Rozdział 20
Sophie
Dwa tygodnie
później, Boże Narodzenie
Nie
patrzyłam na niewielką gromadkę moich Najbardziej Na Całym Świecie Ulubionych
Ludzi (oprócz rodziny mojego brata, Juliet i Marii), którzy zebrali się, by zobaczyć,
Maggie i Davida zabierających się za pokrojenie swojego tortu weselnego.
Większość
z nich stanowili moi przyjaciele.
Również
ich przyjaciele.
Niektórych
mogłoby to zdziwić, ale my wszyscy wiedzieliśmy, więc nie dziwiliśmy się.
Nie
było tam rodziny Davida ani Maggie.
Był
przyjaciel Maggie z partnerem, przyjaciel Davida bez partnerki i my.
Grono
przyjaciół.
Więc
nic dziwnego, że David (a tym bardziej Maggie) nie przejmował się tym, że
wszyscy to usłyszeliśmy.
Należę do ciebie.
Powtarzali
to sobie słowami i piosenkami.
Raz
za razem.
A
my wszyscy cieszyliśmy się, że to mają.
Ale
ja teraz patrzyłam tylko na Alexa i martwiłam się.
Mój
mężczyzna był zmęczony i widziałam to, ale nie chciał się poddać (jak to
określił) i wyjść przed nowożeńcami, którzy zaraz mieli jechać w krótką,
kilkudniową podróż poślubną.
Alex
ćwiczył codziennie w domu i dwa razy w tygodniu miał rehabilitacje w szpitalu,
ale ciągle jeszcze rana po postrzale nie zagoiła się w pełni, więc nie mógł
brać głębokich wdechów.
Przez
to szybciej się męczył.
Również
bolało go podczas niektórych ruchów tułowia i barków, chociaż nie przyznałby
się do tego pod karą… o, nie, co ja mówię.
Myślałam
o tym, a także wspominałam ostatnie rewelacje, które usłyszeliśmy od agenta
Vice’a.
Tego
samego dnia, kiedy my zostaliśmy zaatakowani, ojciec Alexa został zamordowany w swojej celi, w areszcie.
Nie
było wiadomo przez kogo, a właściwie było wiadomo przez kogo, ale nie było wiadomo dla kogo.
Zadźgali
go.
A
zabójca milczał.
Rozpoczęła
się właśnie sprawa spadkowa po nim, która nie była trudna, bo Arthur Whitman nie
miał innej rodziny, niż Alex i jego mama, nie czerpał zysków z działalności
przestępczej, a większość majątku została przez niego odziedziczona po
rodzicach.
Po
prostu wykorzystywał te pieniądze w bardzo zły
sposób.
A
na dodatek napisał testament.
Wyglądało
na to, że połowę majątku dostanie Mama Juliet, a połowę Alex.
Alex
nie był z tego powodu szczęśliwy.
Ale
przecież nie musieliśmy z tego korzystać.
Mieliśmy
wystarczająco dużo, jak dla nas dwojga.
Mieliśmy
wszystko to, czego potrzebowaliśmy do szczęścia.
Bo
mieliśmy siebie.
Ian
Jak-Mu-Tam został wreszcie skazany za przestępstwa federalne, więc jego kara
była nieubłagana.
Najważniejsze
dla nas było to, że nie musiałam zeznawać.
Wystarczyły
dowody, których sam dostarczył, wypowiadając się do kamery (niechcący).
Proces
był błyskawiczny, mimo że miał podobno świetnych obrońców.
Najprawdopodobniej
ktoś mu uświadomił, że lepiej dla niego było znaleźć się za kratkami na tak
długo, żeby niektórzy o nim zapomnieli.
My
nie chcieliśmy wiedzieć o tym niczego
więcej niż to, że wreszcie mieliśmy mieć spokój.
Spokój
mieliśmy mieć również dlatego, że siatka, której częścią był Ian Jak-Mu-Tam,
została rozbita.
Może
nie do końca, tego nie wiedzieliśmy, ale na tyle, żeby nie ścigali nas i nie
sądzili, że wybronią jednego ze swoich (lub byłych swoich).
I
tyle w tym temacie.
Bardzo
fantastyczne dla mnie było to, że Mama
Juliet znalazła kogoś, przez swoich znajomych z Towarzystwa Miłośników Salt
Lake City, kto zachwycił się obrazami Alexa i przyjechał na rozmowę o
ewentualnej wystawie jego prac.
Alex
się wahał.
Mówił,
że nie warto się tym zajmować.
Obie
namawiałyśmy go na to.
Może
nie na wystawę.
Nie
od razu.
Ale
najpierw, żeby ujawnił chociażby swoim przyjaciołom swój niezwykły talent do
tworzenia piękna.
Był
taki wspaniały.
Moje
myśli przerwało to, że Maggie wreszcie doczekała się dołączenia jej męża do
niej przy torcie, więc wszyscy tam spojrzeliśmy.
Suknia,
którą Maggie miała na sobie tego dnia była bardzo jasno błękitna, podkreślająca
kolor jej oczu, lekko połyskująca, opinająca jej biodra i miękko otulająca jej
talię.
Zimna,
ale na niej gorąca.
Poniżej
kolan rozszerzała się szeroką falbaną, która z przodu była nieco krótsza, więc
odsłaniała jej białe czółenka na wysokich szpilkach.
Górę
sukienki stanowił wycięty gorset, podnoszący piersi Maggie, bez ramiączek lub
rękawków.
Z
przodu dekolt miała osłonięty jedynie przezroczystym białym tiulem, a z tyłu
miała dekolt całkiem odsłonięty, sięgający poniżej pasa, gdzie biały woal, którym
obszyty był brzeg sukni, schodził się i opadał miękko do samego dołu w postaci
trenu.
David
miał na sobie ciemno szary garnitur, białą koszulę, srebrny krawat w niebieskie
prążki, a w butonierce niebieski jaskier.
Stanowili
idealną parę.
Kiedy
poczęstowali się wzajemnie tortem (bez brudzenia się), pocałowali się wcale nie
delikatnie i konwencjonalnie.
To
było namiętne, gorące i wyglądało,
jak zaawansowana gra wstępna.
Klaskaliśmy
wszyscy jak szaleni i pokrzykiwaliśmy, ale miałam wrażenie, że żadne z nich
tego nie słyszało.
Powiedzieli
coś do siebie, spojrzeli sobie w oczy, a potem popatrzyli na nas nieprzytomnie
i wreszcie zjedliśmy tort.
Później
oni pojechali w podróż, a ja mogłam zabrać mojego Alexa do naszego domu, żeby
odpoczął.
Nawet
taki zmęczony i obolały, marudził, że musiał jechać na miejscu pasażera moim
Raptorem ze mną na miejscu kierowcy.
Oczywiście
po tym, jak zmieniłam szpilki na buty na płaskim obcasie, bo inaczej
nasłuchałabym się trzy razy więcej marudzenia.
Faceci!
Cieszyłam
się z tego, bo to oznaczało, że był ze mną.
Co
było dobre.
*****
Tydzień później
Alex
był dużo bardziej silny i sprawny.
Zdrowiał.
Pracował
przez cały tydzień, codziennie po parę godzin, w swoim prowizorycznym studio w
naszym domu i nie pozwalał mi tam wchodzić.
Nie
nalegałam.
Byłam
szczęśliwa, że miał zapał.
Natchnienie.
Wiedziałam,
że pokaże mi efekt swojej pracy, kiedy będzie gotów to zrobić.
Drugi
dzień Bożego Narodzenia spędziliśmy u mojego brata i jego rodziny, w Richmond.
Opowiedziałam
im przez telefon o wszystkim, co nam się przytrafiło, w jakim stanie jest Alex
i ułożyliśmy plan naszej wizyty.
Pojechaliśmy
z Alex’em do nich na kolację dużo wolniej niż zwykle, spokojniej i bez
wstrząsów Raptorem, ze mną za kierownicą.
Myśleliśmy
o tym, żeby tego samego dnia wrócić do naszego domu.
Zaplanowaliśmy
odpoczynek.
Jednak
po spędzeniu kilku godzin w miłym, roześmianym, ale męczącym towarzystwie
trójki energicznych dzieci, daliśmy się namówić Lanie na zanocowanie w ich
pokoju gościnnym.
Moja
bratowa słusznie zauważyła, co się działo.
Była
to jedna z tych chwil, kiedy martwiłam się o zdrowie mojego Alexa bardziej niż
zwykle i ona to widziała.
Alex
był zmęczony i nie zdołał tego ukryć.
Nie
przede mną.
Dzieci
były doprawdy bardzo kochane, ale potrafiły dać się mocno we znaki, a on przecież
miał problemy ze złapaniem oddechu pełną piersią i ze sprawnością ręki i barku.
Od
postrzału minęły zaledwie nieco ponad dwa tygodnie.
Musieliśmy
my, wszyscy dorośli, powstrzymywać dzieci, żeby nie skakały na niego, a ja
musiałam czasem powstrzymywać jego,
żeby nie podnosił dzieci piszczących z chęci bardziej energicznej zabawy.
Najskuteczniej
powstrzymywał go strach widoczny w moich oczach.
Byliśmy
uprzedzeni przez lekarza i rehabilitanta o możliwym pojawieniu się jakiejś niewydolności
oddechowej, a nawet zapalenia płuc, więc obserwowałam go pilnie, a moje zwykłe
spanie na jego piersi stało się nawykiem wsłuchiwania się w jego oddech.
Wyglądało
jednak, że po prostu był zmęczony.
Co
noc (i w ciągu dnia wielokrotnie też) uchem przyciśniętym do jego klatki
piersiowej słyszałam, jak nabierał powietrze do płuc bez szmerów, świstów czy
innych niepokojących dźwięków.
Kochałam
ten dźwięk.
Po
powrocie z wyjazdu zaczęliśmy chodzić na codzienne spacery dookoła naszego domu,
potem, w ciągu kolejnych dni, coraz dalej po podjeździe, aż w końcu, tuż przed
Nowym Rokiem, wybraliśmy się na pierwszy, pierwotnie niedaleki, spacer na stok
góry, na której stał nasz dom.
Byłam
tam kiedyś, dawno temu, kiedy planowałam budowę dla siebie Domu Pod Zielonym
Dachem.
Wiedziałam,
jaki widok rozciągał się z góry na miasto.
Byłam
szczęśliwa, że w końcu mogłam pokazać to Alexowi.
Kiedy
wróciliśmy stamtąd do domu, Alex też mi coś pokazał.
Zaprosił
mnie do swojego studio.
Omójbosze!
Obraz,
który namalował zachwycił mnie tak, że stałam przed nim dobre dwie minuty
kompletnie oniemiała, zanim mogłam wykrztusić swój zachwyt.
I
nie mogłam go wyrazić słowami, więc jąkałam się bezradnie.
Czyste
piękno!
Alex
to zrozumiał (na szczęście) i widziałam radość w jego oczach.
Obraz
przedstawiał Maggie i Davida, chociaż nie było widać ich twarzy.
To
był tamten ich gorący pocałunek po tym, jak podzielili się tortem na ich
przyjęciu po ślubie.
To,
co przedstawiał ten obraz, nie było
jednak najważniejsze.
Chodziło
o to, jak Alex ich przedstawił.
Namiętność,
miłość i zatracenie się ich w tym pocałunku wręcz z niego biły, uderzały po pierwszym spojrzeniu tak, że zamierałaś z zachwytu i chciałaś natychmiast
doświadczyć tego samego, co ta para na obrazie.
O,
Boże!
Mój
Alex miał niesamowity talent!
Kochałam
go całą sobą.
*****
Następnego
ranka po naszym spacerze na stok góry i po pokazaniu mi przez Alexa portretu
Maggie i Davida, Alex obudził mnie językiem między moimi nogami.
O,
Boże!
Jak
ja za tym tęskniłam!
W
ciągu kilku sekund wzbiłam się z głębokiego snu na wyżyny podniecenia, a następne
dwie (no, może troszkę przesadziłam: pięć) minuty wystarczyły, żebym odleciała
w oszałamiającym orgazmie.
Bojąc
się o nadmierne zmęczenie Alexa, chciałam dać mu odpocząć, ale on miał inny
pomysł.
Położył
się na wznak, z głową na poduszce i kazał mi się zrewanżować tym samym, czyli
doprowadzeniem jego do orgazmu ustami.
Nie
musiał mnie długo namawiać.
A
ja nie musiałam długo pracować.
Stwierdziłam
przy okazji, że lubiłam to, jak Alex mi rozkazywał podczas tego jednego, podczas
seksu.
Bardzo to lubiłam.
Tak
bardzo, że podnieciłam się na nowo.
Ale
najważniejsze uświadomiłam sobie kiedy indziej.
Po
tych dniach zwykłego przebywania razem, odpoczynku, spacerów i spokojnego snu
na Alexie przestałam mieć koszmary.
Po
prostu pewnego dnia zauważyłam, że nie wróciły.
Paradoksalnie
pomogło mi to, że martwiłam się o zdrowie Alexa.
Słuchałam
jego oddechu i spałam spokojnie.
To
znaczy: spokojnie oprócz chwil, kiedy Alex budził się szarpnięciem i sprawdzał,
czy jestem z nim, przyciskając mnie ramieniem do siebie.
I
wtedy ja też się budziłam i przytulałam go.
Chyba
nie tylko ja bałam się, że go stracę.
*****
Od
czasu wyjścia Alexa ze szpitala byliśmy na rozmowie z Timem aż cztery razy,
chociaż był okres Świąt i Sylwestra.
Tim
upewniał się, że oboje przeżyliśmy to bez śladów na psychice.
Oczywiście,
nie powiedział tego.
A
ja wiedziałam.
Mieliśmy oboje ślady na
psychice, ale, według mnie, głównie pozytywne.
Alex,
po tym, jak uratował mi życie, przystał czuć się w naszym związku stroną, która
mniej dawała.
Chociaż
ciągle miał lęki związane z tym, że mógł mnie stracić.
Miałam
nadzieję, że to minie.
Ja
skupiłam się na tym, żeby Alex wrócił do pełnej sprawności.
Oboje
więc mieliśmy nowe priorytety, które dały nową jakość naszemu związkowi i
pełniejszą stabilizację.
A
ja również lepiej zrozumiałam, co miała na myśli Eva, kiedy powiedziała o
chwytaniu każdej sekundy, jaką daje nam życie.
Dużo lepiej.
I
zamierzałam to chwytać pełnymi
garściami.
Chociaż
przestałam to robić desperacko, bo uwierzyłam w to, że mamy dużo czasu, by spędzić go razem.
Mogłam
nawet zacząć planować nasz ślub.
Chyba.
*****
Dwa tygodnie
później
Miesiąc
po postrzale Alex wrócił do pracy w straży.
Ich
kapitan, Olgierd, co prawda, dawał mu luz.
Wyznaczał
mu łatwiejsze zadania (według słów Alexa, który trochę się tym denerwował,
chociaż to rozumiał), na akcjach kazał pozostawać na uboczu, asekurować innych.
Bardzo
się starałam przejść nad tym do porządku, być na luzie.
Musiałam
dać mu normalnie żyć.
Bo
życie toczyło się dalej.
W
ich, chłopaków, kolejny wolny od pracy dzień, wybraliśmy się do Maggie i Davida
w odwiedziny w ich domu.
Maggie
wróciła z biura, gdzie złożyła wymówienie, ale jeszcze czasami pracowała w
oczekiwaniu na zastępstwo i wiedziałam, że akurat skończyli jeść kolację, kiedy
dojechaliśmy do nich na drinka przed snem.
Zawieźliśmy
im spóźniony prezent z okazji ślubu.
Obraz
Alexa.
*****
Alex
Alex
wchodził do domu Davida i Maggie zdenerwowany jak cholera.
Czemu dał się na
to namówić?
Chociaż
wiedział czemu.
Dałby
się namówić Sophie do wszystkiego.
Z
drugiej strony, czego on właściwie się obawiał, tego nie wiedział.
To
nie mogło chyba być gorsze, niż ten powracający (coraz rzadziej) strach przed
możliwością utraty Sophii.
Albo
niż ten ból, który czuł przy każdym oddechu przez te kilka tygodni.
Prawie
o nim zapomniał, ale nadal wiedział, że było warto.
Chociażby
po to, żeby móc oglądać ten pełen dumy z niego uśmiech Sophie, kiedy pokazał jej
obraz oprawiony na prezent dla Davida i Maggie.
Wspierała
go.
Może
miała rację i o to chodziło.
Żeby
jego kumple dowiedzieli się, jaki był naprawdę.
Alex
już od pewnego czasu przewidywał, że nie odrzuciliby go dlatego, że zajmował
się tym, czym się zajmował.
Nie
uznaliby go za słabego i nic nie wartego.
Więc
wziął obraz z tylnego siedzenia pickupa Sophie, którym pojechali do Davida i
Maggie w odwiedziny i poszedł za swoją kobietą ośnieżonym chodnikiem w stronę
drzwi wejściowych do domu kumpla.
-
Yo - przywitał ich David, otwierając drzwi.
Zaraz
za nim zobaczyli Maggie, która przybiegła się z nimi przywitać w samych
skarpetach, przez co wydawała się taka maleńka, że Alex kolejny raz zdziwił
się, jak kontrastowa jest w stosunku do jej męża.
Jasna,
mała, krucha.
A
David był duży, solidny i ciemny.
Pasowali
dzięki temu do siebie niebywale i to było piękne.
Alex
przypomniał sobie to, co Sophie kiedyś, dawno temu powiedziała mu o balansie w
związku, że nie jest idealnym dopasowaniem.
Myliła
się.
Balans
w zawiązku jest dopasowaniem, ale nie
podobieństw.
Harmonia
częściej polega na symetrii.
Kiedy
o tym myślał, Maggie skończyła się witać pocałunkami z Sophie i zwróciła się do
niego.
-
Hej, Alex - powiedziała cicho.
-
Maggie - cicho przywitał się z nią z niepewnym uśmiechem i wysunął przed siebie
pakunek.
Nie
wiedział, co powiedzieć.
-
Maggie, David - powiedziała Sophie, żeby go wyręczyć i wesprzeć, a przy tym
złapała go za ramię, więc poczuł się nieco pewniej - To prezent od Alexa dla
was z okazji waszego ślubu.
-
Od nas razem - mruknął wreszcie Alex - Spóźniony prezent.
Podał
pakunek Davidowi, który wziął go od niego z ciekawością widoczną na twarzy (co
było dziwne, bo w pracy David nigdy nie ujawniał swoich myśli, czy emocji) i
przeniósł do salonu.
Przeszli
tam wszyscy, a Maggie wskazała im kanapę, ale oboje z Sophie stali, a Alex
poczuł, ze Sophie zbliżyła do niego swoje ciało i lekko się o niego oparła
plecami.
Objął ją ramieniem za brzuch, głównie po to,
żeby siebie uspokoić, bo poczuł
rozchodzące się po całym ciele dreszcze zdenerwowania.
David
zdjął wreszcie ostatnią warstwę papieru, zobaczył obraz, spojrzał szybko na
Alexa, oparł obraz o fotel i odszedł dwa kroki do tyłu, żeby spojrzeć na niego
jeszcze raz.
Na
jego twarzy malował się wyraz zdziwienia, ale było to oszołomione, zachwycone
zdumienie, a nie wesołość, której spodziewał się podskórnie Alex.
-
Kurwa, Alex - mruknął wreszcie David w szoku - no, kurwa, stary.
Maggie
zachichotała, a Sophie dołączyła do niej.
Alex
to zrozumiał.
Obie
wiedziały, co oznaczała ta reakcja Davida.
Sophie
znała facetów, więc wiedziała, że tak mógł wyrażać uznanie, a Maggie znała
Davida na tyle, żeby wiedzieć, że tylko jego pełne oszołomienie mogło
spowodować u niego uwolnienie przekleństwa w jej obecności.
Ale
chichot Maggie brzmiał dziwnie, jak zakrztuszony, więc oboje: Alex i Sophie natychmiast
spojrzeli na nią z niepokojem.
A
potem Sophie odwróciła się lekko w jego ramionach i oparła się o Alexa mocniej
całym bokiem, a potem przechyliła głowę, by spojrzeć w jego oczy.
Maggie
ledwo hamowała łzy.
Oboje
widzieli tylko raz, jak Maggie płakała, więc było oczywiste, że mocno
przeżywała to, co właśnie zobaczyła.
-
Ty sobie, kurwa, nawet nie wyobrażaj, że ja powieszę to w naszym salonie - nagle wymamrotał David i
spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
Alex
się spiął.
-
David! - warknęła Maggie.
-
No, co - tłumaczył głośno David
swojej żonie - chyba nie chcesz, żeby każdy, kto tu wejdzie napalał się na
ciebie. A po czymś takim - machnął ręką w stronę obrazu - będzie!
Alex
nie był pewien, ale w końcu uznał to za komplement.
Następne
słowa Sophie to mu potwierdziły.
-
Taaa - mruknęła przez swój kolejny chichot - Ja też uznałam to za bardzo podniecające.
Więc
tak.
Przedstawił
po prostu parę nowożeńców w ich pełnych strojach ślubnych, ale, najwidoczniej, ich
namiętność była widoczna na tym
obrazie.
-
To naprawdę piękne - powiedziała cicho do niego Maggie, kładąc dłoń na jego
przedramieniu - Dziękujemy ci.
-
Taaa - mruknął David - Dzięki, stary.
Usiedli
później w salonie Maggie i Davida, wypili kawę, a Sophie, jak zwykle,
rozglądała się, zachwycała wystrojem i robiła zdjęcia.
Nie
rozmawiali długo.
Półtorej
godziny później byli w swoim domu.
A
tam Sophie najpierw pokazała, a potem mu powiedziała, jak bardzo lubiła to, kiedy
rozkazywał jej podczas seksu.
Zaczęło
się zaraz od wejścia do domu.
Zdjęli
z siebie zimowe kurtki i zaśnieżone buty, zostawili wszystko do wysuszenia w
korytarzu wejściowym i Sophie pierwsza wyszła z niego, by skierować się do
salonu.
-
Stań - rozkazał krótko Alex.
Stanęła,
odwróciła się do niego powoli i, pieprzyć go, zobaczył w jej oczach podniecenie
i pełne nadziei oczekiwanie, chociaż jeszcze nic nie powiedział, nie zrobił, nawet jej nie dotykał.
-
Zostaw to - wskazał na jej torebkę, którą natychmiast porzuciła na najbliższym
stoliku.
-
Rozbierz się - Alex wydał następny rozkaz niskim głosem, podchodząc do niej
bliżej, ale nadal poza zasięgiem jej dotyku.
Rozbierała
się powoli, patrząc mu prosto w oczy, ale dysząc, jak tylko jego Sophie
potrafiła, pokazując, że jest bardzo podniecona.
Alex
stanął, oglądał pokaz i delektował się widokiem jej wkrótce-nagiego smukłego,
wysportowanego ciała z tak pełnymi, podniecającymi krągłościami.
-
Połóż się na kanapie i rozłóż się - wydał kolejny rozkaz.
Następne
rozkazy przyszły jeden po drugim, z odstępami odpowiednimi akurat na tyle, żeby
Alex mógł dokładnie popatrzeć sobie,
jak Sophie robiła sobie dobrze, jak rozbierała jego, wyjmowała go z bokserek już
naprężonego i gotowego na nią, a potem, jak sama nakierowała go sobie do
wejścia.
Potem
nie patrzył.
Czuł
i brał.
Pieprzył
ją gwałtownie, szybko i ostro.
Wręcz
brutalnie.
Doszli
oboje mocno i długo, a następnie leżeli na kanapie uspokajając swoje oddechy,
kiedy Alex ułożył ich wydłuż oparcia, z Sophie od strony kanapy, a nim od
strony podłogi.
-
Lubię, jak mi rozkazujesz - przyznała cicho Sophie.
Alex
trochę się zdziwił, ale potem dotarło do niego, że mogła tego nie rozumieć do
końca, ale potrzebowała lub lubiła to tylko podczas seksu.
-
Zawsze? - spytał prowokacyjnie.
Sophie
wyciągnęła się przy nim jak kocica i mruknęła cicho.
-
Chyba nie zawsze - przyznała w końcu - Chyba tylko podczas seksu.
Zastanowiła
się przez chwilę.
-
I to nie wiem, czy zawsze - przyznała uczciwie.
-
Zobaczymy - wymamrotał Alex i pocałował ją mokro i namiętnie, ale powoli i
delikatnie, alby zakończyć tę część wieczoru i przejść dalej.
*****
Sophie
Dwa miesiące
później
-
Córeczkę? - wykrzyknęłam z radością
do telefonu - Tak się cieszę. Gratulacje i wszystkiego najlepszego!
Rozłączyłam
się, odłożyłam telefon na blat w kuchni, gdzie szykowałam dla nas lunch i
natychmiast pobiegłam do Alexa, pracującego w swoim studio, żeby podzielić się
z nim radosną nowiną.
Zapukałam,
poczekałam, aż wyszedł (ponownie nie chciał, żebym widziała co malował, ale
czekałam cierpliwie).
-
Alice i Eddie mają córeczkę! - krzyknęłam, kiedy tylko otworzył drzwi - Ma na
imię Elena Eva. Alice właśnie dzwoniła, że już jest po porodzie i obie dobrze
się czują.
Byłam
szczęśliwa i podekscytowana, więc rzuciłam mu się na szyję, chociaż miał na
sobie swoją koszulę, w której zwykle malował i był poplamiony farbą.
Przyjął
to, objął mnie z uśmiechem i pocałował tak, jak lubiliśmy.
Mokro,
mocno i głęboko.
Ale
potem odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy.
-
Możesz mi zrobić kawę? - poprosił i dodał - Zaraz zrobię przerwę, to
porozmawiamy.
-
Oczywiście - powiedziałam natychmiast i pocałowałam go lekko z zamkniętymi
ustami, żeby potem go puścić do tego, co musiał zrobić.
Poszłam
do kuchni, bo tak wyglądały nasze dni.
Kiedy
wypilibyśmy kawę, zjedlibyśmy coś, może kochalibyśmy się, musiałabym zwykle
jechać do pracy, a i Alex miał co robić.
Więc
musiałam mu czasem dać przestrzeń na zrobienie tego, co musiał zrobić.
Z
nadejściem marca pogoda pozwoliła mi na rozpoczęcie prac w terenie na budowie
Domu Nad Potokiem i Domu Wschodniego.
Ten
pierwszy był bardziej zaawansowany, więc tam przekierowałam chłopaków do
postawienia ścian zewnętrznych, podczas gdy ja załatwiałam jeszcze pozwolenia i
ustalałam szczegóły realizacji tego drugiego.
Zatrudniłam
trzech nowych facetów, ale na razie na miesiąc.
Sammy
ich obserwował i szkolił.
Naszym
następnym projektem miał być Dom Rosyjski, z którego zamówieniem zgłosił się do
mnie klient jeszcze w grudniu.
Na
przełomie stycznia i lutego jeździłam do niego, żeby ustalić jego upodobania i
wyobrażenia.
Narysowałam
już wstępne wizje domu i zostały przez niego przyjęte.
Tego
dnia miałam pojechać Raptorem i zobaczyć przyszły teren budowy, żeby
ewentualnie wprowadzić poprawki do wizji elewacji i zacząć planować
rozmieszczenie całości.
Moją
największą obawą było to, że taki dom nie wkomponuje się w otoczenie, ale
właściciel zapewniał mnie, że nie będzie kolidował z innymi budynkami na tym
terenie.
Miałam
dwie koncepcje.
Dom
w stylu dworku rosyjskiego, czyli drewniany, z rzeźbieniami wokół okien i
drzwi, albo dom z bali.
Ten
drugi mógł być pod dachem z trzciny, co pasowałoby do stylu domków góralskich z
okolicy.
Postanowiłam
nie decydować od razu.
Myślałam
o tym, a nie o córce, którą dopiero co urodziła Alice, kiedy Alex dołączył do
mnie w kuchni.
Zjedliśmy
zapiekane kanapki, które przygotowałam na nasz lunch, wypiliśmy kawę, a potem
przenieśliśmy się do salonu na kanapę, by odpocząć.
-
Chodź tutaj - powiedział cicho Alex, kiedy siedzieliśmy obok siebie i wskazał
na swoje kolana.
Usiadłam
na nim okrakiem i położyłam obie ręce na jego ramionach.
Gładził
mnie delikatnie, w zamyśleniu, więc wiedziałam, że nie był w nastroju na seks.
Jednak
coś mu chodziło po głowie.
-
Chciałbym mieć z tobą dziecko - wypalił, a ja zamarłam.
Chciałby?
Do
tej pory nie ustaliliśmy terminu naszego ślubu i ani razu nie rozmawialiśmy o
przyszłości.
Wiedzieliśmy
tylko tyle, że oboje chcieliśmy być ze sobą.
Być
razem.
Alex
złapał za moje lewe przedramię, pociągnął i moja dłoń znalazła się w jego dłoni
pomiędzy nami.
Bawił
się przez chwilę pierścionkiem, ale nagle zaczęłam zauważać.
Pierwsze,
co zauważyłam było to, że stał się bardzo spięty.
I
dopiero wtedy dotarło od mnie to, że się nie odzywałam.
-
Tak - wyszeptałam - Ja też bym chciała.
Uśmiech
pełen ulgi, seksowny i radosny, rozjaśnił jego twarz i znowu zostałam
oszołomiona tym, jaki wtedy był przystojny.
Uwielbiałam
dawać mu powody do takiego uśmiechu.
Ujęłam
jego szczękę prawą dłonią i pocałowałam go w zamknięte, uśmiechnięte usta.
-
A może najpierw się pobierzemy - powiedział wtedy i zesztywniałam.
Chciałam
być jego żoną.
Bardzo
chciałam.
Ale
kiedy ostatni raz planowałam ślub, wszystko się rozpadło.
Potem
uświadomiłam sobie, że to, co myślałam było głupie.
Alex
nie był Paulem.
Kochał
mnie i prawie dla mnie umarł.
Wiedzieliśmy
o sobie wszystko.
Nie
musiałam się bać.
Więc
powoli uśmiechnęłam się, a potem, na widok jego radości, uśmiechnęłam się
szerzej i szerzej, aż w końcu zachichotałam.
-
Może powinniśmy - mruknęłam przez to.
-
Myślę, że moja mama oszaleje ze szczęścia - wymamrotał Alex.
A
ja zachichotałam głośniej, bo coś sobie uświadomiłam.
-
Myślę, że Alek i Sam mogą jej nie dopuścić do planowania naszego ślubu -
powiedziałam Alexowi przez swój chichot.
-
O, kurwa - mruknął Alex - Możesz mieć rację.
Popatrzył
na moją wesołość, objął mój kark dłonią i przyciągnął moje usta do siebie.
Nagle
odechciało mi się śmiać, bo miałam ochotę na coś zupełnie innego.
Alex
też.
Więc
to wziął, poczynając od głębokiego i nie-delikatnego pocałunku, a później
ponownie rozkazując mi, co miałam po kolei zrobić, żeby doprowadzić nas do
najwyższej rozkoszy.
Uwielbiałam
to.
*****
Pół roku później
Jechałam
do Maggie, bo właśnie wróciła ze szpitala po urodzeniu ich pierwszego dziecka,
synka, któremu nadali imiona James Daniel po Jimmy’m i dziadku Davida.
Rozmawiałam
jednocześnie z Sammy’m, który nadzorował ekipę wykańczającą Dom Nad Potokiem.
Zmieniłam
sposób pracy nad zleceniami, zaufałam bardziej Sammy’emu i zatrudniłam jeszcze
jednego brygadzistę, bo musiałam.
Z
dwóch względów.
Po
pierwsze miałam więcej zleceń.
Po
drugie, jeśli chciałam mieć kiedyś dzieci, to musiałam mieć zaufaną ekipę,
której nie musiałabym tak bardzo nadzorować.
Nie
mogłabym spędzać pół dnia na budowie, jeśli w domu czekałoby na mnie dziecko
lub dzieci (i Alex).
Wystarczyłoby
mi pracy przy rysowaniu projektów, z rozmowami z klientami, stroną internetową,
którą uaktualniałyśmy z Sandrą i z księgowością, którą prowadziła Alice, ale
nadal ja musiałam pilnować faktur.
Prowadzenie
rozwijającej się firmy było to nie przelewki.
Planowanie
naszego ślubu okazało się niezłą łamigłówką logistyczną, bo zaraz, jak
ogłosiliśmy, że się pobieramy, dziewczyny zaczęły zgłaszać swoje roszczenia co
do terminów.
Jakby
się zmówiły.
Właśnie
upływał nasz drugi proponowany termin
na ślub, a upływał, bo Maggie przyznała nam się do tego, że jest w ciąży
dopiero, kiedy powiedzieliśmy, że chcemy się pobrać za pół roku, czyli teraz.
Pierwszy
termin zajęła nam Eva, a dokładniej Jimmy, bo pierwotnie chcieliśmy się pobrać
latem, ale wtedy Jimmy zorganizował huczne obchody pięćdziesiątych urodzin Evy.
Naprawdę
huczne, z wynajęciem w górach całego hotelu na cały weekend włącznie.
Nie
żartuję.
Oni
wszystkie imprezy robili z rozmachem.
Wyjątkowe.
Nazywaliśmy
je Impreza u Sparków, co mówiło wszystko.
A
potem okazało się, że Alice jest w kolejnej ciąży, więc nie czekaliśmy na jej
poród, bo Alek przestraszył się, że zaraz Maggie będzie w drugiej ciąży (i
była), więc mieliśmy wziąć ślub za półtora miesiąca.
Dokładnie.
Nie
za miesiąc, bo w październiku mały Davie, synek Evy i Jimmy’ego, kończył roczek
i miała być kolejna Impreza u Sparków.
Ufff!
Alek
dostawał prawie histerii, kiedy któraś z kobiet wchodziła na nasze spotkania ze
słowami: Mam dla was nowinę…
Juliet
odetchnęła z ulgą, że to nie ona martwiła się o termin naszego ślubu.
Rozmawiałam
z nią i tak naprawdę nie była jakoś specjalnie zdruzgotana tym, że Alek przejął
organizację naszego ślubu.
Stwierdziła,
że woli się bawić na weselu, niż kłopotać stroną organizacyjną.
Dzięki
Bogu!
Ja
nie przejmowałam się tym wszystkim i Alex też podchodził do tego na luzie, więc
zwykle na spotkaniach, które organizował Alek, by omówić coś super ważnego, jak
na przykład kolor serwetek, siadaliśmy w tej samej pozycji, to znaczy Alex na
jednym krześle, a ja na drugim, oparta o niego plecami i owinięta jego
ramionami pod żebrami.
I
udawaliśmy, że słuchaliśmy i że to było super ważne.
Zaparkowałam
na podjeździe za Mustangiem Alexa, który dotarł tu prosto z pracy, więc się nie
widzieliśmy od rana.
Drzwi
otworzył mi David, a za nim dostrzegłam Alexa wstającego ze stołka przy barze
kuchennym, gdzie leżało otwarte pudełko pizzy.
Najwidoczniej
chłopaki zadbali sami o swoją kolację.
Przywitaliśmy
się - Yo - z Davidem, pocałunkiem z
Alex’em, a potem poszłam wprost do Maggie i Jima na górę, gdzie była ich
sypialnia.
Przywitać
małego James’a Daniela Lichtwitz’a.
*****
Półtora miesiąca
później
Szłam
wolnym krokiem oparta na ramieniu mojego brata, który zastępował naszego tatę, przejściem
w stronę łuku z kwiatów i urzędnika, przed którym stał szereg facetów i właśnie
ustawiły się moje przyjaciółki, druhny.
Ale
widziałam tylko jednego.
Jedynego mężczyznę na
całym świecie.
Tego,
do którego chciałam podbiec i musiałam się hamować ze wszystkich sił, żeby tego
nie zrobić.
Alex
był ubrany w biały garnitur, białą koszulę, do których miał ciemno zielone
dodatki (muchę, poszetkę, brzeg garnituru itp.) i wyglądał tak przystojnie, był
taki pociągający, że przekroczył wszelkie normy.
To
powinno być zakazane.
No
powiedzcie sami, ile tego dobra mogła znieść dziewczyna, z perspektywą spędzenia
długich godzin w towarzystwie (nawet, jeśli to było towarzystwo przyjaciół) i
nie rzucić się na kolana, błagając o dziki seks.
Byłam
ubrana w spodnie, co spowodowało dziwną minę Alexa, kiedy patrzył na mnie,
idącą w jego stronę.
Wiedziałam,
że miałby ochotę na mnie w sukni ślubnej.
Nie
znał mojego drobnego sekretu.
Spodnie,
które miałam na sobie, były w zasadzie jednoczęściowym kombinezonem, z
nogawkami rozszerzanymi lekko do dołu, szerokim paskiem z tego samego
materiału, a u góry składającym się z dwóch kawałków materiału spiętych na moim
karku.
Całe plecy miałam
odkryte i całość zapinana była tylko na suwak, który zaczynał się w pasie, a
kończył nisko między pośladkami (i na haftki na karku).
I
nie miałam na sobie bielizny.
Żadnej.
Kombinezon
zrobiony był z miękkiego, lejącego się, więc oblepiającego moje ciało, białego
materiału obszytego czerwoną lamówką.
We
włosach miałam czerwone kwiaty.
Dotarłam
wreszcie do Alexa i czas się zatrzymał.
Byliśmy
tylko my.
Mogłam
mu powiedzieć, jak bardzo go kochałam.
I
usłyszałam - I że cię nie opuszczę…
Cudem
się nie popłakałam.
Dobrze
było mieć w tej chwili wokół siebie rodzinę i przyjaciół, którzy głośny
cieszyli się z naszego szczęścia, gratulowali nam, życzyli dużo dobrych rzeczy,
a potem bawili się razem z nami, żeby uczcić nasze przysięgi.
W
czasie imprezy mieliśmy z Alex’em chwilę dla siebie.
Wykorzystaliśmy
ją na wspomnienia.
Widzicie,
nasze wesele odbywało się dokładnie w
tej samej sali, co kiedyś wesele Alice i Eddiego i ja z druhnami miałyśmy jako
przebieralnię dokładnie ten pokój, w
którym, no wiecie, my z Alex’em, hmmm.
Więc
po kolejnym naszym tańcu, kiedy Alex wodził dłonią po nagiej skórze moich
pleców, stało się „to”.
Najpierw
mój mąż wyszeptał mi do ucha - Za włożenie dzisiaj tych spodni, złoję ci
później tyłek.
-
Och - odszepnęłam - Więc może pójdę się przebrać.
Ale
nie ukrywałam, że przez całe moje ciało przeszedł rozkoszny dreszcz, a między
nogami zrobiło mi się mokro.
Słychać
to było w moim głosie i czuć w pochyleniu w czasie tańca całego mojego ciała w stronę mojego nowo poślubionego męża.
Wyczuł
to.
-
Okej - szepnął znowu Alex, ale jego głos też był schrypnięty i zdradzał
podniecenie - Odprowadzę cię.
Rozłączyliśmy
się i, trzymając się za ręce, spoglądając na innych z przepraszającym uśmiechem,
poszliśmy w stronę wyjścia z sali.
Mieliśmy
jeden cel.
Tuż
za drzwiami Alex przyspieszył, nie bacząc na to, czy ktoś nas obserwuje i
pociągnął mnie prawie biegiem na cienkich obcasach moich białych czółenek w
stronę przebieralni.
Oczywiście,
Alex miał klucz!
Otworzył,
wepchnął mnie i zamknął za nami.
Kiedy
weszliśmy tam, natychmiast zostałam przyszpilona do drzwi i schwytana oburącz
za tyłek, a usta Alexa dopadły moich i wzięły je w mokrym, gwałtownym i gorącym pocałunku.
Naszym
ulubionym.
Takim,
jaki doprowadzał zawsze do czegoś bardzo
dobrego.
Tym
razem ręce Alexa powędrowały na moje pośladki i powiedział coś bardzo brzydkiego na temat mojego kombinezonu.
-
Jak zdjąć to cholerstwo? - warknął później, odsuwając się ode mnie na krok i
patrząc uważnie na moje ciało.
Zrobiłam
krok w stronę pokoju, żeby mieć możliwość ruchu.
Odwróciłam
się do niego tyłem i wskazałam na suwak ukryty w pasku.
Zręczne
palce Alexa poradziły sobie z tym w sekundę, a potem znalazł to i poczułam, jak
sunął niżej i niżej, aż po moim tyłku.
Z
wysuniętym palcem wskazującym.
I
wyczuł moją niespodziankę.
Omójbosze!
Myślałam,
że dojdę od tego.
Kiedy
palec wskazujący Alexa wsunął się między moje pośladki, które nie były okryte
majtkami, usłyszałam jego syk.
Wciągnął
powietrze, co musiało oznaczać
zachwyt.
Chciałam
się odwrócić i pocałować go, ale mi nie pozwolił.
Staliśmy
na środku pokoju, przodem do lustra, a dłonie Alexa powędrowały pod materiałem na
boki do moich nagich bioder, przyciągnął je do siebie tak, że pochyliłam się i
wypięłam tyłek w jego stronę.
W
wyniku tego materiał kombinezonu rozchylił się i zsunął na boki.
Mój
mąż miał przed sobą moje całkiem nagie pośladki.
Złapałam
się oburącz ramy lustra i miałam nadzieję, że mnie utrzyma.
Nogi
mi dosłownie dygotały.
Pogłaskał
mnie i usłyszałam rozpinanie rozporka jego spodni.
A
potem, bez dodatkowego uprzedzenia czy ostrzeżenia, Alex wbił się w moją
gorącą, oczekującą wilgoć.
Cicho
krzyknęłam z zaskoczenia, ale potem wypięłam się mocniej w jego stronę i
zajęczałam z rozkoszy.
Alex
złapał mnie za biodra, naciągnął na siebie, a potem jego dłonie się rozjechały
i jedną poczułam po materiałem kombinezonu wsuwającą się na moją prawą pierś, a
drugą zjeżdżającą na cipkę.
Czułam
go w sobie, ale w lustrze widziałam siebie w ubraniu.
I
to było bardzo seksowne.
Wygięłam
się, żeby być przysunięta tyłkiem do jego lędźwi, a plecami do jego brzucha i
klatki piersiowej i mogłam puścić niepewne lustro.
I
zaczęła się szalona jazda.
Alex
pieprzył mnie ostro rolując przy tym zarówno sutek, jak i łechtaczkę, więc nie
byłam w stanie myśleć.
Tylko
czułam.
Mocno.
Nie
jestem w stanie powiedzieć wam, czy było lepiej niż przy innych okazjach, ale
było fantastycznie!
Orgazm,
który nami zawładnął był gigantyczny
i zagryzałam wargi, żeby nie krzyczeć na całą salę bankietową.
A
na dodatek był jednoczesny z orgazmem Alexa, więc jeszcze lepszy.
O,
Boże!
Jak
ja go kochałam.
Potem,
po krótkim odpoczynku i uregulowaniu oddechów, umyliśmy się, przebraliśmy (ja w
obcisłą sukienkę z dżerseju) i wróciliśmy do gości.
Żeby
po naszym wspaniałym torcie pojechać we dwójkę w bardzo krótką, bo tylko
tygodniową, ale bardzo udaną podróż
poślubną.
A
potem wrócić do naszego życia już jako para.
Jaką
zawsze byliśmy, bo tak chciało przeznaczenie.
*****
Alba
Stałam
z boku i nieco z tyłu w niedużej, bogato udekorowanej czerwonymi kwiatami sali
i patrzyłam, jak mój kumpel z pracy, Alex, który według opinii Sama i Billy’ego,
innych kumpli, z którymi pracowaliśmy w Fire Station 13, był do niedawna
niepoprawnym podrywaczem, przysięgał swojej od-teraz-żonie wierność i miłość
małżeńską.
Wyglądał
jak ktoś, kto nie musiał przysięgać, żeby tego dotrzymać.
Jakby
Sophie, która stała naprzeciwko niego, była jedyną kobietą na całym świecie
wartą spojrzenia.
Nikt
więcej się nie liczył.
A
on zamierzał na dodatek bronić ją przed całym złem świata.
Boże
Wszechmogący, jak ja jej zazdrościłam.
Nie
ze względu na Alexa, chociaż był przystojny, ale dlatego, że marzyłam o kimś,
dla kogo byłabym najważniejsza.
Jedyna.
A
potem pomyślałam o tym, o czym jeszcze plotkowali Sam i Billy.
Nie
lubiłam plotek i starałam się ich unikać, ale trudno było nie słuchać.
Mówili
o wszystkich i wszystkim, bo lubili plotkować, a możliwe, że również dlatego, bo
chcieli mi zaimponować.
Nieważne.
Cokolwiek.
Ważne
było to, co mówili o Davidzie, kolejnym z naszych kumpli.
Że
David pomagał policji czy komuś takiemu w akcjach specjalnych, bo miał
specjalne umiejętności i znajomości.
Więc
myślałam o tym, że to z nim powinnam porozmawiać o swoich problemach i obawach.
Ale
David był tam z Maggie.
Musiałam
poczekać.
Więc
wyszłam stamtąd i pojechałam sama do swojego mieszkania, bo nie miałam zamiaru
zostawać na imprezie.
Nie
byłam jedną z nich.
Po
prostu pracowaliśmy razem.
Teraz
potrzebowałam tylko pomocy Davida.
Może
udałoby mi się go złapać kiedyś bez towarzystwa w pracy, przy sprzątaniu wozu
czy coś.
Ale
miałam coraz mniej czasu.
Zanim
musiałabym znowu uciekać.
Dzięki ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję :) To co czekamy na historię Alby :)
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń