Rozdział 8
Sophie
Cztery dni później
-
Hej, braciszku - przywitałam się ciepło przez mój telefon po odebraniu rozmowy
po tym, jak zadzwonił, wyjęłam go z torebki i zobaczyłam na wyświetlaczu Vito Dzwoni.
-
Hej, siostra - usłyszałam przez słuchawkę od mojego młodszego brata.
Rzadko
do mnie dzwonił.
Chyba,
że miał coś naprawdę ważnego.
Spojrzałam
na Alexa, siedzącego obok mnie za stolikiem, który przyglądał się naszej
rozmowie z dziwnym wyrazem twarzy.
Bardzo
dziwnym.
Był
piątek i Alex miał iść do pracy o piątej trzydzieści po południu, więc mieliśmy
dla siebie jeszcze parę godzin.
Alex
zabrał mnie do tego baru na późny lunch po tym, jak byliśmy na dużych zakupach
w sklepie budowlanym.
Nie
spodziewałam się tej wyprawy, bo miałam nadzieję, że Sammy się wszystkim zajął,
ale najwidoczniej nie miał czasu i ochoty na jeżdżenie po sklepach, a Alex
koniecznie chciał wziąć w tym udział.
Więc
pojechaliśmy we dwoje.
Większość
zakupów opłaciłam, zamówiłam dostawę do mojego nowego domu i podałam numer
telefonu do Sammy’ego.
Część
rzeczy jednak mieliśmy w Raptorze, a ponieważ wiedziałam, że tak będzie, więc
Alex zgodził się go prowadzić (chociaż tego nie lubił).
Poprzedniego
dnia Alex pracował znowu od rana do szóstej wieczorem, więc ponownie większość
dnia byłam pod opieką kobiet, które wymieniały się obowiązkami przy prawie-zadowolonej-z-tego
niepełnosprawnej.
Tym
razem jedną z tych kobiet był Sandra, z którą spotkałam się rano na godzinę w
moim mieszkaniu.
Zadzwoniłam
do niej jakiś czas temu na numer, który dostałam od Evy i opowiedziałam o
stronie internetowej, jakiej potrzebuję.
Powiedziała,
że woli najpierw się spotkać i porozmawiać, żeby poznać klienta, a potem
mogłybyśmy przesyłać sobie materiały e-mailami.
Zgodziłam
się.
Podobało
mi się to.
I to był również mój sposób działania.
Przyszła
do mnie, pokazałam jej moje mieszkanie, moje projekty i zachowane przeze mnie
zdjęcia dawnych projektów, a potem opowiedziałam jej o moim domu.
Sandra
była szczupłą, nieśmiałą Afroamerykanką, z piękną, lśniącą skórą, delikatnymi
rysami twarzy i mocno kręconymi włosami.
Pokazała
mi dwie strony, które zaprojektowała dla innych klientów i pokazała, co mogłaby
zrobić dla mnie.
Rozmawiałyśmy
o tym, kto mógłby zrobić dla nas więcej zdjęć do wykorzystania i czy dawni
klienci zgodziliby się na zrobienie i udostępnienie zdjęć ich domów (z zewnątrz,
bo nigdy nie naruszyłabym ich prywatności).
Potem
umówiłyśmy się, że Sandra wykona wstępny projekt i mi go prześle w ciągu
najbliższego tygodnia.
Powiedziałam
jej, że nie było pośpiechu, bo i tak nic nie mogłam zrobić z tą ręką w gipsie,
więc nie zależało mi na nowych klientach.
Wtedy
nasza rozmowa zeszła na leczenie i rehabilitację jej chłopaka.
Okazało
się, że jego rozległe poparzenia leczone były jakąś innowacyjną metodą
przeszczepów jego własnej skóry, którą hodowali specjalnie dla niego w
laboratorium.
Łał.
Nawet
nie wiedziałam, że tak się da.
Życzyłam
jej dla niego dużo zdrowia i szczęścia.
Szczerze.
Kiedy
rozstałyśmy się, nie miałam prawie w ogóle czasu dla siebie, bo Alice, Eva i
Maggie przychodziły jedna za drugą.
Wyjątkiem
od czasu spędzonego z kobietami miałam w ciągu dnia dwie godziny, które
spędziłam z klientami.
Był
to ten sam mężczyzna, który przysłał mi e-mail w poprzednim tygodniu i jego
narzeczona.
Zgodził
się poczekać na rysowanie przeze mnie projektu do zdjęcia mojego gipsu, a teraz
ustalaliśmy jego preferencje.
Podobała
mi się jego wizja i wyglądało na to, że jemu podobało się moje podejście do
projektu.
Dużo
rozmawialiśmy, poznawałam go, ale do wczorajszego dnia rozmawialiśmy tylko
telefonicznie.
Dowiedziałam
się, że miał na imię Eryk i miał narzeczoną, Dianę, z którą za pół roku mieli
wziąć ślub.
Dom,
a raczej jego ściany, miały powstać przed tym terminem, a urządzaniem go chcieli
zająć się wspólnie później.
Działka,
którą kupili była budowlana, ale miała ściśle określone warunki zabudowy,
ponieważ była w granicach terenu chronionego krajobrazu.
Przesłał
mi te warunki e-mailem.
Im
one nie przeszkadzały, a nawet odpowiadały, bo mieli wizję domu wkomponowanego
w otoczenie.
Lubiłam
to.
Lepiej
wizję Eryka (lub może ich oboje) zrozumiałam, kiedy wczoraj poznałam Dianę,
jego narzeczoną.
Przyjechali
po mnie oboje do mojego kompleksu (czekałam na nich przy parkingu dla gości,
kiedy zadzwonili, że jadą), a potem pojechaliśmy obejrzeć teren przyszłej budowy.
Dużo
rozmawialiśmy, ale mnie przekonał wygląd Diany i jej dopasowanie do miejsca, w
którym chcieli mieć dom.
Wyglądała
jak rusałka leśna, albo jak bajkowy duch gór.
Była
niewysoka, szczupła, wiotka i sennie patrząca na świat.
Miała
jasno brązowe włosy, bladą cerę drobnej twarzyczki i duże, jasno szare oczy w
ciemnej oprawie, którymi patrzyła marzycielsko, jakby półprzytomnie.
Wyglądała,
jakby urodziła się pośród skał.
Więc
wymyśliłam ich dom jako skałę.
Kiedy
przedstawiłam im swoją wizję, byli zachwyceni, chociaż nie mogłam jej
narysować, tylko operowałam słowami.
Widocznie
wystarczająco dobrze.
Chciałam,
żeby ich dom miał prawie płaski dach z kaskadowym ułożeniem niby skał, czyli
dachówek z szarych łupków kamiennych.
Ściany
zewnętrzne byłyby zaokrąglone, z jak najmniejszą ilością kantów, a dużą ilością
szkła wbudowanego w szarą stal.
Po
obejrzeniu działki i otoczenia stwierdziłam, że taka forma domu będzie tam
najlepsza, jeśli miałby być w zgodzie z otoczeniem.
Mogłam
już od poniedziałku zacząć się starać o zezwolenia i sprawdzenie możliwości
przyłączenia mediów.
Zgodzili
się, więc miałam rozpisać im kosztorys.
Alice
miałaby co robić, bo trzeba było ocenić wszystkie koszty.
Do
niedzieli miałam spisać przewidywane materiały na ściany nośne, fundamenty i
strop, koszt przyłączy, zezwoleń, robocizny i przesłać jej na e-mail, a potem
zastanowić się nad tym, co mogłoby być nieprzewidziane.
Zawsze
coś takiego było.
Wyglądało
na to, że właśnie teraz rozmawiałam z tym, który nie został przeze mnie
przewidziany w harmonogramie na najbliższy dni.
Mój
brat, mówiący mi, że przyjedzie w sobotę do Salt Lake City, żeby zanocować u
mnie do niedzieli.
U
mnie, śpiącej w łóżku z Alex’em.
O
rany!
Nawet
mu jeszcze nie powiedziałam, że z kimś mieszkam.
Musiałam
to naprawić.
Natychmiast.
-
Hmmm - zaczęłam - Wiesz, Vito, cóż, tylko tak cię uprzedzam, żebyś się nie
zdziwił.
Spojrzałam
na Alexa, który miał bardzo dziwną
mnę.
-
Mieszkam z kimś - zakończyłam i zobaczyłam, że Alex się uśmiecha.
Wydawało
mi się, albo może i nie, ale… hmmm… przez jego twarz przemknął jakby… cień ulgi.
Czyżby
bał się, że każę mu się wynieść z mojego mieszkania na czas wizyty mojego
brata?
-
Ma na imię Alex i opiekuje się mną - dodałam wyjaśniająco, a potem wgapiłam się
w Alexa.
Bo
wyglądał, jakby… był szczęśliwy.
Patrzyłam
na niego i jego minę, ale nie analizowałam tego, bo w słuchawce zabrzmiał mi
radosny huk głosu mojego młodszego braciszka, który dzielił się tą nowiną ze
swoją żoną.
Cieszył
się.
Odsunęłam
słuchawkę od ucha i skrzywiłam się.
O,
rany!
Co
to będzie, kiedy to się skończy?
*****
Alex
Tego samego dnia
wieczorem
Alex
był w pracy, sprzątali w wozie i głównie milczeli.
Alex
myślami wracał do tego, jak słuchał głosu Sophie, mówiącej swojemu młodszemu bratu,
swojej najbliższej i jedynej (z tego co wiedział) rodzinie, że mieszkali razem.
Byli
razem.
I
do radości jej brata, doskonale słyszalnej przez telefon, że ona miała kogoś, kto się nią opiekował, że
była z kimś.
Nawet,
jak się nie znali.
Mężczyźni
u nich w pracy zwykle milczeli, bo nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, skoro
pracowali razem od lat i wiedzieli, co trzeba było zrobić przy wozie na
zakończenie zmiany.
Alba,
jedyna kobieta, która z nimi pracowała, dostosowała się do tego, a może miała
to w swoim charakterze, bo żaden z nich nie wiedział o niej nic bliższego,
chociaż przebywali ze sobą po dwanaście godzin na zmianach.
Olgierd zatrudnił ją na rok w zastępstwie za Josha, który przechodził kurację po
oparzeniu i miał do tego czasu nie wrócić do pracy.
Jednak
tym razem, kiedy byli blisko siebie podczas porządkowania wozu, Alex zdecydował
się zapytać o coś Davida.
Musiał
zaopiekować się Sophie.
-
David? - zaczął.
-
Tak? - kumpel przestał robić to, co robił, podniósł głowę i spojrzał na niego
uważnie.
Alex
nigdy nie miał spraw, które chciałby
załatwić z Davidem.
Jakichkolwiek.
-
Mówiłeś kiedyś, że znasz kogoś, kto mógłby założyć system alarmowy w domu jednorodzinnym
- przypomniał Alex.
-
Tak, znam - potwierdził David.
-
Widzisz, Sophie buduje dom - wyjaśnił Alex - To właśnie tam została napadnięta.
Ktoś się włamał.
-
Wiem - stwierdził David.
-
Czy mógłbyś dać mi namiary na… - poprosił Alex.
Nie
dokończył, bo David odwrócił się do niego całkiem przodem i wgapiał się, jakby
był w szoku.
-
Chcesz założyć u niej alarm? Ty? - spytał David, unosząc wysoko brwi, kiedy
Alex przytaknął - Ona o tym wie?
Gówno.
-
Nie rozmawiałem z nią jeszcze - niechętnie przyznał Alex i zauważył, że z
drugiej strony wozu podchodzi do nich Jimmy.
-
Stary - zaczął David - Dam ci te namiary, ale pamiętaj, że najpierw musisz o
tym z nią porozmawiać.
W
tym momencie Alex zdziwił się jak cholera.
Porozmawiać z nią?
Taka
rada z ust Davida była pieprzonym szokiem dla systemu.
David
w ogóle z kimkolwiek cholernie mało
rozmawiał.
Jimmy
stał oparty barkami o wóz z ramionami skrzyżowanymi na piersi i przyglądał się
im obu uważnie.
-
Co jest między wami? - zapytał cicho - To poważne?
Gówno
ich to obchodziło, ale Alex wiedział, że się martwili, bo zaangażował ich
kobiety, a one nie odpuszczały.
Alex
zastanowił się nad tym, bo nie znał odpowiedzi.
Wiedział,
że było mu dobrze z Sophie i ona też wydawała się czuć komfortowo z tym, co
mieli.
Seks
był fantastyczny.
Ale
gdyby nie okoliczności, nigdy nie dowiedziałby się, gdzie pracowała, że jej
rodzice nie żyli, że mieszkała sama.
Niczego
nigdy o sobie nie powiedziała mu ot tak, sama od siebie.
Nie
rozmawiali.
Ale
też i on sam nie powiedział jej nic o sobie.
Nic
zobowiązującego.
-
Nie wiem - przyznał - Poznajemy się.
-
Taki system jest drogi. Bardzo drogi - powiedział mu David - Zwłaszcza jak
chcesz mieć porządny.
-
Okej - powiedział szybko Alex - Ja zapłacę.
Zarówno
David jak i Jimmy unieśli wysoko brwi.
-
Chcę, żeby była bezpieczna - wyjaśnił im Alex.
-
Okej - szepnął Jimmy i uśmiechnął się ze znawstwem.
Gówno.
Zobaczył,
że David wyciągnął swoją komórkę, odszedł na bok i wybrał numer, a potem
rozmawiał z kimś cicho i krótko.
Obaj
z Jimmy’m stali i czekali, aż skończył i wrócił do nich.
-
Jutro będę miał kogoś, kto podjedzie do ciebie i opowie co i jak - stwierdził
krótko David po rozmowie.
-
Dzięki - mruknął Alex - Nie do mnie, tylko do Sophie.
-
Oczywiście - David uśmiechnął się szeroko, co Alex widział chyba drugi raz
odkąd go znał.
-
Dobra, dzięki - mruknął Alex i odwrócił się, żeby odejść, bo zaczynali go cholernie
wkurzać.
-
Też muszę poważniej porozmawiać z Evą o systemie bezpieczeństwa w naszym nowym
domu - powiedział nagle Jimmy.
Alex
stanął jak wryty i odwrócił się z powrotem do ich.
-
Chyba musisz - mruknął David - i ja też powinienem.
-
Ustawimy się w kolejce - powiedział potem - Alex pierwszy o tym mówił, ty masz
dzieci, więc ja będę trzeci.
O
cholera.
Rozmawiali
o tym wcześniej, ale Alex pierwszy raz usłyszał, jak wszyscy, nawet David
martwili się o swoje kobiety i wspierali wzajemnie.
A
na dodatek David powiedział naraz tyle słów, ile Alex dotąd chyba nie słyszał
od niego przez miesiąc.
Te
kobiety ich zmieniały.
Czy
Sophie zmieni Alexa?
Musiałaby
w nim coś naprawić.
Nie
wiedział, czy był na to gotowy.
Wrócili
do pracy.
*****
Piętnaście godzin
później
W
sobotnie południe Alex był wyspany po nocnej zmianie i robił wczesny lunch dla
nich dwojga w kuchni Sophie.
Sophie
siedziała na stołku obok niego i opowiadała mu o jej nowym kliencie i projekcie
domu, jaki wymyśliła.
Alex
miał wrażenie, że robiła to wyłącznie dlatego, że była sfrustrowana brakiem
możliwości przeniesienia tego na papier.
Było
widać, że dużo o tym myślała.
Ale
słuchał uważnie.
Sophie
miała wizję.
Opowiadała
tak szczegółowo i tak niezwykle sugestywnie, że dosłownie widział ten niezwykły
dom w swojej wyobraźni.
Mógłby
go narysować.
Dla
niej.
Naszykował
kanapki z indykiem i serem do zapiekania, wstawił je na maśle na patelni na
małym ogniu, żałując, że nie mieli elektrycznego grilla i poszedł do salonu,
gdzie Sophie miała na desce kreślarskiej szkicownik i ołówki.
Siedziała
na stołku zastygła bez ruchu i patrzyła na niego z otwartymi ustami, kiedy
wziął szkicownik i ołówek i szedł do niej z powrotem.
Wrócił
do kuchni, usiadł obok niej na drugim stołku i położył otwarty szkicownik na
blacie.
-
Więc jak miałby wyglądać ten dach? - zaczął szkicować wyćwiczonymi, pewnymi
ruchami to, co mu opowiadała - Tak?
Spojrzała,
błysnęły jej oczy i przytaknęła z zapałem głową.
-
Łupki to takie płytki płaskich z kamieni - wyjaśniła mu - Ułożone jeden nad
drugim, tak, żeby zachodziły na siebie w kaskadzie, mogłyby wyglądać jak zbocze
góry.
Rozumiał
to.
Widział
to.
Dorysował
kilka kresek, a potem jeszcze trochę.
-
Tak! - westchnęła - A ta ściana,
tutaj - pokazała palcem prawej ręki, którą tak, jak on, nie umiałaby niczego
narysować - …byłaby z prostokątnych tafli szkła od podłogi do sufitu, które
byłyby poprzedzielane stalowymi wspornikami.
Alex
rysował to, co mówiła, dodając to, co mówiła mu wcześniej.
Patrzyła
na to przez chwilę w milczeniu.
-
Dokładnie tak - westchnęła w końcu z zachwytem - Drzwi wejściowe byłyby tu z
boku - wskazała znowu - Byłyby podwójne, duże i osadzone w kamiennych blokach.
Alex
szkicował uważnie, dodając coraz więcej detali i uzupełniając wyobrażone przez
siebie otoczenie.
-
O Boże - westchnęła Sophie - To jest piękne.
Alex
przerwał szkicowanie i spojrzał na nią.
W
jej oczach było coś takiego…
Jej
wzrok przeniósł się z rysunku na niego i był wręcz palący z zachwytu.
Prawie
nie mógł tego znieść.
Cholera.
-
To jest takie, jakie wymyśliłaś - mruknął Alex do Sophie - A wymyśliłaś to
zajebiście.
Patrzyła
na niego w milczeniu przez sekundę, a potem pochyliła się w jego stronę i
pocałowała go.
Wcale
nie delikatnie i czule.
Złapała
jego szyję prawą ręką i przyciągnęła się do niego, więc pocałunek był namiętny
i gorący.
Kiedy się odsunęła, ich oddechy były mocno
przyspieszone.
-
Dziękuję - szepnęła Sophie.
-
Nie ma za co - mruknął Alex.
Ale
nie wiedział, co zrobić z takim natłokiem emocji.
Więc
uciekł.
Zostawił
szkic i wstał, żeby podejść do patelni.
Ich
kanapki były gotowe.
Nałożył
je na talerze, polał majonezem i postawił jeden przed Sophie, która nadal
wpatrywała się w karton.
-
Więc również umiesz rysować - mruknęła i podniosła oczy na niego, odsuwając szkicownik
i biorąc gorącą kanapkę między palce prawej dłoni.
Ugryzła
w zamyśleniu, ale potem spojrzała na jedzenie i oblizała się.
-
Również? - zdziwił się Alex, ale musiał przyznać przed sobą, że to, co poczuł,
było przyjemne, niezwykle przyjemne.
-
Naprawdę fantastycznie gotujesz - wskazała na kanapkę brodą - zawodowo ratujesz
ludzi, świetnie myjesz włosy, super pieprzysz i umiesz pięknie rysować -
wymieniała w zadumie.
Przeżuwała,
wpatrując się w kanapkę.
-
Dzięki - mruknął, uznając, że żartowała, więc automatycznie dostosowując się do
jej tonu.
Przełknęła
i spojrzała na niego, podnosząc ponownie kanapkę do ust.
-
Nie żartuję - powiedziała poważnie.
Poczuł,
że jego spojrzenie na nią stało się łagodne, kiedy przełknął kęs swojej kanapki.
-
Sophie - odparł jej - Projektujesz oryginalne domy, jakich nikt by nie
wymyślił, potrafisz samodzielnie pobić trzech facetów…
-
Prawie - przerwała mu z uśmiechem.
-
…prawie - zgodził się Alex - Prowadzisz tego swojego potwora sprawnie po
drogach zatłoczonego miasta nawet jedną ręką i pieprzysz się zajebiście. Nie
mówiąc o tym, że masz fantastyczny tyłek i super włosy.
Sophie
zaśmiała się cicho.
-
Ponieważ ty jesteś super przystojny, więc i tak wychodzi na to, że masz więcej
plusów niż ja - podsumowała i wzięła do ust potężny kęs kanapki.
Alex dopiero wtedy zauważył, że Sophie lubiła
jeść.
Robiła
to tak samo, jak się kochała, jak grała w Cribbage, jak mówiła o swoich
projektach.
Namiętnie
i z pasją.
I
Alex to uwielbiał.
Tak
samo, jak uwielbiał ją całą.
Gówno.
*****
Sophie
Trzy godziny
później
Właśnie
pożegnaliśmy się z facetem, który przyszedł uzgodnić, jaki system alarmowy
chciałabym mieć w moim nowym domu.
Chciałabym?
Okazało
się, że Alex poprosił Davida o to, żeby kogoś znalazł, żebym miała dobre
zabezpieczenia w moim nowym domu.
Martwił
się i chciał, żebym była bezpieczna.
O
Boże!
Był
taki wspaniały, że nie awanturowałam się, że zrobił to za moimi placami, tylko
przytaknęłam wszystkiemu.
Właściwie
we dwóch ustalili, jaki zabezpieczenia będą najlepsze, gdzie i ile kamerek
potrzebuję, jakie czujniki, żeby nie były uciążliwe, ale żeby były skuteczne i
tak dalej.
Nie
wtrąciłam się.
Nie
miałam okazji.
Kiedy
się zorientowałam, ile to będzie kosztować, Alex absurdalnie stwierdził, że on
zapłaci.
O,
nie!
Nie
zrobi tego!
Nie
miałam jednak okazji, żeby mu to wygarnąć.
Bowiem
ledwie wyszedł z mojego mieszkania facet od systemu bezpieczeństwa, przyjechał
mój brat.
Zaledwie
zdążyłam otworzyć buzię, żeby zacząć mówić, po tym jak Alex wrócił do salonu,
kiedy zamknął drzwi, jak rozległo się pukanie, a właściwie walenie do nich.
Vito
wparował do mojego mieszkania krzycząc wniebogłosy natychmiast po tym, jak tylko
Alex mu otworzył.
Kochałam
mojego młodszego braciszka, ale mógłby, do cholery, panować odrobinę nad tym
swoim włoskim temperamentem.
O
Boże!
Prawie
mogłam sobie wyobrazić, że jechał tak krzycząc ze swojego domu aż tutaj do mnie
i opowiadał wszystkim po drodze przez otwarte okno samochodu, że jego starsza siostra
wreszcie ma kogoś.
-
Soph, siostra - wydzierał się na cały kompleks - Kurwa, jak dobrze, że wreszcie
kogoś znalazłaś. Paul Palant nie był wart twojej jednej myśli.
Uch!
-
Vito - warknęłam głośno, żeby go przekrzyczeć - zamknij się, do cholery. Ja tu
mieszkam. Nie potrzebuję takiej pieprzonej reklamy.
Wyszłam
do korytarza tylko po to, żeby zobaczyć, jak się sobie przedstawiają i witają
się męskim uściskiem dłoni, a potem zgodnie wchodzą we dwóch wgłąb mojego mieszkania.
-
Sophie - jęknął (nadal głośno) na mój widok - góóówno, czemu nie powiedziałaś.
Cieszyłam
się, że przyjechał tak późno, po upływie kilku dni, bo usłyszałabym jeszcze
więcej, gdyby zobaczył moją twarz w pierwszych dniach i w pełnej krasie
kolorków.
-
Zamknij się, Vito - ponownie warknęłam na niego.
-
Ja się tylko cieszę, ze masz kogoś, kto się tobą opiekuje - powiedział wreszcie
spokojniej, będąc już w moim salonie - Alex, wiesz, ona bywa czasem taka
spięta.
Przewróciłam
oczami do sufitu.
A
potem wpadłam w objęcia mojego brata, który mógł być wrzodem na moim tyłku, ale
i tak go kochałam.
I
dawał świetne przytulaski.
Najlepsze
(oprócz Alexa).
Potem
siedzieliśmy na kanapie w moim salonie we trójkę po tym, jak Alex przyniósł nam
piwo i opowiadaliśmy sobie różności.
Oczywiście
musiałam opowiedzieć (kolejny raz) ze szczegółami, jak do tego wszystkiego
doszło.
Podczas
poprzedniej rozmowy powiedziałam mu tylko, że jestem trochę potłuczona, więc
nie odwiedzę ich w najbliższym czasie.
Teraz
siedziałam, a właściwie leżałam między nimi dwoma, oparta plecami o brzuch Alexa,
który obejmował mnie ramieniem pod piersiami, pod moją lewą ręką, a nogami
opierałam się o Vito, który masował mi lekko palce stóp.
To
było bardzo dobre.
Ale,
ledwo przebrnęłam przez część, w której straciłam przytomność, Vito mi
przerwał.
-
Jakim cudem cię pokonali? - spytał z takim zdziwieniem w głosie, że zrobiło mi
się miło, że tak we mnie wierzył - Maksim był pewnie niepocieszony.
-
Cóż - odparłam lekceważąco - gówno się zdarza i Maksim o tym wie.
-
Wiesz Alex - Vito zwrócił się do Alexa, który nie był do końca rozluźniony
podczas tej konwersacji - Sophie zaczęła trenować judo już jako trzynastolatka.
-
Tak? - Alex się zainteresował.
Spięłam
się, bo nie chciałam, żeby Vito opowiedział Alexowi dlaczego zaczęłam trenować judo.
-
Tak - mruknął Vito i pociągnął łyk piwa, po czym spojrzał na mnie i dodał -
Zawsze chciała mnie bronić.
-
Vito - szepnęłam.
Spojrzał
na mnie łagodnie i uścisnął moją stopę.
A
potem stwierdził, że czas na żarty.
-
Ale muszę przyznać, że się nieźle ustawiłaś, siostra. Alex cię obsługuje,
jakbyś była prawdziwą księżniczką - rzucił, zanim się zastanowił.
Wiedziałam
o tym, bo gdyby pomyślał, nie użyłby przy mnie tego słowa.
Bo
byłam Księżniczką mojej mamy.
Spięłam
się, poczułam, że w reakcji na to Alex spiął się obok mnie, a Vito spojrzał na
mnie przepraszająco.
-
Sorki, siostra - mruknął.
-
Co…? - zaczął Alex.
-
Mama tak mówiła na Sophie - wyjaśnił Vito.
Musiałam
to przerwać.
-
Myślę, że teraz zamówimy pizzę - rzuciłam głośniej nieswoim głosem, żeby
zmienić temat - Przywiozą ją za pół godziny, to będzie akurat czas na wczesną
kolację.
Alex
uścisnął mnie, więc podniosłam głowę, by na niego spojrzeć, a on pocałował mnie
w czoło, a potem, szczęśliwie, odpuścił.
-
Zgoda - powiedział Vito.
-
Wezmę telefon - mruknął Alex i wstał, przez co musiałam się podnieść.
Zamówiliśmy
dwie pizze, a ja w czasie czekania na nie przygotowałam koc i poduszkę, żeby
Vito mógł spać na kanapie.
Krzątałam
się po sypialni, by wyjąć koc z komody i po łazience, by powiesić tam dodatkowy
ręcznik, żebym miała pewność, że mój młodszy brat będzie miał chociaż trochę
wygody, skoro nie miałam dla niego pokoju z porządnym łóżkiem.
Widziałam,
że w trakcie tego faceci rozmawiali o czymś, siedząc z piwem na kanapie, ale
nie chciałam im przeszkadzać.
Potrzebowali
trochę czasu, żeby się poznać, a ja potrzebowałam tego, żeby Vito zobaczył, że
nie musi się o mnie martwić.
Alex
był w stanie sam jedną krótką rozmową
udowodnić mu, że się mną dobrze zajmował.
Wiedziałam
to.
Kiedy
przywieźli pizze, usiedliśmy w kuchni przy blacie i tam jedliśmy prosto z
kartonów, popijając je piwem.
Powiedzieliśmy
Vito, że Alex pracuje jako strażak.
Powiedziałam
mu, że poznałam całą fantastyczną grupę kobiet, które się wspierały i pomagały
mi.
I
zobaczyłam łagodny wyraz twarzy Alexa, kiedy o tym mówiłam.
A
potem wróciliśmy na kanapę, żeby jeszcze trochę porozmawiać, więc dowiedziałam
się, że w ciągu najbliższych dni mogę zostać po raz trzeci ciocią.
Już?
Omójbosze!
Byłam
taka podekscytowana.
Wydawał
mi się, że wciąż mamy bardzo dużo czasu do tego szczęśliwego wydarzenia.
Siedzieliśmy
na kanapie tak samo jak poprzednio, co bardzo mi się podobało, bo Alex chyba
lubił mnie mieć tak blisko siebie, a ja na pewno lubiłam być tak blisko niego.
Nawet,
jeśli to nie miało trwać dłużej niż gips na mojej ręce, to chciałam mieć kilka
takich chwil.
Może
Eva właśnie to miała na myśli, mówiąc o ulotności życia razem.
Kiedy
rozmawialiśmy o dzieciach Vito, wyciągnęłam laptop, na którym miałam zdjęcia
tych dwóch nieznośnych szkrabów, za którymi przepadałam, żeby pokazać je
Alexowi i okazał się, że Vito miał nie tylko zdjęcia, ale również filmik na
komórce.
Pokazał
nam go i zachwyciłam się (głośno), bo łobuzica Lisa na nim nie psuła wieży z
klocków, które im zawiozłam, ale ją budowała.
Sama
budowała.
Wspaniałą
wieżę.
Powiedziałam
Vito, że mam nowego klienta, więc i ja zaraz znowu będę coś budowała.
-
Okej, dzieciaki - rzucił nagle Vito - Muszę spadać. Umówiłem się z jednym
gościem w sprawie kilku letnich koncertów w Liberty Park.
-
Och - westchnęłam i wyprostowałam się podekscytowana - Naprawdę?
-
Taaa - mruknął Vito i spojrzał na mnie z uśmiechem w oczach, bo wiedział, że
będę lubiła wybrać się na jego koncert.
Zaczął
się podnosić, a ja usiadłam prosto i opuściłam nogi na podłogę.
-
Vito - powiedziałam - Alex idzie jutro do pracy o piątej rano, więc gdybyś
mógł, wiesz, wracając…
-
Okej, siostra - mruknął i znowu popatrzył na mnie łagodnie, bo domyślił się, że
chciałam prosić o cichy powrót, żeby Alex mógł się wyspać.
-
Dobranoc - mruknął.
A
potem podszedł do mnie, wziął mnie w swoje niedźwiedzie objęcia (nawet, jeśli
nie był wiele większy ode mnie, to wciąż takie miał), puścił mnie, wyciągnął
rękę do Alexa i uścisnął ją krótko.
I
wyszedł za drzwi.
Zostaliśmy
we dwójkę i zaczęliśmy sprzątać po kolacji.
A
potem zaczęliśmy się szykować do snu.
Mieliśmy
trochę czasu dla siebie, a ja byłam w czułym i tkliwym, niezwyczajnym dla mnie,
nastroju, który chyba się udzielił Alexowi, więc, kiedy znaleźliśmy się w
sypialni i na łóżku, pieściliśmy się, rozbieraliśmy, a potem kochaliśmy długo i
łagodnie.
Inaczej
niż zwykle, ale nie mniej wspaniale.
Jak
zwykle.
*****
Alex
Leżeli
w łóżku Sophie, przytuleni do siebie jak zwykle po tym, jak kochali się
niezwykle delikatnie i czule.
Tak
też było fantastycznie.
Alex
gładził czubkami palców lewej dłoni ramię Sophie, która zasypiała na nim i
myślał o rozmowie z jej bratem.
-
Więc wpuściła cię? - Vito spytał Alexa, a ten zastanowił się.
-
Nie - odpowiedział szczerze - gdyby nie przypadek, nie wiedziałbym nic.
Taka
była prawda.
Sophie
nie wyznała mu nic sama od siebie, tylko wszystkiego dowiadywał się przy okazji
innych spraw.
Gówno.
-
Ona wszystkimi się opiekuje - powiedział Vito do Alexa.
-
Tak? - mruknął Alex.
-
Tak - odparł Vito - mną zawsze się opiekowała. Zajmowała się moimi sprawami
nawet, jak nie byliśmy w tej samej szkole. A potem, jak nasza mama zachorowała,
Sophie mieszkała z nimi, żeby ją pielęgnować.
Alex
słuchał w napięciu, bo wiedział, że to była jedna z tych rzeczy, których nigdy
nie dowiedziałby się od Sophie.
-
Popatrz na tych jej facetów - mówił Vito - …dorośli mężczyźni, a to ona
pilnuje, żeby się najedli i wybawili. Kobieta, z którą jest Sammy to suka, więc
Sophie stara się nie dzwonić do niego, żeby nie była zazdrosna.
Alex
zrozumiał wreszcie, dlaczego Sammy nie zajął się lepiej Sophie wtedy, po jej
wypadku.
Nadal
nie wiedział, dlaczego Sophie była sama.
Taka
kobieta.
-
Vito - zaczął - nie wiem co…
-
Alex… - Vito mu przerwał - Sophie chroni tych, na których jej zależy nawet
przed sobą samą. Ponieważ jako dziecko miewała napady złości, więc uważa się za
złą osobę. Nie chcę rozmawiać o tym za jej plecami, ale pamiętaj, że ona może
cię zniechęcać. Byłem mały, ale pamiętam. Zaczęła trenować judo, bo mama
chciała znaleźć jej zajęcie, które by ją wyciszyło, ale jej nie spodobały się
zajęcia z jogi. A Maksim prowadził na treningach lekcje ze skupiania energii, bujutsu,
jedności ciała i umysłu.
-
Och - szepnął Alex.
Siedzieli
przez chwilę w milczeniu.
-
Spotkałem Paula i Stephanie - przyznał Alex.
-
Tak - mruknął Vito, oglądając się na drzwi sypialni, gdzie kręciła się Sophie -
gówniana historia. Nie znam całej, ale wiem, że tata musiał odwoływać cały ślub
i wesele w dniu, kiedy miały się odbyć. Goście zdążyli się zjechać.
-
Więc to on zajął się Sophie - podsumował Alex.
-
Tak, ale później nie zajął się sobą i zginął w wypadku samochodowym -
powiedział cicho Vito i Alex uznał to za temat tabu, skoro usłyszał w jego
głosie ton goryczy i złości.
Rodzeństwo
wydawało się czuć tak samo wobec śmierci rodziców.
-
Wiesz, stary, Sophie myślała, że zajmowała się mamą i tatą wystarczająco dobrze,
żeby ich mieć jeszcze długo - wyznał Vito Alexowi.
Alex
patrzył na niego poważnie.
-
Dobrze, że wreszcie pozwoliła się komuś nią
zająć - dodał Vito.
Alex
nie był tego taki pewien.
Westchnął
ciężko.
Ostatecznie
on praktycznie narzucił się Sophie.
Alex
zastanawiał się, czy miałby takie fantastyczne porozumienie z własnym bratem,
jeśli ten żyłby nadal i czy tamten by się nim opiekował.
Nigdy
się nie dowie.
Jedno
było pewne.
Sophie
mogła tego nie wiedzieć, nie przyjmować do wiadomości albo starać się to
odsuwać od siebie, ale miała ludzi, którzy się o nią troszczyli.
Miała
brata, bratową i ich dzieci.
Oni
wszyscy ją kochali.
Cieszyli
się, kiedy przyjeżdżała.
Czekali
na nią.
Tak.
To
było coś, czego brakowało Alexowi.
Rodzina.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję za rozdział
OdpowiedzUsuń