Rozdział 13
Sophie
Tydzień później
-
Sammy, do kurwy nędzy, przytargaj tutaj natychmiast to swoje leniwe dupsko! -
wrzasnęłam wściekle przez drzwi na mojego faceta od brudnej roboty, który z
innymi facetami zrobił sobie przerwę na lunch.
Byłam
sfrustrowana.
Byłam
zła.
Byliśmy
na budowie Domu-Skały i właśnie sprawdzałam, czy chłopaki dobrze wstawili
kątowniki do zamocowania płyt gipsowo kartonowych, za które mieli wdmuchiwać izolację
cieplną, między wewnętrzną a zewnętrzną warstwę ścian, więc dość istotne było
precyzyjne rozmieszczenie pasujących do siebie elementów.
Oczywiście,
spieprzyli.
Cały
ostatni tydzień był raczej dobry, chociaż można było powiedzieć, że miał swoje
wzloty i upadki.
Wzlotów
było, szczęśliwie, więcej.
Następnego
dnia po mojej (według mnie udanej) rozmowie z przyjaciółmi, opowiedziałam
Alexowi o Marii i spytałam go, czy zechciałby pojechać ze mną na spotkanie,
żeby ją poznać.
Zgodził
się, bo był, jak zawsze, zainteresowany każdym, kto kiedykolwiek był w moim
życiu i mógł mu o mnie opowiedzieć.
Nie
dziwiłam się.
Ja
chciałam tego samego.
Zadzwoniłam
do mojej dawnej opiekunki i znowu długo rozmawiałyśmy.
Opowiedziałam
jej wszystko dobre, co mnie spotkało w ciągu tych kilku tygodni i sama musiałam
przyznać, że trochę się tego nazbierało.
Maria
wydawała się być zadowolona, że z nią rozmawiałam.
Po
rozłączeniu się pomyślałam, że nigdy wcześniej z nią tak naprawdę nie
rozmawiałam, ale przecież z nikim nie
rozmawiałam.
Najwyżej
z moją mamą.
Umówiłam
się z Marią na spotkanie u niej w domu w następnym tygodniu, ale nie ukrywałam
tego, że byłam zestresowana.
Maria
wiedziała o mnie bardzo dużo, bo ratowała mnie z licznych opresji w tamtych
dobrych dniach, kiedy jako jeszcze-wciąż-nastolatka wracałam do domu w środku
nocy.
Maria
również była jedyną osobą w naszym domu, w naszej rodzinie, która nigdy nie
lubiła Paula.
Ale
kochała mnie.
Opowiedziałam
Alexowi o tej rozmowie przez telefon i umówionym podczas niej spotkaniu u Marii
być może w nieodpowiedniej chwili, bo wysiadaliśmy wtedy z jego Mustanga, żeby
pójść do apartamentu jego mamy na późny lunch.
Alex
miał dzień wolny od pracy.
Był
poniedziałek, a ja szybko sprawdziłam, co się działo na budowie z samego rana
(chłopaki zakładali podłogi).
Moje
paplanie wynikało z mojego zdenerwowania.
Miałam
wtedy być pierwszy raz w mieszkaniu Juliet, a chociaż byłam go bardzo ciekawa i
nie pierwszy raz się spotykałyśmy, nadal to był pierwszy raz.
U
niej.
Polubiłam
mamę Alexa.
Lubiłam
jej styl.
Juliet
uprzedziła mnie co prawda, że to nie ona decydowała o głównym wystroju wnętrza
i otoczenia, ale nadal wiedziałam, że nie mogłaby żyć w miejscu nudnym i
typowym.
Oczekiwałam
czegoś interesującego.
Nie
zawiodłam się.
W
okolicy było kilka kondominiów.
Niektóre
były w starych fabrykach, więc apartamenty tam były loftami.
Ten
był nowy.
Stanowił
„plombę”.
Budynek
był czteropoziomowy, prostokątny, niby bez fantazji, ale pierwszy poziom był przemyślany
i bardzo dobrze wykorzystany na parking, garaże, biura, sklepy i usługi.
Był
także ciekawie wyodrębniony ciemną, klinkierową elewacją.
Apartamenty
w tym kondominium były niewielkie: zaledwie z jedną, dwiema lub trzema
sypialniami.
Windy
były szerokie, dostosowane do potrzeb niepełnosprawnych.
Hall
recepcyjny, w którym siedział konsjerż, był ciekawie urządzony w szarościach i
czerni, a drogę do nich i drzwi wind pomalowano na czerwono.
Juliet
zajmowała apartament z dwiema sypialniami.
Kiedy
weszliśmy, już za progiem zachwycił mnie dobór kolorów.
Korytarz
był szaro lawendowy z dużym lustrem i jasno zielonymi szafkami, częściowo
wbudowanymi w ściany.
Ściany
salonu były jasno szare, jednolite i stanowiły doskonałe tło dla jaskrawych detali
w dodatkach i na meblach.
Dominował
w nich ciemno szary, filetowy w różnych odcieniach, kremowy i jasno żółty, z
pojedynczymi elementami w ostrej zieleni (właściwie limonki).
Meble
miały bazy z chromowanego, matowego metalu lub z jasnego drewna i były
modernistyczne w kształtach, chociaż miękkie.
Bardzo
podobała mi się niezwykła kolekcja autentycznych malowideł na ścianach i
oryginalne, powyginane, różnobarwne wazony, które stały wszędzie na komodach i
stolikach.
Wypytywałam
ją gdzie zdobyła takie dodatki, a ona podawała mi chętnie adresy sklepów.
Obrazy
podobno dostała od Alexa.
Uśmiechnęłam
się na tę informację do niego, ale wydawał się być spięty.
Opowiedziałam Juliet o Soniji, chociaż nadal nie odwiedziłam jej sklepu z meblami, ani nie
rozmawiałam z Soniją o zdobywaniu nietypowych mebli do nietypowych wnętrz.
Ponieważ
mama Alexa miała laptop na komodzie w salonie, przypomniałam sobie i opowiedziałam
jej o swojej stronie internetowej, którą zrobiła dla mnie Sandra.
Wtedy
odezwał się Alex.
-
Hej - powiedział z urazą w głosie - a mnie o tym nie wspomniałaś.
-
Och - zreflektowałam się - Przepraszam, kochanie. Wydawało mi się to takie
oczywiste, że zapomniałam.
-
Możemy obejrzeć ją teraz wszyscy razem - zawołała mama Alexa - Już uruchamiam
laptop.
Wyjęłam
swój telefon, żeby przypomnieć sobie adres strony, a potem, po podłączeniu się
laptopa do Internetu, wpisałam ten adres w wyszukiwarkę.
Oglądaliśmy
wszyscy moje projekty, a Juliet zachwycała się nimi głośno i tak, że czułam w
tym szczere pochwały.
Oparłam
się bokiem o Alexa i było mi bardzo, bardzo
miło.
Cieszyłam
się, że miałam tak dużo zdjęć z różnych domów, żeby Sandra mogła je zamieścić
na tej stronie.
Przy
okazji pokazałam mamie Alexa dom Vito i Lany, bo oni również przesłali mi
zdjęcia z obecnego wyglądu ich miejsca, więc były one na stronie tak, jak moje
rysunki i stare zdjęcia z różnych etapów budowy.
Juliet
podobał się również mój dom.
Nie
powiedzieliśmy jej, że ten dom stawał się pomału nasz, bo Alex wystawił swoje mieszkanie na sprzedaż i zamierzał dać
mi pieniądze na wykończenie Domu Pod Zielonym Dachem.
Rozmawialiśmy,
jak zwykle z nią, o wielu rzeczach, i nasza rozmowa była bardzo ożywiona, aż po
pewnym czasie, śmiejąc się głośno z czegoś, stwierdziłam, że jest mi z nią tak
dobrze, jak było mi z moją mamą.
Więc
zdecydowałam się poprosić o to.
-
Juliet - zaczęłam niepewnie - Czy… - spojrzałam na Alexa, bo nie wiedziałam,
jak on zareaguje i zagryzłam bok wargi - czy mogę na ciebie mówić Mamo Juliet?
- wypchnęłam w końcu.
-
Och, kochanie - zawołała, wyciągając
do mnie obie ręce - oczywiście. Będę zaszczycona.
Popatrzyłam
na Alexa i zaparło mi dech w piersiach.
Jego
twarz złagodniała w taki sposób, że był jeszcze
przystojniejszy.
Wiedział,
jak duże znaczenie to miało dla mnie,
a ja właśnie zobaczyłam, jak duże znaczenie miało to dla niego.
Po
rozmowie i kawie u jego mamy wróciliśmy do mojego mieszkania niezbyt późno, bo
Alex miał tego dnia iść do pracy na nocną zmianę.
Nadal
miał ochotę na pokazanie mi w bardzo miły, chociaż już typowy dla nas obojga
sposób, jak bardzo doceniał to, że
uznałam jego mamę za swoją.
*****
Koszmar,
który obudził mnie tej i kolejnej nocy, przypominał ten, który miałam odkąd
poznałam mamę Alexa.
Już
dawno dotarło do mnie, że boję się ją stracić, bo pokochałam ją, jakby była moją mamą.
Musiałam
nauczyć się przestać bać.
Nigdy
nie powiedziałam tego Alexowi, który budził się ze mną (kiedy spał ze mną) i
tulił mnie do siebie, w oczywisty sposób zdenerwowany moimi snami.
*****
Następny
dzień spędziłam na budowie i obyło się bez fajerwerków (większych niż zwykle),
ale wracając z pracy wstąpiłam w jedno miejsce, żeby odebrać niespodziankę,
którą wymyśliłam dla Alexa już dawno temu.
Nie
miałam do tej pory okazji na zrealizowanie mojego pomysłu.
Kilka
dni temu zebrałam się i tego dnia miałam to, co wykonali dla mnie w jednym
zakładzie usługowym.
Kiedy
weszłam do mieszkania, powitał mnie bardzo miły zapach lunchu, który
przygotował dla nas Alex.
Jadąc
do domu, zadzwoniłam do niego, żeby wiedział, że niedługo będę i powiedziałam
mu, że jestem głodna, więc obiecał zrobić dla nas zapiekankę.
Oczywiście,
myślałam przez całą drogę o czekającej mnie uczcie, przez co zrobiłam się
jeszcze bardziej głodna.
Ale
wchodząc do mieszkania starałam się być cicho, żeby nie zepsuć niespodzianki.
Nie
udało mi się.
Alex
był czujny i powitał mnie nieomalże za progiem, jakby chciał mi się zrewanżować
za powitanie go, kiedy wracał z pracy tego dnia (usłyszałam go, wracającego o
świcie i wybiegłam z sypialni, żeby zawisnąć na jego szyi z pocałunkiem).
Od
razu zobaczył dużą paczkę, którą wniosłam ze sobą.
-
Co to? - zapytał z ciekawością w głosie, ale tak, jakby wiedział, co to mogło
być.
Nie
odpowiedziałam, tylko dałam mu to i powiedziałam - To na ścianę naszego nowego
domu.
Kiedy
Alex pocałował mnie, a następnie zabrał paczkę do salonu i zaczął ją rozwijać z
papieru przy kanapie, weszłam za nim ostrożnie, obserwując go uważnie i
zagryzając bok wargi.
Nie
wiedziałam, czy dobrze zrobiłam.
Po
zdjęciu ostatniej warstwy papieru Alex zamarł.
To
był oprawiony za szkłem, w cienką, czarną ramkę wykonany przez niego ołówkiem
szkic mojego projektu Domu-Skały.
-
Jest taki piękny, że nie chciałam, żeby leżał gdzieś w szafie - powiedziałam
cicho - Eryk i Diana chcieli go kupić, ale nie zgodziłam się. Chciałam go
zachować. Dostałam go od ciebie.
Alex
spojrzał na mnie gorąco, odłożył ramkę ze szkicem na pobliski stolik do kawy i
podszedł blisko mnie.
Bardzo
blisko.
A
potem otoczył mnie ciasno ramionami i, patrząc w moje oczy, powiedział tylko - Dziękuję - ale takim tonem, że poczułam
to.
Zamrugałam
szybko, żeby odgonić łzy.
-
Za co? - zapytałam przez zatkane gardło.
-
Że przyjmujesz mnie takiego, jakim jestem - odparł Alex.
O
Boże!
Myślałam,
że to już ustaliliśmy.
Dziewczyny
miały rację.
Musiałam
mu to powtarzać raz za razem.
Codziennie.
Przy
każdej okazji.
-
To nic trudnego - powiedziałam mu - Jesteś wspaniały, a ja bardzo lubię
wszystko to, co mi dajesz.
Przez
twarz Alexa przemknął znowu ten dziwny wyraz, którego nie rozumiałam, ale
pocałował mnie mocno i mokro, więc nie miałam czasu go analizować.
Kiedy
skończył mnie całować, odsunął się lekko i powiedział - Zapiekanka - co
oznaczało, że skończyliśmy mówić na ten temat.
Racja.
Na
razie mogłam mu na to pozwolić.
*****
Po
lunchu Alex powiedział, że chce mi coś pokazać.
Pojechaliśmy
jego Mustangiem do nieznanej mi części miasta.
Były
tam magazyny na wynajem.
Alex
zaparkował Mustanga przed jednym z nich, wysiadł, a ja wysiadłam z drugiej
strony, a potem, kiedy zamknął samochód, patrzyłam, jak otworzył znajdujące się
blisko drzwi swoim kluczem, zrobił krok do środka i zobaczyłam, że rozbłysło
tam światło.
Alex
wrócił po mnie, wyciągnął do mnie rękę i wciągnął mnie do bardzo jasno oświetlonego
wnętrza.
Zrobiłam
kilka kroków, spojrzałam i zamarłam.
Całe
pomieszczenie wypełnione było obrazami.
Rozglądałam
się przez chwilę, wchodząc coraz głębiej, a potem dotarło do mnie, na co
patrzyłam.
Jeden
z obrazów, stojący w najbardziej odległym kącie pod ścianą, dokładnie
naprzeciwko wejścia, przedstawiał kobiecą postać, której lśniąca, jasnoniebieska
sukienka przywodziła na myśl lód.
Miała
również jasne blond włosy i zimny wyraz twarzy.
Angela.
Rozpoznałam
ją natychmiast, chociaż jej zdjęcie z Alex’em widziałam krótko ponad dwa lata
temu.
Dopiero
potem dostrzegłam, na czym stała.
Poczerniałe,
kruszące się serce.
Klatka
piersiowa zacisnęła mi się z bólu.
Odwróciłam
się, żeby spojrzeć na Alexa.
Stał
daleko ode mnie, został bowiem przy samych drzwiach.
Stał
tam z pustą twarzą, nieruchomy, jakby czekał na wyrok.
Kiedy
obejrzałam się na niego, dostrzegłam wiele innych obrazów, a kilka stało pod
ścianami bliżej sztalug.
Były
nowsze.
Jeden
z nich zwrócił moją uwagę.
Był
niewielki, zachwycający, a przedstawiał przejrzystą wodę spływającą pięknymi,
rozpryskującymi się połyskliwie, drobnymi kaskadami z jasno brązowych wzgórków.
Przywodził
na myśl świeżość, czystość i żywotność.
Kiedy
spojrzałam na to drugi raz, dotarło do mnie, co to było.
Były
to piersi obmywane wodą, widoczne od góry, z tej perspektywy, jaką miał Alex,
kiedy mył mi włosy pod prysznicem, kiedy siedziałam na stołku.
Moje piersi.
Kiedy
to zrozumiałam, wciągnęłam gwałtownie powietrze i spojrzałam na Alexa, który
teraz wydawał się być zaniepokojony.
Zrobiłam
krok w jego stronę.
Chciałam
do niego podejść, podziękować mu za to piękno, ale wtedy mój wzrok przykuł inny,
duży obraz.
Zagapiłam
się.
To
byłam…
Ja.
Moja
twarz z półprzymkniętymi oczami, rozchylonymi ustami, przechylona, w otoczeniu
czarnych, rozwianych włosów i w objęciu dużych, męskich dłoni z długimi
palcami.
Dłonie
Alexa.
O,
Boże kochany!
Omójbosze!
Nie
mogłam dłużej powstrzymać łez.
Widział
mnie taką ładną?
To
było takie piękne, że zabolało mnie dosłownie całe ciało od wstrzymywania
emocji.
-
Alex - szepnęłam na wydechu.
Znalazł
się obok mnie po dwóch długich susach.
-
Przepraszam - mruknął do mnie i objął mnie w talii.
-
Nie - szeptałam dalej - To jest… to jest takie piękne.
Zamarł
i zachwiał się dziwnie do tyłu, jakbym go mocno pchnęła, albo jakby nie miał
siły, żeby stać.
Spojrzałam
do góry w jego oczy i wtedy to zobaczyłam.
Czyste
szczęście.
-
Dziękuję - powiedziałam.
I
wtedy stało się coś, co myślałam, że nie było możliwe.
Jego
twarz rozjaśniła się jeszcze bardziej i był taki przystojny, że prawie nie
mogłam tego znieść.
Wspięłam
się na palce i pocałowałam go w usta, powoli i delikatnie, ale on miał inny
pomysł i złapał mnie z tyłu głowy, by wziąć to ode mnie mocno i gwałtownie.
Kiedy
się odsunął, poprowadził mnie po całym pomieszczeniu, pokazując mi inne obrazy,
niektóre stare, inne całkiem nowe.
Przedstawiały
postaci, budynki, przyrodę lub abstrakcję.
Abstrakcyjnych
było najmniej, ale i tak je rozpoznałam.
Takie
same wisiały u jego mamy na ścianach.
*****
Następnego
dnia rano Alex wrócił z pracy kilka minut wcześniej.
Jakby
się śpieszył do domu i nie mógł doczekać tego, że będziemy razem.
Ten
dzień, cały, nawet godziny spędzone w pracy, był fantastyczny.
Tym
bardziej, że Eryk i Diana powiadomili mnie, że chcą, żebyśmy wykończyli wnętrze
ściankami działowymi, założyli całe okablowanie, a na dodatek poprosili mnie o
rozmowę z fachowcem od systemu bezpieczeństwa.
Wyglądało
na to, że miałam więcej pracy (co lubiłam) i miałam okazję do nawiązania
współpracy (może dłuższej) z inną firmą.
W
domu przekonałam się, że zgłosiło się do mnie dwóch kolejnych potencjalnych
klientów.
Więcej
dobra.
Mieliśmy
co świętować z Alex’em.
*****
Ręka
już mnie w ogóle nie bolała i lekarz pozwolił mi na pełną sprawność, więc
postanowiłam powoli wrócić do treningów, chociaż nie tak intensywnych, jak
dotąd.
Postanowiłam
też zrezygnować z karate, co musiałam długo tłumaczyć Wallowi, dlatego
(przewidując to) wybrałam się do niego tego dnia, kiedy Alex był w pracy na
dzień.
Najłatwiej
mi było zrezygnować z kickboxingu u Nicka, bo na te treningi chodziłam krócej
niż roku.
Zaczęłam,
kiedy po śmierci taty musiałam wyładować swoją złość, a wolałam to zrobić na
workach treningowych niż na facetach w barach.
Więc
wystarczyła rozmowa telefoniczna.
Natomiast
do Maksima, żeby umówić się na pierwszy po rehabilitacji trening judo i ustalić
harmonogram ćwiczeń, pojechałam razem z Alex’em.
Chciałam,
żeby się poznali.
Wiedziałam,
że Maksim zaskoczy Alexa.
Zwłaszcza
jego wygląd.
Maksim
był bowiem bardzo niski i lekko szpakowaty, bardzo szczupły, trochę pomarszczony,
ale absolutnie nie przygarbiony i
bardzo, bardzo spokojny.
Nigdy
nie podnosił głosu.
Nie
wykonywał zbędnych lub gwałtownych ruchów.
Z
tego, co wiedziałam, oprócz judo zajmował się obecnie Tai Chi.
Pasowało
do niego idealnie.
Również
do jego ideologii harmonii ciała, umysłu i otaczającego cię świata.
Był
lepszy niż jakikolwiek psychoterapeuta, w co możecie mi uwierzyć, bo poznałam
wielu, więc wiem, co mówię.
Umówiliśmy
się na dokładną godzinę i postarałam się być co do minuty, bo Maksim był bardzo dokładny.
Kiedy
weszliśmy, Maksim właśnie wychodził ze swoich zajęć i żegnał się z kilkoma
osobami ciepło, ale znałam go tak długo, że wiedziałam, że są to nowi.
Kiedy
podeszliśmy, skłoniłam się całym tułowiem, przykładając zwiniętą pięść do
drugiej dłoni.
Maksim
powitał mnie tak samo, ale potem zrobił coś zupełnie
do niego niepodobnego.
Podszedł
blisko i objął moje ramiona w mocnym, chociaż krótkim uścisku.
O,
Boże kochany!
Nie
podejrzewałam, że tak się przejmował mną i moim zdrowiem.
-
Dobrze znowu cię widzieć Shōjo -
powiedział mi cicho do ucha.
Wiedziałam,
co to było.
Słyszałam,
jak mówił tak wcześniej do swojej córki.
To
było czułe, troskliwe, opiekuńcze.
Dziewczynko.
Znałam
Maksima prawie od piętnastu lat.
Był
ode mnie starszy zaledwie o niecałe piętnaście lat, ale zawsze, odkąd pamiętałam, był taki sam.
Znał
mnie, chociaż nigdy z nim nie
rozmawiałam o tym, co mnie spotkało, ani o tym, dlaczego moja mama chciała,
żebym uczyła się zasad bujutsu.
Wyczuł
jednak we mnie to, co potrzebował wyczuć i naprawił to, co wymagało naprawy.
-
Maksim - odsunęłam się o krok i odwróciłam trochę, żeby wskazać na Alexa - To
jest Alex.
Nie
musiałam dodawać nic więcej.
Nigdy
nikogo nie przyprowadziłam na spotkanie z Maksimem (nawet Paula), więc
wiedział, jak ważny był dla mnie Alex.
Przywitali
się bez podawania sobie rąk, tylko skinieniem głowy, co było dobre, tak dobre,
że prawie uśmiechnęłam się do Alexa.
Przeszliśmy
do biura, jeśli tak mogłam nazwać pomieszczenie, w którym przebywał Maksim
między zajęciami.
Miał
tam wbudowane w ściany szafki z dokumentacją, wiedziałam, że to tam jest, ale
nie były one widoczne.
Całość
była kremowa, biała, jasna i czysta.
Pusta.
Tylko
na niskim, ciemnym stoliku po środku stało małe drzewko bonsai.
Po
obu stronach stolika leżały maty.
Przed
wejściem zdjęłam buty i zachęciłam Alexa wzrokiem, żeby zrobił tak samo, a
potem weszłam za Maksimem, starając się okazać szacunek i, zaproszona, usiadłam
na zgiętych w kolanach nogach na macie.
Alex
usiadł tak, jak ja.
Obok
mnie.
A
Maksim naprzeciwko nas.
Maksim
w swojej przestrzeni zachowywał obyczaje, które jego przodkowie przywieźli z
Japonii.
Szanowałam
to; tym bardziej, że w przestrzeni publicznej Maksim był na luzie i pozwał
sobie (i innym) na wiele, wiele
więcej.
Rozmawialiśmy
jakieś piętnaście minut, a wiedziałam, że Maksim ma kolejne zajęcia, bo miał
wielu chętnych do spotykania się właśnie z nim, nawet, jeśli miał innych
instruktorów.
Więc
starałam się tego nie przedłużać.
Omówiliśmy
stan mojej ręki i skutki dwumiesięcznego okresu bez ćwiczeń, mówiliśmy o
czasie, jaki mogłam poświęcić na spotkania, a przy okazji powiedziałam
Maksimowi o pracach, jakie wykonywałam i planowałam oraz o moich nowych
znajomych.
Widziałam,
że słuchał z zainteresowaniem i zadowoleniem.
Jak
zwykle, nic nie mówił.
Kiedy
już wychodziliśmy, usłyszałam jego pierwszy komentarz.
Skierowany
wprost do Alexa.
-
Widzę - powiedział mu Maksim cichym głosem, kiedy wyszliśmy za drzwi i
zakładaliśmy z Alex’em buty - że Sophie jest wreszcie spokojna i szczęśliwa.
Alex
zamarł i spojrzał szybko na mnie.
-
Musisz jej dawać dokładnie to, czego potrzebuje - dokończył Maksim, patrząc na
Alexa uważnie i badawczo.
Omójbosze!
Wyczuł
to.
Ten
facet zawsze wiedział, dokładnie wiedział co
powiedzieć i dokładnie w takiej chwili, kiedy to było potrzebne.
Mówiłam,
że był lepszy niż niejeden psychoterapeuta.
Poczułam,
że moja twarz przybrała ten łagodny wyraz, a oczy Alexa tak się wspaniale zaświeciły,
więc wiedziałam, że to poczuł.
Kochałam
go.
To
był nasz ostatni cały dobry dzień.
*****
Poprzedniego
dnia w południe zadzwonił do mnie agent Vice ze złą wiadomością.
Bardzo
złą.
Ojciec
Alexa został zwolniony za kaucją i przebywał w areszcie domowym.
Podobno
był dobrze pilnowany przez agentów i system elektroniczny, ale oboje z Alex’em
poczuliśmy niepokój i nie był to drobny
niepokój, co doskonale wiedziałam, kiedy zaraz po telefonie od Teodora Vice’a, Alex
zadzwonił do Davida.
David
go uspokajał, ale nadal mieliśmy pewne obawy, skoro wiedzieliśmy, że ojciec
Alexa miał bardzo dużo pieniędzy, prawdopodobnie
nie tylko na kontach, które były kontrolowane przez FBI i bardzo dużo różnych znajomości.
To
nie było dobre.
Dlatego
właśnie byłam zdenerwowana, zanim jeszcze tego dnia przyjechałam na budowę
Domu-Skały, a to, że Sammy się pomylił, nie poprawiło mojego nastroju.
Wściekłam
się.
-
Wyluzuj, Soph - warknął Sammy wchodząc do domu.
Kurwa!
-
Jak mam cholernie wyluzować -
krzyczałam, stojąc na drabinie - kiedy ty nie
umiesz używać miarki. Przesunąłeś ten kątownik o dwa cale!
Przyłożyłam
rozwiniętą sztywną miarkę do okna, żeby pokazać mu faktyczny błąd zamocowania
kątownika w górnej części.
Na
dole był dobrze przymocowany, zgodnie z planem, ale to mnie nie pocieszało.
-
Sammy - nadal mówiłam bardzo głośno, ale schodziłam na podłogę - przecież to
będzie cholernie zachodziło na to pieprzone
okno!
-
Już poprawiam - mruknął szybko Sammy, rozsądnie zauważając, że nie należało
tego dnia kłócić się ze mną o to, czy takie niewielkie przesunięcie będzie
właścicielom domu przeszkadzało podczas jego użytkowania.
Mogliby
tego nawet nie zauważyć.
Gówno
mnie to obchodziło.
Sammy
wziął do ręki wkrętarkę elektryczną, a ja przeszłam z miarką do następnych
okien.
Podłoga
w domu była położona, była równa (co sprawdziłam już wcześniej poziomicą
laserową), a pozostałe kątowniki wyglądały na dobrze zamocowane.
Chłopaki
zaczęli już przycinać płyty kartonowo gipsowe i wstawiać je w odpowiednie
miejsca.
Je
wszystkie również dokładnie zmierzyłam, nawet jak patrzyli na to ze słabo
skrywaną irytacją, kiedy przy tym warczałam na nich.
Chłopaki
wrócili z lunchu, pracowali w kompletnej ciszy nad kolejnymi ścianami, Sammy
kończył poprawianie kątownika, a ja poszłam do Raptora.
Kiedy
wróciłam, zawołałam Sammy’ego do siebie i rozłożyłam na stole narzędziowym
plany pomieszczeń, które rozrysowałam dla Eryka i Diany, zgodnie z naszymi
ustaleniami.
-
Sammy - powiedziałam, wskazując miejsca na planie i miejsca w domu - tu jest
kuchnia z wyspą otwarta na jadalnię. Dalej drzwi do pomieszczenia gospodarczego
i wyjście do garażu. Tam salon, wyjście na taras, z boku schodki do bawialni i
wyjście na drugi taras.
Odwróciłam
się i pokazywałam dalej na planie, a potem odwracałam się i machałam ręką, aby
wskazać miejsca w domu, które miały temu wszystkiemu odpowiadać.
-
Tu gabinet, toaleta, korytarz do sypialni, apartament główny i pokoje gościnne
z łazienkami - spojrzałam na moją prawą rękę - Tak?
Sammy
przyglądał się uważnie wszystkiemu i, zaraz jak skończyłam mówić, potwierdził -
Tak.
-
Zostawiam ci to, bo muszę jechać na spotkanie - wyprostowałam się i zaczęłam
zwijać plan - zacznijcie stawiać ścianki działowe.
Rozejrzałam
się po pracujących facetach.
-
Pilnuj miar, do kurwy nędzy, bo będziecie musieli wszystko poprawiać -
warknęłam jeszcze ostrzegawczo.
-
Dobra, szefowo - mruknął Sammy uspokajająco - wyluzuj, będzie dobrze.
Westchnęłam.
Dla
Sammy’ego zawsze wszystko było dobrze.
Chociaż,
musiałam przyznać, że znał się na tej robocie, jak nikt inny, więc zwykle było dobrze.
-
Sophie - zawołał mnie Sammy i skupiłam się na nim - Będzie dobrze - powtórzył z naciskiem - Z tamtym też.
Poczułam,
jak część mojego zdenerwowania odpływa.
Alex
powiadomił bowiem Sammy’ego o naszym najnowszym problemie i kazał mu mnie
pilnować.
Ale
musiałam pojechać na spotkanie.
Skinęłam
głową.
-
Tak - mruknęłam i poszłam do drzwi.
-
Wracam za godzinę - krzyknęłam do wszystkich, żeby się nadmiernie nie
rozluźniali i pilnowali dokładnej roboty.
I
pojechałam.
*****
Pół godziny
później
Wjechałam
do Downtown.
Ponieważ
musiałam porozmawiać z kimś, kto przeżył zagrożenie, kto wiedział, jak przy tym
czuł się jej mężczyzna, więc umówiłam się na spotkanie z Maggie i Alice, ale
poprosiłam o dyskrecję przed Evą.
Wiedziałam,
że łatwo się denerwowała, a jej ciąża była zagrożona, więc wszystkie starałyśmy
się ją uchronić przed zdenerwowaniem.
Dlatego
właśnie zwykle ja jej nie odwiedzałam
(z moimi problemami), ale wszystkie dziewczyny jeździły do niej regularnie.
Nawet
Alek i Sam czasem u niej bywali.
Chodziło
o zajęcie jej myśli, bo Eva nie lubiła być bezczynna, a właśnie taka musiała
być w ostatnich tygodniach ciąży.
A
dziewczyny były super.
Maggie
była porwana przez swojego eks-chłopaka terrorystę, a Alice była żoną
policjanta, więc pomyślałam, że właśnie ona najwięcej mogłyby mi coś powiedzieć
na temat ewentualnych zabezpieczeń, które mogłabym stosować na co dzień.
Nasz
Dom Pod Zielonym Dachem miał już super wypasiony system bezpieczeństwa, ale
nadal nie mogliśmy tam mieszkać, bo nie był wykończony wewnątrz.
W
wolnych dniach chłopaki postawili tam już wszystkie ścianki działowe, miałam
tam wodę, ciepło i prąd, ale łazienki wymagały armatury, kuchnia AGD, nie było
pomalowane i nie miałam tam wykończonych podłóg.
Również
garaż nie był wykończony, ale bez tego dałoby się tam mieszkać.
Ale
mieszkaliśmy nadal w kompleksie, jeździliśmy oddzielnie do pracy, nie miałam
nikogo przy sobie w niektóre noce, a przecież trzeba było czasem pojechać do
sklepu lub urzędów.
Uch!
Więc
potrzebowałam porady.
Umówiłyśmy
się tym razem w barze niedaleko biura, w którym pracowała Maggie, bo obie z
Alice miałyśmy czas, żeby dojechać, a Maggie musiała zdążyć porozmawiać w porze
swojej przerwy na lunch.
Pojechałam
na miejsce zgodnie z podpowiedziami mojej samochodowej nawigacji i zaparkowałam
na parkingu, z którego powinnam mieć do tego baru najbliżej, ale nadal musiałam
przejść spory kawałek.
Wysiadłam,
zamknęłam Raptora piszcząc pilotem w zamki i schowałam kluczyki do torebki.
Poprawiłam
kurtkę na plecach, przegarnęłam włosy, zarzuciłam torebkę na ramię i włożyłam
na nos okulary przeciwsłoneczne, bo, mimo drugiej połowy września, było bardzo
słonecznie.
Rozejrzałam
się i szybkim krokiem poszłam w stronę baru.
Alice
właśnie podeszła z naprzeciwka i tam wchodziła, więc, kiedy mnie zobaczyła,
pomachała do mnie i zatrzymała się przy drzwiach, żeby na mnie poczekać.
Przywitałyśmy
się, weszłyśmy i szybko namierzyłyśmy Maggie, siedzącą za stolikiem w głębi
baru.
Usiadłam
tyłem do drzwi, a dziewczyny siedziały naprzeciwko mnie.
Przyszła
kelnerka, zamówiłyśmy nasze jedzenie bez zastanawiania się i czytania menu,
poprosiłam o dużą colę i pochyliłam się do dziewczyn.
Pochyliły
się do mnie nad stolikiem.
Natychmiast
przystąpiłam do wprowadzania ich w to wszystko, co mnie dręczyło od
poprzedniego dnia.
Wysłuchały
mnie, przyniesiono nasze dania i napoje, jadłyśmy i rozmawiałyśmy.
-
Po pierwsze Eddie w takiej sytuacji, nigdy nie pozwoliłby mi jeździć samej po
mieście - zaczęła Alice.
Spojrzałam
na nią z wyrzutami sumienia.
Obiecałam
bowiem Alexowi, że nie będę nigdzie jeździła sama, zostanę na budowie, żeby
faceci mieli mnie na oku, a w razie potrzeby zadzwonię do niego.
Nie
zrobiłam tego, bo nie chciałam mu przeszkadzać w pracy.
Uznałam,
że dam sobie radę.
Zawsze
dawałam sobie radę sama.
-
O, rany - mruknęła Maggie - ona mu nie powiedziała.
Alice
zrobiła duże oczy.
-
Przyjechałaś tu nie mówiąc nic
swojemu facetowi? - zapytała ze zdziwieniem i autentycznym przerażeniem w
głosie.
-
David by się wściekł - mruknęła Maggie.
Co?
Spojrzałam
na nią z otwartymi ze zdziwienia ustami.
Chociaż
nie powinnam się dziwić.
David
był typem macho.
Alfa-twardziel-macho,
który wiedział, co robił, ale przy tym wymagał od innych pewnego posłuszeństwa.
Podejrzewałam,
że Eddie, pomimo swojej łagodności w stosunku do kobiet, zwłaszcza Alice, też
trochę taki był z racji wykonywanego zawodu.
Alex
taki nie był.
Ale
może trochę tak się czuł, a ja tego nie zauważyłam?
-
Sophie - zaczęła Maggie poważnym tonem - Tylko raz pojechałam gdziekolwiek bez wiedzy Davida i skończyło się to źle.
O,
kurwa!
-
Jak to? - spytałam mrugając gwałtownie.
-
Myślałam, że zdążę, zanim wróci z pracy i po drodze miałam wypadek - wyjaśniła
mi Maggie.
Odprężyłam
się.
-
Mój samochód wypadł z drogi, nikt nie wiedział, gdzie byłam, byłam zapięta
pasami i nie mogłam się odpiąć… - mówiła Maggie - telefon mi gdzieś poleciał i
nie miałam żadnego kontaktu.
-
Och, Maggie - szepnęłam.
Wyciągnęłam
rękę, by czubkami palców dotknąć jej dłoni, leżącej na stoiku.
-
Twój samochód jest lepszy, ale też zagrożenie jest poważniejsze - wtrąciła się
Alice - Jeśli cię dopadną, nie będziesz miała sposobu, by powiadomić kogokolwiek gdzie jesteś, że coś ci się
stało.
Nie
odwróciłam się w jej stronę.
-
Jak dałaś wtedy radę? - spytałam Maggie, nie słuchając Alice, bo nadal byłam
bardzo przejęta tym, co ją spotkało.
-
David dał mi kiedyś pożyczony od kogoś, przenośny GPS z funkcją przycisku
paniki - powiedziała pogodnie i zaczęła przeszukiwać swoją torebkę - nie
oddałam go, więc mogłam go użyć, żeby go zaalarmować. Potem dostałam to na
stałe.
Wyjęła
na to stolik i zobaczyłam bardzo niepozornie wyglądający aparacik.
Wzięłam
to do ręki.
Było
to zwykłe, czarne, nieduże pudełeczko.
Nic
szczególnego.
-
Tutaj - Maggie odwróciła to - jest przycisk.
Zobaczyłam
duży, również czarny guzik.
-
David ma w telefonie aplikację, która powiadamia go, kiedy to nacisnę - mówiła
Maggie bardzo zadowolonym tonem - i on i ja jesteśmy dzięki temu bardziej
spokojni. Ale bardziej on.
Ale super!
Oglądałam
to i pomyślałam, że powinnam sobie coś takiego kupić.
Natychmiast.
-
Maggie - zaczęłam - gdzie to można kupić?
-
Och, nie wiem - odparła zmartwiona.
-
Myślę, że można w Internecie - wtrąciła się Alice, również to oglądając,
pochylona głębiej w moją stronę nad stolikiem.
-
Weź to - powiedziała Maggie, wysuwając w moją stronę rękę, by zacisnąć moje
palce na pudełeczku - Jak kupisz swoje, to mi oddasz.
-
Och - zaprotestowałam - Nie mogę.
-
Możesz - mruknęła Alice.
-
Tobie jest teraz bardziej potrzebne, niż mnie - dodała Maggie.
Mogę?
Zastanowiłam
się przez chwilę, a potem podziękowałam z uśmiechem i schowałam to do kieszeni
dżinsów.
Zamierzałam
natychmiast poszukać takiego cuda dla siebie (mogłam to mieć za dwa dni i oddać
Maggie jej) i nakłonić Alexa, żeby założył aplikację do tego w swoim telefonie.
Nawet,
jak ja uważałam, że dam sobie radę, to Alex powinien mieć coś, co sprawiłoby,
że byłby bardziej spokojny.
Maggie
miała rację.
Alice
powiedziała mi jeszcze potem, że policja pomaga sobie czasami i koledzy, którzy
nie są na służbie, patrolują okolice, w której na przykład nocuje kobieta,
która jest w zagrożeniu.
Obiecała
mi, że porozmawia o mojej sprawie z Eddiem, żeby zorientował się, czy mogliby
to zrobić dla mnie w te noce, kiedy Alex byłby w pracy.
Jeszcze
bardziej super!
Dziewczyny
powiedziały mi również, że dawniej na galerii naszego kompleksu mieszkalnego
były kamery.
O,
Boże!
To
było fantastyczne.
Nie
był fantastyczny powód, dla którego zostały tam zamontowane, bo chodziło o
śledzenie przez kogoś Evy, ale to, że pomogły one Maggie, kiedy włamał się do
niej ten jej były chłopak - stalker terrorysta, już było.
Dziewczyny
nie chciały mi powiedzieć, kto założył te kamery, ale pomyślałam, że powinnam o
tym porozmawiać z Dominikiem, właścicielem kondominium, a on może powiedziałby
mi, czy był możliwe ponowne ich uruchomienie.
Mielibyśmy
z Alex’em dodatkową ochronę mieszkania nie tylko wtedy, kiedy byliśmy w nim
oboje.
Byłby
jeszcze bardziej spokojny.
To
było jeszcze lepsze.
Po
lunchu i uregulowaniu rachunku (chciałam zapłacić, bo spotkanie było z mojego
powodu, ale nie zgodziły się i każda płaciła za siebie), wstałyśmy wszystkie, pożegnałyśmy
się z Maggie i Alice i ja skierowałyśmy się do drzwi.
Maggie
podeszła jeszcze do lady, żeby kupić kawę na wynos dla swojego szefa i siebie.
Na
dworze przy drzwiach pożegnałyśmy się z Alice, a potem poszłam z powrotem do
Raptora.
Włożyłam
na nos okulary.
Byłam
zadowolona z tej rozmowy, planowałam kolejne kroki, więc byłam zamyślona i nie
rozglądałam się.
A
powinnam.
Kiedy
zaglądałam do torebki, żeby wyjąć telefon i zadzwonić do Alexa, by jednak
powiedzieć mu, gdzie byłam i dlaczego, nagle poczułam ukłucie na szyi,
zakręciło mi się w głowie, zrobiłam dwa chwiejne kroki i…
Ogarnęła
mnie ciemność.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń