sobota, 7 maja 2022

15 - Porozmawiaj ze mną

 

Rozdział 15

Porozmawiaj ze mną  

Alex

 

 

 

Kiedy Alex wyszedł po lunchu z mieszkania Sophie, nie wiedział, dokąd właściwie mógłby pojechać.

Musiał pomyśleć na spokojnie, bez kogoś, kto dawałby mu gówno za bycie kutasem, a wiedział, że był kutasem.

Nie mógł jechać do mamy, bo by się niepokoiła.

Nie chciał jechać do jakiegoś baru, bo skłoniłoby go to picia lub naraziło na podryw pustych cipek, z którymi dawno skończył.

Nie mógł i nie chciał jechać do żadnego z kupli, bo nie narazić się na pytania ich kobiet i z innych, oczywistych, powodów.

Więc pojechał do swojego studio.

Stał między swoimi obrazami i patrzył na nie bezmyślnie.

Na ten jeden szczególnie.

Twarz Sophie, kochana i piękna, w ujęciu jego dłoni.

Bezpieczeństwo.

To, czego nie umiał jej zapewnić.

Pogrążał się coraz bardziej i bardziej w swoich ciemnych myślach, kiedy zadzwonił jego telefon.

Spojrzał na wyświetlacz i zauważył, że to Sammy.

Westchnął.

Poprzedniego dnia opieprzył go za wypuszczenie Sophie z terenu budowy bez opieki i bez poinformowania go o tym.

Nie był pewien, czy miał ochotę słuchać tego, co zaufany pracownik Sophie miał mu do powiedzenia, bo to nie byłoby miłe, cokolwiek by to nie było.

I tak odebrał.

- Yo - mruknął Alex na powitanie.

- Alex - zwięźle przywitał się z nim Sammy.

- Co tam? - spytał Alex, chociaż nie chciał wiedzieć.

- Może zechcesz mi, do kurwy nędzy, powiedzieć - Sammy warczał na niego wściekle - co się dzieje między wami, że Soph chodzi jak martwa, mówi półgłosem, zamiast na mnie wrzeszczeć i przeprasza, że znalazła mój błąd?

- Co? - Alex zapytał, jakby nie rozumiał, chociaż doskonale wiedział, o czym mówił Sammy.

Sophie potrafiła być istnym wulkanem energii, kiedy była na budowie, a każdy detal sprawdzała kilka razy.

Dokładność postawienia każdego pieprzonego kątownika była dla niej sprawą życia i śmierci.

Potrafiła za drobny błąd nawrzeszczeć na swoich pracowników tak, że Alex (a usłyszał to tylko raz) uznał, że to cud, że z nią pracują.

Ale, najwidoczniej, lubili to.

I martwili się.

Sammy był lojalny i był gotów bronić Sophie przed zranieniem.

Nawet przez Alexa.

A może zwłaszcza przez Alexa.

- Nie - powiedział nagle Sammy, kiedy Alex milczał - Nie chcę wiedzieć. Po prostu to napraw.

I rozłączył się.

Jak Alex miał to naprawić, nie wiedział.

To była druga z nieprzyjemnych i nie do końca zrozumiałych rozmów telefonicznych, jakie Alex odbył od wczorajszych zajść.

To „niezrozumiałe” do tyczyło tego, że Alex nie wiedział, dlaczego do cholery ich, facetów, w ogóle obchodziło to, jak się miały sprawy między nim a Sophie.

Pierwszą rozmowę odbył bowiem z Davidem zaraz po tym, jak się rozstali, a Sophie ubierała się w sypialni.

Jakby David martwił się o Sophie.

Kumpel zadzwonił do niego ze swojego samochodu, jadąc do swojego domu i powiedział mu, że Sophie może potrzebować pomocy psychologicznej.

Miał jakiegoś znajomego, skutecznego w pomaganiu ofiarom, do którego numer miał mu przesłać, kiedy tylko  tamten wyraziłby zgodę.

Chodziło mu o to, żeby Sophie mogła poradzić sobie z traumą i dobrze funkcjonować w życiu z Alex’em.

Ale czy Sophie powinna być z Alex’em?

Egoistycznie chciałby tego.

Ale powinien myśleć o tym, co było dobre dla niej.

Alex myślał o tym, a potem podszedł do swoich sztalug.

Stało na nich płótno, nad którym pracę zaczął po ich powrocie od rodziny brata Sophie, ale nie miał weny, by je dokończyć.

Sophie z najmłodszą bratanicą na ręku.

Wpatrywał się w miłość, czułość i to światło w jej oczach, które nie do końca zdołał uchwycić.

Czegoś tam brakowało.

I Alex nie wiedział czego.

Posiedział tam jeszcze przez chwilę i pomyślał nad swoim życiem z Sophie, nad tym, jak, do cholery, miał rozwiązać ten problem, a potem musiał pojechać do pracy na nocną zmianę.

Był po tym pewien tylko jednego.

Za nic na świecie nie chciał stracić Sophie.

Więc po przyjeździe do remizy pracował, robił swoje, ale nadal był zamknięty w swojej głowie i w myślach o ich wspólnym lub rozdzielonym życiu.

O tym, jak mógłby mieć Sophie i jednocześnie chronić ją przed tym brudem, jakim było okryte jego życie.

Nie zauważył zaniepokojonych spojrzeń, jakie rzucali mu kumple.

Pracował jak automat, wykonując kolejne czynności przy sprawdzaniu, czyszczeniu i uzupełnianiu sprzętu.

Tak samo działał podczas akcji, na jaką pojechali tuż po rozpoczęciu pracy.

Więc po powrocie, kiedy porządkowali na nowo sprzęt, Jimmy i David osaczyli Alexa i przycisnęli do ich wozu.

- Co się dzieje? - spytał Jimmy.

- Sophie dobrze się czuje? - zapytał jednocześnie David.

Więc, na szczęście dla Alexa, najpierw skupili się na wprowadzeniu Jimmy’ego w szczegóły zajść z poprzedniego dnia.

Alex słuchał, mówił i przy okazji zastanawiał się, co powiedzieć Davidowi.

Kiedy Alex dotarł do chwili, kiedy on i Sophie nie odzywali się do siebie po powrocie do mieszkania, a ona szybko pobiegła się ubrać, a potem nie odzywali się do siebie przez cały wieczór i następny ranek, zarówno Jimmy, jak i David spojrzeli na niego twardo.

- Byłeś dla niej kutasem po tym, co się stało? - niedowierzająco zapytał David.

Gówno go to obchodziło, ale Alex odpowiedział.

- Nie - jego głos był suchy i zdecydowany.

- Tylko palantem - podsumował Jimmy.

Alex spojrzał na niego pochmurnie i Jimmy wiedział, że tak.

- Powiedziała dzisiaj, że potrzebuje czasu, żeby sobie poukładać wszystko w głowie - przyznał Alex i zarówno David, jak i Jimmy wyprostowali się i zacisnęli usta.

- I? - spytał David.

- Wyszedłem - rzucił Alex.

- Ot tak? - spytał niedowierzająco Jimmy.

- Tak - Alex nie zamierzał się tłumaczyć.

- Po prostu wyszedłeś - podsumował David twardo.

Jimmy też popatrzył twardo.

To nie wróżyło dobrze.

A potem coś się zmieniło.

- Byłem kiedyś kutasem dla Evy - w końcu przyznał cicho Jimmy.

Alex spojrzał na niego autentycznie zdumiony, bo nigdy w życiu nie podejrzewałby go o coś takiego.

Nie wobec Evy.

Jimmy kochał swoją żonę nad życie, wszyscy o tym wiedzieli i teraz chodził cały czas podenerwowany, bo jej zagrożona ciąża oznaczała niebezpieczeństwo dla jej zdrowia i życia.

- Ale pojechałem za nią - opowiadał Jimmy, a David uśmiechnął się wszechwiedząco (i cholernie wkurzająco) pod wąsem - pogadaliśmy i wszystko się między nami ułożyło.

Porozmawiaj ze mną, Alex.

Słowa Sophie paliły Alexa w mózgu.

Nie zrobił tego.

Nie powiedział jej wszystkiego.

Milczeli przez kilka sekund.

- Ja też byłem kiedyś palantem wobec Maggie - przyznał w końcu David.

Alex spojrzał na niego z jeszcze większym zdumieniem.

David nosiłby Maggie na rękach przez cały cholerny czas, gdyby tylko mu na to pozwoliła.

Nawet dla niej przestał kląć, bo tego nie lubiła, ale to było tak niesłychane, że Alex nie mógł tego porównać do żadnego wydarzenia ze swojego życia.

- Również porozmawialiśmy i wszystko sobie wyjaśniliśmy - mówił David jakby nie dostrzegając zdziwienia Alexa, co było niemożliwe, biorąc pod uwagę to, że David zawsze dostrzegał wszystko.

Po prostu miał to w dupie.

- Musisz z nią porozmawiać - podsumował Jimmy.

- Pytanie brzmi - ciągnął David - czy wiesz, co ty czujesz.

Dotarli do sedna problemu.

Alex wciągnął dużo powietrza do płuc, włożył obie ręce do tylnych kieszeni dżinsów i zastanowił się, patrząc na nich.

Mogli mu pomóc.

Byli kumplami od długiego czasu i dużo sobie mówili.

Sophie mogła mieć przyjaciółki, ale miała je od niedawna.

Alex miał kumpli od lat, ale nie byli przyjaciółmi.

Teraz to widział.

Zdecydował się odpowiedzieć, bo mogli mu pomóc.

Wiedział to.

- Nie chcę jej stracić - przyznał - Ale nie mogę…

Przerwał i zacisnął zęby, bo nie wiedział, jak to wyrazić.

- Chcę ją chronić przed tym brudem, jaki wlecze się za mną przez mojego ojca - w końcu im wyznał.

Jedyną odpowiedzią było uniesienie brwi każdego z nich.

Kurwa.

Jakby się zmówili.

- Co ona na to? - spytał w końcu David.

- Nie rozmawiałem z nią - przyznał Alex.

- Stary - zaczął cicho Jimmy - nie przyszło ci do głowy, że po prawie zgwałceniu, ona może się czuć brudna i niegodna ciebie.

David pokiwał głową, a Alex wstrzymał oddech.

Nie pomyślał o tym.

- Jak ją zostawiłeś bez słowa tak, jak mówisz - powiedział David - mogła pomyśleć, że nią gardzisz, brzydzisz się, że jej nie chcesz.

- Co? - wypchnął Alex zduszonym głosem.

Teraz.

Teraz był przerażony.

Jeśli Sophie tak myślała o sobie.

Jeśli pomyślała, że on tak myślał o niej.

To mogło być dla niej straszne.

Jego Sophie mogła znieść wszystko.

Radziła sobie z dużo gorszymi rzeczami, niż próba gwałtu, ale mogła nie poradzić sobie z tym, że on myślałby o niej źle.

Zależało jej na jego opinii, na jego akceptacji.

Dała mu to już dawno do zrozumienia.

Musiał to naprawić.

Wyjaśnić jej.

Wymamrotał coś nieskładnego i wyciągnął swój telefon.

Nie było bardzo późno.

Jeszcze na pewno nie spała.

Uruchomił go i przewinął kontakty, a potem wybrał numer Sophie.

David i Jimmy patrzyli bez słowa, jak słuchał najpierw wielokrotnego sygnału połączenia, a potem poczty głosowej.

Nie odebrała.

Zacisnął zęby.

Opuścił rękę z telefonem, rozłączył się, popatrzył na wyświetlacz bezradnie, a potem podniósł wzrok na facetów.

Zrozumieli.

Patrzyli na niego w milczeniu; oskarżająco.

- Boisz się, że coś sobie zrobi? - zapytał David.

Alex spojrzał na niego i pokręcił głową.

Sophie postarałby się żyć dla Vito i jego rodziny.

Wiedział to.

- Boisz się, że gdzieś ucieknie? - spytał Jimmy.

Alex spojrzał na niego i ponownie pokręcił głową.

Nie zostawiłaby pracy i swojego domu.

- Więc, skoro jesteś w pracy i nie możesz wyjść - powiedział zdecydowanie David - To trudno. Musisz wziąć na wstrzymanie. Pojedziesz do niej po zmianie i wyjaśnisz wszystko.

- Tylko tym razem - powiedział Jimmy, pochylając się do Alexa - porozmawiaj z nią. O wszystkim. Szczerze. Tak?

Alex skinął głową, z twarzą bez wyrazy, ale całkowicie oniemiały, zrozpaczony, myśląc wyłącznie o tym, że Sophie przez niego cierpiała, że była tam sama i myślała, że on myślał o niej źle, że ją odrzucił.

Zacisnął szczęki tak mocno, że go zabolały zęby.

David popatrzył na niego bez słowa, zastanowił się przez chwilę i wyjął swój telefon z tylnej kieszeni spodni.

Uruchomił go, przewinął kontakty, wybrał jeden i przyłożył go do ucha.

Posłuchał kilka sekund.

- Benji - przywitał się - Tu David.

Benji był facetem Soniji, sąsiadki Sophie i jednej z kobiet, należącej do grupy Evy i Maggie.

Alex go trochę pamiętał z sąsiedzkich spotkań na grillu i z imprezy Sylwestrowej, którą spędził w kompleksie.

Miał jasne włosy, był wysoki i grubokościsty, ale nie tęgi.

Był też tym dziennikarzem, który chciał kiedyś zebrać materiały na temat Evy i Jimmy’ego, a potem pomógł Maggie.

Alex nie był pewien, czy go lubił, ale najwidoczniej David tak i miał z nim jakiś kontakt.

- Przepraszam, że dzwonię tak późno, jesteś w domu? - zagaił przez telefon David - Mam taką prośbę. Właściwie to prośba do Soniji. Czy mogłaby podejść do Sophie i na przykład pożyczyć kubek cukru lub kawę?

David słuchał przez kilka sekund tego, co mówił do niego Benji, a potem roześmiał się niewesoło i powiedział - Nie, chodzi nam tylko o sprawdzenie, czy jest w domu i czy jest okej. Kiedyś wyjaśnię - David znowu słuchał przez chwilę, a potem rozłączył się bez słowa.

- Zaraz zadzwoni i powie nam - powiedział do Alexa.

Alex patrzył na niego bez słowa i czekał.

Pięć minut później zadzwonił telefon Davida.

- Yo - odebrał a potem słuchał odpowiedzi - Okej, dzięki - rzucił.

Rozłączył się, schował telefon do kieszeni w dżinsach i powiedział do Alexa - Jest w domu. Raczej smutna, ale nie płacze. Sonija nie zagadywała jej, bo jest dość późno, a ona idzie na siódmą do pracy.

Jimmy i David popatrzyli na Alexa, a ten skinął głową, wymamrotał podziękowanie, odwrócił się na pięcie i poszedł do swoich zajęć.

Nie mógł nic zrobić.

Musiał zebrać wszystkie siły i pracować, bo jednostka liczyła na niego.

Byli jedną załogą.

Porozmawia z Sophie później.

Rano.

*****

Następnego dnia rano.

Alex pojechał po zakończonej zmianie do mieszkania Sophie, odprowadzany z parkingu zatroskanymi spojrzeniami Jimmy’ego i Davida.

Ale już wyjął głowę z tyłka i wiedział, że najważniejsza była Sophie.

No i to, co ona czuła.

I Alex zamierzał jej o tym powiedzieć.

Nie musieli się martwić.

Zamierzał to naprawić.

Jednak, kiedy dojechał do kompleksu, cichego i ciemnego o tej porze, bo słońce miało wzejść dopiero za godzinę, a właśnie zaczął się jesienny deszcz, nie zobaczył Raptora na parkingu dla mieszkańców i poczuł nieprzyjemny uścisk w brzuchu.

Wysiadł, wbiegł pędem po schodach na galerię, otworzył drzwi swoim kluczem i zapalił światło.

Wszystko tam było.

Jej i jego rzeczy leżały nietknięte, dokładnie tak, jak wtedy, kiedy wychodził poprzedniego dnia po lunchu.

Przeszedł po całym mieszkaniu, przeszukując je.

W sypialni łóżko wyglądało na nieużywane, jakby w nim nikt nie spał.

Nie było jej ani w kuchni, pomieszczeniu gospodarczym, ani w łazience.

- Kurwa mać! - krzyknął Alex, zakręcił się na pięcie i przejechał lewą ręką po włosach, idąc jednocześnie w stronę drzwi.

Nie wiedział, co zrobić.

Myślał.

Sophie nie pojechałaby do Vito, bo nie chciałaby go martwić.

Alex nie sądził, żeby pojechała do tej Marii, o której opowiadała, bo dawno się nie widziały, więc nie chciałaby zaczynać od przekazania jej złych wieści (że się rozstali z Alex’em).

A potem…

O, cholera!

Tak!

Tam musiała być!

Ten pomysł był taki oczywisty, że nie rozumiał, dlaczego najpierw o tym nie pomyślał.

Wybiegł z mieszkania na deszcz, zamknął je na klucz, zbiegł na parking do Mustanga, wsiadł i wystartował.

*****

Sophie

Byłam ubrana w biały, plastikowy kombinezon ochronny z kapturem, rękawice, okulary ochronne i maskę przeciwpyłową.

Pracowałam od paru godzin.

Pokryłam jedną ścianę naszej sypialni na wybrany przeze mnie odcień i nakładałam teraz ozdobne plamki.

Właściwie kończyłam.

Bobie i John położyli w niej już podłogę z paneli drewnianych (buk: jasne, miękkie i ciepłe), więc zabezpieczyłam ją folią na całej długości, ale nie zamierzałam malować nic więcej, niż tą jedną ścianę.

Moja ściana.

W mojej sypialni.

Abym miała nadal codziennie piękną pobudkę nawet wtedy, jeśli Alex nie będzie mnie już chciał.

Bo dotarło do mnie, że nie miałam zamiaru odrzucać go, jeśli stwierdziłby, że możemy być razem.

Po prostu nie mogłam bez niego żyć.

Odłożyłam gąbkę, którą nanosiłam plamki, zdjęłam rękawice, maskę i okulary, a potem zsunęłam z głowy kaptur.

Do moich uszu dotarły dźwięki z otoczenia.

Było chłodno, więc włączyłam ogrzewanie i było słuchać szum pieca, który rozchodził się w pustych pomieszczeniach.

Ale i tak było słuchać zza okna szum deszczu i wiatru.

A oprócz tego otaczała mnie cisza.

Odsunęłam się od ściany i popatrzyłam na nią z daleka.

Z miejsca, gdzie miało stać nasze łóżko.

Moje łóżko, jeśli nie będę miała Alexa.

I wtedy zauważyłam go.

Stał oparty o framugę drzwi, których nie było, ze skrzyżowanymi na piersi ramionami i patrzył na mnie z uśmiechem w oczach.

Wzięłam zaskoczony wdech i zamarłam.

Kiedy spojrzałam na niego, spoważniał, ale nie zmienił pozycji.

Zastanowiłam się, jak długo tam stał, ale uznałam, że niezbyt długo.

Nie wiedziałam, która była godzina.

Ale zapach farby nadal był bardzo duszący, a Alex wyglądał, jakby wrócił właśnie prosto z pracy.

Do domu.

Patrzyłam na niego w milczeniu i nie poruszałam się.

Serce biło mi tak szybko, jakbym przebiegła milę.

- Tak właśnie pomyślałem - zaczął łagodnym głosem Alex - …że szykujesz dla nas sypialnię.

Dla nas.

O Boże!

Zamknęłam oczy.

Poczułam, że się poruszył i szybko je otworzyłam.

Rozprostował nogi.

- Sophie - mruknął cicho.

- Ja… - zaczęłam, ale głos odmówił mi posłuszeństwa.

Odchrząknęłam.

- Nie - powiedział Alex, całkiem się prostując i robiąc krok w moją stronę - Pozwól mi coś powiedzieć, proszę.

Milczałam, patrzyłam na niego, a potem wolno kiwnęłam głową.

- Chciałem cię chronić przed tym gównem, którym mój ojciec pokrywa moje życie - wyjaśnił cicho Alex, a ja poczułam łzy szczypiące mnie w oczy.

On chciał chronić mnie!

- Wyszedłem, bo czułem się winny tego, że cię nie uchroniłem… - mówił dalej - i to mi pieprzyło w głowie. Musiałem uporządkować myśli.

- Alex - jęknęłam i podniosłam dłoń do oczu, ale (mimo rękawic) była brudna od pyłu z farby, więc tylko na nią spojrzałam i opuściłam ją.

- Myślałem przez te wszystkie godziny - ciągnął dalej - i wiem dwie rzeczy. Po pierwsze nigdy nie chcę cię stracić. Kocham cię.

Nagle moje serce zrobiło się takie lekkie.

Wszystkie te kamienie, które zbierały się tam przez ostatnią dobę, spadły z hukiem i poczułam, że moje usta układają się w szczęśliwy uśmiech.

- …a po drugie - kontynuował Alex - muszę cię chronić przed moim ojcem, a najlepiej to zrobię będąc z tobą.

I to sprawiło, że się krótko zaśmiałam.

Radośnie.

Odrzucając głowę do tyłu.

Bo to było cudowne.

Najwspanialszy pomysł, jaki mógłby kiedykolwiek mieć.

Kiedy Alex usłyszał mój śmiech, podszedł do mnie trzema długimi susami i położył mi ręce na biodrach.

- Przepraszam, Księżniczko, że wyszedłem bez słowa - mruknął tuż przy moich uśmiechniętych ustach.

Oddzielała nas folia kombinezonu ochronnego, ale mi to nie przeszkadzało.

Bo Alex chciał być ze mną.

Nie uważał mnie za słabą.

Nie myślał, że jestem…

O Boże!

Mój uśmiech zamarł i zesztywniałam.

Alex wyczuł to i jego spojrzenie stało się skupione.

- Co? - spytał.

Nie mogłam mu powiedzieć.

Po prostu nie wiedziałam, jak to wykrztusić.

- Sophie - Alex potrząsnął mną delikatnie i przesunął dłoń na moją szyję - Porozmawiaj ze mną.

Na te słowa znowu ogarnął mnie śmiech.

Tym razem przez łzy.

Bo to była moja kwestia.

Mój śmiech jednak szybko umarł.

Głównie dlatego, że miał rację.

Powinniśmy porozmawiać.

- Jestem wariatką - szepnęłam.

- Co? - w głosie Alexa brzmiał (prawie) śmiech niedowierzania.

- Jestem słaba i jestem wariatką - częściowo powtórzyłam.

Alex patrzył na mnie, jakbym żartowała i zaraz miałby się z tego śmiać, więc mu wyjaśniłam.

- Miewam szalone pomysły, mam pobudliwy temperament, wykłócam się o wszystko - wymieniałam - nie zwracam uwagi na godziny i pory roku…

- Sophie - przerwał mi Alex, potrząsając mną obiema rękoma za biodro i szyję - Ja to wszystko wiem.

Zamknęłam oczy i opuściłam głowę.

Wiedział.

- Sophie - głos Alexa był łagodny i pełen humoru - Ja to wiem i to kocham.

Podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Otworzyłam oczy i usta, bo to było zaskakujące i cudowne jednocześnie.

- Kocham twój temperament - ciągnął dalej Alex, patrząc mi ciepło w oczy - Pokochałem go dwa lata temu, kiedy padłaś nieprzytomna w moim łóżku, a potem dałaś mi się pieprzyć od tyłu, oglądając to w lustrze i szalejąc przy tym.

Fala wstydu, a jednocześnie zadowolenia spowodowała, że poczułam, jak moje policzki stają się gorące.

- Moja Sophie się rumieni - wymamrotał Alex zadowolonym tonem.

Jego Sophie.

O Boże!

- Najgorsze jest to - mamrotał nadal Alex - że mam na ciebie ochotę, a tu nie ma żadnych mebli i śmierdzi farbą.

Uśmiechnęłam się i przechyliłam głowę.

Też miałam ochotę na niego.

- Chyba powinniśmy pojechać do mieszkania - poradziłam poważnie, ale mój głos był schrypnięty i ujawniał to, że go chciałam.

Zobaczyłam krzywy uśmiech Alexa.

- Jak mi powiesz, co tu robiłaś - powiedział głośniej i odsunął się lekko ode mnie, żeby spojrzeć na ścianę, którą pomalowałam.

Spojrzałam również i zobaczyłam, że miałam rację.

Wybrany przeze mnie odcień zieleni dokładnie odpowiadał kolorowi oczu Alexa i plamki, wysychając, też zrobiły się dokładnie takie, jak on miał na tej jego zieloności.

- Zrobiłam sobie taką ścianę, żeby zawsze mieć piękną pobudkę - wyjaśniłam mu cichym głosem.

Alex szarpnął lekko głową, zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.

- Ty? -  zapytał surowym głosem - …sama?

- Tak - nie zrozumiałam go - Sama to zrobiłam.

- Nie, Sophie - uściślił, żeby mi wyjaśnić, a nadal był nachmurzony - Sama będziesz się tu budziła?

- Och - szepnęłam i oparłam się o niego przodem, podnosząc jednocześnie ręce do jego ramion - Miałam nadzieję, że nie sama.

Jego wzrok złagodniał.

- Więc czemu… - zaczął, ale ja już zrozumiałam, o co pytał.

- Nie! - przerwałam mu szybko - Chodziło mi o to, że to kolor twoich oczu - wyrzuciłam właściwie bez zastanowienia, a dopiero na widok jego miny spostrzegłam, co powiedziałam.

I nie żałowałam tego.

Bo jego oczy stały się takie, że zaparło mi dech w piersiach.

Przepiękne.

Były takie piękne, że mogłabym w nich utonąć.

Dlatego nogi mi osłabły i oparłam się mocniej na Alexie, a on objął mnie, przejął mój ciężar i pochylił się, żeby w końcu wziąć moje usta.

Jedna z jego rąk przesunęła się w moje (spięte bałaganiarsko) włosy na karku i zacisnęła się tam w pięść.

I pocałował mnie tak, jak oboje lubiliśmy.

Mocno, drapieżnie, mokro i gorąco.

*****

Godzinę później

Przyjechaliśmy do mojego kompleksu mieszkalnego dwoma samochodami, bo nie chcieliśmy zostawiać żadnego przy naszym domu, ale przez całą drogę rozmawialiśmy przez telefony.

Ta rozmowa była inna niż tamte, które prowadziliśmy w czasie naszej tygodniowej rozłąki.

Wtedy rozmawialiśmy o naszej pracy, o znajomych, o naszych dniach.

Niczym istotnym.

Moglibyśmy rozmawiać o tym z każdym znajomym.

Teraz mówiliśmy sobie o uczuciach, myślach.

O tym, o czym żadne z nas nigdy nie rozmawiało z nikim.

To było tak, jakbyśmy nie przerwali tej rozmowy, którą zaczęliśmy w naszej sypialni.

Zaczęłam ja, dzwoniąc do niego z pytaniem, jak mnie właściwie znalazł.

Zapytał mnie, gdzie indziej mogłabym być.

Dodał kilka szczegółów, po których wiedziałam, że myślał o mnie, znał mnie, więc zaczęłam się zastanawiać, czy ja wiedziałabym, gdzie jego szukać, czy go znałam i wyszło mi, że byłby w swoim studio, kiedy dawał sobie „czas na uporządkowanie myśli”.

Powiedziałam mu to.

Miałam rację!

Potem rozmawialiśmy o tym, co wynikało z naszego „porządkowania myśli” i ciągnęliśmy to nawet, kiedy wysiedliśmy na parkingu przy kompleksie.

Chociaż już nie przez telefon.

Najlepsze było, że wychodziło na to, że oboje uznaliśmy, że nie możemy bez siebie żyć.

Dotarliśmy od naszego domu do mojego mieszkania w piętnaście minut.

Oboje nie spaliśmy w nocy i oboje nie jedliśmy śniadania, więc Alex naszykował tosty, ja kawę i naprawiliśmy przynajmniej to jedno.

Zjedliśmy.

A potem poszliśmy zgodnie do sypialni.

Bo powiedziałam mu, jak bardzo kocham jego oczy, a on mi powiedział, że kocha mój temperament.

Powiedziałam mu również, że leżąc na tamtym łóżku myślałam o tym, że byłam jego; że to, co chcieli wziąć, było jego.

I że cieszyłam się, że tego nie wzięli.

Lubił to wszystko.

I pokazał mi to w sposób nie całkiem werbalny.

Warcząc.

Zaczęliśmy się całować, rozbierać, a potem pieprzyć.

Ostro.

Więc spełnienie, które potem nadeszło, było gwałtowne, wyczerpujące i przypomniało nam o naszych niedoborach snu.

Dlatego musieliśmy się położyć; tym razem, by spać.

Nago.

Ja na Alexie.

*****

Dwie godziny później

Zadzwonił telefon Alexa, więc oboje się obudziliśmy.

Leżałam na nim, więc musiałam się odrobinę zsunąć, żeby mógł go wziąć ze stolika nocnego z boku łóżka.

- Yo - mruknął sennym, ochrypłym głosem.

Seksownym.

Słuchał kogoś przez kilka sekund.

- Tak - odpowiedział temu komuś - Znalazłem ją - przerwał, a potem mruknął - Przepraszam, stary, ale byliśmy zmęczeni i padliśmy - przerwał, a potem westchnął i przewrócił oczami - Właśnie nas obudziłeś - znowu przerwał, spojrzał na mnie, przyciągnął mnie do siebie ramieniem owiniętym za moimi plecami i pocałował mnie w skroń - Tak - mruknął - rozmawialiśmy - znowu słuchał - Okej, prześlij - rzucił, a potem - Nara.

I rozłączył się.

Odłożył telefon na szafkę nocną i odwrócił się do mnie całkiem przodem, cały czas przyciskając mnie do siebie dłonią płasko rozłożoną na moim kręgosłupie między łopatkami, więc leżeliśmy oboje na boku.

Trzymałam się mocno jego ciała obiema rękoma owiniętymi wokół jego żeber, a jedną nogą wokół jego bioder.

Jego druga ręka powędrowała do moich włosów na karku, by tam głaskać.

- To David - wyjaśnił mi - Ma telefon do psychologa z VAMC. To podobno specjalista od pomocy ofiarom, leczy traumy. Jakbyś chciała z nim porozmawiać, to nas umówię. Pojechalibyśmy razem.

Skrzywiłam się.

Nie lubiłam psychologów i psychoterapeutów.

Miałam ich nadmiar w swoim życiu.

- Sophie - Alex ścisnął mnie lekko ramionami, żeby mi przypomnieć, że miałam z nim rozmawiać.

Westchnęłam.

- Jak będziesz ze mną… - przyznałam - to się zgodzę. Chociaż uprzedzam, że nie lubię psychologów. Zbyt wielu ich poznałam w swoim życiu.

I zobaczyłam, jak uśmiech rozjaśnił oczy Alexa.

Pięknie.

Chciał być ze mną.

Chciał, żebym się dobrze czuła.

Tak, powinnam częściej to robić.

Bardzo to lubiłam.

Powinna częściej powodować, żeby Alex się do mnie tak uśmiechał.

Zwłaszcza z takiego bliska.

Był taki cholernie przystojny.

Odchyliłam głowę, przesunęłam dłoń w jego miękkie włosy na karku i przyciągnęłam jego usta do swoich.

Mogliśmy dużo o wszystkim rozmawiać, ale chciałam również mieć nasz czas na inne formy aktywności.

Takie, które nie wymagały słów.

Więc to wzięłam.

A Alex mi to dał.


 

1 komentarz: