania w bawełnę.
-
Alex - odparł i ujął moją dłoń w zdecydowanym, ale nie bardzo silnym uścisku.
Tak,
mogłam go sobie wziąć na jedną noc.
Usiadł
na stołku obok mnie.
-
Co pijesz? - zapytał.
-
Wódka z tonikiem - podniosłam moją szklankę.
-
Jeszcze jedną? - rzucił i podniósł rękę na barmana.
-
Myślę, że mi wystarczy - mruknęłam.
Zamówił
sobie piwo.
Rozmawialiśmy
potem jeszcze luźno przez jakiś czas, kiedy ja ostatecznie jednak wypiłam
jeszcze jednego drinka, za którego uparł się zapłacić.
Czemu
nie.
Zgodziłam
się.
On
pił tylko to piwo prosto z butelki i miałam wrażenie, że było to jego jedyne
piwo przez cały wieczór.
Jasne.
Nie
zapytałam, czy często tam przychodził, a i on nie pytał o to, więc było
oczywiste, że oboje nie zamierzamy się ponownie spotkać.
Jedynymi
naszymi tekstami były te, które dotyczyły drinków, muzyki, towarzystwa (żeby
się upewnić, że żadne z nas nie miało żadnego) i… pogody.
Potem
dosyć szybko, bez lawirowania, czajenia się, zeszliśmy na tematy dojazdu do
domu, zaproszenia i skierowaliśmy się w stronę wyjścia.
Sammy
z blondyną gdzieś zniknęli.
Innych
dawno już nigdzie nie widziałam, ale też nie szukałam.
Więc
po prostu…
Zabrałam
swoją brązową skórzaną kurtkę i dałam się wyprowadzić z klubu.
A
potem wsiedliśmy oboje do jego niebieskiego Mustanga Shelby z wyścigowymi granatowymi
paskami na masce i piętnaście minut później byliśmy w jego mieszkaniu.
Mustang
mi się podobał, bo był naprawdę słodki i powiedziałam mu to.
Jego
uśmiech wskazał mi, że po to był ten Mustang.
Miał
się podobał kobietom.
Nie
patrzyłam na drogę.
Nie
sprawdzałam, w której części miasta byliśmy, ani którędy jechaliśmy.
W
jego mieszkaniu nawet przez sekundę nie rozglądałam się, nie analizowałam, nie
chciałam go poznać ani zapamiętać.
Interesowała
mnie tylko jego sypialnia, a właściwie łóżko.
Po
drodze od drzwi jasnej, rozległej sypialni do dużego łóżka, które stało tam na
samym środku, co zauważyłam nieco półprzytomnie, straciłam całe swoje ubranie.
Zrzuciłam
je sama.
On
też.
Sam
zrzucił swoje.
Pieściliśmy
się pospiesznie i łapczywie.
Jakbyśmy
byli wygłodniali.
Oboje.
Uderzyłam
tyłem łydek o metalową ramę łóżka.
A
potem całkiem naga nagle upadłam tyłkiem na sprężysty materac i równie nagle miałam
jego cudownie szczupłe biodra na wysokości twarzy, a właściwie oczu.
Nad
tym widziałam genialnie umięśniony brzuch ze wspaniale zarysowanym, wyraźnym
kaloryferem, który opinała gładka, opalona skóra.
A
te biodra były doprawdy fantastyczne.
Nagie
biodra z wyprężonym, pięknym kutasem.
Pięknym.
Bez
widocznego nawet jednego włoska.
Ślinka
napłynęła mi do ust.
Kształtem
przypominał różową świecę z wąskim czubkiem, a od główki w dół był tak szeroki,
że zastanawiałam się, czy zdołałabym go objąć palcami.
Musiałam
spróbować.
Wyciągnęłam
do niego rękę i zagryzłam bok wargi, patrząc pytająco w górę, by widzieć jego
oczy.
Pozwolił
mi niewerbalnie, a nawet zachęcił do tego, przyciągając lekko moją głowę do
siebie dłonią w moich włosach.
Tylko
trochę, żebym mogła widzieć.
Przysunął
lekko swoje biodra do mojej twarzy i przyglądał się z góry.
Objęłam
go dłonią i… och! miałam rację.
Nie
dałam rady zacisnąć na nim palców.
Był
bardzo gruby.
Tak!
Przeciągnęłam
po nim (prawie) zaciśniętą pięścią w górę i w dół, i znowu w górę, wyciskając
pierwszą kropelkę.
Postanowiłam
go polizać.
Otoczyłam
czubek językiem, delikatnie go smakując, ujęłam lekko wargami jego główkę,
a potem przeciągnęłam językiem wzdłuż całego aż do jąder, które uniosłam
palcami drugiej dłoni.
Na
koniec przechyliłam na bok głowę i zębami przygryzłam delikatnie szewek między
jądrami.
Pyszne.
Jęknął
i wypiął mocniej biodra w moją stronę, ale zaraz potem pochylił się, więc
straciłam kutasa z dłoni.
Popchnął
mnie, więc opadłam na plecy na materacu, złapał mnie pod pachy i rzucił głębiej
na łóżko.
Podskoczyłam,
zanim wszedł na nie kolanem.
A
potem on zajął się poznawaniem mojego ciała.
Niespiesznie.
Centymetr
po centymetrze wodził po mnie dłońmi z długimi, ruchliwymi palcami oraz wargami
i językiem.
Po
ramionach, szyi, dekolcie, piersiach i żebrach.
Facet
znał się na rzeczy.
Aż
wiłam się pod nim.
Cudownie.
Oburącz
głaskałam jego cudownie umięśnione, podniecające ramiona, na których bicepsy
rysowały się wyraźnie, ale bez tych wkurzających żył, nadmiernie podkreślających
ich moc.
Targałam
jego jasne, miękkie włosy, badałam kark i piersi, a potem prowadziłam jego silne
palce po mojej skórze.
Miał
fantastyczne dłonie.
Kiedy
zjechał z genialnymi pieszczotami swoich warg na mój płaski, wrażliwy brzuch, a
długimi palcami na mokrą cipkę, nie wytrzymałam.
Potrzebowałam
go.
Bardzo.
Jęknęłam
cicho, wygięłam się w łuk i złapałam oburącz jego głowę, podnosząc ją tak, żeby
widzieć jego piękne oczy.
-
Daj mi go - powiedziałam niskim głosem, dudniącym z podniecenia, patrząc w nie stanowczo
i z determinacją.
Nie
miałam ochoty na przedłużanie i tak długiej gry.
Chciałam
się pieprzyć.
Natychmiast.
Mój
przekaz dotarł.
Uśmiechnął
się drapieżnie pokazując zęby, odchylił się w bok, sięgnął ręką do szuflady w jego
szafce nocnej i wyciągnął zapakowaną prezerwatywę.
Ukląkł
między moimi rozłożonymi nogami.
Otworzył
ją.
Potem
dysząc z podniecenia patrzyłam, jak rozwijał ją na kutasie powolnym, starannym,
wyćwiczonym ruchem, podtrzymując nasadę jedną ręką, a drugą rozwijając gumkę aż
do końca.
Seksownie.
A
potem nic nie widziałam, bo położył się na mnie, lekko z boku i oparł na prawym
przedramieniu obok mojej głowy, więc widziałam tylko jego oczy.
Miał
zielone oczy z miodowymi plamkami, które właśnie wtedy, w czasie kiedy był
bardzo podniecony, zanikły.
Została
tylko zielona obwódka, otaczająca całkiem czarną źrenicę.
A
jego rzęsy były długie, czarne i bardzo kręcone.
Kurwa.
Jak
on mi się cholernie podobał.
Kiedy
tak myślałam, wygiął biodra i poczułam jego czubek między wilgotnymi wargami
mojego najwrażliwszego miejsca.
Zaczął
się wsuwać tak cholernie wolno, że otworzyłam szeroko usta i oczy i odgięłam
głowę w poduszki za mną.
Napełniał
mnie całą, aż do końca.
-
Taaaak - jęknęłam z zachwytem.
Wypełnił
mnie całkowicie, do ostatniego milimetra, rozprostował wszystkie fałdki.
Czułam
go na całej długości.
Kurwa,
jak ja lubiłam być taka wypełniona.
Tkwił
tam i pulsował.
Rozłożyłam
szerzej uda, a potem, żeby go zachęcić do ruchu, zarzuciłam pięty na jego
tyłek.
Położyłam
tam również dłonie.
Miał
fantastycznie twardy, gładki tyłek z cudownymi dołkami w mięśniach, które
właśnie wtedy zaczęły się poruszać, kiedy pompował we mnie.
Polizałam
połączenie jego ramienia i szyi.
Smakował
również fantastycznie.
Pieprzył
mnie wolno, wsuwając się i wysuwając, jakby chciał mnie przyzwyczaić do siebie.
Nie
potrzebowałam tego.
Był
idealnie dopasowany i dokładnie tego
potrzebowałam.
Zaczęłam
wysuwać biodra, żeby wychodzić naprzeciwko jego ruchom, żeby czuć go głębiej,
mocniej.
Przyspieszył.
Przygryzłam
jego ucho.
Stęknął
w moje włosy.
Rytm
narastał.
Walił
we mnie mocniej i szybciej.
I
jeszcze trochę.
Pieprzyliśmy
się przez chwilę gwałtownie i namiętnie, kiedy ja trzymałam jego plecy rękoma i
nogami.
Czułam
na piersiach i w dłoniach gorąco jego gładkiej skóry.
Idealnie
gładkiej.
Nie
tarł mnie, ale ślizgał się, do środka i na zewnątrz, jakby był stworzony do
tego, żeby tam właśnie być.
To
dotyczyło też innych części ciała.
Tam
właśnie miały być.
Genialnie.
Już
nie kontrolowałam swoich ruchów, ani podniecenia.
Odchyliłam
głowę do tyłu, by wbić ją w poduszkę i wygięłam kręgosłup, by przycisnąć się
bliżej niego.
Rozkosz
wzbijała mnie na takie wyżyny, że nieokiełznany, gwałtowny orgazm ogarnął mnie
w sposób, w jaki dotąd nie zdarzyło mi się go przeżywać.
Spektakularny.
Nieziemski.
Perfekcyjny.
Zaczęłam
się miotać i krzyczeć.
Tak!
Tak! Tak!
Wbiłam
paznokcie w jego tyłek i drapałam go po żebrach, a on wydawał się to lubić, bo
wbijał się jeszcze mocniej i gwałtowniej, aż stracił rytm i zamarł, wbił się
jeszcze raz, drugi i przestał się ruszać.
Opierał
się czołem o poduszkę obok mojej głowy, obejmowałam go nadal wszystkimi
kończynami, ale czułam coraz mocniej jego ciężar.
Leżeliśmy
tak razem i dyszeliśmy sobie w szyje, jak po szybkim biegu, sprincie, uspokajając
się powoli.
Zastanawiałam
się, czy chcę jeszcze.
Tak.
Chciałam.
Więc,
kiedy Alex poszedł zrobić porządek z prezerwatywą, ja tylko położyłam się
wygodniej na boku i odpoczywałam.
Zamknęłam
oczy.
Nie
patrzyłam na niego, kiedy szedł z łazienki.
Nie
chciałam go zapamiętać.
Wrócił,
położył się za moimi placami, przycisnął mnie ramieniem owijającym moją talię do
swojego brzucha i tak leżeliśmy.
Ja
z rękoma pod policzkiem, a on z ramieniem wokół mojej talii.
Zasnęłam.
Mniej
więcej godzinę później, po pierwszym śnie, obudziło mnie jego przekręcanie się
i odsuwanie.
Kiedy
wyczuł, że nie śpię, wrócił brzuchem do moich pleców i zaczął mnie od tyłu pieścić
obiema dłońmi po moim brzuchu i wygolonej, mokrej cipce.
Swoimi
dłońmi prowadziłam jego ręce, żeby przekonał się, że ja również chcę kolejnego
razu.
Czułam
jego twardość na pośladku, ale nie odwróciłam się.
Pogłaskałam
zachęcająco jego biodro.
Czekałam.
Bardziej
poczułam niż usłyszałam, jak sięgał do szafki nocnej po gumkę.
Trwało
to zaledwie parę sekund.
A
potem…
Ustawił
mnie na kolana, a właściwie rzucił mnie na nie i, kiedy byłam oparta na
kolanach i rękach, gwałtownie wziął mnie od tyłu, bezpardonowo wbijając się,
bez jakiejkolwiek zabawy, czy gry wstępnej (jakkolwiek chcecie to nazywać)
wprost do środka.
Tak!
Byłam
gotowa i to było dokładnie to, czego
chciałam.
Rżnięcia.
Położyłam
policzek i rozpostarte ramiona na poduszkach, więc czułam, jak sutki ocierały
mi się o prześcieradło.
Pieprzył
mnie szybko i mocno, pieszcząc przy tym palcami moją łechtaczkę tak wprawnie,
że miałam drugi gigantyczny orgazm z nim w środku, zanim on osiągnął swoje
spełnienie.
Błyskawicznie.
Również
zanim jeszcze nawet się zorientowałam, że ja
byłam tak mocno podniecona.
Oznajmiłam
moje dojście krzykiem i wygięciem kręgosłupa w jego stronę, więc przycisnął ramieniem
moje plecy do swojego brzucha.
Wykorzystał
to do zmiany pozycji na bardziej wyeksponowaną.
Uklęknął
ze mną (wciąż nabitą na niego) tak, żebym siedziała okrakiem na jego udach,
kiedy on siedział na swoich łydkach na materacu.
Pieprzył
mnie od tyłu, a ja mogłam się przekonać, że z jego łóżka było nas widać w
olbrzymim lustrze, które stanowiło zasuwane drzwi szafy, zajmującej całą ścianę
sypialni.
To
było piękne.
Zarówno
oglądanie, jak wchodził we mnie, jak i jego jasną głowę w tle moich ciemnych
włosów, jego opalone dłonie z długimi palcami na moich jasnych piersiach.
Wszystko.
Oglądałam
to.
Chociaż
nie powinnam.
Bo
cholernie mi się to podobało.
Wyginałam
biodra w jego stronę, pchałam i wierciłam się, żeby chłonąć go mocniej i
głębiej w siebie.
Trzymałam
rękę nad głową, żeby pieścić jego włosy.
Przekręciłam
się, żeby objąć jego głowę, czułam jego gorący oddech przy uchu, jego zęby na
szyi i przez chwilę udawało mi się to, ale nie dałam rady długo tak się
utrzymać.
To
było zbyt dobre.
Tak
dobre, że znowu zaczęłam dochodzić.
Nabijał
mnie na siebie, trzymając jedną ręką moje biodro i drugą ręką dół moich żeber,
a ja krzyczałam za każdym uderzeniem z niewyobrażalnej rozkoszy.
Kurewsko
fantastycznej.
Nawet
nie wiedziałam, że istnieje taka
rozkosz.
Opuściłam
ręce, wygięłam je do tyłu i wbiłam paznokcie w jego biodra, żeby się trzymać,
żeby go przyciągać.
Jakbym
nie chciała go stracić.
A
potem znowu rozpadłam się na setki, miliony odłamków w kolejnym orgazmie, który
był jeszcze większy i jeszcze bardziej wszechogarniający niż wcześniejsze.
Najwspanialszy.
Tak,
ten facet bez wątpienia znał się na rzeczy.
A
wtedy on drążył mnie jeszcze tylko przez krótką chwilę, ale nie utrzymał rytmu
i sam również osiągnął spełnienie.
Ruszał
się we mnie delikatnie, nie poruszając mną, a jedynie napinając swoje biodra,
co odczuwałam jak najmilszą pieszczotę.
Trwaliśmy
w tej pozycji przez kilka sekund, aż nasze oddechy spowolniły.
Potem
położył mnie łagodnie i opiekuńczo na boku, pocałował w skroń, kiedy się
wyciągał ze mnie, naciągnął na mnie kołdrę, wychodząc jednocześnie z łóżka i
poszedł wyrzucić gumkę.
W
trakcie tego zasnęłam.
Nie.
Straciłam
świadomość.
*****
Zawsze
budziłam się wcześnie.
Nawet
bardzo wcześnie.
Tak
samo było tego dnia.
Obudziłam
się, kiedy noc, widoczna za niezasłoniętym oknem, była jeszcze dość ciemna, ale
pierwszy blask świtu zaczął się już przebijać się przez zachmurzone niebo nad
górami Wasatch.
Pierwszym,
co zobaczyłam była naga, nieowłosiona, pięknie wysklepiona, umięśniona, szczupła,
męska klatka piersiowa.
Alex.
Kurwa.
Przypomniałam
sobie.
Musiałam
spadać.
Nie
spojrzałam w jego twarz.
Nie
potrzebowałam przypominania sobie, jak bardzo był przystojny.
Mogłabym
chcieć więcej.
A
to byłoby niebezpieczne.
Ostrożnie
podniosłam się, odwróciłam, wyszłam z łóżka, pozbierałam swoje rzeczy z podłogi
i naga poszłam do korytarzyka, a stamtąd do salonu.
Znalazłam
swoją torebkę i ubierałam się cicho w pospiechu.
Uciekałam.
Nie
rozglądając się nadmierne włożyłam majtki, spodnie, skarpetki, koszulkę i
rozejrzałam się za krzesłem.
Usiadłam
na brzegu jakiegoś fotela.
Założyłam
moje różowe snickersy i wstawałam z fotela, kiedy coś, co stało na stoliku
obok, przykuło mój wzrok.
Gówno.
Ramka
ze zdjęciem.
Był
na nim Alex z piękną, blondwłosą, pięknie opaloną dziewczyną, którą w
jednoznaczny sposób tulił do swojego przodu.
Zakochani.
Jej
skroń była wtulona w jego policzek.
Oboje
byli wpatrzeni w obiektyw.
Oboje
byli szczęśliwie uśmiechnięci.
Kurwa.
Poczułam
palenie w przełyku.
Jakby
trochę mnie umarło.
Jeszcze
jeden dupek do kolekcji.
Właściwie
nie powinno mnie to ani trochę obchodzić, bo przecież miałam go tylko na jedną
noc.
To
był tylko seks.
I
nie chciałam więcej.
Ale
poczułam to.
I
poczułam się mocno rozczarowana.
Co
za palant.
Nie
oglądając się już na nic przeczesałam włosy palcami i wyszłam, jak najciszej
mogłam, delikatnie zatrzaskując za sobą drzwi.
Usłyszałam,
jak kliknął zamek.
Na
schodach, które prowadziły na zewnątrz rozejrzałam się za wskazówkami adresu.
Znalazłam
nazwę ulicy i numer na czyjejś skrzynce pocztowej, a potem wyjęłam telefon.
Potrzebowałam
taksówki.
Chciałam,
jak najszybciej zostawić go za sobą.
Pójść
dalej.
*****
Alex
Alex
obudził się, kiedy słońce, przebijające się właśnie przez chmury, zaczęło
zaglądać w jego okno i oślepiło go.
Kurwa.
Nie
zaciągnął rolet poprzedniego dnia.
Zapomniał.
Zawsze
to robił, bo okna jego sypialni wychodziły na wschód i świt go budził, jeśli
dzień był słoneczny.
Wtedy
sobie przypomniał i otworzył oczy.
Sophie.
Waśnie
teraz rano przypomniał sobie skąd znał zapach jej perfum, a był to zapach drzewa
sandałowego.
Kojarzył
mu się z czymś dobrym.
Bardzo
dobrym.
Miss
Rosie.
Wciąż
czuł ten zapach na poduszce obok.
Balsamiczny,
zmysłowy, kobiecy zapach podkreślający jednoczesną słodycz, seksualność i zdecydowanie
Sophie.
To,
co intuicyjnie wyczuwał w niej od pierwszego spojrzenia przez rozedrgany
półmrok klubu nocnego.
Była
piękna.
Kiedy
zobaczył przez półmrok klubu te czarne, lśniące włosy, spływające grubymi
falami na plecy, chciał ją poznać.
Ale
gadała z jakimś dużym kolesiem, który zaraz potem odpłynął do blondynki z
dużymi cyckami.
Alex
obserwował brunetkę.
Wyglądało
na to, że była sama, a tamten był jej kumplem albo coś.
Kiedy
się odwróciła, Alex mimo odległości zobaczył wyraźnie jej ciemne, duże oczy,
prosty nos i oliwkową, chociaż jasną cerę.
Złapał
jej spojrzenie i wiedział, że może ją mieć.
Kiedy
sutki jej dużych, sterczących piersi zaczęły być widoczne przez koszulkę, a na
dodatek oblizała sugestywnie usta, nie wahał się dłużej.
Jakby
przyciągnął go magnes.
Brunetki
nie były normalnie w jego guście.
Ona
była.
Podszedł
i zagadał.
Patrzyła
mu prosto w oczy, więc zobaczył, że jej oczy były brązowe, inteligentne i
piękne, a kiedy wstała przekonał się, że była zaledwie z dziesięć centymetrów
niższa od niego, a jej biodra były cudownie krągłe.
Kiedy
wreszcie miał ją nagą, przekonał się jeszcze, że jej piersi były jędrne, skóra
jedwabista, a tyłek zabójczy.
Myśląc
o tym, leżał i słuchał.
Było
cicho.
Co
do cholery?
Spiął
się.
Przekręcił
się na wznak.
Był
sam.
Dziwne.
Wstał
i nago poszedł jej szukać po swoim mieszkaniu.
W
kuchni było pusto.
Kuchenka
była zimna.
Jak
również ekspres do kawy.
W
jego łazience nie było ani śladu po tym, żeby tej nocy w ogóle była tam jakaś
kobieta, albo ktokolwiek inny.
Zmarszczył
brwi.
Przypomniał
sobie poprzedni wieczór, więc wiedział, po prostu wiedział, że nie powinien był niczego oczekiwać, bo ona niczego mu
nie obiecywała.
Tylko
to.
Chciała
seksu.
I
wzięła to sobie.
Gówno.
Alex
się z czymś takim jeszcze nie spotkał.
Zwykle
nie zabierał zarywanych w barach cipek do siebie do domu, bo potem miał z nimi same
pieprzone problemy.
Pieprzył
je i zwykle chciał się ich pozbyć, a jeśli były w jego domu, wyproszenie ich
bywało kłopotliwe i wiązało się z płaczem albo ciskaniem się.
Te,
które zostawały na dłużej po tygodniu przestawały mieć złudzenia.
Wtedy
też ich się pozbywał.
Chciał
tylko seksu, więc to brał.
Jeden
raz lub kilka.
Sophie
była zupełnie inna i wiedział to od samego początku.
Wiedziała,
czego chce i umiała mu to powiedzieć.
Krótko
i treściwie.
Patrzyła
mu prosto w oczy, nie ściemniała, obietnica jej oblizywanych ust nie była
czcza, sterczące przez koszulkę sutki również mówiły prawdę.
Była
słodka, gorąca i namiętna.
Chciała
tylko seksu.
Więc
to był tylko seks.
Alex
nie wiedział, czemu czuł się rozczarowany.
Może
dlatego, że to był naprawdę cholernie fantastyczny
seks, a on nie znał nawet jej nazwiska.
Więc
będzie musiał zadowolić się tą jedną nocą.
Nawet
jak bardzo, bardzo chciałby więcej.
Usiadł
w fotelu, przegarnął włosy i jego wzrok padł na ramkę z zapomnianym zdjęciem
jego i Angeli.
Kurwa.
Nie
potrzebował teraz tego przypomnienia.
Złapał
je i cisnął przez pokój.
Usłyszał
brzęk rozbijanego szkła.
Zwiesił
głowę i sekundę później westchnął.
Mieszkał
sam, więc również sam będzie musiał to posprzątać.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej, koniecznie 😀
OdpowiedzUsuńCiekawy początek ❤️
OdpowiedzUsuń