Rozdział 11
Sophie
Następnego dnia
Byłam
ubrana w bordową sukienkę prawie do kolan, która może wyglądała na zwykłą
letnią, ale była dość ryzykowna.
Po
pierwsze miała duży, a nawet bardzo duży
dekolt, który trzymał się na moich (przecież niemałych) piersiach tylko dzięki
specjalnym wzmocnieniom wszytym pod stanikiem.
Dekolt
częściowo zasłoniłam dużą, czarną, modernistyczną kolią z koralików gęsto zwisających
łańcuszkami z czegoś w rodzaju obróżki.
Suknia
nie miała rękawków, a jej spódnica była lekko rozkloszowana, co miało mi
umożliwić swobodę ruchu, ale jednocześnie pokazywało uda nie pokazując ich.
To
było po drugie - była bowiem zrobiona ze zwiewnego szyfonu, który miękko
oklejał moje ciało przy każdym ruchu.
Widziałam,
że szczęka Alexa stwardniała, kiedy mnie w niej zobaczył.
Zwłaszcza,
kiedy wstałam i zobaczył, że mam na nogach czarne sandałki na wysokich
szpilkach.
Sukienka
bardzo podkreślała moją talię i biust, więc wiedziałam już wtedy, kiedy ją
kupowałam (za namową mamy), że była niezwykle seksowna.
Teraz
miałam potwierdzenie.
Włożyłam
ją, żeby rozpraszać facetów.
Alex
wyglądał na bardzo zazdrosnego.
O
rany!
Kiedy
jego ojciec po południu przesłał mi SMS’a z wyznaczonym miejscem i godziną
spotkania i postawił w nim swoje warunki, natychmiast poinformowałam o
wszystkim w umówiony sposób agenta Vica.
Podczas
naszej zwyczajowej już, późnej, wieczornej rozmowy przez telefon, opowiedziałam
o tym wszystkim Alexowi.
Więc
i on był w tym miejscu, gdzie mieli mi podłączyć podsłuch.
Kiedy
jeden z agentów rozpiął mi sukienkę na plecach, żeby wsunąć mikrofon i nadajnik,
mina Alexa była wręcz zabójcza.
Wciąż
miałam nadzieję, że we mnie wierzy.
Wyszłam
po krótkim, nerwowym pocałunku Alexa.
Pojechałam
na miejsce taksówką, którą zamówiłam przez telefon, bo jednak w takich wysokich
szpilkach niezbyt wygodnie było prowadzić samochód, a prowadzenie mojego
Raptora w sukience (zwłaszcza krótkiej) było wręcz nieprzyzwoite.
Nie
żeby mnie to obchodziło.
Po
prostu miałam nie zwracać na siebie uwagi.
Więcej.
Poszłam
do budynku biura jego ojca, bo tam miało być spotkanie, recepcjonistka przy
wejściu dała mi przepustkę z bezosobowym uśmiechem i skierowała na odpowiednie
piętro, a tam, przy wyjściu z windy, kolejna recepcjonistka pokierowała mnie do
gabinetu prezesa i stanęłam przed sekretarką.
Lalkowata
blondynka.
A
jakże.
Oceniła
mnie jednym spojrzeniem i, z zawodowym uśmiechem oraz ze starannie pustą
twarzą, wstała, żeby mnie wprowadzić.
-
Panie prezesie, przyszła pani Cammarata - powiedziała, stanęła bokiem, żeby
mnie przepuścić, weszłam i zamknęła za mną drzwi, wycofując się tyłem.
Patrzyłam
na to bokiem, a potem odwróciłam się przodem do okien.
W
wielkim, olbrzymim, nowoczesnym, czarno
srebrnym, zimnym gabinecie byli dwaj mężczyźni.
Nie
wstali ze swoich foteli.
Ojciec
Alexa był z młodym (bardzo młodym, na
pewno młodszym ode mnie) mężczyzną, który nie wyglądał na zachwyconego tym, że
przyszłam.
Prawdę
mówiąc nie wyglądał na zachwyconego tym, że jestem kobietą.
Chyba.
-
Dzień dobry - przywitał mnie Artur Whitman, wreszcie wstając konwencjonalnie,
kiedy się nie ruszyłam od drzwi, i podchodząc w stronę foteli, stojących na
uboczu, przy niskim stoliku w rogu, by wskazać mi jeden, przez położenie na nim
czubków palców i skinienie brodą.
Zdecydowałam
się podejść tam.
-
Pani Sophia Cammarata, oto pan Dick Whiteboard, pani narzeczony - przedstawił -
proszę usiądźcie tutaj, obok siebie.
Artur
Whitman wskazał fotele dłonią i odszedł.
-
Dzień dobry - powiedziałam cicho.
Usiadłam.
-
Dzień dobry - powtórzył sucho po mnie tamten drugi i usiadł w fotelu obok.
Zastanawiałam
się, czy ojciec Alexa jego też czymś szantażuje, ale mężczyzna nie patrzył w
moją stronę i usiadł tak, jakby chciał być jak najdalej ode mnie.
-
Jesteśmy tutaj, żeby podpisać dokumenty, które potwierdzą waszą wolę zawarcia
małżeństwa - powiedział Artur Whitman.
Zagapiłam
się.
Podpisać?
Dick
Whiteboard wziął czerwoną teczkę z dokumentami, która wcześniej leżała na
biurku, a którą teraz Artur Whitman trzymał w ręku, otworzył ją, odwrócił
papiery i złożył zamaszysty podpis w jednym miejscu, nie czytając niczego.
Zamknął
teczkę i oddał ojcu Alexa.
-
Arturze, kiedy już się znamy, podpisałem, czy mogę iść - mruknął tamten,
zaskakując mnie jak cholera.
-
Oczywiście, mój drogi - powiedział pan Whitman bardzo łagodnym głosem, jak do
dziecka lub… kochanka - Jeśli chcesz. Ja wszystko załatwię.
O,
cholera!
Mama
Alexa mówiła, że jej mąż lubił młode kobiety, ale coś takiego?
Wstali,
nie zaszczyciwszy mnie ani jednym spojrzeniem lub słowem.
Postawiłam
moją czarną, starannie dobraną i przygotowaną przez agentów, torebkę
naprzeciwko siebie na stoliku tak, aby zamknięcie było skierowane w stronę
drzwi, dokąd poszli.
Nie
odwróciłam się.
Ja
słyszałam tylko cichy pomruk rozmowy, ale inni musieli słyszeć.
-
Do widzenia - usłyszałam, więc zaczęłam się odwracać i podnosić, ale zanim
dokończyłam, dobiegł mnie dźwięk zamykanych drzwi, więc opadłam z powrotem na
fotel.
Ojciec
Alexa wrócił do mnie i usiadł naprzeciwko.
-
Tak się zastanawiałam - zaczęłam cicho - czym pan go szantażuje, ale wyglądało
mi to na coś innego.
-
Proszę, proszę jaka mądrala - zaszydził Artur Whitman.
A
potem nagle przeszedł na ty i dodał niedbale - Tak, masz rację. Dick jest mi
bliski. To syn jednej z pierwszych moich kochanek.
Nagle
przeszło mi przez myśl:
Jego syn?
Nie
zapytałam.
Popatrzyłam
na niego, oceniając ile mogę to popchnąć.
-
Dobijmy targu… - zaczęłam - zapłacę panu, żeby uzyskać pewność, że posiadane
przez pana materiały nie opuszczą ponownie źródła, z którego pochodzą.
-
Nie zrozumiałaś mnie, moja droga - ojciec Alexa potrafił mówić bardzo zimno - Nie masz żadnej karty przetargowej. Ja trzymam
wszystkie asy.
-
Blefuje pan - mruknęłam.
-
Chcesz mnie sprawdzić? - prawie się śmiał.
-
Tak - szepnęłam, ale nie brzmiałam pewnie i wiedziałam o tym.
-
Dobrze - Artur Whitman wstał, podszedł do swojego wielkiego, czarnego biurka
wolnym krokiem, otworzył jedną z szuflad i wyjął laptop.
Wodziłam
za nim wzrokiem bez słowa.
Podszedł
swobodnie z powrotem do mnie, postawił niedbale laptop na stoliku przede mną i
otworzył go, patrząc na mnie, a nie na niego.
Na
wierzchu klawiatury leżały lekko rozrzucone wachlarzowato zdjęcia, kilka, wszystkie
czarno białe, formatu A4.
Na
rozświetlającym się ekranie pojawiły się pliki, które wyglądały na wyciągi z dokumentów.
To
co było na ekranie nie było ważne, bo dotyczyło mnie.
Nie
sprawdzałam, czy to szkoła, sąd, poprawczak, psychiatra.
Bo
to było gówno.
Tym
na zdjęciach był mój, wówczas siedmioletni, młodszy brat.
Vito.
Poczułam
skurcz żołądka tak silny, że o mało nie zwróciłam.
Uspokój się,
Sophie.
Skup się.
Pozwoliłam,
żeby moje ręce drżały, kiedy wyciągnęłam jedną, by dotknąć czubkami palców do
zdjęcia.
Zamknęłam
oczy, a przez moją twarz przeszedł skurcz.
-
T-to jest z Internetu? - szepnęłam z bólem w głosie.
-
Och, nie - powiedział ojciec Alexa bardzo zadowolonym tonem - Ale może się tam
znaleźć, jak nie będziesz posłuszna. Kupiłem od tych trzech idiotek.
Otworzyłam
oczy, ale starałam się nie patrzeć na to, co było na stoliku.
Zacisnęłam
usta.
Wyprostowałam
się trochę, zbierając siły, a on patrzył na mnie uważnie.
-
Widzisz, tak lepiej - powiedział zimnym tonem - Dobrze. Dobijmy targu. Mam
przygotowane dokumenty, które musisz podpisać, żeby wasze zaręczyny stały się
faktem. To intercyza, w której zrzekasz się praw do swojego majątku, jeśli twój
przyszły mąż uzna cię za niegodną siebie, nawet jeśli to się stanie przed
ślubem.
-
Co? - wydusiłam.
-
A czego się spodziewałaś? - mówił, patrząc na mnie pogardliwie - Wystroiłaś się
jak dziwka i myślałaś, że go zdobędziesz. Ale, do twojej wiadomości, on woli
mężczyzn, a ja wolę młodsze.
Wargi
mi drżały, więc je zagryzłam, spuściłam wzrok na kolana i zdecydowałam się na
urazę.
-
Nie jestem stara - mruknęłam.
-
Młodsze! - podkreślił ponownie z
pogardą w głosie - Niewinne, bez tej kokieterii, nie zepsute.
-
Och - westchnęłam niby oszołomiona.
Poczuł
się pewnie i było to widać w jego postawie i wyrazie twarzy, a dodatkowo
pogardzał mną.
To
było moje wejście.
Moja
szansa.
-
Nie ma pan łatwo. Nie da się znaleźć takich - mruknęłam niby do siebie, bez
oczekiwania na odpowiedź.
Odpowiedział.
Zadufany,
pewien siebie.
Na
szczęście.
-
Och, nie masz pojęcia, ile można, jak
się ma takie pieniądze, jak ja mam. Mój głupi syn tego nie docenia. A ja mogę wszystko. Nawet kupić córkę od rodziców,
kiedy nie mają pieniędzy na inne rzeczy.
Zatrzymałam
oddech i podniosłam na niego oczy w kompletnym szoku.
-
Jak będziesz grzeczna, to mogę cię zaprosić na taką sesję - dodał z obleśnym
wyrazem twarzy.
Postarałam
się nie pokazywać obrzydzenia.
-
W Stanach? - szepnęłam z przerażeniem - To niemożliwe.
-
Ależ możliwe, moja droga - zaśmiał się - Z moimi
pieniędzmi wszystko jest możliwe. Jeden telefon i cię umówię.
-
Ja… - przełknęłam ślinę - nie wierzę - dokończyłam szeptem.
-
Dobrze - powiedział dziwnym tonem - załatwię to, jak tylko podpiszesz te
papiery. Nawet chętnie. Chciałbym to zobaczyć.
Złapał
teczkę z dokumentami, która leżała na stoliku.
Podał
mi ją, a ja ją wzięłam w drżącą rękę i otworzyłam.
Spojrzałam
i zaczęłam czytać.
Był
tam bardzo szczegółowo spisana intercyza, rozpoczynająca się moim pełnym
imieniem i nazwiskiem.
W
tym czasie ojciec Alexa podniósł swój laptop i zaczął czegoś szukać.
-
Dlaczego pan to robi? - szepnęłam z bólem.
Spojrzał
na mnie kątem oka.
-
Prawdę mówiąc, dziwko, nie obchodzisz mnie ty, ani twój brat idiota - rzucił z
pogardą - Jesteśmy sami, więc mogę ci powiedzieć. Chcę, żeby mój głupi syn
cierpiał. Zdradził mnie i zasłużył na to. Ta suka, jego matka też, za to, że
mnie zostawiła. A jak on będzie cierpiał, ona też będzie.
-
Ale, Alex mnie… - zaczęłam.
-
Znam go - przerwał mi Artur Whitman - Zadurzył się w tobie. Pociągasz go. Możesz
udawać albo myśleć, że go odepchnęłaś, ale on wkrótce postara się znaleźć drogę
do ciebie. I wtedy musisz być zajęta. Bardzo. A widzę, że łatwo będzie zrobić z
ciebie kurwę.
-
Co? - wypchnęłam znowu niedowierzając.
Modliłam
się w myślach Alex nie słuchaj go, wierz
we mnie.
-
Podpisz - warknął ojciec Alexa
niespodziewanie ostro.
Podskoczyłam,
a potem powoli wzięłam długopis do ręki i otworzyłam dokumenty na ostatniej
stronie.
Napisałam
tam, zamknęłam je i położyłam na nich dłoń z długopisem.
Artur
Whitman popatrzył na mnie bardzo zadowolony, wyjął telefon komórkowy i wybrał
numer.
-
Ian - rzucił do niego, nie patrząc na mnie - mam coś dla ciebie.
Odwrócił
się do mnie bokiem i założył nogę na nogę.
-
Tak, nada się - słuchał i uśmiechał się pogardliwie - możesz z nią zrobić, co
tylko zechcesz, zgodzi się na wszystko.
Słuchał
przez chwilę, zaśmiał się szyderczo i pożegnał się krótkim Cześć.
A
potem rozłączył się i spojrzał znowu na ekran swojego laptopa.
-
Zobacz, co tu mam dla ciebie - odwrócił go do mnie, a ja, jak to zobaczyłam, pomyślałam,
że zwymiotuję.
Na
zdjęciach drobna, mała dziewczynka, może czternasto-, może piętnastoletnia,
leżała naga między kilkoma nagimi, starszymi mężczyznami.
Jednym
z nich był mój rozmówca.
Nie
wyglądał tak dystyngowanie, był obleśny.
-
O Boże - szepnęłam - To okropne. Biedne dziecko.
-
Już nie takie biedne - powiedział Artur Whitman, najwyraźniej chcąc się
pochwalić jaką ma władzę i ile pieniędzy, bo nadal wyszukiwał czegoś w swoim
laptopie.
W
tej właśnie chwili za drzwiami usłyszeliśmy zamieszanie.
Ojciec
Alexa odstawił laptop na stolik i zamknął go (ale nie wyłączył).
Podniesiony
głos sekretarki zabraniał wejścia komuś, kto się tego domagał bardzo
zdecydowanie, a potem drzwi otworzyły się i weszli mężczyźni.
Jako
pierwszy agent Vice, z wyciągniętą ręką, w której trzymał legitymację,
przedstawiający się zdecydowanym tonem.
-
Arturze Whitman, jest pan aresztowany… - usłyszałam, ale nie słuchałam.
Za
kolejnymi dwoma mężczyznami, których znałam od chwili, kiedy zakładali na mnie
podsłuch, wszedł Alex.
Był
blady i miał zaciśnięte usta, ale patrzył tylko na mnie.
O
Boże!
*****
Alex
Godzinę później
Siedzieli
w pomieszczeniu, do którego zabrali ich agenci po aresztowaniu Artura Whitmana,
pomieszczeniu, w którym Alex musiał znowu patrzeć, jak obcy facet rozpina
sukienkę Sophie, żeby zdjąć z niej podsłuch.
Wkurzało
go to.
Sophie
patrzyła na niego, jakby bała się tego, co sobie o niej pomyślał, a on był w
stanie myśleć wyłącznie o tym, jaka była odważna.
Narażała
się.
-
Alex - szepnęła Sophie niepewnym głosem - Porozmawiaj ze mną.
Chciał.
Chryste
Wszechmogący, jak bardzo chciał jej
to powiedzieć.
Ale
nie wiedział jak.
Patrzył
na nią, zbierał się i już miał się odezwać, kiedy drzwi pomieszczenia otworzyły
się i wszedł agent Vice, spojrzał na nich i skinął głową.
-
Możecie jechać - powiedział, a potem podszedł do Sophie i podał jej dokumenty -
Sophie, to było odważne, chociaż niezbyt mądre.
-
Co? - wyrzucił z siebie Alex ze zdziwieniem.
-
Cóż - Vice uśmiechnął się krzywo - Niech sama panu pokaże.
Sophie
podeszła do Alexa, wysunęła w jego stronę czerwoną teczkę z dokumentami i
machnęła nią z dziwną, jakby zakłopotaną miną.
-
Nie mogłam się powstrzymać - wymamrotała.
Alex
otworzył dokumenty, spojrzał, zobaczył intercyzę, którą jego ojciec zmusił
Sophie, żeby podpisała, ale nie zrozumiał.
-
Ostatnia strona - mruknął agent, a Sophie zaczerwieniła się, spojrzała na
podłogę i zagryzła bok wargi.
Alex
zdumiał się, bo nie sądził, że Sophie umiała się rumienić.
Otworzył
dokumenty na ostatniej stornie i spojrzał na podpis Sophie.
Kurwa!
Nie
było podpisu Sophie.
Napisała
Pieprz się.
Jego
Sophie.
Była wojowniczką.
Nawet,
jak wszyscy myśleli, że się poddała, ona walczyła.
Była
cudowna.
Alex
poczuł, że ogarnia go radosny śmiech i nie miał zamiaru, więc nie opanował go,
kiedy podchodził do Sophie.
Śmiejąc
się w głos, wziął ją w ramiona, a potem, patrzył, jak jej oczy rozjaśniają się z
ulgą, kiedy pochylił się do niej i pocałował ją.
-
Jedźmy do domu - mruknął, kiedy wreszcie odsunął się odrobinę i tylko ją
trzymał w swoich ramionach.
-
Okej - szepnęła i odeszła pół kroku od niego.
Nie
dalej, bo złapała go za rękę i odwróciła się do agenta Vica.
-
Dziękujemy za pomoc - powiedziała do niego.
-
Skontaktuję się z wami, jak będziemy mieli informacje, albo jak będziemy
jeszcze czegoś potrzebowali - powiedział agent - Na razie to wszystko. Sądzę,
że powinniście mieć spokój. Media nie będą nic wiedziały. Trochę namieszamy.
-
Och - szepnęła Sophie, jakby o tym nie pomyślała.
A
Alex był wdzięczny.
Dla
spokoju jego matki było ważne, żeby większość z tego nie przedostała się do
opinii publicznej.
Więc
uścisnął dłoń faceta, wymamrotał swoje pożegnanie i wyprowadził Sophie za
drzwi.
Zostali
pokierowani korytarzem w stronę wyjścia, a potem odtransportowani do samochodu Alexa.
Na
parkingu Sophie stanęła niezdecydowana.
-
Przyjechałam taksówką - wyjaśniła mu.
-
Dobrze - mruknął Alex i podszedł do niej, pchnął jej plecy i skierował ją do
drzwi swojego Mustanga.
Patrząc
na niego niepewnie i zagryzając bok wargi, schyliła się, złapała dół sukienki
oburącz i wślizgnęła się na siedzenie pasażera.
Jechali
nie odzywając się, a Alex spieszył się, nie przejmując się ograniczeniami
prędkości.
Czuł
na sobie jej wzrok.
Zawiózł
ich do jej mieszkania, zaparkował na parkingu dla mieszkańców, wysiadł
mamrocząc poczekaj i przeszedł do jej
drzwi.
Zaczekała
na niego.
Otworzył
jej, podał jej rękę, schwyciła ją i pomógł jej wysiąść.
Przyciągnął
ją do siebie blisko i spojrzał jej w oczy, więc zobaczył, że są ciemne i oczekujące,
kiedy oparła się dłońmi o jego klatkę piersiową.
Miał
na sobie tylko zielony t-shirt i bojówki, bo dzień był gorący, więc czuł jej giętkie,
wysportowane ciało obok siebie bardzo mocno i podniecająco.
Sięgnął
za nią, odsunął ją odrobinę, zamknął drzwi Mustanga i zapikał w zamki, a potem
szarpnął jej ręką, żeby szybko pociągnąć ją do schodów i w górę do jej
mieszkania.
Biegła
za nim, nie opierając się.
Na
galerii nie było nikogo.
Otworzył
jej drzwi swoim kluczem, weszli i zamknął je z powrotem.
Stała
tam, patrzyła na niego i lekko dyszała przez rozchylone wargi.
-
Sypialnia - mruknął, a ona odwróciła się i prawie pobiegła w tamtą stronę.
Poszedł
za nią.
Kiedy
wszedł do sypialni, stała już przy łóżku, plecami do materaca, patrzyła na
niego oczami ciemnymi z podniecenia i dyszała.
Cholera,
jaka ona była piękna.
-
Nienawidzę tej sukienki - powiedział jej, chociaż tak naprawdę nie nienawidził,
uważał, że była seksowna.
-
Ja też - odparła i zakręciła się, żeby podejść do komody.
Otworzyła
szufladę, wyciągnęła coś i podeszła do niego.
Podała
mu… nożyczki.
-
Zrób to - powiedziała, a on poczuł, jak jego kutas, prawie twardy od cholernie
odległej w czasie chwili, kiedy Alex pierwszy raz zobaczył ją w tej sukience i
tych butach, drgnął i zaczął pulsować.
Więc
wziął nożyczki z jej ręki, złapał palcami jednej dłoni za dekolt między jej
piersiami, a drugą trzymając nożyczki ostrzem do dołu, wsunął je tam rozwarte i
zaczął ciąć, patrząc cały czas prosto w jej oczy.
Obie
ręce trzymała sztywno przy bokach, patrzyła prosto w jego oczy bez mrugania i
oddychała coraz ciężej, prawie jęcząc.
Przeciął
materiał do końca szwu, rzucił nożyczki na łóżko, mocno schwycił brzegi
materiału obiema dłońmi i szarpnął.
Rozdarł
się do talii, gdzie był kolejny szew.
Ciało
Sophie szarpnęło się w jego stronę, ale nadal patrzyli sobie w oczy i nie
dotykali się.
Jej
usta utworzyły na sekundę idealne „O”.
Stała
nieruchomo, kiedy sięgnął za nią, wziął nożyczki ponownie z łóżka i przeciął
materiał w pasie sukienki do dołu.
Potem
powtórzył szarpnięcie, tym razem materiał puścił prawie do dołu spódnicy, a
Sophie głośno jęknęła.
Odrzucił
nożyczki na podłogę.
Alex
zsunął resztki sukienki z ramion Sophie, zabierając po drodze ramiączka
stanika, a potem sięgnął do jej pleców i rozpiął go, by obnażyć jej piersi i
wszystko zsunęło się na podłogę.
Sięgnął
oburącz za szyję Sophie, aby rozpiąć jej kolię i ją również rzucił na podłogę
obok nich.
Została
w samych majtkach i butach.
Alex
popchnął ją na łóżko tak, żeby usiadła, a potem ściągnął swoją koszulkę i buty,
przydeptując pięty palcami.
Kiedy
stał przed nią w bojówkach, spojrzał na nią z góry i rozkazał cicho:
-
Weź go.
Nie
zwlekała ani sekundy.
Rozpięła
go w mgnieniu oka.
Spragniona.
Zdjęła
jego spodnie i bokserki, a potem zaczęła lizać i ssać jego kutasa zachłannie,
jakby nie mogła się tego doczekać dokładnie tak samo, jak on nie mógł doczekać
się tego, żeby znaleźć się w niej.
Kurewsko
fantastycznie.
Położył
rękę na jej włosach, przechylił głowę i patrzył, jak go pochłaniała.
Ale
nie wytrzymał długo i pochylił się, żeby wyjść ze swoich bojówek i bokserek,
kiedy wydawał jej kolejny rozkaz.
-
Połóż się na plecach, zdejmij majtki i rozłóż się dla mnie.
Zrobiła
to błyskawicznie i Alex równie szybko wszedł między jej nogi, żeby zanurzyć
się, poczuć jej gorącą, gościnną ciasnotę, która była dla niego.
Wbił
się gwałtownie, wchodząc od razu do końca.
Pieprzył
ją szybko i mocno, gwałtownie biorąc to, co ona mocno i namiętnie dawała mu,
wypychając biodra w jego stronę.
Zbudowało
się to szybko i wysoko.
Tak
jak robili to często i zawsze uwielbiali robić.
A
potem oboje wybuchli, jęcząc swoje imiona w swoje usta.
Kiedy
leżał na niej, uspokajali swoje oddechy, a on ją pieścił ustami po szyi,
dekolcie i ramionach usłyszał to, czego do tej pory nie mógł sam powiedzieć.
-
Kocham cię - wyszeptała do jego ucha.
Zamarł
i podniósł głowę, by spojrzeć w jej oczy.
Przesunęła
dłoń na jego szczękę.
-
Kocham cię, Alex - szepnęła znowu, tym razem patrząc w jego oczy.
-
Ja też cię kocham, Sophie - powiedział do niej i, pieprzyć go, zobaczył w jej
oczach łzy.
Pochylił
się i zaczął ją całować mokro, długo i namiętnie, czując, jak jego kutas w niej
reaguje na tę pieszczotę.
-
Jak na kobietę, która jest taka wojownicza… - powiedział, kiedy się trochę
odsunął - bardzo dużo płaczesz.
Objęła
jego biodra udami i poczuł szpilki wbijające mu się w pośladki.
-
To mnie szybko wypieprz, żebym nie mogła płakać - warknęła zachęcająco.
Nie
miał nic przeciwko temu.
Uniósł
jej nogi, trzymając obie w kostkach, rozkładając je szeroko i jechał.
*****
-
Wiesz, muszę ci coś powiedzieć - mruknęła Sophie do Alexa, kiedy siedzieli,
oparci o stertę poduszek przy wezgłowiu jej łóżka, z opartym o jego brzuch
pudełkiem lodów, z którego oboje jedli łyżkami.
To
było po ich drugim orgazmie i krótkim odpoczynku, kiedy Alex zdecydował, że
powinni się wzmocnić porcją lodów, więc poszedł po nie nago do kuchni, a Sophie
patrzyła na to i było widać, że podobało jej się to, co oglądała.
-
Tak? - spytał, oblizując lody, które kapały z jego łyżki.
-
Po tamtej sprawie z Vito - zaczęła niepewnym głosem, ale nadal dłubała łyżką w
lodach - Nie miałam przyjaciółek. Nigdy. Wolałam towarzystwo chłopaków. Mogli
się bić, ale nie byli fałszywi.
-
Możesz się mylić - mruknął Alex.
Sophie
spojrzała na niego i uśmiechnęła się samymi oczami, po czym powiedziała łagodnie
- Wiem.
-
Mama była moją jedyną przyjaciółką - dodała.
-
Mała - mruknął Alex, ale ona nie potrzebowała tego.
Nie
teraz.
I
wiedział o tym, kiedy ciągnęła dalej.
-
Wtedy, jak mówiłeś o Angeli - spytała, ale to było i nie było pytanie, więc
tyko skinął głową - Więc. Paul nie akceptował tego, jaka jestem, jaka byłam.
Nie lubił mojej pracy. Mojej pasji. Mojego temperamentu. Według niego kobieta
powinna czekać, aż mężczyzna zechce coś zrobić i nie wykazywać inicjatywy w
seksie.
Alex
zamarł, ale słuchał jej uważnie.
-
Uważał, że jestem za mało kobieca - mówiła Sophie, po czym oblizała łyżkę z
lodów - bo lubiłam chodzić w spodniach. Nie miałam ani jednej sukienki. Nie
nosiłam szpilek. Próbowałam się dostosować, bo myślałam, że coś ze mną było nie
tak. Moja mama zabrała mnie na zakupy, kiedy się zaręczyliśmy, żebym mogła stać
się taka, jaką mnie chciał. To ona kupiła mi te wszystkie sukienki.
-
Sophie - mruknął, ale ona potrzasnęła głową.
-
Nie, Alex, posłuchaj mnie - powiedziała - To, że Stephanie została moją przyjaciółką
tylko po to, żeby go zdobyć, że on się z nią zszedł i przeleciał ją wtedy, to
było jak objawienie. Bolało, głównie ich zdrada. Nie mogłam potem nikomu
zaufać. Ale jednocześnie coś zrozumiałam.
Podniosła
na niego oczy i widział, że przebolała to.
Kurwa,
ale to było dobre.
Wreszcie
jasno zobaczył, że Sophie przeszła nad tym i nie dotykało jej to.
-
Zrozumiałam wtedy, że nie mogę być taka, jaką chcą mnie inni - wyjaśniła mu -
Ale nadal myślałam, że nie ma na świecie nikogo, kto by to zrozumiał i mógł mnie
przyjąć taką, jaka jestem.
-
Kochanie - mruknął - myślę, że wiesz, że ja to rozumiem.
-
Taaa - mruknęła i oparła się o niego łyżką, więc poczuł na swojej piersi zimno
i lepkość lodów - Myślę, że rozumiesz.
Popatrzył
przez sekundę w jej ciepłe oczy.
-
A teraz - powiedział jej - powinnaś mnie wyczyścić z tych lodów.
Zobaczył,
że oczy jej się śmieją, a potem włożyła łyżkę do pudełka, które odstawił na
stolik nocny i zaczęła go lizać.
Zaczęła
od jego klatki piersiowej, ale nie poprzestała na niej.
Więc
skończyło to się tak, że lody ich rozgrzały.
Znowu.
*****
Sophie
Nie
miałam go dość.
Po
tylu nocach, przespanych z dala od siebie, oboje czuliśmy ten niedosyt.
Więc
układaliśmy się do snu i budziliśmy po godzinie lub dwóch, żeby znowu się sobą
sycić.
W
środku tego zjedliśmy jakieś kluski, które wyciągnęłam z lodówki i odgrzałam w
mikrofalówce w pudełku.
Jedliśmy
je bezpośrednio z niego, dwoma widelcami, schylając się głowa przy głowie,
całując i karmiąc wzajemnie.
Kochałam
to.
To
było szalone i dzikie.
Alex
wydawał się być tym zauroczony tak samo jak ja.
Miałam
tylko nadzieję, że rano nie ocknie się i nie stwierdzi, że byłam zbyt wielką
wariatką.
Aż
przypomniałam sobie.
-
Wstajesz o piątej do pracy - powiedziałam o drugiej trzydzieści, po kolejnej
sesji naszej aktywności, która, jak poprzednie zakończyła się orgazmami
wybijającymi nas ponad znany Świat.
Tym razem byliśmy pod prysznicem, bo ja byłam
w jego, a on w moich sokach, ale tak naprawdę nie chodziło nam o umycie się.
Cokolwiek
to było, było wspaniałe.
Ale
zaczęłam się martwić.
-
Tak - mruknął, wycierając moje włosy ręcznikiem i patrząc na to.
Oboje
byliśmy nadzy, jak przez całą noc i nie było nam zimno, ani nie czuliśmy się
niekomfortowo.
Jednak
poczułam, że powinnam zwolnić, odpocząć i dać mu się przespać.
Nie
powiedziałam mu tego, ale poprowadziłam nas do łóżka, ułożyłam się na nim, Alex
przykrył nas i ułożyliśmy się do snu (znowu).
Tym
razem nie chciałam go budzić aż do piątej.
„Aż”.
O,
Boże!
Złapie
zaledwie dwie i pół godziny snu przed wyjściem do pracy.
Byłam
egoistyczną wariatką.
Nie
pomyślałam o nim.
Poczułam
jego usta na włosach.
-
Księżniczko - powiedział - przecież ja też tego chciałem.
O
rany!
Skąd
on wiedział, o czym ja myślałam?
Odchyliłam
głowę, żeby spojrzeć na niego pytająco.
-
Widzę, że jesteś spięta, więc, z tym pytaniem, które zdałaś, myślę, że zaczęłaś
się martwić - wyjaśnił mi - A, ponieważ znowu chcesz mnie bronić przed sobą,
więc myślisz, że postępowałaś egoistycznie.
O
Boże!
To
było takie oczywiste?
-
Racja - mruknęłam, ale uśmiechałam się, kiedy położyłam policzek na jego klatce
piersiowej.
-
Śpij, Księżniczko - mruknął do mnie.
-
Kocham cię, Alex - mruknęłam.
-
Wiem - odmruknął.
A
potem oboje zaczęliśmy się odprężać, żeby odpłynąć w sen.
*****
Dwie i pół godziny
później
Budzik
Alexa obudził nas oboje, więc Alex wstał, wysuwając się spode mnie i pochylając
się, żeby dać mi przelotnego buziaka.
Potem
leżałam na boku, on wstał, a ja patrzyłam na jego piękny tyłek znikający w
drzwiach, kiedy szedł do łazienki.
Podobało
mi się to, że mogłam się tak budzić.
Nasza
ostatnia aktywność w nocy miała ten jeden plus, że byliśmy oboje świeżo po
prysznicu.
Kiedy
Alex zniknął w drzwiach i była pewna, że golił się w łazience, wstałam,
zarzuciłam jego koszulkę, która leżała na podłodze przy łóżku i poszłam do
kuchni.
Przez
ponad miesiąc mieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu, a ja cały czas miałam
niesprawną rękę, więc to Alex robił wszystkie posiłki, sprzątanie i opiekował
się mną.
Chciałam
mu się zrewanżować.
Postanowiłam
mu przygotować śniadanie, zanim musiałby iść do pracy.
Włączyłam
ekspres, wcisnęłam odpowiednie przyciski, żeby robił jednocześnie americano dla
Alexa i dla mnie, a potem przeszłam do lodówki.
Wyjmowałam
produkty, myśląc o tym, że może nie jestem aż tak wielką wariatką i można by
pomyśleć, że to zwykły dzień zwykłej pary.
A
potem pomyślałam o tym, że byliśmy parą.
Byliśmy
my.
Chociaż
nie byłam tego pewna.
Miałam
naszykowane tosty do zapiekania, kiedy dotarł do mnie w kuchni całkiem ubrany i
z torbą, w której bez wątpienia miał ubrania do przebrania, kiedy wziąłby
prysznic po pracy.
Kiedy
patrzyłam, jak szedł do mnie, spojrzał na blat kuchenny i zauważył, że
przyszykowałam dla niego śniadanie, jego wzrok stał się ciepły i wiedziałam, że
dobrze zrobiłam.
Chciał
tego, żebym o niego zadbała.
A
ja to lubiłam.
Podszedł,
kiedy włączyłam opiekacz z ułożonymi tam tostami, objął mnie w pasie i odwrócił
do siebie przodem.
-
Dziękuję, kochanie - mruknął i schylił się, by pocałować mnie miękko i lekko z
zamkniętymi ustami.
Przez
całe moje ciało przeszedł ten rozkoszny prąd.
Mogliśmy
tak codziennie zaczynać nasze dni.
-
Myślałem o tym, że powinienem uwolnić moje mieszkanie - powiedział, kiedy
usiadł z kawą przy blacie.
-
To znaczy? - spytałam, bo nie wiedziałam, co miał na myśli.
-
Mała - mruknął niskim głosem - Sprowadzam się do ciebie.
-
To rozumiem - powiedziałam, stawiając przed nim talerz z tostami i opierając
się piersiami o jego ramię - Ale co znaczy „uwolnić”.
W
jego zielonych oczach błysnęło coś dobrego, zanim odpowiedział.
-
To jest moje mieszkanie - powiedział
mi - Własność. Więc mogę je sprzedać i na przykład zainwestować w twój dom.
Może?
Zamarłam
z rozchylonymi ustami.
Nie
pomyślałam nigdy o takiej możliwości.
Nie
rozmawialiśmy o naszej przyszłości, o nas,
więc nie sądziłam, żebyśmy mogli mieć nasz
dom.
A
mój dom stałby się taki, jeśli Alex by w niego zainwestował.
Alex
znieruchomiał, na jego twarzy nie było widać niczego, żadnego wyraźnego uczucia
i patrzył na mnie.
-
Sądziłem… - zaczął z wahaniem - że ty też…
Tak!
Omójbosze!
-
Tak! - szepnęłam radośnie, nagle przejęta tą wizją - Chcę tego.
Nagle
Alex znalazł się przy mnie i mnie pocałował.
Mocno.
Gorąco.
Mokro.
A
potem odsunął się odrobinę, patrzył w moje oczy z bardzo bliska i uśmiechał
się.
-
To będzie nasz dom - powiedział.
-
Tak, kochanie - odpowiedziałam, również się uśmiechając - nasz.
Oboje
to rozumieliśmy.
Zaczynaliśmy
być my.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńUwielbiam ich ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuń