Rozdział 15
Alex
Kiedy
Alex wyszedł po lunchu z mieszkania Sophie, nie wiedział, dokąd właściwie
mógłby pojechać.
Musiał
pomyśleć na spokojnie, bez kogoś, kto dawałby mu gówno za bycie kutasem, a
wiedział, że był kutasem.
Nie
mógł jechać do mamy, bo by się niepokoiła.
Nie
chciał jechać do jakiegoś baru, bo skłoniłoby go to picia lub naraziło na
podryw pustych cipek, z którymi dawno skończył.
Nie
mógł i nie chciał jechać do żadnego z kupli, bo nie narazić się na pytania ich
kobiet i z innych, oczywistych, powodów.
Więc
pojechał do swojego studio.
Stał
między swoimi obrazami i patrzył na nie bezmyślnie.
Na
ten jeden szczególnie.
Twarz
Sophie, kochana i piękna, w ujęciu jego dłoni.
Bezpieczeństwo.
To,
czego nie umiał jej zapewnić.
Pogrążał
się coraz bardziej i bardziej w swoich ciemnych myślach, kiedy zadzwonił jego
telefon.
Spojrzał
na wyświetlacz i zauważył, że to Sammy.
Westchnął.
Poprzedniego
dnia opieprzył go za wypuszczenie Sophie z terenu budowy bez opieki i bez
poinformowania go o tym.
Nie
był pewien, czy miał ochotę słuchać tego, co zaufany pracownik Sophie miał mu
do powiedzenia, bo to nie byłoby miłe, cokolwiek by to nie było.
I
tak odebrał.
-
Yo - mruknął Alex na powitanie.
-
Alex - zwięźle przywitał się z nim Sammy.
-
Co tam? - spytał Alex, chociaż nie chciał wiedzieć.
-
Może zechcesz mi, do kurwy nędzy,
powiedzieć - Sammy warczał na niego wściekle - co się dzieje między wami, że
Soph chodzi jak martwa, mówi półgłosem, zamiast na mnie wrzeszczeć i
przeprasza, że znalazła mój błąd?
-
Co? - Alex zapytał, jakby nie rozumiał, chociaż doskonale wiedział, o czym
mówił Sammy.
Sophie
potrafiła być istnym wulkanem energii, kiedy była na budowie, a każdy detal
sprawdzała kilka razy.
Dokładność
postawienia każdego pieprzonego kątownika była dla niej sprawą życia i śmierci.
Potrafiła
za drobny błąd nawrzeszczeć na swoich pracowników tak, że Alex (a usłyszał to
tylko raz) uznał, że to cud, że z nią pracują.
Ale,
najwidoczniej, lubili to.
I
martwili się.
Sammy
był lojalny i był gotów bronić Sophie przed zranieniem.
Nawet
przez Alexa.
A
może zwłaszcza przez Alexa.
-
Nie - powiedział nagle Sammy, kiedy Alex milczał - Nie chcę wiedzieć. Po prostu
to napraw.
I
rozłączył się.
Jak
Alex miał to naprawić, nie wiedział.
To
była druga z nieprzyjemnych i nie do końca zrozumiałych rozmów telefonicznych,
jakie Alex odbył od wczorajszych zajść.
To
„niezrozumiałe” do tyczyło tego, że Alex nie wiedział, dlaczego do cholery ich,
facetów, w ogóle obchodziło to, jak się miały sprawy między nim a Sophie.
Pierwszą
rozmowę odbył bowiem z Davidem zaraz po tym, jak się rozstali, a Sophie
ubierała się w sypialni.
Jakby
David martwił się o Sophie.
Kumpel
zadzwonił do niego ze swojego samochodu, jadąc do swojego domu i powiedział mu,
że Sophie może potrzebować pomocy psychologicznej.
Miał
jakiegoś znajomego, skutecznego w pomaganiu ofiarom, do którego numer miał mu
przesłać, kiedy tylko tamten wyraziłby
zgodę.
Chodziło
mu o to, żeby Sophie mogła poradzić sobie z traumą i dobrze funkcjonować w
życiu z Alex’em.
Ale
czy Sophie powinna być z Alex’em?
Egoistycznie
chciałby tego.
Ale
powinien myśleć o tym, co było dobre dla niej.
Alex
myślał o tym, a potem podszedł do swoich sztalug.
Stało
na nich płótno, nad którym pracę zaczął po ich powrocie od rodziny brata
Sophie, ale nie miał weny, by je dokończyć.
Sophie
z najmłodszą bratanicą na ręku.
Wpatrywał
się w miłość, czułość i to światło w jej oczach, które nie do końca zdołał
uchwycić.
Czegoś
tam brakowało.
I
Alex nie wiedział czego.
Posiedział
tam jeszcze przez chwilę i pomyślał nad swoim życiem z Sophie, nad tym, jak, do
cholery, miał rozwiązać ten problem, a potem musiał pojechać do pracy na nocną
zmianę.
Był
po tym pewien tylko jednego.
Za
nic na świecie nie chciał stracić Sophie.
Więc
po przyjeździe do remizy pracował, robił swoje, ale nadal był zamknięty w
swojej głowie i w myślach o ich wspólnym lub rozdzielonym życiu.
O
tym, jak mógłby mieć Sophie i jednocześnie chronić ją przed tym brudem, jakim
było okryte jego życie.
Nie
zauważył zaniepokojonych spojrzeń, jakie rzucali mu kumple.
Pracował
jak automat, wykonując kolejne czynności przy sprawdzaniu, czyszczeniu i
uzupełnianiu sprzętu.
Tak
samo działał podczas akcji, na jaką pojechali tuż po rozpoczęciu pracy.
Więc
po powrocie, kiedy porządkowali na nowo sprzęt, Jimmy i David osaczyli Alexa i
przycisnęli do ich wozu.
-
Co się dzieje? - spytał Jimmy.
-
Sophie dobrze się czuje? - zapytał jednocześnie David.
Więc,
na szczęście dla Alexa, najpierw skupili się na wprowadzeniu Jimmy’ego w
szczegóły zajść z poprzedniego dnia.
Alex
słuchał, mówił i przy okazji zastanawiał się, co powiedzieć Davidowi.
Kiedy
Alex dotarł do chwili, kiedy on i Sophie nie odzywali się do siebie po powrocie
do mieszkania, a ona szybko pobiegła się ubrać, a potem nie odzywali się do
siebie przez cały wieczór i następny ranek, zarówno Jimmy, jak i David
spojrzeli na niego twardo.
-
Byłeś dla niej kutasem po tym, co się stało? - niedowierzająco zapytał David.
Gówno
go to obchodziło, ale Alex odpowiedział.
-
Nie - jego głos był suchy i zdecydowany.
-
Tylko palantem - podsumował Jimmy.
Alex
spojrzał na niego pochmurnie i Jimmy wiedział, że tak.
-
Powiedziała dzisiaj, że potrzebuje czasu, żeby sobie poukładać wszystko w
głowie - przyznał Alex i zarówno David, jak i Jimmy wyprostowali się i
zacisnęli usta.
-
I? - spytał David.
-
Wyszedłem - rzucił Alex.
-
Ot tak? - spytał niedowierzająco Jimmy.
-
Tak - Alex nie zamierzał się tłumaczyć.
-
Po prostu wyszedłeś - podsumował David twardo.
Jimmy
też popatrzył twardo.
To
nie wróżyło dobrze.
A
potem coś się zmieniło.
-
Byłem kiedyś kutasem dla Evy - w końcu przyznał cicho Jimmy.
Alex
spojrzał na niego autentycznie zdumiony,
bo nigdy w życiu nie podejrzewałby go o coś takiego.
Nie
wobec Evy.
Jimmy
kochał swoją żonę nad życie, wszyscy o tym wiedzieli i teraz chodził cały czas
podenerwowany, bo jej zagrożona ciąża oznaczała niebezpieczeństwo dla jej zdrowia i życia.
-
Ale pojechałem za nią - opowiadał Jimmy, a David uśmiechnął się wszechwiedząco
(i cholernie wkurzająco) pod wąsem - pogadaliśmy i wszystko się między nami
ułożyło.
Porozmawiaj ze
mną, Alex.
Słowa
Sophie paliły Alexa w mózgu.
Nie
zrobił tego.
Nie
powiedział jej wszystkiego.
Milczeli
przez kilka sekund.
-
Ja też byłem kiedyś palantem wobec Maggie - przyznał w końcu David.
Alex
spojrzał na niego z jeszcze większym zdumieniem.
David
nosiłby Maggie na rękach przez cały cholerny czas, gdyby tylko mu na to
pozwoliła.
Nawet
dla niej przestał kląć, bo tego nie lubiła, ale to było tak niesłychane, że
Alex nie mógł tego porównać do żadnego wydarzenia ze swojego życia.
-
Również porozmawialiśmy i wszystko sobie wyjaśniliśmy - mówił David jakby nie
dostrzegając zdziwienia Alexa, co było niemożliwe, biorąc pod uwagę to, że
David zawsze dostrzegał wszystko.
Po
prostu miał to w dupie.
-
Musisz z nią porozmawiać - podsumował Jimmy.
-
Pytanie brzmi - ciągnął David - czy wiesz, co ty czujesz.
Dotarli
do sedna problemu.
Alex
wciągnął dużo powietrza do płuc, włożył obie ręce do tylnych kieszeni dżinsów i
zastanowił się, patrząc na nich.
Mogli
mu pomóc.
Byli
kumplami od długiego czasu i dużo sobie mówili.
Sophie
mogła mieć przyjaciółki, ale miała je od niedawna.
Alex
miał kumpli od lat, ale nie byli przyjaciółmi.
Teraz
to widział.
Zdecydował
się odpowiedzieć, bo mogli mu pomóc.
Wiedział
to.
-
Nie chcę jej stracić - przyznał - Ale nie mogę…
Przerwał
i zacisnął zęby, bo nie wiedział, jak to wyrazić.
-
Chcę ją chronić przed tym brudem, jaki wlecze się za mną przez mojego ojca - w
końcu im wyznał.
Jedyną
odpowiedzią było uniesienie brwi każdego z nich.
Kurwa.
Jakby
się zmówili.
-
Co ona na to? - spytał w końcu David.
-
Nie rozmawiałem z nią - przyznał Alex.
-
Stary - zaczął cicho Jimmy - nie przyszło ci do głowy, że po prawie zgwałceniu,
ona może się czuć brudna i niegodna ciebie.
David
pokiwał głową, a Alex wstrzymał oddech.
Nie
pomyślał o tym.
-
Jak ją zostawiłeś bez słowa tak, jak mówisz - powiedział David - mogła
pomyśleć, że nią gardzisz, brzydzisz się, że jej nie chcesz.
-
Co? - wypchnął Alex zduszonym głosem.
Teraz.
Teraz
był przerażony.
Jeśli
Sophie tak myślała o sobie.
Jeśli
pomyślała, że on tak myślał o niej.
To
mogło być dla niej straszne.
Jego
Sophie mogła znieść wszystko.
Radziła
sobie z dużo gorszymi rzeczami, niż próba gwałtu, ale mogła nie poradzić sobie
z tym, że on myślałby o niej źle.
Zależało
jej na jego opinii, na jego akceptacji.
Dała
mu to już dawno do zrozumienia.
Musiał
to naprawić.
Wyjaśnić
jej.
Wymamrotał
coś nieskładnego i wyciągnął swój telefon.
Nie
było bardzo późno.
Jeszcze
na pewno nie spała.
Uruchomił
go i przewinął kontakty, a potem wybrał numer Sophie.
David
i Jimmy patrzyli bez słowa, jak słuchał najpierw wielokrotnego sygnału
połączenia, a potem poczty głosowej.
Nie
odebrała.
Zacisnął
zęby.
Opuścił
rękę z telefonem, rozłączył się, popatrzył na wyświetlacz bezradnie, a potem
podniósł wzrok na facetów.
Zrozumieli.
Patrzyli
na niego w milczeniu; oskarżająco.
-
Boisz się, że coś sobie zrobi? - zapytał David.
Alex
spojrzał na niego i pokręcił głową.
Sophie
postarałby się żyć dla Vito i jego rodziny.
Wiedział
to.
-
Boisz się, że gdzieś ucieknie? - spytał Jimmy.
Alex
spojrzał na niego i ponownie pokręcił głową.
Nie
zostawiłaby pracy i swojego domu.
-
Więc, skoro jesteś w pracy i nie możesz wyjść - powiedział zdecydowanie David -
To trudno. Musisz wziąć na wstrzymanie. Pojedziesz do niej po zmianie i
wyjaśnisz wszystko.
-
Tylko tym razem - powiedział Jimmy, pochylając się do Alexa - porozmawiaj z nią. O wszystkim.
Szczerze. Tak?
Alex
skinął głową, z twarzą bez wyrazy, ale całkowicie oniemiały, zrozpaczony,
myśląc wyłącznie o tym, że Sophie przez
niego cierpiała, że była tam sama i myślała, że on myślał o niej źle, że ją
odrzucił.
Zacisnął
szczęki tak mocno, że go zabolały zęby.
David
popatrzył na niego bez słowa, zastanowił się przez chwilę i wyjął swój telefon z
tylnej kieszeni spodni.
Uruchomił
go, przewinął kontakty, wybrał jeden i przyłożył go do ucha.
Posłuchał
kilka sekund.
-
Benji - przywitał się - Tu David.
Benji
był facetem Soniji, sąsiadki Sophie i jednej z kobiet, należącej do grupy Evy i
Maggie.
Alex
go trochę pamiętał z sąsiedzkich spotkań na grillu i z imprezy Sylwestrowej,
którą spędził w kompleksie.
Miał
jasne włosy, był wysoki i grubokościsty, ale nie tęgi.
Był
też tym dziennikarzem, który chciał kiedyś zebrać materiały na temat Evy i
Jimmy’ego, a potem pomógł Maggie.
Alex
nie był pewien, czy go lubił, ale najwidoczniej David tak i miał z nim jakiś
kontakt.
-
Przepraszam, że dzwonię tak późno, jesteś w domu? - zagaił przez telefon David
- Mam taką prośbę. Właściwie to prośba do Soniji. Czy mogłaby podejść do Sophie
i na przykład pożyczyć kubek cukru lub kawę?
David
słuchał przez kilka sekund tego, co mówił do niego Benji, a potem roześmiał się
niewesoło i powiedział - Nie, chodzi nam tylko o sprawdzenie, czy jest w domu i
czy jest okej. Kiedyś wyjaśnię - David znowu słuchał przez chwilę, a potem
rozłączył się bez słowa.
-
Zaraz zadzwoni i powie nam - powiedział do Alexa.
Alex
patrzył na niego bez słowa i czekał.
Pięć
minut później zadzwonił telefon Davida.
-
Yo - odebrał a potem słuchał odpowiedzi - Okej, dzięki - rzucił.
Rozłączył
się, schował telefon do kieszeni w dżinsach i powiedział do Alexa - Jest w
domu. Raczej smutna, ale nie płacze. Sonija nie zagadywała jej, bo jest dość
późno, a ona idzie na siódmą do pracy.
Jimmy
i David popatrzyli na Alexa, a ten skinął głową, wymamrotał podziękowanie,
odwrócił się na pięcie i poszedł do swoich zajęć.
Nie
mógł nic zrobić.
Musiał
zebrać wszystkie siły i pracować, bo jednostka liczyła na niego.
Byli
jedną załogą.
Porozmawia
z Sophie później.
Rano.
*****
Następnego dnia
rano.
Alex
pojechał po zakończonej zmianie do mieszkania Sophie, odprowadzany z parkingu
zatroskanymi spojrzeniami Jimmy’ego i Davida.
Ale
już wyjął głowę z tyłka i wiedział, że najważniejsza była Sophie.
No
i to, co ona czuła.
I
Alex zamierzał jej o tym powiedzieć.
Nie
musieli się martwić.
Zamierzał
to naprawić.
Jednak,
kiedy dojechał do kompleksu, cichego i ciemnego o tej porze, bo słońce miało
wzejść dopiero za godzinę, a właśnie zaczął się jesienny deszcz, nie zobaczył
Raptora na parkingu dla mieszkańców i poczuł nieprzyjemny uścisk w brzuchu.
Wysiadł,
wbiegł pędem po schodach na galerię, otworzył drzwi swoim kluczem i zapalił
światło.
Wszystko
tam było.
Jej
i jego rzeczy leżały nietknięte, dokładnie tak, jak wtedy, kiedy wychodził
poprzedniego dnia po lunchu.
Przeszedł
po całym mieszkaniu, przeszukując je.
W
sypialni łóżko wyglądało na nieużywane, jakby w nim nikt nie spał.
Nie
było jej ani w kuchni, pomieszczeniu gospodarczym, ani w łazience.
-
Kurwa mać! - krzyknął Alex, zakręcił
się na pięcie i przejechał lewą ręką po włosach, idąc jednocześnie w stronę
drzwi.
Nie
wiedział, co zrobić.
Myślał.
Sophie
nie pojechałaby do Vito, bo nie chciałaby go martwić.
Alex
nie sądził, żeby pojechała do tej Marii, o której opowiadała, bo dawno się nie
widziały, więc nie chciałaby zaczynać od przekazania jej złych wieści (że się
rozstali z Alex’em).
A
potem…
O,
cholera!
Tak!
Tam musiała być!
Ten
pomysł był taki oczywisty, że nie rozumiał, dlaczego najpierw o tym nie pomyślał.
Wybiegł
z mieszkania na deszcz, zamknął je na klucz, zbiegł na parking do Mustanga,
wsiadł i wystartował.
*****
Sophie
Byłam
ubrana w biały, plastikowy kombinezon ochronny z kapturem, rękawice, okulary
ochronne i maskę przeciwpyłową.
Pracowałam
od paru godzin.
Pokryłam
jedną ścianę naszej sypialni na wybrany przeze mnie odcień i nakładałam teraz
ozdobne plamki.
Właściwie
kończyłam.
Bobie
i John położyli w niej już podłogę z paneli drewnianych (buk: jasne, miękkie i
ciepłe), więc zabezpieczyłam ją folią na całej długości, ale nie zamierzałam malować
nic więcej, niż tą jedną ścianę.
Moja
ściana.
W
mojej sypialni.
Abym
miała nadal codziennie piękną pobudkę nawet wtedy, jeśli Alex nie będzie mnie
już chciał.
Bo
dotarło do mnie, że nie miałam zamiaru odrzucać go, jeśli stwierdziłby, że
możemy być razem.
Po
prostu nie mogłam bez niego żyć.
Odłożyłam
gąbkę, którą nanosiłam plamki, zdjęłam rękawice, maskę i okulary, a potem
zsunęłam z głowy kaptur.
Do
moich uszu dotarły dźwięki z otoczenia.
Było
chłodno, więc włączyłam ogrzewanie i było słuchać szum pieca, który rozchodził
się w pustych pomieszczeniach.
Ale
i tak było słuchać zza okna szum deszczu i wiatru.
A
oprócz tego otaczała mnie cisza.
Odsunęłam
się od ściany i popatrzyłam na nią z daleka.
Z
miejsca, gdzie miało stać nasze łóżko.
Moje łóżko, jeśli nie
będę miała Alexa.
I
wtedy zauważyłam go.
Stał
oparty o framugę drzwi, których nie było, ze skrzyżowanymi na piersi ramionami
i patrzył na mnie z uśmiechem w oczach.
Wzięłam
zaskoczony wdech i zamarłam.
Kiedy
spojrzałam na niego, spoważniał, ale nie zmienił pozycji.
Zastanowiłam
się, jak długo tam stał, ale uznałam, że niezbyt długo.
Nie
wiedziałam, która była godzina.
Ale
zapach farby nadal był bardzo duszący, a Alex wyglądał, jakby wrócił właśnie
prosto z pracy.
Do
domu.
Patrzyłam
na niego w milczeniu i nie poruszałam się.
Serce
biło mi tak szybko, jakbym przebiegła milę.
-
Tak właśnie pomyślałem - zaczął łagodnym głosem Alex - …że szykujesz dla nas
sypialnię.
Dla nas.
O
Boże!
Zamknęłam
oczy.
Poczułam,
że się poruszył i szybko je otworzyłam.
Rozprostował
nogi.
-
Sophie - mruknął cicho.
-
Ja… - zaczęłam, ale głos odmówił mi posłuszeństwa.
Odchrząknęłam.
-
Nie - powiedział Alex, całkiem się prostując i robiąc krok w moją stronę - Pozwól
mi coś powiedzieć, proszę.
Milczałam,
patrzyłam na niego, a potem wolno kiwnęłam głową.
-
Chciałem cię chronić przed tym gównem, którym mój ojciec pokrywa moje życie -
wyjaśnił cicho Alex, a ja poczułam łzy szczypiące mnie w oczy.
On chciał chronić mnie!
-
Wyszedłem, bo czułem się winny tego, że cię nie uchroniłem… - mówił dalej - i
to mi pieprzyło w głowie. Musiałem uporządkować myśli.
-
Alex - jęknęłam i podniosłam dłoń do oczu, ale (mimo rękawic) była brudna od
pyłu z farby, więc tylko na nią spojrzałam i opuściłam ją.
-
Myślałem przez te wszystkie godziny - ciągnął dalej - i wiem dwie rzeczy. Po
pierwsze nigdy nie chcę cię stracić. Kocham cię.
Nagle
moje serce zrobiło się takie lekkie.
Wszystkie
te kamienie, które zbierały się tam przez ostatnią dobę, spadły z hukiem i
poczułam, że moje usta układają się w szczęśliwy uśmiech.
-
…a po drugie - kontynuował Alex - muszę cię chronić przed moim ojcem, a
najlepiej to zrobię będąc z tobą.
I
to sprawiło, że się krótko zaśmiałam.
Radośnie.
Odrzucając
głowę do tyłu.
Bo
to było cudowne.
Najwspanialszy
pomysł, jaki mógłby kiedykolwiek mieć.
Kiedy
Alex usłyszał mój śmiech, podszedł do mnie trzema długimi susami i położył mi
ręce na biodrach.
-
Przepraszam, Księżniczko, że wyszedłem bez słowa - mruknął tuż przy moich uśmiechniętych
ustach.
Oddzielała
nas folia kombinezonu ochronnego, ale mi to nie przeszkadzało.
Bo
Alex chciał być ze mną.
Nie
uważał mnie za słabą.
Nie
myślał, że jestem…
O
Boże!
Mój
uśmiech zamarł i zesztywniałam.
Alex
wyczuł to i jego spojrzenie stało się skupione.
-
Co? - spytał.
Nie
mogłam mu powiedzieć.
Po
prostu nie wiedziałam, jak to wykrztusić.
-
Sophie - Alex potrząsnął mną delikatnie i przesunął dłoń na moją szyję -
Porozmawiaj ze mną.
Na
te słowa znowu ogarnął mnie śmiech.
Tym
razem przez łzy.
Bo
to była moja kwestia.
Mój
śmiech jednak szybko umarł.
Głównie
dlatego, że miał rację.
Powinniśmy
porozmawiać.
-
Jestem wariatką - szepnęłam.
-
Co? - w głosie Alexa brzmiał (prawie)
śmiech niedowierzania.
-
Jestem słaba i jestem wariatką - częściowo powtórzyłam.
Alex
patrzył na mnie, jakbym żartowała i zaraz miałby się z tego śmiać, więc mu
wyjaśniłam.
-
Miewam szalone pomysły, mam pobudliwy temperament, wykłócam się o wszystko -
wymieniałam - nie zwracam uwagi na godziny i pory roku…
-
Sophie - przerwał mi Alex, potrząsając mną obiema rękoma za biodro i szyję - Ja
to wszystko wiem.
Zamknęłam
oczy i opuściłam głowę.
Wiedział.
-
Sophie - głos Alexa był łagodny i pełen humoru - Ja to wiem i to kocham.
Podniosłam
głowę, żeby na niego spojrzeć.
Otworzyłam
oczy i usta, bo to było zaskakujące i cudowne jednocześnie.
-
Kocham twój temperament - ciągnął
dalej Alex, patrząc mi ciepło w oczy - Pokochałem go dwa lata temu, kiedy
padłaś nieprzytomna w moim łóżku, a potem dałaś mi się pieprzyć od tyłu, oglądając
to w lustrze i szalejąc przy tym.
Fala
wstydu, a jednocześnie zadowolenia spowodowała, że poczułam, jak moje policzki
stają się gorące.
-
Moja Sophie się rumieni - wymamrotał Alex zadowolonym tonem.
Jego Sophie.
O
Boże!
-
Najgorsze jest to - mamrotał nadal Alex - że mam na ciebie ochotę, a tu nie ma
żadnych mebli i śmierdzi farbą.
Uśmiechnęłam
się i przechyliłam głowę.
Też
miałam ochotę na niego.
-
Chyba powinniśmy pojechać do mieszkania - poradziłam poważnie, ale mój głos był
schrypnięty i ujawniał to, że go chciałam.
Zobaczyłam
krzywy uśmiech Alexa.
-
Jak mi powiesz, co tu robiłaś - powiedział głośniej i odsunął się lekko ode
mnie, żeby spojrzeć na ścianę, którą pomalowałam.
Spojrzałam
również i zobaczyłam, że miałam rację.
Wybrany
przeze mnie odcień zieleni dokładnie odpowiadał kolorowi oczu Alexa i plamki,
wysychając, też zrobiły się dokładnie
takie, jak on miał na tej jego zieloności.
-
Zrobiłam sobie taką ścianę, żeby zawsze mieć piękną pobudkę - wyjaśniłam mu
cichym głosem.
Alex
szarpnął lekko głową, zmarszczył brwi i spojrzał na mnie.
-
Ty? - zapytał surowym głosem - …sama?
-
Tak - nie zrozumiałam go - Sama to zrobiłam.
-
Nie, Sophie - uściślił, żeby mi wyjaśnić, a nadal był nachmurzony - Sama
będziesz się tu budziła?
-
Och - szepnęłam i oparłam się o niego przodem, podnosząc jednocześnie ręce do
jego ramion - Miałam nadzieję, że nie sama.
Jego
wzrok złagodniał.
-
Więc czemu… - zaczął, ale ja już zrozumiałam, o co pytał.
-
Nie! - przerwałam mu szybko -
Chodziło mi o to, że to kolor twoich oczu - wyrzuciłam właściwie bez
zastanowienia, a dopiero na widok jego miny spostrzegłam, co powiedziałam.
I
nie żałowałam tego.
Bo
jego oczy stały się takie, że zaparło mi dech w piersiach.
Przepiękne.
Były
takie piękne, że mogłabym w nich utonąć.
Dlatego
nogi mi osłabły i oparłam się mocniej na Alexie, a on objął mnie, przejął mój
ciężar i pochylił się, żeby w końcu wziąć moje usta.
Jedna
z jego rąk przesunęła się w moje (spięte bałaganiarsko) włosy na karku i
zacisnęła się tam w pięść.
I
pocałował mnie tak, jak oboje
lubiliśmy.
Mocno,
drapieżnie, mokro i gorąco.
*****
Godzinę później
Przyjechaliśmy
do mojego kompleksu mieszkalnego dwoma samochodami, bo nie chcieliśmy zostawiać
żadnego przy naszym domu, ale przez całą drogę rozmawialiśmy przez telefony.
Ta
rozmowa była inna niż tamte, które prowadziliśmy w czasie naszej tygodniowej
rozłąki.
Wtedy
rozmawialiśmy o naszej pracy, o znajomych, o naszych dniach.
Niczym
istotnym.
Moglibyśmy
rozmawiać o tym z każdym znajomym.
Teraz
mówiliśmy sobie o uczuciach, myślach.
O
tym, o czym żadne z nas nigdy nie rozmawiało z nikim.
To
było tak, jakbyśmy nie przerwali tej rozmowy, którą zaczęliśmy w naszej
sypialni.
Zaczęłam
ja, dzwoniąc do niego z pytaniem, jak mnie właściwie znalazł.
Zapytał
mnie, gdzie indziej mogłabym być.
Dodał
kilka szczegółów, po których wiedziałam, że myślał o mnie, znał mnie, więc zaczęłam
się zastanawiać, czy ja wiedziałabym,
gdzie jego szukać, czy go znałam i
wyszło mi, że byłby w swoim studio, kiedy dawał sobie „czas na uporządkowanie
myśli”.
Powiedziałam
mu to.
Miałam
rację!
Potem
rozmawialiśmy o tym, co wynikało z naszego „porządkowania myśli” i ciągnęliśmy
to nawet, kiedy wysiedliśmy na parkingu przy kompleksie.
Chociaż
już nie przez telefon.
Najlepsze
było, że wychodziło na to, że oboje
uznaliśmy, że nie możemy bez siebie żyć.
Dotarliśmy
od naszego domu do mojego mieszkania w piętnaście minut.
Oboje
nie spaliśmy w nocy i oboje nie jedliśmy śniadania, więc Alex naszykował tosty,
ja kawę i naprawiliśmy przynajmniej to jedno.
Zjedliśmy.
A
potem poszliśmy zgodnie do sypialni.
Bo
powiedziałam mu, jak bardzo kocham jego oczy, a on mi powiedział, że kocha mój
temperament.
Powiedziałam
mu również, że leżąc na tamtym łóżku myślałam o tym, że byłam jego; że to, co
chcieli wziąć, było jego.
I
że cieszyłam się, że tego nie wzięli.
Lubił
to wszystko.
I
pokazał mi to w sposób nie całkiem werbalny.
Warcząc.
Zaczęliśmy
się całować, rozbierać, a potem pieprzyć.
Ostro.
Więc
spełnienie, które potem nadeszło, było gwałtowne, wyczerpujące i przypomniało
nam o naszych niedoborach snu.
Dlatego
musieliśmy się położyć; tym razem, by spać.
Nago.
Ja
na Alexie.
*****
Dwie godziny
później
Zadzwonił
telefon Alexa, więc oboje się obudziliśmy.
Leżałam
na nim, więc musiałam się odrobinę zsunąć, żeby mógł go wziąć ze stolika
nocnego z boku łóżka.
-
Yo - mruknął sennym, ochrypłym głosem.
Seksownym.
Słuchał
kogoś przez kilka sekund.
-
Tak - odpowiedział temu komuś - Znalazłem ją - przerwał, a potem mruknął -
Przepraszam, stary, ale byliśmy zmęczeni i padliśmy - przerwał, a potem
westchnął i przewrócił oczami - Właśnie nas obudziłeś - znowu przerwał,
spojrzał na mnie, przyciągnął mnie do siebie ramieniem owiniętym za moimi
plecami i pocałował mnie w skroń - Tak - mruknął - rozmawialiśmy - znowu
słuchał - Okej, prześlij - rzucił, a potem - Nara.
I
rozłączył się.
Odłożył
telefon na szafkę nocną i odwrócił się do mnie całkiem przodem, cały czas
przyciskając mnie do siebie dłonią płasko rozłożoną na moim kręgosłupie między
łopatkami, więc leżeliśmy oboje na boku.
Trzymałam
się mocno jego ciała obiema rękoma owiniętymi wokół jego żeber, a jedną nogą
wokół jego bioder.
Jego
druga ręka powędrowała do moich włosów na karku, by tam głaskać.
-
To David - wyjaśnił mi - Ma telefon do psychologa z VAMC. To podobno
specjalista od pomocy ofiarom, leczy traumy. Jakbyś chciała z nim porozmawiać,
to nas umówię. Pojechalibyśmy razem.
Skrzywiłam
się.
Nie
lubiłam psychologów i psychoterapeutów.
Miałam
ich nadmiar w swoim życiu.
-
Sophie - Alex ścisnął mnie lekko ramionami, żeby mi przypomnieć, że miałam z
nim rozmawiać.
Westchnęłam.
-
Jak będziesz ze mną… - przyznałam - to się zgodzę. Chociaż uprzedzam, że nie
lubię psychologów. Zbyt wielu ich poznałam w swoim życiu.
I
zobaczyłam, jak uśmiech rozjaśnił oczy Alexa.
Pięknie.
Chciał
być ze mną.
Chciał,
żebym się dobrze czuła.
Tak,
powinnam częściej to robić.
Bardzo
to lubiłam.
Powinna
częściej powodować, żeby Alex się do mnie tak uśmiechał.
Zwłaszcza
z takiego bliska.
Był
taki cholernie przystojny.
Odchyliłam
głowę, przesunęłam dłoń w jego miękkie włosy na karku i przyciągnęłam jego usta
do swoich.
Mogliśmy
dużo o wszystkim rozmawiać, ale chciałam również mieć nasz czas na inne formy
aktywności.
Takie,
które nie wymagały słów.
Więc
to wzięłam.
A
Alex mi to dał.
Dziękuję za rozdział :)
OdpowiedzUsuń