wtorek, 3 maja 2022

11 - My

 

Rozdział 11

My  

Sophie

 

 

 

Następnego dnia

Byłam ubrana w bordową sukienkę prawie do kolan, która może wyglądała na zwykłą letnią, ale była dość ryzykowna.

Po pierwsze miała duży, a nawet bardzo duży dekolt, który trzymał się na moich (przecież niemałych) piersiach tylko dzięki specjalnym wzmocnieniom wszytym pod stanikiem.

Dekolt częściowo zasłoniłam dużą, czarną, modernistyczną kolią z koralików gęsto zwisających łańcuszkami z czegoś w rodzaju obróżki.

Suknia nie miała rękawków, a jej spódnica była lekko rozkloszowana, co miało mi umożliwić swobodę ruchu, ale jednocześnie pokazywało uda nie pokazując ich.

To było po drugie - była bowiem zrobiona ze zwiewnego szyfonu, który miękko oklejał moje ciało przy każdym ruchu.

Widziałam, że szczęka Alexa stwardniała, kiedy mnie w niej zobaczył.

Zwłaszcza, kiedy wstałam i zobaczył, że mam na nogach czarne sandałki na wysokich szpilkach.

Sukienka bardzo podkreślała moją talię i biust, więc wiedziałam już wtedy, kiedy ją kupowałam (za namową mamy), że była niezwykle seksowna.

Teraz miałam potwierdzenie.

Włożyłam ją, żeby rozpraszać facetów.

Alex wyglądał na bardzo zazdrosnego.

O rany!

Kiedy jego ojciec po południu przesłał mi SMS’a z wyznaczonym miejscem i godziną spotkania i postawił w nim swoje warunki, natychmiast poinformowałam o wszystkim w umówiony sposób agenta Vica.

Podczas naszej zwyczajowej już, późnej, wieczornej rozmowy przez telefon, opowiedziałam o tym wszystkim Alexowi.

Więc i on był w tym miejscu, gdzie mieli mi podłączyć podsłuch.

Kiedy jeden z agentów rozpiął mi sukienkę na plecach, żeby wsunąć mikrofon i nadajnik, mina Alexa była wręcz zabójcza.

Wciąż miałam nadzieję, że we mnie wierzy.

Wyszłam po krótkim, nerwowym pocałunku Alexa.

Pojechałam na miejsce taksówką, którą zamówiłam przez telefon, bo jednak w takich wysokich szpilkach niezbyt wygodnie było prowadzić samochód, a prowadzenie mojego Raptora w sukience (zwłaszcza krótkiej) było wręcz nieprzyzwoite.

Nie żeby mnie to obchodziło.

Po prostu miałam nie zwracać na siebie uwagi.

Więcej.

Poszłam do budynku biura jego ojca, bo tam miało być spotkanie, recepcjonistka przy wejściu dała mi przepustkę z bezosobowym uśmiechem i skierowała na odpowiednie piętro, a tam, przy wyjściu z windy, kolejna recepcjonistka pokierowała mnie do gabinetu prezesa i stanęłam przed sekretarką.

Lalkowata blondynka.

A jakże.

Oceniła mnie jednym spojrzeniem i, z zawodowym uśmiechem oraz ze starannie pustą twarzą, wstała, żeby mnie wprowadzić.

- Panie prezesie, przyszła pani Cammarata - powiedziała, stanęła bokiem, żeby mnie przepuścić, weszłam i zamknęła za mną drzwi, wycofując się tyłem.

Patrzyłam na to bokiem, a potem odwróciłam się przodem do okien.

W wielkim, olbrzymim, nowoczesnym, czarno srebrnym, zimnym gabinecie byli dwaj mężczyźni.

Nie wstali ze swoich foteli.

Ojciec Alexa był z młodym (bardzo młodym, na pewno młodszym ode mnie) mężczyzną, który nie wyglądał na zachwyconego tym, że przyszłam.

Prawdę mówiąc nie wyglądał na zachwyconego tym, że jestem kobietą.

Chyba.

- Dzień dobry - przywitał mnie Artur Whitman, wreszcie wstając konwencjonalnie, kiedy się nie ruszyłam od drzwi, i podchodząc w stronę foteli, stojących na uboczu, przy niskim stoliku w rogu, by wskazać mi jeden, przez położenie na nim czubków palców i skinienie brodą.

Zdecydowałam się podejść tam.

- Pani Sophia Cammarata, oto pan Dick Whiteboard, pani narzeczony - przedstawił - proszę usiądźcie tutaj, obok siebie.

Artur Whitman wskazał fotele dłonią i odszedł.

- Dzień dobry - powiedziałam cicho.

Usiadłam.

- Dzień dobry - powtórzył sucho po mnie tamten drugi i usiadł w fotelu obok.

Zastanawiałam się, czy ojciec Alexa jego też czymś szantażuje, ale mężczyzna nie patrzył w moją stronę i usiadł tak, jakby chciał być jak najdalej ode mnie.

- Jesteśmy tutaj, żeby podpisać dokumenty, które potwierdzą waszą wolę zawarcia małżeństwa - powiedział Artur Whitman.

Zagapiłam się.

Podpisać?

Dick Whiteboard wziął czerwoną teczkę z dokumentami, która wcześniej leżała na biurku, a którą teraz Artur Whitman trzymał w ręku, otworzył ją, odwrócił papiery i złożył zamaszysty podpis w jednym miejscu, nie czytając niczego.

Zamknął teczkę i oddał ojcu Alexa.

- Arturze, kiedy już się znamy, podpisałem, czy mogę iść - mruknął tamten, zaskakując mnie jak cholera.

- Oczywiście, mój drogi - powiedział pan Whitman bardzo łagodnym głosem, jak do dziecka lub… kochanka - Jeśli chcesz. Ja wszystko załatwię.

O, cholera!

Mama Alexa mówiła, że jej mąż lubił młode kobiety, ale coś takiego?

Wstali, nie zaszczyciwszy mnie ani jednym spojrzeniem lub słowem.

Postawiłam moją czarną, starannie dobraną i przygotowaną przez agentów, torebkę naprzeciwko siebie na stoliku tak, aby zamknięcie było skierowane w stronę drzwi, dokąd poszli.

Nie odwróciłam się.

Ja słyszałam tylko cichy pomruk rozmowy, ale inni musieli słyszeć.

- Do widzenia - usłyszałam, więc zaczęłam się odwracać i podnosić, ale zanim dokończyłam, dobiegł mnie dźwięk zamykanych drzwi, więc opadłam z powrotem na fotel.

Ojciec Alexa wrócił do mnie i usiadł naprzeciwko.

- Tak się zastanawiałam - zaczęłam cicho - czym pan go szantażuje, ale wyglądało mi to na coś innego.

- Proszę, proszę jaka mądrala - zaszydził Artur Whitman.

A potem nagle przeszedł na ty i dodał niedbale - Tak, masz rację. Dick jest mi bliski. To syn jednej z pierwszych moich kochanek.

Nagle przeszło mi przez myśl:

Jego syn?

Nie zapytałam.

Popatrzyłam na niego, oceniając ile mogę to popchnąć.

- Dobijmy targu… - zaczęłam - zapłacę panu, żeby uzyskać pewność, że posiadane przez pana materiały nie opuszczą ponownie źródła, z którego pochodzą.

- Nie zrozumiałaś mnie, moja droga - ojciec Alexa potrafił mówić bardzo zimno - Nie masz żadnej karty przetargowej. Ja trzymam wszystkie asy.

- Blefuje pan - mruknęłam.

- Chcesz mnie sprawdzić? - prawie się śmiał.

- Tak - szepnęłam, ale nie brzmiałam pewnie i wiedziałam o tym.

- Dobrze - Artur Whitman wstał, podszedł do swojego wielkiego, czarnego biurka wolnym krokiem, otworzył jedną z szuflad i wyjął laptop.

Wodziłam za nim wzrokiem bez słowa.

Podszedł swobodnie z powrotem do mnie, postawił niedbale laptop na stoliku przede mną i otworzył go, patrząc na mnie, a nie na niego.

Na wierzchu klawiatury leżały lekko rozrzucone wachlarzowato zdjęcia, kilka, wszystkie czarno białe, formatu A4.

Na rozświetlającym się ekranie pojawiły się pliki, które wyglądały na wyciągi z dokumentów.

To co było na ekranie nie było ważne, bo dotyczyło mnie.

Nie sprawdzałam, czy to szkoła, sąd, poprawczak, psychiatra.

Bo to było gówno.

Tym na zdjęciach był mój, wówczas siedmioletni, młodszy brat.

Vito.

Poczułam skurcz żołądka tak silny, że o mało nie zwróciłam.

Uspokój się, Sophie.

Skup się.

Pozwoliłam, żeby moje ręce drżały, kiedy wyciągnęłam jedną, by dotknąć czubkami palców do zdjęcia.

Zamknęłam oczy, a przez moją twarz przeszedł skurcz.

- T-to jest z Internetu? - szepnęłam z bólem w głosie.

- Och, nie - powiedział ojciec Alexa bardzo zadowolonym tonem - Ale może się tam znaleźć, jak nie będziesz posłuszna. Kupiłem od tych trzech idiotek.

Otworzyłam oczy, ale starałam się nie patrzeć na to, co było na stoliku.

Zacisnęłam usta.

Wyprostowałam się trochę, zbierając siły, a on patrzył na mnie uważnie.

- Widzisz, tak lepiej - powiedział zimnym tonem - Dobrze. Dobijmy targu. Mam przygotowane dokumenty, które musisz podpisać, żeby wasze zaręczyny stały się faktem. To intercyza, w której zrzekasz się praw do swojego majątku, jeśli twój przyszły mąż uzna cię za niegodną siebie, nawet jeśli to się stanie przed ślubem.

- Co? - wydusiłam.

- A czego się spodziewałaś? - mówił, patrząc na mnie pogardliwie - Wystroiłaś się jak dziwka i myślałaś, że go zdobędziesz. Ale, do twojej wiadomości, on woli mężczyzn, a ja wolę młodsze.

Wargi mi drżały, więc je zagryzłam, spuściłam wzrok na kolana i zdecydowałam się na urazę.

- Nie jestem stara - mruknęłam.

- Młodsze! - podkreślił ponownie z pogardą w głosie - Niewinne, bez tej kokieterii, nie zepsute.

- Och - westchnęłam niby oszołomiona.

Poczuł się pewnie i było to widać w jego postawie i wyrazie twarzy, a dodatkowo pogardzał mną.

To było moje wejście.

Moja szansa.

- Nie ma pan łatwo. Nie da się znaleźć takich - mruknęłam niby do siebie, bez oczekiwania na odpowiedź.

Odpowiedział.

Zadufany, pewien siebie.

Na szczęście.

- Och, nie masz pojęcia, ile można, jak się ma takie pieniądze, jak ja mam. Mój głupi syn tego nie docenia. A ja mogę wszystko. Nawet kupić córkę od rodziców, kiedy nie mają pieniędzy na inne rzeczy.

Zatrzymałam oddech i podniosłam na niego oczy w kompletnym szoku.

- Jak będziesz grzeczna, to mogę cię zaprosić na taką sesję - dodał z obleśnym wyrazem twarzy.

Postarałam się nie pokazywać obrzydzenia.

- W Stanach? - szepnęłam z przerażeniem - To niemożliwe.

- Ależ możliwe, moja droga - zaśmiał się - Z moimi pieniędzmi wszystko jest możliwe. Jeden telefon i cię umówię.

- Ja… - przełknęłam ślinę - nie wierzę - dokończyłam szeptem.

- Dobrze - powiedział dziwnym tonem - załatwię to, jak tylko podpiszesz te papiery. Nawet chętnie. Chciałbym to zobaczyć.

Złapał teczkę z dokumentami, która leżała na stoliku.

Podał mi ją, a ja ją wzięłam w drżącą rękę i otworzyłam.

Spojrzałam i zaczęłam czytać.

Był tam bardzo szczegółowo spisana intercyza, rozpoczynająca się moim pełnym imieniem i nazwiskiem.

W tym czasie ojciec Alexa podniósł swój laptop i zaczął czegoś szukać.

- Dlaczego pan to robi? - szepnęłam z bólem.

Spojrzał na mnie kątem oka.

- Prawdę mówiąc, dziwko, nie obchodzisz mnie ty, ani twój brat idiota - rzucił z pogardą - Jesteśmy sami, więc mogę ci powiedzieć. Chcę, żeby mój głupi syn cierpiał. Zdradził mnie i zasłużył na to. Ta suka, jego matka też, za to, że mnie zostawiła. A jak on będzie cierpiał, ona też będzie.

- Ale, Alex mnie… - zaczęłam.

- Znam go - przerwał mi Artur Whitman - Zadurzył się w tobie. Pociągasz go. Możesz udawać albo myśleć, że go odepchnęłaś, ale on wkrótce postara się znaleźć drogę do ciebie. I wtedy musisz być zajęta. Bardzo. A widzę, że łatwo będzie zrobić z ciebie kurwę.

- Co? - wypchnęłam znowu niedowierzając.

Modliłam się w myślach Alex nie słuchaj go, wierz we mnie.

- Podpisz - warknął ojciec Alexa niespodziewanie ostro.

Podskoczyłam, a potem powoli wzięłam długopis do ręki i otworzyłam dokumenty na ostatniej stronie.

Napisałam tam, zamknęłam je i położyłam na nich dłoń z długopisem.

Artur Whitman popatrzył na mnie bardzo zadowolony, wyjął telefon komórkowy i wybrał numer.

- Ian - rzucił do niego, nie patrząc na mnie - mam coś dla ciebie.

Odwrócił się do mnie bokiem i założył nogę na nogę.

- Tak, nada się - słuchał i uśmiechał się pogardliwie - możesz z nią zrobić, co tylko zechcesz, zgodzi się na wszystko.

Słuchał przez chwilę, zaśmiał się szyderczo i pożegnał się krótkim Cześć.

A potem rozłączył się i spojrzał znowu na ekran swojego laptopa.

- Zobacz, co tu mam dla ciebie - odwrócił go do mnie, a ja, jak to zobaczyłam, pomyślałam, że zwymiotuję.

Na zdjęciach drobna, mała dziewczynka, może czternasto-, może piętnastoletnia, leżała naga między kilkoma nagimi, starszymi mężczyznami.

Jednym z nich był mój rozmówca.

Nie wyglądał tak dystyngowanie, był obleśny.

- O Boże - szepnęłam - To okropne. Biedne dziecko.

- Już nie takie biedne - powiedział Artur Whitman, najwyraźniej chcąc się pochwalić jaką ma władzę i ile pieniędzy, bo nadal wyszukiwał czegoś w swoim laptopie.

W tej właśnie chwili za drzwiami usłyszeliśmy zamieszanie.

Ojciec Alexa odstawił laptop na stolik i zamknął go (ale nie wyłączył).

Podniesiony głos sekretarki zabraniał wejścia komuś, kto się tego domagał bardzo zdecydowanie, a potem drzwi otworzyły się i weszli mężczyźni.

Jako pierwszy agent Vice, z wyciągniętą ręką, w której trzymał legitymację, przedstawiający się zdecydowanym tonem.

- Arturze Whitman, jest pan aresztowany… - usłyszałam, ale nie słuchałam.

Za kolejnymi dwoma mężczyznami, których znałam od chwili, kiedy zakładali na mnie podsłuch, wszedł Alex.

Był blady i miał zaciśnięte usta, ale patrzył tylko na mnie.

O Boże!

*****

Alex

Godzinę później

Siedzieli w pomieszczeniu, do którego zabrali ich agenci po aresztowaniu Artura Whitmana, pomieszczeniu, w którym Alex musiał znowu patrzeć, jak obcy facet rozpina sukienkę Sophie, żeby zdjąć z niej podsłuch.

Wkurzało go to.

Sophie patrzyła na niego, jakby bała się tego, co sobie o niej pomyślał, a on był w stanie myśleć wyłącznie o tym, jaka była odważna.

Narażała się.

- Alex - szepnęła Sophie niepewnym głosem - Porozmawiaj ze mną.

Chciał.

Chryste Wszechmogący, jak bardzo chciał jej to powiedzieć.

Ale nie wiedział jak.

Patrzył na nią, zbierał się i już miał się odezwać, kiedy drzwi pomieszczenia otworzyły się i wszedł agent Vice, spojrzał na nich i skinął głową.

- Możecie jechać - powiedział, a potem podszedł do Sophie i podał jej dokumenty - Sophie, to było odważne, chociaż niezbyt mądre.

- Co? - wyrzucił z siebie Alex ze zdziwieniem.

- Cóż - Vice uśmiechnął się krzywo - Niech sama panu pokaże.

Sophie podeszła do Alexa, wysunęła w jego stronę czerwoną teczkę z dokumentami i machnęła nią z dziwną, jakby zakłopotaną miną.

- Nie mogłam się powstrzymać - wymamrotała.

Alex otworzył dokumenty, spojrzał, zobaczył intercyzę, którą jego ojciec zmusił Sophie, żeby podpisała, ale nie zrozumiał.

- Ostatnia strona - mruknął agent, a Sophie zaczerwieniła się, spojrzała na podłogę i zagryzła bok wargi.

Alex zdumiał się, bo nie sądził, że Sophie umiała się rumienić.

Otworzył dokumenty na ostatniej stornie i spojrzał na podpis Sophie.

Kurwa!

Nie było podpisu Sophie.

Napisała Pieprz się.

Jego Sophie.

Była wojowniczką.

Nawet, jak wszyscy myśleli, że się poddała, ona walczyła.

Była cudowna.

Alex poczuł, że ogarnia go radosny śmiech i nie miał zamiaru, więc nie opanował go, kiedy podchodził do Sophie.

Śmiejąc się w głos, wziął ją w ramiona, a potem, patrzył, jak jej oczy rozjaśniają się z ulgą, kiedy pochylił się do niej i pocałował ją.

- Jedźmy do domu - mruknął, kiedy wreszcie odsunął się odrobinę i tylko ją trzymał w swoich ramionach.

- Okej - szepnęła i odeszła pół kroku od niego.

Nie dalej, bo złapała go za rękę i odwróciła się do agenta Vica.

- Dziękujemy za pomoc - powiedziała do niego.

- Skontaktuję się z wami, jak będziemy mieli informacje, albo jak będziemy jeszcze czegoś potrzebowali - powiedział agent - Na razie to wszystko. Sądzę, że powinniście mieć spokój. Media nie będą nic wiedziały. Trochę namieszamy.

- Och - szepnęła Sophie, jakby o tym nie pomyślała.

A Alex był wdzięczny.

Dla spokoju jego matki było ważne, żeby większość z tego nie przedostała się do opinii publicznej.

Więc uścisnął dłoń faceta, wymamrotał swoje pożegnanie i wyprowadził Sophie za drzwi.

Zostali pokierowani korytarzem w stronę wyjścia, a potem odtransportowani do samochodu Alexa.

Na parkingu Sophie stanęła niezdecydowana.

- Przyjechałam taksówką - wyjaśniła mu.

- Dobrze - mruknął Alex i podszedł do niej, pchnął jej plecy i skierował ją do drzwi swojego Mustanga.

Patrząc na niego niepewnie i zagryzając bok wargi, schyliła się, złapała dół sukienki oburącz i wślizgnęła się na siedzenie pasażera.

Jechali nie odzywając się, a Alex spieszył się, nie przejmując się ograniczeniami prędkości.

Czuł na sobie jej wzrok.

Zawiózł ich do jej mieszkania, zaparkował na parkingu dla mieszkańców, wysiadł mamrocząc poczekaj i przeszedł do jej drzwi.

Zaczekała na niego.

Otworzył jej, podał jej rękę, schwyciła ją i pomógł jej wysiąść.

Przyciągnął ją do siebie blisko i spojrzał jej w oczy, więc zobaczył, że są ciemne i oczekujące, kiedy oparła się dłońmi o jego klatkę piersiową.

Miał na sobie tylko zielony t-shirt i bojówki, bo dzień był gorący, więc czuł jej giętkie, wysportowane ciało obok siebie bardzo mocno i podniecająco.

Sięgnął za nią, odsunął ją odrobinę, zamknął drzwi Mustanga i zapikał w zamki, a potem szarpnął jej ręką, żeby szybko pociągnąć ją do schodów i w górę do jej mieszkania.

Biegła za nim, nie opierając się.

Na galerii nie było nikogo.

Otworzył jej drzwi swoim kluczem, weszli i zamknął je z powrotem.

Stała tam, patrzyła na niego i lekko dyszała przez rozchylone wargi.

- Sypialnia - mruknął, a ona odwróciła się i prawie pobiegła w tamtą stronę.

Poszedł za nią.

Kiedy wszedł do sypialni, stała już przy łóżku, plecami do materaca, patrzyła na niego oczami ciemnymi z podniecenia i dyszała.

Cholera, jaka ona była piękna.

- Nienawidzę tej sukienki - powiedział jej, chociaż tak naprawdę nie nienawidził, uważał, że była seksowna.

- Ja też - odparła i zakręciła się, żeby podejść do komody.

Otworzyła szufladę, wyciągnęła coś i podeszła do niego.

Podała mu… nożyczki.

- Zrób to - powiedziała, a on poczuł, jak jego kutas, prawie twardy od cholernie odległej w czasie chwili, kiedy Alex pierwszy raz zobaczył ją w tej sukience i tych butach, drgnął i zaczął pulsować.

Więc wziął nożyczki z jej ręki, złapał palcami jednej dłoni za dekolt między jej piersiami, a drugą trzymając nożyczki ostrzem do dołu, wsunął je tam rozwarte i zaczął ciąć, patrząc cały czas prosto w jej oczy.

Obie ręce trzymała sztywno przy bokach, patrzyła prosto w jego oczy bez mrugania i oddychała coraz ciężej, prawie jęcząc.

Przeciął materiał do końca szwu, rzucił nożyczki na łóżko, mocno schwycił brzegi materiału obiema dłońmi i szarpnął.

Rozdarł się do talii, gdzie był kolejny szew.

Ciało Sophie szarpnęło się w jego stronę, ale nadal patrzyli sobie w oczy i nie dotykali się.

Jej usta utworzyły na sekundę idealne „O”.

Stała nieruchomo, kiedy sięgnął za nią, wziął nożyczki ponownie z łóżka i przeciął materiał w pasie sukienki do dołu.

Potem powtórzył szarpnięcie, tym razem materiał puścił prawie do dołu spódnicy, a Sophie głośno jęknęła.

Odrzucił nożyczki na podłogę.

Alex zsunął resztki sukienki z ramion Sophie, zabierając po drodze ramiączka stanika, a potem sięgnął do jej pleców i rozpiął go, by obnażyć jej piersi i wszystko zsunęło się na podłogę.

Sięgnął oburącz za szyję Sophie, aby rozpiąć jej kolię i ją również rzucił na podłogę obok nich.

Została w samych majtkach i butach.

Alex popchnął ją na łóżko tak, żeby usiadła, a potem ściągnął swoją koszulkę i buty, przydeptując pięty palcami.

Kiedy stał przed nią w bojówkach, spojrzał na nią z góry i rozkazał cicho:

- Weź go.

Nie zwlekała ani sekundy.

Rozpięła go w mgnieniu oka.

Spragniona.

Zdjęła jego spodnie i bokserki, a potem zaczęła lizać i ssać jego kutasa zachłannie, jakby nie mogła się tego doczekać dokładnie tak samo, jak on nie mógł doczekać się tego, żeby znaleźć się w niej.

Kurewsko fantastycznie.

Położył rękę na jej włosach, przechylił głowę i patrzył, jak go pochłaniała.

Ale nie wytrzymał długo i pochylił się, żeby wyjść ze swoich bojówek i bokserek, kiedy wydawał jej kolejny rozkaz.

- Połóż się na plecach, zdejmij majtki i rozłóż się dla mnie.

Zrobiła to błyskawicznie i Alex równie szybko wszedł między jej nogi, żeby zanurzyć się, poczuć jej gorącą, gościnną ciasnotę, która była dla niego.

Wbił się gwałtownie, wchodząc od razu do końca.

Pieprzył ją szybko i mocno, gwałtownie biorąc to, co ona mocno i namiętnie dawała mu, wypychając biodra w jego stronę.

Zbudowało się to szybko i wysoko.

Tak jak robili to często i zawsze uwielbiali robić.

A potem oboje wybuchli, jęcząc swoje imiona w swoje usta.

Kiedy leżał na niej, uspokajali swoje oddechy, a on ją pieścił ustami po szyi, dekolcie i ramionach usłyszał to, czego do tej pory nie mógł sam powiedzieć.

- Kocham cię - wyszeptała do jego ucha.

Zamarł i podniósł głowę, by spojrzeć w jej oczy.

Przesunęła dłoń na jego szczękę.

- Kocham cię, Alex - szepnęła znowu, tym razem patrząc w jego oczy.

- Ja też cię kocham, Sophie - powiedział do niej i, pieprzyć go, zobaczył w jej oczach łzy.

Pochylił się i zaczął ją całować mokro, długo i namiętnie, czując, jak jego kutas w niej reaguje na tę pieszczotę.

- Jak na kobietę, która jest taka wojownicza… - powiedział, kiedy się trochę odsunął - bardzo dużo płaczesz.

Objęła jego biodra udami i poczuł szpilki wbijające mu się w pośladki.

- To mnie szybko wypieprz, żebym nie mogła płakać - warknęła zachęcająco.

Nie miał nic przeciwko temu.

Uniósł jej nogi, trzymając obie w kostkach, rozkładając je szeroko i jechał.

*****

- Wiesz, muszę ci coś powiedzieć - mruknęła Sophie do Alexa, kiedy siedzieli, oparci o stertę poduszek przy wezgłowiu jej łóżka, z opartym o jego brzuch pudełkiem lodów, z którego oboje jedli łyżkami.

To było po ich drugim orgazmie i krótkim odpoczynku, kiedy Alex zdecydował, że powinni się wzmocnić porcją lodów, więc poszedł po nie nago do kuchni, a Sophie patrzyła na to i było widać, że podobało jej się to, co oglądała.

- Tak? - spytał, oblizując lody, które kapały z jego łyżki.

- Po tamtej sprawie z Vito - zaczęła niepewnym głosem, ale nadal dłubała łyżką w lodach - Nie miałam przyjaciółek. Nigdy. Wolałam towarzystwo chłopaków. Mogli się bić, ale nie byli fałszywi.

- Możesz się mylić - mruknął Alex.

Sophie spojrzała na niego i uśmiechnęła się samymi oczami, po czym powiedziała łagodnie - Wiem.

- Mama była moją jedyną przyjaciółką - dodała.

- Mała - mruknął Alex, ale ona nie potrzebowała tego.

Nie teraz.

I wiedział o tym, kiedy ciągnęła dalej.

- Wtedy, jak mówiłeś o Angeli - spytała, ale to było i nie było pytanie, więc tyko skinął głową - Więc. Paul nie akceptował tego, jaka jestem, jaka byłam. Nie lubił mojej pracy. Mojej pasji. Mojego temperamentu. Według niego kobieta powinna czekać, aż mężczyzna zechce coś zrobić i nie wykazywać inicjatywy w seksie.

Alex zamarł, ale słuchał jej uważnie.

- Uważał, że jestem za mało kobieca - mówiła Sophie, po czym oblizała łyżkę z lodów - bo lubiłam chodzić w spodniach. Nie miałam ani jednej sukienki. Nie nosiłam szpilek. Próbowałam się dostosować, bo myślałam, że coś ze mną było nie tak. Moja mama zabrała mnie na zakupy, kiedy się zaręczyliśmy, żebym mogła stać się taka, jaką mnie chciał. To ona kupiła mi te wszystkie sukienki.

- Sophie - mruknął, ale ona potrzasnęła głową.

- Nie, Alex, posłuchaj mnie - powiedziała - To, że Stephanie została moją przyjaciółką tylko po to, żeby go zdobyć, że on się z nią zszedł i przeleciał ją wtedy, to było jak objawienie. Bolało, głównie ich zdrada. Nie mogłam potem nikomu zaufać. Ale jednocześnie coś zrozumiałam.

Podniosła na niego oczy i widział, że przebolała to.

Kurwa, ale to było dobre.

Wreszcie jasno zobaczył, że Sophie przeszła nad tym i nie dotykało jej to.

- Zrozumiałam wtedy, że nie mogę być taka, jaką chcą mnie inni - wyjaśniła mu - Ale nadal myślałam, że nie ma na świecie nikogo, kto by to zrozumiał i mógł mnie przyjąć taką, jaka jestem.

- Kochanie - mruknął - myślę, że wiesz, że ja to rozumiem.

- Taaa - mruknęła i oparła się o niego łyżką, więc poczuł na swojej piersi zimno i lepkość lodów - Myślę, że rozumiesz.

Popatrzył przez sekundę w jej ciepłe oczy.

- A teraz - powiedział jej - powinnaś mnie wyczyścić z tych lodów.

Zobaczył, że oczy jej się śmieją, a potem włożyła łyżkę do pudełka, które odstawił na stolik nocny i zaczęła go lizać.

Zaczęła od jego klatki piersiowej, ale nie poprzestała na niej.

Więc skończyło to się tak, że lody ich rozgrzały.

Znowu.

*****

Sophie

Nie miałam go dość.

Po tylu nocach, przespanych z dala od siebie, oboje czuliśmy ten niedosyt.

Więc układaliśmy się do snu i budziliśmy po godzinie lub dwóch, żeby znowu się sobą sycić.

W środku tego zjedliśmy jakieś kluski, które wyciągnęłam z lodówki i odgrzałam w mikrofalówce w pudełku.

Jedliśmy je bezpośrednio z niego, dwoma widelcami, schylając się głowa przy głowie, całując i karmiąc wzajemnie.

Kochałam to.

To było szalone i dzikie.

Alex wydawał się być tym zauroczony tak samo jak ja.

Miałam tylko nadzieję, że rano nie ocknie się i nie stwierdzi, że byłam zbyt wielką wariatką.

Aż przypomniałam sobie.

- Wstajesz o piątej do pracy - powiedziałam o drugiej trzydzieści, po kolejnej sesji naszej aktywności, która, jak poprzednie zakończyła się orgazmami wybijającymi nas ponad znany Świat.

 Tym razem byliśmy pod prysznicem, bo ja byłam w jego, a on w moich sokach, ale tak naprawdę nie chodziło nam o umycie się.

Cokolwiek to było, było wspaniałe.

Ale zaczęłam się martwić.

- Tak - mruknął, wycierając moje włosy ręcznikiem i patrząc na to.

Oboje byliśmy nadzy, jak przez całą noc i nie było nam zimno, ani nie czuliśmy się niekomfortowo.

Jednak poczułam, że powinnam zwolnić, odpocząć i dać mu się przespać.

Nie powiedziałam mu tego, ale poprowadziłam nas do łóżka, ułożyłam się na nim, Alex przykrył nas i ułożyliśmy się do snu (znowu).

Tym razem nie chciałam go budzić aż do piątej.

„Aż”.

O, Boże!

Złapie zaledwie dwie i pół godziny snu przed wyjściem do pracy.

Byłam egoistyczną wariatką.

Nie pomyślałam o nim.

Poczułam jego usta na włosach.

- Księżniczko - powiedział - przecież ja też tego chciałem.

O rany!

Skąd on wiedział, o czym ja myślałam?

Odchyliłam głowę, żeby spojrzeć na niego pytająco.

- Widzę, że jesteś spięta, więc, z tym pytaniem, które zdałaś, myślę, że zaczęłaś się martwić - wyjaśnił mi - A, ponieważ znowu chcesz mnie bronić przed sobą, więc myślisz, że postępowałaś egoistycznie.

O Boże!

To było takie oczywiste?

- Racja - mruknęłam, ale uśmiechałam się, kiedy położyłam policzek na jego klatce piersiowej.

- Śpij, Księżniczko - mruknął do mnie.

- Kocham cię, Alex - mruknęłam.

- Wiem - odmruknął.

A potem oboje zaczęliśmy się odprężać, żeby odpłynąć w sen.

*****

Dwie i pół godziny później

Budzik Alexa obudził nas oboje, więc Alex wstał, wysuwając się spode mnie i pochylając się, żeby dać mi przelotnego buziaka.

Potem leżałam na boku, on wstał, a ja patrzyłam na jego piękny tyłek znikający w drzwiach, kiedy szedł do łazienki.

Podobało mi się to, że mogłam się tak budzić.

Nasza ostatnia aktywność w nocy miała ten jeden plus, że byliśmy oboje świeżo po prysznicu.

Kiedy Alex zniknął w drzwiach i była pewna, że golił się w łazience, wstałam, zarzuciłam jego koszulkę, która leżała na podłodze przy łóżku i poszłam do kuchni.

Przez ponad miesiąc mieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu, a ja cały czas miałam niesprawną rękę, więc to Alex robił wszystkie posiłki, sprzątanie i opiekował się mną.

Chciałam mu się zrewanżować.

Postanowiłam mu przygotować śniadanie, zanim musiałby iść do pracy.

Włączyłam ekspres, wcisnęłam odpowiednie przyciski, żeby robił jednocześnie americano dla Alexa i dla mnie, a potem przeszłam do lodówki.

Wyjmowałam produkty, myśląc o tym, że może nie jestem aż tak wielką wariatką i można by pomyśleć, że to zwykły dzień zwykłej pary.

A potem pomyślałam o tym, że byliśmy parą.

Byliśmy my.

Chociaż nie byłam tego pewna.

Miałam naszykowane tosty do zapiekania, kiedy dotarł do mnie w kuchni całkiem ubrany i z torbą, w której bez wątpienia miał ubrania do przebrania, kiedy wziąłby prysznic po pracy.

Kiedy patrzyłam, jak szedł do mnie, spojrzał na blat kuchenny i zauważył, że przyszykowałam dla niego śniadanie, jego wzrok stał się ciepły i wiedziałam, że dobrze zrobiłam.

Chciał tego, żebym o niego zadbała.

A ja to lubiłam.

Podszedł, kiedy włączyłam opiekacz z ułożonymi tam tostami, objął mnie w pasie i odwrócił do siebie przodem.

- Dziękuję, kochanie - mruknął i schylił się, by pocałować mnie miękko i lekko z zamkniętymi ustami.

Przez całe moje ciało przeszedł ten rozkoszny prąd.

Mogliśmy tak codziennie zaczynać nasze dni.

- Myślałem o tym, że powinienem uwolnić moje mieszkanie - powiedział, kiedy usiadł z kawą przy blacie.

- To znaczy? - spytałam, bo nie wiedziałam, co miał na myśli.

- Mała - mruknął niskim głosem - Sprowadzam się do ciebie.

- To rozumiem - powiedziałam, stawiając przed nim talerz z tostami i opierając się piersiami o jego ramię - Ale co znaczy „uwolnić”.

W jego zielonych oczach błysnęło coś dobrego, zanim odpowiedział.

- To jest moje mieszkanie - powiedział mi - Własność. Więc mogę je sprzedać i na przykład zainwestować w twój dom.

Może?

Zamarłam z rozchylonymi ustami.

Nie pomyślałam nigdy o takiej możliwości.

Nie rozmawialiśmy o naszej przyszłości, o nas, więc nie sądziłam, żebyśmy mogli mieć nasz dom.

A mój dom stałby się taki, jeśli Alex by w niego zainwestował.

Alex znieruchomiał, na jego twarzy nie było widać niczego, żadnego wyraźnego uczucia i patrzył na mnie.

- Sądziłem… - zaczął z wahaniem - że ty też…

Tak!

Omójbosze!

- Tak! - szepnęłam radośnie, nagle przejęta tą wizją - Chcę tego.

Nagle Alex znalazł się przy mnie i mnie pocałował.

Mocno.

Gorąco.

Mokro.

A potem odsunął się odrobinę, patrzył w moje oczy z bardzo bliska i uśmiechał się.

- To będzie nasz dom - powiedział.

- Tak, kochanie - odpowiedziałam, również się uśmiechając - nasz.

Oboje to rozumieliśmy.

Zaczynaliśmy być my.


 

3 komentarze: