piątek, 6 maja 2022

14 - Ratunek

 

Rozdział 14

Ratunek  

Alex

 

 

 

Właśnie wrócili z wezwania, kiedy to się stało.

Wezwanie było banalne.

Starsza pani zamknęła się na klucz w swoim mieszkaniu na trzecim piętrze tak dokładnie, że nie umiała otworzyć zamków, więc zadzwoniła z prośbą o uratowanie jej.

Weszli przez balkon, przeszli przez mieszkanie i…

Znaleźli klucze do drzwi leżące na podłodze obok szafki w korytarzu.

Otworzyli drzwi od środka, oddali klucze miłej starszej pani i pożegnali się z uśmiechem.

Nie musieli nic robić.

Tylko napisać potem pieprzony raport.

Wrócili do remizy żartując.

Kiedy uporządkowali wóz, co nie było trudne, skoro nie wyciągali większości sprzętów, usiedli w największej sali przy wspólnym stole, żeby napisać raport i zjeść lunch.

Jak zwykle.

Nie rozmawiali, bo nie było o czym.

Podawali sobie tylko papiery do podpisania.

Wtedy odezwał się telefon Davida, a ten wyjął go z kieszeni, spojrzał na wyświetlacz, uśmiechnął się i wstał, żeby odebrać.

Wiedzieli, że to oznaczało, że dzwoniła Maggie.

Tak było zawsze.

- Yo - usłyszeli oddalający się głos Davida, a potem kumpel zawrócił i stanął w drzwiach pomieszczenia, patrząc w stronę Alexa.

Prosto na niego.

Poważnie.

Alex spiął się na widok jego miny.

- Maggie, kochanie - powiedział spokojnie i powoli David do swojego telefonu - Uspokój się i powtórz.

Kurwa.

Wszyscy, nawet Alba, która nie znała Maggie i nie wiedziała, co z nią zaszło, co się między nimi działo, patrzyli wyłącznie na Davida, bo jego napięcie było wyczuwalne jak dotyk.

- Dobra - rzucił David - idź do pracy. Ja się tym zajmę.

David słuchał przez chwilę, a potem powtórzył powoli, napiętym tonem - Kruszynko. Idź do pracy. Ja się tym zajmę, tak?

Znowu przez chwilę milczał.

- Okej - rzucił jeszcze, co było niespotykane, chociaż w rozmowach z Maggie zwyczajne, bo z kim innym zakończyłby już rozmowę - Na razie.

David odjął telefon od ucha, rozłączył się i spojrzał na Alexa.

- Mamy sytuację - rzucił, a potem zaczął wybierać jakiś numer.

Przyłożył telefon do ucha i czekał dwie sekundy.

- Filip - rzucił bez przywitania - Namierz ten GPS, który ma Maggie.

Rozłączył się i podszedł bliżej, patrząc wyłącznie na Alexa, który już wstał od stołu i zrobił krok w jego stronę, bo musiał się dowiedzieć, co się stało.

Czuł, że chodziło o Sophie i napięcie, które odczuwał od poprzedniego dnia zamieniło się w strach.

Nie patrzył na nikogo innego, tylko na Davida.

- Maggie była w barze na spotkaniu z Sophie i Alice w czasie lunchu - wyjaśniał mu David - Po rozmowie, one we dwie wyszły, a potem Maggie widziała przez okno, jak się żegnały i rozeszły w różne strony. Kupowała jeszcze kawę, więc wyszła nieco później. Nie zobaczyła już Sophie, ale jej Raptor nadal stał na parkingu. Telefon Sophie nie odpowiada, samochód jest.

Kurwa!

Alex o mało nie eksplodował.

- Miała nie ruszać się z budowy - warknął - Miała być z facetami.

Nie wiedział, co mógłby zrobić.

Zakiwał się w miejscu i krzyknął - Kurwa mać!

Złapał rękoma swoje włosy, przejechał po nich i pomyślał przez sekundę.

- Muszę porozmawiać z moim ojcem - mruknął do siebie i wyjął swój telefon z kieszeni.

- Nie! - David był szybki i stanowczy.

Podszedł do Alexa błyskawicznie i przytrzymał dłonią jego rękę z telefonem z dala od jego twarzy.

- Twój ojciec chce, żebyś cierpiał… - mówił David coś, co Alex wiedział, skoro opowiedział mu wcześniej o przejściach, w które zaangażowali FBI - wykorzysta to.

David wiedział wszystko, bo to jego Alex poprosił go o kontakt do FBI.

A Alex właśnie uzmysłowił sobie, że mieli większą widownię, bo oprócz nich dwóch w sali był jeszcze Jimmy, któremu Alex mógł zaufać, ale byli też Sam, Bill, Alba i Olgierd.

Olgierd bez wątpienia zawsze by go wspierał, jak wszystkich z jednostki, ale pozostali byli wielką niewiadomą, a Alex wolałby nie wtajemniczać obcych w swoje sprawy rodzinne.

- Racja - mruknął Alex, a David spostrzegł, że opuścił głowę i patrzył spode łba, więc domyślił się w czym rzecz.

- Chodźmy do pokoju - mruknął David i skinął głową w odpowiednim kierunku - to ci wyjaśnię.

Przeszli we dwóch do jednego z pokoi rekreacyjnych, podczas gdy pozostali patrzyli za nimi i nie ruszali się ze swoich miejsc, a po wejściu tam David starannie zamknął za nimi drzwi.

- Sophie wzięła od Maggie przenośny GPS - wyjaśnił David cicho Alexowi - dostała go ode mnie dawno temu, kiedy miała tamte problemy, pamiętasz, ale nigdy nie oddała.

Alex wyprostował się i spojrzał na kumpla z nadzieją i prawie z podziwem.

- Sophie stwierdziła, że chce sobie taki kupić i wzięła ten Maggie na wzór - wyjaśniał David - Nie nacisnęła przycisku paniki, co może oznaczać, że nie miała na to czasu, pewno ją zaskoczyli, ale nadal pozostaje funkcja GPS. Namierzymy…

Odezwał się telefon Davida i ten przerwał.

Spojrzał na wyświetlacz i natychmiast odebrał.

- Yo - rzucił, a potem słuchał krótko.

Następnie rozłączył się i skierował się do drzwi, parząc w stronę Alexa.

- Musimy zwolnić się u kapitana - powiedział do niego, a ten natychmiast ruszył za nim.

Poszli do Olgierda, który stał w swoim gabinecie, do którego drzwi były szeroko otwarte, już był gotowy do zluzowania ich, bo trzymał telefon przy uchu, więc z pewnością dzwonił po zastępstwo dla nich i tylko na ich widok skinął ręką w stronę drzwi.

Gestem, który znaczył spadajcie.

Alex widział to już nie jeden raz, kiedy Jimmy miał swoje sprawy z Evą, albo kiedy Maggie potrzebowała pomocy Davida.

Zawsze Oli wspierał ich i załatwiał zastępstwa, kiedy tego potrzebowali.

Najlepszy kapitan na świecie.

Poszli więc we dwóch z Davidem do szafek, nie patrząc na pozostałych, zabrali swoje rzeczy i szybko poszli na parking.

Wsiedli we dwóch do Grand Cherokee Davida, zatrzasnęli drzwi, a potem Alex zapinał pasy i patrzył, jak David sprawnie jednocześnie uruchomił silnik, podłączył telefon do bluetooth, a zaraz potem przez głośnik SUV’a rozległ się sygnał wybierania numeru.

- Daj namiary - rzucił David, kiedy usłyszeli, że ktoś odebrał.

- Jedź w kierunku Mount Olympus, podaję szczegółowe koordynaty - rozległ się głos, który Alex kojarzył jako kumpla Davida, którego widział jeden, czy dwa razy, kręcącego się w okolicy.

David wyjechał z parkingu.

Reszta tekstu, który słyszeli przez głośnik, była dla Alexa niezrozumiała, ale najwyraźniej David wiedział, co robił.

Wpisał coś do nawigacji i wystrzelili na ulice miasta, nie przejmując się ograniczeniami prędkości.

- Zawiadom Taylora - rzucił David do tamtego po drugiej stronie linii.

- Przyjąłem, bez odbioru - rzucił tamten.

- Bez odbioru - rzucił David i rozłączył się.

Alex uznał, że powinien bardziej zainteresować się tym, co robił David.

Chociaż, może nie.

Grunt, że David wiedział, co robił.

Alex wyjął swój telefon, przeszukał kontakty i wybrał numer.

- Do kogo dzwonisz? - spytał David, marszcząc brwi i patrząc na jego działania dość złowrogo.

- Do agenta Vice’a - powiedział Alex, ale nie dodał nic więcej, bo agent odebrał.

- Tak? - usłyszał Alex.

- Witam, tu Alex Whitman - przedstawił się, ale nie bawił się w nadmierne grzeczności - Sophie została porwana.

- Skąd ten pomysł - spytał Vice, a Alex usłyszał, jak tamten się poruszał i robił to szybko.

- Nie będę teraz wyjaśniał - powiedział Alex - Jedziemy na miejsce ze znajomym, który współpracuje z wami.

- Co? - spytał tamten warcząc; wściekły, że coś go ominęło.

- Powiedz, żeby skontaktował się z majorem Taylorem ze SWAT - powiedział David, a Alex spojrzał na niego, ale posłusznie powtórzył informację przez telefon.

Nie przedłużał, zakończył rozmowę.

Kiedy się rozłączyli, David jechał w milczeniu, ale Alex uznał, że musi wyjaśnić kumplowi pewne rzeczy.

David nie miał wszystkich informacji.

- Mój ojciec obiecał Sophie jakiemuś popaprańcowi - powiedział głuchym głosem, który był dodatkowo syczący, bo Alex czuł, jak zaciskały mu się z wściekłości zęby - Jednemu z tych, którzy mają zyski z takich zboczeń, jak jego. Myśleliśmy, że to przeszło, ale wczoraj mój ojciec został zwolniony za kaucją do aresztu domowego.

- Więc nie wiemy, kto ją porwał - podsumował David.

- Nie - warknął Alex i czuł, jak wzbierała w nim ta nienawiść, którą czuł do swojego ojca od wielu lat, a teraz została zwielokrotniona, po walniętych informacjach o jego popapraniu.

David skinął głową i zerknął uważnie na Alexa.

- Alex - mruknął David i Alex skupił się na nim.

- Musisz zachować spokój i dać nam działać - powiedział do niego niskim, poważnym głosem.

Alex skinął głową.

Wiedział to.

Sam nie potrafiłby wydobyć Sophie z tego gówna, w które ją wpakował.

Był bezsilny.

Chryste Wszechmogący!

Kopał się w myślach.

Dlaczego nie zostawił jej w spokoju.

Nie miałaby do czynienia z tymi zbokami, nie znałaby brudu, jaki oblepiał wszystkich, którzy zbliżyli się do Alexa.

*****

Sophie

Ocknęłam się leżąc na wznak na średnio twardym, wyleżanym materacu bez poduszki, czy innej pościeli.

Nie otwierałam oczu.

Znałam to ze szpitala psychiatrycznego, więc rozpoznałam od razu.

W głowie mi huczało, miałam lekkie mdłości.

Środek uspokajający.

Ręce miałam skrępowane skórzanymi kajdankami, chociaż nietypowo, bo nad głową, szeroko, a na dodatek miałam również przymocowane w kostkach, szeroko rozłożone nogi.

Byłam rozkrzyżowana.

W pomieszczeniu było o wiele więcej osób, świeciło na mnie ostre światło, co czułam na powiekach i słyszałam gwar odległych rozmów.

- Tutaj macie scenariusz - powiedział ktoś głośniej, jakby do widowni - Chcę zobaczyć ostrą akcję. Jak dziwka będzie się opierała, to możecie jej przywalić. I pieprzyć tak ostro, żeby kwiczała.

Ktoś podszedł od mojej lewej strony.

- Jaszcze się nie ocknęła? Ile jej tego dałeś, Big Dick? - pytał ten sam głos, pochylając się w moją stronę.

- Normalnie - powiedział ktoś, kto był dalej - Może jest bardziej wrażliwa. Daj jej, szefie, jeszcze dwie minuty, a się ocknie.

- Albo zacznijmy akcję, to się ocknie od tego - mruknął ktoś blisko mojej prawej strony.

Zarechotali.

- Chcę, żeby ta kurwa była całkiem przytomna - powiedział ten sam, co za pierwszym razem - Artur dawno ją mi obiecał, a potem go załatwiła. Musi się cholernie dowiedzieć, kto tu rządzi.

Usłyszałam kilka pomruków, jakieś rechoty, a potem materac po mojej lewej lekko się ugiął.

Poczułam, jak czyjaś ręka wsunęła się pod moją koszulkę.

Zdjęli mi, widocznie, kurtkę i nie miałam na sobie butów.

Kiedy palce dotarły do dołu mojej nagiej piersi, bo nie miałam na sobie stanika, nie powstrzymałam wzdrygnięcia.

- Taaa - mruknął z zadowoleniem ten, który najwidoczniej był tam szefem, a potem powiedział głośniej - Dziwka się ocknęła. Możesz rozcinać jej ciuchy - rzucił do kogoś, jednocześnie wstając z łóżka.

Nie było dłużej sensu udawać, że byłam nieprzytomna.

Otworzyłam oczy i rozejrzałam się.

Jednocześnie starałam się zbadać zapięcie, napinając po kolei ręce i nogi.

Niestety, dobrze trzymały.

Nie miałam szansy na jakikolwiek ruch.

Otaczało mnie trzech rosłych facetów, o różnym typie urody, którzy mieli na sobie tylko slipki lub bokserki.

Dwóch zdejmowało spodnie.

Dwóch kolejnych było całkiem ubranych, z czego jeden trzymał w ręku brulion, otwarty na pierwszych stronach i wywinięty niczym scenariusz jakiegoś poważnego filmu, a drugi chodził blisko ścian pomieszczenia i…

Ustawiał kamery i światła.

Przełknęłam.

Byłam na środku planu filmowego, najwidoczniej porno.

I byłam bezsilna.

Jeden z tych prawie rozebranych zbliżył się do mnie z lśniącymi nożyczkami, wsunął ostrze w lewą nogawkę dżinsów i zaczął mi ją systematycznie, powoli rozcinać od dołu ku górze.

Szarpnęłam głową i spojrzałam tam.

- Co robicie! - wrzasnęłam.

Przerwał na chwilę, spojrzał na mnie i uśmiechnął się raczej nieprzyjemnie.

- Cicho, bo cię zakneblujemy - warknął szef.

Przestraszyłam się, bo mogłam stracić szansę na jakąkolwiek obronę.

- Dlaczego? - spytałam spokojniej - Kim jesteś?

- Jestem Ian - przedstawił się (prawie, ale i tak znałam to imię) - Artur Whitman dał mi cię do wykorzystania w moich filmach. Był mi coś winien za te nastolatki, które mu dostarczam, więc zamierzam odebrać dług.

Zrobiło mi się niedobrze.

- Co? - wydusiłam z siebie.

- Filmy porno to najlepszy zysk - wyjaśniał tamten, jakby się bawił moim strachem - a kiedy nie muszę płacić aktorkom, zysk jest jeszcze większy.

Ten z nożyczkami dotarł do mojej pachwiny i przeszedł dookoła łóżka, żeby ciąć drugą nogawkę.

Ciął moje spodnie nie spiesząc się, jakby miał mnóstwo czasu.

Z przerażeniem uświadomiłam sobie, że miał dużo czasu, bo nikt nie wiedział, gdzie byłam.

Nikt nawet nie zauważył, że zniknęłam.

Kompletnie nikt.

I to była moja wina.

Z dziewczynami się pożegnałam i myślały, że pojechałam na budowę.

Sammy myślał, że jeszcze nie skończyłam spotkania.

Alex był w pracy.

O, Boże!

Alex!

Będzie zdruzgotany, jeśli coś mi zrobią.

Postanowiłam grać na zwłokę i postarać się wymyślić jakiś plan.

Jakikolwiek.

- Artur jest w areszcie domowym - powiedziałam - nie może…

- Ale ty jesteś głupia - tamten zaśmiał się nieprzyjemnie - Kontaktujemy się regularnie, rozmawialiśmy nawet, jak był w kiciu.

- Co? - wydusiłam znowu.

- Taaa - tamten szepnął złowieszczo i ponownie usiadł na brzegu łóżka - Nie znasz mocy pieniędzy, kotku. Jak masz kasę, możesz wszystko.

Poczułam jego miękką, nieprzyjemną, wręcz obleśną, dłoń, sunącą wzdłuż mojej, nagiej teraz, nogi.

Napięłam się.

- Zapłacicie za to - zagroziłam.

Ian zaśmiał się pogardliwie.

- Mała - parsknął - Nie jesteś pierwsza, która nam tak grozi. Zapewniam cię, że każda w końcu zrozumiała, że musi nam się oddać cała i nic nam nie zrobi.

Zaczynałam sądzić, że to była prawda.

Nikt nie zamierzał przyjść mi na ratunek.

Tamten z nożyczkami dotarł do pachwiny i zaczął rozcinać mi górę spodni niszcząc ekspres, więc wkrótce moje spodnie opadły na boki w dwóch połówkach.

Potem wstał z łóżka, brutalnie wyszarpnął resztki dżinsów spode mnie, więc zostałam tylko w majtkach i koszulce.

Byłam obnażona.

- Ale ja nic nie zrobiłam - spróbowałam jeszcze innej strategii.

Rozejrzałam się z przestrachem.

- Zostawcie mnie, proszę - starałam się brzmieć jak najbardziej błagalnie, płaczliwie.

- Gówno mnie to obchodzi - stwierdził obojętnym tonem Ian - Masz zajebiste ciało do rżnięcia, Artur chce, żebyś miała to nagranie, była porno gwiazdą, a ja mogę to wrzucić do sieci i zarobić, nic więcej  mnie nie obchodzi.

Ten z nożyczkami zaczął rozcinać moją koszulkę i mimowolnie się wzdrygnęłam, napinając przy tym skórzane kajdanki, którymi byłam przypięta do łóżka.

- Tak, o to chodzi - powiedział zadowoleniem Ian - Rzucaj się. Gwałciliśmy tutaj różne, młode i starsze, ładne i brzydkie, jakie tylko potrzebowały nauczki. Chłopaki są przyzwyczajeni. A na filmie lepiej wychodzi, jak dziwka się rzuca.

Zobaczyłam z przerażeniem, że ci, którzy nas otaczali byli już całkiem rozebrani, a ich kutasy w większości były gotowe do akcji.

W tej samej chwili moja koszulka opadła na boki, a moje nagie piersi owionęło chłodne powietrze, przez co sutki mi stwardniały.

- O, proszę - zaśmiał się Ian, wskazując palcem na to, a potem pstrykając je niedelikatnie - Zobaczcie, chłopaki, dziwka się podnieciła.

Nagle poczułam nożyczki wchodzące w moje majtki, a w następnej sekundzie byłam bez nich, bo zostały wyszarpnięte spod mojego tyłka.

- Fiu - gwizdnął Ian - Jak ładnie ogolona do zera. Będziesz prawdziwą gwiazdą, moja droga, oglądalność poszybuje do nieba, kiedy wpuszczę film z tobą do naszego kanału.

Wstał, klasnął w dłonie i powiedział:

- Kamera, akcja - machnął niedbale ręką w moją stronę i dodał - Kurwa jest wasza, wiecie, co macie robić. Scenariusz jest ustalony.

Mężczyźni zaczęli się do mnie zbliżać, a ja nie mogłam się ruszyć.

Nic nie wymyśliłam.

Mogłam jedynie patrzeć bezradnie i czekać na to, co zamierzali zrobić.

Jedyne, co huczało mi w głowie to: Nie, nie możecie, to jest Alexa!

Pierwszy ukląkł między moimi nogami, poczułam jego owłosione łydki dotykające wrażliwej skóry na wewnętrznej stronie moich ud, potem poczułam, jak dotknął mnie tam i nagle usłyszałam hałas, a wszyscy odwrócili się w jedną stronę.

Rozległ się charakterystyczny trzask wyważanych drzwi.

Poczułam taką ulgę, że o mało się nie rozpłakałam.

Uratowana.

Gówno.

Histeryczka.

Wariatka.

*****

Alex

Czekali tak długo, że Alex czuł to, jakby minęły godziny.

Wiedział, że upłynęło zaledwie pięć minut, odkąd dotarli na miejsce, a David poszedł się spotkać z kimś, kto przyjechał wozem SWAT.

Przekazywał informacje, które dał mu Alex.

Potem David wrócił do Cherokee i czekali we dwóch.

Alex nie zapytał, skąd David znał SWAT, ani co dla nich robił.

To nie było w tej chwili ważne.

Ważne było tylko to, żeby iść na ratunek Sophie.

Alex miał wszystkie mięśnie napięte jak postronki, ale David wyglądał na całkiem spokojnego.

Potem przyjechał agent Vice, ale też tylko spojrzał na Alexa, który nie ruszył się ze swojego miejsca i szybko poszedł do wozu SWAT.

Potem tamci weszli do budynku, który wyglądał dosyć przeciętnie, chociaż miał nietypowo duży garaż, jak na zwykły dom mieszkalny.

Jednostka SWAT weszła do środka w szyku bojowym, jaki Alex widywał tylko na filmach.

Potem David wysiadł i mruknął przy tym do Alexa - Idziemy.

Więc Alex też wysiadł.

Kiedy pokrzykiwania nawołujące do poddania się i pozostałe hałasy opadły, David zaprowadził Alexa do środka i pozwolił mu wejść do garażu.

Sophie siedziała tam na ogromnym łóżku po środku, między rozstawionymi jak na planie filmowym światłami i kamerami, miała podkulone nogi i była ubrana w biały, flanelowy szlafrok.

Płakała.

Alex podszedł do niej, chociaż ktoś go próbował zatrzymać.

Kiedy Sophie go zauważyła, zerwała się z łóżka na równe (bose) nogi i rzuciła się w jego ramiona.

Podniósł ją, trzymając pod kolanami i za plecami, a potem usiadł na tym pieprzonym łóżku i posadził ją sobie na kolanach.

Wbijała się w jego ciało tak, jak wtedy, kiedy myślała, że uwierzył w jej kłamstwa i więcej go nie zobaczy.

Zacisnęła pięści na jego koszulce na piersi i przy szyi, skuliła się i szlochała, trzęsąc się rozpaczliwie.

Kurwa!

Zamierzał zabić tego dupka, swojego ojca!

- Pani Cammarata - odezwał się do niej policjant z jednostki SWAT - major Taylor. Potrzebujemy pani zeznań.

- Kurwa - warknął Alex - Nie możecie poczekać?

Vice i Taylor spojrzeli na niego zimno.

- Nie - chlipnęła Sophie - Już dobrze.

Wciągnęła drżący, urywany wdech i było widać, jak na dłoni, że próbowała się uspokoić.

Alex wiedział, że mogła dać radę, jego Sophie zawsze dawała radę.

Nawet, kiedy spadały na nią kolejne warstwy tego gówna, które leciały za Alex’em za sprawą jego ojca.

Wyprostowała się trochę i spojrzała na tamtego.

Nie czekała na pytania.

- Wstrzyknęli mi coś na parkingu - powiedziała do niego. Wskazując palcem jakiś punkt na swojej szyi - Może potrzebne będą badania krwi.

- Okej - mruknął tamten i skinął głową, uśmiechając się lekko.

Tak, jego Sophie wiedziała różne rzeczy i Alex mógł być z niej dumny.

- Potem ocknęłam się tutaj, otoczona przez tych - skinęła głową w stronę facetów, którzy byli wyprowadzani z garażu nadzy i skuci kajdankami.

Ktoś zbierał ich ubrania, ale raczej nikt nie przejmował się tym, że zaraz tamci mieli znaleźć się na dworze (a było chłodno) bez ubrania.

Wszystko razem, ubrania i skuci mężczyźni, mieli być przewiezieni samochodem, który podjeżdżał, kiedy Alex z Davidem wchodzili do budynku.

- Nic więcej nie wiem - dodała Sophie.

- Więc nic nie mamy - mruknął Taylor.

Sophie nagle wyprostowała się i obejrzała przez ramię.

- Tamta jedna kamera - wskazała palcem lewej ręki za siebie - Była cały czas włączona, a teraz nie działa.

- Skąd wiesz, Sophie? - usłyszeli z boku pytanie, które zadał Vice.

- Bo to czerwone światełko migało tylko na niej, kiedy ja… kiedy mnie… - przerwała nagle, skuliła się i po jej twarzy znowu popłynęły łzy, więc Alex zaczął się zastanawiać, czy się nie spóźnili.

Czy nie…

- Przepraszam - szepnęła Sophie i wyprostowała się.

Alex przesunął otwartą dłonią po jej plecach.

- Już dobrze - mruknął jej do ucha.

Spojrzała na niego i zobaczył, pieprzyć go, zobaczył, jak jej oczy lekko się rozjaśniły.

- Tak - szepnęła - Teraz już dobrze.

Vice poszedł do kamery, którą wskazała Sophie, więc oboje się odwrócili w tamtym kierunku.

Zobaczyli, że przez lateksowe rękawiczki, ostrożnie wcisnął przyciski i oglądał to, co prawdopodobnie pojawiało się na ekraniku.

Alex cały czas trzymał ją mocno w swoich objęciach.

- Masz rację, Sophie - zawołał Vice - ma coś nagrane na karcie pamięci.

Jeden z funkcjonariuszy podszedł tam, rozmontowali kamerę i zabezpieczyli w zaklejonym foliowym worku.

Podszedł do nich sanitariusz z przyborami do pobierania krwi, zawinął rękaw szlafroka na ręce Sophie i wbił tam igłę.

Alex wolał nie patrzeć, jak strzykawka napełniała się jej krwią.

A potem sanitariusz położył jej watkę w gięciu łokcia, kazał jej przytrzymać, zakleił ukłucie plastrem i odsunął się.

Sophie przez cały czas była bardzo spokojna.

Jakby była przyzwyczajona.

- Czy możemy jechać do domu? - spytała w końcu cicho Sophie, więc Alex spojrzał na nią, a potem przeniósł wzrok na Davida, który stał niedaleko i rozmawiał z oficerem SWAT, który wcześniej wypytywał Sophie.

David spojrzał na nich, skinął głową, powiedział coś do majora Taylora i podszedł do nich, do łóżka, jednocześnie z agentem Vice.

- Okej - powiedział Vice, patrząc na Sophie - Mamy wszystko. Możecie jechać. Sophie, jakbyś potrzebowała…

- Mam kogoś, kto mi pomoże - powiedziała cicho, ale stanowczo Sophie.

Vice skinął głową i odsunął się na bok.

Alex wstał, ale nie wypuścił Sophie ze swoich ramion.

- Odwiozę was - powiedział David i ruszył jako pierwszy w stronę wyjścia.

- Sophie, twojego Raptora dostarczymy za jakąś godzinę. Daj mi klucz - powiedział, kiedy Alex szedł za nim z Sophie w ramionach.

Sophie wyjęła klucz z torebki, którą ktoś podniósł z podłogi i w międzyczasie podał jej do ręki, a potem przypomniała sobie:

- David, w moich… - przełknęła ślinę i ciągnęła dalej - tam, w moich spodniach jest ten GPS Maggie.

- Racja - powiedział David i otworzył drzwi, żeby ich wypuścić na dwór.

Sophie położyła głowę na ramieniu Alexa, z dłonią z jednej strony jego szyi, a czołem wciśniętym w drugą i, pieprzyć go, poczuł się od tego o wiele, wiele lepiej.

Przynajmniej dawał jej pocieszenie.

Wyszli przed dom, przekonali się, że policji jest nawet więcej niż poprzednio, ale, nie zwracając na nikogo uwagi, poszli do Cherokee.

Alex posadził Sophie na tylnym siedzeniu i wsiadł za nią tymi samymi drzwiami, kiedy się przesunęła na środek kanapy.

Przypiął siebie pasem i odwrócił ją tyłem do kierunku jazdy z nogami zgiętymi w kolanach w kierunku oparcia siedzenia, żeby mogła ponownie wcisnąć twarz w jego szyję.

Tym razem obie ręce miała przyciśnięte do swojej klatki piersiowej.

Skuliła się.

Alex objął ją oburącz i trzymał mocno.

David przyszedł niedługo potem.

Wsiadając na miejsce kierowcy, zatrzymał się na sekundę, spojrzał na nich, wyszczerzył głupkowato zęby, ale tylko pokręcił głową i nie powiedział ani jednego pieprzonego słowa.

Dzięki cholernemu Chrystusowi.

*****

Sophie

Następnego dnia rano

Zanim wczoraj wieczorem przyjechaliśmy do mojego kompleksu mieszkalnego, David w samochodzie zapytał Alexa, co ma zrobić z jego Mustangiem, który został na parkingu przy remizie.

Śpiesząc mi na ratunek przyjechali Grand Cherokee Davida, a Shelby Alexa został przy ich pracy.

Alex mruknął niezobowiązująco, że sobie poradzimy.

Później.

Nie pytałam, jakim cudem udało im się zwolnić z pracy, skoro była dopiero czwarta po południu, kiedy przybyli mi na ratunek, a powinni przecież pracować do szóstej.

Wtulałam się w uspokajające, twarde ciepło ciała Alexa i próbowałam uporządkować moje myśli.

Bez powodzenia.

David podjechał na parking dla mieszkańców, Alex wysiadł, wziął mnie na ręce i podziękował Davidowi, mówiąc mu, że damy sobie radę.

Kiedy podeszliśmy na galerię i do drzwi mojego mieszkania Alex wypuścił mnie z ramion i stanęłam na bose nogi, żeby mógł wyjąć klucz z kieszeni.

Miałam wrażenie, że się rozpadnę.

Musiałam zebrać swoje siły.

Alex nie wziął mnie później na ręce, bo mu uciekłam i sama przeszłam szybko korytarzem do swojej sypialni, by jak najszybciej znaleźć dla siebie czyste ubranie.

Pobiegłam.

W tym czasie zadzwonił telefon Alexa.

Kiedy prawie wbiegałam w drzwi sypialni usłyszałam, jak odebrał - Tak?

Nie zapytałam, a i on nie powiedział mi, kto dzwonił, ani dlaczego.

W ogóle nie rozmawialiśmy.

Przez cały wieczór.

Alex zrobił coś na kolację, ale nie byłam głodna.

Usiadłam z nim i dłubałam zamyślona w talerzu.

Bowiem podczas przebierania się uświadomiłam sobie, że muszę uwolnić od siebie Alexa.

Byłam słaba.

Byłam wariatką.

Byłam słabą wariatką, która nie potrafiła uchronić ani siebie, ani swoich bliskich przed całym gównem, które lało się na wszystkich z całego świata.

To, co się stało, wszystko to, było wyłącznie z mojej winy.

Zrobiłam tak strasznie głupio.

Jak ja mogłam pozwolić na coś takiego!

Wpakowałam się w taką sytuację, w której byłam (znowu) cholernie bezsilna, nie mogłam z niej wybrnąć, nie miałam możliwości powiedzenia własnego zdania.

Nic.

Byłam zdana na laskę innych, a to miało odbić się na Alexie, a może też i na mamie Alexa, Vito i moich przyjaciółkach.

Naraziłam ich wszystkich na stres.

Gówno.

Więc, kiedy Alex nie odzywał się do mnie w czasie kolacji, milcząco siedzieliśmy na kanapie, oglądając jakiś film, którego nie zapamiętałam i nie odzywaliśmy się do siebie, kiedy założyłam swoją koszulkę nocną i szykowaliśmy się do snu, stwierdziłam, że miałam rację i Alex też tak czuł.

To było dla mnie jak oskarżenie.

W nocy znowu się obudziłam, ale tym razem nie z powodu koszmaru, a przynajmniej nie tego, co zwykle mnie nawiedzał.

Leżałam na ramieniu Alexa, słuchałam jego spokojnego oddechu i czułam, jakby w moim sercu rosły kamienie.

Ciążyły mi tak bardzo, że musiałam wstać.

Poszłam boso do kuchni, nalałam sobie szklankę wody, a potem usiadłam na stołku i powoli piłam.

Alex się nie obudził, a przynajmniej nie przyszedł do mnie.

Położyłam się na kanapie ze zwiniętymi do piersi nogami, owinęłam je ramionami i tak trwałam aż do świtu.

Bezsennie.

Potem wróciłam do łóżka i wślizgnęłam się pod kołdrę.

Alex się nie obudził.

Godzinę później wstałam, poszłam pod prysznic i zaczęłam się szykować na mój dzień.

Alex wstał niewiele później ode mnie i przyszykował dla nas śniadanie.

Nie byłam głodna, ale postarałam się trochę zjeść, żeby mu sprawić przyjemność i żeby nie okazać się niewdzięczną za to, że tyle dla mnie robił.

Ubrałam się, zapytałam, czy mam zawieźć go po odbiór jego Mustanga i, kiedy powiedział krótko, że sobie poradzi, zeszłam do mojego Raptora, którego wieczorem David podstawił na mój parking i zostawił Alexowi kluczyki, a potem pojechałam do pracy.

Na budowę Domu-Skały.

*****

Trzy godziny później

Na budowie Domu-Skały trwał zwykły ruch.

Nie miałam tam właściwie nic do roboty, bo chłopaki sobie świetnie poradzili poprzedniego dnia.

Wszystkie ściany wewnętrzne już stały, część ścianek działowych również.

Wypakowałam część materiałów, które miałam na kipie, sprawdzałam plany i prawidłowość postawienia przez facetów ścianek działowych, oglądałam wdmuchiwaną izolację.

Właściwie nie powinnam tam być.

Wdmuchiwanie izolacji było głośne i nieprzyjemne.

Wymagało obecności tylko Sammy’ego i Bobie’go.

Ale nie wiedziałam, gdzie indziej mogłabym być.

Bo nie chciałam być w swoim mieszkaniu z Alex’em.

Kiedy chłopaki zrobili sobie przerwę, podeszłam do nich i, już zmęczona tym dniem, powiedziałam cicho:

- Sammy, przepraszam, ale gdybyś mógł zmierzyć ustawienie tamtych kątowników - pokazałam je palcem - Wydaje mi się, że ta ścianka będzie przesunięta o jakieś pięć cali.

Sammy i Bobie spojrzeli na mnie zdumieni.

Nie obchodziło mnie to.

Nie miałam energii, żeby się nad tym zastanawiać.

- Popraw, bo chyba nie zmieszczą się szafki zamówione do kuchni - dokończyłam apatycznie i odeszłam od nich.

Sprawdziłam jeszcze kilka elementów, a potem pożegnałam się z nimi i pojechałam do domu na lunch.

Bo co innego miałam zrobić?

*****

Nie byłam głodna, ale przyszła odpowiednia pora i należało coś zjeść.

Nie zadzwoniłam i nie uprzedziłam Alexa, że przyjadę do mieszkania.

Powinnam popracować przy laptopie.

Powinnam zadzwonić do tych potencjalnych klientów, którzy zgłosili się w odpowiedzi na reklamy zamieszczone na mojej stronie internetowej.

Nie miałam ochoty.

Na nic.

Kiedy weszłam do mieszkania, Alex właśnie kończył robić kanapkę na gorąco, co było czuć, bo rozlegał się wspaniały aromat.

- Hej - przywitałam się z progu.

- Hej - odkrzyknął, ale bez radości w głosie.

Nie cieszył się, że byłam z nim, bo nie chciał ze mną być, albo zastanawiał się, czy to było dla niego dobre.

Wtedy wiedziałam, co muszę zrobić.

Uratować go przede mną.

Przed słabą wariatką, jaką byłam.

Musiałam poczekać, aż zje lunch.

Przygotował sobie jedzenie, więc nie mogłam mu psuć również apetytu.

- Zjesz ze mną? - zapytał.

- Okej - powiedziałam apatycznie i poszłam w stronę kuchni.

Alex włożył na patelnię drugą kanapkę do zapiekania, więc staliśmy i patrzyliśmy na to.

Wreszcie ocknęłam się i podeszłam do ekspresu, żeby zrobić kawę.

- Też chcesz? - zapytałam Alexa, kiedy ekspres się rozgrzewał.

- Tak - odparł i wyjęłam dwa kubki, a potem wcisnęłam odpowiednie guziki, żeby ekspres robił dla nas jednocześnie dwie americano.

Kiedy kawa była gotowa (na co znowu się zagapiłam bezmyślnie), Alex wyjął właśnie dwa talerze i nałożył dla nas kanapki, więc usiedliśmy obok siebie na stołkach przy blacie i jedliśmy.

Milcząco.

Po skończonym lunchu posprzątaliśmy wspólnie i tak samo zabraliśmy naszą kawę i poszliśmy usiąść na kanapie.

Jakby to było coś zwykłego.

Zawsze tak robiliśmy, więc może było.

Prawie dopiłam swoją kawę, kiedy to mnie naszło.

- Myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć - wyrzuciłam, patrząc wprost przed siebie i ściskając kubek w obu dłoniach.

- Co? - usłyszałam zduszone pytanie Alexa.

- Ja… - zająknęłam się, nadal nie patrząc w jego stronę - Potrzebuję trochę czasu, żeby pomyśleć.

Wciągnęłam powietrze, wyprostowałam się i odwróciłam w jego stronę.

Alex zacisnął zęby, podniósł brodę, spojrzał na mnie, a potem nagle wstał, poszedł w stronę kuchni, odstawił kubek do zlewu, minął mnie, nadal znieruchomiałą na kanapie i poszedł do sypialni.

Wypuściłam powietrze z płuc.

Nawet nie drgnęłam.

Nie wiedziałam, na co właściwie liczyłam.

Może sądziłam, że będzie się ze mną kłócił.

Że rzuci mi znowu w twarz, że byłam suką.

Podejrzewałam wszystko, tylko nie to, co się właśnie działo.

Alex wyszedł z sypialni ze spakowaną torbą i poszedł prosto do drzwi.

Bez jednego słowa.

A potem usłyszałam, jak otworzył je z klucza, wyszedł, zamknął za sobą i usłyszałam jego szybkie kroki, kiedy zbiegał ze schodów.

Zamknęłam oczy.


 

2 komentarze: