niedziela, 1 maja 2022

9 - Ojciec

 

Rozdział 9

Ojciec  

Sophie

 

 

 

 

Trzy tygodnie później

- Alex - tłumaczyłam mu łagodnie po raz kolejny, głaszcząc delikatnie bok jego szczęki - Ty jutro pracujesz, a i tak Sammy podał tam się za mojego partnera. Tłumaczyłam ci.

Wiedziałam, że mu się to nie podobało.

Nie ufał temu, że Sammy się mną zajmie, że będzie ze mną cały czas.

Może miał rację, ale przecież nie potrzebowałam tego.

Miałam jechać na zdjęcie gipsu i, jeśli prześwietlenie wykazałoby, że wszystko było dobrze, może wróciłabym sama do domu bez tego ciężaru.

Alex byłby wolny.

Ja…

Ja nie chciałam o tym myśleć.

- Nie podoba mi się to - mruknął Alex po raz kolejny.

Była środa wieczorem i byliśmy w moim łóżku po fantastycznym seksie, który nie uspokoił Alexa.

Przez te trzy tygodnie kilka dni spędziłam pod opieką kobiet, więc poznałam je dużo lepiej i czułam się prawie jak jedna z nich.

Dwa razy zjadłam lunch z mamą Alexa, z czego raz Maggie zawiozła mnie na miejsce spotkania, a Alice później z powrotem do domu.

Drugi raz spędziliśmy czas we trójkę z Alex’em, kiedy to rozmowa dotyczyła dawnego domu Alexa i jego rodziców, przy czym dowiedziałam się, że został on sprzedany przez tatę Alexa po rozwodzie, żeby mama Alexa mogła kupić sobie apartament w Downtown.

Czułam, że ją pokochałam, ale bałam się tego, bo nie mogłabym jej mieć, jeśli to z jej synem by nie wypaliło.

Mogłam wtedy również stracić moje nowe przyjaciółki, bo były kobietami przyjaciół Alexa.

Miałam czego się bać.

Przez te kilka tygodni pracowałam trochę na moim laptopie i prawie nauczyłam się nim posługiwać prawą ręką, ale uważałam to za strasznie upierdliwe.

To był jeden z powodów, dla których wprost nie mogłam doczekać się zdjęcia gipsu i pełnej sprawności.

W ubiegłym tygodniu byliśmy z Alex’em we dwójkę na koncercie Vito w Liberty Park.

Był to ciepły wieczór, a potem ciepła noc na świeżym powietrzu we wspaniałej atmosferze wśród tłumu osób doskonale się bawiących w swoim towarzystwie.

I tyle.

Bo, prawdę powiedziawszy, jako taka muzyka country rock nigdy nie była moją ulubioną.

Ale słuchanie głosu mojego brata i patrzenie, jak tłum kołysał się w rytm jego ballad, było zawsze niezapomnianym przeżyciem.

Uwielbiałam to, że mój brat to miał.

Ludzi, którzy doceniali jego talent.

A dzień wcześniej zadzwonił, żeby mi powiedzieć (a właściwie wykrzyczeć, Włoch jeden), że zostałam ciocią po raz trzeci.

Moja najmniejsza bratanica miał na imię Lili i nie mogłam jej chwilowo zobaczyć, bo miałam ten cholerny gips.

Uch!

Więc dobrze, że następnego dnia miałam pojechać do szpitala z Sammy’m.

Z dwóch powodów z Sammy’m.

Po pierwsze Alex pracował tego dnia od szóstej rano, więc nie miał czasu.

Po drugie, kiedy miałam zakładany gips, Sammy podał się za mojego partnera, żeby nie mieć problemów z pilnowaniem mnie.

Dlatego to on dostał przypomnienie o wizycie.

Więc teraz leżałam na Alexie i, zamiast relaksować się po wspaniałym (jak zwykle - co nie znaczyło, że się przyzwyczajałam) orgazmie, musiałam mu wyjaśniać dlaczego nie chcę jechać na zdjęcie gipsu o jeden dzień później.

Mogło się okazać, że to był nasz ostatni spokojny dzień we dwoje.

Chciałam spokoju.

Żeby mieć, co pamiętać.

Bałam się.

Że to ostatni taki dzień.

Oparłam się na prawym przedramieniu, spojrzałam w piękne, zielone oczy Alexa tak długo, jakbym chciała policzyć wszystkie miodowe plamki, a potem pocałowałam go w usta.

Szkoda, że broniłam mu ust podczas naszego pierwszego seksu.

Miałabym więcej do pamiętania.

- Nie martw się - szepnęłam - Ja wrócę do domu, ty wrócisz do domu i razem zjemy kolację, aby to świętować.

Zobaczyłam wtedy, jak jego oczy stają się łagodne i, pieprzyć mnie, ucieszyłam się, bo pomyślałam, że może się pomyliłam, może jednak chciał ze mną zostać trochę dłużej.

Położyłam się znowu na połączeniu jego ramienia i obojczyka i wpatrywałam się w jego nagą pierś.

Potem patrzyłam na swój gips i prawie żałowałam, że nie mogłam go mieć jeszcze o tydzień dłużej.

Alex mógłby się mną jeszcze opiekować.

Przecież tak się umawialiśmy.

Tak powiedział na początku.

Miał być ze mną tak długo, jak bym tego potrzebowała.

Żadne z nas nie złożyło deklaracji.

Nie wiedziałam, co czuł Alex i nie byłam pewna tego, co ja czułam, nawet jeśli podejrzewałam, że go kocham.

Po prostu był taki wspaniały, że łatwo go było kochać.

Moja lewa ręka z gipsem leżała tam, więc, kiedy ruszałam palcami, muskałam jego gładką skórę.

Czułam, jak jego oddech zaczął się uspokajać.

Potem, po bardzo długiej chwili, moje myśli zaczęły dryfować.

A potem, po jeszcze dłuższej chwili, zasnęłam.

*****

Siedem godzin później

- Alex - zajęczałam dochodząc po tym, jak Alex obudził mnie, żeby wykorzystać ostatni raz, kiedy nie mogłam w pełni się poruszać.

Wziął mnie szybko, więc wydawałoby się, że powinnam być na wpół śpiąca, ale rozbudziłam się natychmiast, kiedy poczułam jego język na łechtaczce.

Jeszcze dochodziłam, kiedy on ruszył się kilka razy i również doszedł.

Jęcząc moje imię.

Wspaniałe było to, że przyszły wyniki jego testów, więc wiedzieliśmy, że możemy być bez prezerwatywy.

I właśnie wlewał we mnie swoją rozkosz.

Co było jeszcze wspanialsze.

- Dzień dobry, mała - szepnął mi do ucha niskim, chrapliwym głosem, kiedy poczułam, że jego oddech, podobnie jak mój, uspokoił się nieco, a on sam zaczął mięknąć.

Uśmiechnęłam się na to spóźnione powitanie.

Musiał iść do pracy.

Co było do bani, bo zostawałam w łóżku sama.

Ale przynajmniej z uczuciem jego obecności między nogami.

Lubiłam to.

*****

Cztery godziny później

Czekaliśmy z Sammy’m w poczekalni szpitala na wyniki mojego prześwietlenia.

Miałam gołą rękę, którą czułam dziwnie lekką i chudą.

Nadal miałam temblak.

Sammy się niecierpliwił.

Wiedziałam, że chciał jak najszybciej wrócić do pracy, bo zostawił chłopaków bez nadzoru, chociaż każdy z nich znał się na swojej robocie.

A poza tym Sammy nie lubił bezczynności.

Nie winiłam go.

Ja też tego nie lubiłam.

- Pani Cammarata? - wywołał lekarz, stojący w drzwiach do jednego z gabinetów i poderwałam się.

- To ja - powiedziałam.

Poszłam w jego stronę.

- Zapraszam - wskazał ręką gabinet.

- Proszę spocząć - powiedział, kiedy weszłam, słabo rejestrując, że Sammy nie poszedł za mną.

- Dziękuję - powiedziałam, usiadłam i czekałam na jego opinię, podczas, gdy on oglądał zdjęcie na komputerze.

- Wygląda na to, że ładnie się zrosło, ale, oczywiście, musi pani jeszcze uważać na tę rękę - powiedział do mnie lekarz.

- Mhm - mruknęłam, żeby dać mu znać, że słucham.

- Tutaj ma pani skierowanie na rehabilitację - podał mi kartkę, a potem drugą - …a tu jest napisane, jakie środki bezpieczeństwa powinna pani stosować. Pielęgniarka założy pani tylko wielorazowy opatrunek uciskowy dla zabezpieczenia ręki, który powinna pani nosić przez kolejny tydzień, ale należy go zdejmować na noc.

- Dobrze - mruknęłam, biorąc kartki do ręki.

- A na dzisiaj to wszystko… - wreszcie uśmiechnął się - może pani wracać do domu. Do widzenia.

- Och - powiedziałam zaskoczona - Tak, dziękuję - uśmiechnęłam się do niego - Do widzenia.

Wyszłam z gabinetu, podeszłam do Sammy’ego, który wstał z krzesełka, widząc mój uśmiech.

- Możemy jechać? - spytał.

- Tak, zaraz - powiedziałam mu.

Odwróciłam się.

- Tylko jeszcze pielęgniarka… - zaczęłam, ale pielęgniarka już szła w naszą stronę z opatrunkiem.

Pomogła mi go założyć na przedramię, zabrała ode mnie temblak, a potem uśmiechnęła się i powiedziała, że możemy iść.

- To idziemy, bo muszę wypieprzać do roboty - powiedział Sammy, a wtedy pomyślałam, że przecież dam sobie już teraz radę sama.

- Sammy… - powiedziałam mu - wezmę taksówkę. Jedź już.

- Na pewno? - spytał, ale było widać, że tego chce.

- Pewno - przytaknęłam - Dam radę.

Uśmiechnęłam się do niego zapewniająco.

Znaliśmy się już tak długo, że wiedział, że dam sobie radę ze wszystkim.

Dlatego wyszliśmy razem ze szpitala, ale rozstaliśmy się tuż przy krawężniku, kiedy Sammy poszedł do samochodu, a ja wyjęłam komórkę, żeby zadzwonić po taksówkę.

Nie zdążyłam.

Kiedy Sammy zniknął mi z zasięgu wzroku, obok mnie przy krawężniku zatrzymała się lśniąca, czarna, ekskluzywna limuzyna Mercedes Klasy S.

Rozejrzałam się.

Byłam prawie na sto procent pewna, że w tej strefie nie było wolno parkować.

Popatrzyłam na przyciemniane szyby auta.

Okno pasażera z tyłu opadło i usłyszałam męski głos:

- Pani Sophia Cammarata? Zapraszam do środka.

Zamarłam w miejscu i spojrzałam w tamtą stronę.

Byłam prawie na sto procent pewna, że nie znałam nikogo, kto poruszałby się takim pojazdem.

- Czy my się… - zaczęłam, ale nie ruszyłam się w jego stronę, a przerwałam z innego powodu.

Podniosłam głowę, kiedy zobaczyłam, że z przodu samochodu wysiadł kierowca w uniformie i czapce z daszkiem, przeszedł do drzwi, które były tuż obok mnie i otworzył je.

- Jest pani przyjaciółką Alexandra Whitmana - stwierdził głos z samochodu, a ja znowu się zdziwiłam.

Wiedziałam, że Alex nazywał się Whitman, bo poznałam jego mamę.

Nie jednak byłam pewna, czy można było nas nazywać przyjaciółmi.

Skinęłam głową.

- Więc zapraszam - powtórzył głos.

Rozejrzałam się niepewnie, spojrzałam na kierowcę, stojącego sztywno obok otwartych drzwi, a potem wsiadłam.

To znaczy, co innego miałam zrobić?

Chciałam się też dowiedzieć, o co chodziło.

Na tylnej kanapie siedział mężczyzna, który musiał być ojcem Alexa.

Ta sama sylwetka, kształt głowy, włosy.

Tylko kształt i oprawę oczu Alex miał po mamie.

A oczy tamtego patrzyły na mnie nieprzyjaźnie, oceniająco i zimno.

- Dzień dobry - przedstawił się - jestem Arthur Whitman, ojciec Alexa.

- Dzień dobry - przywitałam się ostrożnie.

- John, jedziemy odwieźć panią Cammarata do jej domu - rzucił w stronę kierowcy, a ja się zdumiałam.

Co do cholery!

Wiedział, gdzie mieszkałam?

Otrząsnęłam się z tego.

- Czy mogę się dowiedzieć, o co panu chodzi? - zapytałam wreszcie pewniejszym głosem.

- Tak - stwierdził stanowczo - …może pani. Chcę, żeby zerwała pani wszelką znajomość z moim synem.

O, kurwa!

W życiu nie spodziewałabym się czegoś podobnego.

- Nie jest pani dla niego odpowiednia - dodał, a ja się wyprostowałam.

Co takiego?

Jak on śmiał!

- Słucham? - zapytałam z oburzeniem.

- Osoba, która została relegowana ze szkoły i była skazana na miesiąc poprawczaka za pobicie trzech koleżanek… - sycząc pogardliwie ujawnił mi, ile o mnie wiedział - a potem przymusowo leczona psychiatrycznie ze względu na wykazywaną agresję, nie jest odpowiednia dla mojego syna.

O, kurwa!

Milczałam oszołomiona.

Więc znał fakty.

Nadal nie wiedziałam, czy znał wszystkie fakty.

- To było piętnaście lat temu - wskazałam cicho.

- Co nie zmienia tego, że Alex nie będzie chciał mieć z panią nic wspólnego, jak się o tym dowie - powiedział zimno ojciec Alexa.

- Więc może niech on zdecyduje? - zasugerowałam.

- A co powie pani na taki układ - zaczął tonem groźby, który nie spodobał mi się, więc się przygotowałam - Ja nic nie ujawnię z tego, co wiem o pani i pani bracie, w zamian za to, że zniknie pani z życia mojego syna.

O, Boże!

- O moim bracie? - wykrztusiłam.

Zakręciło mi się w głowie.

- Nawet pani nie wie, co można kupić w sieci, jak się ma znajomości i dużo pieniędzy - zauważył, strzepując nieistniejący pyłek ze swojego kolana odzianego w drogie spodnie od bardzo drogiego, szarego garnituru.

Nie.

Nie chciałam wiedzieć.

Milczałam czując, jak do gardła podchodzi mi żółć.

Właściwie już podjęłam decyzję.

- One zrobiły wtedy zdjęcia - powiedział cicho ojciec Alexa, patrząc na mnie uważnie - które teraz ujawnione mogłyby zainteresować kolegów syna pani brata lub ich rodziców.

O, Boże!

Milczałam przez chwilę, wyglądając przez okno i czując, jak wykrwawiam się po bezpośrednim ciosie prosto w serce.

Wspomnienia sprzed kilkunastu lat zaatakowały mój mózg.

Vito.

A potem dotarło do mnie, że ojciec Alexa jednak nie wiedział wszystkiego.

- To i tak nie ma znaczenia - powiedziałam wreszcie głuchym głosem - Alex i tak dzisiaj miał się wyprowadzić ode mnie, bo mam zdjęty gips i będę już samodzielna.

Taka była prawda, nawet jeśli wciąż miałam nadzieję na coś innego.

- Dobrze - stwierdził ojciec Alexa - Ale proszę dopilnować tego, żeby w ogóle nie spotykał się z panią. Już nigdy.

O Boże!

Dopilnować?

- Zgoda - mruknęłam - Kiedy przekaże mi pan wszystkie materiały?

- Co? - teraz była kolej ojca Alexa na zdziwienie, chociaż brzmiał, jakby był rozbawiony próbą walki z nim małego, nic nie znaczącego dziecka.

- Jeśli mam nie spotykać się więcej z Alex’em, to chcę mieć pewność, że pan nie użyje tych materiałów, które pan zebrał - wyjaśniłam.

Ojciec Alexa zaśmiał się niewesoło.

- Proszę jaka mądrala - mruknął do siebie.

Potem uśmiechnął się pogardliwie.

- Dobrze. Jak uzyskam pewność, że Alex więcej pani nie będzie chciał znać - dodał zimnym tonem.

- Jaką mam gwarancję… - spróbowałam jeszcze raz.

- Nie ma pani żadnej - uciął zimno.

Zastanowiłam się.

Mogłam to na razie tak zostawić.

- Dobrze - westchnęłam - Skończyliśmy?

Popatrzył na mnie uważnie, a potem odwrócił się do kierowcy.

- John, pani Cammarata wysiada - powiedział do niego i poczułam, że samochód podjeżdża do krawężnika.

Kierowca wysiadł, ale ja już zdążyłam złapać za klamkę i sama otworzyłam swoje drzwi.

Nie pożegnałam się.

Kiedy stał obok samochodu, wysiadłam, poprawiłam torebkę na ramieniu i ruszyłam prosto przed siebie, nie oglądając się ani razu.

Okazało się, że jesteśmy na ulicy niedaleko parkingu dla gości mojego kompleksu mieszkalnego.

Więc wiedział.

Przeszłam szybkim krokiem na przełaj przez niego, nie widząc niczego i nie zauważając nikogo.

Sama nie wiedziałam, jak się dostałam do swojego mieszkania.

Musiałam zrobić to, co musiałam zrobić.

Nawet jeśliby mnie to miało zabić.

Najważniejsze było zapewnienie bezpieczeństwa mojego brata.

Musiałam go chronić.

Przed tym wszystkim.

I Alexa przede mną.

*****

Siedem godzin później

Siedziałam na kanapie i czekałam, aż Alex wejdzie przez moje drzwi po powrocie z pracy.

Nie mieliśmy spróbować być razem.

Nie miałam go powitać z radością.

Nie czekała na niego kolacja.

Nic z tego, na co zasługiwał.

Przy wejściu do korytarza stały dwie torby z jego rzeczami, które zebrałam, chodząc po moim mieszkaniu przez dwie godziny.

Jedna była jego, którą przyniósł ze swoimi rzeczami miesiąc temu i czasem uzupełniał, jeżdżąc do swojego mieszkania po kolejne ubrania.

A druga była moja, ale musiałam jej użyć, bo jego rzeczy było tak dużo, że nie zmieściłyby się do pierwszej.

Wcześniej myślałam.

Myślałam o tym, czy mogłam zrobić coś innego, niż to, co mi powiedziano.

A potem myślałam o tym, że musiałam zrobić to, co mi powiedziano.

Myślałam też o tym, jak miałam, do cholery, dopilnować tego, żeby Alex mnie nie chciał, jeśli moje nadzieje jednak miałyby się ziścić.

Potem płakałam.

Znalazłam w praniu jego przepoconą koszulkę, zacisnęłam w pięści i przyłożyłam do twarzy.

Omójbosze!

Czemu wcześniej nie zauważyłam tego, jak Alex pięknie pachniał.

Podniecająco.

Teraz, kiedy miałam go nieuchronnie, bezpowrotnie stracić, dotarło do mnie, że woda po goleniu, której używał, pięknie pachniała cytrusami, a jego pot miał męski, seksowny, ostry aromat piżma.

Więc tak.

Miałam wcześniej nadzieję.

A teraz ona umarła.

Nie mogłam być egoistyczna i postarać się walczyć o niego, kiedy istniało zagrożenie, że Vito za to zapłaci.

Tym bardziej, że mogłoby się to odbić rykoszetem na Alexie.

Lepiej, żeby poszedł dalej, znalazł sobie jakąś inną, dobrą kobietę, nie taką popapraną wariatkę, jak ja i żył dobrym życiem.

Osunęłam się na podłogę wzdłuż ściany pomieszczenia gospodarczego i zapłakałam, wciskając twarz w brudną koszulkę Alexa.

Ojciec Alexa miał rację.

Byłam wariatką.

Egoistką.

Płakałam nad sobą i swoją utraconą szansą na coś dobrego.

Kiedy się w końcu uspokoiłam, poszłam do sypialni i ukryłam tę koszulkę pod moją poduszką.

Nie zamierzałam jej oddawać.

A potem usiadłam na kanapie i czekałam.

Aż do teraz.

Kiedy usłyszałam chrobotanie klucza w zamku, podniosłam się i ruszyłam w stronę drzwi.

Jak lunatyczka.

Alex wszedł, najpierw szybko spojrzał na mnie, na moją rękę bez gipsu i zaczął się uśmiechać.

A potem zobaczył moją minę i spojrzał na torby postawione na podłodze.

- Hej, Sophie - powiedział niskim, ostrożnym głosem - Co…

- Hej, Alex… - przerwałam mu nieswoim głosem, pokazując moją lewą rękę - mam zdjęty gips. Już jestem sprawna. Już nie musisz się mną zajmować.

Milczał przez sekundę, a przez jego oczy przeszło coś dziwnego.

Nie mogłam tego rozszyfrować.

Nie chciałam.

- Nie przyszło ci do głowy - powiedział do mnie prawie surowo - …że ja chcę się tobą zajmować. Niezależnie od tego, czy masz rękę w gipsie.

- Nie - powiedziałam stanowczo - Nie potrzebuję cię już. Możesz się przenieść z powrotem do siebie.

- Sophie… - zaczął łagodnie i podszedł do mnie jeden krok.

Zacisnęłam zęby.

Kurwa.

To będzie trudniejsze, niż się spodziewałam.

Dasz radę, Sophie.

Cofnęłam się o krok.

Spojrzał na moje nogi i wyraz jego twarzy się zmienił.

To było złe.

Zamarł w miejscu i spojrzał ponownie na moją twarz.

Musiałam.

- Nie pasujesz do mnie - powiedziałam i, do diabła, nie byłam z siebie dumna, że potrafiłam być tak cholernie zimna.

- Co? - szepnął.

- Jesteś miękki - mówiłam lodowatym tonem swoje kłamstwa, kłamstwa, nad którymi myślałam przez godziny - Maminsynek. A ja lubię twardych mężczyzn. Męskich. Jestem samodzielna i po prostu biorę sobie faceta, jak potrzebuję seksu. I tyle.

Zobaczyłam, jak przez jego twarz przeniknął najpierw ból, który spowodował, że nóż, który jego ojciec wbił w moje serce, przekręcił się, powodując więcej zniszczeń.

Nie chciałam go zranić.

Ale musiałam.

 A potem w jego oczach błysnęła nienawiść, na jaką zasłużyłam.

- Tak - szepnął - Mam szczęście do suk.

Bolało.

Włożyłam resztkę sił, jakie miałam w sobie w to, żeby nie pokazać tego, żeby utrzymać się nieruchomo, bo chciałam pobiec do niego, przepraszać i mówić mu, że tak nie myślałam.

Nie mogłam.

Podszedł do toreb, które stały przy ścianie, podrzucił na ramieniu tą, którą przyniósł z pracy, wziął obie, które naszykowałam i poszedł do drzwi.

Nie zaszczycił mnie więcej ani jednym spojrzeniem.

A potem usłyszałam, jak wyszedł, zatrzasnął je i zbiegał po schodach.

Podeszłam chwiejnie do drzwi i przekręciłam klucz w zamku.

W potem osunęłam się po nich plecami i się rozpadłam.

Na podłodze w korytarzu.

Bo śmierć nadziei była gorsza niż jakakolwiek inna.

A właśnie wtedy umarła moja nadzieja na coś naprawdę dobrego.

*****

Alex

Dwie godziny później

Alex siedział na kanapie w swoim mieszkaniu i pił szkocką ze szklanki.

Bez lodu i wody.

Albo miał zamiar.

Butelka stała obok niego na podłodze, napełnioną szklankę trzymał w dłoni.

Nie zaczął pić, bo nigdy jeszcze nie próbował tego remedium i nie wiedział, czy to ma sens.

Tym bardziej, że właściwie nie lubił whisky.

Bardziej miał ochotę komuś wpierdolić.

Gówno.

Popieprzone gówno.

Całe jego życie.

Nie był jej wart, wiedział o tym, ale wciąż miał nadzieję.

Chciał myśleć o niej suka, tak, jak się zachowywała, ale bardziej docierało do niego to, co powiedziała.

Że nie był jej wart, nie pasował do niej.

Zadzwonił jego telefon, a on automatycznie spojrzał na wyświetlacz, ale nie było nikogo, z kim chciałby rozmawiać.

To była jego mama.

Musiał odebrać.

W głowie zabrzmiał mu głos Sophie.

Maminsynek.

Zablokował to.

- Hej, mamo - przywitał się, starając się brzmieć łagodnie i pogodnie.

- Witaj, Alex, synku - jego mama brzmiała na zatroskaną - Przepraszam, że dzwonię tak późno. Powiedz mi, czy Sophie jest z tobą?

Alex zacisnął palce na szklance.

- Nie, mamo - wydusił - Rozstaliśmy się.

- Och - szepnęła jego mama.

Po sekundzie wahania wyjaśniła powód tej późnej rozmowy.

- Widzisz… - jej głos był niepewny - Pamiętasz Ashley, tę moją koleżankę, z którą twój tata nie pozwolił mi się spotykać.

Tak, Alex pamiętał to.

Ashley był taka niemądra, że chciała robić to, co lubiła, więc odrzuciła dziedzictwo swoich rodziców i została pielęgniarką.

A dla jego ojca liczyły się tylko pieniądze i władza.

- Tak - mruknął.

- Więc… Ona widziała dzisiaj pod jej szpitalem samochód twojego ojca.

Alex spiął się.

Kurwa.

- Sophie miała dzisiaj tam pojechać na zdjęcie gipsu? - spytała jego mama, nadal brzmiąc niepewnie.

- Tak - wydusił Alex.

Czyżby było powiązanie między dzisiejszym zupełnie niezrozumiałym zachowaniem Sophie, a jego ojcem?

Jeszcze rano Alexowi wydawało się, że Sophie chce go, chce być z nim, że jej z nim dobrze.

A potem to powitanie, kiedy wrócił z pracy…

Alex zacisnął zęby, wychylił się i odstawił szklankę na stolik z rozmachem, więc bursztynowy płyn chlapnął na boki.

- Mamo? - popchnął, kiedy w słuchawce panowała cisza.

- Do samochodu twojego ojca - powiedziała szybko jego mama przez telefon - wsiadała wysoka brunetka o typie urody, który, kiedy Ashley mi go opisała, przywiódł mi na myśl Sophie. Ashley mówiła, że tamta wahała się, jakby jej coś groziło, więc pomyślałam, no wiesz.

Kurwa!

Więc to jego sprawka.

- Proszę cię, synku… - zaczęła mama Alexa, ale on już nie słuchał.

- Mamo, muszę kończyć - przerwał jej - Muszę porozmawiać z Sophie.

- Dobrze, kochanie - szepnęła jego mama łagodnym tonem, a potem dodała - Lubię ją.

Alex zacisnął oczy.

Tak.

On też ją lubił.

Może nawet bardziej niż lubił.

- Tak, mamo - powiedział - Do widzenia.

- Do widzenia, kochanie - usłyszał jeszcze, a potem się rozłączył.

Natychmiast wybrał numer Sophie.

Nie odbierała.

Musiał tam pojechać.

Zastanowił się.

Znał swojego ojca.

Jego zwykłym sposobem osiągania tego, czego chciał, były wymuszenia i zbieranie informacji, stanowiących „haki” na osoby, od których chciał coś uzyskać.

Jeśli jego ojciec zaszantażował czymś Sophie, a było to dokładnie w jego stylu, to mogła być w niebezpieczeństwie.

Albo chciała przed czymś chronić jego.

Tak mówił Vito.

Alex słyszał co nieco o metodach działania swojego ojca od różnych ludzi.

Nie chciał w to wierzyć, ale, z upływem czasu i a tym, jak zdobywał doświadczenie o świecie, musiał przyjąć to do wiadomości.

Więc mógł nie dać mu rady sam.

Potrzebował pomocy.

Zdecydował się i zadzwonił do kumpli.

Sophie miała przyjaciółki, ale on też miał na kogo liczyć w razie problemów.

*****

Sophie

Godzinę później

Po wylaniu bezsensownego morza łez na podłodze w korytarzu, zdecydowałam, że akcja będzie dla mnie zdrowsza.

Musiałam żyć dalej.

Więc przeszłam jak huragan przez kuchnię i umyłam wszystko, co mogłam bez rozbierania szafek.

Potem wysprzątałam salon, ale natknęłam się tam na kartkę ze szkicem, zostawioną na stoliku przez Alexa, bo uzupełniał ją po naszej rozmowie, bawił się w przenoszenie na papier swojego wyobrażenia mojej wizji.

Projekt domu, o którym mu opowiadałam.

Pięknie narysowany.

Cudnie.

Poddałam się i zostawiłam to.

Nie mogłam walczyć bez sensu.

Pomyślałam, że muszę mieć dużo siły, aby przeżyć następny dzień i następny, i następny, więc ten jeden dzień, jedną noc, mogłam być słaba.

Odpuścić sobie.

Rozebrałam się, żeby pójść do łóżka, ale byłam brudna od gipsu i spocona.

Weszłam pod prysznic i myłam się, ale kiedy zaczęłam myć włosy, przypomniałam sobie boski dotyk palców Alexa na skórze mojej głowy.

O, Boże!

Wszystko mi go przypominało.

Oparłam się obiema dłońmi o kafelki, pochylając się do przodu i dysząc, jakbym dostała cios w brzuch i znowu zapłakałam.

Nie wiedziałam, że mam w sobie tyle łez.

Kiedy nie miałam siły stać, usiadłam gołym tyłkiem na dnie brodzika, podkuliłam nogi do piersi, objęłam je ramionami i przycisnęłam czoło do kolan.

I łkałam, jak małe, zagubione dziecko.

Jak nie łkałam po stracie mamy.

Nie łkałam po śmierci taty.

A na pewno nie po zdradzie Paula.

Właśnie dlatego nie usłyszałam, jak ktoś wszedł do mojego mieszkania, chodził po nim, a potem wszedł do łazienki.

Krzyknęłam ze strachu, kiedy woda przestała płynąć z prysznica i poderwałam głowę do góry.

I zobaczyłam go.

Alex!

Nie myślałam.

Zerwałam się na równe nogi, prawie się przewróciłam, kiedy poślizgnęłam się w mokrym brodziku i rzuciłam się na jego szyję.

Całkiem zapomniałam, że jestem naga i mokra.

Liczyło się tylko to, że Alex wrócił.

Alex złapał mnie, wyciągnął spod prysznica, owinął ręcznikiem i, trzymając pod kolanami i za plecami, zaniósł do sypialni.

Wtulałam twarz w jego szyję i dygotałam, trzymając się rozpaczliwie, jakby był jedyną siłą zdolną do utrzymania mnie przy życiu.

Bo był.

A potem sobie przypomniałam.

Zaczęłam się odsuwać, ale mnie przytrzymał.

- Alex - powiedziałam zachrypniętym głosem - musisz iść.

- Nigdzie się nie wybieram - odparł.

O, Boże!

Co ja miałam zrobić, żeby poszedł, zostawił mnie i był bezpieczny.

- Nie mogę… - zaczęłam, ale mi przerwał.

- Sophie - powiedział poważnie - cokolwiek powiedział ci mój ojciec, czymkolwiek cię szantażuje, to nie ma znaczenia.

- Alex - jęknęłam, bo dowiedział się, albo domyślił, ale nadal nie wiedział wszystkiego.

To miało znaczenie.

- Powiedz mi, Księżniczko - mruknął Alex.

Omójbosze!

Księżniczko!

Trzęsłam się w jego objęciach, więc rozwinął mnie z mokrego ręcznika, wychylił się, szarpnął, a potem zawinął mnie w suche prześcieradło i nadal trzymał na swoich kolanach.

Wyprostowałam się w jego objęciach, żeby się skupić.

Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.

Kiedy bym mu powiedziała… jak dowiedziałby się, jaka naprawdę byłam, odszedłby, zostawiłby mnie.

Ale przecież…

Przecież o to chodziło.

Tak musiałam zrobić, żeby ich chronić.

Więc tak.

Musiałam to zrobić.

Dasz radę, Sophie.

- Ja… - wzięłam głęboki wdech, żeby nabrać odwagi - jak miałam jedenaście lat pobiłam trzy koleżanki.

Przerwałam i czekałam na reakcję Alexa, ale nie nadeszła.

O, Boże!

Co ja miałam zrobić?

Za mało wiedział.

- Tak mocno, że wylądowały w szpitalu - ciągnęłam dalej - więc ich rodzice złożyli skargi. Już wcześniej miałam w szkole nagany, bo często biłam się z chłopakami. Więc po tej sprawie relegowali mnie ze szkoły - brnęłam w to powoli, sprawdzając reakcję Alexa, kontrolując, czy już wystarczy, czy jest gotów odejść - Rodzice tych dziewczyn złożyli skargę, włączyła się policja. Potem miałam sprawę w sądzie dla nieletnich. Dostałam wyrok, nieduży, ale bez odwołania, więc miesiąc spędziłam w poprawczaku. A potem dostałam nakaz leczenia psychiatrycznego w celu panowania nad agresją.

Alex nadal nie reagował.

Gówno.

Jakby czekał na więcej.

Jakby wiedział, że to nie wszystko.

Ale ja milczałam.

- Sophie - powiedział delikatnie Alex - znam cię na tyle, że wiem, że nie zrobiłabyś tego bez powodu.

To było miłe z jego strony.

Ale…

Zagryzłam bok dolnej wargi i odwróciłam głowę.

Tego nie mogłam mu powiedzieć.

- Czy to jest to, czym mój ojciec cię szantażuje? - spytał Alex - Ten powód. Zrobiły coś, o czym nie chcesz mówić.

- Nie mogę - bąknęłam.

- Sophie, wiem, że chcesz kogoś chronić. Powiedz mi. Chodzi o mnie, czy o Vito? - zapytał Alex.

Domyślił się.

- Muszę chronić Vito - szepnęłam.

Poczułam, że Alex całkiem wyprostował się pode mną i jego ciało stwardniało tak, że było jak skała.

- Vito - mruknął.

- Alex - znowu szepnęłam.

- Co on zrobił? - zapytał Alex, a ja pomyślałam, że to źle zrozumiał.

Szarpnęłam głową w bok, by zaprzeczyć.

- On nic nie zrobił - wykrztusiłam wysokim głosem.

Dyszałam ciężko.

Musiałam to mu wytłumaczyć.

Bronić mojego brata.

Skup się, Sophie.

Uspokoiłam się trochę i zdecydowałam.

- To nie on zrobił - wyjaśniłam cicho - To jemu zrobiono.

- Co? - w głosie Alexa zabrzmiało zdziwienie.

Dla każdego to byłby szok.

A Alex znał Vito i wiedział, że funkcjonował normalnie.

Mój brat miał cudowną żonę, dzieci, dobre życie.

Dał radę.

Nikt, nikt kto go chociaż trochę znał, nie domyśliłby się, jaką traumę przeżył w wieku siedmiu lat.

Co mu zrobiły.

- Miałam wtedy takie trzy koleżanki, które mnie nie lubiły. Bardzo - cicho wyjaśniłam Alexowi - To było w Montanie. Chodziły ze mną na zajęcia, dokuczałyśmy sobie wzajemnie, ale zauważyły, że odbija się ode mnie wszystko, co o mnie mówiły. Znały mnie i wiedziały, jak bardzo byliśmy ze sobą zżyci, ja i Vito. Broniłam go przed łobuzami, przychodził do mnie w czasie przerwy na lunch.

Odsunęłam się lekko od ciała Alexa, bo to, co chciałam mu powiedzieć było bardzo trudne.

Najbardziej.

Pozwolił mi na to, chociaż nie do końca.

Nadal czułam jego dłoń na biodrze.

- Postanowiły zemścić się na nim. One… dorwały go kiedyś po szkole i… zaciągnęły do jakiejś piwnicy, rozebrały i… - wzięłam głęboki wdech, bo nadal miałam trudności z opanowaniem wściekłości na to, czego się wtedy dowiedziałam.

Dasz radę, Sophie.

Skup się.

Wypuściłam powietrze.

- Vito przyszedł wtedy do domu zapłakany, brudny, dygoczący, w szoku, a rodziców nie było - kontynuowałam szeptem - Opowiedział mi. Nigdy nikomu tego nie powiedzieliśmy. Zemściłam się, zapłaciłam za to, a mój brat dał radę. Żyje.

Spojrzałam bokiem na Alexa.

- Twój ojciec powiedział, że one robiły wtedy zdjęcia - wyjawiłam mu - Odkupił je. Chce je ujawnić. Zniszczyć go.

Zobaczyłam, jak szczęki Alexa zaciskają się.

Mięśnie tak mu zagrały, jakby miał sobie połamać zęby.

Musiałam go uspokoić.

Ratować go.

- Alex, proszę cię - szepnęłam i przyłożyłam dłoń do jego policzka - Nic nie zrobimy. Musimy przestać się widywać, to on odda mi wszystko.

Alex milczał przez chwilę i przestraszyłam się.

O Vito i o niego.

Jeśli będzie próbował walczyć, jego ojciec coś mu zrobi.

Ale zanim cokolwiek ja mogłam zrobić, odezwał się.

- Sophie - powiedział niskim głosem, trzymając dłonią moje ramię - Cokolwiek ma. On ci tego nie odda. Dla niego to walka o władzę. Nade mną. Nad tobą. On lubi panować, a ja się od niego wyzwoliłem.

Patrzył na mnie tak jakoś…

Z determinacją.

- Kiedy się spotkaliśmy pierwszy raz - wyznał, a ja ponownie wciągnęłam powietrze, bo Alex nigdy, nigdy dotąd nie mówił o sobie - byłem świeżo po rozstaniu z Angelą.

Po rozstaniu!

A ja, wariatka, myślałam…

- Była piękną, wymuskaną blondynką w typie cheerleaderki. Idealne ciało, zadbana, zawsze dobrze ubrana - ciągnął głuchym głosem - I ja, głupi, myślałem, że to, co mieliśmy było wyjątkowe. Że mnie kochała. A potem okazało się, że nie odpowiadało jej to, że pracowałem jako strażak, bo chciała, żebym lepiej zarabiał, chciała pieniędzy, więc za moimi plecami, nawet cholernie doskonale wiedząc, że go nienawidzę, skontaktowała się z moim pieprzonym ojcem, żeby mnie zatrudnił u siebie. Umówiła się z nim.

O, Boże!

Ponownie niechciane łzy zebrały mi się pod powiekami.

Dopiero wtedy zrozumiałam, co ja najlepszego zrobiłam.

Powiedziałam mu, że nie pasuje do mnie, jakbym chciała, żeby się zmienił.

- Wtedy - kontynuował Alex, nie zauważając mojego szoku - miałby mnie pod obcasem, w swojej władzy, więc był zachwycony. Przyszedł do mnie i gratulował mi mądrej i wspaniałej narzeczonej. A, jak odmówiłem przyjęcia tej pracy i zerwałem z nią, zarzuciła mi, że nie jestem nic wart. Nie podobało jej się właściwie nic we mnie. Tylko wygląd. Powiedziała, że znosiła to wszystko, bo myślała, ze wydorośleję. Że się zmienię. A ty…

- Alex - jęknęłam, zdruzgotana tym, co mu o nim powiedziałam.

- Nie, Sophie - przerwał mi łagodnie i złapał moją dłoń, by przyłożyć moje palce do swoich warg, a potem opuścił ją do swojego serca i tam przycisnął - Wtedy. Pamiętasz. Kiedy mówiłaś, co ci się we mnie podoba. Wymieniałaś to. To było jak objawienie. My pasujemy do siebie. Nigdy nie wierzyłem w to gówno, ale my jesteśmy sobie przeznaczeni.

O, Boże!

Omójbosze!

Miałam znowu płakać.

Nie.

Stanowczo wystarczyło łez, jak na jeden dzień.

Więc objęłam jego głowę dłońmi, przyciągnęłam do siebie jego usta i mocno go pocałowałam.

Oddał mi pocałunek i to było wspaniałe, gorące, ale przerwał go i odsunął się ode mnie odrobinę.

- Sophie. Chcę tego - warknął niskim głosem - ale nie teraz.

- Okej - wydyszałam.

Nawet, jak chciałam więcej, miał rację.

To nie był dobry czas.

Chociaż nie wiedziałam, co moglibyśmy zrobić.

- Muszę zadzwonić - mruknął i wygiął się, żeby wyjąć telefon z tylnej kieszeni dżinsów, które miał na sobie.

Zeszłam z jego kolan, żeby znaleźć jakieś ubranie, chociaż początkowo wyglądało, jakby nie chciał mnie puścić, bo zacisnął dłoń na moim biodrze.

Chodziłam po sypialni w prześcieradle.

Wyjmowałam części ubrania z szafy i komody i słuchałam jego rozmowy.

- Mamo - zaczął i spojrzał na mnie - Przepraszam, że tak późno.

Słuchał.

- Tak, jestem z Sophie - powiedział i uśmiechnął się do mnie, a ja zamarłam - Wyjaśniliśmy sobie trochę. Miałaś rację, to on.

Patrzyłam, jak Alex słuchał i wreszcie się ruszyłam, żeby naciągnąć na siebie koszulkę i majtki.

- Nie - Alex rzucił, patrząc teraz na swoje kolana - Mamo, wiem, że to trudne, ale ty coś wiesz, a ja… muszę wiedzieć. Czym zmusiłaś go do takich ustępstw w czasie rozwodu?

Znowu słuchał, a ja wkładałam spodnie dresowe.

- Mamo - mruknął - To nie jest ważne, że to mój ojciec. Jest dupkiem i robi ludziom krzywdę. Muszę wiedzieć. Po prostu mi powiedz.

A potem patrzyłam, jak długo, bardzo długo słuchał w milczeniu tego, co mówiła do niego mama, zwiesił głowę i zamknął oczy, bo to, czego się dowiedział było trudne.

Widziałam to.

Podeszłam do niego i położyłam mu rękę na ramieniu.

Chciałam zabrać to od niego.

Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie.

Oparł się ramieniem o mój brzuch.

Czułam czubki jego palców kurczowo zaciskające się na mojej koszulce na plecach.

Czekałam.

- Tak - wymamrotał Alex - Racja. Dzięki, mamo. Dobranoc.

Wyłączył telefon i patrzył na niego przez chwilę, a ja czekałam.

Wreszcie rzucił go na łóżko obok siebie, westchnął i wyprostował się.

- Mój ojciec lubi młode kobiety - wyjaśnił mi głuchym głosem - Tak młode, że to podpada pod pedofilię. Nastolatki. Mama ma dowody. Zdjęcia.

O Boże!

Biedny Alex.

Przyciągnęłam dłonią w jego włosach jego głowę do siebie, a on odwrócił się tak, że czołem i nosem zakopał się w moim brzuchu, ramionami obejmując moje biodra.

Nawet, jak wiedziałam, że to było naprawdę, straszne, wręcz okropne, to czułam się nieco lepiej, bo byliśmy razem.

Trwaliśmy przez chwilę.

Wreszcie Alex się odsunął.

- Muszę jeszcze zadzwonić - powiedział, ponownie wyciągając telefon.

Alex dzwonił, a ja zastanawiałam się, co mogłabym zrobić, żeby uchronić jego i jego mamę przed tym kutasem, jakim był najwidoczniej ojciec Alexa.

Nic nie wymyśliłam.

A później, niestety, Alex musiał wyjść.

*****

Nieco później

Wyjęłam telefon i stałam niezdecydowana.

Powinnam była to zrobić rok temu.

Albo nawet wcześniej.

Ale już było za późno, a przeciąganie tego nie zmieniłoby faktu, że zawaliłam sprawę.

Westchnęłam ciężko i wreszcie wybrałam numer, który miałam zapisany w mojej komórce od wieków.

- Halo? - usłyszałam w słuchawce ostrożny głos kobiety, która tak wiele zrobiła dla mnie i mojego ojca w pierwszych miesiącach po śmierci mamy.

- Maria? - powiedziałam - tu Sophie.

- Sophie, Księżniczko - usłyszałam radość w jej głosie - Jak dobrze, że dzwonisz. To Sophie! - krzyknęła do kogoś innego.

Tak, Maria bez wątpienia była ze swoją rodziną.

Zawsze była blisko ze swoją rodziną.

Nawet jak prowadziła nam dom, ciągle z kimś rozmawiała przez telefon, albo się odwiedzali, albo planowali jakąś imprezę.

- Opowiedz, co u ciebie - zażądała.

- Nie, Maria - odmówiłam łagodnym głosem - Najpierw powiedz mi jak się czujesz. Już wszystko dobrze z tym nowotworem?

- Och, tak - powiedziała pogodnie - wycięli, co mieli wyciąć, a reszta poddała się leczeniu i już teraz jest dobrze.

Nie do końca wierzyłam, bo Maria zawsze starała się mnie chronić przed złymi nowinami.

Ale odpuściłam.

- U mnie wszystko w porządku - powiedziałam jej - Właśnie zostałam ciocią po raz trzeci. Vito ma już dwie córeczki i synka.

Usłyszałam okrzyk radości, ale nie chciałam o tym opowiadać przez telefon, wolałam się spotkać i pokazać zdjęcia.

Powiedziałam to jej, a ona się zgodziła.

Też się chciała ze mną spotkać.

- Maria - powiedziałam w końcu cicho - poznałam kogoś.

- Och, jak się cieszę, kochanie - powiedziała mi - opowiedz mi o nim.

Więc opowiedziałam.

Nie wiedziałam, czy wszystko, ale sama chyba wciąż nie wiedziałam wszystkiego.

*****

Alex

Nieco wcześniej, nieco później

Żeby wygrać z ojcem Alexa trzeba było sprytu i sekretów.

A nikt nie był w tym lepszy niż David.

Alex to wiedział.

Jego kumpel był zawsze skryty, ale potrafił uratować swoją kobietę, kiedy ta była prześladowana przez terrorystę.

Teraz Sophie potrzebowała kogoś takiego.

Kiedy Alex zadzwonił do niego od siebie z mieszkania, zaraz po rozłączeniu się z mamą, i wyjaśnił Davidowi, o co chodziło, ten od razu zaproponował pożyczenie mu samochodu, bo było oczywiste, że Mustang Alexa rzuca się w oczy.

Od tego zaczęli.

David przyjechał na umówione miejsce spotkania swoim szarym Grand Cherokee, wyjaśnił Alexowi zasady bezpieczeństwa i powiedział, że poczeka na niego przy Mustangu, aż Alex skończy rozmawiać z Sophie.

A potem Alex wszedł do Sophie, używając klucza, którego nie oddał jej i przekonał się, że Sophie kłamała, mówiąc mu okropne rzeczy, żeby ochronić jego i żeby ochronić jej brata.

Kiedy zobaczył ją załamaną, prawie zdruzgotaną, skuloną w brodziku, w strugach wody, wiedział.

Sophie chciała z nim być.

Tak naprawdę nie chciała go zranić.

Kłamała dla niego.

Więc zaczął mieć nadzieję, że Sophie go kochała.

Bo chciała go chronić tak, jak chroniła swojego brata.

Potem, po ustaleniu, czym ojciec Alexa szantażował Sophie i po rozstaniu się z nią, porozmawiali i David dał Alexowi namiary na kontakt z FBI.

To byłby ich kolejny krok.

Konieczny.

Żeby unieszkodliwić ojca Alexa, trzeba było go całkiem pokonać, absolutnie i bez możliwości uwolnienia się przyprzeć go do muru, sprowadzić do parteru, wsadzić do paki.

To byłby trudne dla Sophie, bo musiałaby kłamać i lawirować, musiałaby spotkać się z ojcem Alexa twarzą w twarz.

Ale Alex wierzył w opanowanie i spryt Sophie.

Była piękna, mądra i potrafiła zapanować nad swoim ciałem i umysłem.

Alex nie znał drugiej takiej kobiety.

Była wyjątkowa.

Chyba się zakochał.

Ale na razie musieli się ukrywać.

Więc Alex wrócił do swojego mieszkania, by, po raz pierwszy od ponad miesiąca, spać samotnie.

Co sprawiło, że dodał jeszcze jedną rzecz do tych, za które nienawidził swojego ojca.

 


 

2 komentarze:

  1. Smutny rozdział ale ojciec to dupek :( dobrze że ma ratunek w mamie. Znając kolegów Davida znajdą na niego brudy :)

    OdpowiedzUsuń