Rozdział 12
Sophie
Trzy dni później
Jechaliśmy
razem z Alex’em jego Mustangiem z wizytą do mojego brata, a właściwie do jego
dzieci, do Richmond.
Tylko
jeden dzień spędziliśmy całkiem osobno i to było wtedy, kiedy Alex był w pracy
od szóstej rano do szóstej wieczorem, więc nie mieliśmy wyjścia.
Resztę
czasu, prawie każdą minutę, spędzaliśmy razem, chociaż, oczywiście, ja
pracowałam i musiałam jeździć na budowę Domu-Skały.
Nie
spędzałam tam jednak całych dni, a raz Alex pojechał tam ze mną.
Mogłam
w większości zaufać mojej ekipie.
Postępy
w tej budowie były prawdziwe i miałam ogromną satysfakcję, bo już było widać,
jak całość powstaje z odrębnych elementów.
Kochałam
ten etap budowy.
Kiedy
to, co było na papierze, przybierało właściwą formę i zaczynało żyć.
Musieliśmy
wynająć ciężki sprzęt, bo wsporniki były długie i stalowe, a szyby też swoje
ważyły, ale Eryk godził się na wszystkie koszty, bo ich oboje również
zafascynowało to, jak ich dom przybiera właściwą bryłę.
Również
często tam przyjeżdżali.
Chociaż
nie wtrącali się do budowy.
Po
prostu patrzyli.
Za
dwa, trzy dni powinniśmy mieć w pełni gotową elewację, a potem chłopaki mieli
zabrać się za łączenie jej, a jeszcze potem za podłogi i wreszcie za wykonanie
ścian wewnętrznych, bo całość wymagała specjalnej obudowy, żeby mostki cieplne przy
tej stali nie dawały się we znaki zimą i koszty ogrzewania były znośne.
Nie
musiałam być bez przerwy podczas utrwalania się elewacji.
Mogłam
po tym względem zaufać Sammy’emu.
Ale
chciałam być na miejscu podczas kładzenia drugiej, wewnętrznej warstwy ścian,
bo to wymagało precyzji, a Sammy (a tym bardziej inni) czasem lekceważył
dokładność miar.
Delikatnie
mówiąc.
Więc
na pierwszą wizytę u mojej najmłodszej bratanicy (i kolejną u pozostałych
brzdąców) mogliśmy we dwójkę poświęcić tylko kilka godzin, kiedy Alex miał
wolny poniedziałek.
Kupiłam
kolorowanki, blok rysunkowy (albo trzy), kredki (których zawsze było za mało,
jakby dzieciaki je zjadały), a także nowy zestaw klocków do kompletu z
wcześniejszymi i torbę słodkości.
Nie
byłam pewna, z czego ucieszą się bardziej.
Dla
malutkiej słodkie śpioszki i pływającą lampkę z podświetlanymi gwiazdkami,
chociaż wiedziałam, że ona jeszcze nie będzie rozumiała, co to znaczyło, że
przyjechała ciocia Sophie i nie zapamięta tego.
I
miałam wszystkim przedstawić Alexa.
To
było nawet ważniejsze.
Opowiedziałam
mu, że również projekt ich domu ja zrobiłam, żeby nie został całkiem
zaskoczony, bo wiedziałam, że czeka go wiele niespodzianek.
Byłam
tym lekko zdenerwowana, bardzo podekscytowana, niespotykanie szczęśliwa i przez
to dużo mówiłam, więc Alex o tym wiedział.
Patrzył
na mnie co chwilę z uśmiechem, odpowiadał mi krótko, kilka razy zaśmiał się, więc
wiedziałam, że u się to podobało.
Lubił
to, że się cieszę, że pozna moją rodzinę.
Kiedy
tam dojechaliśmy była pora lunchu.
Zadzwoniłam
z drogi i powiedziałam Lanie, że będziemy, więc czekała na nas, ale nie
powiedziała nic dzieciom.
Żeby
miały niespodziankę.
Kiedy
tam podjechaliśmy oboje byli z ich tatą na dworze, na tylnym podwórku, z którego
było widać podjazd.
Nie
znali Mustanga Alexa, więc zainteresowali się nami i oboje patrzyli, kiedy
wysiadaliśmy, ale nie podbiegli do furtki.
Otworzyłam
swoje drzwi i wystawiłam nad nie głowę.
A
potem usłyszałam pisk.
Poznali
mnie.
Lisa
i Louie poderwali się z trawnika i zaczęli się przemieszczać w naszą stronę
(Lisa dość chwiejnie, bo dopiero zaczęła chodzić), ale, na szczęście, był z
nimi Vito, więc opanował tę dwójkę, zanim wydostaliby się poza ogrodzenie (co
mogliby zrobić w szale radości, co mam powiedzieć, to ten włoski temperament).
Zostawiłam
Alexowi wyjęcie toreb z samochodu, zostawiłam nawet moją torebkę i pobiegłam do
nich.
Rzuciłam
się na kolana natychmiast po przejściu przez furkę i (prawie) dotarciu do ich
koca.
O,
Boże!
Jak
dobrze było znowu mieć w ramionach te
dwa małe łebki.
Turlaliśmy
się przez chwilę i pozwalałam im włazić na mnie z piskiem radości, a potem
przypomnieli sobie, że przyjechałam innym samochodem i zauważyli, że ich tata
wita się uściskiem ręki z kimś obcym.
Zatrzymali
się i zapatrzyli.
-
Louie, Lisa - przedstawiłam im - To jest wasz nowy wujek Alex.
Zobaczyłam
dziwny, ale czuły uśmiech Alexa, kiedy przykucnął i powiedział do nich - Hej.
Dzieciaki
nie były chętne do poznawania nowych ludzi.
Lisa
może nawet mniej, niż Louie, ale oboje widzieli, jak wysiadałam z samochodu
Alexa, więc w końcu przywitali się z nim bez uciekania i chowania się.
Pozwolili
uścisnąć sobie rączki.
Potem
przyszła do nas Lana z małą Lili.
Była
słodka.
Uwielbiałam
trzymać maleństwo na rękach.
Zawsze.
*****
Alex
Alex
nigdy dotąd nie przebywał w pobliżu małych dzieci.
Ale
tym razem chodziło o Sophie.
Chryste
Wszechmogący.
Kolejny
raz to widział.
Za
każdym razem, kiedy go coś zachwycało, ona potem pokazywała mu coś jeszcze piękniejszego.
Sophie
dawała mu piękno raz za razem.
Kiedy
patrzyła na swoje bratanice i bratanka, wyraz jej twarzy, uśmiech, łagodność,
czułość, jaka na niej się malowała, były czymś najpiękniejszym.
Zwłaszcza,
kiedy wzięła na ręce najmłodsze dziecko i zagruchała do niego.
Jakby
była stworzona do bycia matką.
Alex
bezwiednie wyobraził sobie Sophie z ich
dzieckiem w ramionach i jednocześnie poczuł gulę w żołądku i drgnięcie kutasa.
Chciałby
tego.
Rozmawiali
przez krótką chwilę o wszystkim i niczym, a potem Lana stwierdziła, że powinna
przyszykować lunch i Sophie poderwała się, żeby iść z nią do pomocy.
Ale
dzieci jej nie chciały puścić.
Kochały
ją.
Zaczęły
głośno protestować przeciwko jej odejściu, więc nachyliła się do nich z
powrotem.
-
Macie wujka Alexa - powiedziała Sophie i wskazała na niego głową.
A
potem przykucnęła przy Lisie i zaczęła do niej niby szeptać, ale był to
sceniczny szept.
-
Wujek super rysuje - brzmiała jak konspiratorka - i chyba gdzieś ma schowane
kredki i blok rysunkowy. Jak go ładnie poprosisz to ci coś namaluje. Może nawet
ciebie.
Alex
poczuł gorąco ogarniające jego pierś.
Wujek super
rysuje.
Mała
spojrzała na niego, a potem, nagle ośmielona, potoczyła się w jego stronę na
krótkich nóżkach i klapnęła jego kolano, bo siedział ze skrzyżowanymi nogami na
kocu niedaleko nich.
-
Ujek Ale - pisnęła do niego.
Uśmiechnął
się i złapał z torby, którą Sophie wypakowała prezentami dla maluchów blok
rysunkowy i kredki ołówkowe, na co Lisie błysnęły oczy.
Najwidoczniej
uwielbiała rysować, co nie powinno go zdziwić, skoro Sophie zaopatrzyła ich w
taką ilość papieru.
Alex
zerknął jeszcze na Sophie, która wyprostowała się, uśmiechnęła i ruszyła w
kierunku domu.
-
Rysujemy? - spytał małej.
Skinęła
poważnie główką, ale ponownie klepnęła jego kolano rączką i pisnęła - Ty.
-
Dobrze - mruknął i wziął do ręki czarną kredkę ołówkową, której znajomy ciężar
prawie zmusił go do pociągnięcia pierwszej kreski, bo wiedział, co chciał
przenieść na papier.
Miał
ten obraz wyryty w głowie.
-
Co mam narysować? - spytał małą, a jej odpowiedź go zachwyciła.
-
Sophie - powiedziała Lisie.
-
Tak, ciocia Sophie! - krzyknął nagle
Louie, który do tej pory przyglądał się temu nieufnie.
Alex
nie zawahał się ani sekundy, bo to było tak zgodne z jego pragnieniem, że aż go
swędziały ręce.
Oparł
blok rysunkowy na kolanie, przymknął oczy, a potem zaczął.
Rysował
w skupieniu przez kilka minut, czując lekki ciężar Lisie opierającej się o jego
plecy.
Louie
pochylił się w jego stronę, ale tylko zawisł z otwartymi usteczkami.
Kiedy
miał główny zarys, Lisie nagle zauważyła, co rysował i zaczęła podskakiwać
podekscytowana.
Poszturchiwała
go przy tym lekko, ale dał radę.
Przez
chwilę wykańczał rysunek, dodając cienie, a potem przeciągnął palcem, żeby
wygładzić kontury.
Dodawał
jeszcze kilka mocniejszych kresek, kiedy to usłyszał.
Otaczała
go cisza.
Podniósł
głowę i zobaczył czułość w oczach Sophie, która stała niedaleko nich, a dopiero
później wzrok Lany i Vito.
-
Ciocia Sophie! - zawołały naraz
dzieci i chyba Lana była szczęśliwa, że zostawiła najmłodszą w domu, bo by ją
obudziły.
Narysował
to piękno, które go prawie obezwładniło kilka minut wcześniej.
Sophie
leżąca na plecach na kocu, otoczona przez Lisę i Louie’go, śmiejącą się do
nich, z tym ciepłem w oczach i cudowną poświatą, która mogła oznaczać jedynie prawdziwą
miłość.
Lana
wzięła rysunek z jego rąk.
-
Czy mogę go zatrzymać? - zapytała takim dziwnym, przesyconym znaczeniem tonem,
że Alex poczuł ścisk w gardle.
-
Taaa - mruknął.
-
Więc mamy jeszcze jednego artystę w rodzinie - wymruczał podsumowująco Vito.
W rodzinie.
Chryste
Wszechmogący.
Przyjęli
go do tej małej, wspaniałej, kochającej się rodziny.
-
Jeszcze jednego? - spytał nieswoim głosem.
-
Tak - odparł Vito podnosząc się z koca z Lisą w ramionach - chyba musisz poznać
historię naszej rodziny.
Alex
podniósł się i zobaczył, że Lana zabiera Louie’go, a Sophie torebkę, więc
pomógł jej i wziął torbę, która stała bliżej niego.
Sophie
zbliżyła się do niego z jednej strony i szła tak blisko, że co chwilę ją
trącał, albo ona jego trącała.
Z
jego drugiej strony szedł Vito.
Szli
w stronę tarasu, na którym na stole kobiety ustawiły lunch, kiedy on rysował i po
drodze rozmawiali.
-
Nasi rodzice poznali się przypadkiem - mówił Vito - Mama zawsze bardzo lubiła o
tym opowiadać i nazywała to przeznaczeniem.
Alex
spojrzał na Sophie, która uśmiechała się do swoich butów, ale podniosła głowę i
skierowała swój uśmiech do niego, kiedy tylko poczuła na sobie jego wzrok.
Nie
uśmiechnął się w odpowiedzi.
Przeznaczenie.
-
Widzisz mama była utalentowaną śpiewaczką operową - mówił dalej Vito - Wykształconą
w tym kierunku w Juilliard,
hołubioną przez rodziców i pieszczoną przez dziadków, którzy przyjechali z
Włoch i tam również mieli tradycje śpiewacze. Wróżono jej niebywałą karierę.
Dotarli
do stołu i zajmowali swoje miejsca, kiedy Vito posadził Lisę w wysokim
krzesełku dla dzieci i zapiął ją pasami, a Lana posadziła Louie’go na jego
krzesełku.
- Tata również pochodził z włoskiej rodziny,
ale nie trzymali się razem, nie wiemy dlaczego. Był architektem krajobrazu po
college’u - wtrąciła się Sophie z lekkim uśmiechem na ustach i przekrzywioną
głową - …ale tak naprawdę jego pasją było rysowanie. Lubił też malować
akwarelą, ale najczęściej widzieliśmy go z ołówkiem i szkicownikiem.
Alex
spojrzał na nią i poczuł, że jego usta się rozchyliły.
Chryste!
Przypomniał
sobie jej gorący wzrok, kiedy wyciągnął jej szkicownik i zaczął przenosić na
papier to, co mówiła o Domu-Skale.
-
Rodzina mamy nie akceptowała ich związku. Nie uznawali taty - wtrącił się Vito
- Uznali go za kundla, chociaż tak naprawdę nie wiedzieli, że Włosi w ich
rejonie bywali tak nazywani tylko dlatego, że mieli takie pochodzenie. Rasistowsko.
Im chodziło wyłącznie o to, że tata
nie był wykształcony w szkole artystycznej.
- I miał przerwać niebywale świetną karierę
śpiewaczą mamy - powiedziała z goryczą Sophie.
-
Tak - mruknął Vito - Całkowicie wyklęli ich za to, że mama nie kontynuowała
kariery, tylko urodziła Sophie i została mamą i żoną pracującą w domu.
O
cholera, więc, jak każda amerykańska rodzina, oni też mieli swoje żale.
-
W każdym razie - rzuciła Sophie pogodniejszym głosem - Vito ma talent po mamie,
chociaż, dzięki Bogu, nie śpiewa w operze.
Vito
uśmiechnął się do niej szeroko, pokazując białe zęby spomiędzy czarnych włosów
kudłatej brody.
-
A Sophie projektuje, rysuje i buduje super zajebiste domy - dokończył cicho Alex.
Sophie
szarpnęła głową w jego stronę, a potem jej spojrzenie złagodniało w cudowny
sposób, który poczuł na kutasie.
-
Taaa - mruknął Vito - Fajnie, siostra, że wreszcie ktoś ci to mówi.
-
A Lana piecze i ozdabia wyszukane torty, które są istnymi dziełami sztuki -
dorzuciła Sophie.
Alex
spojrzał w stronę bratowej Sophie, która karmiła cicho dzieci, nie wtrącając
się do ich rozmowy, ale teraz szarpnęła głową ze zdziwieniem, a potem spojrzała
na Sophie z łagodnym uśmiechem.
-
Sophie nie jest w stanie im się oprzeć i musi zawsze któryś zjeść - powiedziała
Lana - to dlatego tak mówi.
-
Bo są pyszne - powiedziała Sophie.
-
Tak! - krzyknął nagle Louie,
wyrzucając obie raczki w górę z szeroko rozłożonymi paluszkami, najwyraźniej
myśląc o możliwym nadchodzącym kawałku ulubionego tortu.
-
A ty cholernie fantastycznie rysujesz, jednocześnie gasząc pożary i ratując
koty z drzew - dokończył Vito, wyszczerzając zęby tym razem do Alexa.
Kurwa.
Jakie
to było dziwne.
Znaleźć
się pośród takich ludzi po środku niczego, którzy doceniali to, co robili inni
i potrafili to powiedzieć najprostszymi słowami.
Tak,
że to trafiało prosto do serca.
*****
Kilka godzin
później
Do
Salt Lake City wrócili w prawie całkowitym milczeniu.
Sophie
uśmiechała się i wyglądała na cicho szczęśliwą, ale Alex milczał, bo dotarło do
niego coś niepokojącego.
W
tej relacji brał, ale nie dawał.
Kiedy
zaparkował na parkingu dla gości, wysiedli i zapikał w zamki Mustanga, a potem
ruszyli oboje w stronę schodów.
-
Zamówimy na kolację pizzę - zaproponowała Sophie.
-
Okej - mruknął Alex.
Szli
dalej w milczeniu, aż Sophie zaczęła to zauważać, albo może bardziej zauważać i niepokoić się tym.
Wcisnęła
się pod jego pachę, więc objął ją ramieniem i szli przyciśnięci do swoich
boków.
Na
galerii Alex wyjął klucz, Sophie się odsunęła i otworzył drzwi.
Weszli
i zapalili światło, chociaż było jeszcze słonecznie.
Jednak
do jej korytarza wejściowego słońce nie docierało.
Sophie
wyjęła telefon i wybrała numer znanej im pizzerii, a potem zamówiła pizzę, jaką
jedli już kilka razy, więc nawet nie musiała pytać Alexa, jaką lubił.
Alex
przez ten czas poszedł do kuchni, żeby schować do lodówki duże pudło z ciastem,
jakie spakowała dla nich Lana po deserze.
Sophie
skończyła rozmawiać przez telefon i przyszła do Alexa do kuchni, wcisnęła się w
jego plecy, kiedy stał przodem do blatu podczas otwierania piwa, które wyjął z
lodówki i objęła go, otulając ramionami jego żebra.
-
Proszę, porozmawiaj ze mną, Alex - mruknęła w jego łopatki.
Alex
westchnął i oparł się ciężko o blat.
Tak.
Musiał
to w końcu powiedzieć.
Sophie
i jej rodzina dawali mu wszystko.
Miłość,
jakiej nie zaznał, bo miłość jego mamy była zbyt zafiksowana na ochronę go i
jednocześnie wymagała od niego ochrony jej.
Piękno,
jakiego nie miał, bo jego ojciec żył w brudzie i wikłał Alexa w swoim życiu,
więc Alex też czuł się brudny.
Akceptację,
jakiej nie miał tak naprawdę nigdy od nikogo.
Zawsze
musiał się kryć ze swoim zamiłowaniem do rysunku.
-
Czuję, że zaburzam balans - powiedział schylony do blatu, nie odwracając się do
Sophie.
-
Co? - szepnęła ze zdziwieniem, wyprostowała się i przesunęła ręce, żeby go
odwrócić przodem do siebie.
Nie
chciał tego.
Ale
to zrobił.
Zasługiwała
na szczerość.
-
Dajesz mi wszystko, a ja tobie nic - wyjaśnił.
-
Kochanie - zaczęła podchodząc bliżej i patrząc wprost w jego oczy - Nie widzisz,
jak dużo mi dałeś?
-
Sophie - mruknął.
-
Nie - przerwała mu - Posłuchaj. Dzięki tobie mam kogoś, kto się mną opiekuje i
nie jestem sama całymi dniami. Poznanie twojej mamy było fantastyczne. A przy
okazji zdobyłam przyjaciółki.
Uśmiechnęła
się do niego.
Musiał
jej to powiedzieć.
-
Nie miałem takiej rodziny, jak ty miałaś i nadal masz - wyjaśniał - Kiedy
miałem siedem lat, mój brat zginął w wypadku samochodowym. Moja mama załamała
się i wyłączyła z życia rodzinnego, więc właściwie przez rok nie miałem z nią
kontaktu.
Alex
patrzył, jak przez twarz Sophie przebiegł skurcz, a potem przysunęła się do
niego o kolejny centymetr, żeby w końcu zastygnąć w bezruchu, zapatrzona w jego
oczy na znak, że go słuchała.
-
Mój ojciec też nie był super pomocny, więc miałem opiekę panny Rosie -
kontynuował - To była moja jakby guwernantka, panna do towarzystwa, chociaż
właściwie tylko dawała mi lekcje gry na fortepianie i pomagała w odrabianiu
zdań do szkoły.
Wciągnął
głęboki wdech i zapatrzył się ponad ramieniem Sophie, żeby ciągnąć dalej.
-
Była młoda i słodka. Mówiła zawsze łagodnym głosem i zwykle pachniała drzewem
sandałowym.
Sophie
wciągnęła bezgłośny wdech.
Wiedziała.
Perfumy
o zapachu drzewa sandałowego nadal były jej ulubionymi, jak dwa lata wcześniej.
-
Nauczyła mnie, że powinienem się opiekować osobami, na których mi zależy -
mówił Alex głuchym głosem - Ale nie potrafiłem się nią zaopiekować. Mój ojciec skrzywdził ją, chociaż wtedy byłem za
młody, żeby to zrozumieć. Po prostu pewnego dnia zniknęła z mojego życia.
Zamilkł
i położył rękę na ramieniu Sophie, żeby odgarnąć jej włosy z szyi czubkami
palców.
-
Potem mama zaczęła znowu ze mną rozmawiać - mruknął jakby do siebie - Kiedy
zrozumiałem, że wszystko to wina mojego ojca, dołożyłem to do rzeczy, za które go
nienawidziłem.
Spojrzał
w oczy Sophie i zdecydował się powiedzieć wszystko.
-
Widzisz, to mój ojciec spowodował ten wypadek, w którym zginął mój brat. I po
tym rozpadła się nasza rodzina.
-
Alex - szepnęła Sophie z uczuciem, ale on musiał to dokończyć.
-
Mama się załamała, ale jego to nie obchodziło - mówił z goryczą - zamknął ją w
domu i faszerował lekami, żeby jego świetny wizerunek publiczny nie ucierpiał. Po tym wszystkim pokrywał
siebie, swoje życie i przy okazji mnie coraz grubszą warstwą brudu.
Sophie
szarpnęła głową na boki, jakby chciała mu przerwać, zaprzeczyć, ale jej nie
pozwolił.
-
Nie mam nic. Nic dobrego, pięknego, czystego, co mógłbym dać tobie - powiedział
z goryczą - tylko śmieci, brud i nienawiść. Popatrz na to, co on ci proponował
- wyrzucił rękę jakby wszystko leżało przed nimi na stole, a ona mogłaby to
zobaczyć i policzyć.
Zamilkł,
opuścił głowę zrezygnowany i czekał na wyrok, chociaż go już właściwie znał.
Musiał
zniknąć z jej życia.
-
Moje życie przed tobą nie było piękne - powiedziała Sophie, Alex zamarł zaskoczony.
Kiedy
podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, zobaczył jej bladą twarz i zdeterminowane
oczy.
-
Jako dziecko miałam wybuchowy temperament - Sophie zaczęła swoją opowieść - Bardzo
wybuchowy. Lubiłam się bić z chłopakami o byle co i często to robiłam nawet w
szkole. Kiedy pobiłam tamte dziewczyny, psycholog szkolny stwierdziła, że muszę
się leczyć. Wpłynęła swoją opinią na decyzję sądu i trafiłam na przymusowe
leczenie psychiatryczne, które nie było ani łatwe, ani przyjemne.
Sophie
wciągnęła drżący wdech i odwróciła wzrok na bok, od oczu Alexa.
-
Leki, które brałam i spotkania w grupie świrusów sprawiły, że zaczęłam coraz
bardziej wątpić w siebie, zapadać się. Potem zaczęłam coraz poważniej myśleć o
tym, że jestem zła i nie nadaję się do życia pośród ludzi. Myślałam o sobie wariatka. Nauczyłam się chować prawdziwą
siebie, ograniczać mój temperament. Kłamać. Nigdy nikomu nie mówiłam całej
prawdy. Dlatego nie umiałam rozmawiać.
Podniosła
głowę i spojrzała Alexowi prosto w oczy.
-
Gdyby nie Maggie i Eva, nadal nie powiedziałabym ci nic o sobie. Zachęciły mnie
do rozmawiania z tobą o wszystkim - uśmiechnęła się krzywo i jakby niepewnie -
Ale kocham cię i chciałam, żebyś mnie poznał. Zaufałam ci, że mnie nie
odrzucisz, że nie zechcesz mnie zmienić. Bo…
Sophie
zagryzła bok wargi, jej wzrok znowu uciekł w bok, a potem jakby podjęła
decyzję, wciągnęła powietrze i zaczęła znowu mówić.
-
Zaczęłam być z Paulem, bo wszystkie dziewczyny miały chłopaków. Nie kochałam
go, ale nie wiedziałam, co to miłość. Uznałam, że powinnam tak zrobić, więc zaczęłam z nim chodzić, kiedy zaprosił
mnie na pierwszą randkę. Bez wahania. Mama się ucieszyła, pomagała mi, ale jej
też nie powiedziałam, dlaczego to zrobiłam. Chciałam się dopasować, więc nie
robiłam nic niestosownego, żadnych wygłupów. Wyciszyłam się. Potem kupiłam z
mamą sukienki i buty na obcasie. Żeby być bardziej kobieca. Potem nieomalże
zrezygnowałam ze swoich marzeń o budowie domów.
Alex
gwałtownie wciągnął powietrze, więc spojrzała na niego.
-
Tak - mruknęła - Paul tego nie lubił. Nie podobało mu się, że chciałam sama
budować, że założyłam swoją firmę.
Jezu
Chryste!
Więc
tamten dupek nie akceptował jej takiej, jaką była.
Miała
to tak, jak on z Angelą.
-
Sophie - mruknął.
-
Więc nie mów mi, że dajesz mi więcej - powiedziała, kładąc obie ręce na jego
klatce piersiowej - Dałeś mi swoją mamę taką, jaka teraz jest. Dałeś mi
przyjaciółki, którym mogę zaufać, z którymi rozmawiam. Dałeś mi siebie i swoją
akceptację. Dajesz mi opiekę, kiedy tego potrzebuję.
-
Chryste - przerwał jej - Ależ ja cię kocham.
A
potem schylił się, przyciągnął jej usta do swoich, trzymając jej głowę za włosy
z tyłu i pocałował ją.
Mocno,
mokro i gwałtownie.
A
ona oddała mu ten pocałunek.
*****
Sophie
Następnego dnia
rano
Obudziłam
się o piątej trzydzieści, kiedy zadzwonił budzik Alexa.
Razem
z Alex’em.
Spałam
na nim przez całą noc, jak zwykle, ale budziłam się kilka razy, więc
wiedziałam, że on również nie spał mocno i często się budził.
Nie
miałam koszmaru.
Budził
mnie każdy ruch Alexa.
Za
pierwszym razem zaczęłam wodzić delikatnie po jego ramieniu i klatce piersiowej
rozchylonymi wargami, ale początkowo zesztywniał, więc nie byłam pewna, czy
tego chce.
Mogłam
poprzestać na takiej pieszczocie.
Potem
jednak odwrócił się do mnie, całował mnie po szyi, a następnie kochał się ze
mną słodko i czule.
Jednak
kolejne razy były bardziej sztywne, niepokojące, jakby nie chciał mnie budzić,
a przy tym również czułam, że coś było nie dopowiedzianego między nami, coś zajmowało
jego myśli.
Wyczuwałam
w jego zachowaniu jakieś zahamowania.
Fałsz.
Kiedy
wstał, ja również wstałam, założyłam koszulkę Alexa i majtki, chociaż sypiałam
teraz w swoich satynowych i jedwabnych koszulkach nocnych i poszłam do kuchni,
żeby przygotować mu jajecznicę, kawę i tosty.
Wyprawić
mojego mężczyznę do pracy.
Poprzedniego
wieczoru nasz pocałunek przerwała dostawa pizzy, więc kiedy ją odebraliśmy,
Alex zapłacił, ja podałam na talerzach i z piwem prosto z butelek, zjedliśmy ją
i już nie rozmawialiśmy o balansie między nami.
Po
tamtej wymianie myśli powinno między nami być już dobrze, ale ja miałam
wrażenie, że wciąż nie powiedzieliśmy sobie wszystkiego.
Oglądaliśmy
mecz przytuleni do siebie, piliśmy piwo i milczeliśmy.
Szykowaliśmy
się do snu, mijaliśmy się w łazience, kuchni, a potem w sypialni i nadal
milczeliśmy.
Zasnęliśmy
przytuleni, ale bez seksu.
Niby
nic nadzwyczajnego, ale to nie byliśmy my.
Zawsze
mieliśmy ochotę na seks.
Kiedy
to milczenie trwało nawet podczas śniadania, zdecydowałam, że muszę porozmawiać
z kobietami.
Nie
lubiłam być taka bezsilna.
Miałam
przyjaciółki, które, jeśli ja nie umiałam znaleźć rozwiązania problemu, mogły
mi pomóc.
Miały
różne doświadczenia, a większość z nich ten etap związku przeszła z mniejszymi
lub większymi perturbacjami.
Więc
mogły mi coś doradzić.
*****
Osiem godzin
później
Jechałam
moim Raptorem na spotkanie z kobietami w butiku Aleka i Sama.
Miejsce
spotkania mi nie odpowiadało, ale kobiety miały jakieś zakupy do zrobienia, a w
okolicy tego butiku był bar, w którym mogłam zjeść lunch.
Więc
się zgodziłam.
Kiedy
zaczęłam dzwonić do nich po sprzątnięciu po śniadaniu (co zrobiłam wiedząc, że
wszystkie o tej porze wyprawiły swoich mężczyzn do pracy), wszystkie wręcz
wybuchły entuzjazmem, który wydawał się ogarniać kolejne z nich, w miarę przekazywania
wieści przez rozmowy telefoniczne i dodawania następnych kobiet do drzewa
informacyjnego.
Główne
pytanie brzmiało gdzie się spotykamy,
ale zauważyłam, że mimo pozornej beztroski i roztrzepania, wszystkie przejęły
się tym, że miałam problem i poprosiłam o poradę.
Wszystkie
również były ciekawe.
Nie
dziwiłam im się, skoro do tej pory nie mówiłam zbyt wiele i zbyt często o
sobie, mojej rodzinie, przeszłości i o Alexie.
Zwłaszcza
o Alexie.
Przyszedł
czas na to, żebym się z nimi wszystkim podzieliła.
Poznałam
je jak do tej pory tak dobrze, że wiedziałam, że nie wykorzystają tego wszystkiego
przeciwko nam, a mogły coś mi doradzić.
Nadal
miałam opory i jechałam na miejsce spotkania mocno zestresowana.
Zaparkowałam
mojego Raptora na niewielkim parkingu blisko butiku i wzbudziłam tam pierwszą
sensację, bo mój pickup był bardzo męski, a całe to miejsce było zdominowane
przez kobiety.
Nie
po raz pierwszy spotkałam się ze stereotypami, sama nabrałam się na myślenie w
ten sposób, więc się tym nie przejęłam.
Weszłam
do butiku i oniemiałam.
Nie.
Zostałam
ogłuszona.
Alek
i Sam powitali mnie tak żywiołowo, jakbym była dawno nie widzianym, ukochanym i
pożądanym członkiem ich najbliższej rodziny, przy czym Alek mnie wycałował (w
powietrzu) i krzyczał swoje zachwyty nad faktem, że się pojawiłam.
Nie
zwracając uwagi na dwie klientki, które były w butiku oprócz nas.
Eva
i Maggie, które oglądały ubrania na wieszakach, kiedy weszłam, również
przywitały mnie natychmiast i bardzo ciepło, chociaż (szczęśliwie) zdecydowanie
bardziej spokojnie.
To
było miłe.
Poczułam
się oczekiwana tam, lubiana.
Byłam
na swoim miejscu.
Butik
okazał się być ciekawym miejscem, chociaż i tak nie miałam nawet kilku minut na
zakupy, ani na oglądanie ubrań.
Mimo
to zauważyłam sekcję z bielizną, a w niej kilka ciekawych nocnych koszulek,
więc postanowiłam tam jeszcze kiedyś wrócić, kiedy miałabym więcej czasu na
oglądanie.
Był
wrzesień, dzieciaki były w szkole, Eva była w ósmym miesiącu ciąży, więc Maggie
przywiozła ją swoim Compass’em na nasze spotkanie i obie musiały się spieszyć,
bo Maggie miała wrócić do pracy.
Ciekawe
było to, jak Maggie była ubrana.
Jeszcze
jej takiej nie widziałam.
Miała
na sobie czarną, ołówkową spódnicę do kolan i szarą, zapinaną na guziczki bluzkę
z żabotem, a na nogach szare czółenka na obcasie.
A
włosy miała upięte w kok na karku.
Seksownie,
kompetentnie, ale strasznie konwencjonalnie i sztywno.
Kiedy
ją o to zapytałam, odpowiedziała, że jej szef miał takie wymagania, ale dodała,
śmiejąc się (i rumieniąc), że David to lubił.
Eva
dodała, że David lubił ją z tego rozbierać.
Mogłam
w to uwierzyć.
A
to, że mimo wszystkich zajęć znalazły czas, żeby się ze mną spotkać (jak to
nazwały - sytuacja awaryjna), kiedy im
powiedziałam, że miałam problem?
To było super miłe.
Ponownie
pomyślałam o tym, że nie miałabym ich bez Alexa.
Poszliśmy
wszyscy do baru, nawet Alek i Sam, którzy zamknęli butik na półgodzinny lunch
(jak głosiła kartka, którą zostawili z oknie z instrukcją, gdzie ich znaleźć w
razie „pilnej potrzeby”).
Kiedy
się tam rozsiedliśmy, a Alek wybrał stolik ze znawstwem (na uboczu, żeby nikt
nam nie przeszkadzał), więc musieli tam czasem bywać i byli znani obsłudze,
dotarła do nas Alice.
Powiedziała
nam, po przywitaniu się, że Sonija nie mogła przyjechać, bo nie mogła wziąć
przerwy na lunch.
Sonija
pracowała w sklepie na etacie, ale jej głównym zarobkiem były dywidendy ze
sprzedaży mebli, więc, jak byli klienci, nie mogła sobie pozwolić na przerwę.
Dziwne
dla mnie było to, że reszta wydawała się być z tego zadowolona, co było bardziej niż trochę dziwne, bo lubili
się i zawsze starali się spotykać wszyscy razem.
Potem
miałam się przekonać, że Sonija była po prostu bardzo, bardzo głośna, a byliśmy w zatłoczonym miejscu publicznym, więc
mogło by się to różnie dla mnie skończyć.
Niekoniecznie
tak, jakbym chciała.
Raczej
źle.
Kiedy
zamówiliśmy kawę, inne napoje i jedzenie, zaczęłam mówić.
Byłam
bardzo głodna, więc przy tym jadłam (jak zwykle łapczywie), kiedy tylko
dostarczono nam jedzenie.
I
mówiłam bardzo długo (według mnie), bo powiedziałam im wszystko.
Chociaż
może bez szczegółów.
Nadal,
najwięcej jak dotąd komukolwiek, powiedziałam im o sobie i o swoich odczuciach
dotyczących naszego związku.
Przyznałam
im się, że kochałam Alexa.
Powiedziałam
o swoich obawach.
I
o jego obawach dotyczących balansu.
Zakończyłam
pytaniem - I co myślicie?
I
wtedy zapadła cisza.
-
Sophie - powiedziała w tedy łagodnie Eva, więc spojrzałam w jej stronę -
Dlaczego uważasz, że powinniście znaleźć balans?
-
Mówiłam wam - zaczęłam wyjaśniać - że to Alex
sądzi, że ja daję mu dużo, a on mnie nic. Powiedziałam mu, jaki jest wspaniały.
Opiekował się mną i nadal to robi, chociaż mam już sprawną rękę, więc nie
potrzebuję tego. Świetnie gotuje. No i… inne rzeczy - zakończyłam koślawo, bo
nie wnikałam w szczegóły naszego współżycia, ani nie powiedziałam im o tym, jak
pięknie Alex rysował.
-
Właśnie to mu powiedz - powiedziała
Eva.
Westchnęłam,
bo przecież właśnie to mu powiedziałam.
Co
najmniej raz.
-
Sophie - Maggie nachyliła się do mnie nad stolikiem i patrzyła uważnie w moje
oczy, kiedy się do niej zwróciłam - Pamiętaj, że złe rzeczy zapadają w pamięć człowieka dużo szybciej i łatwiej niż dobre. Nawet, jeśli mu powiedziałaś, co
w nim lubisz, on tego nie pamięta. Musisz to powtarzać. Zwłaszcza, jeśli w
życiu często słyszał złe rzeczy.
Pomyślałam
o Suce Angeli i zacisnęłam zęby ze złości.
-
Tak - odezwała się Alice - Dlatego przy każdej
okazji mów mu, co ci się w nim podoba, co lubisz.
-
Nie narzucaj się - powiedział Alek - Nie bądź nachalna. Rób to delikatnie, przy
okazji, nie wysilając się.
-
Sophie - Eva wzięła moją rękę, więc zwróciłam na nią całą moją uwagę - Czy ty wiesz, jak wyglądasz, kiedy o nim
mówisz?
Pokręciłam
głową, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam.
-
Jak zaczęłaś mówić o Alexie, twarz ci złagodniała, oczy zaczęły się świecić -
kontynuowała Eva - jakbyś mówiła o czymś najlepszym na Świecie, tak
zachwycającym, że bez tego nie możesz żyć.
Rozejrzałam
się po wszystkich i zobaczyłam wiele głów kiwających potakująco.
O,
Boże kochany!
-
Więc jest oczywiste, że go kochasz - powiedziała Alice - Daj mu wsparcie na co
dzień. Po prostu będąc dla niego. A on to dostrzeże.
-
I pamiętaj - odezwała się znowu Eva - że w związku balans nie polega na tym, że
dajecie to samo, albo tyle samo. Dla każdego coś innego jest najcenniejsze na
Świecie.
O,
tak, rozumiałam to, chociaż akurat zarówno ja, jak i Alex chcieliśmy mieć
rodzinę.
-
A poza tym - wtrąciła się Maggie - w związku, w parze, balans nie polega na
idealnej równowadze. Raz ty dajesz więcej, innym razem on.
-
Co innego ty uznajesz za dużo - wtrąciła Alice - A co innego on.
-
Tak… - znowu odezwała się Maggie - i to może dotyczyć finansów, albo
bezpieczeństwa.
- Dobrych posiłków - wtrąciła Eva.
-
Spokoju i ciepła - wtrąciła Alice.
-
Domu - rzucił Sam.
-
Albo seksu - wtrącił Alek.
-
Albo akceptacji - szepnęłam, bo zrozumiałam, co mówili.
Zobaczyłam,
jak się uśmiechają.
Patrzyłam
na nich wszystkich oszołomiona, ale wręcz szczęśliwa.
Tak!
To
było to, co robiliśmy na co dzień, w każdej chwili.
Tylko
musiałam sprawić, żeby Alex to zauważył.
-
No, kochanieńkie - Alek rzucił nagle głośniej, a my wszystkie podskoczyłyśmy i
odwróciłyśmy się do niego - My tu gadu, gadu, a pora lunchu się skończyła i
musimy wracać do pracy.
-
Ojej - Maggie poderwała się z krzesła - muszę lecieć.
Spojrzała
na Evę i zatrzymała się, ale ta machnęła ręką.
-
Jedź, ja sobie poradzę - powiedziała i wszyscy wiedzieliśmy, że nie mogliśmy
dopuścić do tego, żeby Eva „poradziła sobie” sama.
-
Mam czas - powiedziałam - Mogę cię odwieźć do domu.
Maggie
pożegnała się ze wszystkimi machaniem ręki i wybiegła.
-
Nie wdrapie się do tego twojego potwora - powiedziała do mnie prawie
natychmiast Alice - Ja cię odwiozę - powiedziała do Evy.
Omójbosze!
To
było dokładnie to!
Przyjaciółki.
Musiałam
opowiedzieć to Alexowi i podziękować mu, że
i to dał.
Tak.
Miałam
plan.
*****
Cztery godziny
później
Usłyszałam
przekręcanie klucza w zamku i zaraz potem Alex wszedł do mieszkania akurat
wtedy, kiedy wyjęłam torebkę z ryżem z wody po jej ugotowaniu.
Idealne
zgranie.
Wyłączyłam
gaz pod patelnią z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym ze słoiczka i ruszyłam w
stronę korytarza wejściowego.
Kiedy
byłam w połowie salonu, Alex właśnie wchodził do niego.
Uśmiechnęłam
się, przyspieszyłam i zobaczyłam, jak jego oczy stają się ciepłe na mój widok.
To
było dobre.
Kiedy
byłam blisko niego, bardzo blisko, rzucił torbę z ubraniami, które, jak
wiedziałam, miał brudne po tym, jak je zmienił w pracy po prysznicu (i nie
wnikałam w to, czy były zadymione, brudne od błota czy od krwi, bo to też się
zdarzało), a potem złapał mnie w talii oburącz i przyciągnął do siebie.
Moje
ręce same powędrowały na jego ramiona, a jedna z jego rąk wsunęła się w moje
włosy, żeby odchylić moją głowę i ustawić ją tak, żeby mógł wziąć moje usta.
Kochałam
to.
To
byliśmy my.
Gwałtowny,
mocny, wręcz brutalny pocałunek na powitanie i jedna jego ręka wsuwająca się
pod moją koszulkę od talii w górę, na nagą skórę moich żeber.
Kiedy
odsunął się odrobinę, by spojrzeć w moje oczy, dyszałam ciężko.
-
Hej - powiedział cicho, a jego głos też świadczył o podnieceniu.
-
Hej - odszepnęłam.
Potem
odeszłam krok do tyłu i na bok, żeby móc go poprowadzić do kuchni, kiedy zabrał
po drodze swoją torbę z podłogi.
-
Mamy na kolację ryż z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym - powiedziałam mu.
-
Gdzie zamawiałaś? - zapytał takim tonem, jakby go to tak naprawdę nie
obchodziło, po prostu chciał coś powiedzieć.
-
Sama zrobiłam - przyznałam, a on się nagle zatrzymał.
Również
stanęłam i przeszłam tak, by być z przodu Alexa, ale w wyrazie jego twarzy
pojawiło się coś niedobrego.
-
Co? - spytałam.
-
Nie chcę, żebyś się dla mnie zmieniała - powiedział, jakby ze złością.
Oparłam
się dłońmi o jego brzuch i zadarłam głowę wysoko, żeby widzieć jego oczy.
-
Alex - sugestywnie odparłam z lekkim uśmiechem, jakbym nie zauważała jego
zdenerwowania - to, że nie gotuję, nie znaczy, że nie umiem, a ja też czasem
muszę coś jeść.
Zauważyłam,
że się trochę rozluźnił, ale nadal był spięty.
-
A byłam na spotkaniu z dziewczynami w czasie lunchu - ciągnęłam dalej, ale
odwróciłam się do kuchni i szłam w stronę kuchenki, udając, że nie obchodzi
mnie jego napięcie - i Eva mówiła Maggie o daniach, które można przygotować w
piętnaście minut.
Wyjęłam
dwa talerze z szafki nad zlewem, postawiłam je na blacie obok kuchenki i
wzięłam do ręki torebkę z ryżem, żeby ją rozciąć nożyczkami, które wyjęłam z
szuflady ze sztućcami.
-
Byłam na budowie Domu-Skały, a nie miałam ochoty niczego zamawiać, więc po
drodze kupiłam słoiczek sosu, ryż w torebkach i piersi kurczaka - opowiadałam,
nakładając wszystko po kolei na nasze talerze - Jeszcze tego nie próbowałam, więc
nie mogę powiedzieć, czy jest jadalne, ale faktycznie, przygotowanie wszystkiego
zajęło mi piętnaście minut i jeszcze miałam czas się trochę przebrać w czyste
ubrania.
Odwróciłam
się do niego z talerzami i zobaczyłam, że wpatruje się we mnie tym swoim
wzrokiem pod tytułem „zaburzam balans”.
Więc
postawiłam talerze na blacie przy stołkach, odwróciłam się po sztućce do
szuflady i mówiłam dalej.
-
To nic wielkiego i mam nadzieję, że będzie chociaż trochę dobre. Nic się nie
będzie równało z twoim spaghetti. No, ale nie każdy może być mistrzem
gotowania.
Podałam
mu puszkę z colą z lodówki i wyjęłam na blat z szafki solniczkę i pieprzniczkę.
-
Po co to? - spytał Alex wskazując na nie, ale usiadł przed talerzem, wziął do
ręki widelec, a ja z zadowoleniem zaobserwowałam, że się rozluźnił.
-
Zobaczymy, może być potrzebne - mruknęłam.
Usiadłam
obok niego i wzięłam swój widelec.
Nadeszła
chwila prawdy.
Spróbowaliśmy,
popatrzyliśmy na siebie i roześmialiśmy się oboje.
-
No, na szczęście - udawałam, że wzdycham z ulgą, chociaż naprawdę westchnęłam z
ulgą, słysząc jego śmiech - Jadalne.
-
Księżniczko - mruknął Alex i pochylił się w moją stronę, żeby musnąć moje usta
swoimi - To jest pyszne. Pozwalam ci częściej gotować dla mnie kolację.
-
Dzięki, łaskawco - zaśmiałam się i udawałam, że chcę go uderzyć czubkami
palców.
Zjedliśmy,
razem posprzątaliśmy, rozmawialiśmy o tym, jak minął nam dzień, a w trakcie
tego Alex powiedział mi coś, co mnie zdumiało.
-
Nie lubię, jak omawiasz to z tymi kobietami - mruknął.
-
Dlaczego? - zapytałam - Chciałam ci podziękować za to, że mam dzięki tobie
przyjaciółki.
Alex
spojrzał na mnie jakby ze zdziwieniem, chociaż bardziej z zadowoleniem, jakby
pomału zaczynało do niego docierać, że coś mi dał.
Jednocześnie
nadal był spięty.
-
Ale to one tak mnie obgadały, więc myślałaś o mnie jak o palancie-podrywaczu -
wyjaśnił mi przy tym.
-
Co? - zdziwiłam się.
Nie
wiedziałam, że tak myślał.
-
No, wtedy, jak pytałaś, czy nie muszę iść do blondynki… - uszczegółowił.
-
Och - przerwałam mu - Nie. To, nie one… widzisz… - nie wiedziałam, jak mu to
powiedzieć, bo zawstydziło mnie to, że tak o nim pomyślałam na podstawie tego
jednego zdjęcia.
Byłam
pewna, że się zarumieniłam.
Nabrałam
dużo powietrza do płuc.
A
potem pomyślałam, że muszę być z nim szczera.
-
Kiedy wychodziłam od ciebie - zaczęłam i, hmmm, o cholera, to nie było łatwe -
Kiedy uciekałam od ciebie wtedy,
pierwszy raz - podniosłam oczy, żeby złapać jego wzrok - Na stoliku stała ramka
ze zdjęciem ciebie i blondynki. I pomyślałam…
Alex
wyprostował się i przez jego twarz przemknął wyraz zrozumienia.
Wiedział,
o czym mówiłam.
-
To było zdjęcie Angeli - przerwał mi - zaraz potem je wyrzuciłem.
-
Och - westchnęłam, chociaż poniekąd się tego już domyśliłam, skoro powiedział
mi, że był świeżo po rozstaniu z nią.
-
Wygląda na to, że wyciągnęłam błędne wnioski - powiedziałam cicho.
-
Tak - powiedział mi równie cicho Alex - każdy z nas od czasu do czasu popełnia
taki błąd.
-
Co mogę zrobić, żeby ci to wynagrodzić? - szepnęłam, oparłam się o niego
piersiami i podniosłam obie ręce, by objąć jego ramiona.
-
Znalazłbym jeden lub dwa sposoby - mruknął Alex.
I,
cóż, to byliśmy my, więc chyba rozumiecie, że te sposoby dotyczyły nas dwojga
nagich i różnych miejsc w moim mieszkaniu, które wymagały ode mnie klękania,
pochylania się i wypinania.
Nie
powiedziałabym, że nie miałam ochoty na taki rewanż.
Możliwe,
że nawet bardziej przyjemny dla mnie niż dla Alexa.
Ale,
możliwe, że on by się spierał.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń