czwartek, 28 kwietnia 2022

6 - Przyjaciółki

 

Rozdział 6

Przyjaciółki

Sophie

 

 

 

Następnego dnia rano

Alex wstał (a właściwie wyślizgnął się) z łóżka zaraz po tym, jak zagrał alarm jego budzika.

Ładnie, energicznie.

Wstał naprawdę delikatnie i cicho, jakby miał nadzieję, że mnie nie obudził, ale ja, oczywiście, obudziłam się.

Głównie dlatego, że Alex spał pode mną.

Znowu.

Podobało mi się to.

Poprzedniego dnia zajmowaliśmy się codziennymi sprawami, byliśmy po prostu obok siebie, mijaliśmy się.

Alex gotował, sprzątał i pomagał mi we wszystkim, nawet w tym, o co go nie poprosiłam.

Był uważny i delikatny.

Nie podejrzewałam go o to.

Nie dlatego, że nie myślałam tak o nim.

Po prostu nie znałam drugiego takiego faceta.

Starałam się być we wszystkim samodzielna, ale, jak tylko brałam się za coś, on natychmiast znajdował się obok mnie i pomagał mi.

Na początku czasem całkiem mnie wyręczał, ale, kiedy zauważył, że się tym denerwowałam (bezgłośni, nie wściekałam się), zaczął mi pomagać, bez zabierania mi satysfakcji, że zrobiłam to sama.

A potem, stopniowo, zaczął obserwować z daleka, kiedy zaczynałam coś robić i podchodził dopiero wtedy, kiedy nie mogłam sobie poradzić.

Ja również stopniowo nauczyłam się mówić mu, kiedy podejrzewałam, że sobie nie poradzę bez jego pomocy.

Uczyłam się polegać na nim.

Jak nigdy na nikim; oprócz mojej mamy.

A po lunchu Alex powiedział, że musi gdzieś pojechać i zapytał, czy mogę zostać sama na dwie godziny, czy poradzę sobie bez niego.

Powiedziałam mu, że tak, że popracuję na laptopie.

Pojechał, a ja zostałam.

Sama.

Pracowałam, bo miałam zaległe e-maile do odebrania, faktury do rozliczenia, projekty do przejrzenia i nadążanie za konkurencją.

Zadzwoniłam do Sammy’ego, żeby dowiedzieć się jak tam na budowie (powiedział mi, że będą mu potrzebne te materiały, co zostały po Upierdliwej Klientce, a które wciąż miałam na kipie mojego pickupa).

Ale ciągle myślałam o tym, że, nawet tylko po jednym dniu, już zdążyłam się przyzwyczaić do jego obecności w moim mieszkaniu.

Bo było dziwnie puste i ciche.

O Boże.

Wiedziałam, że nie powinnam się przyzwyczajać.

Więc tego dnia rano leżałam w moim łóżku, które było niewygodne bez Alexa i myślałam, jak ja sobie dam radę bez niego przez całe dwanaście godzin.

Słyszałam, jak w łazience leciała woda i bardzo nie chciałam sobie wyobrażać tego, że Alex bierze prysznic.

Nagi Alex w mojej łazience, kiedy woda obmywała jego gładkie ciało.

To wspaniałe ciało, którego szczegóły pamiętałam aż za dobrze.

Uch.

Kiedy bardzo starałam się o tym nie myśleć, Alex wyszedł w ręczniku i wszedł do sypialni, gdzie zostawił swoją torbę z ubraniami (czego wcześniej nie zauważyłam).

Szybko zamknęłam oczy, ale potem jednak rozchyliłam lekko powieki, żeby jednak trochę widzieć.

Bo było co oglądać.

Był taki przystojny.

Więc widziałam, jak nasuwał bokserki na wspaniale umięśnione, gładkie pośladki, koszulkę na pięknie wysklepione plecy, a potem założył spodnie i usiadł na brzegu łóżka, by wciągnąć na stopy skarpetki.

Ślinka napłynęła mi do ust.

 A potem dowiedziałam się, że wiedział, że nie spałam (i podejrzewałam, że wiedział, że go podglądałam), kiedy odwrócił się do mnie.

- Sophie, mała - powiedział cicho - Wrócę po szóstej wieczorem.

Wróci?

Otworzyłam oczy i spojrzałam wprost na niego.

- Taaaak? - powiedziałam wolno i namysłem.

Ale bez tchu.

Chyba pomyślał, że nadal nie byłam pewna, jak to będzie między nami, a wiedziałam to, kiedy zmienił się wyraz jego twarzy.

- Sophie - powiedział podkreślając każde słowo - Mówiłem ci. Ja. Tu. Zostanę. Zostanę z tobą tak długo, jak będziesz mnie potrzebowała i chciała.

- Alex, ja… - zaczęłam.

Złapał mnie za szyję.

- Nie - przerwał mi - Na razie sama nie wiesz, czego potrzebujesz. Ja to wiem i zostanę.

Zrobiło mi się ciepło koło serca.

- Alex - powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy - Ja wiem, że cię potrzebuję. Nie wiem, jak sobie dam radę dzisiaj bez ciebie.

W jego oczach błysnęło zdziwienie, a potem ciepło.

Miło.

Uch.

- Sophie - mówił i patrzył na mnie łagodnie - Dzisiaj przyjadą do ciebie dziewczyny. Każda na godzinę lub dwie, ale najpierw Alice.

Patrzyłam na niego z otwartymi w szoku ustami.

Co?

Przyjdą?

- Zadzwoniłem wczoraj do Evy i załatwiłem. Jak spałaś - wyjaśnił.

- Och - szepnęłam.

- Sophie - powiedział łagodnie - powiedziałem, że się tobą zajmę.

- Okej, dziękuję - powiedziałam wreszcie i spodobało mu się to, bo jego reakcja była taka, która bardzo mi się podobała.

Pochylił się do mnie w łóżku i pocałował mnie w skroń.

Chciałam dać mu usta, ale nadal były pęknięte.

A potem wstał i poszedł do kuchni.

A ja zostałam w łóżku nieco oszołomiona, bo próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio ktoś się mną zajmował.

I wyszło mi, że od początku choroby mamy… nikt.

Spodobało mi się to, że wreszcie ktoś.

*****

Alex

Trzy godziny później

Alex w był pracy i siedział z innymi ze swojej jednostki przy stole, bo omawiali ostatnią akcję i wypisywali dokumenty.

Zamyślony.

Po zjedzeniu śniadania wrócił do sypialni, żeby pożegnać się z Sophie, ale już ponownie spała.

Była taka piękna.

Uśmiechnął się do siebie stojąc tam w progu, popatrzył przez chwilę na jej czarne włosy rozsypane na poduszce, a potem odwrócił się, poszedł do drzwi, wyszedł, zamknął je na klucz i zbiegł na parking do swojego Mustanga.

Dojechał do pracy na czas, żeby faceci nie mieli pytań, ale przekonał się po ich spojrzeniach i uśmieszkach, że poczta pantoflowa z poprzedniego dnia zadziałała i wszyscy już wiedzieli.

Oczywiście.

Kobiety powiedziały im, że Alex mieszkał u Sophie.

Wytrzymali aż do zebrania.

Nawet jak zobaczyli, że uśmiechnął się do SMS’a, którego od niej dostał, a w którym poinformowała go, że się obudziła.

Toteż właśnie w tym momencie, kiedy siedzieli przy stole po odprawie i przy wypełnianiu dokumentacji, nadszedł czas pytań i odpowiedzi.

- Co jest między wami? - spytał Jimmy.

Alex wzruszył ramionami.

- To coś poważnego? - spytał David.

Alex spojrzał na niego bez wyrazu.

- Dlaczego u niej mieszkasz? - Jimmy zapytał w końcu o coś konkretnego.

- Potrzebuje pomocy - odpowiedział wreszcie Alex.

- Dlaczego? - dopytywał się David.

- Sophie ma złamaną lewą rękę - Alex wyjaśniał wszystkim cierpliwie - …a jest leworęczna, więc słabo sobie radzi nawet z najprostszymi, codziennymi  czynnościami.

- Jak ona sobie złamała rękę? - wydziwiał David.

- Nawet nie wiem, gdzie ona pracuje - stwierdził Jimmy.

Kurwa.

Właściwie Alex też tego nie wiedział.

Ale trochę mógł im powiedzieć.

- Sophie buduje dom. Dla siebie - wyjaśnił Alex - Wprowadzili się tam jacyś intruzi, a kiedy weszła, zaatakowali ją. Broniła się, jeden popchnął ją na ścianę i złamał jej rękę.

- Nie mogła uciekać? - zapytał Sam, ale Alex nie umiał odpowiedzieć na to pytanie, więc znowu tylko wzruszył ramionami.

Wydawało mu się, że Sophie po prostu taka była.

Nie uciekała.

Sądził, że będąc sama, prędzej pierwsza zaatakowała by tych kolesi, niż wyszła w bezpieczne miejsce i zadzwoniła po pomoc.

- Kobiety jej pomogą - mruknął Jimmy, wracając do tematu, który poruszyli wcześniej.

Alex skinął głową, bo wiedział, że tak właśnie działały ich kobiety i pierwszy raz był za to cholernie wdzięczny.

Nawet, jeśli wiązało się to z ingerencją wszystkich w ich życie.

- Dobra - David zmienił temat - Więc mówisz nam, że w okolicy bywa niebezpiecznie?

- Raczej tak - przytaknął Alex.

- Nie słyszałem wcześniej o takich włamaniach - mruknął Sam, ale to nie było dziwne, bo Sam mieszkał w jakimś starym domku w taniej dzielnicy.

- Muszę koniecznie kupić jakiś system alarmowy do naszego nowego domu - jednocześnie mruknął Jimmy.

Alex uznał to za słuszne, skoro nowy, duży dom Jimmy’ego i Evy był w bogatszej części miasta.

- Znam chyba kogoś, kto takie robi - stwierdził David - Zdobędę namiary.

Uff.

Alex odetchnął z ulgą, bo wyglądało na to, że faceci zajęli się martwieniem o swoje kobiety i rodziny, zamiast dowiadywać się co z nimi dwojgiem.

Nie umiałby odpowiedzieć na to pytanie.

Jeszcze.

Więc dobrze było, że rozmowa już nie wróciła na temat ich dwojga.

*****

Sophie

Cztery godziny później

Alex zostawił dla mnie na śniadanie gotowe tosty naszykowane do zapiekania, więc śniadanie zrobiłam sobie tylko z niewielkimi problemami.

Zaczęłam się zastanawiać, jak powinnam mu się odwdzięczyć.

Był taki wspaniały.

Może nawet nie był palantem, za jakiego go miałam.

Nic o nim nie wiedziałam.

Wstałam, umyłam się i ubrałam, trochę ogarnęłam łóżko, a dopiero potem zrobiłam sobie śniadanie i je zjadłam.

Wzięłam tabletkę przeciwbólową, ale zastanawiałam się, czy mogę przestać je brać, bo prawie nic mnie nie bolało.

Nie bardziej niż po treningach.

Byłam już po sprzątaniu i pierwszych telefonach (do Sammy’ego, żeby mu powiedzieć, że żyłam i zapytać, co robili i do mojego brata, żeby w końcu mu powiedzieć, że miałam wypadek i poinformować, że miałam kogoś, kto się mną zajmował) i po sprawdzeniu poczty.

Alex poprzedniego wieczoru kazał mi wpisać do mojego telefonu jego numer, a potem zdzwonić do niego, żeby on miał mój, więc po (drugiej) pobudce wykorzystałam to, żeby napisać do niego SMS’a z informacją, że wstałam i podziękowaniem za śniadanie.

Odpisał, że nie ma za co.

Było.

A przed chwilą zadzwonił dzwonek u moich drzwi i, kiedy je otworzyłam, zobaczyłam za progiem Alice.

Była sama, powitała mnie ciepło, bez narzucania się z całowaniem i uściskami, ale uśmiechała się tak miło, że sama wystąpiłam z uściskiem do niej.

Objęłam ją krótko prawym ramieniem, a potem odsunęłam się i przepuściłam ją w progu, żeby zamknąć za nią drzwi na klucz.

Jej mina na temat moich siniaków też nie była nadmiernie ekspresyjna.

Jasne, że było widać, że się przejęła.

Ale nie omdlewała, nie zalała się łzami, nie krzyczała histerycznie i nie zadawała mnóstwa pytań.

Co było dobre.

Również nie zapytała, czy czegoś nie potrzebowałam.

I to…

To było dziwne.

Niespotykane u kobiet z tej grupy.

Po prostu weszła od razu do kuchni, jak do swojej i zaczęła szykować pancakesy (przyniosła ze sobą produkty), co przyjęłam z radością i od razu włączyłam ekspres (który Alex nauczył mnie, jak używać od razu poprzedniego dnia po tym, jak się wyspałam).

Uznałam, że Alex ją uprzedził.

Potem usiadłyśmy przy blacie w kuchni, jadłyśmy, piłyśmy kawę i rozmawiałyśmy.

Dużo i o wszystkim.

Do tej pory tak właściwie nie rozmawiałyśmy.

Wszystkie nasze dotychczasowe spotkania dotyczyły jej ślubu i nie miałyśmy okazji tak naprawdę się poznać.

Więc dopiero teraz dowiedziałam się, że Alice była samozatrudnioną księgową (od niedawna, bo wcześniej była striptizerką w klubie nocnym).

Ucieszyłam się, bo potrzebowałam księgowej, której mogłabym zaufać i zapytałam, czy byłaby skłonna poprowadzić moje rozliczenia w firmie na zasadzie zleceń, kiedy miałabym klienta.

Alice się ucieszyła i powiedziała mi, że bardzo chętnie, bo ona właśnie szukała klientów.

Przyznałam jej, że miałam jednego potencjalnego nowego klienta (odebrałam od niego e-mail, kiedy dzisiaj po śniadaniu sprawdzałam pocztę).

Powiedziałam jej również, że przydałaby mi się strona internetowa dla firmy, bo przeglądałam konkurencję i byli o krok przede mną, bo reklamowali się na własnych stronach.

Alice powiedziała mi wtedy, że Sandra, dziewczyna Josha, który miał wypadek (z Jimmy’m, mężem Evy) na przełomie marca i kwietnia, jest informatykiem/grafikiem komputerowym i robi strony internetowe.

Nie wiedziałam o tym, a mieszkali naprzeciwko mnie.

Nie chciałam jednak chodzić po galerii z moim wyglądem, żeby nie straszyć ludzi, więc zapytałam o to, czy Alice ma do niej kontakt.

Alice nie miała do niej numeru telefonu, ale powiedziała mi, że Eva miała, a Eva również miała przyjść do mnie tego dnia.

Więc mogłabym później zadzwonić do Sandry.

Wymieniłyśmy się numerami telefonów z Alice, żeby ustalić jej zatrudnienie, kiedy bym zdecydowała, że mogę przyjąć zlecenie od tamtego klienta i zacząć robić dla niego projekt.

Na razie, z lewą ręką w gipsie, brakiem samodzielności i możliwości rysowania, wydawało mi się to niemożliwe.

Chociaż mogłabym zrobić wstępne ustalenia, jeśli zgodziłby się poczekać z rozpoczęciem budowy, bo projekt mogłabym narysować dopiero za miesiąc.

Mogłam (chociaż powoli) pracować nad dokumentacją na laptopie.

Musiałam się nauczyć posługiwania prawą ręką.

Alice również powiedziała mi, że właśnie w moim mieszkaniu kiedyś mieszkał Eddie, jej mąż.

To dlatego znała to mieszkanie i czuła się jak u siebie.

To dlatego również Eddie przyjechał wtedy do mnie razem z detektywem White’m i w ogóle wziął moją sprawę.

Bo zainteresował się mną, jako osobą z kręgu ich przyjaciół.

Wyglądało na to, że mogłabym zacząć doceniać to, że jestem w tej konkretnej grupie przyjaciół.

Alice opowiedziała mi również o tym, że ona, Eva i Maggie wymieniają się przepisami, zwłaszcza takimi, które pozwalają na przygotowanie szybkich dań na ciepło i gotują różne potrawy „na później” - do zamrożenia.

Hmmm.

Dlatego właśnie zdecydowałam się.

W końcu przełamałam się, zebrałam się na odwagę i przyznałam się jej, że w ogóle nie umiem gotować.

Byłam zdziwiona, kiedy nie wydziwiała, nie wyśmiewała mnie, ani nie chciała mnie na siłę tego uczyć.

Do tej pory spotykałam się z dokładnie takim reakcjami.

Alice stwierdziła tylko, że nie muszę umieć gotować.

Że każdy jest inny.

O Boże!

Omójbosze.

Dlaczego nie spotkałam do tej pory kogoś takiego.

A potem Alice musiała iść do domu, bo jej nastoletni syn, Bert, miał wkrótce wrócić ze szkoły i chciała mu przyszykować bardzo wczesną kolację, zanim poszedłby na jakiś trening.

Powiedziała mi, że za godzinę lub półtora przyjedzie do mnie Eva, chociaż na krótko, bo miała pod opieką wnuka Jimmy’ego, Matta, (który też powinien wrócić ze szkoły) i Marię, która aklimatyzowała się w ich rodzinie.

Nie mogłam się doczekać.

*****

Trzy godziny później

Eva była u mnie naprawdę krótko, jak na nią i w porównaniu z innymi kobietami, bo tylko niecałą godzinę.

Opowiadała mi o wypadku Jimmy’ego, jej męża, o dzieciach i robiła to z takim humorem, pogodnie, że się zdziwiłam.

Powiedziała mi wtedy coś, co dało mi do myślenia.

Że trzeba cieszyć się życiem.

Nie zrozumiałam jej.

Nie rozumiałam tego, że po jej przeżyciach mogła mówić w ten sposób, ale zrozumiałam to później, kiedy rozmawiałam z Maggie.

Eva przywiozła do mnie dwa naczynia żaroodporne z zapiekanką, z których jedno miało być dla Maggie, żeby miała co dać Davidowi na kolację, a drugie dla mnie i dla Alexa.

O Boże!

Te wszystkie kobiety naprawdę fantastycznie dbały o siebie nawzajem i o swoich mężczyzn.

A na dodatek przekonałam się, że stanowiły grupę wsparcia nie tylko w sprawach ślubów, dzieci i gotowania.

Właśnie rozmawiałyśmy z Maggie o tym, bo opowiadała mi, jak ona przeżywała wypadek Jimmy’ego i Josha.

Mówiła o tym, jak kobiety rozmawiały między sobą o przeżywaniu takich chwil i o własnych emocjach.

Siedziałyśmy w moim salonie i Maggie nagle wydała mi się krucha fizycznie, ale silna psychicznie.

- Wiesz, kiedy Jimmy miał ten wypadek - mówiła - …dotarło do mnie, że w ich pracy zdarzają się wypadki.

Patrzyłam na nią i przez moją pierś przeszedł skurcz na wspomnienie mojego własnego, irracjonalnego strachu, że Alex mógłby zostać ranny.

Irracjonalnego, bo Alex nie był mój.

I nigdy nie miał być.

- Nie mam nikogo oprócz niego - ciągnęłam Maggie prawie pogodnym tonem, a ja pomyślałam Jak ona może być taka pogodna?, ale nic nie powiedziałam, bo kontynuowała - Więc zaczęłam myśleć o tym i bać się, bo nie chcę, nie mogę stracić Davida.

Wiedziałam, o czym mówiła.

A ja nawet nie miałam Alexa.

Nie naprawdę.

Spojrzała na mnie jakby z wahaniem, zassała i zagryzła obie wargi naraz, ale potem zdecydowała się ciągnąć dalej.

- Przyznam się tobie, ale David nigdy nie może się dowiedzieć - Maggie złapała mnie za rękę i lekko nią potrząsnęła - Płakałam ze strachu tamtego dnia przez pół godziny.

Płakała?

Omójbosze!

- Potem, po wszystkim, w czasie jednego z naszych spotkań przy kawie, rozmawiałam o tym z Evą - dodała.

Spojrzała na mnie poważnie i zobaczyłam w tyle jej oczu jakąś obawę, resztkę niepewności, którą maskowała pogodą ducha.

- Eva powiedziała mi… - dokończyła - że pomyślała wtedy, że dostała właśnie znak, że ma się cieszyć każdą sekundą z Jimmym, bo ma te sekundy. Bo są razem. Wiesz, ona tyle straciła.

Wiedziałam.

Ale to mnie uderzyło: ma te sekundy.

Miałam tylko sekundy.

Ale może powinnam się na nich skupić, zamiast bronić przed tymi drobnymi chwilami, jakie dostałam.

Nie wiedziałam, jak to powiedzieć.

Popatrzyła na mnie uważnie i musiała wyczytać coś w moich oczach, bo dodała:

- Potem rozmawiałam z Alice i ona również mocno przeżywa sprawy Eddiego, więc z nią również możesz się podzielić, jeśli coś będzie cię gryzło.

- Maggie, ja… - zawahałam się, bo nie wiedziałam, czy mogę jej zaufać i nie wiedziałam, jak miałam powiedzieć to, co chciałam powiedzieć - Widzisz, ja…

- Ja to rozumiem. Rozumiem, Sophie - powiedziała Maggie i pochyliła się na kanapie w moją stronę, żeby mówić dalej - Też nie umiałam się dzielić.

Nie umiała?

Ale, przecież zawsze tak dużo mówiła o wszystkim, często śmiała się, zwykle uśmiechała się pogodnie…

- Widzisz, ja… nigdy nie miałam przyjaciółki - mówiła i wyglądało to na wyznanie, jakiego Maggie nie robiła zbyt często, więc słuchałam uważnie -  Dziewczyny w szkole zawsze były dla mnie podłe. Śmiały się ze mnie, bo nie byłam cheerleaderką, nie uprawiałam żadnego sportu, nie występowałam w przedstawieniach i takie tam. Wiesz.

- Tak. Wiem - szepnęłam, nagle oszołomiona wiedzą, że nie byłam sama.

O Boże!

Były inne dziewczyny, kobiety, które przeżywały to tak samo jak ja.

Nie byłam dziwadłem.

- Też nie miałam przyjaciółki - dodałam nadal szeptem - …bo …dziewczyny w szkole były dla mnie podłe - zobaczyłam, jak przez oczy Maggie przepłynęło zrozumienie i stały się ciepłe - …śmiały się ze mnie, bo byłam typową „chłopaczarą”. Lubiłam chodzić po drzewach i bić się. Nie plotkowałam o chłopakach i makijażu.

Maggie uśmiechnęła się do mnie i wyprostowała.

- Więc witamy w naszej grupie - powiedziała - Eva zebrała nas wszystkie „inne” wokół siebie. Każda z nas odstawała jako nastolatka od rówieśniczek, bo miałyśmy specjalne umiejętności, charaktery i nie pasowałyśmy do reszty.

Nagle zrozumiałam.

Tak.

To było to.

Nie pasowałam do innych, bo umiałam coś innego niż one.

Byłam inna.

Omójbosze!

Może to faktycznie nie było złe.

Może mogłabym mieć za przyjaciółki kilka kobiet, które, tak jak ja nie pasowały nigdzie.

Żebyśmy mogły się wspierać.

Patrzyłam na nie do tej pory przez pryzmat przygotowań do ślubu Alice.

Ale może myślałam o nich stereotypowo.

Głupio.

Oceniałam je po swoich doświadczeniach, zamiast spróbować je poznać.

Nie znałam Soniji, ale wiedziałam, że Eva wiedziała co to rodzina, Alice emanowała spokojem, a Maggie była silna.

Mogłam coś od nich dostać.

Tylko nie byłam pewna, czy ja mogę im coś dać.

 

2 komentarze: