czwartek, 12 maja 2022

20 - I że cię nie opuszczę

 

 

Rozdział 20

I że cię nie opuszczę

Sophie

 

 

 

 

Dwa tygodnie później, Boże Narodzenie

Nie patrzyłam na niewielką gromadkę moich Najbardziej Na Całym Świecie Ulubionych Ludzi (oprócz rodziny mojego brata, Juliet i Marii), którzy zebrali się, by zobaczyć, Maggie i Davida zabierających się za pokrojenie swojego tortu weselnego.

Większość z nich stanowili moi przyjaciele.

Również ich przyjaciele.

Niektórych mogłoby to zdziwić, ale my wszyscy wiedzieliśmy, więc nie dziwiliśmy się.

Nie było tam rodziny Davida ani Maggie.

Był przyjaciel Maggie z partnerem, przyjaciel Davida bez partnerki i my.

Grono przyjaciół.

Więc nic dziwnego, że David (a tym bardziej Maggie) nie przejmował się tym, że wszyscy to usłyszeliśmy.

Należę do ciebie.

Powtarzali to sobie słowami i piosenkami.

Raz za razem.

A my wszyscy cieszyliśmy się, że to mają.

Ale ja teraz patrzyłam tylko na Alexa i martwiłam się.

Mój mężczyzna był zmęczony i widziałam to, ale nie chciał się poddać (jak to określił) i wyjść przed nowożeńcami, którzy zaraz mieli jechać w krótką, kilkudniową podróż poślubną.

Alex ćwiczył codziennie w domu i dwa razy w tygodniu miał rehabilitacje w szpitalu, ale ciągle jeszcze rana po postrzale nie zagoiła się w pełni, więc nie mógł brać głębokich wdechów.

Przez to szybciej się męczył.

Również bolało go podczas niektórych ruchów tułowia i barków, chociaż nie przyznałby się do tego pod karą… o, nie, co ja mówię.

Myślałam o tym, a także wspominałam ostatnie rewelacje, które usłyszeliśmy od agenta Vice’a.

Tego samego dnia, kiedy my zostaliśmy zaatakowani, ojciec Alexa został zamordowany w swojej celi, w areszcie.

Nie było wiadomo przez kogo, a właściwie było wiadomo przez kogo, ale nie było wiadomo dla kogo.

Zadźgali go.

A zabójca milczał.

Rozpoczęła się właśnie sprawa spadkowa po nim, która nie była trudna, bo Arthur Whitman nie miał innej rodziny, niż Alex i jego mama, nie czerpał zysków z działalności przestępczej, a większość majątku została przez niego odziedziczona po rodzicach.

Po prostu wykorzystywał te pieniądze w bardzo zły sposób.

A na dodatek napisał testament.

Wyglądało na to, że połowę majątku dostanie Mama Juliet, a połowę Alex.

Alex nie był z tego powodu szczęśliwy.

Ale przecież nie musieliśmy z tego korzystać.

Mieliśmy wystarczająco dużo, jak dla nas dwojga.

Mieliśmy wszystko to, czego potrzebowaliśmy do szczęścia.

Bo mieliśmy siebie.

Ian Jak-Mu-Tam został wreszcie skazany za przestępstwa federalne, więc jego kara była nieubłagana.

Najważniejsze dla nas było to, że nie musiałam zeznawać.

Wystarczyły dowody, których sam dostarczył, wypowiadając się do kamery (niechcący).

Proces był błyskawiczny, mimo że miał podobno świetnych obrońców.

Najprawdopodobniej ktoś mu uświadomił, że lepiej dla niego było znaleźć się za kratkami na tak długo, żeby niektórzy o nim zapomnieli.

My nie chcieliśmy wiedzieć o tym niczego więcej niż to, że wreszcie mieliśmy mieć spokój.

Spokój mieliśmy mieć również dlatego, że siatka, której częścią był Ian Jak-Mu-Tam, została rozbita.

Może nie do końca, tego nie wiedzieliśmy, ale na tyle, żeby nie ścigali nas i nie sądzili, że wybronią jednego ze swoich (lub byłych swoich).

I tyle w tym temacie.

Bardzo fantastyczne dla mnie było to, że Mama Juliet znalazła kogoś, przez swoich znajomych z Towarzystwa Miłośników Salt Lake City, kto zachwycił się obrazami Alexa i przyjechał na rozmowę o ewentualnej wystawie jego prac.

Alex się wahał.

Mówił, że nie warto się tym zajmować.

Obie namawiałyśmy go na to.

Może nie na wystawę.

Nie od razu.

Ale najpierw, żeby ujawnił chociażby swoim przyjaciołom swój niezwykły talent do tworzenia piękna.

Był taki wspaniały.

Moje myśli przerwało to, że Maggie wreszcie doczekała się dołączenia jej męża do niej przy torcie, więc wszyscy tam spojrzeliśmy.

Suknia, którą Maggie miała na sobie tego dnia była bardzo jasno błękitna, podkreślająca kolor jej oczu, lekko połyskująca, opinająca jej biodra i miękko otulająca jej talię.

Zimna, ale na niej gorąca.

Poniżej kolan rozszerzała się szeroką falbaną, która z przodu była nieco krótsza, więc odsłaniała jej białe czółenka na wysokich szpilkach.

Górę sukienki stanowił wycięty gorset, podnoszący piersi Maggie, bez ramiączek lub rękawków.

Z przodu dekolt miała osłonięty jedynie przezroczystym białym tiulem, a z tyłu miała dekolt całkiem odsłonięty, sięgający poniżej pasa, gdzie biały woal, którym obszyty był brzeg sukni, schodził się i opadał miękko do samego dołu w postaci trenu.

David miał na sobie ciemno szary garnitur, białą koszulę, srebrny krawat w niebieskie prążki, a w butonierce niebieski jaskier.

Stanowili idealną parę.

Kiedy poczęstowali się wzajemnie tortem (bez brudzenia się), pocałowali się wcale nie delikatnie i konwencjonalnie.

To było namiętne, gorące i wyglądało, jak zaawansowana gra wstępna.

Klaskaliśmy wszyscy jak szaleni i pokrzykiwaliśmy, ale miałam wrażenie, że żadne z nich tego nie słyszało.

Powiedzieli coś do siebie, spojrzeli sobie w oczy, a potem popatrzyli na nas nieprzytomnie i wreszcie zjedliśmy tort.

Później oni pojechali w podróż, a ja mogłam zabrać mojego Alexa do naszego domu, żeby odpoczął.

Nawet taki zmęczony i obolały, marudził, że musiał jechać na miejscu pasażera moim Raptorem ze mną na miejscu kierowcy.

Oczywiście po tym, jak zmieniłam szpilki na buty na płaskim obcasie, bo inaczej nasłuchałabym się trzy razy więcej marudzenia.

Faceci!

Cieszyłam się z tego, bo to oznaczało, że był ze mną.

Co było dobre.

*****

Tydzień później

Alex był dużo bardziej silny i sprawny.

Zdrowiał.

Pracował przez cały tydzień, codziennie po parę godzin, w swoim prowizorycznym studio w naszym domu i nie pozwalał mi tam wchodzić.

Nie nalegałam.

Byłam szczęśliwa, że miał zapał.

Natchnienie.

Wiedziałam, że pokaże mi efekt swojej pracy, kiedy będzie gotów to zrobić.

Drugi dzień Bożego Narodzenia spędziliśmy u mojego brata i jego rodziny, w Richmond.

Opowiedziałam im przez telefon o wszystkim, co nam się przytrafiło, w jakim stanie jest Alex i ułożyliśmy plan naszej wizyty.

Pojechaliśmy z Alex’em do nich na kolację dużo wolniej niż zwykle, spokojniej i bez wstrząsów Raptorem, ze mną za kierownicą.

Myśleliśmy o tym, żeby tego samego dnia wrócić do naszego domu.

Zaplanowaliśmy odpoczynek.

Jednak po spędzeniu kilku godzin w miłym, roześmianym, ale męczącym towarzystwie trójki energicznych dzieci, daliśmy się namówić Lanie na zanocowanie w ich pokoju gościnnym.

Moja bratowa słusznie zauważyła, co się działo.

Była to jedna z tych chwil, kiedy martwiłam się o zdrowie mojego Alexa bardziej niż zwykle i ona to widziała.

Alex był zmęczony i nie zdołał tego ukryć.

Nie przede mną.

Dzieci były doprawdy bardzo kochane, ale potrafiły dać się mocno we znaki, a on przecież miał problemy ze złapaniem oddechu pełną piersią i ze sprawnością ręki i barku.

Od postrzału minęły zaledwie nieco ponad dwa tygodnie.

Musieliśmy my, wszyscy dorośli, powstrzymywać dzieci, żeby nie skakały na niego, a ja musiałam czasem powstrzymywać jego, żeby nie podnosił dzieci piszczących z chęci bardziej energicznej zabawy.

Najskuteczniej powstrzymywał go strach widoczny w moich oczach.

Byliśmy uprzedzeni przez lekarza i rehabilitanta o możliwym pojawieniu się jakiejś niewydolności oddechowej, a nawet zapalenia płuc, więc obserwowałam go pilnie, a moje zwykłe spanie na jego piersi stało się nawykiem wsłuchiwania się w jego oddech.

Wyglądało jednak, że po prostu był zmęczony.

Co noc (i w ciągu dnia wielokrotnie też) uchem przyciśniętym do jego klatki piersiowej słyszałam, jak nabierał powietrze do płuc bez szmerów, świstów czy innych niepokojących dźwięków.

Kochałam ten dźwięk.

Po powrocie z wyjazdu zaczęliśmy chodzić na codzienne spacery dookoła naszego domu, potem, w ciągu kolejnych dni, coraz dalej po podjeździe, aż w końcu, tuż przed Nowym Rokiem, wybraliśmy się na pierwszy, pierwotnie niedaleki, spacer na stok góry, na której stał nasz dom.

Byłam tam kiedyś, dawno temu, kiedy planowałam budowę dla siebie Domu Pod Zielonym Dachem.

Wiedziałam, jaki widok rozciągał się z góry na miasto.

Byłam szczęśliwa, że w końcu mogłam pokazać to Alexowi.

Kiedy wróciliśmy stamtąd do domu, Alex też mi coś pokazał.

Zaprosił mnie do swojego studio.

Omójbosze!

Obraz, który namalował zachwycił mnie tak, że stałam przed nim dobre dwie minuty kompletnie oniemiała, zanim mogłam wykrztusić swój zachwyt.

I nie mogłam go wyrazić słowami, więc jąkałam się bezradnie.

Czyste piękno!

Alex to zrozumiał (na szczęście) i widziałam radość w jego oczach.

Obraz przedstawiał Maggie i Davida, chociaż nie było widać ich twarzy.

To był tamten ich gorący pocałunek po tym, jak podzielili się tortem na ich przyjęciu po ślubie.

To, co przedstawiał ten obraz, nie było jednak najważniejsze.

Chodziło o to, jak Alex ich przedstawił.

Namiętność, miłość i zatracenie się ich w tym pocałunku wręcz z niego biły, uderzały po pierwszym spojrzeniu tak, że zamierałaś z zachwytu i chciałaś natychmiast doświadczyć tego samego, co ta para na obrazie.

O, Boże!

Mój Alex miał niesamowity talent!

Kochałam go całą sobą.

*****

Następnego ranka po naszym spacerze na stok góry i po pokazaniu mi przez Alexa portretu Maggie i Davida, Alex obudził mnie językiem między moimi nogami.

O, Boże!

Jak ja za tym tęskniłam!

W ciągu kilku sekund wzbiłam się z głębokiego snu na wyżyny podniecenia, a następne dwie (no, może troszkę przesadziłam: pięć) minuty wystarczyły, żebym odleciała w oszałamiającym orgazmie.

Bojąc się o nadmierne zmęczenie Alexa, chciałam dać mu odpocząć, ale on miał inny pomysł.

Położył się na wznak, z głową na poduszce i kazał mi się zrewanżować tym samym, czyli doprowadzeniem jego do orgazmu ustami.

Nie musiał mnie długo namawiać.

A ja nie musiałam długo pracować.

Stwierdziłam przy okazji, że lubiłam to, jak Alex mi rozkazywał podczas tego jednego, podczas seksu.

Bardzo to lubiłam.

Tak bardzo, że podnieciłam się na nowo.

Ale najważniejsze uświadomiłam sobie kiedy indziej.

Po tych dniach zwykłego przebywania razem, odpoczynku, spacerów i spokojnego snu na Alexie przestałam mieć koszmary.

Po prostu pewnego dnia zauważyłam, że nie wróciły.

Paradoksalnie pomogło mi to, że martwiłam się o zdrowie Alexa.

Słuchałam jego oddechu i spałam spokojnie.

To znaczy: spokojnie oprócz chwil, kiedy Alex budził się szarpnięciem i sprawdzał, czy jestem z nim, przyciskając mnie ramieniem do siebie.

I wtedy ja też się budziłam i przytulałam go.

Chyba nie tylko ja bałam się, że go stracę.

*****

Od czasu wyjścia Alexa ze szpitala byliśmy na rozmowie z Timem aż cztery razy, chociaż był okres Świąt i Sylwestra.

Tim upewniał się, że oboje przeżyliśmy to bez śladów na psychice.

Oczywiście, nie powiedział tego.

A ja wiedziałam.

Mieliśmy oboje ślady na psychice, ale, według mnie, głównie pozytywne.

Alex, po tym, jak uratował mi życie, przystał czuć się w naszym związku stroną, która mniej dawała.

Chociaż ciągle miał lęki związane z tym, że mógł mnie stracić.

Miałam nadzieję, że to minie.

Ja skupiłam się na tym, żeby Alex wrócił do pełnej sprawności.

Oboje więc mieliśmy nowe priorytety, które dały nową jakość naszemu związkowi i pełniejszą stabilizację.

A ja również lepiej zrozumiałam, co miała na myśli Eva, kiedy powiedziała o chwytaniu każdej sekundy, jaką daje nam życie.

Dużo lepiej.

I zamierzałam to chwytać pełnymi garściami.

Chociaż przestałam to robić desperacko, bo uwierzyłam w to, że mamy dużo czasu, by spędzić go razem.

Mogłam nawet zacząć planować nasz ślub.

Chyba.

*****

Dwa tygodnie później

Miesiąc po postrzale Alex wrócił do pracy w straży.

Ich kapitan, Olgierd, co prawda, dawał mu luz.

Wyznaczał mu łatwiejsze zadania (według słów Alexa, który trochę się tym denerwował, chociaż to rozumiał), na akcjach kazał pozostawać na uboczu, asekurować innych.

Bardzo się starałam przejść nad tym do porządku, być na luzie.

Musiałam dać mu normalnie żyć.

Bo życie toczyło się dalej.

W ich, chłopaków, kolejny wolny od pracy dzień, wybraliśmy się do Maggie i Davida w odwiedziny w ich domu.

Maggie wróciła z biura, gdzie złożyła wymówienie, ale jeszcze czasami pracowała w oczekiwaniu na zastępstwo i wiedziałam, że akurat skończyli jeść kolację, kiedy dojechaliśmy do nich na drinka przed snem.

Zawieźliśmy im spóźniony prezent z okazji ślubu.

Obraz Alexa.

 *****

Alex

Alex wchodził do domu Davida i Maggie zdenerwowany jak cholera.

Czemu dał się na to namówić?

Chociaż wiedział czemu.

Dałby się namówić Sophie do wszystkiego.

Z drugiej strony, czego on właściwie się obawiał, tego nie wiedział.

To nie mogło chyba być gorsze, niż ten powracający (coraz rzadziej) strach przed możliwością utraty Sophii.

Albo niż ten ból, który czuł przy każdym oddechu przez te kilka tygodni.

Prawie o nim zapomniał, ale nadal wiedział, że było warto.

Chociażby po to, żeby móc oglądać ten pełen dumy z niego uśmiech Sophie, kiedy pokazał jej obraz oprawiony na prezent dla Davida i Maggie.

Wspierała go.

Może miała rację i o to chodziło.

Żeby jego kumple dowiedzieli się, jaki był naprawdę.

Alex już od pewnego czasu przewidywał, że nie odrzuciliby go dlatego, że zajmował się tym, czym się zajmował.

Nie uznaliby go za słabego i nic nie wartego.

Więc wziął obraz z tylnego siedzenia pickupa Sophie, którym pojechali do Davida i Maggie w odwiedziny i poszedł za swoją kobietą ośnieżonym chodnikiem w stronę drzwi wejściowych do domu kumpla.

- Yo - przywitał ich David, otwierając drzwi.

Zaraz za nim zobaczyli Maggie, która przybiegła się z nimi przywitać w samych skarpetach, przez co wydawała się taka maleńka, że Alex kolejny raz zdziwił się, jak kontrastowa jest w stosunku do jej męża.

Jasna, mała, krucha.

A David był duży, solidny i ciemny.

Pasowali dzięki temu do siebie niebywale i to było piękne.

Alex przypomniał sobie to, co Sophie kiedyś, dawno temu powiedziała mu o balansie w związku, że nie jest idealnym dopasowaniem.

Myliła się.

Balans w zawiązku jest dopasowaniem, ale nie podobieństw.

Harmonia częściej polega na symetrii.

Kiedy o tym myślał, Maggie skończyła się witać pocałunkami z Sophie i zwróciła się do niego.

- Hej, Alex - powiedziała cicho.

- Maggie - cicho przywitał się z nią z niepewnym uśmiechem i wysunął przed siebie pakunek.

Nie wiedział, co powiedzieć.

- Maggie, David - powiedziała Sophie, żeby go wyręczyć i wesprzeć, a przy tym złapała go za ramię, więc poczuł się nieco pewniej - To prezent od Alexa dla was z okazji waszego ślubu.

- Od nas razem - mruknął wreszcie Alex - Spóźniony prezent.

Podał pakunek Davidowi, który wziął go od niego z ciekawością widoczną na twarzy (co było dziwne, bo w pracy David nigdy nie ujawniał swoich myśli, czy emocji) i przeniósł do salonu.

Przeszli tam wszyscy, a Maggie wskazała im kanapę, ale oboje z Sophie stali, a Alex poczuł, ze Sophie zbliżyła do niego swoje ciało i lekko się o niego oparła plecami.

 Objął ją ramieniem za brzuch, głównie po to, żeby siebie uspokoić, bo poczuł rozchodzące się po całym ciele dreszcze zdenerwowania.

David zdjął wreszcie ostatnią warstwę papieru, zobaczył obraz, spojrzał szybko na Alexa, oparł obraz o fotel i odszedł dwa kroki do tyłu, żeby spojrzeć na niego jeszcze raz.

Na jego twarzy malował się wyraz zdziwienia, ale było to oszołomione, zachwycone zdumienie, a nie wesołość, której spodziewał się podskórnie Alex.

- Kurwa, Alex - mruknął wreszcie David w szoku - no, kurwa, stary.

Maggie zachichotała, a Sophie dołączyła do niej.

Alex to zrozumiał.

Obie wiedziały, co oznaczała ta reakcja Davida.

Sophie znała facetów, więc wiedziała, że tak mógł wyrażać uznanie, a Maggie znała Davida na tyle, żeby wiedzieć, że tylko jego pełne oszołomienie mogło spowodować u niego uwolnienie przekleństwa w jej obecności.

Ale chichot Maggie brzmiał dziwnie, jak zakrztuszony, więc oboje: Alex i Sophie natychmiast spojrzeli na nią z niepokojem.

A potem Sophie odwróciła się lekko w jego ramionach i oparła się o Alexa mocniej całym bokiem, a potem przechyliła głowę, by spojrzeć w jego oczy.

Maggie ledwo hamowała łzy.

Oboje widzieli tylko raz, jak Maggie płakała, więc było oczywiste, że mocno przeżywała to, co właśnie zobaczyła.

- Ty sobie, kurwa, nawet nie wyobrażaj, że ja powieszę to w naszym salonie - nagle wymamrotał David i spojrzeli na niego ze zdziwieniem.

Alex się spiął.

- David! - warknęła Maggie.

- No, co - tłumaczył głośno David swojej żonie - chyba nie chcesz, żeby każdy, kto tu wejdzie napalał się na ciebie. A po czymś takim - machnął ręką w stronę obrazu - będzie!

Alex nie był pewien, ale w końcu uznał to za komplement.

Następne słowa Sophie to mu potwierdziły.

- Taaa - mruknęła przez swój kolejny chichot - Ja też uznałam to za bardzo podniecające.

Więc tak.

Przedstawił po prostu parę nowożeńców w ich pełnych strojach ślubnych, ale, najwidoczniej, ich namiętność była widoczna na tym obrazie.

- To naprawdę piękne - powiedziała cicho do niego Maggie, kładąc dłoń na jego przedramieniu - Dziękujemy ci.

- Taaa - mruknął David - Dzięki, stary.

Usiedli później w salonie Maggie i Davida, wypili kawę, a Sophie, jak zwykle, rozglądała się, zachwycała wystrojem i robiła zdjęcia.

Nie rozmawiali długo.

Półtorej godziny później byli w swoim domu.

A tam Sophie najpierw pokazała, a potem mu powiedziała, jak bardzo lubiła to, kiedy rozkazywał jej podczas seksu.

Zaczęło się zaraz od wejścia do domu.

Zdjęli z siebie zimowe kurtki i zaśnieżone buty, zostawili wszystko do wysuszenia w korytarzu wejściowym i Sophie pierwsza wyszła z niego, by skierować się do salonu.

- Stań - rozkazał krótko Alex.

Stanęła, odwróciła się do niego powoli i, pieprzyć go, zobaczył w jej oczach podniecenie i pełne nadziei oczekiwanie, chociaż jeszcze nic nie powiedział, nie zrobił, nawet jej nie dotykał.

- Zostaw to - wskazał na jej torebkę, którą natychmiast porzuciła na najbliższym stoliku.

- Rozbierz się - Alex wydał następny rozkaz niskim głosem, podchodząc do niej bliżej, ale nadal poza zasięgiem jej dotyku.

Rozbierała się powoli, patrząc mu prosto w oczy, ale dysząc, jak tylko jego Sophie potrafiła, pokazując, że jest bardzo podniecona.

Alex stanął, oglądał pokaz i delektował się widokiem jej wkrótce-nagiego smukłego, wysportowanego ciała z tak pełnymi, podniecającymi krągłościami.

- Połóż się na kanapie i rozłóż się - wydał kolejny rozkaz.

Następne rozkazy przyszły jeden po drugim, z odstępami odpowiednimi akurat na tyle, żeby Alex mógł dokładnie popatrzeć sobie, jak Sophie robiła sobie dobrze, jak rozbierała jego, wyjmowała go z bokserek już naprężonego i gotowego na nią, a potem, jak sama nakierowała go sobie do wejścia.

Potem nie patrzył.

Czuł i brał.

Pieprzył ją gwałtownie, szybko i ostro.

Wręcz brutalnie.

Doszli oboje mocno i długo, a następnie leżeli na kanapie uspokajając swoje oddechy, kiedy Alex ułożył ich wydłuż oparcia, z Sophie od strony kanapy, a nim od strony podłogi.

- Lubię, jak mi rozkazujesz - przyznała cicho Sophie.

Alex trochę się zdziwił, ale potem dotarło do niego, że mogła tego nie rozumieć do końca, ale potrzebowała lub lubiła to tylko podczas seksu.

- Zawsze? - spytał prowokacyjnie.

Sophie wyciągnęła się przy nim jak kocica i mruknęła cicho.

- Chyba nie zawsze - przyznała w końcu - Chyba tylko podczas seksu.

Zastanowiła się przez chwilę.

- I to nie wiem, czy zawsze - przyznała uczciwie.

- Zobaczymy - wymamrotał Alex i pocałował ją mokro i namiętnie, ale powoli i delikatnie, alby zakończyć tę część wieczoru i przejść dalej.

*****

Sophie

Dwa miesiące później

- Córeczkę? - wykrzyknęłam z radością do telefonu - Tak się cieszę. Gratulacje i wszystkiego najlepszego!

Rozłączyłam się, odłożyłam telefon na blat w kuchni, gdzie szykowałam dla nas lunch i natychmiast pobiegłam do Alexa, pracującego w swoim studio, żeby podzielić się z nim radosną nowiną.

Zapukałam, poczekałam, aż wyszedł (ponownie nie chciał, żebym widziała co malował, ale czekałam cierpliwie).

- Alice i Eddie mają córeczkę! - krzyknęłam, kiedy tylko otworzył drzwi - Ma na imię Elena Eva. Alice właśnie dzwoniła, że już jest po porodzie i obie dobrze się czują.

Byłam szczęśliwa i podekscytowana, więc rzuciłam mu się na szyję, chociaż miał na sobie swoją koszulę, w której zwykle malował i był poplamiony farbą.

Przyjął to, objął mnie z uśmiechem i pocałował tak, jak lubiliśmy.

Mokro, mocno i głęboko.

Ale potem odsunął się odrobinę i spojrzał mi w oczy.

- Możesz mi zrobić kawę? - poprosił i dodał - Zaraz zrobię przerwę, to porozmawiamy.

- Oczywiście - powiedziałam natychmiast i pocałowałam go lekko z zamkniętymi ustami, żeby potem go puścić do tego, co musiał zrobić.

Poszłam do kuchni, bo tak wyglądały nasze dni.

Kiedy wypilibyśmy kawę, zjedlibyśmy coś, może kochalibyśmy się, musiałabym zwykle jechać do pracy, a i Alex miał co robić.

Więc musiałam mu czasem dać przestrzeń na zrobienie tego, co musiał zrobić.

Z nadejściem marca pogoda pozwoliła mi na rozpoczęcie prac w terenie na budowie Domu Nad Potokiem i Domu Wschodniego.

Ten pierwszy był bardziej zaawansowany, więc tam przekierowałam chłopaków do postawienia ścian zewnętrznych, podczas gdy ja załatwiałam jeszcze pozwolenia i ustalałam szczegóły realizacji tego drugiego.

Zatrudniłam trzech nowych facetów, ale na razie na miesiąc.

Sammy ich obserwował i szkolił.

Naszym następnym projektem miał być Dom Rosyjski, z którego zamówieniem zgłosił się do mnie klient jeszcze w grudniu.

Na przełomie stycznia i lutego jeździłam do niego, żeby ustalić jego upodobania i wyobrażenia.

Narysowałam już wstępne wizje domu i zostały przez niego przyjęte.

Tego dnia miałam pojechać Raptorem i zobaczyć przyszły teren budowy, żeby ewentualnie wprowadzić poprawki do wizji elewacji i zacząć planować rozmieszczenie całości.

Moją największą obawą było to, że taki dom nie wkomponuje się w otoczenie, ale właściciel zapewniał mnie, że nie będzie kolidował z innymi budynkami na tym terenie.

Miałam dwie koncepcje.

Dom w stylu dworku rosyjskiego, czyli drewniany, z rzeźbieniami wokół okien i drzwi, albo dom z bali.

Ten drugi mógł być pod dachem z trzciny, co pasowałoby do stylu domków góralskich z okolicy.

Postanowiłam nie decydować od razu.

Myślałam o tym, a nie o córce, którą dopiero co urodziła Alice, kiedy Alex dołączył do mnie w kuchni.

Zjedliśmy zapiekane kanapki, które przygotowałam na nasz lunch, wypiliśmy kawę, a potem przenieśliśmy się do salonu na kanapę, by odpocząć.

- Chodź tutaj - powiedział cicho Alex, kiedy siedzieliśmy obok siebie i wskazał na swoje kolana.

Usiadłam na nim okrakiem i położyłam obie ręce na jego ramionach.

Gładził mnie delikatnie, w zamyśleniu, więc wiedziałam, że nie był w nastroju na seks.

Jednak coś mu chodziło po głowie.

- Chciałbym mieć z tobą dziecko - wypalił, a ja zamarłam.

Chciałby?

Do tej pory nie ustaliliśmy terminu naszego ślubu i ani razu nie rozmawialiśmy o przyszłości.

Wiedzieliśmy tylko tyle, że oboje chcieliśmy być ze sobą.

Być razem.

Alex złapał za moje lewe przedramię, pociągnął i moja dłoń znalazła się w jego dłoni pomiędzy nami.

Bawił się przez chwilę pierścionkiem, ale nagle zaczęłam zauważać.

Pierwsze, co zauważyłam było to, że stał się bardzo spięty.

I dopiero wtedy dotarło od mnie to, że się nie odzywałam.

- Tak - wyszeptałam - Ja też bym chciała.

Uśmiech pełen ulgi, seksowny i radosny, rozjaśnił jego twarz i znowu zostałam oszołomiona tym, jaki wtedy był przystojny.

Uwielbiałam dawać mu powody do takiego uśmiechu.

Ujęłam jego szczękę prawą dłonią i pocałowałam go w zamknięte, uśmiechnięte usta.

- A może najpierw się pobierzemy - powiedział wtedy i zesztywniałam.

Chciałam być jego żoną.

Bardzo chciałam.

Ale kiedy ostatni raz planowałam ślub, wszystko się rozpadło.

Potem uświadomiłam sobie, że to, co myślałam było głupie.

Alex nie był Paulem.

Kochał mnie i prawie dla mnie umarł.

Wiedzieliśmy o sobie wszystko.

Nie musiałam się bać.

Więc powoli uśmiechnęłam się, a potem, na widok jego radości, uśmiechnęłam się szerzej i szerzej, aż w końcu zachichotałam.

- Może powinniśmy - mruknęłam przez to.

- Myślę, że moja mama oszaleje ze szczęścia - wymamrotał Alex.

A ja zachichotałam głośniej, bo coś sobie uświadomiłam.

- Myślę, że Alek i Sam mogą jej nie dopuścić do planowania naszego ślubu - powiedziałam Alexowi przez swój chichot.

- O, kurwa - mruknął Alex - Możesz mieć rację.

Popatrzył na moją wesołość, objął mój kark dłonią i przyciągnął moje usta do siebie.

Nagle odechciało mi się śmiać, bo miałam ochotę na coś zupełnie innego.

Alex też.

Więc to wziął, poczynając od głębokiego i nie-delikatnego pocałunku, a później ponownie rozkazując mi, co miałam po kolei zrobić, żeby doprowadzić nas do najwyższej rozkoszy.

Uwielbiałam to.

*****

Pół roku później

Jechałam do Maggie, bo właśnie wróciła ze szpitala po urodzeniu ich pierwszego dziecka, synka, któremu nadali imiona James Daniel po Jimmy’m i dziadku Davida.

Rozmawiałam jednocześnie z Sammy’m, który nadzorował ekipę wykańczającą Dom Nad Potokiem.

Zmieniłam sposób pracy nad zleceniami, zaufałam bardziej Sammy’emu i zatrudniłam jeszcze jednego brygadzistę, bo musiałam.

Z dwóch względów.

Po pierwsze miałam więcej zleceń.

Po drugie, jeśli chciałam mieć kiedyś dzieci, to musiałam mieć zaufaną ekipę, której nie musiałabym tak bardzo nadzorować.

Nie mogłabym spędzać pół dnia na budowie, jeśli w domu czekałoby na mnie dziecko lub dzieci (i Alex).

Wystarczyłoby mi pracy przy rysowaniu projektów, z rozmowami z klientami, stroną internetową, którą uaktualniałyśmy z Sandrą i z księgowością, którą prowadziła Alice, ale nadal ja musiałam pilnować faktur.

Prowadzenie rozwijającej się firmy było to nie przelewki.

Planowanie naszego ślubu okazało się niezłą łamigłówką logistyczną, bo zaraz, jak ogłosiliśmy, że się pobieramy, dziewczyny zaczęły zgłaszać swoje roszczenia co do terminów.

Jakby się zmówiły.

Właśnie upływał nasz drugi proponowany termin na ślub, a upływał, bo Maggie przyznała nam się do tego, że jest w ciąży dopiero, kiedy powiedzieliśmy, że chcemy się pobrać za pół roku, czyli teraz.

Pierwszy termin zajęła nam Eva, a dokładniej Jimmy, bo pierwotnie chcieliśmy się pobrać latem, ale wtedy Jimmy zorganizował huczne obchody pięćdziesiątych urodzin Evy.

Naprawdę huczne, z wynajęciem w górach całego hotelu na cały weekend włącznie.

Nie żartuję.

Oni wszystkie imprezy robili z rozmachem.

Wyjątkowe.

Nazywaliśmy je Impreza u Sparków, co mówiło wszystko.

A potem okazało się, że Alice jest w kolejnej ciąży, więc nie czekaliśmy na jej poród, bo Alek przestraszył się, że zaraz Maggie będzie w drugiej ciąży (i była), więc mieliśmy wziąć ślub za półtora miesiąca.

Dokładnie.

Nie za miesiąc, bo w październiku mały Davie, synek Evy i Jimmy’ego, kończył roczek i miała być kolejna Impreza u Sparków.

Ufff!

Alek dostawał prawie histerii, kiedy któraś z kobiet wchodziła na nasze spotkania ze słowami: Mam dla was nowinę

Juliet odetchnęła z ulgą, że to nie ona martwiła się o termin naszego ślubu.

Rozmawiałam z nią i tak naprawdę nie była jakoś specjalnie zdruzgotana tym, że Alek przejął organizację naszego ślubu.

Stwierdziła, że woli się bawić na weselu, niż kłopotać stroną organizacyjną.

Dzięki Bogu!

Ja nie przejmowałam się tym wszystkim i Alex też podchodził do tego na luzie, więc zwykle na spotkaniach, które organizował Alek, by omówić coś super ważnego, jak na przykład kolor serwetek, siadaliśmy w tej samej pozycji, to znaczy Alex na jednym krześle, a ja na drugim, oparta o niego plecami i owinięta jego ramionami pod żebrami.

I udawaliśmy, że słuchaliśmy i że to było super ważne.

Zaparkowałam na podjeździe za Mustangiem Alexa, który dotarł tu prosto z pracy, więc się nie widzieliśmy od rana.

Drzwi otworzył mi David, a za nim dostrzegłam Alexa wstającego ze stołka przy barze kuchennym, gdzie leżało otwarte pudełko pizzy.

Najwidoczniej chłopaki zadbali sami o swoją kolację.

Przywitaliśmy się - Yo - z Davidem, pocałunkiem z Alex’em, a potem poszłam wprost do Maggie i Jima na górę, gdzie była ich sypialnia.

Przywitać małego James’a Daniela Lichtwitz’a.

*****

Półtora miesiąca później

Szłam wolnym krokiem oparta na ramieniu mojego brata, który zastępował naszego tatę, przejściem w stronę łuku z kwiatów i urzędnika, przed którym stał szereg facetów i właśnie ustawiły się moje przyjaciółki, druhny.

Ale widziałam tylko jednego.

Jedynego mężczyznę na całym świecie.

Tego, do którego chciałam podbiec i musiałam się hamować ze wszystkich sił, żeby tego nie zrobić.

Alex był ubrany w biały garnitur, białą koszulę, do których miał ciemno zielone dodatki (muchę, poszetkę, brzeg garnituru itp.) i wyglądał tak przystojnie, był taki pociągający, że przekroczył wszelkie normy.

To powinno być zakazane.

No powiedzcie sami, ile tego dobra mogła znieść dziewczyna, z perspektywą spędzenia długich godzin w towarzystwie (nawet, jeśli to było towarzystwo przyjaciół) i nie rzucić się na kolana, błagając o dziki seks.

Byłam ubrana w spodnie, co spowodowało dziwną minę Alexa, kiedy patrzył na mnie, idącą w jego stronę.

Wiedziałam, że miałby ochotę na mnie w sukni ślubnej.

Nie znał mojego drobnego sekretu.

Spodnie, które miałam na sobie, były w zasadzie jednoczęściowym kombinezonem, z nogawkami rozszerzanymi lekko do dołu, szerokim paskiem z tego samego materiału, a u góry składającym się z dwóch kawałków materiału spiętych na moim karku.

Całe plecy miałam odkryte i całość zapinana była tylko na suwak, który zaczynał się w pasie, a kończył nisko między pośladkami (i na haftki na karku).

I nie miałam na sobie bielizny.

Żadnej.

Kombinezon zrobiony był z miękkiego, lejącego się, więc oblepiającego moje ciało, białego materiału obszytego czerwoną lamówką.

We włosach miałam czerwone kwiaty.

Dotarłam wreszcie do Alexa i czas się zatrzymał.

Byliśmy tylko my.

Mogłam mu powiedzieć, jak bardzo go kochałam.

I usłyszałam - I że cię nie opuszczę

Cudem się nie popłakałam.

Dobrze było mieć w tej chwili wokół siebie rodzinę i przyjaciół, którzy głośny cieszyli się z naszego szczęścia, gratulowali nam, życzyli dużo dobrych rzeczy, a potem bawili się razem z nami, żeby uczcić nasze przysięgi.

W czasie imprezy mieliśmy z Alex’em chwilę dla siebie.

Wykorzystaliśmy ją na wspomnienia.

Widzicie, nasze wesele odbywało się dokładnie w tej samej sali, co kiedyś wesele Alice i Eddiego i ja z druhnami miałyśmy jako przebieralnię dokładnie ten pokój, w którym, no wiecie, my z Alex’em, hmmm.

Więc po kolejnym naszym tańcu, kiedy Alex wodził dłonią po nagiej skórze moich pleców, stało się „to”.

Najpierw mój mąż wyszeptał mi do ucha - Za włożenie dzisiaj tych spodni, złoję ci później tyłek.

- Och - odszepnęłam - Więc może pójdę się przebrać.

Ale nie ukrywałam, że przez całe moje ciało przeszedł rozkoszny dreszcz, a między nogami zrobiło mi się mokro.

Słychać to było w moim głosie i czuć w pochyleniu w czasie tańca całego mojego ciała w stronę mojego nowo poślubionego męża.

Wyczuł to.

- Okej - szepnął znowu Alex, ale jego głos też był schrypnięty i zdradzał podniecenie - Odprowadzę cię.

Rozłączyliśmy się i, trzymając się za ręce, spoglądając na innych z przepraszającym uśmiechem, poszliśmy w stronę wyjścia z sali.

Mieliśmy jeden cel.

Tuż za drzwiami Alex przyspieszył, nie bacząc na to, czy ktoś nas obserwuje i pociągnął mnie prawie biegiem na cienkich obcasach moich białych czółenek w stronę przebieralni.

Oczywiście, Alex miał klucz!

Otworzył, wepchnął mnie i zamknął za nami.

Kiedy weszliśmy tam, natychmiast zostałam przyszpilona do drzwi i schwytana oburącz za tyłek, a usta Alexa dopadły moich i wzięły je w mokrym, gwałtownym i gorącym pocałunku.

Naszym ulubionym.

Takim, jaki doprowadzał zawsze do czegoś bardzo dobrego.

Tym razem ręce Alexa powędrowały na moje pośladki i powiedział coś bardzo brzydkiego na temat mojego kombinezonu.

- Jak zdjąć to cholerstwo? - warknął później, odsuwając się ode mnie na krok i patrząc uważnie na moje ciało.

Zrobiłam krok w stronę pokoju, żeby mieć możliwość ruchu.

Odwróciłam się do niego tyłem i wskazałam na suwak ukryty w pasku.

Zręczne palce Alexa poradziły sobie z tym w sekundę, a potem znalazł to i poczułam, jak sunął niżej i niżej, aż po moim tyłku.

Z wysuniętym palcem wskazującym.

I wyczuł moją niespodziankę.

Omójbosze!

Myślałam, że dojdę od tego.

Kiedy palec wskazujący Alexa wsunął się między moje pośladki, które nie były okryte majtkami, usłyszałam jego syk.

Wciągnął powietrze, co musiało oznaczać zachwyt.

Chciałam się odwrócić i pocałować go, ale mi nie pozwolił.

Staliśmy na środku pokoju, przodem do lustra, a dłonie Alexa powędrowały pod materiałem na boki do moich nagich bioder, przyciągnął je do siebie tak, że pochyliłam się i wypięłam tyłek w jego stronę.

W wyniku tego materiał kombinezonu rozchylił się i zsunął na boki.

Mój mąż miał przed sobą moje całkiem nagie pośladki.

Złapałam się oburącz ramy lustra i miałam nadzieję, że mnie utrzyma.

Nogi mi dosłownie dygotały.

Pogłaskał mnie i usłyszałam rozpinanie rozporka jego spodni.

A potem, bez dodatkowego uprzedzenia czy ostrzeżenia, Alex wbił się w moją gorącą, oczekującą wilgoć.

Cicho krzyknęłam z zaskoczenia, ale potem wypięłam się mocniej w jego stronę i zajęczałam z rozkoszy.

Alex złapał mnie za biodra, naciągnął na siebie, a potem jego dłonie się rozjechały i jedną poczułam po materiałem kombinezonu wsuwającą się na moją prawą pierś, a drugą zjeżdżającą na cipkę.

Czułam go w sobie, ale w lustrze widziałam siebie w ubraniu.

I to było bardzo seksowne.

Wygięłam się, żeby być przysunięta tyłkiem do jego lędźwi, a plecami do jego brzucha i klatki piersiowej i mogłam puścić niepewne lustro.

I zaczęła się szalona jazda.

Alex pieprzył mnie ostro rolując przy tym zarówno sutek, jak i łechtaczkę, więc nie byłam w stanie myśleć.

Tylko czułam.

Mocno.

Nie jestem w stanie powiedzieć wam, czy było lepiej niż przy innych okazjach, ale było fantastycznie!

Orgazm, który nami zawładnął był gigantyczny i zagryzałam wargi, żeby nie krzyczeć na całą salę bankietową.

A na dodatek był jednoczesny z orgazmem Alexa, więc jeszcze lepszy.

O, Boże!

Jak ja go kochałam.

Potem, po krótkim odpoczynku i uregulowaniu oddechów, umyliśmy się, przebraliśmy (ja w obcisłą sukienkę z dżerseju) i wróciliśmy do gości.

Żeby po naszym wspaniałym torcie pojechać we dwójkę w bardzo krótką, bo tylko tygodniową, ale bardzo udaną podróż poślubną.

A potem wrócić do naszego życia już jako para.

Jaką zawsze byliśmy, bo tak chciało przeznaczenie.

*****

Alba

Stałam z boku i nieco z tyłu w niedużej, bogato udekorowanej czerwonymi kwiatami sali i patrzyłam, jak mój kumpel z pracy, Alex, który według opinii Sama i Billy’ego, innych kumpli, z którymi pracowaliśmy w Fire Station 13, był do niedawna niepoprawnym podrywaczem, przysięgał swojej od-teraz-żonie wierność i miłość małżeńską.

Wyglądał jak ktoś, kto nie musiał przysięgać, żeby tego dotrzymać.

Jakby Sophie, która stała naprzeciwko niego, była jedyną kobietą na całym świecie wartą spojrzenia.

Nikt więcej się nie liczył.

A on zamierzał na dodatek bronić ją przed całym złem świata.

Boże Wszechmogący, jak ja jej zazdrościłam.

Nie ze względu na Alexa, chociaż był przystojny, ale dlatego, że marzyłam o kimś, dla kogo byłabym najważniejsza.

Jedyna.

A potem pomyślałam o tym, o czym jeszcze plotkowali Sam i Billy.

Nie lubiłam plotek i starałam się ich unikać, ale trudno było nie słuchać.

Mówili o wszystkich i wszystkim, bo lubili plotkować, a możliwe, że również dlatego, bo chcieli mi zaimponować.

Nieważne.

Cokolwiek.

Ważne było to, co mówili o Davidzie, kolejnym z naszych kumpli.

Że David pomagał policji czy komuś takiemu w akcjach specjalnych, bo miał specjalne umiejętności i znajomości.

Więc myślałam o tym, że to z nim powinnam porozmawiać o swoich problemach i obawach.

Ale David był tam z Maggie.

Musiałam poczekać.

Więc wyszłam stamtąd i pojechałam sama do swojego mieszkania, bo nie miałam zamiaru zostawać na imprezie.

Nie byłam jedną z nich.

Po prostu pracowaliśmy razem.

Teraz potrzebowałam tylko pomocy Davida.

Może udałoby mi się go złapać kiedyś bez towarzystwa w pracy, przy sprzątaniu wozu czy coś.

Ale miałam coraz mniej czasu.

Zanim musiałabym znowu uciekać.

 


 

3 komentarze: