środa, 4 maja 2022

12 - Balans

 

Rozdział 12

Balans  

Sophie

 

 

 

Trzy dni później

Jechaliśmy razem z Alex’em jego Mustangiem z wizytą do mojego brata, a właściwie do jego dzieci, do Richmond.

Tylko jeden dzień spędziliśmy całkiem osobno i to było wtedy, kiedy Alex był w pracy od szóstej rano do szóstej wieczorem, więc nie mieliśmy wyjścia.

Resztę czasu, prawie każdą minutę, spędzaliśmy razem, chociaż, oczywiście, ja pracowałam i musiałam jeździć na budowę Domu-Skały.

Nie spędzałam tam jednak całych dni, a raz Alex pojechał tam ze mną.

Mogłam w większości zaufać mojej ekipie.

Postępy w tej budowie były prawdziwe i miałam ogromną satysfakcję, bo już było widać, jak całość powstaje z odrębnych elementów.

Kochałam ten etap budowy.

Kiedy to, co było na papierze, przybierało właściwą formę i zaczynało żyć.

Musieliśmy wynająć ciężki sprzęt, bo wsporniki były długie i stalowe, a szyby też swoje ważyły, ale Eryk godził się na wszystkie koszty, bo ich oboje również zafascynowało to, jak ich dom przybiera właściwą bryłę.

Również często tam przyjeżdżali.

Chociaż nie wtrącali się do budowy.

Po prostu patrzyli.

Za dwa, trzy dni powinniśmy mieć w pełni gotową elewację, a potem chłopaki mieli zabrać się za łączenie jej, a jeszcze potem za podłogi i wreszcie za wykonanie ścian wewnętrznych, bo całość wymagała specjalnej obudowy, żeby mostki cieplne przy tej stali nie dawały się we znaki zimą i koszty ogrzewania były znośne.

Nie musiałam być bez przerwy podczas utrwalania się elewacji.

Mogłam po tym względem zaufać Sammy’emu.

Ale chciałam być na miejscu podczas kładzenia drugiej, wewnętrznej warstwy ścian, bo to wymagało precyzji, a Sammy (a tym bardziej inni) czasem lekceważył dokładność miar.

Delikatnie mówiąc.

Więc na pierwszą wizytę u mojej najmłodszej bratanicy (i kolejną u pozostałych brzdąców) mogliśmy we dwójkę poświęcić tylko kilka godzin, kiedy Alex miał wolny poniedziałek.

Kupiłam kolorowanki, blok rysunkowy (albo trzy), kredki (których zawsze było za mało, jakby dzieciaki je zjadały), a także nowy zestaw klocków do kompletu z wcześniejszymi i torbę słodkości.

Nie byłam pewna, z czego ucieszą się bardziej.

Dla malutkiej słodkie śpioszki i pływającą lampkę z podświetlanymi gwiazdkami, chociaż wiedziałam, że ona jeszcze nie będzie rozumiała, co to znaczyło, że przyjechała ciocia Sophie i nie zapamięta tego.

I miałam wszystkim przedstawić Alexa.

To było nawet ważniejsze.

Opowiedziałam mu, że również projekt ich domu ja zrobiłam, żeby nie został całkiem zaskoczony, bo wiedziałam, że czeka go wiele niespodzianek.

Byłam tym lekko zdenerwowana, bardzo podekscytowana, niespotykanie szczęśliwa i przez to dużo mówiłam, więc Alex o tym wiedział.

Patrzył na mnie co chwilę z uśmiechem, odpowiadał mi krótko, kilka razy zaśmiał się, więc wiedziałam, że u się to podobało.

Lubił to, że się cieszę, że pozna moją rodzinę.

Kiedy tam dojechaliśmy była pora lunchu.

Zadzwoniłam z drogi i powiedziałam Lanie, że będziemy, więc czekała na nas, ale nie powiedziała nic dzieciom.

Żeby miały niespodziankę.

Kiedy tam podjechaliśmy oboje byli z ich tatą na dworze, na tylnym podwórku, z którego było widać podjazd.

Nie znali Mustanga Alexa, więc zainteresowali się nami i oboje patrzyli, kiedy wysiadaliśmy, ale nie podbiegli do furtki.

Otworzyłam swoje drzwi i wystawiłam nad nie głowę.

A potem usłyszałam pisk.

Poznali mnie.

Lisa i Louie poderwali się z trawnika i zaczęli się przemieszczać w naszą stronę (Lisa dość chwiejnie, bo dopiero zaczęła chodzić), ale, na szczęście, był z nimi Vito, więc opanował tę dwójkę, zanim wydostaliby się poza ogrodzenie (co mogliby zrobić w szale radości, co mam powiedzieć, to ten włoski temperament).

Zostawiłam Alexowi wyjęcie toreb z samochodu, zostawiłam nawet moją torebkę i pobiegłam do nich.

Rzuciłam się na kolana natychmiast po przejściu przez furkę i (prawie) dotarciu do ich koca.

O, Boże!

Jak dobrze było znowu mieć w ramionach te dwa małe łebki.

Turlaliśmy się przez chwilę i pozwalałam im włazić na mnie z piskiem radości, a potem przypomnieli sobie, że przyjechałam innym samochodem i zauważyli, że ich tata wita się uściskiem ręki z kimś obcym.

Zatrzymali się i zapatrzyli.

- Louie, Lisa - przedstawiłam im - To jest wasz nowy wujek Alex.

Zobaczyłam dziwny, ale czuły uśmiech Alexa, kiedy przykucnął i powiedział do nich - Hej.

Dzieciaki nie były chętne do poznawania nowych ludzi.

Lisa może nawet mniej, niż Louie, ale oboje widzieli, jak wysiadałam z samochodu Alexa, więc w końcu przywitali się z nim bez uciekania i chowania się.

Pozwolili uścisnąć sobie rączki.

Potem przyszła do nas Lana z małą Lili.

Była słodka.

Uwielbiałam trzymać maleństwo na rękach.

Zawsze.

*****

Alex

Alex nigdy dotąd nie przebywał w pobliżu małych dzieci.

Ale tym razem chodziło o Sophie.

Chryste Wszechmogący.

Kolejny raz to widział.

Za każdym razem, kiedy go coś zachwycało, ona potem pokazywała mu coś jeszcze piękniejszego.

Sophie dawała mu piękno raz za razem.

Kiedy patrzyła na swoje bratanice i bratanka, wyraz jej twarzy, uśmiech, łagodność, czułość, jaka na niej się malowała, były czymś najpiękniejszym.

Zwłaszcza, kiedy wzięła na ręce najmłodsze dziecko i zagruchała do niego.

Jakby była stworzona do bycia matką.

Alex bezwiednie wyobraził sobie Sophie z ich dzieckiem w ramionach i jednocześnie poczuł gulę w żołądku i drgnięcie kutasa.

Chciałby tego.

Rozmawiali przez krótką chwilę o wszystkim i niczym, a potem Lana stwierdziła, że powinna przyszykować lunch i Sophie poderwała się, żeby iść z nią do pomocy.

Ale dzieci jej nie chciały puścić.

Kochały ją.

Zaczęły głośno protestować przeciwko jej odejściu, więc nachyliła się do nich z powrotem.

- Macie wujka Alexa - powiedziała Sophie i wskazała na niego głową.

A potem przykucnęła przy Lisie i zaczęła do niej niby szeptać, ale był to sceniczny szept.

- Wujek super rysuje - brzmiała jak konspiratorka - i chyba gdzieś ma schowane kredki i blok rysunkowy. Jak go ładnie poprosisz to ci coś namaluje. Może nawet ciebie.

Alex poczuł gorąco ogarniające jego pierś.

Wujek super rysuje.

Mała spojrzała na niego, a potem, nagle ośmielona, potoczyła się w jego stronę na krótkich nóżkach i klapnęła jego kolano, bo siedział ze skrzyżowanymi nogami na kocu niedaleko nich.

- Ujek Ale - pisnęła do niego.

Uśmiechnął się i złapał z torby, którą Sophie wypakowała prezentami dla maluchów blok rysunkowy i kredki ołówkowe, na co Lisie błysnęły oczy.

Najwidoczniej uwielbiała rysować, co nie powinno go zdziwić, skoro Sophie zaopatrzyła ich w taką ilość papieru.

Alex zerknął jeszcze na Sophie, która wyprostowała się, uśmiechnęła i ruszyła w kierunku domu.

- Rysujemy? - spytał małej.

Skinęła poważnie główką, ale ponownie klepnęła jego kolano rączką i pisnęła - Ty.

- Dobrze - mruknął i wziął do ręki czarną kredkę ołówkową, której znajomy ciężar prawie zmusił go do pociągnięcia pierwszej kreski, bo wiedział, co chciał przenieść na papier.

Miał ten obraz wyryty w głowie.

- Co mam narysować? - spytał małą, a jej odpowiedź go zachwyciła.

- Sophie - powiedziała Lisie.

- Tak, ciocia Sophie! - krzyknął nagle Louie, który do tej pory przyglądał się temu nieufnie.

Alex nie zawahał się ani sekundy, bo to było tak zgodne z jego pragnieniem, że aż go swędziały ręce.

Oparł blok rysunkowy na kolanie, przymknął oczy, a potem zaczął.

Rysował w skupieniu przez kilka minut, czując lekki ciężar Lisie opierającej się o jego plecy.

Louie pochylił się w jego stronę, ale tylko zawisł z otwartymi usteczkami.

Kiedy miał główny zarys, Lisie nagle zauważyła, co rysował i zaczęła podskakiwać podekscytowana.

Poszturchiwała go przy tym lekko, ale dał radę.

Przez chwilę wykańczał rysunek, dodając cienie, a potem przeciągnął palcem, żeby wygładzić kontury.

Dodawał jeszcze kilka mocniejszych kresek, kiedy to usłyszał.

Otaczała go cisza.

Podniósł głowę i zobaczył czułość w oczach Sophie, która stała niedaleko nich, a dopiero później wzrok Lany i Vito.

- Ciocia Sophie! - zawołały naraz dzieci i chyba Lana była szczęśliwa, że zostawiła najmłodszą w domu, bo by ją obudziły.

Narysował to piękno, które go prawie obezwładniło kilka minut wcześniej.

Sophie leżąca na plecach na kocu, otoczona przez Lisę i Louie’go, śmiejącą się do nich, z tym ciepłem w oczach i cudowną poświatą, która mogła oznaczać jedynie prawdziwą miłość.

Lana wzięła rysunek z jego rąk.

- Czy mogę go zatrzymać? - zapytała takim dziwnym, przesyconym znaczeniem tonem, że Alex poczuł ścisk w gardle.

- Taaa - mruknął.

- Więc mamy jeszcze jednego artystę w rodzinie - wymruczał podsumowująco Vito.

W rodzinie.

Chryste Wszechmogący.

Przyjęli go do tej małej, wspaniałej, kochającej się rodziny.

- Jeszcze jednego? - spytał nieswoim głosem.

- Tak - odparł Vito podnosząc się z koca z Lisą w ramionach - chyba musisz poznać historię naszej rodziny.

Alex podniósł się i zobaczył, że Lana zabiera Louie’go, a Sophie torebkę, więc pomógł jej i wziął torbę, która stała bliżej niego.

Sophie zbliżyła się do niego z jednej strony i szła tak blisko, że co chwilę ją trącał, albo ona jego trącała.

Z jego drugiej strony szedł Vito.

Szli w stronę tarasu, na którym na stole kobiety ustawiły lunch, kiedy on rysował i po drodze rozmawiali.

- Nasi rodzice poznali się przypadkiem - mówił Vito - Mama zawsze bardzo lubiła o tym opowiadać i nazywała to przeznaczeniem.

Alex spojrzał na Sophie, która uśmiechała się do swoich butów, ale podniosła głowę i skierowała swój uśmiech do niego, kiedy tylko poczuła na sobie jego wzrok.

Nie uśmiechnął się w odpowiedzi.

Przeznaczenie.

- Widzisz mama była utalentowaną śpiewaczką operową - mówił dalej Vito - Wykształconą w tym kierunku w Juilliard, hołubioną przez rodziców i pieszczoną przez dziadków, którzy przyjechali z Włoch i tam również mieli tradycje śpiewacze. Wróżono jej niebywałą karierę.

Dotarli do stołu i zajmowali swoje miejsca, kiedy Vito posadził Lisę w wysokim krzesełku dla dzieci i zapiął ją pasami, a Lana posadziła Louie’go na jego krzesełku.

 - Tata również pochodził z włoskiej rodziny, ale nie trzymali się razem, nie wiemy dlaczego. Był architektem krajobrazu po college’u - wtrąciła się Sophie z lekkim uśmiechem na ustach i przekrzywioną głową - …ale tak naprawdę jego pasją było rysowanie. Lubił też malować akwarelą, ale najczęściej widzieliśmy go z ołówkiem i szkicownikiem.

Alex spojrzał na nią i poczuł, że jego usta się rozchyliły.

Chryste!

Przypomniał sobie jej gorący wzrok, kiedy wyciągnął jej szkicownik i zaczął przenosić na papier to, co mówiła o Domu-Skale.

- Rodzina mamy nie akceptowała ich związku. Nie uznawali taty - wtrącił się Vito - Uznali go za kundla, chociaż tak naprawdę nie wiedzieli, że Włosi w ich rejonie bywali tak nazywani tylko dlatego, że mieli takie pochodzenie. Rasistowsko. Im chodziło wyłącznie o to, że tata nie był wykształcony w szkole artystycznej.

 - I miał przerwać niebywale świetną karierę śpiewaczą mamy - powiedziała z goryczą Sophie.

- Tak - mruknął Vito - Całkowicie wyklęli ich za to, że mama nie kontynuowała kariery, tylko urodziła Sophie i została mamą i żoną pracującą w domu.

O cholera, więc, jak każda amerykańska rodzina, oni też mieli swoje żale.

- W każdym razie - rzuciła Sophie pogodniejszym głosem - Vito ma talent po mamie, chociaż, dzięki Bogu, nie śpiewa w operze.

Vito uśmiechnął się do niej szeroko, pokazując białe zęby spomiędzy czarnych włosów kudłatej brody.

- A Sophie projektuje, rysuje i buduje super zajebiste domy - dokończył cicho Alex.

Sophie szarpnęła głową w jego stronę, a potem jej spojrzenie złagodniało w cudowny sposób, który poczuł na kutasie.

- Taaa - mruknął Vito - Fajnie, siostra, że wreszcie ktoś ci to mówi.

- A Lana piecze i ozdabia wyszukane torty, które są istnymi dziełami sztuki - dorzuciła Sophie.

Alex spojrzał w stronę bratowej Sophie, która karmiła cicho dzieci, nie wtrącając się do ich rozmowy, ale teraz szarpnęła głową ze zdziwieniem, a potem spojrzała na Sophie z łagodnym uśmiechem.

- Sophie nie jest w stanie im się oprzeć i musi zawsze któryś zjeść - powiedziała Lana - to dlatego tak mówi.

- Bo pyszne - powiedziała Sophie.

- Tak! - krzyknął nagle Louie, wyrzucając obie raczki w górę z szeroko rozłożonymi paluszkami, najwyraźniej myśląc o możliwym nadchodzącym kawałku ulubionego tortu.

- A ty cholernie fantastycznie rysujesz, jednocześnie gasząc pożary i ratując koty z drzew - dokończył Vito, wyszczerzając zęby tym razem do Alexa.

Kurwa.

Jakie to było dziwne.

Znaleźć się pośród takich ludzi po środku niczego, którzy doceniali to, co robili inni i potrafili to powiedzieć najprostszymi słowami.

Tak, że to trafiało prosto do serca.

*****

Kilka godzin później

Do Salt Lake City wrócili w prawie całkowitym milczeniu.

Sophie uśmiechała się i wyglądała na cicho szczęśliwą, ale Alex milczał, bo dotarło do niego coś niepokojącego.

W tej relacji brał, ale nie dawał.

Kiedy zaparkował na parkingu dla gości, wysiedli i zapikał w zamki Mustanga, a potem ruszyli oboje w stronę schodów.

- Zamówimy na kolację pizzę - zaproponowała Sophie.

- Okej - mruknął Alex.

Szli dalej w milczeniu, aż Sophie zaczęła to zauważać, albo może bardziej zauważać i niepokoić się tym.

Wcisnęła się pod jego pachę, więc objął ją ramieniem i szli przyciśnięci do swoich boków.

Na galerii Alex wyjął klucz, Sophie się odsunęła i otworzył drzwi.

Weszli i zapalili światło, chociaż było jeszcze słonecznie.

Jednak do jej korytarza wejściowego słońce nie docierało.

Sophie wyjęła telefon i wybrała numer znanej im pizzerii, a potem zamówiła pizzę, jaką jedli już kilka razy, więc nawet nie musiała pytać Alexa, jaką lubił.

Alex przez ten czas poszedł do kuchni, żeby schować do lodówki duże pudło z ciastem, jakie spakowała dla nich Lana po deserze.

Sophie skończyła rozmawiać przez telefon i przyszła do Alexa do kuchni, wcisnęła się w jego plecy, kiedy stał przodem do blatu podczas otwierania piwa, które wyjął z lodówki i objęła go, otulając ramionami jego żebra.

- Proszę, porozmawiaj ze mną, Alex - mruknęła w jego łopatki.

Alex westchnął i oparł się ciężko o blat.

Tak.

Musiał to w końcu powiedzieć.

Sophie i jej rodzina dawali mu wszystko.

Miłość, jakiej nie zaznał, bo miłość jego mamy była zbyt zafiksowana na ochronę go i jednocześnie wymagała od niego ochrony jej.

Piękno, jakiego nie miał, bo jego ojciec żył w brudzie i wikłał Alexa w swoim życiu, więc Alex też czuł się brudny.

Akceptację, jakiej nie miał tak naprawdę nigdy od nikogo.

Zawsze musiał się kryć ze swoim zamiłowaniem do rysunku.

- Czuję, że zaburzam balans - powiedział schylony do blatu, nie odwracając się do Sophie.

- Co? - szepnęła ze zdziwieniem, wyprostowała się i przesunęła ręce, żeby go odwrócić przodem do siebie.

Nie chciał tego.

Ale to zrobił.

Zasługiwała na szczerość.

- Dajesz mi wszystko, a ja tobie nic - wyjaśnił.

- Kochanie - zaczęła podchodząc bliżej i patrząc wprost w jego oczy - Nie widzisz, jak dużo mi dałeś?

- Sophie - mruknął.

- Nie - przerwała mu - Posłuchaj. Dzięki tobie mam kogoś, kto się mną opiekuje i nie jestem sama całymi dniami. Poznanie twojej mamy było fantastyczne. A przy okazji zdobyłam przyjaciółki.

Uśmiechnęła się do niego.

Musiał jej to powiedzieć.

- Nie miałem takiej rodziny, jak ty miałaś i nadal masz - wyjaśniał - Kiedy miałem siedem lat, mój brat zginął w wypadku samochodowym. Moja mama załamała się i wyłączyła z życia rodzinnego, więc właściwie przez rok nie miałem z nią kontaktu.

Alex patrzył, jak przez twarz Sophie przebiegł skurcz, a potem przysunęła się do niego o kolejny centymetr, żeby w końcu zastygnąć w bezruchu, zapatrzona w jego oczy na znak, że go słuchała.

- Mój ojciec też nie był super pomocny, więc miałem opiekę panny Rosie - kontynuował - To była moja jakby guwernantka, panna do towarzystwa, chociaż właściwie tylko dawała mi lekcje gry na fortepianie i pomagała w odrabianiu zdań do szkoły.

Wciągnął głęboki wdech i zapatrzył się ponad ramieniem Sophie, żeby ciągnąć dalej.

- Była młoda i słodka. Mówiła zawsze łagodnym głosem i zwykle pachniała drzewem sandałowym.

Sophie wciągnęła bezgłośny wdech.

Wiedziała.

Perfumy o zapachu drzewa sandałowego nadal były jej ulubionymi, jak dwa lata wcześniej.

- Nauczyła mnie, że powinienem się opiekować osobami, na których mi zależy - mówił Alex głuchym głosem - Ale nie potrafiłem się nią zaopiekować. Mój ojciec skrzywdził ją, chociaż wtedy byłem za młody, żeby to zrozumieć. Po prostu pewnego dnia zniknęła z mojego życia.

Zamilkł i położył rękę na ramieniu Sophie, żeby odgarnąć jej włosy z szyi czubkami palców.

- Potem mama zaczęła znowu ze mną rozmawiać - mruknął jakby do siebie - Kiedy zrozumiałem, że wszystko to wina mojego ojca, dołożyłem to do rzeczy, za które go nienawidziłem.

Spojrzał w oczy Sophie i zdecydował się powiedzieć wszystko.

- Widzisz, to mój ojciec spowodował ten wypadek, w którym zginął mój brat. I po tym rozpadła się nasza rodzina.

- Alex - szepnęła Sophie z uczuciem, ale on musiał to dokończyć.

- Mama się załamała, ale jego to nie obchodziło - mówił z goryczą - zamknął ją w domu i faszerował lekami, żeby jego świetny wizerunek publiczny  nie ucierpiał. Po tym wszystkim pokrywał siebie, swoje życie i przy okazji mnie coraz grubszą warstwą brudu.

Sophie szarpnęła głową na boki, jakby chciała mu przerwać, zaprzeczyć, ale jej nie pozwolił.

- Nie mam nic. Nic dobrego, pięknego, czystego, co mógłbym dać tobie - powiedział z goryczą - tylko śmieci, brud i nienawiść. Popatrz na to, co on ci proponował - wyrzucił rękę jakby wszystko leżało przed nimi na stole, a ona mogłaby to zobaczyć i policzyć.

Zamilkł, opuścił głowę zrezygnowany i czekał na wyrok, chociaż go już właściwie znał.

Musiał zniknąć z jej życia.

- Moje życie przed tobą nie było piękne - powiedziała Sophie,  Alex zamarł zaskoczony.

Kiedy podniósł głowę, żeby na nią spojrzeć, zobaczył jej bladą twarz i zdeterminowane oczy.

- Jako dziecko miałam wybuchowy temperament - Sophie zaczęła swoją opowieść - Bardzo wybuchowy. Lubiłam się bić z chłopakami o byle co i często to robiłam nawet w szkole. Kiedy pobiłam tamte dziewczyny, psycholog szkolny stwierdziła, że muszę się leczyć. Wpłynęła swoją opinią na decyzję sądu i trafiłam na przymusowe leczenie psychiatryczne, które nie było ani łatwe, ani przyjemne.

Sophie wciągnęła drżący wdech i odwróciła wzrok na bok, od oczu Alexa.

- Leki, które brałam i spotkania w grupie świrusów sprawiły, że zaczęłam coraz bardziej wątpić w siebie, zapadać się. Potem zaczęłam coraz poważniej myśleć o tym, że jestem zła i nie nadaję się do życia pośród ludzi. Myślałam o sobie wariatka. Nauczyłam się chować prawdziwą siebie, ograniczać mój temperament. Kłamać. Nigdy nikomu nie mówiłam całej prawdy. Dlatego nie umiałam rozmawiać.

Podniosła głowę i spojrzała Alexowi prosto w oczy.

- Gdyby nie Maggie i Eva, nadal nie powiedziałabym ci nic o sobie. Zachęciły mnie do rozmawiania z tobą o wszystkim - uśmiechnęła się krzywo i jakby niepewnie - Ale kocham cię i chciałam, żebyś mnie poznał. Zaufałam ci, że mnie nie odrzucisz, że nie zechcesz mnie zmienić. Bo…

Sophie zagryzła bok wargi, jej wzrok znowu uciekł w bok, a potem jakby podjęła decyzję, wciągnęła powietrze i zaczęła znowu mówić.

- Zaczęłam być z Paulem, bo wszystkie dziewczyny miały chłopaków. Nie kochałam go, ale nie wiedziałam, co to miłość. Uznałam, że powinnam tak zrobić, więc zaczęłam z nim chodzić, kiedy zaprosił mnie na pierwszą randkę. Bez wahania. Mama się ucieszyła, pomagała mi, ale jej też nie powiedziałam, dlaczego to zrobiłam. Chciałam się dopasować, więc nie robiłam nic niestosownego, żadnych wygłupów. Wyciszyłam się. Potem kupiłam z mamą sukienki i buty na obcasie. Żeby być bardziej kobieca. Potem nieomalże zrezygnowałam ze swoich marzeń o budowie domów.

Alex gwałtownie wciągnął powietrze, więc spojrzała na niego.

- Tak - mruknęła - Paul tego nie lubił. Nie podobało mu się, że chciałam sama budować, że założyłam swoją firmę.

Jezu Chryste!

Więc tamten dupek nie akceptował jej takiej, jaką była.

Miała to tak, jak on z Angelą.

- Sophie - mruknął.

- Więc nie mów mi, że dajesz mi więcej - powiedziała, kładąc obie ręce na jego klatce piersiowej - Dałeś mi swoją mamę taką, jaka teraz jest. Dałeś mi przyjaciółki, którym mogę zaufać, z którymi rozmawiam. Dałeś mi siebie i swoją akceptację. Dajesz mi opiekę, kiedy tego potrzebuję.

- Chryste - przerwał jej - Ależ ja cię kocham.

A potem schylił się, przyciągnął jej usta do swoich, trzymając jej głowę za włosy z tyłu i pocałował ją.

Mocno, mokro i gwałtownie.

A ona oddała mu ten pocałunek.

*****

Sophie

Następnego dnia rano

Obudziłam się o piątej trzydzieści, kiedy zadzwonił budzik Alexa.

Razem z Alex’em.

Spałam na nim przez całą noc, jak zwykle, ale budziłam się kilka razy, więc wiedziałam, że on również nie spał mocno i często się budził.

Nie miałam koszmaru.

Budził mnie każdy ruch Alexa.

Za pierwszym razem zaczęłam wodzić delikatnie po jego ramieniu i klatce piersiowej rozchylonymi wargami, ale początkowo zesztywniał, więc nie byłam pewna, czy tego chce.

Mogłam poprzestać na takiej pieszczocie.

Potem jednak odwrócił się do mnie, całował mnie po szyi, a następnie kochał się ze mną słodko i czule.

Jednak kolejne razy były bardziej sztywne, niepokojące, jakby nie chciał mnie budzić, a przy tym również czułam, że coś było nie dopowiedzianego między nami, coś zajmowało jego myśli.

Wyczuwałam w jego zachowaniu jakieś zahamowania.

Fałsz.

Kiedy wstał, ja również wstałam, założyłam koszulkę Alexa i majtki, chociaż sypiałam teraz w swoich satynowych i jedwabnych koszulkach nocnych i poszłam do kuchni, żeby przygotować mu jajecznicę, kawę i tosty.

Wyprawić mojego mężczyznę do pracy.

Poprzedniego wieczoru nasz pocałunek przerwała dostawa pizzy, więc kiedy ją odebraliśmy, Alex zapłacił, ja podałam na talerzach i z piwem prosto z butelek, zjedliśmy ją i już nie rozmawialiśmy o balansie między nami.

Po tamtej wymianie myśli powinno między nami być już dobrze, ale ja miałam wrażenie, że wciąż nie powiedzieliśmy sobie wszystkiego.

Oglądaliśmy mecz przytuleni do siebie, piliśmy piwo i milczeliśmy.

Szykowaliśmy się do snu, mijaliśmy się w łazience, kuchni, a potem w sypialni i nadal milczeliśmy.

Zasnęliśmy przytuleni, ale bez seksu.

Niby nic nadzwyczajnego, ale to nie byliśmy my.

Zawsze mieliśmy ochotę na seks.

Kiedy to milczenie trwało nawet podczas śniadania, zdecydowałam, że muszę porozmawiać z kobietami.

Nie lubiłam być taka bezsilna.

Miałam przyjaciółki, które, jeśli ja nie umiałam znaleźć rozwiązania problemu, mogły mi pomóc.

Miały różne doświadczenia, a większość z nich ten etap związku przeszła z mniejszymi lub większymi perturbacjami.

Więc mogły mi coś doradzić.

*****

Osiem godzin później

Jechałam moim Raptorem na spotkanie z kobietami w butiku Aleka i Sama.

Miejsce spotkania mi nie odpowiadało, ale kobiety miały jakieś zakupy do zrobienia, a w okolicy tego butiku był bar, w którym mogłam zjeść lunch.

Więc się zgodziłam.

Kiedy zaczęłam dzwonić do nich po sprzątnięciu po śniadaniu (co zrobiłam wiedząc, że wszystkie o tej porze wyprawiły swoich mężczyzn do pracy), wszystkie wręcz wybuchły entuzjazmem, który wydawał się ogarniać kolejne z nich, w miarę przekazywania wieści przez rozmowy telefoniczne i dodawania następnych kobiet do drzewa informacyjnego.

Główne pytanie brzmiało gdzie się spotykamy, ale zauważyłam, że mimo pozornej beztroski i roztrzepania, wszystkie przejęły się tym, że miałam problem i poprosiłam o poradę.

Wszystkie również były ciekawe.

Nie dziwiłam im się, skoro do tej pory nie mówiłam zbyt wiele i zbyt często o sobie, mojej rodzinie, przeszłości i o Alexie.

Zwłaszcza o Alexie.

Przyszedł czas na to, żebym się z nimi wszystkim podzieliła.

Poznałam je jak do tej pory tak dobrze, że wiedziałam, że nie wykorzystają tego wszystkiego przeciwko nam, a mogły coś mi doradzić.

Nadal miałam opory i jechałam na miejsce spotkania mocno zestresowana.

Zaparkowałam mojego Raptora na niewielkim parkingu blisko butiku i wzbudziłam tam pierwszą sensację, bo mój pickup był bardzo męski, a całe to miejsce było zdominowane przez kobiety.

Nie po raz pierwszy spotkałam się ze stereotypami, sama nabrałam się na myślenie w ten sposób, więc się tym nie przejęłam.

Weszłam do butiku i oniemiałam.

Nie.

Zostałam ogłuszona.

Alek i Sam powitali mnie tak żywiołowo, jakbym była dawno nie widzianym, ukochanym i pożądanym członkiem ich najbliższej rodziny, przy czym Alek mnie wycałował (w powietrzu) i krzyczał swoje zachwyty nad faktem, że się pojawiłam.

Nie zwracając uwagi na dwie klientki, które były w butiku oprócz nas.

Eva i Maggie, które oglądały ubrania na wieszakach, kiedy weszłam, również przywitały mnie natychmiast i bardzo ciepło, chociaż (szczęśliwie) zdecydowanie bardziej spokojnie.

To było miłe.

Poczułam się oczekiwana tam, lubiana.

Byłam na swoim miejscu.

Butik okazał się być ciekawym miejscem, chociaż i tak nie miałam nawet kilku minut na zakupy, ani na oglądanie ubrań.

Mimo to zauważyłam sekcję z bielizną, a w niej kilka ciekawych nocnych koszulek, więc postanowiłam tam jeszcze kiedyś wrócić, kiedy miałabym więcej czasu na oglądanie.

Był wrzesień, dzieciaki były w szkole, Eva była w ósmym miesiącu ciąży, więc Maggie przywiozła ją swoim Compass’em na nasze spotkanie i obie musiały się spieszyć, bo Maggie miała wrócić do pracy.

Ciekawe było to, jak Maggie była ubrana.

Jeszcze jej takiej nie widziałam.

Miała na sobie czarną, ołówkową spódnicę do kolan i szarą, zapinaną na guziczki bluzkę z żabotem, a na nogach szare czółenka na obcasie.

A włosy miała upięte w kok na karku.

Seksownie, kompetentnie, ale strasznie konwencjonalnie i sztywno.

Kiedy ją o to zapytałam, odpowiedziała, że jej szef miał takie wymagania, ale dodała, śmiejąc się (i rumieniąc), że David to lubił.

Eva dodała, że David lubił ją z tego rozbierać.

Mogłam w to uwierzyć.

A to, że mimo wszystkich zajęć znalazły czas, żeby się ze mną spotkać (jak to nazwały - sytuacja awaryjna), kiedy im powiedziałam, że miałam problem?

To było super miłe.

Ponownie pomyślałam o tym, że nie miałabym ich bez Alexa.

Poszliśmy wszyscy do baru, nawet Alek i Sam, którzy zamknęli butik na półgodzinny lunch (jak głosiła kartka, którą zostawili z oknie z instrukcją, gdzie ich znaleźć w razie „pilnej potrzeby”).

Kiedy się tam rozsiedliśmy, a Alek wybrał stolik ze znawstwem (na uboczu, żeby nikt nam nie przeszkadzał), więc musieli tam czasem bywać i byli znani obsłudze, dotarła do nas Alice.

Powiedziała nam, po przywitaniu się, że Sonija nie mogła przyjechać, bo nie mogła wziąć przerwy na lunch.

Sonija pracowała w sklepie na etacie, ale jej głównym zarobkiem były dywidendy ze sprzedaży mebli, więc, jak byli klienci, nie mogła sobie pozwolić na przerwę.

Dziwne dla mnie było to, że reszta wydawała się być z tego zadowolona, co było bardziej niż trochę dziwne, bo lubili się i zawsze starali się spotykać wszyscy razem.

Potem miałam się przekonać, że Sonija była po prostu bardzo, bardzo głośna, a byliśmy w zatłoczonym miejscu publicznym, więc mogło by się to różnie dla mnie skończyć.

Niekoniecznie tak, jakbym chciała.

Raczej źle.

Kiedy zamówiliśmy kawę, inne napoje i jedzenie, zaczęłam mówić.

Byłam bardzo głodna, więc przy tym jadłam (jak zwykle łapczywie), kiedy tylko dostarczono nam jedzenie.

I mówiłam bardzo długo (według mnie), bo powiedziałam im wszystko.

Chociaż może bez szczegółów.

Nadal, najwięcej jak dotąd komukolwiek, powiedziałam im o sobie i o swoich odczuciach dotyczących naszego związku.

Przyznałam im się, że kochałam Alexa.

Powiedziałam o swoich obawach.

I o jego obawach dotyczących balansu.

Zakończyłam pytaniem - I co myślicie?

I wtedy zapadła cisza.

- Sophie - powiedziała w tedy łagodnie Eva, więc spojrzałam w jej stronę - Dlaczego uważasz, że powinniście znaleźć balans?

- Mówiłam wam - zaczęłam wyjaśniać - że to Alex sądzi, że ja daję mu dużo, a on mnie nic. Powiedziałam mu, jaki jest wspaniały. Opiekował się mną i nadal to robi, chociaż mam już sprawną rękę, więc nie potrzebuję tego. Świetnie gotuje. No i… inne rzeczy - zakończyłam koślawo, bo nie wnikałam w szczegóły naszego współżycia, ani nie powiedziałam im o tym, jak pięknie Alex rysował.

- Właśnie to mu powiedz - powiedziała Eva.

Westchnęłam, bo przecież właśnie to mu powiedziałam.

Co najmniej raz.

- Sophie - Maggie nachyliła się do mnie nad stolikiem i patrzyła uważnie w moje oczy, kiedy się do niej zwróciłam - Pamiętaj, że złe rzeczy zapadają w pamięć człowieka dużo szybciej i łatwiej niż dobre. Nawet, jeśli mu powiedziałaś, co w nim lubisz, on tego nie pamięta. Musisz to powtarzać. Zwłaszcza, jeśli w życiu często słyszał złe rzeczy.

Pomyślałam o Suce Angeli i zacisnęłam zęby ze złości.

- Tak - odezwała się Alice - Dlatego przy każdej okazji mów mu, co ci się w nim podoba, co lubisz.

- Nie narzucaj się - powiedział Alek - Nie bądź nachalna. Rób to delikatnie, przy okazji, nie wysilając się.

- Sophie - Eva wzięła moją rękę, więc zwróciłam na nią całą moją uwagę - Czy ty wiesz, jak wyglądasz, kiedy o nim mówisz?

Pokręciłam głową, bo nigdy się nad tym nie zastanawiałam.

- Jak zaczęłaś mówić o Alexie, twarz ci złagodniała, oczy zaczęły się świecić - kontynuowała Eva - jakbyś mówiła o czymś najlepszym na Świecie, tak zachwycającym, że bez tego nie możesz żyć.

Rozejrzałam się po wszystkich i zobaczyłam wiele głów kiwających potakująco.

O, Boże kochany!

- Więc jest oczywiste, że go kochasz - powiedziała Alice - Daj mu wsparcie na co dzień. Po prostu będąc dla niego. A on to dostrzeże.

- I pamiętaj - odezwała się znowu Eva - że w związku balans nie polega na tym, że dajecie to samo, albo tyle samo. Dla każdego coś innego jest najcenniejsze na Świecie.

O, tak, rozumiałam to, chociaż akurat zarówno ja, jak i Alex chcieliśmy mieć rodzinę.

- A poza tym - wtrąciła się Maggie - w związku, w parze, balans nie polega na idealnej równowadze. Raz ty dajesz więcej, innym razem on.

- Co innego ty uznajesz za dużo - wtrąciła Alice - A  co innego on.

- Tak… - znowu odezwała się Maggie - i to może dotyczyć finansów, albo bezpieczeństwa.

 - Dobrych posiłków - wtrąciła Eva.

- Spokoju i ciepła - wtrąciła Alice.

- Domu - rzucił Sam.

- Albo seksu - wtrącił Alek.

- Albo akceptacji - szepnęłam, bo zrozumiałam, co mówili.

Zobaczyłam, jak się uśmiechają.

Patrzyłam na nich wszystkich oszołomiona, ale wręcz szczęśliwa.

Tak!

To było to, co robiliśmy na co dzień, w każdej chwili.

Tylko musiałam sprawić, żeby Alex to zauważył.

- No, kochanieńkie - Alek rzucił nagle głośniej, a my wszystkie podskoczyłyśmy i odwróciłyśmy się do niego - My tu gadu, gadu, a pora lunchu się skończyła i musimy wracać do pracy.

- Ojej - Maggie poderwała się z krzesła - muszę lecieć.

Spojrzała na Evę i zatrzymała się, ale ta machnęła ręką.

- Jedź, ja sobie poradzę - powiedziała i wszyscy wiedzieliśmy, że nie mogliśmy dopuścić do tego, żeby Eva „poradziła sobie” sama.

- Mam czas - powiedziałam - Mogę cię odwieźć do domu.

Maggie pożegnała się ze wszystkimi machaniem ręki i wybiegła.

- Nie wdrapie się do tego twojego potwora - powiedziała do mnie prawie natychmiast Alice - Ja cię odwiozę - powiedziała do Evy.

Omójbosze!

To było dokładnie to!

Przyjaciółki.

Musiałam opowiedzieć to Alexowi i podziękować mu, że  i to dał.

Tak.

Miałam plan.

*****

Cztery godziny później

Usłyszałam przekręcanie klucza w zamku i zaraz potem Alex wszedł do mieszkania akurat wtedy, kiedy wyjęłam torebkę z ryżem z wody po jej ugotowaniu.

Idealne zgranie.

Wyłączyłam gaz pod patelnią z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym ze słoiczka i ruszyłam w stronę korytarza wejściowego.

Kiedy byłam w połowie salonu, Alex właśnie wchodził do niego.

Uśmiechnęłam się, przyspieszyłam i zobaczyłam, jak jego oczy stają się ciepłe na mój widok.

To było dobre.

Kiedy byłam blisko niego, bardzo blisko, rzucił torbę z ubraniami, które, jak wiedziałam, miał brudne po tym, jak je zmienił w pracy po prysznicu (i nie wnikałam w to, czy były zadymione, brudne od błota czy od krwi, bo to też się zdarzało), a potem złapał mnie w talii oburącz i przyciągnął do siebie.

Moje ręce same powędrowały na jego ramiona, a jedna z jego rąk wsunęła się w moje włosy, żeby odchylić moją głowę i ustawić ją tak, żeby mógł wziąć moje usta.

Kochałam to.

To byliśmy my.

Gwałtowny, mocny, wręcz brutalny pocałunek na powitanie i jedna jego ręka wsuwająca się pod moją koszulkę od talii w górę, na nagą skórę moich żeber.

Kiedy odsunął się odrobinę, by spojrzeć w moje oczy, dyszałam ciężko.

- Hej - powiedział cicho, a jego głos też świadczył o podnieceniu.

- Hej - odszepnęłam.

Potem odeszłam krok do tyłu i na bok, żeby móc go poprowadzić do kuchni, kiedy zabrał po drodze swoją torbę z podłogi.

- Mamy na kolację ryż z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym - powiedziałam mu.

- Gdzie zamawiałaś? - zapytał takim tonem, jakby go to tak naprawdę nie obchodziło, po prostu chciał coś powiedzieć.

- Sama zrobiłam - przyznałam, a on się nagle zatrzymał.

Również stanęłam i przeszłam tak, by być z przodu Alexa, ale w wyrazie jego twarzy pojawiło się coś niedobrego.

- Co? - spytałam.

- Nie chcę, żebyś się dla mnie zmieniała - powiedział, jakby ze złością.

Oparłam się dłońmi o jego brzuch i zadarłam głowę wysoko, żeby widzieć jego oczy.

- Alex - sugestywnie odparłam z lekkim uśmiechem, jakbym nie zauważała jego zdenerwowania - to, że nie gotuję, nie znaczy, że nie umiem, a ja też czasem muszę coś jeść.

Zauważyłam, że się trochę rozluźnił, ale nadal był spięty.

- A byłam na spotkaniu z dziewczynami w czasie lunchu - ciągnęłam dalej, ale odwróciłam się do kuchni i szłam w stronę kuchenki, udając, że nie obchodzi mnie jego napięcie - i Eva mówiła Maggie o daniach, które można przygotować w piętnaście minut.

Wyjęłam dwa talerze z szafki nad zlewem, postawiłam je na blacie obok kuchenki i wzięłam do ręki torebkę z ryżem, żeby ją rozciąć nożyczkami, które wyjęłam z szuflady ze sztućcami.

- Byłam na budowie Domu-Skały, a nie miałam ochoty niczego zamawiać, więc po drodze kupiłam słoiczek sosu, ryż w torebkach i piersi kurczaka - opowiadałam, nakładając wszystko po kolei na nasze talerze - Jeszcze tego nie próbowałam, więc nie mogę powiedzieć, czy jest jadalne, ale faktycznie, przygotowanie wszystkiego zajęło mi piętnaście minut i jeszcze miałam czas się trochę przebrać w czyste ubrania.

Odwróciłam się do niego z talerzami i zobaczyłam, że wpatruje się we mnie tym swoim wzrokiem pod tytułem „zaburzam balans”.

Więc postawiłam talerze na blacie przy stołkach, odwróciłam się po sztućce do szuflady i mówiłam dalej.

- To nic wielkiego i mam nadzieję, że będzie chociaż trochę dobre. Nic się nie będzie równało z twoim spaghetti. No, ale nie każdy może być mistrzem gotowania.

Podałam mu puszkę z colą z lodówki i wyjęłam na blat z szafki solniczkę i pieprzniczkę.

- Po co to? - spytał Alex wskazując na nie, ale usiadł przed talerzem, wziął do ręki widelec, a ja z zadowoleniem zaobserwowałam, że się rozluźnił.

- Zobaczymy, może być potrzebne - mruknęłam.

Usiadłam obok niego i wzięłam swój widelec.

Nadeszła chwila prawdy.

Spróbowaliśmy, popatrzyliśmy na siebie i roześmialiśmy się oboje.

- No, na szczęście - udawałam, że wzdycham z ulgą, chociaż naprawdę westchnęłam z ulgą, słysząc jego śmiech - Jadalne.

- Księżniczko - mruknął Alex i pochylił się w moją stronę, żeby musnąć moje usta swoimi - To jest pyszne. Pozwalam ci częściej gotować dla mnie kolację.

- Dzięki, łaskawco - zaśmiałam się i udawałam, że chcę go uderzyć czubkami palców.

Zjedliśmy, razem posprzątaliśmy, rozmawialiśmy o tym, jak minął nam dzień, a w trakcie tego Alex powiedział mi coś, co mnie zdumiało.

- Nie lubię, jak omawiasz to z tymi kobietami - mruknął.

- Dlaczego? - zapytałam - Chciałam ci podziękować za to, że mam dzięki tobie przyjaciółki.

Alex spojrzał na mnie jakby ze zdziwieniem, chociaż bardziej z zadowoleniem, jakby pomału zaczynało do niego docierać, że coś mi dał.

Jednocześnie nadal był spięty.

- Ale to one tak mnie obgadały, więc myślałaś o mnie jak o palancie-podrywaczu - wyjaśnił mi przy tym.

- Co? - zdziwiłam się.

Nie wiedziałam, że tak myślał.

- No, wtedy, jak pytałaś, czy nie muszę iść do blondynki… - uszczegółowił.

- Och - przerwałam mu - Nie. To, nie one… widzisz… - nie wiedziałam, jak mu to powiedzieć, bo zawstydziło mnie to, że tak o nim pomyślałam na podstawie tego jednego zdjęcia.

Byłam pewna, że się zarumieniłam.

Nabrałam dużo powietrza do płuc.

A potem pomyślałam, że muszę być z nim szczera.

- Kiedy wychodziłam od ciebie - zaczęłam i, hmmm, o cholera, to nie było łatwe - Kiedy uciekałam od ciebie wtedy, pierwszy raz - podniosłam oczy, żeby złapać jego wzrok - Na stoliku stała ramka ze zdjęciem ciebie i blondynki. I pomyślałam…

Alex wyprostował się i przez jego twarz przemknął wyraz zrozumienia.

Wiedział, o czym mówiłam.

- To było zdjęcie Angeli - przerwał mi - zaraz potem je wyrzuciłem.

- Och - westchnęłam, chociaż poniekąd się tego już domyśliłam, skoro powiedział mi, że był świeżo po rozstaniu z nią.

- Wygląda na to, że wyciągnęłam błędne wnioski - powiedziałam cicho.

- Tak - powiedział mi równie cicho Alex - każdy z nas od czasu do czasu popełnia taki błąd.

- Co mogę zrobić, żeby ci to wynagrodzić? - szepnęłam, oparłam się o niego piersiami i podniosłam obie ręce, by objąć jego ramiona.

- Znalazłbym jeden lub dwa sposoby - mruknął Alex.

I, cóż, to byliśmy my, więc chyba rozumiecie, że te sposoby dotyczyły nas dwojga nagich i różnych miejsc w moim mieszkaniu, które wymagały ode mnie klękania, pochylania się i wypinania.

Nie powiedziałabym, że nie miałam ochoty na taki rewanż.

Możliwe, że nawet bardziej przyjemny dla mnie niż dla Alexa.

Ale, możliwe, że on by się spierał.


 

2 komentarze: