Rozdział 14
Alex
Właśnie
wrócili z wezwania, kiedy to się stało.
Wezwanie
było banalne.
Starsza
pani zamknęła się na klucz w swoim mieszkaniu na trzecim piętrze tak dokładnie,
że nie umiała otworzyć zamków, więc zadzwoniła z prośbą o uratowanie jej.
Weszli
przez balkon, przeszli przez mieszkanie i…
Znaleźli
klucze do drzwi leżące na podłodze obok szafki w korytarzu.
Otworzyli
drzwi od środka, oddali klucze miłej starszej pani i pożegnali się z uśmiechem.
Nie
musieli nic robić.
Tylko
napisać potem pieprzony raport.
Wrócili
do remizy żartując.
Kiedy
uporządkowali wóz, co nie było trudne, skoro nie wyciągali większości sprzętów,
usiedli w największej sali przy wspólnym stole, żeby napisać raport i zjeść
lunch.
Jak
zwykle.
Nie
rozmawiali, bo nie było o czym.
Podawali
sobie tylko papiery do podpisania.
Wtedy
odezwał się telefon Davida, a ten wyjął go z kieszeni, spojrzał na wyświetlacz,
uśmiechnął się i wstał, żeby odebrać.
Wiedzieli,
że to oznaczało, że dzwoniła Maggie.
Tak
było zawsze.
-
Yo - usłyszeli oddalający się głos Davida, a potem kumpel zawrócił i stanął w
drzwiach pomieszczenia, patrząc w stronę Alexa.
Prosto
na niego.
Poważnie.
Alex
spiął się na widok jego miny.
-
Maggie, kochanie - powiedział spokojnie i powoli David do swojego telefonu -
Uspokój się i powtórz.
Kurwa.
Wszyscy,
nawet Alba, która nie znała Maggie i nie wiedziała, co z nią zaszło, co się między
nimi działo, patrzyli wyłącznie na Davida, bo jego napięcie było wyczuwalne jak
dotyk.
-
Dobra - rzucił David - idź do pracy. Ja się tym zajmę.
David
słuchał przez chwilę, a potem powtórzył powoli, napiętym tonem - Kruszynko. Idź do pracy. Ja się tym zajmę, tak?
Znowu
przez chwilę milczał.
-
Okej - rzucił jeszcze, co było niespotykane, chociaż w rozmowach z Maggie
zwyczajne, bo z kim innym zakończyłby już rozmowę - Na razie.
David
odjął telefon od ucha, rozłączył się i spojrzał na Alexa.
-
Mamy sytuację - rzucił, a potem zaczął wybierać jakiś numer.
Przyłożył
telefon do ucha i czekał dwie sekundy.
-
Filip - rzucił bez przywitania - Namierz ten GPS, który ma Maggie.
Rozłączył
się i podszedł bliżej, patrząc wyłącznie na Alexa, który już wstał od stołu i
zrobił krok w jego stronę, bo musiał
się dowiedzieć, co się stało.
Czuł,
że chodziło o Sophie i napięcie, które odczuwał od poprzedniego dnia zamieniło
się w strach.
Nie
patrzył na nikogo innego, tylko na Davida.
-
Maggie była w barze na spotkaniu z Sophie i Alice w czasie lunchu - wyjaśniał mu
David - Po rozmowie, one we dwie wyszły, a potem Maggie widziała przez okno,
jak się żegnały i rozeszły w różne strony. Kupowała jeszcze kawę, więc wyszła
nieco później. Nie zobaczyła już Sophie, ale jej Raptor nadal stał na parkingu.
Telefon Sophie nie odpowiada, samochód jest.
Kurwa!
Alex
o mało nie eksplodował.
-
Miała nie ruszać się z budowy -
warknął - Miała być z facetami.
Nie
wiedział, co mógłby zrobić.
Zakiwał
się w miejscu i krzyknął - Kurwa mać!
Złapał
rękoma swoje włosy, przejechał po nich i pomyślał przez sekundę.
-
Muszę porozmawiać z moim ojcem - mruknął do siebie i wyjął swój telefon z
kieszeni.
-
Nie! - David był szybki i stanowczy.
Podszedł
do Alexa błyskawicznie i przytrzymał dłonią jego rękę z telefonem z dala od
jego twarzy.
-
Twój ojciec chce, żebyś cierpiał… - mówił David coś, co Alex wiedział, skoro
opowiedział mu wcześniej o przejściach, w które zaangażowali FBI - wykorzysta
to.
David
wiedział wszystko, bo to jego Alex poprosił go o kontakt do FBI.
A
Alex właśnie uzmysłowił sobie, że mieli większą widownię, bo oprócz nich dwóch
w sali był jeszcze Jimmy, któremu Alex mógł zaufać, ale byli też Sam, Bill,
Alba i Olgierd.
Olgierd bez wątpienia zawsze by go wspierał, jak wszystkich z jednostki, ale pozostali
byli wielką niewiadomą, a Alex wolałby nie wtajemniczać obcych w swoje sprawy
rodzinne.
-
Racja - mruknął Alex, a David spostrzegł, że opuścił głowę i patrzył spode łba,
więc domyślił się w czym rzecz.
-
Chodźmy do pokoju - mruknął David i skinął głową w odpowiednim kierunku - to ci
wyjaśnię.
Przeszli
we dwóch do jednego z pokoi rekreacyjnych, podczas gdy pozostali patrzyli za
nimi i nie ruszali się ze swoich miejsc, a po wejściu tam David starannie
zamknął za nimi drzwi.
-
Sophie wzięła od Maggie przenośny GPS - wyjaśnił David cicho Alexowi - dostała
go ode mnie dawno temu, kiedy miała tamte problemy, pamiętasz, ale nigdy nie
oddała.
Alex
wyprostował się i spojrzał na kumpla z nadzieją i prawie z podziwem.
-
Sophie stwierdziła, że chce sobie taki kupić i wzięła ten Maggie na wzór -
wyjaśniał David - Nie nacisnęła przycisku paniki, co może oznaczać, że nie miała
na to czasu, pewno ją zaskoczyli, ale nadal pozostaje funkcja GPS. Namierzymy…
Odezwał
się telefon Davida i ten przerwał.
Spojrzał
na wyświetlacz i natychmiast odebrał.
-
Yo - rzucił, a potem słuchał krótko.
Następnie
rozłączył się i skierował się do drzwi, parząc w stronę Alexa.
-
Musimy zwolnić się u kapitana - powiedział do niego, a ten natychmiast ruszył
za nim.
Poszli
do Olgierda, który stał w swoim gabinecie, do którego drzwi były szeroko
otwarte, już był gotowy do zluzowania ich, bo trzymał telefon przy uchu, więc z
pewnością dzwonił po zastępstwo dla nich i tylko na ich widok skinął ręką w
stronę drzwi.
Gestem,
który znaczył spadajcie.
Alex
widział to już nie jeden raz, kiedy Jimmy miał swoje sprawy z Evą, albo kiedy
Maggie potrzebowała pomocy Davida.
Zawsze
Oli wspierał ich i załatwiał zastępstwa, kiedy tego potrzebowali.
Najlepszy
kapitan na świecie.
Poszli
więc we dwóch z Davidem do szafek, nie patrząc na pozostałych, zabrali swoje
rzeczy i szybko poszli na parking.
Wsiedli
we dwóch do Grand Cherokee Davida, zatrzasnęli drzwi, a potem Alex zapinał pasy
i patrzył, jak David sprawnie jednocześnie uruchomił silnik, podłączył telefon
do bluetooth, a zaraz potem przez głośnik SUV’a rozległ się sygnał wybierania
numeru.
-
Daj namiary - rzucił David, kiedy usłyszeli, że ktoś odebrał.
-
Jedź w kierunku Mount Olympus, podaję szczegółowe koordynaty - rozległ się
głos, który Alex kojarzył jako kumpla Davida, którego widział jeden, czy dwa
razy, kręcącego się w okolicy.
David
wyjechał z parkingu.
Reszta
tekstu, który słyszeli przez głośnik, była dla Alexa niezrozumiała, ale
najwyraźniej David wiedział, co robił.
Wpisał
coś do nawigacji i wystrzelili na ulice miasta, nie przejmując się
ograniczeniami prędkości.
-
Zawiadom Taylora - rzucił David do tamtego po drugiej stronie linii.
-
Przyjąłem, bez odbioru - rzucił tamten.
-
Bez odbioru - rzucił David i rozłączył się.
Alex
uznał, że powinien bardziej zainteresować się tym, co robił David.
Chociaż,
może nie.
Grunt,
że David wiedział, co robił.
Alex
wyjął swój telefon, przeszukał kontakty i wybrał numer.
-
Do kogo dzwonisz? - spytał David, marszcząc brwi i patrząc na jego działania
dość złowrogo.
-
Do agenta Vice’a - powiedział Alex, ale nie dodał nic więcej, bo agent odebrał.
-
Tak? - usłyszał Alex.
-
Witam, tu Alex Whitman - przedstawił się, ale nie bawił się w nadmierne
grzeczności - Sophie została porwana.
-
Skąd ten pomysł - spytał Vice, a Alex usłyszał, jak tamten się poruszał i robił
to szybko.
-
Nie będę teraz wyjaśniał - powiedział Alex - Jedziemy na miejsce ze znajomym,
który współpracuje z wami.
-
Co? - spytał tamten warcząc; wściekły,
że coś go ominęło.
-
Powiedz, żeby skontaktował się z majorem Taylorem ze SWAT - powiedział David, a
Alex spojrzał na niego, ale posłusznie powtórzył informację przez telefon.
Nie
przedłużał, zakończył rozmowę.
Kiedy
się rozłączyli, David jechał w milczeniu, ale Alex uznał, że musi wyjaśnić
kumplowi pewne rzeczy.
David
nie miał wszystkich informacji.
-
Mój ojciec obiecał Sophie jakiemuś popaprańcowi - powiedział głuchym głosem,
który był dodatkowo syczący, bo Alex czuł, jak zaciskały mu się z wściekłości
zęby - Jednemu z tych, którzy mają zyski z takich zboczeń, jak jego. Myśleliśmy,
że to przeszło, ale wczoraj mój ojciec został zwolniony za kaucją do aresztu
domowego.
-
Więc nie wiemy, kto ją porwał - podsumował David.
-
Nie - warknął Alex i czuł, jak wzbierała w nim ta nienawiść, którą czuł do
swojego ojca od wielu lat, a teraz została zwielokrotniona, po walniętych informacjach
o jego popapraniu.
David
skinął głową i zerknął uważnie na Alexa.
-
Alex - mruknął David i Alex skupił się na nim.
-
Musisz zachować spokój i dać nam działać - powiedział do niego niskim, poważnym
głosem.
Alex
skinął głową.
Wiedział
to.
Sam
nie potrafiłby wydobyć Sophie z tego gówna, w które ją wpakował.
Był
bezsilny.
Chryste
Wszechmogący!
Kopał
się w myślach.
Dlaczego
nie zostawił jej w spokoju.
Nie
miałaby do czynienia z tymi zbokami, nie znałaby brudu, jaki oblepiał
wszystkich, którzy zbliżyli się do Alexa.
*****
Sophie
Ocknęłam
się leżąc na wznak na średnio twardym, wyleżanym materacu bez poduszki, czy
innej pościeli.
Nie
otwierałam oczu.
Znałam
to ze szpitala psychiatrycznego, więc rozpoznałam od razu.
W
głowie mi huczało, miałam lekkie mdłości.
Środek
uspokajający.
Ręce
miałam skrępowane skórzanymi kajdankami, chociaż nietypowo, bo nad głową, szeroko,
a na dodatek miałam również przymocowane w kostkach, szeroko rozłożone nogi.
Byłam
rozkrzyżowana.
W
pomieszczeniu było o wiele więcej osób, świeciło na mnie ostre światło, co
czułam na powiekach i słyszałam gwar odległych rozmów.
-
Tutaj macie scenariusz - powiedział ktoś głośniej, jakby do widowni - Chcę
zobaczyć ostrą akcję. Jak dziwka będzie się opierała, to możecie jej przywalić.
I pieprzyć tak ostro, żeby kwiczała.
Ktoś
podszedł od mojej lewej strony.
-
Jaszcze się nie ocknęła? Ile jej tego dałeś, Big Dick? - pytał ten sam głos,
pochylając się w moją stronę.
-
Normalnie - powiedział ktoś, kto był dalej - Może jest bardziej wrażliwa. Daj
jej, szefie, jeszcze dwie minuty, a się ocknie.
-
Albo zacznijmy akcję, to się ocknie od tego - mruknął ktoś blisko mojej prawej
strony.
Zarechotali.
-
Chcę, żeby ta kurwa była całkiem przytomna - powiedział ten sam, co za
pierwszym razem - Artur dawno ją mi obiecał, a potem go załatwiła. Musi się cholernie
dowiedzieć, kto tu rządzi.
Usłyszałam
kilka pomruków, jakieś rechoty, a potem materac po mojej lewej lekko się ugiął.
Poczułam,
jak czyjaś ręka wsunęła się pod moją koszulkę.
Zdjęli
mi, widocznie, kurtkę i nie miałam na sobie butów.
Kiedy
palce dotarły do dołu mojej nagiej piersi, bo nie miałam na sobie stanika, nie
powstrzymałam wzdrygnięcia.
-
Taaa - mruknął z zadowoleniem ten, który najwidoczniej był tam szefem, a potem
powiedział głośniej - Dziwka się ocknęła. Możesz rozcinać jej ciuchy - rzucił
do kogoś, jednocześnie wstając z łóżka.
Nie
było dłużej sensu udawać, że byłam nieprzytomna.
Otworzyłam
oczy i rozejrzałam się.
Jednocześnie
starałam się zbadać zapięcie, napinając po kolei ręce i nogi.
Niestety,
dobrze trzymały.
Nie
miałam szansy na jakikolwiek ruch.
Otaczało
mnie trzech rosłych facetów, o różnym typie urody, którzy mieli na sobie tylko
slipki lub bokserki.
Dwóch
zdejmowało spodnie.
Dwóch
kolejnych było całkiem ubranych, z czego jeden trzymał w ręku brulion, otwarty
na pierwszych stronach i wywinięty niczym scenariusz jakiegoś poważnego filmu,
a drugi chodził blisko ścian pomieszczenia i…
Ustawiał
kamery i światła.
Przełknęłam.
Byłam
na środku planu filmowego, najwidoczniej porno.
I
byłam bezsilna.
Jeden
z tych prawie rozebranych zbliżył się do mnie z lśniącymi nożyczkami, wsunął
ostrze w lewą nogawkę dżinsów i zaczął mi ją systematycznie, powoli rozcinać od
dołu ku górze.
Szarpnęłam
głową i spojrzałam tam.
-
Co robicie! - wrzasnęłam.
Przerwał
na chwilę, spojrzał na mnie i uśmiechnął się raczej nieprzyjemnie.
-
Cicho, bo cię zakneblujemy - warknął szef.
Przestraszyłam
się, bo mogłam stracić szansę na jakąkolwiek obronę.
-
Dlaczego? - spytałam spokojniej - Kim jesteś?
-
Jestem Ian - przedstawił się (prawie, ale i tak znałam to imię) - Artur Whitman
dał mi cię do wykorzystania w moich filmach. Był mi coś winien za te
nastolatki, które mu dostarczam, więc zamierzam odebrać dług.
Zrobiło
mi się niedobrze.
-
Co? - wydusiłam z siebie.
-
Filmy porno to najlepszy zysk - wyjaśniał tamten, jakby się bawił moim strachem
- a kiedy nie muszę płacić aktorkom, zysk jest jeszcze większy.
Ten
z nożyczkami dotarł do mojej pachwiny i przeszedł dookoła łóżka, żeby ciąć drugą
nogawkę.
Ciął
moje spodnie nie spiesząc się, jakby miał mnóstwo czasu.
Z
przerażeniem uświadomiłam sobie, że miał dużo czasu, bo nikt nie wiedział, gdzie byłam.
Nikt
nawet nie zauważył, że zniknęłam.
Kompletnie
nikt.
I
to była moja wina.
Z
dziewczynami się pożegnałam i myślały, że pojechałam na budowę.
Sammy
myślał, że jeszcze nie skończyłam spotkania.
Alex
był w pracy.
O,
Boże!
Alex!
Będzie
zdruzgotany, jeśli coś mi zrobią.
Postanowiłam
grać na zwłokę i postarać się wymyślić jakiś plan.
Jakikolwiek.
-
Artur jest w areszcie domowym - powiedziałam - nie może…
-
Ale ty jesteś głupia - tamten zaśmiał
się nieprzyjemnie - Kontaktujemy się regularnie, rozmawialiśmy nawet, jak był w
kiciu.
-
Co? - wydusiłam znowu.
-
Taaa - tamten szepnął złowieszczo i ponownie usiadł na brzegu łóżka - Nie znasz
mocy pieniędzy, kotku. Jak masz kasę, możesz wszystko.
Poczułam
jego miękką, nieprzyjemną, wręcz obleśną, dłoń, sunącą wzdłuż mojej, nagiej
teraz, nogi.
Napięłam
się.
-
Zapłacicie za to - zagroziłam.
Ian
zaśmiał się pogardliwie.
-
Mała - parsknął - Nie jesteś pierwsza, która nam tak grozi. Zapewniam cię, że
każda w końcu zrozumiała, że musi nam się oddać cała i nic nam nie zrobi.
Zaczynałam
sądzić, że to była prawda.
Nikt
nie zamierzał przyjść mi na ratunek.
Tamten
z nożyczkami dotarł do pachwiny i zaczął rozcinać mi górę spodni niszcząc
ekspres, więc wkrótce moje spodnie opadły na boki w dwóch połówkach.
Potem
wstał z łóżka, brutalnie wyszarpnął resztki dżinsów spode mnie, więc zostałam
tylko w majtkach i koszulce.
Byłam
obnażona.
-
Ale ja nic nie zrobiłam - spróbowałam jeszcze innej strategii.
Rozejrzałam
się z przestrachem.
-
Zostawcie mnie, proszę - starałam się
brzmieć jak najbardziej błagalnie, płaczliwie.
-
Gówno mnie to obchodzi - stwierdził obojętnym tonem Ian - Masz zajebiste ciało
do rżnięcia, Artur chce, żebyś miała to nagranie, była porno gwiazdą, a ja mogę
to wrzucić do sieci i zarobić, nic więcej
mnie nie obchodzi.
Ten
z nożyczkami zaczął rozcinać moją koszulkę i mimowolnie się wzdrygnęłam,
napinając przy tym skórzane kajdanki, którymi byłam przypięta do łóżka.
-
Tak, o to chodzi - powiedział zadowoleniem Ian - Rzucaj się. Gwałciliśmy tutaj
różne, młode i starsze, ładne i brzydkie, jakie tylko potrzebowały nauczki. Chłopaki
są przyzwyczajeni. A na filmie lepiej wychodzi, jak dziwka się rzuca.
Zobaczyłam
z przerażeniem, że ci, którzy nas otaczali byli już całkiem rozebrani, a ich
kutasy w większości były gotowe do akcji.
W
tej samej chwili moja koszulka opadła na boki, a moje nagie piersi owionęło
chłodne powietrze, przez co sutki mi stwardniały.
-
O, proszę - zaśmiał się Ian, wskazując palcem na to, a potem pstrykając je
niedelikatnie - Zobaczcie, chłopaki, dziwka się podnieciła.
Nagle
poczułam nożyczki wchodzące w moje majtki, a w następnej sekundzie byłam bez
nich, bo zostały wyszarpnięte spod mojego tyłka.
-
Fiu - gwizdnął Ian - Jak ładnie ogolona do zera. Będziesz prawdziwą gwiazdą,
moja droga, oglądalność poszybuje do nieba, kiedy wpuszczę film z tobą do
naszego kanału.
Wstał,
klasnął w dłonie i powiedział:
-
Kamera, akcja - machnął niedbale ręką w moją stronę i dodał - Kurwa jest wasza,
wiecie, co macie robić. Scenariusz jest ustalony.
Mężczyźni
zaczęli się do mnie zbliżać, a ja nie mogłam się ruszyć.
Nic
nie wymyśliłam.
Mogłam
jedynie patrzeć bezradnie i czekać na to, co zamierzali zrobić.
Jedyne,
co huczało mi w głowie to: Nie, nie
możecie, to jest Alexa!
Pierwszy ukląkł między moimi nogami, poczułam jego owłosione łydki dotykające
wrażliwej skóry na wewnętrznej stronie moich ud, potem poczułam, jak dotknął
mnie tam i nagle usłyszałam hałas, a wszyscy odwrócili się w jedną stronę.
Rozległ
się charakterystyczny trzask wyważanych drzwi.
Poczułam
taką ulgę, że o mało się nie rozpłakałam.
Uratowana.
Gówno.
Histeryczka.
Wariatka.
*****
Alex
Czekali
tak długo, że Alex czuł to, jakby minęły godziny.
Wiedział,
że upłynęło zaledwie pięć minut, odkąd dotarli na miejsce, a David poszedł się
spotkać z kimś, kto przyjechał wozem SWAT.
Przekazywał
informacje, które dał mu Alex.
Potem
David wrócił do Cherokee i czekali we dwóch.
Alex
nie zapytał, skąd David znał SWAT, ani co dla nich robił.
To
nie było w tej chwili ważne.
Ważne
było tylko to, żeby iść na ratunek Sophie.
Alex
miał wszystkie mięśnie napięte jak postronki, ale David wyglądał na całkiem
spokojnego.
Potem
przyjechał agent Vice, ale też tylko spojrzał na Alexa, który nie ruszył się ze
swojego miejsca i szybko poszedł do wozu SWAT.
Potem
tamci weszli do budynku, który wyglądał dosyć przeciętnie, chociaż miał
nietypowo duży garaż, jak na zwykły dom mieszkalny.
Jednostka
SWAT weszła do środka w szyku bojowym, jaki Alex widywał tylko na filmach.
Potem
David wysiadł i mruknął przy tym do Alexa - Idziemy.
Więc
Alex też wysiadł.
Kiedy
pokrzykiwania nawołujące do poddania się i pozostałe hałasy opadły, David
zaprowadził Alexa do środka i pozwolił mu wejść do garażu.
Sophie
siedziała tam na ogromnym łóżku po środku, między rozstawionymi jak na planie
filmowym światłami i kamerami, miała podkulone nogi i była ubrana w biały,
flanelowy szlafrok.
Płakała.
Alex
podszedł do niej, chociaż ktoś go próbował zatrzymać.
Kiedy
Sophie go zauważyła, zerwała się z łóżka na równe (bose) nogi i rzuciła się w
jego ramiona.
Podniósł
ją, trzymając pod kolanami i za plecami, a potem usiadł na tym pieprzonym łóżku
i posadził ją sobie na kolanach.
Wbijała
się w jego ciało tak, jak wtedy, kiedy myślała, że uwierzył w jej kłamstwa i
więcej go nie zobaczy.
Zacisnęła
pięści na jego koszulce na piersi i przy szyi, skuliła się i szlochała, trzęsąc
się rozpaczliwie.
Kurwa!
Zamierzał
zabić tego dupka, swojego ojca!
-
Pani Cammarata - odezwał się do niej policjant z jednostki SWAT - major Taylor.
Potrzebujemy pani zeznań.
-
Kurwa - warknął Alex - Nie możecie poczekać?
Vice
i Taylor spojrzeli na niego zimno.
-
Nie - chlipnęła Sophie - Już dobrze.
Wciągnęła
drżący, urywany wdech i było widać, jak na dłoni, że próbowała się uspokoić.
Alex
wiedział, że mogła dać radę, jego Sophie zawsze dawała radę.
Nawet,
kiedy spadały na nią kolejne warstwy tego gówna, które leciały za Alex’em za
sprawą jego ojca.
Wyprostowała
się trochę i spojrzała na tamtego.
Nie
czekała na pytania.
-
Wstrzyknęli mi coś na parkingu - powiedziała do niego. Wskazując palcem jakiś
punkt na swojej szyi - Może potrzebne będą badania krwi.
-
Okej - mruknął tamten i skinął głową, uśmiechając się lekko.
Tak,
jego Sophie wiedziała różne rzeczy i Alex mógł być z niej dumny.
-
Potem ocknęłam się tutaj, otoczona przez tych - skinęła głową w stronę facetów,
którzy byli wyprowadzani z garażu nadzy i skuci kajdankami.
Ktoś
zbierał ich ubrania, ale raczej nikt nie przejmował się tym, że zaraz tamci mieli
znaleźć się na dworze (a było chłodno) bez ubrania.
Wszystko
razem, ubrania i skuci mężczyźni, mieli być przewiezieni samochodem, który
podjeżdżał, kiedy Alex z Davidem wchodzili do budynku.
-
Nic więcej nie wiem - dodała Sophie.
-
Więc nic nie mamy - mruknął Taylor.
Sophie
nagle wyprostowała się i obejrzała przez ramię.
-
Tamta jedna kamera - wskazała palcem lewej ręki za siebie - Była cały czas
włączona, a teraz nie działa.
-
Skąd wiesz, Sophie? - usłyszeli z boku pytanie, które zadał Vice.
-
Bo to czerwone światełko migało tylko na niej, kiedy ja… kiedy mnie… -
przerwała nagle, skuliła się i po jej twarzy znowu popłynęły łzy, więc Alex
zaczął się zastanawiać, czy się nie spóźnili.
Czy
nie…
-
Przepraszam - szepnęła Sophie i wyprostowała się.
Alex
przesunął otwartą dłonią po jej plecach.
-
Już dobrze - mruknął jej do ucha.
Spojrzała
na niego i zobaczył, pieprzyć go, zobaczył,
jak jej oczy lekko się rozjaśniły.
-
Tak - szepnęła - Teraz już dobrze.
Vice
poszedł do kamery, którą wskazała Sophie, więc oboje się odwrócili w tamtym
kierunku.
Zobaczyli,
że przez lateksowe rękawiczki, ostrożnie wcisnął przyciski i oglądał to, co prawdopodobnie
pojawiało się na ekraniku.
Alex
cały czas trzymał ją mocno w swoich objęciach.
-
Masz rację, Sophie - zawołał Vice - ma coś nagrane na karcie pamięci.
Jeden
z funkcjonariuszy podszedł tam, rozmontowali kamerę i zabezpieczyli w zaklejonym
foliowym worku.
Podszedł
do nich sanitariusz z przyborami do pobierania krwi, zawinął rękaw szlafroka na
ręce Sophie i wbił tam igłę.
Alex
wolał nie patrzeć, jak strzykawka napełniała się jej krwią.
A
potem sanitariusz położył jej watkę w gięciu łokcia, kazał jej przytrzymać, zakleił
ukłucie plastrem i odsunął się.
Sophie
przez cały czas była bardzo spokojna.
Jakby
była przyzwyczajona.
-
Czy możemy jechać do domu? - spytała w końcu cicho Sophie, więc Alex spojrzał
na nią, a potem przeniósł wzrok na Davida, który stał niedaleko i rozmawiał z
oficerem SWAT, który wcześniej wypytywał Sophie.
David
spojrzał na nich, skinął głową, powiedział coś do majora Taylora i podszedł do
nich, do łóżka, jednocześnie z agentem Vice.
-
Okej - powiedział Vice, patrząc na Sophie - Mamy wszystko. Możecie jechać.
Sophie, jakbyś potrzebowała…
-
Mam kogoś, kto mi pomoże - powiedziała cicho, ale stanowczo Sophie.
Vice
skinął głową i odsunął się na bok.
Alex
wstał, ale nie wypuścił Sophie ze swoich ramion.
-
Odwiozę was - powiedział David i ruszył jako pierwszy w stronę wyjścia.
-
Sophie, twojego Raptora dostarczymy za jakąś godzinę. Daj mi klucz -
powiedział, kiedy Alex szedł za nim z Sophie w ramionach.
Sophie
wyjęła klucz z torebki, którą ktoś podniósł z podłogi i w międzyczasie podał
jej do ręki, a potem przypomniała sobie:
-
David, w moich… - przełknęła ślinę i ciągnęła dalej - tam, w moich spodniach
jest ten GPS Maggie.
-
Racja - powiedział David i otworzył drzwi, żeby ich wypuścić na dwór.
Sophie
położyła głowę na ramieniu Alexa, z dłonią z jednej strony jego szyi, a czołem
wciśniętym w drugą i, pieprzyć go, poczuł się od tego o wiele, wiele lepiej.
Przynajmniej dawał jej
pocieszenie.
Wyszli
przed dom, przekonali się, że policji jest nawet więcej niż poprzednio, ale,
nie zwracając na nikogo uwagi, poszli do Cherokee.
Alex
posadził Sophie na tylnym siedzeniu i wsiadł za nią tymi samymi drzwiami, kiedy
się przesunęła na środek kanapy.
Przypiął
siebie pasem i odwrócił ją tyłem do kierunku jazdy z nogami zgiętymi w kolanach
w kierunku oparcia siedzenia, żeby mogła ponownie wcisnąć twarz w jego szyję.
Tym
razem obie ręce miała przyciśnięte do swojej klatki piersiowej.
Skuliła
się.
Alex
objął ją oburącz i trzymał mocno.
David
przyszedł niedługo potem.
Wsiadając
na miejsce kierowcy, zatrzymał się na sekundę, spojrzał na nich, wyszczerzył
głupkowato zęby, ale tylko pokręcił głową i nie powiedział ani jednego pieprzonego
słowa.
Dzięki
cholernemu Chrystusowi.
*****
Sophie
Następnego dnia
rano
Zanim
wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do mojego kompleksu mieszkalnego, David w
samochodzie zapytał Alexa, co ma zrobić z jego Mustangiem, który został na
parkingu przy remizie.
Śpiesząc
mi na ratunek przyjechali Grand Cherokee Davida, a Shelby Alexa został przy ich
pracy.
Alex
mruknął niezobowiązująco, że sobie poradzimy.
Później.
Nie
pytałam, jakim cudem udało im się zwolnić z pracy, skoro była dopiero czwarta
po południu, kiedy przybyli mi na ratunek, a powinni przecież pracować do
szóstej.
Wtulałam
się w uspokajające, twarde ciepło ciała Alexa i próbowałam uporządkować moje
myśli.
Bez
powodzenia.
David
podjechał na parking dla mieszkańców, Alex wysiadł, wziął mnie na ręce i
podziękował Davidowi, mówiąc mu, że damy sobie radę.
Kiedy
podeszliśmy na galerię i do drzwi mojego mieszkania Alex wypuścił mnie z ramion
i stanęłam na bose nogi, żeby mógł wyjąć klucz z kieszeni.
Miałam
wrażenie, że się rozpadnę.
Musiałam
zebrać swoje siły.
Alex
nie wziął mnie później na ręce, bo mu uciekłam i sama przeszłam szybko
korytarzem do swojej sypialni, by jak najszybciej znaleźć dla siebie czyste
ubranie.
Pobiegłam.
W
tym czasie zadzwonił telefon Alexa.
Kiedy
prawie wbiegałam w drzwi sypialni usłyszałam, jak odebrał - Tak?
Nie
zapytałam, a i on nie powiedział mi, kto dzwonił, ani dlaczego.
W
ogóle nie rozmawialiśmy.
Przez
cały wieczór.
Alex
zrobił coś na kolację, ale nie byłam głodna.
Usiadłam
z nim i dłubałam zamyślona w talerzu.
Bowiem
podczas przebierania się uświadomiłam sobie, że muszę uwolnić od siebie Alexa.
Byłam
słaba.
Byłam
wariatką.
Byłam
słabą wariatką, która nie potrafiła uchronić ani siebie, ani swoich bliskich
przed całym gównem, które lało się na wszystkich z całego świata.
To,
co się stało, wszystko to, było wyłącznie z mojej winy.
Zrobiłam
tak strasznie głupio.
Jak
ja mogłam pozwolić na coś takiego!
Wpakowałam
się w taką sytuację, w której byłam (znowu) cholernie bezsilna, nie mogłam z niej wybrnąć, nie miałam możliwości
powiedzenia własnego zdania.
Nic.
Byłam
zdana na laskę innych, a to miało odbić się na Alexie, a może też i na mamie
Alexa, Vito i moich przyjaciółkach.
Naraziłam
ich wszystkich na stres.
Gówno.
Więc,
kiedy Alex nie odzywał się do mnie w czasie kolacji, milcząco siedzieliśmy na
kanapie, oglądając jakiś film, którego nie zapamiętałam i nie odzywaliśmy się
do siebie, kiedy założyłam swoją koszulkę nocną i szykowaliśmy się do snu,
stwierdziłam, że miałam rację i Alex też tak czuł.
To
było dla mnie jak oskarżenie.
W
nocy znowu się obudziłam, ale tym razem nie z powodu koszmaru, a przynajmniej
nie tego, co zwykle mnie nawiedzał.
Leżałam
na ramieniu Alexa, słuchałam jego spokojnego oddechu i czułam, jakby w moim
sercu rosły kamienie.
Ciążyły
mi tak bardzo, że musiałam wstać.
Poszłam
boso do kuchni, nalałam sobie szklankę wody, a potem usiadłam na stołku i
powoli piłam.
Alex
się nie obudził, a przynajmniej nie przyszedł do mnie.
Położyłam
się na kanapie ze zwiniętymi do piersi nogami, owinęłam je ramionami i tak
trwałam aż do świtu.
Bezsennie.
Potem
wróciłam do łóżka i wślizgnęłam się pod kołdrę.
Alex
się nie obudził.
Godzinę
później wstałam, poszłam pod prysznic i zaczęłam się szykować na mój dzień.
Alex
wstał niewiele później ode mnie i przyszykował dla nas śniadanie.
Nie
byłam głodna, ale postarałam się trochę zjeść, żeby mu sprawić przyjemność i
żeby nie okazać się niewdzięczną za to, że tyle dla mnie robił.
Ubrałam
się, zapytałam, czy mam zawieźć go po odbiór jego Mustanga i, kiedy powiedział
krótko, że sobie poradzi, zeszłam do mojego Raptora, którego wieczorem David
podstawił na mój parking i zostawił Alexowi kluczyki, a potem pojechałam do
pracy.
Na
budowę Domu-Skały.
*****
Trzy godziny
później
Na
budowie Domu-Skały trwał zwykły ruch.
Nie
miałam tam właściwie nic do roboty, bo chłopaki sobie świetnie poradzili
poprzedniego dnia.
Wszystkie
ściany wewnętrzne już stały, część ścianek działowych również.
Wypakowałam
część materiałów, które miałam na kipie, sprawdzałam plany i prawidłowość postawienia
przez facetów ścianek działowych, oglądałam wdmuchiwaną izolację.
Właściwie
nie powinnam tam być.
Wdmuchiwanie
izolacji było głośne i nieprzyjemne.
Wymagało
obecności tylko Sammy’ego i Bobie’go.
Ale
nie wiedziałam, gdzie indziej mogłabym być.
Bo
nie chciałam być w swoim mieszkaniu z Alex’em.
Kiedy
chłopaki zrobili sobie przerwę, podeszłam do nich i, już zmęczona tym dniem, powiedziałam
cicho:
-
Sammy, przepraszam, ale gdybyś mógł zmierzyć ustawienie tamtych kątowników -
pokazałam je palcem - Wydaje mi się, że ta ścianka będzie przesunięta o jakieś pięć
cali.
Sammy
i Bobie spojrzeli na mnie zdumieni.
Nie
obchodziło mnie to.
Nie
miałam energii, żeby się nad tym zastanawiać.
-
Popraw, bo chyba nie zmieszczą się szafki zamówione do kuchni - dokończyłam apatycznie
i odeszłam od nich.
Sprawdziłam
jeszcze kilka elementów, a potem pożegnałam się z nimi i pojechałam do domu na
lunch.
Bo
co innego miałam zrobić?
*****
Nie
byłam głodna, ale przyszła odpowiednia pora i należało coś zjeść.
Nie
zadzwoniłam i nie uprzedziłam Alexa, że przyjadę do mieszkania.
Powinnam
popracować przy laptopie.
Powinnam
zadzwonić do tych potencjalnych klientów, którzy zgłosili się w odpowiedzi na
reklamy zamieszczone na mojej stronie internetowej.
Nie
miałam ochoty.
Na
nic.
Kiedy
weszłam do mieszkania, Alex właśnie kończył robić kanapkę na gorąco, co było
czuć, bo rozlegał się wspaniały aromat.
-
Hej - przywitałam się z progu.
-
Hej - odkrzyknął, ale bez radości w głosie.
Nie
cieszył się, że byłam z nim, bo nie chciał ze mną być, albo zastanawiał się,
czy to było dla niego dobre.
Wtedy
wiedziałam, co muszę zrobić.
Uratować
go przede mną.
Przed
słabą wariatką, jaką byłam.
Musiałam
poczekać, aż zje lunch.
Przygotował
sobie jedzenie, więc nie mogłam mu psuć również apetytu.
-
Zjesz ze mną? - zapytał.
-
Okej - powiedziałam apatycznie i poszłam w stronę kuchni.
Alex
włożył na patelnię drugą kanapkę do zapiekania, więc staliśmy i patrzyliśmy na
to.
Wreszcie
ocknęłam się i podeszłam do ekspresu, żeby zrobić kawę.
-
Też chcesz? - zapytałam Alexa, kiedy ekspres się rozgrzewał.
-
Tak - odparł i wyjęłam dwa kubki, a potem wcisnęłam odpowiednie guziki, żeby
ekspres robił dla nas jednocześnie dwie americano.
Kiedy
kawa była gotowa (na co znowu się zagapiłam bezmyślnie), Alex wyjął właśnie dwa
talerze i nałożył dla nas kanapki, więc usiedliśmy obok siebie na stołkach przy
blacie i jedliśmy.
Milcząco.
Po
skończonym lunchu posprzątaliśmy wspólnie i tak samo zabraliśmy naszą kawę i
poszliśmy usiąść na kanapie.
Jakby
to było coś zwykłego.
Zawsze
tak robiliśmy, więc może było.
Prawie
dopiłam swoją kawę, kiedy to mnie naszło.
-
Myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć - wyrzuciłam, patrząc wprost przed
siebie i ściskając kubek w obu dłoniach.
-
Co? - usłyszałam zduszone pytanie Alexa.
-
Ja… - zająknęłam się, nadal nie patrząc w jego stronę - Potrzebuję trochę
czasu, żeby pomyśleć.
Wciągnęłam
powietrze, wyprostowałam się i odwróciłam w jego stronę.
Alex
zacisnął zęby, podniósł brodę, spojrzał na mnie, a potem nagle wstał, poszedł w
stronę kuchni, odstawił kubek do zlewu, minął mnie, nadal znieruchomiałą na
kanapie i poszedł do sypialni.
Wypuściłam
powietrze z płuc.
Nawet
nie drgnęłam.
Nie
wiedziałam, na co właściwie liczyłam.
Może
sądziłam, że będzie się ze mną kłócił.
Że
rzuci mi znowu w twarz, że byłam suką.
Podejrzewałam
wszystko, tylko nie to, co się właśnie działo.
Alex
wyszedł z sypialni ze spakowaną torbą i poszedł prosto do drzwi.
Bez
jednego słowa.
A
potem usłyszałam, jak otworzył je z klucza, wyszedł, zamknął za sobą i
usłyszałam jego szybkie kroki, kiedy zbiegał ze schodów.
Zamknęłam
oczy.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń