sobota, 30 kwietnia 2022

8 - Brat

 

Rozdział 8

Brat

Sophie

 

 

 

Cztery dni później

- Hej, braciszku - przywitałam się ciepło przez mój telefon po odebraniu rozmowy po tym, jak zadzwonił, wyjęłam go z torebki i zobaczyłam na wyświetlaczu Vito Dzwoni.

- Hej, siostra - usłyszałam przez słuchawkę od mojego młodszego brata.

Rzadko do mnie dzwonił.

Chyba, że miał coś naprawdę ważnego.

Spojrzałam na Alexa, siedzącego obok mnie za stolikiem, który przyglądał się naszej rozmowie z dziwnym wyrazem twarzy.

Bardzo dziwnym.

Był piątek i Alex miał iść do pracy o piątej trzydzieści po południu, więc mieliśmy dla siebie jeszcze parę godzin.

Alex zabrał mnie do tego baru na późny lunch po tym, jak byliśmy na dużych zakupach w sklepie budowlanym.

Nie spodziewałam się tej wyprawy, bo miałam nadzieję, że Sammy się wszystkim zajął, ale najwidoczniej nie miał czasu i ochoty na jeżdżenie po sklepach, a Alex koniecznie chciał wziąć w tym udział.

Więc pojechaliśmy we dwoje.

Większość zakupów opłaciłam, zamówiłam dostawę do mojego nowego domu i podałam numer telefonu do Sammy’ego.

Część rzeczy jednak mieliśmy w Raptorze, a ponieważ wiedziałam, że tak będzie, więc Alex zgodził się go prowadzić (chociaż tego nie lubił).

Poprzedniego dnia Alex pracował znowu od rana do szóstej wieczorem, więc ponownie większość dnia byłam pod opieką kobiet, które wymieniały się obowiązkami przy prawie-zadowolonej-z-tego niepełnosprawnej.

Tym razem jedną z tych kobiet był Sandra, z którą spotkałam się rano na godzinę w moim mieszkaniu.

Zadzwoniłam do niej jakiś czas temu na numer, który dostałam od Evy i opowiedziałam o stronie internetowej, jakiej potrzebuję.

Powiedziała, że woli najpierw się spotkać i porozmawiać, żeby poznać klienta, a potem mogłybyśmy przesyłać sobie materiały e-mailami.

Zgodziłam się.

Podobało mi się to.

 I to był również mój sposób działania.

Przyszła do mnie, pokazałam jej moje mieszkanie, moje projekty i zachowane przeze mnie zdjęcia dawnych projektów, a potem opowiedziałam jej o moim domu.

Sandra była szczupłą, nieśmiałą Afroamerykanką, z piękną, lśniącą skórą, delikatnymi rysami twarzy i mocno kręconymi włosami.

Pokazała mi dwie strony, które zaprojektowała dla innych klientów i pokazała, co mogłaby zrobić dla mnie.

Rozmawiałyśmy o tym, kto mógłby zrobić dla nas więcej zdjęć do wykorzystania i czy dawni klienci zgodziliby się na zrobienie i udostępnienie zdjęć ich domów (z zewnątrz, bo nigdy nie naruszyłabym ich prywatności).

Potem umówiłyśmy się, że Sandra wykona wstępny projekt i mi go prześle w ciągu najbliższego tygodnia.

Powiedziałam jej, że nie było pośpiechu, bo i tak nic nie mogłam zrobić z tą ręką w gipsie, więc nie zależało mi na nowych klientach.

Wtedy nasza rozmowa zeszła na leczenie i rehabilitację jej chłopaka.

Okazało się, że jego rozległe poparzenia leczone były jakąś innowacyjną metodą przeszczepów jego własnej skóry, którą hodowali specjalnie dla niego w laboratorium.

Łał.

Nawet nie wiedziałam, że tak się da.

Życzyłam jej dla niego dużo zdrowia i szczęścia.

Szczerze.

Kiedy rozstałyśmy się, nie miałam prawie w ogóle czasu dla siebie, bo Alice, Eva i Maggie przychodziły jedna za drugą.

Wyjątkiem od czasu spędzonego z kobietami miałam w ciągu dnia dwie godziny, które spędziłam z klientami.

Był to ten sam mężczyzna, który przysłał mi e-mail w poprzednim tygodniu i jego narzeczona.

Zgodził się poczekać na rysowanie przeze mnie projektu do zdjęcia mojego gipsu, a teraz ustalaliśmy jego preferencje.

Podobała mi się jego wizja i wyglądało na to, że jemu podobało się moje podejście do projektu.

Dużo rozmawialiśmy, poznawałam go, ale do wczorajszego dnia rozmawialiśmy tylko telefonicznie.

Dowiedziałam się, że miał na imię Eryk i miał narzeczoną, Dianę, z którą za pół roku mieli wziąć ślub.

Dom, a raczej jego ściany, miały powstać przed tym terminem, a urządzaniem go chcieli zająć się wspólnie później.

Działka, którą kupili była budowlana, ale miała ściśle określone warunki zabudowy, ponieważ była w granicach terenu chronionego krajobrazu.

Przesłał mi te warunki e-mailem.

Im one nie przeszkadzały, a nawet odpowiadały, bo mieli wizję domu wkomponowanego w otoczenie.

Lubiłam to.

Lepiej wizję Eryka (lub może ich oboje) zrozumiałam, kiedy wczoraj poznałam Dianę, jego narzeczoną.

Przyjechali po mnie oboje do mojego kompleksu (czekałam na nich przy parkingu dla gości, kiedy zadzwonili, że jadą), a potem pojechaliśmy obejrzeć teren przyszłej budowy.

Dużo rozmawialiśmy, ale mnie przekonał wygląd Diany i jej dopasowanie do miejsca, w którym chcieli mieć dom.

Wyglądała jak rusałka leśna, albo jak bajkowy duch gór.

Była niewysoka, szczupła, wiotka i sennie patrząca na świat.

Miała jasno brązowe włosy, bladą cerę drobnej twarzyczki i duże, jasno szare oczy w ciemnej oprawie, którymi patrzyła marzycielsko, jakby półprzytomnie.

Wyglądała, jakby urodziła się pośród skał.

Więc wymyśliłam ich dom jako skałę.

Kiedy przedstawiłam im swoją wizję, byli zachwyceni, chociaż nie mogłam jej narysować, tylko operowałam słowami.

Widocznie wystarczająco dobrze.

Chciałam, żeby ich dom miał prawie płaski dach z kaskadowym ułożeniem niby skał, czyli dachówek z szarych łupków kamiennych.

Ściany zewnętrzne byłyby zaokrąglone, z jak najmniejszą ilością kantów, a dużą ilością szkła wbudowanego w szarą stal.

Po obejrzeniu działki i otoczenia stwierdziłam, że taka forma domu będzie tam najlepsza, jeśli miałby być w zgodzie z otoczeniem.

Mogłam już od poniedziałku zacząć się starać o zezwolenia i sprawdzenie możliwości przyłączenia mediów.

Zgodzili się, więc miałam rozpisać im kosztorys.

Alice miałaby co robić, bo trzeba było ocenić wszystkie koszty.

Do niedzieli miałam spisać przewidywane materiały na ściany nośne, fundamenty i strop, koszt przyłączy, zezwoleń, robocizny i przesłać jej na e-mail, a potem zastanowić się nad tym, co mogłoby być nieprzewidziane.

Zawsze coś takiego było.

Wyglądało na to, że właśnie teraz rozmawiałam z tym, który nie został przeze mnie przewidziany w harmonogramie na najbliższy dni.

Mój brat, mówiący mi, że przyjedzie w sobotę do Salt Lake City, żeby zanocować u mnie do niedzieli.

U mnie, śpiącej w łóżku z Alex’em.

O rany!

Nawet mu jeszcze nie powiedziałam, że z kimś mieszkam.

Musiałam to naprawić.

Natychmiast.

- Hmmm - zaczęłam - Wiesz, Vito, cóż, tylko tak cię uprzedzam, żebyś się nie zdziwił.

Spojrzałam na Alexa, który miał bardzo dziwną mnę.

- Mieszkam z kimś - zakończyłam i zobaczyłam, że Alex się uśmiecha.

Wydawało mi się, albo może i nie, ale… hmmm… przez jego twarz przemknął jakby… cień ulgi.

Czyżby bał się, że każę mu się wynieść z mojego mieszkania na czas wizyty mojego brata?

- Ma na imię Alex i opiekuje się mną - dodałam wyjaśniająco, a potem wgapiłam się w Alexa.

Bo wyglądał, jakby… był szczęśliwy.

Patrzyłam na niego i jego minę, ale nie analizowałam tego, bo w słuchawce zabrzmiał mi radosny huk głosu mojego młodszego braciszka, który dzielił się tą nowiną ze swoją żoną.

Cieszył się.

Odsunęłam słuchawkę od ucha i skrzywiłam się.

O, rany!

Co to będzie, kiedy to się skończy?

*****

Alex

Tego samego dnia wieczorem

Alex był w pracy, sprzątali w wozie i głównie milczeli.

Alex myślami wracał do tego, jak słuchał głosu Sophie, mówiącej swojemu młodszemu bratu, swojej najbliższej i jedynej (z tego co wiedział) rodzinie, że mieszkali razem.

Byli razem.

I do radości jej brata, doskonale słyszalnej przez telefon, że ona miała kogoś, kto się nią opiekował, że była z kimś.

Nawet, jak się nie znali.

Mężczyźni u nich w pracy zwykle milczeli, bo nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, skoro pracowali razem od lat i wiedzieli, co trzeba było zrobić przy wozie na zakończenie zmiany.

Alba, jedyna kobieta, która z nimi pracowała, dostosowała się do tego, a może miała to w swoim charakterze, bo żaden z nich nie wiedział o niej nic bliższego, chociaż przebywali ze sobą po dwanaście godzin na zmianach.

Olgierd zatrudnił ją na rok w zastępstwie za Josha, który przechodził kurację po oparzeniu i miał do tego czasu nie wrócić do pracy.

Jednak tym razem, kiedy byli blisko siebie podczas porządkowania wozu, Alex zdecydował się zapytać o coś Davida.

Musiał zaopiekować się Sophie.

- David? - zaczął.

- Tak? - kumpel przestał robić to, co robił, podniósł głowę i spojrzał na niego uważnie.

Alex nigdy nie miał spraw, które chciałby załatwić z Davidem.

Jakichkolwiek.

- Mówiłeś kiedyś, że znasz kogoś, kto mógłby założyć system alarmowy w domu jednorodzinnym - przypomniał Alex.

- Tak, znam - potwierdził David.

- Widzisz, Sophie buduje dom - wyjaśnił Alex - To właśnie tam została napadnięta. Ktoś się włamał.

- Wiem - stwierdził David.

- Czy mógłbyś dać mi namiary na… - poprosił Alex.

Nie dokończył, bo David odwrócił się do niego całkiem przodem i wgapiał się, jakby był w szoku.

- Chcesz założyć u niej alarm? Ty? - spytał David, unosząc wysoko brwi, kiedy Alex przytaknął - Ona o tym wie?

Gówno.

- Nie rozmawiałem z nią jeszcze - niechętnie przyznał Alex i zauważył, że z drugiej strony wozu podchodzi do nich Jimmy.

- Stary - zaczął David - Dam ci te namiary, ale pamiętaj, że najpierw musisz o tym z nią porozmawiać.

W tym momencie Alex zdziwił się jak cholera.

Porozmawiać z nią?

Taka rada z ust Davida była pieprzonym szokiem dla systemu.

David w ogóle z kimkolwiek cholernie mało rozmawiał.

Jimmy stał oparty barkami o wóz z ramionami skrzyżowanymi na piersi i przyglądał się im obu uważnie.

- Co jest między wami? - zapytał cicho - To poważne?

Gówno ich to obchodziło, ale Alex wiedział, że się martwili, bo zaangażował ich kobiety, a one nie odpuszczały.

Alex zastanowił się nad tym, bo nie znał odpowiedzi.

Wiedział, że było mu dobrze z Sophie i ona też wydawała się czuć komfortowo z tym, co mieli.

Seks był fantastyczny.

Ale gdyby nie okoliczności, nigdy nie dowiedziałby się, gdzie pracowała, że jej rodzice nie żyli, że mieszkała sama.

Niczego nigdy o sobie nie powiedziała mu ot tak, sama od siebie.

Nie rozmawiali.

Ale też i on sam nie powiedział jej nic o sobie.

Nic zobowiązującego.

- Nie wiem - przyznał - Poznajemy się.

- Taki system jest drogi. Bardzo drogi - powiedział mu David - Zwłaszcza jak chcesz mieć porządny.

- Okej - powiedział szybko Alex - Ja zapłacę.

Zarówno David jak i Jimmy unieśli wysoko brwi.

- Chcę, żeby była bezpieczna - wyjaśnił im Alex.

- Okej - szepnął Jimmy i uśmiechnął się ze znawstwem.

Gówno.

Zobaczył, że David wyciągnął swoją komórkę, odszedł na bok i wybrał numer, a potem rozmawiał z kimś cicho i krótko.

Obaj z Jimmy’m stali i czekali, aż skończył i wrócił do nich.

- Jutro będę miał kogoś, kto podjedzie do ciebie i opowie co i jak - stwierdził krótko David po rozmowie.

- Dzięki - mruknął Alex - Nie do mnie, tylko do Sophie.

- Oczywiście - David uśmiechnął się szeroko, co Alex widział chyba drugi raz odkąd go znał.

- Dobra, dzięki - mruknął Alex i odwrócił się, żeby odejść, bo zaczynali go cholernie wkurzać.

- Też muszę poważniej porozmawiać z Evą o systemie bezpieczeństwa w naszym nowym domu - powiedział nagle Jimmy.

Alex stanął jak wryty i odwrócił się z powrotem do ich.

- Chyba musisz - mruknął David - i ja też powinienem.

- Ustawimy się w kolejce - powiedział potem - Alex pierwszy o tym mówił, ty masz dzieci, więc ja będę trzeci.

O cholera.

Rozmawiali o tym wcześniej, ale Alex pierwszy raz usłyszał, jak wszyscy, nawet David martwili się o swoje kobiety i wspierali wzajemnie.

A na dodatek David powiedział naraz tyle słów, ile Alex dotąd chyba nie słyszał od niego przez miesiąc.

Te kobiety ich zmieniały.

Czy Sophie zmieni Alexa?

Musiałaby w nim coś naprawić.

Nie wiedział, czy był na to gotowy.

Wrócili do pracy.

*****

Piętnaście godzin później

W sobotnie południe Alex był wyspany po nocnej zmianie i robił wczesny lunch dla nich dwojga w kuchni Sophie.

Sophie siedziała na stołku obok niego i opowiadała mu o jej nowym kliencie i projekcie domu, jaki wymyśliła.

Alex miał wrażenie, że robiła to wyłącznie dlatego, że była sfrustrowana brakiem możliwości przeniesienia tego na papier.

Było widać, że dużo o tym myślała.

Ale słuchał uważnie.

Sophie miała wizję.

Opowiadała tak szczegółowo i tak niezwykle sugestywnie, że dosłownie widział ten niezwykły dom w swojej wyobraźni.

Mógłby go narysować.

Dla niej.

Naszykował kanapki z indykiem i serem do zapiekania, wstawił je na maśle na patelni na małym ogniu, żałując, że nie mieli elektrycznego grilla i poszedł do salonu, gdzie Sophie miała na desce kreślarskiej szkicownik i ołówki.

Siedziała na stołku zastygła bez ruchu i patrzyła na niego z otwartymi ustami, kiedy wziął szkicownik i ołówek i szedł do niej z powrotem.

Wrócił do kuchni, usiadł obok niej na drugim stołku i położył otwarty szkicownik na blacie.

- Więc jak miałby wyglądać ten dach? - zaczął szkicować wyćwiczonymi, pewnymi ruchami to, co mu opowiadała - Tak?

Spojrzała, błysnęły jej oczy i przytaknęła z zapałem głową.

- Łupki to takie płytki płaskich z kamieni - wyjaśniła mu - Ułożone jeden nad drugim, tak, żeby zachodziły na siebie w kaskadzie, mogłyby wyglądać jak zbocze góry.

Rozumiał to.

Widział to.

Dorysował kilka kresek, a potem jeszcze trochę.

- Tak! - westchnęła - A ta ściana, tutaj - pokazała palcem prawej ręki, którą tak, jak on, nie umiałaby niczego narysować - …byłaby z prostokątnych tafli szkła od podłogi do sufitu, które byłyby poprzedzielane stalowymi wspornikami.

Alex rysował to, co mówiła, dodając to, co mówiła mu wcześniej.

Patrzyła na to przez chwilę w milczeniu.

- Dokładnie tak - westchnęła w końcu z zachwytem - Drzwi wejściowe byłyby tu z boku - wskazała znowu - Byłyby podwójne, duże i osadzone w kamiennych blokach.

Alex szkicował uważnie, dodając coraz więcej detali i uzupełniając wyobrażone przez siebie otoczenie.

- O Boże - westchnęła Sophie - To jest piękne.

Alex przerwał szkicowanie i spojrzał na nią.

W jej oczach było coś takiego…

Jej wzrok przeniósł się z rysunku na niego i był wręcz palący z zachwytu.

Prawie nie mógł tego znieść.

Cholera.

- To jest takie, jakie wymyśliłaś - mruknął Alex do Sophie - A wymyśliłaś to zajebiście.

Patrzyła na niego w milczeniu przez sekundę, a potem pochyliła się w jego stronę i pocałowała go.

Wcale nie delikatnie i czule.

Złapała jego szyję prawą ręką i przyciągnęła się do niego, więc pocałunek był namiętny i gorący.

 Kiedy się odsunęła, ich oddechy były mocno przyspieszone.

- Dziękuję - szepnęła Sophie.

- Nie ma za co - mruknął Alex.

Ale nie wiedział, co zrobić z takim natłokiem emocji.

Więc uciekł.

Zostawił szkic i wstał, żeby podejść do patelni.

Ich kanapki były gotowe.

Nałożył je na talerze, polał majonezem i postawił jeden przed Sophie, która nadal wpatrywała się w karton.

- Więc również umiesz rysować - mruknęła i podniosła oczy na niego, odsuwając szkicownik i biorąc gorącą kanapkę między palce prawej dłoni.

Ugryzła w zamyśleniu, ale potem spojrzała na jedzenie i oblizała się.

- Również? - zdziwił się Alex, ale musiał przyznać przed sobą, że to, co poczuł, było przyjemne, niezwykle przyjemne.

- Naprawdę fantastycznie gotujesz - wskazała na kanapkę brodą - zawodowo ratujesz ludzi, świetnie myjesz włosy, super pieprzysz i umiesz pięknie rysować - wymieniała w zadumie.

Przeżuwała, wpatrując się w kanapkę.

- Dzięki - mruknął, uznając, że żartowała, więc automatycznie dostosowując się do jej tonu.

Przełknęła i spojrzała na niego, podnosząc ponownie kanapkę do ust.

- Nie żartuję - powiedziała poważnie.

Poczuł, że jego spojrzenie na nią stało się łagodne, kiedy przełknął kęs swojej kanapki.

- Sophie - odparł jej - Projektujesz oryginalne domy, jakich nikt by nie wymyślił, potrafisz samodzielnie pobić trzech facetów…

- Prawie - przerwała mu z uśmiechem.

- …prawie - zgodził się Alex - Prowadzisz tego swojego potwora sprawnie po drogach zatłoczonego miasta nawet jedną ręką i pieprzysz się zajebiście. Nie mówiąc o tym, że masz fantastyczny tyłek i super włosy.

Sophie zaśmiała się cicho.

- Ponieważ ty jesteś super przystojny, więc i tak wychodzi na to, że masz więcej plusów niż ja - podsumowała i wzięła do ust potężny kęs kanapki.

 Alex dopiero wtedy zauważył, że Sophie lubiła jeść.

Robiła to tak samo, jak się kochała, jak grała w Cribbage, jak mówiła o swoich projektach.

Namiętnie i z pasją.

I Alex to uwielbiał.

Tak samo, jak uwielbiał ją całą.

Gówno.

*****

Sophie

Trzy godziny później

Właśnie pożegnaliśmy się z facetem, który przyszedł uzgodnić, jaki system alarmowy chciałabym mieć w moim nowym domu.

Chciałabym?

Okazało się, że Alex poprosił Davida o to, żeby kogoś znalazł, żebym miała dobre zabezpieczenia w moim nowym domu.

Martwił się i chciał, żebym była bezpieczna.

O Boże!

Był taki wspaniały, że nie awanturowałam się, że zrobił to za moimi placami, tylko przytaknęłam wszystkiemu.

Właściwie we dwóch ustalili, jaki zabezpieczenia będą najlepsze, gdzie i ile kamerek potrzebuję, jakie czujniki, żeby nie były uciążliwe, ale żeby były skuteczne i tak dalej.

Nie wtrąciłam się.

Nie miałam okazji.

Kiedy się zorientowałam, ile to będzie kosztować, Alex absurdalnie stwierdził, że on zapłaci.

O, nie!

Nie zrobi tego!

Nie miałam jednak okazji, żeby mu to wygarnąć.

Bowiem ledwie wyszedł z mojego mieszkania facet od systemu bezpieczeństwa, przyjechał mój brat.

Zaledwie zdążyłam otworzyć buzię, żeby zacząć mówić, po tym jak Alex wrócił do salonu, kiedy zamknął drzwi, jak rozległo się pukanie, a właściwie walenie do nich.

Vito wparował do mojego mieszkania krzycząc wniebogłosy natychmiast po tym, jak tylko Alex mu otworzył.

Kochałam mojego młodszego braciszka, ale mógłby, do cholery, panować odrobinę nad tym swoim włoskim temperamentem.

O Boże!

Prawie mogłam sobie wyobrazić, że jechał tak krzycząc ze swojego domu aż tutaj do mnie i opowiadał wszystkim po drodze przez otwarte okno samochodu, że jego starsza siostra wreszcie ma kogoś.

- Soph, siostra - wydzierał się na cały kompleks - Kurwa, jak dobrze, że wreszcie kogoś znalazłaś. Paul Palant nie był wart twojej jednej myśli.

Uch!

- Vito - warknęłam głośno, żeby go przekrzyczeć - zamknij się, do cholery. Ja tu mieszkam. Nie potrzebuję takiej pieprzonej reklamy.

Wyszłam do korytarza tylko po to, żeby zobaczyć, jak się sobie przedstawiają i witają się męskim uściskiem dłoni, a potem zgodnie wchodzą we dwóch wgłąb mojego mieszkania.

- Sophie - jęknął (nadal głośno) na mój widok - góóówno, czemu nie powiedziałaś.

Cieszyłam się, że przyjechał tak późno, po upływie kilku dni, bo usłyszałabym jeszcze więcej, gdyby zobaczył moją twarz w pierwszych dniach i w pełnej krasie kolorków.

- Zamknij się, Vito - ponownie warknęłam na niego.

- Ja się tylko cieszę, ze masz kogoś, kto się tobą opiekuje - powiedział wreszcie spokojniej, będąc już w moim salonie - Alex, wiesz, ona bywa czasem taka spięta.

Przewróciłam oczami do sufitu.

A potem wpadłam w objęcia mojego brata, który mógł być wrzodem na moim tyłku, ale i tak go kochałam.

I dawał świetne przytulaski.

Najlepsze (oprócz Alexa).

Potem siedzieliśmy na kanapie w moim salonie we trójkę po tym, jak Alex przyniósł nam piwo i opowiadaliśmy sobie różności.

Oczywiście musiałam opowiedzieć (kolejny raz) ze szczegółami, jak do tego wszystkiego doszło.

Podczas poprzedniej rozmowy powiedziałam mu tylko, że jestem trochę potłuczona, więc nie odwiedzę ich w najbliższym czasie.

Teraz siedziałam, a właściwie leżałam między nimi dwoma, oparta plecami o brzuch Alexa, który obejmował mnie ramieniem pod piersiami, pod moją lewą ręką, a nogami opierałam się o Vito, który masował mi lekko palce stóp.

To było bardzo dobre.

Ale, ledwo przebrnęłam przez część, w której straciłam przytomność, Vito mi przerwał.

- Jakim cudem cię pokonali? - spytał z takim zdziwieniem w głosie, że zrobiło mi się miło, że tak we mnie wierzył - Maksim był pewnie niepocieszony.

- Cóż - odparłam lekceważąco - gówno się zdarza i Maksim o tym wie.

- Wiesz Alex - Vito zwrócił się do Alexa, który nie był do końca rozluźniony podczas tej konwersacji - Sophie zaczęła trenować judo już jako trzynastolatka.

- Tak? - Alex się zainteresował.

Spięłam się, bo nie chciałam, żeby Vito opowiedział Alexowi dlaczego zaczęłam trenować judo.

- Tak - mruknął Vito i pociągnął łyk piwa, po czym spojrzał na mnie i dodał - Zawsze chciała mnie bronić.

- Vito - szepnęłam.

Spojrzał na mnie łagodnie i uścisnął moją stopę.

A potem stwierdził, że czas na żarty.

- Ale muszę przyznać, że się nieźle ustawiłaś, siostra. Alex cię obsługuje, jakbyś była prawdziwą księżniczką - rzucił, zanim się zastanowił.

Wiedziałam o tym, bo gdyby pomyślał, nie użyłby przy mnie tego słowa.

Bo byłam Księżniczką mojej mamy.

Spięłam się, poczułam, że w reakcji na to Alex spiął się obok mnie, a Vito spojrzał na mnie przepraszająco.

- Sorki, siostra - mruknął.

- Co…? - zaczął Alex.

- Mama tak mówiła na Sophie - wyjaśnił Vito.

Musiałam to przerwać.

- Myślę, że teraz zamówimy pizzę - rzuciłam głośniej nieswoim głosem, żeby zmienić temat - Przywiozą ją za pół godziny, to będzie akurat czas na wczesną kolację.

Alex uścisnął mnie, więc podniosłam głowę, by na niego spojrzeć, a on pocałował mnie w czoło, a potem, szczęśliwie, odpuścił.

- Zgoda - powiedział Vito.

- Wezmę telefon - mruknął Alex i wstał, przez co musiałam się podnieść.

Zamówiliśmy dwie pizze, a ja w czasie czekania na nie przygotowałam koc i poduszkę, żeby Vito mógł spać na kanapie.

Krzątałam się po sypialni, by wyjąć koc z komody i po łazience, by powiesić tam dodatkowy ręcznik, żebym miała pewność, że mój młodszy brat będzie miał chociaż trochę wygody, skoro nie miałam dla niego pokoju z porządnym łóżkiem.

Widziałam, że w trakcie tego faceci rozmawiali o czymś, siedząc z piwem na kanapie, ale nie chciałam im przeszkadzać.

Potrzebowali trochę czasu, żeby się poznać, a ja potrzebowałam tego, żeby Vito zobaczył, że nie musi się o mnie martwić.

Alex był w stanie sam jedną krótką rozmową udowodnić mu, że się mną dobrze zajmował.

Wiedziałam to.

Kiedy przywieźli pizze, usiedliśmy w kuchni przy blacie i tam jedliśmy prosto z kartonów, popijając je piwem.

Powiedzieliśmy Vito, że Alex pracuje jako strażak.

Powiedziałam mu, że poznałam całą fantastyczną grupę kobiet, które się wspierały i pomagały mi.

I zobaczyłam łagodny wyraz twarzy Alexa, kiedy o tym mówiłam.

A potem wróciliśmy na kanapę, żeby jeszcze trochę porozmawiać, więc dowiedziałam się, że w ciągu najbliższych dni mogę zostać po raz trzeci ciocią.

Już?

Omójbosze!

Byłam taka podekscytowana.

Wydawał mi się, że wciąż mamy bardzo dużo czasu do tego szczęśliwego wydarzenia.

Siedzieliśmy na kanapie tak samo jak poprzednio, co bardzo mi się podobało, bo Alex chyba lubił mnie mieć tak blisko siebie, a ja na pewno lubiłam być tak blisko niego.

Nawet, jeśli to nie miało trwać dłużej niż gips na mojej ręce, to chciałam mieć kilka takich chwil.

Może Eva właśnie to miała na myśli, mówiąc o ulotności życia razem.

Kiedy rozmawialiśmy o dzieciach Vito, wyciągnęłam laptop, na którym miałam zdjęcia tych dwóch nieznośnych szkrabów, za którymi przepadałam, żeby pokazać je Alexowi i okazał się, że Vito miał nie tylko zdjęcia, ale również filmik na komórce.

Pokazał nam go i zachwyciłam się (głośno), bo łobuzica Lisa na nim nie psuła wieży z klocków, które im zawiozłam, ale ją budowała.

Sama budowała.

Wspaniałą wieżę.

Powiedziałam Vito, że mam nowego klienta, więc i ja zaraz znowu będę coś budowała.

- Okej, dzieciaki - rzucił nagle Vito - Muszę spadać. Umówiłem się z jednym gościem w sprawie kilku letnich koncertów w Liberty Park.

- Och - westchnęłam i wyprostowałam się podekscytowana  - Naprawdę?

- Taaa - mruknął Vito i spojrzał na mnie z uśmiechem w oczach, bo wiedział, że będę lubiła wybrać się na jego koncert.

Zaczął się podnosić, a ja usiadłam prosto i opuściłam nogi na podłogę.

- Vito - powiedziałam - Alex idzie jutro do pracy o piątej rano, więc gdybyś mógł, wiesz, wracając…

- Okej, siostra - mruknął i znowu popatrzył na mnie łagodnie, bo domyślił się, że chciałam prosić o cichy powrót, żeby Alex mógł się wyspać.

- Dobranoc - mruknął.

A potem podszedł do mnie, wziął mnie w swoje niedźwiedzie objęcia (nawet, jeśli nie był wiele większy ode mnie, to wciąż takie miał), puścił mnie, wyciągnął rękę do Alexa i uścisnął ją krótko.

I wyszedł za drzwi.

Zostaliśmy we dwójkę i zaczęliśmy sprzątać po kolacji.

A potem zaczęliśmy się szykować do snu.

Mieliśmy trochę czasu dla siebie, a ja byłam w czułym i tkliwym, niezwyczajnym dla mnie, nastroju, który chyba się udzielił Alexowi, więc, kiedy znaleźliśmy się w sypialni i na łóżku, pieściliśmy się, rozbieraliśmy, a potem kochaliśmy długo i łagodnie.

Inaczej niż zwykle, ale nie mniej wspaniale.

Jak zwykle.

*****

Alex

Leżeli w łóżku Sophie, przytuleni do siebie jak zwykle po tym, jak kochali się niezwykle delikatnie i czule.

Tak też było fantastycznie.

Alex gładził czubkami palców lewej dłoni ramię Sophie, która zasypiała na nim i myślał o rozmowie z jej bratem.

- Więc wpuściła cię? - Vito spytał Alexa, a ten zastanowił się.

- Nie - odpowiedział szczerze - gdyby nie przypadek, nie wiedziałbym nic.

Taka była prawda.

Sophie nie wyznała mu nic sama od siebie, tylko wszystkiego dowiadywał się przy okazji innych spraw.

Gówno.

- Ona wszystkimi się opiekuje - powiedział Vito do Alexa.

- Tak? - mruknął Alex.

- Tak - odparł Vito - mną zawsze się opiekowała. Zajmowała się moimi sprawami nawet, jak nie byliśmy w tej samej szkole. A potem, jak nasza mama zachorowała, Sophie mieszkała z nimi, żeby ją pielęgnować.

Alex słuchał w napięciu, bo wiedział, że to była jedna z tych rzeczy, których nigdy nie dowiedziałby się od Sophie.

- Popatrz na tych jej facetów - mówił Vito - …dorośli mężczyźni, a to ona pilnuje, żeby się najedli i wybawili. Kobieta, z którą jest Sammy to suka, więc Sophie stara się nie dzwonić do niego, żeby nie była zazdrosna.

Alex zrozumiał wreszcie, dlaczego Sammy nie zajął się lepiej Sophie wtedy, po jej wypadku.

Nadal nie wiedział, dlaczego Sophie była sama.

Taka kobieta.

- Vito - zaczął - nie wiem co…

- Alex… - Vito mu przerwał - Sophie chroni tych, na których jej zależy nawet przed sobą samą. Ponieważ jako dziecko miewała napady złości, więc uważa się za złą osobę. Nie chcę rozmawiać o tym za jej plecami, ale pamiętaj, że ona może cię zniechęcać. Byłem mały, ale pamiętam. Zaczęła trenować judo, bo mama chciała znaleźć jej zajęcie, które by ją wyciszyło, ale jej nie spodobały się zajęcia z jogi. A Maksim prowadził na treningach lekcje ze skupiania energii, bujutsu, jedności ciała i umysłu.

- Och - szepnął Alex.

Siedzieli przez chwilę w milczeniu.

- Spotkałem Paula i Stephanie - przyznał Alex.

- Tak - mruknął Vito, oglądając się na drzwi sypialni, gdzie kręciła się Sophie - gówniana historia. Nie znam całej, ale wiem, że tata musiał odwoływać cały ślub i wesele w dniu, kiedy miały się odbyć. Goście zdążyli się zjechać.

- Więc to on zajął się Sophie - podsumował Alex.

- Tak, ale później nie zajął się sobą i zginął w wypadku samochodowym - powiedział cicho Vito i Alex uznał to za temat tabu, skoro usłyszał w jego głosie ton goryczy i złości.

Rodzeństwo wydawało się czuć tak samo wobec śmierci rodziców.

- Wiesz, stary, Sophie myślała, że zajmowała się mamą i tatą wystarczająco dobrze, żeby ich mieć jeszcze długo - wyznał Vito Alexowi.

Alex patrzył na niego poważnie.

- Dobrze, że wreszcie pozwoliła się komuś nią zająć - dodał Vito.

Alex nie był tego taki pewien.

Westchnął ciężko.

Ostatecznie on praktycznie narzucił się Sophie.

Alex zastanawiał się, czy miałby takie fantastyczne porozumienie z własnym bratem, jeśli ten żyłby nadal i czy tamten by się nim opiekował.

Nigdy się nie dowie.

Jedno było pewne.

Sophie mogła tego nie wiedzieć, nie przyjmować do wiadomości albo starać się to odsuwać od siebie, ale miała ludzi, którzy się o nią troszczyli.

Miała brata, bratową i ich dzieci.

Oni wszyscy ją kochali.

Cieszyli się, kiedy przyjeżdżała.

Czekali na nią.

Tak.

To było coś, czego brakowało Alexowi.

Rodzina.

 

2 komentarze: