Rozdział 9
Sophie
Trzy tygodnie
później
-
Alex - tłumaczyłam mu łagodnie po raz kolejny, głaszcząc delikatnie bok jego
szczęki - Ty jutro pracujesz, a i tak Sammy podał tam się za mojego partnera.
Tłumaczyłam ci.
Wiedziałam,
że mu się to nie podobało.
Nie
ufał temu, że Sammy się mną zajmie, że będzie ze mną cały czas.
Może
miał rację, ale przecież nie potrzebowałam tego.
Miałam
jechać na zdjęcie gipsu i, jeśli prześwietlenie wykazałoby, że wszystko było
dobrze, może wróciłabym sama do domu bez tego ciężaru.
Alex
byłby wolny.
Ja…
Ja
nie chciałam o tym myśleć.
-
Nie podoba mi się to - mruknął Alex po raz kolejny.
Była
środa wieczorem i byliśmy w moim łóżku po fantastycznym seksie, który nie
uspokoił Alexa.
Przez
te trzy tygodnie kilka dni spędziłam pod opieką kobiet, więc poznałam je dużo
lepiej i czułam się prawie jak jedna
z nich.
Dwa
razy zjadłam lunch z mamą Alexa, z czego raz Maggie zawiozła mnie na miejsce
spotkania, a Alice później z powrotem do domu.
Drugi
raz spędziliśmy czas we trójkę z Alex’em, kiedy to rozmowa dotyczyła dawnego
domu Alexa i jego rodziców, przy czym dowiedziałam się, że został on sprzedany
przez tatę Alexa po rozwodzie, żeby mama Alexa mogła kupić sobie apartament w
Downtown.
Czułam,
że ją pokochałam, ale bałam się tego, bo nie mogłabym jej mieć, jeśli to z jej
synem by nie wypaliło.
Mogłam
wtedy również stracić moje nowe przyjaciółki, bo były kobietami przyjaciół
Alexa.
Miałam
czego się bać.
Przez
te kilka tygodni pracowałam trochę na moim laptopie i prawie nauczyłam się nim
posługiwać prawą ręką, ale uważałam to za strasznie upierdliwe.
To
był jeden z powodów, dla których wprost nie mogłam doczekać się zdjęcia gipsu i
pełnej sprawności.
W
ubiegłym tygodniu byliśmy z Alex’em we dwójkę na koncercie Vito w Liberty Park.
Był
to ciepły wieczór, a potem ciepła noc na świeżym powietrzu we wspaniałej
atmosferze wśród tłumu osób doskonale się bawiących w swoim towarzystwie.
I
tyle.
Bo,
prawdę powiedziawszy, jako taka muzyka country rock nigdy nie była moją ulubioną.
Ale
słuchanie głosu mojego brata i patrzenie, jak tłum kołysał się w rytm jego
ballad, było zawsze niezapomnianym przeżyciem.
Uwielbiałam
to, że mój brat to miał.
Ludzi,
którzy doceniali jego talent.
A
dzień wcześniej zadzwonił, żeby mi powiedzieć (a właściwie wykrzyczeć, Włoch
jeden), że zostałam ciocią po raz trzeci.
Moja
najmniejsza bratanica miał na imię Lili i nie mogłam jej chwilowo zobaczyć, bo
miałam ten cholerny gips.
Uch!
Więc
dobrze, że następnego dnia miałam pojechać do szpitala z Sammy’m.
Z
dwóch powodów z Sammy’m.
Po
pierwsze Alex pracował tego dnia od szóstej rano, więc nie miał czasu.
Po
drugie, kiedy miałam zakładany gips, Sammy podał się za mojego partnera, żeby
nie mieć problemów z pilnowaniem mnie.
Dlatego
to on dostał przypomnienie o wizycie.
Więc
teraz leżałam na Alexie i, zamiast relaksować się po wspaniałym (jak zwykle -
co nie znaczyło, że się przyzwyczajałam) orgazmie, musiałam mu wyjaśniać
dlaczego nie chcę jechać na zdjęcie gipsu o jeden dzień później.
Mogło
się okazać, że to był nasz ostatni spokojny dzień we dwoje.
Chciałam
spokoju.
Żeby
mieć, co pamiętać.
Bałam
się.
Że
to ostatni taki dzień.
Oparłam
się na prawym przedramieniu, spojrzałam w piękne, zielone oczy Alexa tak długo,
jakbym chciała policzyć wszystkie miodowe plamki, a potem pocałowałam go w
usta.
Szkoda,
że broniłam mu ust podczas naszego pierwszego seksu.
Miałabym
więcej do pamiętania.
-
Nie martw się - szepnęłam - Ja wrócę do domu, ty wrócisz do domu i razem zjemy
kolację, aby to świętować.
Zobaczyłam
wtedy, jak jego oczy stają się łagodne i, pieprzyć mnie, ucieszyłam się, bo
pomyślałam, że może się pomyliłam, może jednak chciał ze mną zostać trochę dłużej.
Położyłam
się znowu na połączeniu jego ramienia i obojczyka i wpatrywałam się w jego nagą
pierś.
Potem
patrzyłam na swój gips i prawie żałowałam, że nie mogłam go mieć jeszcze o
tydzień dłużej.
Alex
mógłby się mną jeszcze opiekować.
Przecież
tak się umawialiśmy.
Tak
powiedział na początku.
Miał
być ze mną tak długo, jak bym tego potrzebowała.
Żadne
z nas nie złożyło deklaracji.
Nie
wiedziałam, co czuł Alex i nie byłam pewna tego, co ja czułam, nawet jeśli
podejrzewałam, że go kocham.
Po
prostu był taki wspaniały, że łatwo go było kochać.
Moja
lewa ręka z gipsem leżała tam, więc, kiedy ruszałam palcami, muskałam jego gładką
skórę.
Czułam,
jak jego oddech zaczął się uspokajać.
Potem,
po bardzo długiej chwili, moje myśli zaczęły dryfować.
A
potem, po jeszcze dłuższej chwili, zasnęłam.
*****
Siedem godzin
później
-
Alex - zajęczałam dochodząc po tym, jak Alex obudził mnie, żeby wykorzystać
ostatni raz, kiedy nie mogłam w pełni się poruszać.
Wziął
mnie szybko, więc wydawałoby się, że powinnam być na wpół śpiąca, ale rozbudziłam
się natychmiast, kiedy poczułam jego język na łechtaczce.
Jeszcze
dochodziłam, kiedy on ruszył się kilka razy i również doszedł.
Jęcząc
moje imię.
Wspaniałe
było to, że przyszły wyniki jego testów, więc wiedzieliśmy, że możemy być bez
prezerwatywy.
I
właśnie wlewał we mnie swoją rozkosz.
Co
było jeszcze wspanialsze.
-
Dzień dobry, mała - szepnął mi do ucha niskim, chrapliwym głosem, kiedy
poczułam, że jego oddech, podobnie jak mój, uspokoił się nieco, a on sam zaczął
mięknąć.
Uśmiechnęłam
się na to spóźnione powitanie.
Musiał
iść do pracy.
Co
było do bani, bo zostawałam w łóżku sama.
Ale
przynajmniej z uczuciem jego obecności między nogami.
Lubiłam
to.
*****
Cztery godziny
później
Czekaliśmy
z Sammy’m w poczekalni szpitala na wyniki mojego prześwietlenia.
Miałam
gołą rękę, którą czułam dziwnie lekką i chudą.
Nadal
miałam temblak.
Sammy
się niecierpliwił.
Wiedziałam,
że chciał jak najszybciej wrócić do pracy, bo zostawił chłopaków bez nadzoru,
chociaż każdy z nich znał się na swojej robocie.
A
poza tym Sammy nie lubił bezczynności.
Nie
winiłam go.
Ja
też tego nie lubiłam.
-
Pani Cammarata? - wywołał lekarz, stojący w drzwiach do jednego z gabinetów i
poderwałam się.
-
To ja - powiedziałam.
Poszłam
w jego stronę.
-
Zapraszam - wskazał ręką gabinet.
-
Proszę spocząć - powiedział, kiedy weszłam, słabo rejestrując, że Sammy nie
poszedł za mną.
-
Dziękuję - powiedziałam, usiadłam i czekałam na jego opinię, podczas, gdy on
oglądał zdjęcie na komputerze.
-
Wygląda na to, że ładnie się zrosło, ale, oczywiście, musi pani jeszcze uważać
na tę rękę - powiedział do mnie lekarz.
-
Mhm - mruknęłam, żeby dać mu znać, że słucham.
-
Tutaj ma pani skierowanie na rehabilitację - podał mi kartkę, a potem drugą - …a
tu jest napisane, jakie środki bezpieczeństwa powinna pani stosować.
Pielęgniarka założy pani tylko wielorazowy opatrunek uciskowy dla
zabezpieczenia ręki, który powinna pani nosić przez kolejny tydzień, ale należy
go zdejmować na noc.
-
Dobrze - mruknęłam, biorąc kartki do ręki.
-
A na dzisiaj to wszystko… - wreszcie uśmiechnął się - może pani wracać do domu.
Do widzenia.
-
Och - powiedziałam zaskoczona - Tak, dziękuję - uśmiechnęłam się do niego - Do
widzenia.
Wyszłam
z gabinetu, podeszłam do Sammy’ego, który wstał z krzesełka, widząc mój
uśmiech.
-
Możemy jechać? - spytał.
-
Tak, zaraz - powiedziałam mu.
Odwróciłam
się.
-
Tylko jeszcze pielęgniarka… - zaczęłam, ale pielęgniarka już szła w naszą
stronę z opatrunkiem.
Pomogła
mi go założyć na przedramię, zabrała ode mnie temblak, a potem uśmiechnęła się
i powiedziała, że możemy iść.
-
To idziemy, bo muszę wypieprzać do roboty - powiedział Sammy, a wtedy
pomyślałam, że przecież dam sobie już teraz radę sama.
-
Sammy… - powiedziałam mu - wezmę taksówkę. Jedź już.
-
Na pewno? - spytał, ale było widać, że tego chce.
-
Pewno - przytaknęłam - Dam radę.
Uśmiechnęłam
się do niego zapewniająco.
Znaliśmy
się już tak długo, że wiedział, że dam sobie radę ze wszystkim.
Dlatego
wyszliśmy razem ze szpitala, ale rozstaliśmy się tuż przy krawężniku, kiedy
Sammy poszedł do samochodu, a ja wyjęłam komórkę, żeby zadzwonić po taksówkę.
Nie
zdążyłam.
Kiedy
Sammy zniknął mi z zasięgu wzroku, obok mnie przy krawężniku zatrzymała się lśniąca,
czarna, ekskluzywna limuzyna Mercedes Klasy S.
Rozejrzałam
się.
Byłam
prawie na sto procent pewna, że w tej strefie nie było wolno parkować.
Popatrzyłam
na przyciemniane szyby auta.
Okno
pasażera z tyłu opadło i usłyszałam męski głos:
-
Pani Sophia Cammarata? Zapraszam do środka.
Zamarłam
w miejscu i spojrzałam w tamtą stronę.
Byłam
prawie na sto procent pewna, że nie
znałam nikogo, kto poruszałby się takim pojazdem.
-
Czy my się… - zaczęłam, ale nie ruszyłam się w jego stronę, a przerwałam z
innego powodu.
Podniosłam
głowę, kiedy zobaczyłam, że z przodu samochodu wysiadł kierowca w uniformie i
czapce z daszkiem, przeszedł do drzwi, które były tuż obok mnie i otworzył je.
-
Jest pani przyjaciółką Alexandra Whitmana - stwierdził głos z samochodu, a ja
znowu się zdziwiłam.
Wiedziałam,
że Alex nazywał się Whitman, bo poznałam jego mamę.
Nie
jednak byłam pewna, czy można było nas nazywać przyjaciółmi.
Skinęłam
głową.
-
Więc zapraszam - powtórzył głos.
Rozejrzałam
się niepewnie, spojrzałam na kierowcę, stojącego sztywno obok otwartych drzwi,
a potem wsiadłam.
To
znaczy, co innego miałam zrobić?
Chciałam
się też dowiedzieć, o co chodziło.
Na
tylnej kanapie siedział mężczyzna, który musiał
być ojcem Alexa.
Ta
sama sylwetka, kształt głowy, włosy.
Tylko
kształt i oprawę oczu Alex miał po mamie.
A
oczy tamtego patrzyły na mnie nieprzyjaźnie, oceniająco i zimno.
-
Dzień dobry - przedstawił się - jestem Arthur Whitman, ojciec Alexa.
-
Dzień dobry - przywitałam się ostrożnie.
-
John, jedziemy odwieźć panią Cammarata do jej domu - rzucił w stronę kierowcy,
a ja się zdumiałam.
Co
do cholery!
Wiedział,
gdzie mieszkałam?
Otrząsnęłam
się z tego.
-
Czy mogę się dowiedzieć, o co panu chodzi? - zapytałam wreszcie pewniejszym
głosem.
-
Tak - stwierdził stanowczo - …może pani. Chcę, żeby zerwała pani wszelką znajomość
z moim synem.
O,
kurwa!
W
życiu nie spodziewałabym się czegoś podobnego.
-
Nie jest pani dla niego odpowiednia - dodał, a ja się wyprostowałam.
Co
takiego?
Jak
on śmiał!
-
Słucham? - zapytałam z oburzeniem.
-
Osoba, która została relegowana ze
szkoły i była skazana na miesiąc poprawczaka za pobicie trzech koleżanek… - sycząc
pogardliwie ujawnił mi, ile o mnie wiedział - a potem przymusowo leczona
psychiatrycznie ze względu na wykazywaną agresję, nie jest odpowiednia dla
mojego syna.
O,
kurwa!
Milczałam
oszołomiona.
Więc
znał fakty.
Nadal
nie wiedziałam, czy znał wszystkie
fakty.
-
To było piętnaście lat temu - wskazałam cicho.
-
Co nie zmienia tego, że Alex nie będzie chciał mieć z panią nic wspólnego, jak
się o tym dowie - powiedział zimno ojciec Alexa.
-
Więc może niech on zdecyduje? - zasugerowałam.
-
A co powie pani na taki układ - zaczął tonem groźby, który nie spodobał mi się,
więc się przygotowałam - Ja nic nie ujawnię z tego, co wiem o pani i pani
bracie, w zamian za to, że zniknie pani z życia mojego syna.
O,
Boże!
-
O moim bracie? - wykrztusiłam.
Zakręciło
mi się w głowie.
-
Nawet pani nie wie, co można kupić w sieci, jak się ma znajomości i dużo
pieniędzy - zauważył, strzepując nieistniejący pyłek ze swojego kolana
odzianego w drogie spodnie od bardzo drogiego,
szarego garnituru.
Nie.
Nie
chciałam wiedzieć.
Milczałam
czując, jak do gardła podchodzi mi żółć.
Właściwie
już podjęłam decyzję.
-
One zrobiły wtedy zdjęcia - powiedział cicho ojciec Alexa, patrząc na mnie
uważnie - które teraz ujawnione mogłyby zainteresować kolegów syna pani brata
lub ich rodziców.
O, Boże!
Milczałam
przez chwilę, wyglądając przez okno i czując, jak wykrwawiam się po
bezpośrednim ciosie prosto w serce.
Wspomnienia
sprzed kilkunastu lat zaatakowały mój mózg.
Vito.
A
potem dotarło do mnie, że ojciec Alexa jednak nie wiedział wszystkiego.
-
To i tak nie ma znaczenia - powiedziałam wreszcie głuchym głosem - Alex i tak
dzisiaj miał się wyprowadzić ode mnie, bo mam zdjęty gips i będę już
samodzielna.
Taka
była prawda, nawet jeśli wciąż miałam
nadzieję na coś innego.
-
Dobrze - stwierdził ojciec Alexa - Ale proszę dopilnować tego, żeby w ogóle nie
spotykał się z panią. Już nigdy.
O
Boże!
Dopilnować?
-
Zgoda - mruknęłam - Kiedy przekaże mi pan wszystkie materiały?
-
Co? - teraz była kolej ojca Alexa na zdziwienie, chociaż brzmiał, jakby był
rozbawiony próbą walki z nim małego, nic nie znaczącego dziecka.
-
Jeśli mam nie spotykać się więcej z Alex’em, to chcę mieć pewność, że pan nie
użyje tych materiałów, które pan zebrał - wyjaśniłam.
Ojciec
Alexa zaśmiał się niewesoło.
-
Proszę jaka mądrala - mruknął do siebie.
Potem
uśmiechnął się pogardliwie.
-
Dobrze. Jak uzyskam pewność, że Alex więcej pani nie będzie chciał znać - dodał
zimnym tonem.
-
Jaką mam gwarancję… - spróbowałam jeszcze raz.
-
Nie ma pani żadnej - uciął zimno.
Zastanowiłam
się.
Mogłam
to na razie tak zostawić.
-
Dobrze - westchnęłam - Skończyliśmy?
Popatrzył
na mnie uważnie, a potem odwrócił się do kierowcy.
-
John, pani Cammarata wysiada - powiedział do niego i poczułam, że samochód
podjeżdża do krawężnika.
Kierowca
wysiadł, ale ja już zdążyłam złapać za klamkę i sama otworzyłam swoje drzwi.
Nie
pożegnałam się.
Kiedy
stał obok samochodu, wysiadłam, poprawiłam torebkę na ramieniu i ruszyłam
prosto przed siebie, nie oglądając się ani razu.
Okazało
się, że jesteśmy na ulicy niedaleko parkingu dla gości mojego kompleksu
mieszkalnego.
Więc
wiedział.
Przeszłam
szybkim krokiem na przełaj przez niego, nie widząc niczego i nie zauważając
nikogo.
Sama
nie wiedziałam, jak się dostałam do swojego mieszkania.
Musiałam
zrobić to, co musiałam zrobić.
Nawet
jeśliby mnie to miało zabić.
Najważniejsze
było zapewnienie bezpieczeństwa mojego brata.
Musiałam
go chronić.
Przed
tym wszystkim.
I
Alexa przede mną.
*****
Siedem godzin
później
Siedziałam
na kanapie i czekałam, aż Alex wejdzie przez moje drzwi po powrocie z pracy.
Nie
mieliśmy spróbować być razem.
Nie
miałam go powitać z radością.
Nie
czekała na niego kolacja.
Nic
z tego, na co zasługiwał.
Przy
wejściu do korytarza stały dwie torby z jego rzeczami, które zebrałam, chodząc
po moim mieszkaniu przez dwie godziny.
Jedna
była jego, którą przyniósł ze swoimi rzeczami miesiąc temu i czasem uzupełniał,
jeżdżąc do swojego mieszkania po kolejne ubrania.
A
druga była moja, ale musiałam jej użyć, bo jego rzeczy było tak dużo, że nie
zmieściłyby się do pierwszej.
Wcześniej
myślałam.
Myślałam
o tym, czy mogłam zrobić coś innego, niż to, co mi powiedziano.
A
potem myślałam o tym, że musiałam zrobić to, co mi powiedziano.
Myślałam
też o tym, jak miałam, do cholery, dopilnować
tego, żeby Alex mnie nie chciał, jeśli moje nadzieje jednak miałyby się ziścić.
Potem
płakałam.
Znalazłam
w praniu jego przepoconą koszulkę, zacisnęłam w pięści i przyłożyłam do twarzy.
Omójbosze!
Czemu
wcześniej nie zauważyłam tego, jak Alex pięknie pachniał.
Podniecająco.
Teraz,
kiedy miałam go nieuchronnie, bezpowrotnie stracić, dotarło do mnie, że woda po
goleniu, której używał, pięknie pachniała cytrusami, a jego pot miał męski, seksowny,
ostry aromat piżma.
Więc
tak.
Miałam
wcześniej nadzieję.
A
teraz ona umarła.
Nie
mogłam być egoistyczna i postarać się walczyć o niego, kiedy istniało
zagrożenie, że Vito za to zapłaci.
Tym
bardziej, że mogłoby się to odbić rykoszetem na Alexie.
Lepiej,
żeby poszedł dalej, znalazł sobie jakąś inną, dobrą kobietę, nie taką popapraną
wariatkę, jak ja i żył dobrym życiem.
Osunęłam
się na podłogę wzdłuż ściany pomieszczenia gospodarczego i zapłakałam,
wciskając twarz w brudną koszulkę Alexa.
Ojciec
Alexa miał rację.
Byłam wariatką.
Egoistką.
Płakałam
nad sobą i swoją utraconą szansą na coś dobrego.
Kiedy
się w końcu uspokoiłam, poszłam do sypialni i ukryłam tę koszulkę pod moją
poduszką.
Nie
zamierzałam jej oddawać.
A
potem usiadłam na kanapie i czekałam.
Aż
do teraz.
Kiedy
usłyszałam chrobotanie klucza w zamku, podniosłam się i ruszyłam w stronę drzwi.
Jak
lunatyczka.
Alex
wszedł, najpierw szybko spojrzał na mnie, na moją rękę bez gipsu i zaczął się
uśmiechać.
A
potem zobaczył moją minę i spojrzał na torby postawione na podłodze.
-
Hej, Sophie - powiedział niskim, ostrożnym głosem - Co…
-
Hej, Alex… - przerwałam mu nieswoim głosem, pokazując moją lewą rękę - mam zdjęty
gips. Już jestem sprawna. Już nie musisz się mną zajmować.
Milczał
przez sekundę, a przez jego oczy przeszło coś dziwnego.
Nie
mogłam tego rozszyfrować.
Nie
chciałam.
-
Nie przyszło ci do głowy - powiedział do mnie prawie surowo - …że ja chcę się tobą zajmować. Niezależnie od
tego, czy masz rękę w gipsie.
-
Nie - powiedziałam stanowczo - Nie potrzebuję cię już. Możesz się przenieść z
powrotem do siebie.
-
Sophie… - zaczął łagodnie i podszedł do mnie jeden krok.
Zacisnęłam
zęby.
Kurwa.
To
będzie trudniejsze, niż się spodziewałam.
Dasz radę, Sophie.
Cofnęłam
się o krok.
Spojrzał
na moje nogi i wyraz jego twarzy się zmienił.
To
było złe.
Zamarł
w miejscu i spojrzał ponownie na moją twarz.
Musiałam.
-
Nie pasujesz do mnie - powiedziałam i, do diabła, nie byłam z siebie dumna, że
potrafiłam być tak cholernie zimna.
-
Co? - szepnął.
-
Jesteś miękki - mówiłam lodowatym tonem swoje kłamstwa, kłamstwa, nad którymi
myślałam przez godziny - Maminsynek.
A ja lubię twardych mężczyzn. Męskich. Jestem samodzielna i po prostu biorę
sobie faceta, jak potrzebuję seksu. I tyle.
Zobaczyłam,
jak przez jego twarz przeniknął najpierw ból, który spowodował, że nóż, który
jego ojciec wbił w moje serce, przekręcił się, powodując więcej zniszczeń.
Nie
chciałam go zranić.
Ale
musiałam.
A potem w jego oczach błysnęła nienawiść, na jaką
zasłużyłam.
-
Tak - szepnął - Mam szczęście do suk.
Bolało.
Włożyłam
resztkę sił, jakie miałam w sobie w to, żeby nie pokazać tego, żeby utrzymać
się nieruchomo, bo chciałam pobiec do niego, przepraszać i mówić mu, że tak nie
myślałam.
Nie
mogłam.
Podszedł
do toreb, które stały przy ścianie, podrzucił na ramieniu tą, którą przyniósł z
pracy, wziął obie, które naszykowałam i poszedł do drzwi.
Nie
zaszczycił mnie więcej ani jednym spojrzeniem.
A
potem usłyszałam, jak wyszedł, zatrzasnął je i zbiegał po schodach.
Podeszłam
chwiejnie do drzwi i przekręciłam klucz w zamku.
W
potem osunęłam się po nich plecami i się rozpadłam.
Na
podłodze w korytarzu.
Bo
śmierć nadziei była gorsza niż jakakolwiek inna.
A
właśnie wtedy umarła moja nadzieja na coś naprawdę dobrego.
*****
Alex
Dwie godziny
później
Alex
siedział na kanapie w swoim mieszkaniu i pił szkocką ze szklanki.
Bez
lodu i wody.
Albo
miał zamiar.
Butelka
stała obok niego na podłodze, napełnioną szklankę trzymał w dłoni.
Nie
zaczął pić, bo nigdy jeszcze nie próbował tego remedium i nie wiedział, czy to
ma sens.
Tym
bardziej, że właściwie nie lubił whisky.
Bardziej
miał ochotę komuś wpierdolić.
Gówno.
Popieprzone
gówno.
Całe
jego życie.
Nie
był jej wart, wiedział o tym, ale wciąż miał nadzieję.
Chciał
myśleć o niej suka, tak, jak się
zachowywała, ale bardziej docierało do niego to, co powiedziała.
Że
nie był jej wart, nie pasował do niej.
Zadzwonił
jego telefon, a on automatycznie spojrzał na wyświetlacz, ale nie było nikogo,
z kim chciałby rozmawiać.
To
była jego mama.
Musiał
odebrać.
W
głowie zabrzmiał mu głos Sophie.
Maminsynek.
Zablokował
to.
-
Hej, mamo - przywitał się, starając się brzmieć łagodnie i pogodnie.
-
Witaj, Alex, synku - jego mama brzmiała na zatroskaną - Przepraszam, że dzwonię
tak późno. Powiedz mi, czy Sophie jest z tobą?
Alex
zacisnął palce na szklance.
-
Nie, mamo - wydusił - Rozstaliśmy się.
-
Och - szepnęła jego mama.
Po
sekundzie wahania wyjaśniła powód tej późnej rozmowy.
-
Widzisz… - jej głos był niepewny - Pamiętasz Ashley, tę moją koleżankę, z którą
twój tata nie pozwolił mi się spotykać.
Tak,
Alex pamiętał to.
Ashley
był taka niemądra, że chciała robić to, co lubiła, więc odrzuciła dziedzictwo
swoich rodziców i została pielęgniarką.
A
dla jego ojca liczyły się tylko pieniądze i władza.
-
Tak - mruknął.
-
Więc… Ona widziała dzisiaj pod jej szpitalem samochód twojego ojca.
Alex
spiął się.
Kurwa.
-
Sophie miała dzisiaj tam pojechać na zdjęcie gipsu? - spytała jego mama, nadal
brzmiąc niepewnie.
-
Tak - wydusił Alex.
Czyżby
było powiązanie między dzisiejszym zupełnie niezrozumiałym zachowaniem Sophie,
a jego ojcem?
Jeszcze
rano Alexowi wydawało się, że Sophie chce go, chce być z nim, że jej z nim
dobrze.
A
potem to powitanie, kiedy wrócił z pracy…
Alex
zacisnął zęby, wychylił się i odstawił szklankę na stolik z rozmachem, więc
bursztynowy płyn chlapnął na boki.
-
Mamo? - popchnął, kiedy w słuchawce panowała cisza.
-
Do samochodu twojego ojca - powiedziała szybko jego mama przez telefon - wsiadała
wysoka brunetka o typie urody, który, kiedy Ashley mi go opisała, przywiódł mi
na myśl Sophie. Ashley mówiła, że tamta wahała się, jakby jej coś groziło, więc
pomyślałam, no wiesz.
Kurwa!
Więc
to jego sprawka.
-
Proszę cię, synku… - zaczęła mama Alexa, ale on już nie słuchał.
-
Mamo, muszę kończyć - przerwał jej - Muszę porozmawiać z Sophie.
-
Dobrze, kochanie - szepnęła jego mama łagodnym tonem, a potem dodała - Lubię
ją.
Alex
zacisnął oczy.
Tak.
On
też ją lubił.
Może
nawet bardziej niż lubił.
-
Tak, mamo - powiedział - Do widzenia.
-
Do widzenia, kochanie - usłyszał jeszcze, a potem się rozłączył.
Natychmiast
wybrał numer Sophie.
Nie
odbierała.
Musiał
tam pojechać.
Zastanowił
się.
Znał
swojego ojca.
Jego
zwykłym sposobem osiągania tego, czego chciał, były wymuszenia i zbieranie
informacji, stanowiących „haki” na osoby, od których chciał coś uzyskać.
Jeśli
jego ojciec zaszantażował czymś Sophie, a było to dokładnie w jego stylu, to
mogła być w niebezpieczeństwie.
Albo
chciała przed czymś chronić jego.
Tak
mówił Vito.
Alex
słyszał co nieco o metodach działania swojego ojca od różnych ludzi.
Nie
chciał w to wierzyć, ale, z upływem czasu i a tym, jak zdobywał doświadczenie o
świecie, musiał przyjąć to do wiadomości.
Więc
mógł nie dać mu rady sam.
Potrzebował
pomocy.
Zdecydował
się i zadzwonił do kumpli.
Sophie
miała przyjaciółki, ale on też miał na kogo liczyć w razie problemów.
*****
Sophie
Godzinę później
Po
wylaniu bezsensownego morza łez na podłodze w korytarzu, zdecydowałam, że akcja
będzie dla mnie zdrowsza.
Musiałam
żyć dalej.
Więc
przeszłam jak huragan przez kuchnię i umyłam wszystko, co mogłam bez
rozbierania szafek.
Potem
wysprzątałam salon, ale natknęłam się tam na kartkę ze szkicem, zostawioną na
stoliku przez Alexa, bo uzupełniał ją po naszej rozmowie, bawił się w
przenoszenie na papier swojego wyobrażenia mojej wizji.
Projekt
domu, o którym mu opowiadałam.
Pięknie
narysowany.
Cudnie.
Poddałam
się i zostawiłam to.
Nie
mogłam walczyć bez sensu.
Pomyślałam,
że muszę mieć dużo siły, aby przeżyć następny dzień i następny, i następny, więc ten jeden dzień, jedną
noc, mogłam być słaba.
Odpuścić
sobie.
Rozebrałam
się, żeby pójść do łóżka, ale byłam brudna od gipsu i spocona.
Weszłam
pod prysznic i myłam się, ale kiedy zaczęłam myć włosy, przypomniałam sobie boski
dotyk palców Alexa na skórze mojej głowy.
O,
Boże!
Wszystko mi go
przypominało.
Oparłam
się obiema dłońmi o kafelki, pochylając się do przodu i dysząc, jakbym dostała
cios w brzuch i znowu zapłakałam.
Nie
wiedziałam, że mam w sobie tyle łez.
Kiedy
nie miałam siły stać, usiadłam gołym tyłkiem na dnie brodzika, podkuliłam nogi
do piersi, objęłam je ramionami i przycisnęłam czoło do kolan.
I
łkałam, jak małe, zagubione dziecko.
Jak
nie łkałam po stracie mamy.
Nie
łkałam po śmierci taty.
A
na pewno nie po zdradzie Paula.
Właśnie
dlatego nie usłyszałam, jak ktoś wszedł do mojego mieszkania, chodził po nim, a
potem wszedł do łazienki.
Krzyknęłam
ze strachu, kiedy woda przestała płynąć z prysznica i poderwałam głowę do góry.
I
zobaczyłam go.
Alex!
Nie
myślałam.
Zerwałam
się na równe nogi, prawie się przewróciłam, kiedy poślizgnęłam się w mokrym
brodziku i rzuciłam się na jego szyję.
Całkiem
zapomniałam, że jestem naga i mokra.
Liczyło
się tylko to, że Alex wrócił.
Alex
złapał mnie, wyciągnął spod prysznica, owinął ręcznikiem i, trzymając pod
kolanami i za plecami, zaniósł do sypialni.
Wtulałam
twarz w jego szyję i dygotałam, trzymając się rozpaczliwie, jakby był jedyną
siłą zdolną do utrzymania mnie przy życiu.
Bo
był.
A
potem sobie przypomniałam.
Zaczęłam
się odsuwać, ale mnie przytrzymał.
-
Alex - powiedziałam zachrypniętym głosem - musisz iść.
-
Nigdzie się nie wybieram - odparł.
O,
Boże!
Co
ja miałam zrobić, żeby poszedł, zostawił mnie i był bezpieczny.
-
Nie mogę… - zaczęłam, ale mi przerwał.
-
Sophie - powiedział poważnie - cokolwiek powiedział ci mój ojciec, czymkolwiek
cię szantażuje, to nie ma znaczenia.
-
Alex - jęknęłam, bo dowiedział się, albo domyślił, ale nadal nie wiedział
wszystkiego.
To
miało znaczenie.
-
Powiedz mi, Księżniczko - mruknął Alex.
Omójbosze!
Księżniczko!
Trzęsłam
się w jego objęciach, więc rozwinął mnie z mokrego ręcznika, wychylił się,
szarpnął, a potem zawinął mnie w suche prześcieradło i nadal trzymał na swoich
kolanach.
Wyprostowałam
się w jego objęciach, żeby się skupić.
Nie
mogłam spojrzeć mu w oczy.
Kiedy
bym mu powiedziała… jak dowiedziałby się, jaka naprawdę byłam, odszedłby,
zostawiłby mnie.
Ale
przecież…
Przecież
o to chodziło.
Tak
musiałam zrobić, żeby ich chronić.
Więc
tak.
Musiałam to zrobić.
Dasz radę, Sophie.
-
Ja… - wzięłam głęboki wdech, żeby nabrać odwagi - jak miałam jedenaście lat
pobiłam trzy koleżanki.
Przerwałam
i czekałam na reakcję Alexa, ale nie nadeszła.
O,
Boże!
Co
ja miałam zrobić?
Za
mało wiedział.
-
Tak mocno, że wylądowały w szpitalu - ciągnęłam dalej - więc ich rodzice złożyli
skargi. Już wcześniej miałam w szkole nagany, bo często biłam się z chłopakami.
Więc po tej sprawie relegowali mnie ze szkoły - brnęłam w to powoli,
sprawdzając reakcję Alexa, kontrolując, czy już wystarczy, czy jest gotów
odejść - Rodzice tych dziewczyn złożyli skargę, włączyła się policja. Potem
miałam sprawę w sądzie dla nieletnich. Dostałam wyrok, nieduży, ale bez
odwołania, więc miesiąc spędziłam w poprawczaku. A potem dostałam nakaz
leczenia psychiatrycznego w celu panowania nad agresją.
Alex
nadal nie reagował.
Gówno.
Jakby
czekał na więcej.
Jakby
wiedział, że to nie wszystko.
Ale
ja milczałam.
-
Sophie - powiedział delikatnie Alex - znam cię na tyle, że wiem, że nie
zrobiłabyś tego bez powodu.
To
było miłe z jego strony.
Ale…
Zagryzłam
bok dolnej wargi i odwróciłam głowę.
Tego nie mogłam mu
powiedzieć.
-
Czy to jest to, czym mój ojciec cię szantażuje? - spytał Alex - Ten powód.
Zrobiły coś, o czym nie chcesz mówić.
-
Nie mogę - bąknęłam.
-
Sophie, wiem, że chcesz kogoś chronić. Powiedz mi. Chodzi o mnie, czy o Vito? -
zapytał Alex.
Domyślił
się.
-
Muszę chronić Vito - szepnęłam.
Poczułam,
że Alex całkiem wyprostował się pode mną i jego ciało stwardniało tak, że było
jak skała.
-
Vito - mruknął.
-
Alex - znowu szepnęłam.
-
Co on zrobił? - zapytał Alex, a ja pomyślałam, że to źle zrozumiał.
Szarpnęłam
głową w bok, by zaprzeczyć.
-
On nic nie zrobił - wykrztusiłam wysokim głosem.
Dyszałam
ciężko.
Musiałam
to mu wytłumaczyć.
Bronić
mojego brata.
Skup się, Sophie.
Uspokoiłam
się trochę i zdecydowałam.
-
To nie on zrobił - wyjaśniłam cicho - To jemu
zrobiono.
-
Co? - w głosie Alexa zabrzmiało zdziwienie.
Dla
każdego to byłby szok.
A
Alex znał Vito i wiedział, że funkcjonował normalnie.
Mój
brat miał cudowną żonę, dzieci, dobre życie.
Dał
radę.
Nikt,
nikt kto go chociaż trochę znał, nie
domyśliłby się, jaką traumę przeżył w wieku siedmiu lat.
Co
mu zrobiły.
-
Miałam wtedy takie trzy koleżanki, które mnie nie lubiły. Bardzo - cicho wyjaśniłam
Alexowi - To było w Montanie. Chodziły ze mną na zajęcia, dokuczałyśmy sobie
wzajemnie, ale zauważyły, że odbija się ode mnie wszystko, co o mnie mówiły.
Znały mnie i wiedziały, jak bardzo byliśmy ze sobą zżyci, ja i Vito. Broniłam
go przed łobuzami, przychodził do mnie w czasie przerwy na lunch.
Odsunęłam
się lekko od ciała Alexa, bo to, co chciałam mu powiedzieć było bardzo trudne.
Najbardziej.
Pozwolił
mi na to, chociaż nie do końca.
Nadal
czułam jego dłoń na biodrze.
-
Postanowiły zemścić się na nim. One… dorwały go kiedyś po szkole i… zaciągnęły
do jakiejś piwnicy, rozebrały i… - wzięłam głęboki wdech, bo nadal miałam
trudności z opanowaniem wściekłości na to, czego się wtedy dowiedziałam.
Dasz radę, Sophie.
Skup się.
Wypuściłam
powietrze.
-
Vito przyszedł wtedy do domu zapłakany, brudny, dygoczący, w szoku, a rodziców
nie było - kontynuowałam szeptem - Opowiedział mi. Nigdy nikomu tego nie powiedzieliśmy. Zemściłam się, zapłaciłam za to, a
mój brat dał radę. Żyje.
Spojrzałam
bokiem na Alexa.
-
Twój ojciec powiedział, że one robiły wtedy zdjęcia - wyjawiłam mu - Odkupił
je. Chce je ujawnić. Zniszczyć go.
Zobaczyłam,
jak szczęki Alexa zaciskają się.
Mięśnie
tak mu zagrały, jakby miał sobie połamać zęby.
Musiałam
go uspokoić.
Ratować
go.
-
Alex, proszę cię - szepnęłam i przyłożyłam dłoń do jego policzka - Nic nie
zrobimy. Musimy przestać się widywać, to on odda mi wszystko.
Alex
milczał przez chwilę i przestraszyłam się.
O
Vito i o niego.
Jeśli
będzie próbował walczyć, jego ojciec coś mu zrobi.
Ale
zanim cokolwiek ja mogłam zrobić, odezwał się.
-
Sophie - powiedział niskim głosem, trzymając dłonią moje ramię - Cokolwiek ma. On ci tego nie odda. Dla
niego to walka o władzę. Nade mną. Nad tobą. On lubi panować, a ja się od niego
wyzwoliłem.
Patrzył
na mnie tak jakoś…
Z
determinacją.
-
Kiedy się spotkaliśmy pierwszy raz - wyznał, a ja ponownie wciągnęłam
powietrze, bo Alex nigdy, nigdy dotąd
nie mówił o sobie - byłem świeżo po rozstaniu z Angelą.
Po rozstaniu!
A
ja, wariatka, myślałam…
-
Była piękną, wymuskaną blondynką w typie cheerleaderki. Idealne ciało, zadbana,
zawsze dobrze ubrana - ciągnął głuchym głosem - I ja, głupi, myślałem, że to,
co mieliśmy było wyjątkowe. Że mnie kochała. A potem okazało się, że nie
odpowiadało jej to, że pracowałem jako strażak, bo chciała, żebym lepiej
zarabiał, chciała pieniędzy, więc za moimi plecami, nawet cholernie doskonale wiedząc,
że go nienawidzę, skontaktowała się z
moim pieprzonym ojcem, żeby mnie zatrudnił u siebie. Umówiła się z nim.
O,
Boże!
Ponownie
niechciane łzy zebrały mi się pod powiekami.
Dopiero
wtedy zrozumiałam, co ja najlepszego zrobiłam.
Powiedziałam
mu, że nie pasuje do mnie, jakbym chciała, żeby się zmienił.
-
Wtedy - kontynuował Alex, nie zauważając mojego szoku - miałby mnie pod obcasem,
w swojej władzy, więc był zachwycony.
Przyszedł do mnie i gratulował mi mądrej i wspaniałej narzeczonej. A, jak
odmówiłem przyjęcia tej pracy i zerwałem z nią, zarzuciła mi, że nie jestem nic
wart. Nie podobało jej się właściwie nic we mnie. Tylko wygląd. Powiedziała, że
znosiła to wszystko, bo myślała, ze wydorośleję. Że się zmienię. A ty…
-
Alex - jęknęłam, zdruzgotana tym, co mu o nim powiedziałam.
-
Nie, Sophie - przerwał mi łagodnie i złapał moją dłoń, by przyłożyć moje palce
do swoich warg, a potem opuścił ją do swojego serca i tam przycisnął - Wtedy.
Pamiętasz. Kiedy mówiłaś, co ci się we mnie podoba. Wymieniałaś to. To było jak objawienie. My pasujemy do siebie. Nigdy nie wierzyłem w to gówno, ale my jesteśmy sobie przeznaczeni.
O,
Boże!
Omójbosze!
Miałam
znowu płakać.
Nie.
Stanowczo
wystarczyło łez, jak na jeden dzień.
Więc
objęłam jego głowę dłońmi, przyciągnęłam do siebie jego usta i mocno go
pocałowałam.
Oddał
mi pocałunek i to było wspaniałe, gorące, ale przerwał go i odsunął się ode
mnie odrobinę.
-
Sophie. Chcę tego - warknął niskim głosem - ale nie teraz.
-
Okej - wydyszałam.
Nawet,
jak chciałam więcej, miał rację.
To
nie był dobry czas.
Chociaż
nie wiedziałam, co moglibyśmy zrobić.
-
Muszę zadzwonić - mruknął i wygiął się, żeby wyjąć telefon z tylnej kieszeni
dżinsów, które miał na sobie.
Zeszłam
z jego kolan, żeby znaleźć jakieś ubranie, chociaż początkowo wyglądało, jakby
nie chciał mnie puścić, bo zacisnął dłoń na moim biodrze.
Chodziłam
po sypialni w prześcieradle.
Wyjmowałam
części ubrania z szafy i komody i słuchałam jego rozmowy.
-
Mamo - zaczął i spojrzał na mnie - Przepraszam, że tak późno.
Słuchał.
-
Tak, jestem z Sophie - powiedział i uśmiechnął się do mnie, a ja zamarłam -
Wyjaśniliśmy sobie trochę. Miałaś rację, to on.
Patrzyłam,
jak Alex słuchał i wreszcie się ruszyłam, żeby naciągnąć na siebie koszulkę i
majtki.
-
Nie - Alex rzucił, patrząc teraz na swoje kolana - Mamo, wiem, że to trudne,
ale ty coś wiesz, a ja… muszę wiedzieć. Czym zmusiłaś go do takich ustępstw w
czasie rozwodu?
Znowu
słuchał, a ja wkładałam spodnie dresowe.
-
Mamo - mruknął - To nie jest ważne, że to mój ojciec. Jest dupkiem i robi
ludziom krzywdę. Muszę wiedzieć. Po
prostu mi powiedz.
A
potem patrzyłam, jak długo, bardzo długo słuchał w milczeniu tego, co mówiła do
niego mama, zwiesił głowę i zamknął oczy, bo to, czego się dowiedział było trudne.
Widziałam
to.
Podeszłam
do niego i położyłam mu rękę na ramieniu.
Chciałam
zabrać to od niego.
Objął
mnie w talii i przyciągnął do siebie.
Oparł
się ramieniem o mój brzuch.
Czułam
czubki jego palców kurczowo zaciskające się na mojej koszulce na plecach.
Czekałam.
-
Tak - wymamrotał Alex - Racja. Dzięki, mamo. Dobranoc.
Wyłączył
telefon i patrzył na niego przez chwilę, a ja czekałam.
Wreszcie
rzucił go na łóżko obok siebie, westchnął i wyprostował się.
-
Mój ojciec lubi młode kobiety - wyjaśnił mi głuchym głosem - Tak młode, że to
podpada pod pedofilię. Nastolatki. Mama ma dowody. Zdjęcia.
O
Boże!
Biedny
Alex.
Przyciągnęłam
dłonią w jego włosach jego głowę do siebie, a on odwrócił się tak, że czołem i nosem
zakopał się w moim brzuchu, ramionami obejmując moje biodra.
Nawet,
jak wiedziałam, że to było naprawdę, straszne, wręcz okropne, to czułam się nieco lepiej, bo byliśmy razem.
Trwaliśmy
przez chwilę.
Wreszcie
Alex się odsunął.
-
Muszę jeszcze zadzwonić - powiedział, ponownie wyciągając telefon.
Alex
dzwonił, a ja zastanawiałam się, co mogłabym zrobić, żeby uchronić jego i jego
mamę przed tym kutasem, jakim był najwidoczniej ojciec Alexa.
Nic
nie wymyśliłam.
A
później, niestety, Alex musiał wyjść.
*****
Nieco później
Wyjęłam
telefon i stałam niezdecydowana.
Powinnam
była to zrobić rok temu.
Albo
nawet wcześniej.
Ale
już było za późno, a przeciąganie tego nie zmieniłoby faktu, że zawaliłam
sprawę.
Westchnęłam
ciężko i wreszcie wybrałam numer, który miałam zapisany w mojej komórce od
wieków.
-
Halo? - usłyszałam w słuchawce ostrożny głos kobiety, która tak wiele zrobiła
dla mnie i mojego ojca w pierwszych miesiącach po śmierci mamy.
-
Maria? - powiedziałam - tu Sophie.
-
Sophie, Księżniczko - usłyszałam radość w jej głosie - Jak dobrze, że dzwonisz.
To Sophie! - krzyknęła do kogoś
innego.
Tak,
Maria bez wątpienia była ze swoją rodziną.
Zawsze
była blisko ze swoją rodziną.
Nawet
jak prowadziła nam dom, ciągle z kimś rozmawiała przez telefon, albo się
odwiedzali, albo planowali jakąś imprezę.
-
Opowiedz, co u ciebie - zażądała.
-
Nie, Maria - odmówiłam łagodnym głosem - Najpierw powiedz mi jak się czujesz.
Już wszystko dobrze z tym nowotworem?
-
Och, tak - powiedziała pogodnie - wycięli, co mieli wyciąć, a reszta poddała
się leczeniu i już teraz jest dobrze.
Nie
do końca wierzyłam, bo Maria zawsze starała się mnie chronić przed złymi
nowinami.
Ale
odpuściłam.
-
U mnie wszystko w porządku - powiedziałam jej - Właśnie zostałam ciocią po raz
trzeci. Vito ma już dwie córeczki i synka.
Usłyszałam
okrzyk radości, ale nie chciałam o tym opowiadać przez telefon, wolałam się
spotkać i pokazać zdjęcia.
Powiedziałam
to jej, a ona się zgodziła.
Też
się chciała ze mną spotkać.
-
Maria - powiedziałam w końcu cicho - poznałam kogoś.
-
Och, jak się cieszę, kochanie - powiedziała mi - opowiedz mi o nim.
Więc
opowiedziałam.
Nie
wiedziałam, czy wszystko, ale sama chyba wciąż nie wiedziałam wszystkiego.
*****
Alex
Nieco wcześniej,
nieco później
Żeby
wygrać z ojcem Alexa trzeba było sprytu i sekretów.
A
nikt nie był w tym lepszy niż David.
Alex
to wiedział.
Jego
kumpel był zawsze skryty, ale potrafił uratować swoją kobietę, kiedy ta była
prześladowana przez terrorystę.
Teraz
Sophie potrzebowała kogoś takiego.
Kiedy
Alex zadzwonił do niego od siebie z mieszkania, zaraz po rozłączeniu się z
mamą, i wyjaśnił Davidowi, o co chodziło, ten od razu zaproponował pożyczenie mu
samochodu, bo było oczywiste, że Mustang Alexa rzuca się w oczy.
Od
tego zaczęli.
David
przyjechał na umówione miejsce spotkania swoim szarym Grand Cherokee, wyjaśnił
Alexowi zasady bezpieczeństwa i powiedział, że poczeka na niego przy Mustangu,
aż Alex skończy rozmawiać z Sophie.
A
potem Alex wszedł do Sophie, używając klucza, którego nie oddał jej i przekonał
się, że Sophie kłamała, mówiąc mu okropne rzeczy, żeby ochronić jego i żeby ochronić jej brata.
Kiedy
zobaczył ją załamaną, prawie zdruzgotaną, skuloną w brodziku, w strugach wody,
wiedział.
Sophie
chciała z nim być.
Tak
naprawdę nie chciała go zranić.
Kłamała dla niego.
Więc
zaczął mieć nadzieję, że Sophie go kochała.
Bo
chciała go chronić tak, jak chroniła swojego brata.
Potem,
po ustaleniu, czym ojciec Alexa szantażował Sophie i po rozstaniu się z nią, porozmawiali
i David dał Alexowi namiary na kontakt z FBI.
To
byłby ich kolejny krok.
Konieczny.
Żeby
unieszkodliwić ojca Alexa, trzeba było go całkiem pokonać, absolutnie i bez
możliwości uwolnienia się przyprzeć go do muru, sprowadzić do parteru, wsadzić
do paki.
To
byłby trudne dla Sophie, bo musiałaby kłamać i lawirować, musiałaby spotkać się
z ojcem Alexa twarzą w twarz.
Ale
Alex wierzył w opanowanie i spryt Sophie.
Była
piękna, mądra i potrafiła zapanować nad swoim ciałem i umysłem.
Alex
nie znał drugiej takiej kobiety.
Była
wyjątkowa.
Chyba
się zakochał.
Ale
na razie musieli się ukrywać.
Więc
Alex wrócił do swojego mieszkania, by, po raz pierwszy od ponad miesiąca, spać
samotnie.
Co
sprawiło, że dodał jeszcze jedną rzecz do tych, za które nienawidził swojego
ojca.
Smutny rozdział ale ojciec to dupek :( dobrze że ma ratunek w mamie. Znając kolegów Davida znajdą na niego brudy :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń