czwartek, 5 maja 2022

13 - Dobry tydzień

 

Rozdział 13

Dobry tydzień  

Sophie

 

 

 

Tydzień później

- Sammy, do kurwy nędzy, przytargaj tutaj natychmiast to swoje leniwe dupsko! - wrzasnęłam wściekle przez drzwi na mojego faceta od brudnej roboty, który z innymi facetami zrobił sobie przerwę na lunch.

Byłam sfrustrowana.

Byłam zła.

Byliśmy na budowie Domu-Skały i właśnie sprawdzałam, czy chłopaki dobrze wstawili kątowniki do zamocowania płyt gipsowo kartonowych, za które mieli wdmuchiwać izolację cieplną, między wewnętrzną a zewnętrzną warstwę ścian, więc dość istotne było precyzyjne rozmieszczenie pasujących do siebie elementów.

Oczywiście, spieprzyli.

Cały ostatni tydzień był raczej dobry, chociaż można było powiedzieć, że miał swoje wzloty i upadki.

Wzlotów było, szczęśliwie, więcej.

Następnego dnia po mojej (według mnie udanej) rozmowie z przyjaciółmi, opowiedziałam Alexowi o Marii i spytałam go, czy zechciałby pojechać ze mną na spotkanie, żeby ją poznać.

Zgodził się, bo był, jak zawsze, zainteresowany każdym, kto kiedykolwiek był w moim życiu i mógł mu o mnie opowiedzieć.

Nie dziwiłam się.

Ja chciałam tego samego.

Zadzwoniłam do mojej dawnej opiekunki i znowu długo rozmawiałyśmy.

Opowiedziałam jej wszystko dobre, co mnie spotkało w ciągu tych kilku tygodni i sama musiałam przyznać, że trochę się tego nazbierało.

Maria wydawała się być zadowolona, że z nią rozmawiałam.

Po rozłączeniu się pomyślałam, że nigdy wcześniej z nią tak naprawdę nie rozmawiałam, ale przecież z nikim nie rozmawiałam.

Najwyżej z moją mamą.

Umówiłam się z Marią na spotkanie u niej w domu w następnym tygodniu, ale nie ukrywałam tego, że byłam zestresowana.

Maria wiedziała o mnie bardzo dużo, bo ratowała mnie z licznych opresji w tamtych dobrych dniach, kiedy jako jeszcze-wciąż-nastolatka wracałam do domu w środku nocy.

Maria również była jedyną osobą w naszym domu, w naszej rodzinie, która nigdy nie lubiła Paula.

Ale kochała mnie.

Opowiedziałam Alexowi o tej rozmowie przez telefon i umówionym podczas niej spotkaniu u Marii być może w nieodpowiedniej chwili, bo wysiadaliśmy wtedy z jego Mustanga, żeby pójść do apartamentu jego mamy na późny lunch.

Alex miał dzień wolny od pracy.

Był poniedziałek, a ja szybko sprawdziłam, co się działo na budowie z samego rana (chłopaki zakładali podłogi).

Moje paplanie wynikało z mojego zdenerwowania.

Miałam wtedy być pierwszy raz w mieszkaniu Juliet, a chociaż byłam go bardzo ciekawa i nie pierwszy raz się spotykałyśmy, nadal to był pierwszy raz.

U niej.

Polubiłam mamę Alexa.

Lubiłam jej styl.

Juliet uprzedziła mnie co prawda, że to nie ona decydowała o głównym wystroju wnętrza i otoczenia, ale nadal wiedziałam, że nie mogłaby żyć w miejscu nudnym i typowym.

Oczekiwałam czegoś interesującego.

Nie zawiodłam się.

W okolicy było kilka kondominiów.

Niektóre były w starych fabrykach, więc apartamenty tam były loftami.

Ten był nowy.

Stanowił „plombę”.

Budynek był czteropoziomowy, prostokątny, niby bez fantazji, ale pierwszy poziom był przemyślany i bardzo dobrze wykorzystany na parking, garaże, biura, sklepy i usługi.

Był także ciekawie wyodrębniony ciemną, klinkierową elewacją.

Apartamenty w tym kondominium były niewielkie: zaledwie z jedną, dwiema lub trzema sypialniami.

Windy były szerokie, dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych.

Hall recepcyjny, w którym siedział konsjerż, był ciekawie urządzony w szarościach i czerni, a drogę do nich i drzwi wind pomalowano na czerwono.

Juliet zajmowała apartament z dwiema sypialniami.

Kiedy weszliśmy, już za progiem zachwycił mnie dobór kolorów.

Korytarz był szaro lawendowy z dużym lustrem i jasno zielonymi szafkami, częściowo wbudowanymi w ściany.

Ściany salonu były jasno szare, jednolite i stanowiły doskonałe tło dla jaskrawych detali w dodatkach i na meblach.

Dominował w nich ciemno szary, filetowy w różnych odcieniach, kremowy i jasno żółty, z pojedynczymi elementami w ostrej zieleni (właściwie limonki).

Meble miały bazy z chromowanego, matowego metalu lub z jasnego drewna i były modernistyczne w kształtach, chociaż miękkie.

Bardzo podobała mi się niezwykła kolekcja autentycznych malowideł na ścianach i oryginalne, powyginane, różnobarwne wazony, które stały wszędzie na komodach i stolikach.

Wypytywałam ją gdzie zdobyła takie dodatki, a ona podawała mi chętnie adresy sklepów.

Obrazy podobno dostała od Alexa.

Uśmiechnęłam się na tę informację do niego, ale wydawał się być spięty.

Opowiedziałam Juliet o Soniji, chociaż nadal nie odwiedziłam jej sklepu z meblami, ani nie rozmawiałam z Soniją o zdobywaniu nietypowych mebli do nietypowych wnętrz.

Ponieważ mama Alexa miała laptop na komodzie w salonie, przypomniałam sobie i opowiedziałam jej o swojej stronie internetowej, którą zrobiła dla mnie Sandra.

Wtedy odezwał się Alex.

- Hej - powiedział z urazą w głosie - a mnie o tym nie wspomniałaś.

- Och - zreflektowałam się - Przepraszam, kochanie. Wydawało mi się to takie oczywiste, że zapomniałam.

- Możemy obejrzeć ją teraz wszyscy razem - zawołała mama Alexa - Już uruchamiam laptop.

Wyjęłam swój telefon, żeby przypomnieć sobie adres strony, a potem, po podłączeniu się laptopa do Internetu, wpisałam ten adres w wyszukiwarkę.

Oglądaliśmy wszyscy moje projekty, a Juliet zachwycała się nimi głośno i tak, że czułam w tym szczere pochwały.

Oparłam się bokiem o Alexa i było mi bardzo, bardzo miło.

Cieszyłam się, że miałam tak dużo zdjęć z różnych domów, żeby Sandra mogła je zamieścić na tej stronie.

Przy okazji pokazałam mamie Alexa dom Vito i Lany, bo oni również przesłali mi zdjęcia z obecnego wyglądu ich miejsca, więc były one na stronie tak, jak moje rysunki i stare zdjęcia z różnych etapów budowy.

Juliet podobał się również mój dom.

Nie powiedzieliśmy jej, że ten dom stawał się pomału nasz, bo Alex wystawił swoje mieszkanie na sprzedaż i zamierzał dać mi pieniądze na wykończenie Domu Pod Zielonym Dachem.

Rozmawialiśmy, jak zwykle z nią, o wielu rzeczach, i nasza rozmowa była bardzo ożywiona, aż po pewnym czasie, śmiejąc się głośno z czegoś, stwierdziłam, że jest mi z nią tak dobrze, jak było mi z moją mamą.

Więc zdecydowałam się poprosić o to.

- Juliet - zaczęłam niepewnie - Czy… - spojrzałam na Alexa, bo nie wiedziałam, jak on zareaguje i zagryzłam bok wargi - czy mogę na ciebie mówić Mamo Juliet? - wypchnęłam w końcu.

- Och, kochanie - zawołała, wyciągając do mnie obie ręce - oczywiście. Będę zaszczycona.

Popatrzyłam na Alexa i zaparło mi dech w piersiach.

Jego twarz złagodniała w taki sposób, że był jeszcze przystojniejszy.

Wiedział, jak duże znaczenie to miało dla mnie, a ja właśnie zobaczyłam, jak duże znaczenie miało to dla niego.

Po rozmowie i kawie u jego mamy wróciliśmy do mojego mieszkania niezbyt późno, bo Alex miał tego dnia iść do pracy na nocną zmianę.

Nadal miał ochotę na pokazanie mi w bardzo miły, chociaż już typowy dla nas obojga sposób, jak bardzo doceniał to, że uznałam jego mamę za swoją.

*****

Koszmar, który obudził mnie tej i kolejnej nocy, przypominał ten, który miałam odkąd poznałam mamę Alexa.

Już dawno dotarło do mnie, że boję się ją stracić, bo pokochałam ją, jakby była moją mamą.

Musiałam nauczyć się przestać bać.

Nigdy nie powiedziałam tego Alexowi, który budził się ze mną (kiedy spał ze mną) i tulił mnie do siebie, w oczywisty sposób zdenerwowany moimi snami.

*****

Następny dzień spędziłam na budowie i obyło się bez fajerwerków (większych niż zwykle), ale wracając z pracy wstąpiłam w jedno miejsce, żeby odebrać niespodziankę, którą wymyśliłam dla Alexa już dawno temu.

Nie miałam do tej pory okazji na zrealizowanie mojego pomysłu.

Kilka dni temu zebrałam się i tego dnia miałam to, co wykonali dla mnie w jednym zakładzie usługowym.

Kiedy weszłam do mieszkania, powitał mnie bardzo miły zapach lunchu, który przygotował dla nas Alex.

Jadąc do domu, zadzwoniłam do niego, żeby wiedział, że niedługo będę i powiedziałam mu, że jestem głodna, więc obiecał zrobić dla nas zapiekankę.

Oczywiście, myślałam przez całą drogę o czekającej mnie uczcie, przez co zrobiłam się jeszcze bardziej głodna.

Ale wchodząc do mieszkania starałam się być cicho, żeby nie zepsuć niespodzianki.

Nie udało mi się.

Alex był czujny i powitał mnie nieomalże za progiem, jakby chciał mi się zrewanżować za powitanie go, kiedy wracał z pracy tego dnia (usłyszałam go, wracającego o świcie i wybiegłam z sypialni, żeby zawisnąć na jego szyi z pocałunkiem).

Od razu zobaczył dużą paczkę, którą wniosłam ze sobą.

- Co to? - zapytał z ciekawością w głosie, ale tak, jakby wiedział, co to mogło być.

Nie odpowiedziałam, tylko dałam mu to i powiedziałam - To na ścianę naszego nowego domu.

Kiedy Alex pocałował mnie, a następnie zabrał paczkę do salonu i zaczął ją rozwijać z papieru przy kanapie, weszłam za nim ostrożnie, obserwując go uważnie i zagryzając bok wargi.

Nie wiedziałam, czy dobrze zrobiłam.

Po zdjęciu ostatniej warstwy papieru Alex zamarł.

To był oprawiony za szkłem, w cienką, czarną ramkę wykonany przez niego ołówkiem szkic mojego projektu Domu-Skały.

- Jest taki piękny, że nie chciałam, żeby leżał gdzieś w szafie - powiedziałam cicho - Eryk i Diana chcieli go kupić, ale nie zgodziłam się. Chciałam go zachować. Dostałam go od ciebie.

Alex spojrzał na mnie gorąco, odłożył ramkę ze szkicem na pobliski stolik do kawy i podszedł blisko mnie.

Bardzo blisko.

A potem otoczył mnie ciasno ramionami i, patrząc w moje oczy, powiedział tylko - Dziękuję - ale takim tonem, że poczułam to.

Zamrugałam szybko, żeby odgonić łzy.

- Za co? - zapytałam przez zatkane gardło.

- Że przyjmujesz mnie takiego, jakim jestem - odparł Alex.

O Boże!

Myślałam, że to już ustaliliśmy.

Dziewczyny miały rację.

Musiałam mu to powtarzać raz za razem.

Codziennie.

Przy każdej okazji.

- To nic trudnego - powiedziałam mu - Jesteś wspaniały, a ja bardzo lubię wszystko to, co mi dajesz.

Przez twarz Alexa przemknął znowu ten dziwny wyraz, którego nie rozumiałam, ale pocałował mnie mocno i mokro, więc nie miałam czasu go analizować.

Kiedy skończył mnie całować, odsunął się lekko i powiedział - Zapiekanka - co oznaczało, że skończyliśmy mówić na ten temat.

Racja.

Na razie mogłam mu na to pozwolić.

*****

Po lunchu Alex powiedział, że chce mi coś pokazać.

Pojechaliśmy jego Mustangiem do nieznanej mi części miasta.

Były tam magazyny na wynajem.

Alex zaparkował Mustanga przed jednym z nich, wysiadł, a ja wysiadłam z drugiej strony, a potem, kiedy zamknął samochód, patrzyłam, jak otworzył znajdujące się blisko drzwi swoim kluczem, zrobił krok do środka i zobaczyłam, że rozbłysło tam światło.

Alex wrócił po mnie, wyciągnął do mnie rękę i wciągnął mnie do bardzo jasno oświetlonego wnętrza.

Zrobiłam kilka kroków, spojrzałam i zamarłam.

Całe pomieszczenie wypełnione było obrazami.

Rozglądałam się przez chwilę, wchodząc coraz głębiej, a potem dotarło do mnie, na co patrzyłam.

Jeden z obrazów, stojący w najbardziej odległym kącie pod ścianą, dokładnie naprzeciwko wejścia, przedstawiał kobiecą postać, której lśniąca, jasnoniebieska sukienka przywodziła na myśl lód.

Miała również jasne blond włosy i zimny wyraz twarzy.

Angela.

Rozpoznałam ją natychmiast, chociaż jej zdjęcie z Alex’em widziałam krótko ponad dwa lata temu.

Dopiero potem dostrzegłam, na czym stała.

Poczerniałe, kruszące się serce.

Klatka piersiowa zacisnęła mi się z bólu.

Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Alexa.

Stał daleko ode mnie, został bowiem przy samych drzwiach.

Stał tam z pustą twarzą, nieruchomy, jakby czekał na wyrok.

Kiedy obejrzałam się na niego, dostrzegłam wiele innych obrazów, a kilka stało pod ścianami bliżej sztalug.

Były nowsze.

Jeden z nich zwrócił moją uwagę.

Był niewielki, zachwycający, a przedstawiał przejrzystą wodę spływającą pięknymi, rozpryskującymi się połyskliwie, drobnymi kaskadami z jasno brązowych wzgórków.

Przywodził na myśl świeżość, czystość i żywotność.

Kiedy spojrzałam na to drugi raz, dotarło do mnie, co to było.

Były to piersi obmywane wodą, widoczne od góry, z tej perspektywy, jaką miał Alex, kiedy mył mi włosy pod prysznicem, kiedy siedziałam na stołku.

Moje piersi.

Kiedy to zrozumiałam, wciągnęłam gwałtownie powietrze i spojrzałam na Alexa, który teraz wydawał się być zaniepokojony.

Zrobiłam krok w jego stronę.

Chciałam do niego podejść, podziękować mu za to piękno, ale wtedy mój wzrok przykuł inny, duży obraz.

Zagapiłam się.

To byłam…

Ja.

Moja twarz z półprzymkniętymi oczami, rozchylonymi ustami, przechylona, w otoczeniu czarnych, rozwianych włosów i w objęciu dużych, męskich dłoni z długimi palcami.

Dłonie Alexa.

O, Boże kochany!

Omójbosze!

Nie mogłam dłużej powstrzymać łez.

Widział mnie taką ładną?

To było takie piękne, że zabolało mnie dosłownie całe ciało od wstrzymywania emocji.

- Alex - szepnęłam na wydechu.

Znalazł się obok mnie po dwóch długich susach.

- Przepraszam - mruknął do mnie i objął mnie w talii.

- Nie - szeptałam dalej - To jest… to jest takie piękne.

Zamarł i zachwiał się dziwnie do tyłu, jakbym go mocno pchnęła, albo jakby nie miał siły, żeby stać.

Spojrzałam do góry w jego oczy i wtedy to zobaczyłam.

Czyste szczęście.

- Dziękuję - powiedziałam.

I wtedy stało się coś, co myślałam, że nie było możliwe.

Jego twarz rozjaśniła się jeszcze bardziej i był taki przystojny, że prawie nie mogłam tego znieść.

Wspięłam się na palce i pocałowałam go w usta, powoli i delikatnie, ale on miał inny pomysł i złapał mnie z tyłu głowy, by wziąć to ode mnie mocno i gwałtownie.

Kiedy się odsunął, poprowadził mnie po całym pomieszczeniu, pokazując mi inne obrazy, niektóre stare, inne całkiem nowe.

Przedstawiały postaci, budynki, przyrodę lub abstrakcję.

Abstrakcyjnych było najmniej, ale i tak je rozpoznałam.

Takie same wisiały u jego mamy na ścianach.

*****

Następnego dnia rano Alex wrócił z pracy kilka minut wcześniej.

Jakby się śpieszył do domu i nie mógł doczekać tego, że będziemy razem.

Ten dzień, cały, nawet godziny spędzone w pracy, był fantastyczny.

Tym bardziej, że Eryk i Diana powiadomili mnie, że chcą, żebyśmy wykończyli wnętrze ściankami działowymi, założyli całe okablowanie, a na dodatek poprosili mnie o rozmowę z fachowcem od systemu bezpieczeństwa.

Wyglądało na to, że miałam więcej pracy (co lubiłam) i miałam okazję do nawiązania współpracy (może dłuższej) z inną firmą.

W domu przekonałam się, że zgłosiło się do mnie dwóch kolejnych potencjalnych klientów.

Więcej dobra.

Mieliśmy co świętować z Alex’em.

*****

Ręka już mnie w ogóle nie bolała i lekarz pozwolił mi na pełną sprawność, więc postanowiłam powoli wrócić do treningów, chociaż nie tak intensywnych, jak dotąd.

Postanowiłam też zrezygnować z karate, co musiałam długo tłumaczyć Wallowi, dlatego (przewidując to) wybrałam się do niego tego dnia, kiedy Alex był w pracy na dzień.

Najłatwiej mi było zrezygnować z kickboxingu u Nicka, bo na te treningi chodziłam krócej niż roku.

Zaczęłam, kiedy po śmierci taty musiałam wyładować swoją złość, a wolałam to zrobić na workach treningowych niż na facetach w barach.

Więc wystarczyła rozmowa telefoniczna.

Natomiast do Maksima, żeby umówić się na pierwszy po rehabilitacji trening judo i ustalić harmonogram ćwiczeń, pojechałam razem z Alex’em.

Chciałam, żeby się poznali.

Wiedziałam, że Maksim zaskoczy Alexa.

Zwłaszcza jego wygląd.

Maksim był bowiem bardzo niski i lekko szpakowaty, bardzo szczupły, trochę pomarszczony, ale absolutnie nie przygarbiony i bardzo, bardzo spokojny.

Nigdy nie podnosił głosu.

Nie wykonywał zbędnych lub gwałtownych ruchów.

Z tego, co wiedziałam, oprócz judo zajmował się obecnie Tai Chi.

Pasowało do niego idealnie.

Również do jego ideologii harmonii ciała, umysłu i otaczającego cię świata.

Był lepszy niż jakikolwiek psychoterapeuta, w co możecie mi uwierzyć, bo poznałam wielu, więc wiem, co mówię.

Umówiliśmy się na dokładną godzinę i postarałam się być co do minuty, bo Maksim był bardzo dokładny.

Kiedy weszliśmy, Maksim właśnie wychodził ze swoich zajęć i żegnał się z kilkoma osobami ciepło, ale znałam go tak długo, że wiedziałam, że są to nowi.

Kiedy podeszliśmy, skłoniłam się całym tułowiem, przykładając zwiniętą pięść do drugiej dłoni.

Maksim powitał mnie tak samo, ale potem zrobił coś zupełnie do niego niepodobnego.

Podszedł blisko i objął moje ramiona w mocnym, chociaż krótkim uścisku.

O, Boże kochany!

Nie podejrzewałam, że tak się przejmował mną i moim zdrowiem.

- Dobrze znowu cię widzieć Shōjo - powiedział mi cicho do ucha.

Wiedziałam, co to było.

Słyszałam, jak mówił tak wcześniej do swojej córki.

To było czułe, troskliwe, opiekuńcze.

Dziewczynko.

Znałam Maksima prawie od piętnastu lat.

Był ode mnie starszy zaledwie o niecałe piętnaście lat, ale zawsze, odkąd pamiętałam, był taki sam.

Znał mnie, chociaż  nigdy z nim nie rozmawiałam o tym, co mnie spotkało, ani o tym, dlaczego moja mama chciała, żebym uczyła się zasad bujutsu.

Wyczuł jednak we mnie to, co potrzebował wyczuć i naprawił to, co wymagało naprawy.

- Maksim - odsunęłam się o krok i odwróciłam trochę, żeby wskazać na Alexa - To jest Alex.

Nie musiałam dodawać nic więcej.

Nigdy nikogo nie przyprowadziłam na spotkanie z Maksimem (nawet Paula), więc wiedział, jak ważny był dla mnie Alex.

Przywitali się bez podawania sobie rąk, tylko skinieniem głowy, co było dobre, tak dobre, że prawie uśmiechnęłam się do Alexa.

Przeszliśmy do biura, jeśli tak mogłam nazwać pomieszczenie, w którym przebywał Maksim między zajęciami.

Miał tam wbudowane w ściany szafki z dokumentacją, wiedziałam, że to tam jest, ale nie były one widoczne.

Całość była kremowa, biała, jasna i czysta.

Pusta.

Tylko na niskim, ciemnym stoliku po środku stało małe drzewko bonsai.

Po obu stronach stolika leżały maty.

Przed wejściem zdjęłam buty i zachęciłam Alexa wzrokiem, żeby zrobił tak samo, a potem weszłam za Maksimem, starając się okazać szacunek i, zaproszona, usiadłam na zgiętych w kolanach nogach na macie.

Alex usiadł tak, jak ja.

Obok mnie.

A Maksim naprzeciwko nas.

Maksim w swojej przestrzeni zachowywał obyczaje, które jego przodkowie przywieźli z Japonii.

Szanowałam to; tym bardziej, że w przestrzeni publicznej Maksim był na luzie i pozwał sobie (i innym) na wiele, wiele więcej.

Rozmawialiśmy jakieś piętnaście minut, a wiedziałam, że Maksim ma kolejne zajęcia, bo miał wielu chętnych do spotykania się właśnie z nim, nawet, jeśli miał innych instruktorów.

Więc starałam się tego nie przedłużać.

Omówiliśmy stan mojej ręki i skutki dwumiesięcznego okresu bez ćwiczeń, mówiliśmy o czasie, jaki mogłam poświęcić na spotkania, a przy okazji powiedziałam Maksimowi o pracach, jakie wykonywałam i planowałam oraz o moich nowych znajomych.

Widziałam, że słuchał z zainteresowaniem i zadowoleniem.

Jak zwykle, nic nie mówił.

Kiedy już wychodziliśmy, usłyszałam jego pierwszy komentarz.

Skierowany wprost do Alexa.

- Widzę - powiedział mu Maksim cichym głosem, kiedy wyszliśmy za drzwi i zakładaliśmy z Alex’em buty - że Sophie jest wreszcie spokojna i szczęśliwa.

Alex zamarł i spojrzał szybko na mnie.

- Musisz jej dawać dokładnie to, czego potrzebuje - dokończył Maksim, patrząc na Alexa uważnie i badawczo.

Omójbosze!

Wyczuł to.

Ten facet zawsze wiedział, dokładnie wiedział co powiedzieć i dokładnie w takiej chwili, kiedy to było potrzebne.

Mówiłam, że był lepszy niż niejeden psychoterapeuta.

Poczułam, że moja twarz przybrała ten łagodny wyraz, a oczy Alexa tak się wspaniale zaświeciły, więc wiedziałam, że to poczuł.

Kochałam go.

To był nasz ostatni cały dobry dzień.

*****

Poprzedniego dnia w południe zadzwonił do mnie agent Vice ze złą wiadomością.

Bardzo złą.

Ojciec Alexa został zwolniony za kaucją i przebywał w areszcie domowym.

Podobno był dobrze pilnowany przez agentów i system elektroniczny, ale oboje z Alex’em poczuliśmy niepokój i nie był to drobny niepokój, co doskonale wiedziałam, kiedy zaraz po telefonie od Teodora Vice’a, Alex zadzwonił do Davida.

David go uspokajał, ale nadal mieliśmy pewne obawy, skoro wiedzieliśmy, że ojciec Alexa miał bardzo dużo pieniędzy, prawdopodobnie nie tylko na kontach, które były kontrolowane przez FBI i bardzo dużo różnych znajomości.

To nie było dobre.

Dlatego właśnie byłam zdenerwowana, zanim jeszcze tego dnia przyjechałam na budowę Domu-Skały, a to, że Sammy się pomylił, nie poprawiło mojego nastroju.

Wściekłam się.

- Wyluzuj, Soph - warknął Sammy wchodząc do domu.

Kurwa!

- Jak mam cholernie wyluzować - krzyczałam, stojąc na drabinie - kiedy ty nie umiesz używać miarki. Przesunąłeś ten kątownik o dwa cale!

Przyłożyłam rozwiniętą sztywną miarkę do okna, żeby pokazać mu faktyczny błąd zamocowania kątownika w górnej części.

Na dole był dobrze przymocowany, zgodnie z planem, ale to mnie nie pocieszało.

- Sammy - nadal mówiłam bardzo głośno, ale schodziłam na podłogę - przecież to będzie cholernie zachodziło na to pieprzone okno!

- Już poprawiam - mruknął szybko Sammy, rozsądnie zauważając, że nie należało tego dnia kłócić się ze mną o to, czy takie niewielkie przesunięcie będzie właścicielom domu przeszkadzało podczas jego użytkowania.

Mogliby tego nawet nie zauważyć.

Gówno mnie to obchodziło.

Sammy wziął do ręki wkrętarkę elektryczną, a ja przeszłam z miarką do następnych okien.

Podłoga w domu była położona, była równa (co sprawdziłam już wcześniej poziomicą laserową), a pozostałe kątowniki wyglądały na dobrze zamocowane.

Chłopaki zaczęli już przycinać płyty kartonowo gipsowe i wstawiać je w odpowiednie miejsca.

Je wszystkie również dokładnie zmierzyłam, nawet jak patrzyli na to ze słabo skrywaną irytacją, kiedy przy tym warczałam na nich.

Chłopaki wrócili z lunchu, pracowali w kompletnej ciszy nad kolejnymi ścianami, Sammy kończył poprawianie kątownika, a ja poszłam do Raptora.

Kiedy wróciłam, zawołałam Sammy’ego do siebie i rozłożyłam na stole narzędziowym plany pomieszczeń, które rozrysowałam dla Eryka i Diany, zgodnie z naszymi ustaleniami.

- Sammy - powiedziałam, wskazując miejsca na planie i miejsca w domu - tu jest kuchnia z wyspą otwarta na jadalnię. Dalej drzwi do pomieszczenia gospodarczego i wyjście do garażu. Tam salon, wyjście na taras, z boku schodki do bawialni i wyjście na drugi taras.

Odwróciłam się i pokazywałam dalej na planie, a potem odwracałam się i machałam ręką, aby wskazać miejsca w domu, które miały temu wszystkiemu odpowiadać.

- Tu gabinet, toaleta, korytarz do sypialni, apartament główny i pokoje gościnne z łazienkami - spojrzałam na moją prawą rękę - Tak?

Sammy przyglądał się uważnie wszystkiemu i, zaraz jak skończyłam mówić, potwierdził - Tak.

- Zostawiam ci to, bo muszę jechać na spotkanie - wyprostowałam się i zaczęłam zwijać plan - zacznijcie stawiać ścianki działowe.

Rozejrzałam się po pracujących facetach.

- Pilnuj miar, do kurwy nędzy, bo będziecie musieli wszystko poprawiać - warknęłam jeszcze ostrzegawczo.

- Dobra, szefowo - mruknął Sammy uspokajająco - wyluzuj, będzie dobrze.

Westchnęłam.

Dla Sammy’ego zawsze wszystko było dobrze.

Chociaż, musiałam przyznać, że znał się na tej robocie, jak nikt inny, więc zwykle było dobrze.

- Sophie - zawołał mnie Sammy i skupiłam się na nim - Będzie dobrze - powtórzył z naciskiem - Z tamtym też.

Poczułam, jak część mojego zdenerwowania odpływa.

Alex powiadomił bowiem Sammy’ego o naszym najnowszym problemie i kazał mu mnie pilnować.

Ale musiałam pojechać na spotkanie.

Skinęłam głową.

- Tak - mruknęłam i poszłam do drzwi.

- Wracam za godzinę - krzyknęłam do wszystkich, żeby się nadmiernie nie rozluźniali i pilnowali dokładnej roboty.

I pojechałam.

*****

Pół godziny później

Wjechałam do Downtown.

Ponieważ musiałam porozmawiać z kimś, kto przeżył zagrożenie, kto wiedział, jak przy tym czuł się jej mężczyzna, więc umówiłam się na spotkanie z Maggie i Alice, ale poprosiłam o dyskrecję przed Evą.

Wiedziałam, że łatwo się denerwowała, a jej ciąża była zagrożona, więc wszystkie starałyśmy się ją uchronić przed zdenerwowaniem.

Dlatego właśnie zwykle ja jej nie odwiedzałam (z moimi problemami), ale wszystkie dziewczyny jeździły do niej regularnie.

Nawet Alek i Sam czasem u niej bywali.

Chodziło o zajęcie jej myśli, bo Eva nie lubiła być bezczynna, a właśnie taka musiała być w ostatnich tygodniach ciąży.

A dziewczyny były super.

Maggie była porwana przez swojego eks-chłopaka terrorystę, a Alice była żoną policjanta, więc pomyślałam, że właśnie ona najwięcej mogłyby mi coś powiedzieć na temat ewentualnych zabezpieczeń, które mogłabym stosować na co dzień.

Nasz Dom Pod Zielonym Dachem miał już super wypasiony system bezpieczeństwa, ale nadal nie mogliśmy tam mieszkać, bo nie był wykończony wewnątrz.

W wolnych dniach chłopaki postawili tam już wszystkie ścianki działowe, miałam tam wodę, ciepło i prąd, ale łazienki wymagały armatury, kuchnia AGD, nie było pomalowane i nie miałam tam wykończonych podłóg.

Również garaż nie był wykończony, ale bez tego dałoby się tam mieszkać.

Ale mieszkaliśmy nadal w kompleksie, jeździliśmy oddzielnie do pracy, nie miałam nikogo przy sobie w niektóre noce, a przecież trzeba było czasem pojechać do sklepu lub urzędów.

Uch!

Więc potrzebowałam porady.

Umówiłyśmy się tym razem w barze niedaleko biura, w którym pracowała Maggie, bo obie z Alice miałyśmy czas, żeby dojechać, a Maggie musiała zdążyć porozmawiać w porze swojej przerwy na lunch.

Pojechałam na miejsce zgodnie z podpowiedziami mojej samochodowej nawigacji i zaparkowałam na parkingu, z którego powinnam mieć do tego baru najbliżej, ale nadal musiałam przejść spory kawałek.

Wysiadłam, zamknęłam Raptora piszcząc pilotem w zamki i schowałam kluczyki do torebki.

Poprawiłam kurtkę na plecach, przegarnęłam włosy, zarzuciłam torebkę na ramię i włożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne, bo, mimo drugiej połowy września, było bardzo słonecznie.

Rozejrzałam się i szybkim krokiem poszłam w stronę baru.

Alice właśnie podeszła z naprzeciwka i tam wchodziła, więc, kiedy mnie zobaczyła, pomachała do mnie i zatrzymała się przy drzwiach, żeby na mnie poczekać.

Przywitałyśmy się, weszłyśmy i szybko namierzyłyśmy Maggie, siedzącą za stolikiem w głębi baru.

Usiadłam tyłem do drzwi, a dziewczyny siedziały naprzeciwko mnie.

Przyszła kelnerka, zamówiłyśmy nasze jedzenie bez zastanawiania się i czytania menu, poprosiłam o dużą colę i pochyliłam się do dziewczyn.

Pochyliły się do mnie nad stolikiem.

Natychmiast przystąpiłam do wprowadzania ich w to wszystko, co mnie dręczyło od poprzedniego dnia.

Wysłuchały mnie, przyniesiono nasze dania i napoje, jadłyśmy i rozmawiałyśmy.

- Po pierwsze Eddie w takiej sytuacji, nigdy nie pozwoliłby mi jeździć samej po mieście - zaczęła Alice.

Spojrzałam na nią z wyrzutami sumienia.

Obiecałam bowiem Alexowi, że nie będę nigdzie jeździła sama, zostanę na budowie, żeby faceci mieli mnie na oku, a w razie potrzeby zadzwonię do niego.

Nie zrobiłam tego, bo nie chciałam mu przeszkadzać w pracy.

Uznałam, że dam sobie radę.

Zawsze dawałam sobie radę sama.

- O, rany - mruknęła Maggie - ona mu nie powiedziała.

Alice zrobiła duże oczy.

- Przyjechałaś tu nie mówiąc nic swojemu facetowi? - zapytała ze zdziwieniem i autentycznym przerażeniem w głosie.

- David by się wściekł - mruknęła Maggie.

Co?

Spojrzałam na nią z otwartymi ze zdziwienia ustami.

Chociaż nie powinnam się dziwić.

David był typem macho.

Alfa-twardziel-macho, który wiedział, co robił, ale przy tym wymagał od innych pewnego posłuszeństwa.

Podejrzewałam, że Eddie, pomimo swojej łagodności w stosunku do kobiet, zwłaszcza Alice, też trochę taki był z racji wykonywanego zawodu.

Alex taki nie był.

Ale może trochę tak się czuł, a ja tego nie zauważyłam?

- Sophie - zaczęła Maggie poważnym tonem - Tylko raz pojechałam gdziekolwiek bez wiedzy Davida i skończyło się to źle.

O, kurwa!

- Jak to? - spytałam mrugając gwałtownie.

- Myślałam, że zdążę, zanim wróci z pracy i po drodze miałam wypadek - wyjaśniła mi Maggie.

Odprężyłam się.

- Mój samochód wypadł z drogi, nikt nie wiedział, gdzie byłam, byłam zapięta pasami i nie mogłam się odpiąć… - mówiła Maggie - telefon mi gdzieś poleciał i nie miałam żadnego kontaktu.

- Och, Maggie - szepnęłam.

Wyciągnęłam rękę, by czubkami palców dotknąć jej dłoni, leżącej na stoiku.

- Twój samochód jest lepszy, ale też zagrożenie jest poważniejsze - wtrąciła się Alice - Jeśli cię dopadną, nie będziesz miała sposobu, by powiadomić kogokolwiek gdzie jesteś, że coś ci się stało.

Nie odwróciłam się w jej stronę.

- Jak dałaś wtedy radę? - spytałam Maggie, nie słuchając Alice, bo nadal byłam bardzo przejęta tym, co ją spotkało.

- David dał mi kiedyś pożyczony od kogoś, przenośny GPS z funkcją przycisku paniki - powiedziała pogodnie i zaczęła przeszukiwać swoją torebkę - nie oddałam go, więc mogłam go użyć, żeby go zaalarmować. Potem dostałam to na stałe.

Wyjęła na to stolik i zobaczyłam bardzo niepozornie wyglądający aparacik.

Wzięłam to do ręki.

Było to zwykłe, czarne, nieduże pudełeczko.

Nic szczególnego.

- Tutaj - Maggie odwróciła to - jest przycisk.

Zobaczyłam duży, również czarny guzik.

- David ma w telefonie aplikację, która powiadamia go, kiedy to nacisnę - mówiła Maggie bardzo zadowolonym tonem - i on i ja jesteśmy dzięki temu bardziej spokojni. Ale bardziej on.

Ale super!

Oglądałam to i pomyślałam, że powinnam sobie coś takiego kupić.

Natychmiast.

- Maggie - zaczęłam - gdzie to można kupić?

- Och, nie wiem - odparła zmartwiona.

- Myślę, że można w Internecie - wtrąciła się Alice, również to oglądając, pochylona głębiej w moją stronę nad stolikiem.

- Weź to - powiedziała Maggie, wysuwając w moją stronę rękę, by zacisnąć moje palce na pudełeczku - Jak kupisz swoje, to mi oddasz.

- Och - zaprotestowałam - Nie mogę.

- Możesz - mruknęła Alice.

- Tobie jest teraz bardziej potrzebne, niż mnie - dodała Maggie.

Mogę?

Zastanowiłam się przez chwilę, a potem podziękowałam z uśmiechem i schowałam to do kieszeni dżinsów.

Zamierzałam natychmiast poszukać takiego cuda dla siebie (mogłam to mieć za dwa dni i oddać Maggie jej) i nakłonić Alexa, żeby założył aplikację do tego w swoim telefonie.

Nawet, jak ja uważałam, że dam sobie radę, to Alex powinien mieć coś, co sprawiłoby, że byłby bardziej spokojny.

Maggie miała rację.

Alice powiedziała mi jeszcze potem, że policja pomaga sobie czasami i koledzy, którzy nie są na służbie, patrolują okolice, w której na przykład nocuje kobieta, która jest w zagrożeniu.

Obiecała mi, że porozmawia o mojej sprawie z Eddiem, żeby zorientował się, czy mogliby to zrobić dla mnie w te noce, kiedy Alex byłby w pracy.

Jeszcze bardziej super!

Dziewczyny powiedziały mi również, że dawniej na galerii naszego kompleksu mieszkalnego były kamery.

O, Boże!

To było fantastyczne.

Nie był fantastyczny powód, dla którego zostały tam zamontowane, bo chodziło o śledzenie przez kogoś Evy, ale to, że pomogły one Maggie, kiedy włamał się do niej ten jej były chłopak - stalker terrorysta, już było.

Dziewczyny nie chciały mi powiedzieć, kto założył te kamery, ale pomyślałam, że powinnam o tym porozmawiać z Dominikiem, właścicielem kondominium, a on może powiedziałby mi, czy był możliwe ponowne ich uruchomienie.

Mielibyśmy z Alex’em dodatkową ochronę mieszkania nie tylko wtedy, kiedy byliśmy w nim oboje.

Byłby jeszcze bardziej spokojny.

To było jeszcze lepsze.

Po lunchu i uregulowaniu rachunku (chciałam zapłacić, bo spotkanie było z mojego powodu, ale nie zgodziły się i każda płaciła za siebie), wstałyśmy wszystkie, pożegnałyśmy się z Maggie i Alice i ja skierowałyśmy się do drzwi.

Maggie podeszła jeszcze do lady, żeby kupić kawę na wynos dla swojego szefa i siebie.

Na dworze przy drzwiach pożegnałyśmy się z Alice, a potem poszłam z powrotem do Raptora.

Włożyłam na nos okulary.

Byłam zadowolona z tej rozmowy, planowałam kolejne kroki, więc byłam zamyślona i nie rozglądałam się.

A powinnam.

Kiedy zaglądałam do torebki, żeby wyjąć telefon i zadzwonić do Alexa, by jednak powiedzieć mu, gdzie byłam i dlaczego, nagle poczułam ukłucie na szyi, zakręciło mi się w głowie, zrobiłam dwa chwiejne kroki i…

Ogarnęła mnie ciemność.


 

1 komentarz: