Rozdział 6
Sophie
Następnego dnia
rano
Alex
wstał (a właściwie wyślizgnął się) z łóżka zaraz po tym, jak zagrał alarm jego
budzika.
Ładnie,
energicznie.
Wstał
naprawdę delikatnie i cicho, jakby miał nadzieję, że mnie nie obudził, ale ja,
oczywiście, obudziłam się.
Głównie
dlatego, że Alex spał pode mną.
Znowu.
Podobało
mi się to.
Poprzedniego
dnia zajmowaliśmy się codziennymi sprawami, byliśmy po prostu obok siebie,
mijaliśmy się.
Alex
gotował, sprzątał i pomagał mi we wszystkim, nawet w tym, o co go nie
poprosiłam.
Był
uważny i delikatny.
Nie
podejrzewałam go o to.
Nie
dlatego, że nie myślałam tak o nim.
Po
prostu nie znałam drugiego takiego faceta.
Starałam
się być we wszystkim samodzielna, ale, jak tylko brałam się za coś, on
natychmiast znajdował się obok mnie i pomagał mi.
Na
początku czasem całkiem mnie wyręczał, ale, kiedy zauważył, że się tym
denerwowałam (bezgłośni, nie wściekałam się), zaczął mi pomagać, bez zabierania
mi satysfakcji, że zrobiłam to sama.
A
potem, stopniowo, zaczął obserwować z daleka, kiedy zaczynałam coś robić i
podchodził dopiero wtedy, kiedy nie mogłam sobie poradzić.
Ja
również stopniowo nauczyłam się mówić mu, kiedy podejrzewałam, że sobie nie poradzę
bez jego pomocy.
Uczyłam
się polegać na nim.
Jak
nigdy na nikim; oprócz mojej mamy.
A
po lunchu Alex powiedział, że musi gdzieś pojechać i zapytał, czy mogę zostać sama
na dwie godziny, czy poradzę sobie bez niego.
Powiedziałam
mu, że tak, że popracuję na laptopie.
Pojechał,
a ja zostałam.
Sama.
Pracowałam,
bo miałam zaległe e-maile do odebrania, faktury do rozliczenia, projekty do
przejrzenia i nadążanie za konkurencją.
Zadzwoniłam
do Sammy’ego, żeby dowiedzieć się jak tam na budowie (powiedział mi, że będą mu
potrzebne te materiały, co zostały po Upierdliwej Klientce, a które wciąż
miałam na kipie mojego pickupa).
Ale
ciągle myślałam o tym, że, nawet tylko po jednym dniu, już zdążyłam się
przyzwyczaić do jego obecności w moim mieszkaniu.
Bo
było dziwnie puste i ciche.
O
Boże.
Wiedziałam,
że nie powinnam się przyzwyczajać.
Więc
tego dnia rano leżałam w moim łóżku, które było niewygodne bez Alexa i
myślałam, jak ja sobie dam radę bez niego przez całe dwanaście godzin.
Słyszałam,
jak w łazience leciała woda i bardzo nie chciałam sobie wyobrażać tego, że Alex
bierze prysznic.
Nagi
Alex w mojej łazience, kiedy woda obmywała jego gładkie ciało.
To
wspaniałe ciało, którego szczegóły pamiętałam aż za dobrze.
Uch.
Kiedy
bardzo starałam się o tym nie myśleć,
Alex wyszedł w ręczniku i wszedł do sypialni, gdzie zostawił swoją torbę z
ubraniami (czego wcześniej nie zauważyłam).
Szybko
zamknęłam oczy, ale potem jednak rozchyliłam lekko powieki, żeby jednak trochę
widzieć.
Bo
było co oglądać.
Był
taki przystojny.
Więc
widziałam, jak nasuwał bokserki na wspaniale umięśnione, gładkie pośladki,
koszulkę na pięknie wysklepione plecy, a potem założył spodnie i usiadł na
brzegu łóżka, by wciągnąć na stopy skarpetki.
Ślinka
napłynęła mi do ust.
A potem dowiedziałam się, że wiedział, że nie spałam
(i podejrzewałam, że wiedział, że go podglądałam), kiedy odwrócił się do mnie.
-
Sophie, mała - powiedział cicho - Wrócę po szóstej wieczorem.
Wróci?
Otworzyłam
oczy i spojrzałam wprost na niego.
-
Taaaak? - powiedziałam wolno i namysłem.
Ale
bez tchu.
Chyba
pomyślał, że nadal nie byłam pewna, jak to będzie między nami, a wiedziałam to,
kiedy zmienił się wyraz jego twarzy.
-
Sophie - powiedział podkreślając każde słowo - Mówiłem ci. Ja. Tu. Zostanę. Zostanę z tobą tak długo, jak będziesz
mnie potrzebowała i chciała.
-
Alex, ja… - zaczęłam.
Złapał
mnie za szyję.
-
Nie - przerwał mi - Na razie sama nie wiesz, czego potrzebujesz. Ja to wiem i
zostanę.
Zrobiło
mi się ciepło koło serca.
-
Alex - powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy - Ja wiem, że cię potrzebuję. Nie wiem, jak sobie dam radę dzisiaj bez
ciebie.
W
jego oczach błysnęło zdziwienie, a potem ciepło.
Miło.
Uch.
-
Sophie - mówił i patrzył na mnie łagodnie - Dzisiaj przyjadą do ciebie
dziewczyny. Każda na godzinę lub dwie, ale najpierw Alice.
Patrzyłam
na niego z otwartymi w szoku ustami.
Co?
Przyjdą?
-
Zadzwoniłem wczoraj do Evy i załatwiłem. Jak spałaś - wyjaśnił.
-
Och - szepnęłam.
-
Sophie - powiedział łagodnie - powiedziałem, że się tobą zajmę.
-
Okej, dziękuję - powiedziałam wreszcie i spodobało mu się to, bo jego reakcja
była taka, która bardzo mi się podobała.
Pochylił
się do mnie w łóżku i pocałował mnie w skroń.
Chciałam
dać mu usta, ale nadal były pęknięte.
A
potem wstał i poszedł do kuchni.
A
ja zostałam w łóżku nieco oszołomiona, bo próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio
ktoś się mną zajmował.
I
wyszło mi, że od początku choroby mamy… nikt.
Spodobało
mi się to, że wreszcie ktoś.
*****
Alex
Trzy godziny
później
Alex
w był pracy i siedział z innymi ze swojej jednostki przy stole, bo omawiali
ostatnią akcję i wypisywali dokumenty.
Zamyślony.
Po
zjedzeniu śniadania wrócił do sypialni, żeby pożegnać się z Sophie, ale już
ponownie spała.
Była
taka piękna.
Uśmiechnął
się do siebie stojąc tam w progu, popatrzył przez chwilę na jej czarne włosy
rozsypane na poduszce, a potem odwrócił się, poszedł do drzwi, wyszedł, zamknął
je na klucz i zbiegł na parking do swojego Mustanga.
Dojechał
do pracy na czas, żeby faceci nie mieli pytań, ale przekonał się po ich
spojrzeniach i uśmieszkach, że poczta pantoflowa z poprzedniego dnia zadziałała
i wszyscy już wiedzieli.
Oczywiście.
Kobiety
powiedziały im, że Alex mieszkał u Sophie.
Wytrzymali
aż do zebrania.
Nawet
jak zobaczyli, że uśmiechnął się do SMS’a, którego od niej dostał, a w którym
poinformowała go, że się obudziła.
Toteż
właśnie w tym momencie, kiedy siedzieli przy stole po odprawie i przy
wypełnianiu dokumentacji, nadszedł czas pytań i odpowiedzi.
-
Co jest między wami? - spytał Jimmy.
Alex
wzruszył ramionami.
-
To coś poważnego? - spytał David.
Alex
spojrzał na niego bez wyrazu.
-
Dlaczego u niej mieszkasz? - Jimmy zapytał w końcu o coś konkretnego.
-
Potrzebuje pomocy - odpowiedział wreszcie Alex.
-
Dlaczego? - dopytywał się David.
-
Sophie ma złamaną lewą rękę - Alex wyjaśniał wszystkim cierpliwie - …a jest
leworęczna, więc słabo sobie radzi nawet z najprostszymi, codziennymi czynnościami.
-
Jak ona sobie złamała rękę? - wydziwiał David.
-
Nawet nie wiem, gdzie ona pracuje - stwierdził Jimmy.
Kurwa.
Właściwie
Alex też tego nie wiedział.
Ale
trochę mógł im powiedzieć.
-
Sophie buduje dom. Dla siebie - wyjaśnił Alex - Wprowadzili się tam jacyś
intruzi, a kiedy weszła, zaatakowali ją. Broniła się, jeden popchnął ją na
ścianę i złamał jej rękę.
-
Nie mogła uciekać? - zapytał Sam, ale Alex nie umiał odpowiedzieć na to
pytanie, więc znowu tylko wzruszył ramionami.
Wydawało
mu się, że Sophie po prostu taka była.
Nie
uciekała.
Sądził,
że będąc sama, prędzej pierwsza zaatakowała by tych kolesi, niż wyszła w
bezpieczne miejsce i zadzwoniła po pomoc.
-
Kobiety jej pomogą - mruknął Jimmy, wracając do tematu, który poruszyli
wcześniej.
Alex
skinął głową, bo wiedział, że tak właśnie działały ich kobiety i pierwszy raz
był za to cholernie wdzięczny.
Nawet,
jeśli wiązało się to z ingerencją wszystkich w ich życie.
-
Dobra - David zmienił temat - Więc mówisz nam, że w okolicy bywa niebezpiecznie?
-
Raczej tak - przytaknął Alex.
-
Nie słyszałem wcześniej o takich włamaniach - mruknął Sam, ale to nie było
dziwne, bo Sam mieszkał w jakimś starym domku w taniej dzielnicy.
-
Muszę koniecznie kupić jakiś system alarmowy do naszego nowego domu - jednocześnie
mruknął Jimmy.
Alex
uznał to za słuszne, skoro nowy, duży dom Jimmy’ego i Evy był w bogatszej
części miasta.
-
Znam chyba kogoś, kto takie robi - stwierdził David - Zdobędę namiary.
Uff.
Alex
odetchnął z ulgą, bo wyglądało na to, że faceci zajęli się martwieniem o swoje
kobiety i rodziny, zamiast dowiadywać się co z nimi dwojgiem.
Nie
umiałby odpowiedzieć na to pytanie.
Jeszcze.
Więc
dobrze było, że rozmowa już nie wróciła na temat ich dwojga.
*****
Sophie
Cztery godziny później
Alex
zostawił dla mnie na śniadanie gotowe tosty naszykowane do zapiekania, więc
śniadanie zrobiłam sobie tylko z niewielkimi problemami.
Zaczęłam
się zastanawiać, jak powinnam mu się odwdzięczyć.
Był
taki wspaniały.
Może
nawet nie był palantem, za jakiego go miałam.
Nic
o nim nie wiedziałam.
Wstałam,
umyłam się i ubrałam, trochę ogarnęłam łóżko, a dopiero potem zrobiłam sobie
śniadanie i je zjadłam.
Wzięłam
tabletkę przeciwbólową, ale zastanawiałam się, czy mogę przestać je brać, bo
prawie nic mnie nie bolało.
Nie
bardziej niż po treningach.
Byłam
już po sprzątaniu i pierwszych telefonach (do Sammy’ego, żeby mu powiedzieć, że
żyłam i zapytać, co robili i do mojego brata, żeby w końcu mu powiedzieć, że miałam
wypadek i poinformować, że miałam kogoś, kto się mną zajmował) i po sprawdzeniu
poczty.
Alex
poprzedniego wieczoru kazał mi wpisać do mojego telefonu jego numer, a potem
zdzwonić do niego, żeby on miał mój, więc po (drugiej) pobudce wykorzystałam
to, żeby napisać do niego SMS’a z informacją, że wstałam i podziękowaniem za
śniadanie.
Odpisał,
że nie ma za co.
Było.
A
przed chwilą zadzwonił dzwonek u moich drzwi i, kiedy je otworzyłam, zobaczyłam
za progiem Alice.
Była
sama, powitała mnie ciepło, bez narzucania się z całowaniem i uściskami, ale
uśmiechała się tak miło, że sama wystąpiłam z uściskiem do niej.
Objęłam
ją krótko prawym ramieniem, a potem odsunęłam się i przepuściłam ją w progu,
żeby zamknąć za nią drzwi na klucz.
Jej
mina na temat moich siniaków też nie była nadmiernie ekspresyjna.
Jasne,
że było widać, że się przejęła.
Ale
nie omdlewała, nie zalała się łzami, nie krzyczała histerycznie i nie zadawała
mnóstwa pytań.
Co
było dobre.
Również
nie zapytała, czy czegoś nie potrzebowałam.
I
to…
To
było dziwne.
Niespotykane
u kobiet z tej grupy.
Po
prostu weszła od razu do kuchni, jak do swojej i zaczęła szykować pancakesy
(przyniosła ze sobą produkty), co przyjęłam z radością i od razu włączyłam
ekspres (który Alex nauczył mnie, jak używać od razu poprzedniego dnia po tym,
jak się wyspałam).
Uznałam,
że Alex ją uprzedził.
Potem
usiadłyśmy przy blacie w kuchni, jadłyśmy, piłyśmy kawę i rozmawiałyśmy.
Dużo
i o wszystkim.
Do
tej pory tak właściwie nie rozmawiałyśmy.
Wszystkie
nasze dotychczasowe spotkania dotyczyły jej ślubu i nie miałyśmy okazji tak
naprawdę się poznać.
Więc
dopiero teraz dowiedziałam się, że Alice była samozatrudnioną księgową (od
niedawna, bo wcześniej była striptizerką w klubie nocnym).
Ucieszyłam
się, bo potrzebowałam księgowej, której mogłabym zaufać i zapytałam, czy byłaby
skłonna poprowadzić moje rozliczenia w firmie na zasadzie zleceń, kiedy
miałabym klienta.
Alice
się ucieszyła i powiedziała mi, że bardzo chętnie, bo ona właśnie szukała
klientów.
Przyznałam
jej, że miałam jednego potencjalnego nowego klienta (odebrałam od niego e-mail,
kiedy dzisiaj po śniadaniu sprawdzałam pocztę).
Powiedziałam
jej również, że przydałaby mi się strona internetowa dla firmy, bo przeglądałam
konkurencję i byli o krok przede mną, bo reklamowali się na własnych stronach.
Alice
powiedziała mi wtedy, że Sandra, dziewczyna Josha, który miał wypadek (z
Jimmy’m, mężem Evy) na przełomie marca i kwietnia, jest informatykiem/grafikiem
komputerowym i robi strony internetowe.
Nie
wiedziałam o tym, a mieszkali naprzeciwko mnie.
Nie
chciałam jednak chodzić po galerii z moim wyglądem, żeby nie straszyć ludzi,
więc zapytałam o to, czy Alice ma do niej kontakt.
Alice
nie miała do niej numeru telefonu, ale powiedziała mi, że Eva miała, a Eva
również miała przyjść do mnie tego dnia.
Więc
mogłabym później zadzwonić do Sandry.
Wymieniłyśmy
się numerami telefonów z Alice, żeby ustalić jej zatrudnienie, kiedy bym
zdecydowała, że mogę przyjąć zlecenie od tamtego klienta i zacząć robić dla
niego projekt.
Na
razie, z lewą ręką w gipsie, brakiem samodzielności i możliwości rysowania,
wydawało mi się to niemożliwe.
Chociaż
mogłabym zrobić wstępne ustalenia, jeśli zgodziłby się poczekać z rozpoczęciem
budowy, bo projekt mogłabym narysować dopiero za miesiąc.
Mogłam
(chociaż powoli) pracować nad dokumentacją na laptopie.
Musiałam
się nauczyć posługiwania prawą ręką.
Alice
również powiedziała mi, że właśnie w moim mieszkaniu kiedyś mieszkał Eddie, jej
mąż.
To
dlatego znała to mieszkanie i czuła się jak u siebie.
To
dlatego również Eddie przyjechał wtedy do mnie razem z detektywem White’m i w
ogóle wziął moją sprawę.
Bo
zainteresował się mną, jako osobą z kręgu ich przyjaciół.
Wyglądało
na to, że mogłabym zacząć doceniać to, że jestem w tej konkretnej grupie
przyjaciół.
Alice
opowiedziała mi również o tym, że ona, Eva i Maggie wymieniają się przepisami,
zwłaszcza takimi, które pozwalają na przygotowanie szybkich dań na ciepło i
gotują różne potrawy „na później” - do zamrożenia.
Hmmm.
Dlatego
właśnie zdecydowałam się.
W
końcu przełamałam się, zebrałam się na odwagę i przyznałam się jej, że w ogóle nie
umiem gotować.
Byłam
zdziwiona, kiedy nie wydziwiała, nie wyśmiewała mnie, ani nie chciała mnie na
siłę tego uczyć.
Do
tej pory spotykałam się z dokładnie takim reakcjami.
Alice
stwierdziła tylko, że nie muszę umieć gotować.
Że
każdy jest inny.
O
Boże!
Omójbosze.
Dlaczego
nie spotkałam do tej pory kogoś takiego.
A
potem Alice musiała iść do domu, bo jej nastoletni syn, Bert, miał wkrótce wrócić
ze szkoły i chciała mu przyszykować bardzo wczesną kolację, zanim poszedłby na
jakiś trening.
Powiedziała
mi, że za godzinę lub półtora przyjedzie do mnie Eva, chociaż na krótko, bo
miała pod opieką wnuka Jimmy’ego, Matta, (który też powinien wrócić ze szkoły)
i Marię, która aklimatyzowała się w ich rodzinie.
Nie
mogłam się doczekać.
*****
Trzy godziny
później
Eva
była u mnie naprawdę krótko, jak na nią i w porównaniu z innymi kobietami, bo
tylko niecałą godzinę.
Opowiadała
mi o wypadku Jimmy’ego, jej męża, o dzieciach i robiła to z takim humorem,
pogodnie, że się zdziwiłam.
Powiedziała
mi wtedy coś, co dało mi do myślenia.
Że
trzeba cieszyć się życiem.
Nie
zrozumiałam jej.
Nie
rozumiałam tego, że po jej przeżyciach mogła mówić w ten sposób, ale
zrozumiałam to później, kiedy rozmawiałam z Maggie.
Eva
przywiozła do mnie dwa naczynia żaroodporne z zapiekanką, z których jedno miało
być dla Maggie, żeby miała co dać Davidowi na kolację, a drugie dla mnie i dla
Alexa.
O
Boże!
Te
wszystkie kobiety naprawdę fantastycznie
dbały o siebie nawzajem i o swoich mężczyzn.
A
na dodatek przekonałam się, że stanowiły grupę wsparcia nie tylko w sprawach
ślubów, dzieci i gotowania.
Właśnie
rozmawiałyśmy z Maggie o tym, bo opowiadała mi, jak ona przeżywała wypadek
Jimmy’ego i Josha.
Mówiła
o tym, jak kobiety rozmawiały między sobą o przeżywaniu takich chwil i o
własnych emocjach.
Siedziałyśmy
w moim salonie i Maggie nagle wydała mi się krucha fizycznie, ale silna
psychicznie.
-
Wiesz, kiedy Jimmy miał ten wypadek - mówiła - …dotarło do mnie, że w ich pracy
zdarzają się wypadki.
Patrzyłam
na nią i przez moją pierś przeszedł skurcz na wspomnienie mojego własnego,
irracjonalnego strachu, że Alex mógłby zostać ranny.
Irracjonalnego,
bo Alex nie był mój.
I
nigdy nie miał być.
-
Nie mam nikogo oprócz niego - ciągnęłam Maggie prawie pogodnym tonem, a ja
pomyślałam Jak ona może być taka pogodna?,
ale nic nie powiedziałam, bo kontynuowała - Więc zaczęłam myśleć o tym i bać
się, bo nie chcę, nie mogę stracić
Davida.
Wiedziałam,
o czym mówiła.
A
ja nawet nie miałam Alexa.
Nie
naprawdę.
Spojrzała
na mnie jakby z wahaniem, zassała i zagryzła obie wargi naraz, ale potem
zdecydowała się ciągnąć dalej.
-
Przyznam się tobie, ale David nigdy nie
może się dowiedzieć - Maggie złapała mnie za rękę i lekko nią potrząsnęła -
Płakałam ze strachu tamtego dnia przez pół godziny.
Płakała?
Omójbosze!
-
Potem, po wszystkim, w czasie jednego z naszych spotkań przy kawie, rozmawiałam
o tym z Evą - dodała.
Spojrzała
na mnie poważnie i zobaczyłam w tyle jej oczu jakąś obawę, resztkę niepewności,
którą maskowała pogodą ducha.
-
Eva powiedziała mi… - dokończyła - że pomyślała wtedy, że dostała właśnie znak,
że ma się cieszyć każdą sekundą z Jimmym, bo ma te sekundy. Bo są razem. Wiesz, ona tyle straciła.
Wiedziałam.
Ale
to mnie uderzyło: ma te sekundy.
Miałam
tylko sekundy.
Ale
może powinnam się na nich skupić, zamiast bronić przed tymi drobnymi chwilami,
jakie dostałam.
Nie
wiedziałam, jak to powiedzieć.
Popatrzyła
na mnie uważnie i musiała wyczytać coś w moich oczach, bo dodała:
-
Potem rozmawiałam z Alice i ona również mocno przeżywa sprawy Eddiego, więc z
nią również możesz się podzielić, jeśli coś będzie cię gryzło.
-
Maggie, ja… - zawahałam się, bo nie wiedziałam, czy mogę jej zaufać i nie
wiedziałam, jak miałam powiedzieć to,
co chciałam powiedzieć - Widzisz, ja…
-
Ja to rozumiem. Rozumiem, Sophie - powiedziała
Maggie i pochyliła się na kanapie w moją stronę, żeby mówić dalej - Też nie
umiałam się dzielić.
Nie
umiała?
Ale,
przecież zawsze tak dużo mówiła o wszystkim, często śmiała się, zwykle uśmiechała
się pogodnie…
-
Widzisz, ja… nigdy nie miałam przyjaciółki - mówiła i wyglądało to na wyznanie,
jakiego Maggie nie robiła zbyt często, więc słuchałam uważnie - Dziewczyny w szkole zawsze były dla mnie podłe.
Śmiały się ze mnie, bo nie byłam cheerleaderką, nie uprawiałam żadnego sportu,
nie występowałam w przedstawieniach i takie tam. Wiesz.
-
Tak. Wiem - szepnęłam, nagle oszołomiona wiedzą, że nie byłam sama.
O
Boże!
Były inne dziewczyny,
kobiety, które przeżywały to tak samo jak ja.
Nie
byłam dziwadłem.
-
Też nie miałam przyjaciółki - dodałam nadal szeptem - …bo …dziewczyny w szkole
były dla mnie podłe - zobaczyłam, jak
przez oczy Maggie przepłynęło zrozumienie i stały się ciepłe - …śmiały się ze
mnie, bo byłam typową „chłopaczarą”. Lubiłam chodzić po drzewach i bić się. Nie
plotkowałam o chłopakach i makijażu.
Maggie
uśmiechnęła się do mnie i wyprostowała.
-
Więc witamy w naszej grupie - powiedziała - Eva zebrała nas wszystkie „inne”
wokół siebie. Każda z nas odstawała jako nastolatka od rówieśniczek, bo
miałyśmy specjalne umiejętności, charaktery i nie pasowałyśmy do reszty.
Nagle
zrozumiałam.
Tak.
To
było to.
Nie
pasowałam do innych, bo umiałam coś innego niż one.
Byłam inna.
Omójbosze!
Może
to faktycznie nie było złe.
Może
mogłabym mieć za przyjaciółki kilka kobiet, które, tak jak ja nie pasowały
nigdzie.
Żebyśmy
mogły się wspierać.
Patrzyłam
na nie do tej pory przez pryzmat przygotowań do ślubu Alice.
Ale
może myślałam o nich stereotypowo.
Głupio.
Oceniałam
je po swoich doświadczeniach, zamiast spróbować je poznać.
Nie
znałam Soniji, ale wiedziałam, że Eva wiedziała co to rodzina, Alice emanowała
spokojem, a Maggie była silna.
Mogłam
coś od nich dostać.
Tylko
nie byłam pewna, czy ja mogę im coś dać.
Dziękuję za kolejny rozdział :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń