Rozdział 19
Sophie
O,
Boże kochany!
Kiedy
zobaczyłam błysk i usłyszałam ogłuszający huk wystrzału, byłam pewna, że nic
nie mogę zrobić, że nie zdążę, zaraz oberwę, ale i tak odruchowo się cofnęłam w
bok i tyłem do ściany.
W
tej samej chwili do studio wtargnęli głośni, czarni faceci, a Alex rzucił się
całym ciałem na mnie.
Całym!
Ciałem!
Na
mnie!
Przewróciliśmy
się i uderzyłam krzyżem o ścianę.
Zabolało.
Stęknęłam.
A
potem byliśmy na podłodze.
Ja
na tyłku.
Nie
myślałam.
Alex
leżał częściowo na mnie, a ja trzymałam się go, oburącz kurczowo obejmując od
tyłu jego żebra i nagle dotarło do mnie, że się nie poruszał.
Nie poruszał się!
-
Alex - szepnęłam z przerażeniem i starałam się przesunąć dłonie na jego ciele,
wyprostować pod nim nogi.
Zrobić
cokolwiek.
Poczułam
ciepłą wilgoć.
Moja
dłoń na jego boku była mokra i lepka.
Wilgoć
rozpływała się szybko, nasączając nasze ubrania.
Ciało
Alexa było ciężkie i nieruchome.
Była
silna, ale nadal: on był ciężki i nieruchomy!
-
Alex! - krzyknęłam.
Poczułam
ruch wokół mnie.
Wielu
osób.
Zobaczyłam,
że jego oczy są otwarte, pociemniałe i skupione.
Ale
nie na mnie.
Na
czymś, co czuł, co go…
Bolało?!
Postarałam
się mocno, bardzo mocno i z olbrzymim
wysiłkiem wreszcie odwróciłam jego ciało na mnie, żeby był całkiem na plecach, wysunęłam
spod niego swoje nogi i uklękłam obok niego, starając się delikatnie ułożyć
jego głowę na podłodze.
Położyłam
go płasko, uklękłam nad nim i zobaczyłam to.
Skoczył
przede mnie, plecami zwrócony do mnie, więc kula, która była przeznaczona dla mnie, wbiła się w prawą, dolną część
jego klatki piersiowej.
Teraz
płynęła stamtąd krew, a kiedy podniosłam na jego żebrach koszulkę, zobaczyłam
pęcherzyki powietrza, tworzące czerwone banieczki, pojawiające się w ranie przy
każdym jego wdechu.
Słyszalnym
wdechu.
Bolesnym,
wysilonym wdechu.
O,
Boże!
Położyłam
tam płaską dłoń i nacisnęłam.
-
Sophie - szepnął na wydechu.
Rozpacz
i bezsilność wręcz mnie rozrywały.
-
Alex! - wrzasnęłam znowu cholernie
głośno i bardziej niż bardzo
rozpaczliwie i wreszcie ktoś to
zauważył.
Poczułam
czyjeś pieprzone ręce na sobie.
Złapali
mnie za ramiona.
Nie
pozwoliłam sobą poruszyć.
Przycisnęłam
mocniej płaską dłoń do żeber Alexa, żeby zatkać tę cholerną dziurę i spojrzałam
w jego piękne, zielone oczy.
-
Nie, nie, nie, nie! - jęczałam
błagalnie.
Tak
cholernie bezsilna.
-
Sophie - usłyszałam głos Davida - Pozwól nam się nim zająć.
Podniosłam
głowę.
Byli
tam pieprzeni ratownicy.
Wreszcie!
Odsunęłam
się na kolanach w stronę głowy Alexa, a właściwie odpełzłam i nie patrzyłam, co
robili przy jego ranie.
Musieli
zrobić to, co robili.
Znali
się na tym.
Mieli
go uratować.
Patrzyłam
w oczy Alexa.
Chciałam
tylko, żeby Alex był ze mną.
I
nie umiałam zrobić nic, by zatkać tę
cholerną dziurę.
Klęczałam
przy jego głowie, nieco z tyłu.
Trzymałam
jego głowę dłońmi w jego włosach.
Twarzą
blisko jego twarzy.
Patrzył
tylko na mnie, ale jego oczy były nieprzytomne.
Zaczął
je zamykać.
Alex!
Narastał
we mnie skowyt.
-
Nie zostawiaj mnie - jęknęłam - Nie
odchodź!
Odsunęli
mnie, upadłam na tyłek i patrzyłam, a potem wstałam, na kolana, później na
proste nogi, żeby iść za nimi, dokądkolwiek by poszli.
Nie
widziałam nic więcej.
Nikogo.
Nie
obchodziło mnie nic.
Tylko
Alex.
Nie
mogli zabrać Alexa ode mnie!
Zabrali
go na nosze, podnieśli, a potem poszli do drzwi.
Ktoś
próbował mnie zatrzymać, ale odepchnęłam go.
Musiałam
iść za Alex’em.
Nie mogli go ode mnie
zabrać.
Alex
nigdy by mnie nie zostawił.
Nie
dałby się odepchnąć.
Nie odszedłby.
Nie,
nie, nie, nie!
Wsiedliśmy
do karetki, słyszałam, że David coś komuś tłumaczył, ale nie obchodziło nie to.
Byłam
z Alex’em.
Moim Alex’em.
I
czułam, jak powoli umierałam od środka.
*****
David
Dwie godziny
później
Gówno!
David
dotarł do pieprzonego szpitala po załatwieniu cholernie wielu pieprzonych formalności.
Cholernie
upierdliwych i długich formalności, których ni za cholerę nie chciała przełożyć
ani pieprzona policja, ani jebane FBI.
Kurwa!
Zostawił
swojego Grand Cherokee na pieprzonym przyszpitalnym parkingu i wszedł szybkim, pewnym
krokiem wprost na cholerny SOR.
Klął
w myślach, wściekły na cały świat.
Kurewsko
wściekły!
Martwił
się o Sophie i o Alexa.
Ale
również o swoją kobietę.
Nie
mógł wcześniej zadzwonić do Maggie, bo nie wiedział, do którego szpitala ich
zabrali, więc nie wiedział, co miałby jej powiedzieć.
Chociaż
wiedział, że czekała na informację.
Kiedy
już się dowiedział, dokąd ma jechać, postanowił najpierw sam pojechać i
sprawdzić, czego potrzebują.
Głównie
Sophie.
W
ostatnich tygodniach przeżyła naprawdę dużo.
Za dużo jak na jedną
kobietę.
A
jego Maggie wiedziała o wszystkim i, chociaż żyła głównie ich ślubem, martwiła
się o swoją przyjaciółkę.
Kiedy
wszedł na korytarz Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, zobaczył, że zostawiono Sophie
samą sobie.
Kurwa!
Siedziała
samotnie na podłodze na korytarzu tuż
przy samych drzwiach wejściowych na blok operacyjny.
Głowę
opierała o dłonie wbite we włosy, a ręce, zgięte w łokciach, trzymała na
kolanach i kuliła ramiona.
Miała
nadal na sobie to samo ubranie i nie była umyta.
Cholera jasna!
Poszedł
zdecydowanie w jej kierunku, patrząc tylko na nią, a wtedy z boku podeszła do
niego pielęgniarka.
Zatrzymał
się.
-
Zna ją pan? - spytała cicho, wskazując głową Sophie.
-
Tak - mruknął David.
- Nie pozwala nam się dotknąć - wyjaśniła - Nie
chce stamtąd odejść nawet na sekundę. Nie chce się ani umyć, ani przebrać. Nie
mogliśmy jej zbadać. Może spróbuje ją pan przekonać. Może panu się uda.
David
skinął głową i podszedł do Sophie.
-
Yo - mruknął cicho, siadając na podłodze obok niej, a wtedy podniosła głowę i półprzytomnie
spojrzała w jego stronę.
Nie
odpowiedziała.
Miała
na sobie tę samą koszulkę, która nasiąkła krwią Alexa, takie same, nasiąknięte
krwią dżinsy i brudne buty.
David
później dowiedział się, że zabrali do wyrzucenia jej całkiem zakrwawioną
kurtkę.
Jej
brudna torebka leżała na podłodze obok niej.
Włosy
miała w nieładzie, a dłonie i twarz miała brudne od zaschniętej krwi.
Kiedy
na niego patrzyła, widział czystą rozpacz.
Pieprzyć
go!
-
David - jęknęła w końcu.
A
potem szepnęła z rozpaczą - On nie może
odejść. Nie zostawi mnie.
Z
jej oczu znowu popłynęły łzy, a David wiedział, że to nie pierwsze.
-
Sophie - powiedział delikatnie - zadzwonię do Maggie…
-
Nie! - przerwała mu szybko prawie
krzykiem - Ona myśli o waszym ślubie. Nie możesz jej psuć wspomnień tych dni.
Musi być szczęśliwa.
Jak
ona mogła w takiej chwili myśleć o Maggie i jej szczęśliwych wspomnieniach,
tego David nie wiedział.
Wiedział
tylko, że te kobiety właśnie takie były.
Jego
kobieta też.
Myślały
o innych.
Dlatego
David wątpił, by Maggie mogło cokolwiek bardziej zepsuć wspomnienie tych dni,
niż świadomość faktu, że porzuciła przyjaciółkę w potrzebie.
-
To może Alice? - spytał David, bo Sophie potrzebowała kogoś, a wiedział, że te
kobiety czynnie pomagały sobie wzajemnie.
Zresztą
wiedział, że Maggie da mu do wiwatu za to, że nie zadzwonił do niej i nie
powiedział jej, dokąd miałaby przyjechać.
-
Tak, może… - szepnęła zrezygnowana Sophie.
Jak
martwa.
Musiał
coś zrobić.
-
Sophie - David zwrócił się do niej przodem - Alex będzie potrzebował twojej
siły, kiedy się skończy operacja.
-
Będzie? - szepnęła.
Skinął
głową.
Pieprzyć
go, na twarzy Sophie zaświtała taka
nadzieja na jego słowa, że kopnął się w swój cholerny tyłek w myślach za to, że
nie powiedział tego wcześniej.
-
Musisz się umyć i przebrać - dodał.
-
Tak - Sophie powiedziała trochę głośniej.
David
zobaczył w jej oczach cień tej Sophie, którą znał.
-
Tak, masz rację. Tak, tak - powiedziała gorączkowo, wyprostowała się lekko,
przełknęła i spojrzała na swoje dłonie.
-
Ale nie mam w co się przebrać - zmartwiła się.
-
Załatwię coś na szybko, a potem Alice przywiezie ci jakiś sweter - zaproponował
David - Tak?
-
Tak - powiedziała Sophie.
A
potem od razu wstała, rozgorączkowana, spiesząca się, żeby skierować się do pokoju
pielęgniarek i szybko wrócić na posterunek, a kiedy David wstał za nią,
odwróciła się do niego, spojrzała mu prosto w oczy.
- Myślisz, że będzie dobrze? - wyszeptała
prawie błagalnie.
Złapała
go przy tym lekko za przedramię.
-
Tak, Sophie - powiedział do niej z pewnością w głosie - Będzie dobrze.
I
musiało być.
Wierzył
w to i Sophie zobaczyła tę wiarę w jego oczach, bo skinęła mu lekko głową,
zanim poszła dalej.
*****
Sophie
Godzinę później
Kiedy
skończyła się operacja, lekarz wyszedł do nas i powiedział, że wyjęli mu kulę z
płuc, stan Alexa został ustabilizowany, ale stracił dużo krwi i trzeba czekać,
aż się okaże...
Wcześniej
umyłam się, ubrałam w szpitalną koszulkę (chyba pielęgniarki, taką jednorazową,
ale to nie było ważne).
Moją
koszulkę i stanik pielęgniarka zabrała do wyrzucenia, podobnie jak wcześniej kurtkę.
Nie
wiedziałam, co zrobić z torebką, bo ją potrzebowałam, ale pielęgniarka dała mi
foliową torbę, żebym mogła ją na razie schować.
Spodnie
lekko zaprałam, więc schły na mnie.
Kiedy
myłam ręce i twarz, myślałam tylko o tym, że to krew Alexa.
Alex
mnie uratował.
Alex
mnie uratował.
Zasłonił
mnie przed kulą.
Później
przyjechała Alice z Eddiem i przywiozła mi swój sweter.
Ubrałam
się w niego, nie oglądając.
Był
czysty, ciepły i wygodny.
I
mogłam się w nim pokazać Alexowi, kiedy tylko by się obudził.
Kiedy się obudzi.
Jedynie
to było ważne.
Czekałam.
Żeby
Alex się obudził.
Obudzi się!
Alice
przywiozła mi również kawę w kubku termicznym i coś do jedzenia.
Kawę
przyjęłam z wdzięcznością, ale nie mogłam jeść.
Objęła
mnie ramieniem i tak siedziałyśmy przy sobie w poczekalni SOR.
Nie
byłam sama.
Zawsze
dotąd byłam sama.
Potem
przyjechali inni.
Wspierali
mnie.
Nas.
I
to było piękne.
Nie
pogrążałam się cały czas w czarnych myślach, nie miałam czasu na poddawanie
się.
Miałam
na kim się oprzeć.
Pomyślałam,
że powinnam zadzwonić do Mamy Juliet, ale nie chciałam jej denerwować, dopóki
nie było nic wiadomo, dopóki trwała
operacja.
Potem,
kiedy lekarz wyszedł i powiedział mi, że mogę iść do Alexa, zadzwoniłam i
ostrożnie powiedziałam jej tylko tyle, że Alex został ranny i żeby przyjechała
do szpitala.
Żeby
wiedziała.
A
potem, nie oglądając się na nikogo, poszłam do mojego Alexa.
Kazali
mi umyć ręce mydłem dezynfekującym, założyć jednorazowy fartuch i foliowe ochraniacze
na buty.
Zrobiłam
to niecierpliwie.
Kiedy
weszłam do pokoju, w którym leżał, zobaczyłam jego szczupłe, wysportowane ciało
ukryte pod cienką kołdrą i bandażami, a jego twarz pod rurkami z tlenem.
W
gardle miał grubą rurę, która tłoczyła mu powietrze do płuc.
O,
Boże!
Gdzieś
tam, pod tym wszystkim, był mój Alex.
Maszyna
oddychała za niego?
Nie
chciałam o tym myśleć.
Nadal
miałam nadzieję, którą dał mi David.
Pielęgniarka
pozwoliła mi usiąść na krześle obok łóżka i wziąć w dłoń jego lewą rękę, bo
prawą miał podłączoną do wenflonu.
-
Dziękuję - szepnęłam do niej z uczuciem, ale nie spojrzałam na nią.
Usiadłam,
pochyliłam się w stronę tego cholernego łóżka z moim ukochanym i ujęłam jego
dłoń w obie ręce.
-
Hej - szepnęłam - Jestem tu.
Milczał,
ale nie oczekiwałam odpowiedzi.
Najważniejsze
było to, że walczył.
Był
ze mną i chciał być.
-
Wszyscy tu są - mówiłam mu - Wszyscy.
Nasi przyjaciele. Twoi kumple z pracy, wszystkie kobiety. To przyjaciele,
których mi dałeś. Wspierają nas. Są tutaj dla nas. Olgierd specjalnie zmienił
grafik i zamienił się z inną jednostką.
Wzięłam
urywany, głęboki wdech.
-
David zajął się naszymi samochodami - opowiadałam - Zabrał je spod studio. Poprosiłam,
żeby twojego Mustanga zaprowadził do naszego domu. Dałam mu pilota i kod do
alarmu, więc wstawił go do naszego garażu. Będzie tam na ciebie czekał.
Pocałowałam
jego palce w mojej dłoni.
-
Mój Raptor stoi tu, na przyszpitalnym parkingu - ciągnęłam dalej - więc będę
mogła szybko pojechać do domu albo do sklepu, jeśli będziesz cokolwiek
potrzebował. Jak tylko się obudzisz, przywiozę ci twoją koszulkę, żebyś nie
musiał spać nago, bo wszystkie pielęgniarki ślinią się na widok twojej super klaty.
Poczułam
łzy spływające mi z oczu, ale nie wytarłam ich.
-
Zadzwoniłam przed chwilą do twojej mamy - kontynuowałam cichym głosem - Jak tylko
przyjedzie, to przyjdzie tu do ciebie. Nie chciałam jej denerwować, więc nie
wie, jak wyglądasz. Mógłbyś się obudzić, żeby jej nie przestraszyć.
Zacisnęłam
zęby, bo poczułam nagły szloch wyrywający mi się z gardła.
Przycisnęłam
czoło do jego palców i tak trwałam, dopóki się nie uspokoiłam.
A
wtedy zaczęłam mówić dalej.
Mówiłam
wszystko.
Musiałam
mówić.
O
wszystkim.
O
naszym domu, o naszych planach, o sukience na ślub Maggie i Davida, o tym, co
myślałam o jego obrazach, o moich projektach.
Wszystko
to, co mi przychodziło na myśl.
Nie
zastanawiając się.
Żeby
mieć Alexa bliżej siebie.
Żeby
wiedział, że byłam z nim, dla niego.
Paplałam.
Mówiłam
tak nawet wtedy, kiedy poczułam, że za mną cicho otworzyły się drzwi i ktoś
wszedł.
Przestałam
mówić dopiero wtedy, kiedy poczułam dłoń na ramieniu.
Odwróciłam
głowę i zobaczyłam mamę Alexa.
Wstałam
ostrożnie, odwróciłam się do niej i znalazłam się w jej ramionach.
Kochających,
czułych objęciach mamy.
Omójbosze!
Zamrugałam
gwałtownie, żeby powstrzymać kolejne łzy.
O,
Boże!
Kochałam
ją.
-
Jesteś tu już ponad godzinę - powiedziała do mnie cicho, a ja się zdziwiłam, bo
czas upłynął mi tak, że nie zauważyłam tego.
Spojrzałam
niepewnie na Alexa, leżącego nieruchomo na łóżku.
-
Posiedzę z nim - powiedziała Juliet - Idź odpocząć. Napij się czegoś, zjedz,
idź do łazienki.
Pomyślałam,
że martwiła się o mnie, ale też chciała pobyć sama z Alex’em.
Musiałam
jej to dać, nawet, jeśli bardzo, bardzo
nie chciałam wychodzić.
Spojrzałam
na nią, zagryzłam bok wargi i uśmiechnęłam się niepewnie.
Skinęłam
głową i odsunęłam się na bok, żeby mogła usiąść na krzesełku, które wcześniej
zajmowałam.
A
potem wyszłam do poczekalni.
Kiedy
weszłam z korytarza szpitalnego do poczekalni SOR przystanęłam oszołomiona
tłumem, jaki tam był.
Wzruszenie
ścisnęło mnie za gardło.
Byli
tam wszyscy.
Naprawdę
wszyscy!
Nie
było Evy, ale wiedziałam, że nie zostawiłaby dzieci.
Tym
bardziej, że był tam Jimmy.
Była
nawet Sonija, która nie wyglądała na głośną.
Ani
trochę.
Ale
byli wszyscy strażacy z ich jednostki, nawet ci, których jeszcze nie poznałam
(widziałam ich tylko raz na jakiejś imprezie).
Olgierda,
ich kapitana, poznałam kiedyś przelotnie, więc skinęłam mu głową, a stojącej
obok niego kobiety nie znałam w ogóle.
Była
to szczupła brunetka o łagodnych, brązowych oczach, mojego wzrostu lub nieco
niższa, ale nie podeszłam żeby się przedstawić.
Wyglądało
na to, że byli razem, ale nie miałam do tego głowy.
Chciałam
być bliżej moich przyjaciółek.
Podeszłam
najpierw do Alice i Maggie, które stały blisko siebie, oparte o swoich
mężczyzn.
Zobaczyłam,
że Sonija ruszyła w moją stronę.
-
Hej, kochanie - Maggie wyciągnęła do mnie rękę.
-
Jak się masz? - spytała jednocześnie Alice.
-
Dobrze - powiedziałam cicho do nich i uścisnęłam obie ich dłonie, które do mnie
wyciągnęły.
Poczułam
ciepły, krótki uścisk dłoni Soniji na ramieniu, więc odwróciłam się lekko i
wykrzywiłam w półuśmiechu.
-
Potrzebujesz czegoś? - spytała Maggie.
-
Przyniosę ci kawę - usłyszałam z boku i spojrzałam, a tam, blisko nas, stali
Alek i Sam, a Alek przywitał się krótkim machnięciem dłoni, od razu odwrócił
się i wyszedł z sali.
-
Dzięki - powiedziałam jeszcze do jego pleców, a potem przyznałam cicho i niechętnie
- Zjadłabym coś.
-
Mam dla ciebie kanapkę - powiedziała Alice.
-
Okej, dzięki - powiedziałam i odsunęłam się od nich na krok, znowu niechętnie
przyznając - Muszę iść do toalety.
Zobaczyłam
kilka kiwających głów, a potem pobiegłam do ubikacji, żeby jak najkrócej być z
dala od pokoju, w którym był mój Alex.
Kiedy
wróciłam, Alek dał mi do ręki plastikowy kubek z (wstrętną) kawą z maszyny,
Alice dała mi kanapkę i usiadłam na krzesełku obok niej, żeby wzmocnić się dla
Alexa.
Potrzebowałam
mieć dużo siły.
Mógł
tam być przez całą noc.
Gapiłam
się w podłogę i żułam.
Jednak,
kiedy jadłam (coraz wolniej) dotarło do mnie, że jesteśmy na SOR, Alex jest
nieprzytomny i czekaliśmy, żeby się okazało, czy będzie dobrze.
Zadławiłam
się kęsem kanapki, kiedy łzy zatkały mi nos.
Przełknęłam,
wciągnęłam to i popiłam kawą, nie patrząc na nikogo.
Ugryzłam
znowu moją kanapkę i żułam mozolnie, bez przekonania, kiedy dziewczyny zbliżyły
się do mnie.
Zauważyły.
-
Sophie - usłyszałam głos Maggie i podniosłam zamglony wzrok, który dotąd uparcie
wbijałam w podłogę.
Alice
położyła mi rękę na kolanie.
I
była tam Eva, która powinna być w domu z dziećmi.
-
Nie jesteś sama - powiedziała cicho Eva.
-
Alex jest silny i nie zostawi cię - powiedziała Alice.
-
Pamiętasz, jak miałaś złamaną rękę - usłyszałam głos Eddiego i podniosłam
głowę, żeby zobaczyć, że stał nad nami - Byliśmy u ciebie na rozmowie z White’m.
Skinęłam
głową.
-
Alex powiedział wtedy, że zostanie z tobą - przypomniał mi Eddie i znowu
kiwnęłam głową - Ten facet wyglądał, jak ktoś, kto zamierzał dotrzymać słowa.
Rozluźniłam
się nieco, chociaż od tego czasu między nami bywało różnie.
Ale
wiedziałam, co chciał mi powiedzieć Eddie i byłam mu wdzięczna.
Więc
ponownie skinęłam głową.
-
Znam Alexa dłużej niż ty - powiedziała mi Eva, a ja przytaknęłam, kiedy
złapałam jej wzrok, chociaż mogła się mylić, bo nie wiedziała wszystkiego - …początkowo,
te ponad dwa lata temu, myślałam, że jest trzpiotowatym podrywaczem, chociaż
czułam w nim jakąś desperację. Jakby maskował samotność. Kiedy Jimmy miał swój
wypadek, dowiedziałam się, jaki Alex jest naprawdę.
Zatrzymałam
oddech i zagapiłam na nią, bo Eva zawsze potrafiła celnie dostrzec różne rzeczy
w ludziach, ale nigdy nie mówiła o tym.
Nie,
jeśli nie było potrzeby.
-
Pomagał mi. Oni wszyscy pomagali, ale wiesz, co chcę powiedzieć - powiedziała
Eva - Alex był troskliwy, opiekuńczy. Wobec ciebie też taki jest. Zawsze jest. Zawsze
będzie. Nie opuści cię. Nie zostawi cię. Nigdy.
Nie zostawi mnie.
Skinęłam
znowu głową, tym razem prawie z uśmiechem.
I
wzięłam kolejny kęs kanapki do ust.
Tym
razem prawie z apetytem.
O,
Boże!
Jak
dobrze było mieć przyjaciółki.
Dzięki
Alexowi.
*****
Alex
Jakiś czas później
Alex
poczuł się dziwnie.
Odzyskiwał
świadomość, budził się, ale nie ze snu.
Nic
go nie bolało.
Tak
właściwie to niewiele czuł.
Był
w dziwnym, nie znanym mu miejscu i wszystko, nawet powieki miał strasznie
ciężkie, a dookoła niego szumiało i pikało kilka urządzeń, których nie
rozpoznawał.
Próbował
otworzyć oczy, ale robił to powoli, jakby spał przez lata.
Spróbował
przełknąć i poczuł coś w gardle, co go dusiło.
Najpierw
spanikował.
Jednocześnie
poczuł, że oddychał.
Więc
się uspokoił.
Próbował
podnieść rękę.
-
Alex! - usłyszał szept Sophie.
Chryste,
Sophie!
Jej
głos był wypełniony ulgą, łzami i uczuciem.
Jego
Sophie.
Udało
mu się otworzyć oczy, więc zobaczył ją przy łóżku.
Szpitalnym
łóżku, na którym leżał bez koszulki, okryty cienką kołdrą, pod którą, jak czuł,
nie miał bielizny.
Chryste,
jaka ona była piękna!
Spróbował
znowu podnieść rękę do ust, w których coś mu przeszkadzało.
Przytrzymała
go; poczuł, że to jej palce obejmowały go cały czas.
-
Nie dotykaj - szepnęła nagląco Sophie i dotknęła jego twarzy - Pójdę po lekarza,
to ci to wyjmą.
Pochyliła
się, pocałowała go w policzek i odeszła.
Dopiero
wtedy Alex zobaczył swoją mamę, śpiącą w fotelu, odsuniętym w róg sali i liczne
urządzenia, które znał tylko z filmów.
Był
w szpitalu.
Przypomniał
sobie.
Podpisał
dokumenty w studio, dozorca powiedział mu, że dostaną pieniądze za kaucję na
konto bankowe przelewem, miał zabrać jeszcze te kilka rzeczy do bagażnika, a
dozorca poszedł coś załatwić.
Wyszedł,
żeby wystawić stolik na śmietnik, miał wrócić po fotel i wtedy poczuł uderzenie
w głowę.
A
potem była ciemność.
Aż
do chwili, kiedy się ocknął, leżąc pod ścianą w swoim studio, a jakiś facet
groził Sophie bronią.
Sophie była w
niebezpieczeństwie!
Musiał
bronić swojej Sophie.
Więc
skoczył.
Akurat
wtedy, kiedy tamten strzelił.
Alex
pamiętał również hałas wyważanych drzwi, twarz Davida, kiedy kumpel pochylał
się nad nimi, dziwne gniecenie w klatce piersiowej podczas każdego wdechu i
słowa Sophie.
Nie zostawiaj
mnie.
Przyszła
Sophie, a z nią lekarz z pielęgniarką.
Alex
zobaczył, że Sophie podeszła do jego mamy, obudziła ją i obie patrzyły, jak
lekarz wyjmował pewnym ruchem rurkę z jego gardła na hasło - Wydech.
Mało
przyjemne.
Zakasłał.
Pielęgniarka
podała mu plastikowy kubek i pozwoliła mu się napić, a lekarz w tym czasie badał
go i wypytywał o różne rzeczy.
Alex
odpowiadał cicho, chrapliwie i cierpliwie, ale cały czas szukał kontaktu z
oczami Sophie i swojej mamy.
Widział
tylko radość na ich twarzach.
Dobrze.
Trzymały
się za ręce, przytulały się do siebie.
Bardzo
dobrze.
Były
razem.
-
Dobrze - powiedział lekarz na koniec egzaminowania go - Przeniesiemy niedługo
pana na inną salę. Będzie pan mógł przyjąć gości.
I
uśmiechnął się do Alexa.
Gości?
Lekarz
i pielęgniarka wyszli.
Sophie
podeszła do niego, a za nią jego mama.
-
Kochanie - szepnęła mama.
-
Wszyscy tu są - Sophie powiedziała mu coś, o co chciał spytać.
Prawie
się uśmiechnął, ale poczuł, że zamykają mu się oczy.
Pomyślał
tylko jeszcze, że teraz on chyba też to miał.
To,
co mieli jego kumple.
Kogoś,
kto się o niego martwił.
-
Śpij, kochanie - usłyszał głos Sophie.
-
Nie zostawiaj mnie - wymamrotał.
Zasnął,
więc nie zobaczył, że zamarła, a potem podniosła dłoń do ust.
Nie
zostawiła go.
Ani
na chwilę.
*****
Dwa dni później
Alex
miał dosyć leżenia.
Powiedzieli
mu, że po operacji musi przebywać pięć dni w szpitalu, ale już po dwóch miał
dosyć.
Trzeciego
cholernie mu się nudziło.
Głównie
z braku możliwości ruchu.
Kiedy
Sophie pojechała (po wielu namowach Juliet i Alexa) do domu umyć się i
przebrać, przyniosła karty, więc grali w Cribbage.
I
przekonał się, że miał przyjaciół.
Były
u niego kobiety, głównie Eva, ale na krótko przyszły też Maggie i Alice, a
nawet Sonija weszła z nimi, ale nie odzywała się.
David
przyszedł sam, a potem dołączyła do niego Maggie, ale zdążyli przez chwilę
porozmawiać bez niej, więc Alex mógł mu podziękować.
Usłyszał
- No, co ty, stary.
Odwiedzili
go faceci z pracy z kapitanem na czele, Eddie, Alek i Sam.
Chociaż
akurat z dwóch ostatnich Alex się nie ucieszył, ale przyszli głównie do Sophie,
bo przynieśli jej sukienkę druhny do przymiarki.
Jedynym
plusem było to, że mógł ją w niej zobaczyć.
Minusem
było to, że złapał na ten widok głębszy wdech i przypomniał sobie, że miał tego
nie robić.
Sukienka
była bowiem obcisła i bardziej odsłaniała kształty Sophie niż ją ubierała, więc
jego kobieta wyglądała tak gorąco, że Alex prawie cieszył się, że ból
przypomniał mu, że nie mogą sobie pozwolić na seks.
Jeszcze
na długo musiał o tym zapomnieć.
Miał
rehabilitacje, których elementem były ćwiczenia oddechowe, ale nadal czuł przy
tym ból.
Przy
każdym głębszym wdechu.
Terapeuta,
który początkowo przychodził na krótko dwa razy dziennie, pokazywał mu, jak
kaszleć, co było zabawne, więc Alex usłyszał, jak Sophie się z tego śmiała.
To kochał.
Tego,
że przy tym bolało, nie.
To
samo dotyczyło zresztą poruszania się.
Sophie
pomagała mu w ćwiczeniach barków, bo chciała się ich nauczyć od terapeuty, żeby
mogli to robić sami w domu, po jego wyjściu ze szpitala.
Był
tak cholernie niezdarny.
Z
pomocą terapeuty Alex zaczął siadać, wstawać przy łóżku, ale na razie na tylko
kilka minut.
Zaczął
lepiej rozumieć, co czuła Sophie, kiedy nie mogła być samodzielna, kiedy miała
złamaną rękę.
Nienawidził
tego, że nawet do ubikacji musiał iść z pomocą innych.
Był
właśnie u niego terapeuta na ćwiczenia, który przyszedł podczas chwilowej
nieobecności Sophie.
Zresztą
pół godziny wcześniej, niż miał przyjść.
Alex
chciał skorzystać z jego obecności i pójść do toalety.
Przez
pół pokoju o (prawie) własnych siłach.
Terapeuta
prowadził go pod ramię, asekurował, ale Alex dał radę.
Kiedy
korzystał z ubikacji, terapeuta stwierdził, że jeszcze ten jeden raz odwiezie
go do łóżka wózkiem.
Więc
po niego poszedł.
Alex
nie opierał się, bo zakręciło mu się w głowie.
Siedział
na sedesie i czekał na tamtego.
A
potem, kiedy facet kończył pomagać mu usiąść na wózku, usłyszeli huk
przewracanych rzeczy.
Wjechali
z toalety do pokoju i zobaczyli Sophie.
Alex
chciał się zerwać z wózka, przerażony jej miną, ale nie mógł.
Był
tak cholernie słaby.
A
Sophie skamieniała stała na środku pokoju, wpatrzona w jego, akurat puste,
łóżko, a przed nią leżały rozrzucone kubki z wylaną kawą i pojemniki z
rozwalonym jedzeniem.
Jej
twarz wyrażała czyste przerażenie i
rozpacz.
-
Sophie - chrapliwie krzyknął Alex tak głośno, na ile zdołał.
Wreszcie
zobaczył, że odwróciła się do niego, a wtedy zaczęła się trząść i przestraszył
się, że upadnie.
Wyciągnął
do niej ręce.
Nie
mógł zrobić nic więcej.
Był
taki cholernie bezsilny.
Terapeuta
zostawił go i podszedł szybko do Sophie, ale ona odepchnęła go i przez sekundę patrzyła
tylko na Alexa, a potem ruszyła w jego stronę.
Szybko.
Upadła
na kolana przy jego wózku, zakopała się twarzą w jego nogach, objęła ramionami
jego biodra i zaszlochała.
Trwała
tak przez krótką chwilę.
Kurwa.
Jakie
to było złe uczucie, nie móc wziąć
swojej kobiety w ramiona, by pocieszyć ją, podnieść, albo chociażby podtrzymać.
Pieprzona bezsilność.
Za
namową terapeuty Sophie pozwoliła położyć Alexa do łóżka, a potem weszła do
niego, położyła się wzdłuż niego po jego lewej stronie i trzymała się, dygocząc
i szepcząc - przepraszam.
Przez
ten czas terapeuta wezwał pielęgniarkę, która chciała podać Sophie środek
uspokajający, ale ta nie chciała.
Prosiła
tylko, żeby mogła poleżeć tak z nim, na jego łóżku przez kilka minut i co
chwilę powtarzała - przepraszam.
Pielęgniarka
posprzątała, postawiła na przesuwanym stoliku nędzne resztki jedzenia, które
udało jej się uratować, bo jeden pojemnik, szczęśliwie, nie otworzył się,
spojrzała jeszcze raz na nich i wyszła.
Dopiero
wtedy Alex uścisnął lekko bok Sophie.
-
Sophie - poprosił cicho - Porozmawiaj ze mną.
Poczuł,
że wzięła głęboki wdech, ale nie odezwała się.
-
Księżniczko! - popchnął Alex - Mów do mnie.
Sophie
odsunęła lekko twarz od jego szyi, przesunęła dłoń na jego brzuch tam, gdzie
był brzeg bandaża, a potem zaczęła mówić.
-
Mówiłam ci, że moja mama zmarła na raka - Alex skinął głową, bo mówiła o tym.
Może
nie jemu, ale słyszał, bo mówiła przy nim jego mamie.
-
Przez trzy miesiące opiekowałam się nią. To znaczy… - Sophie wzięła głębszy
wdech i przycisnęła czoło do jego szczęki - Na przykład codziennie rano, po
wstaniu, brałam jogurt i szłam do niej, żeby dać jej go na śniadanie.
Alex
poczuł jej napięcie, nerwowo przełknęła ślinę, więc zwrócił głowę bardziej w
jej stronę.
Przycisnął
policzek do jej włosów.
-
Pewnego dnia weszłam do jej pokoju, a łóżko było puste - ostatnie słowo Sophie powiedziała w taki sposób, że Alex
poczuł to boleśnie w klatce piersiowej, chociaż nie był to ból związany z jego
raną - Wynajęta pielęgniarka powiedziała mi, że tata zawiózł ją do szpitala.
Pojechałam tam, a potem… - Sophie zakrztusiła się, jakby tłumiła płacz.
Kurwa,
nadal to ją bolało.
Po
latach.
Nie
przeszła żałoby.
-
…w szpitalu - ciągnęła Sophie - okazało się, że mama już zmarła. Nie pożegnałam
się. Nie zdążyłam się pożegnać.
I
to było to.
Po
tych słowach zaczęły z jej oczu płynąć łzy nieprzerwanym strumieniem i Alex w
końcu usłyszał od niej to, czego już się spodziewał, że ten widok i to uczucie
opuszczenia wracało do Sophie, jako koszmar we wszystkie te noce, kiedy budziła
się z płaczem.
Takim
samym płaczem jak teraz.
-
Sophie - powiedział cicho i potrząsnął nią, żałując jak cholera, że nie mógł
jej objąć mocniej i przyciągnąć do siebie - Ja nigdzie nie idę. Zostanę z tobą.
Nie zostawię cię.
Uniosła
się na łokciu, spojrzała na niego, jej wargi się rozchyliły i, pieprzyć go, zapłakana
była taka słodka, że chciał ją pocałować.
Ale
nie mógł się tak zgiąć.
-
Słyszałeś? - szepnęła niedowierzająco.
Patrzył
na nią bez słowa, a potem uśmiechnął się lekko.
-
Słyszałeś - potwierdziła szeptem.
Nie
musiał na to odpowiadać.
-
Kocham cię, Księżniczko - powiedział zamiast tego - I nigdzie się nie wybieram.
-
Dobrze - szepnęła i pogłaskała całą dłonią jego lewy policzek.
Zostawiła
tam rękę, położyła się z powrotem na jego ramieniu i oparła czoło o jego drugi
policzek, kiedy uspokajała oddech.
Pomilczeli
przez chwilę.
-
Kocham cię, Alex - dodała Sophie - Nigdy mnie nie zostawiaj.
-
Nie wiem, czy pamiętasz, ale obiecałaś wyjść za mnie za mąż - przypomniał jej
poważnym głosem, spoglądając na nią z ukosa.
-
Pamiętam - powiedziała, a w jej oczach pojawiła się miękkość.
-
A to oznacza, że ty również nigdy nie możesz mnie zostawić - dokończył.
-
Dobrze - mruknęła.
Westchnęła
z dobrze słyszalną ulgą.
Potem
zeszła z jego łóżka, pochyliła się, pocałowała go w usta i skierowała się do
zimnych resztek przyniesionego jedzenia.
-
Musisz mieć na to wszystko więcej siły - stwierdziła przy tym poważnie.
Alex
zaśmiał się cicho, przypominając sobie, że to też było bolesne ćwiczenie oddechowe.
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń